środa, 21 czerwca 2017

Cały dzień, a nawet tydzień, na rowerze

Nawet najstarsi górale w najskrytszych snach nie sądzili, że Roch jeszcze kiedykolwiek napisze, że jeździł na rowerze przez tydzień z rzędu. A tak właśnie się stało na Rochowym urlopie. Od poniedziałku Roch ma wolne i jedynie co próbuje robić to jeździć na rowerze. I jakoś to się udaje. Najprawdopodobniej dlatego, że odkąd Michalina ma nowy rower to chętniej wyjeżdża na dalsze wypady, a więc najczęściej są to rundki po około cztery kilometry tyle, że dwa razy dziennie co daje całe osiem, a czasem więcej kilometrów, a dziś w ogóle było szaleństwo bo Roch mógł iść sam na rower i mógł jechać gdziekolwiek i w ogóle poszedł sobie pojeździć.

Urlop, który miał być wypoczynkowym staje się rowerowym, choć Roch do końca tygodnia ma jeszcze trochę spraw poza rowerem do załatwienia, ale jak się weźmie to zrobi to w trymiga i będzie mógł znowu pojeździć na rowerze tak jak to miało miejsce dziś. Rano Roch zabrał dzieci do sklepu bo chciały parówki i nie było mocnych żeby przekonać je, że jajko też jest dobre na śniadanie. Więc po powrocie ze sklepu Roch wsiadł z dzieciorami i Żonką na rowery i pojechał w kierunku niedawno odkrytej trasy, czyli dookoła okolicy. Jednak Staś zaczął się lulać i Żona z nim wróciła do domu, a Roch z Michaliną trwali na rowerowym posterunku prąc przed siebie.

Po powrocie Michalina była wyraźnie zmęczona i chciała iść do domu. Skoro Staś spał to Michalina chciała oglądać bajki. A skoro Żonka była zajęta, Staś spał, a Michalina była pochłonięta Pidżamersami to Roch mógł się wyrwać na godzinę na rower. I tak się stało, po tym jak znalazł swoje spodenki rowerowe, uruchomił centrum telemetryczne i podniósł sobie siodełko (albo Roch rośnie albo ktoś jeździ na Rochowym rowerze) mógł spokojnie iść pojeździć. To był drugi raz na rowerze tego samego dnia! Po powrocie był obiad, później mycie samochodów, czyli biegające z gąbkami dzieci i Roch z karcherem robiący mgiełkę. Po skutecznym umyciu samochodów Michalina znowu chciała iść na rower, ale patrząc na nią i na to jak przysnęła na rowerze stojąc na światłach Roch z Żonką doszli do wniosku, że to już najwyższa pora na kolację, mycie i spanie.

I tak minął Rochowi dzień i prawie tydzień. Sponsorem była literka R jak rower. I oby tak zostało do końca Rochowego urlopu. Na zakończenie biwakujący Staś:


I ślady GPS:




Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 11 czerwca 2017

Podsumowanie weekendu, ale już bez nowego roweru

Mija, a w zasadnie minął, już tydzień odkąd Michalina pomyka na nowym rowerze i od tego czasu przybyło trochę strupów na łokciach, ale też przybyło więcej kilometrów, które Michalina przejeżdża. Dziś i wczoraj Michalina chciała jeździć na rowerze dookoła domu, ale Roch uparł się, że fajnie by było pojeździć trochę dalej, bo trzeba się obyć ze schodami, które wystają na chodnik, z autami które parkują na chodniku, etc.

Tak więc Żonka wymyśliła część trasy, reszta ułożyła się spontanicznie i wyszło całkiem ładne cztery kilometry pedałowania, co przez dwa dni dało całe osiem przejechanych kilometrów. Oczywiście Staś równie brał w tym udział w foteliku. Tak więc weekendowe pedałowanie weszło w nawyk i Michalina coraz częściej sama chce pojeździć gdzieś dalej niż tylko dookoła domu. Rochowe pedałowanie trochę leży bo nie ma czasu na samotne pedałowanie, ale coś się na koniec tygodnia kroi, więc być może będzie kolejna notka o tym jak Roch jeździł, ale nie sam i nie w Tarnowskich Górach.

Czas i pogoda pokażą. Na zakończenie ślady GPS. Sobotni i niedzielny.

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 6 czerwca 2017

Podsumowanie weekendu i całkiem nowy... rower

Tak się stało, że Roch bardziej niż przed komputerem wolał siedzieć na dworze z dziećmi, szczególnie że pogoda była aż za dobra. Ciepło, słonecznie i całkiem rowerowo. Zacząć jednak należy od tego, że Michalina urosła tak bardzo, że wyrosła ze swojego rowerka i trzeba było zacząć myśleć o nowym, większym. Roch, mający pasję w sercu i smar w żyłach wiedział, że jak rower to tylko w Adventure.

Po pierwsze, że jest tam ogromny wybór, po drugie jak nie wiadomo co wybrać to są tam fachowcy, którzy to podpowiedzą, po trzecie, że na każdym rowerze można pojeździć i po czwarte jest tam W. W. to gość, który rowery je na śniadanie i jemy ufać należy. Poza tym jedynymi osobami, które naprawiają Rocha rower to są własnie chłopaki z Adventure, więc zachwalając i reklamując ten sklep Roch wie co robi i czyni to świadomie.

Kiedy już Roch miał odłożony rower pozostało tylko poczekać do urodzin, ale z drugiej strony Żonka miała rację, że jak Miśka ma mały rower to po co czekać jak można jej dać go teraz, a na urodziny kupić jej.... i będzie miała komplet. Tak więc w sobotę po basenie Roch podjechał do Adventure i wziął nowy rower, a po przyjeździe do domu Michalina od razu go wypróbowała i była zachwycona uważając, że to "doskonały prezent na urodzinki".

Na nowym rowerze przejażdżki stały się coraz dłuższe bo i koła większe i napęd szybszy. Na początku przygody Michalina zaliczyła glebę, ale się pozbierała, pocieszyła się lodem i jeździła dalej. I tak właśnie mijał weekend. Staś oczywiście też stawia pierwsze kroki na rowerku biegowym, choć on jeszcze bardziej zafascynowany jest bieganiem i wspinaniem się na płot, ale na rowerze też dzielnie daje sobie radę. Niedługo Roch ma urlop to będą trenować odpychanie się.

Tak więc nowy rower już jest w użyciu, łokieć zdarty, ale Michalina uśmiechnięta.


Staś już w kasku, ale jeszcze na płocie.


I na zakończenie ślady GPS:

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 22 maja 2017

W końcu się udało, czyli rowerem po starych śmieciach

Długo Roch zapowiadał i długo Roch się odgrażał, ale w końcu po wielu niepowodzeniach i "nie chcę mi się" Roch pojeździł po starych śmiechach, czyli zabrał rower do Tarnowskich Gór. Oczywiście wszystko odbyło się po pracy, z której Roch urwał się wcześniej żeby móc jeszcze wrócić o jakiejś normalnej godzinie, a może nawet udałoby się poczytać dzieciorom. Notka oczywiście spóźniona ponieważ Roch jeździł w piątek, a napisał ją w poniedziałek wieczorem, ale weekend też był zajęty choć nie był on rowerowy.

Jednak wracając do piątkowego roweru to na początek były:

Repty


Najgorsze w tym wszystkim było to, że Roch stał pod blokiem i zastanawiał się jak tam się jechało. Wiedział wszak jak dojechać tam samochodem, ale nie wiedział jak tam dojeżdżał rowerem, a droga trochę się jednak różniła. Postanowił, że pojedzie w stronę "dużego parku" i może w trakcie mu się przypomni, ale nic z tego. Dojechał do głównej drogi i nią postanowił, że pojedzie dalej. W miarę upływu kilometrów Roch przypominał sobie więcej i więcej. aż w końcu znalazł znajomą boczną ścieżkę i w tym momencie wszystko się przypomniało. Bo trzeba między blokami, potem obok płotu i już po chwili był w Reptach. Tam też nic się nie zmieniło. Roch wjechał w park i już czuł, że jest u siebie.

Jedyny zgrzyt to taki, że jedna ze ścieżek zarosła krzakami, ale poza Rochem chyba nikt tamtędy nie jeździł więc przez pięć lat miała prawo zarosnąć.  I tak też zrobiła. Jednak obok była alternatywna i Roch wyjechał prawie obok nasypu, czyli pojechał na

Segiet


Tam też nic się nie zmieniło. Podjazd jak był męczący tak był jeszcze bardziej. Tam też okazało się jaką Roch ma słabą kondycję. Wyprzedził go nawet facet na składaku który jechał pod tą samą górę. Choć na usprawiedliwienie Roch ma to, że pilnował żeby nie zgubić swoich płuc. Później chciał pojechać do Radzionkowa, ale koniec końców pojechał na Sportową Dolinę i z powrotem na Segiet. Patrząc na zegarek raczej wątpił, że z Radzionkowem, Świerklańcem i Chechłem zmieści się w rozsądnej godzinie, więc wrócił na Segiet i pojechał do centrum żeby powoli wracać do samochodu, który stał pod blokiem. Wypad okazał się i tak całkiem fajny, Roch jeszcze wiele pamięta ze swoich wypadów więc nie było tak jak się obawiał, że będzie czyli pierwszy las i Roch się gubi. Może - o ile pogoda i czas pozwolą - to następny wypad będzie w drugim kierunku, czyli właśnie do Radzionkowa, Świerklańca i Chechła. Bo tamtych rejonów też Roch dawno nie odwiedzał.

Tak czy inaczej dobrze zrobić sobie odskocznię od częstochowskich ścieżek rowerowych i asfaltów. Niby po nich dobrze się jeździ, ale od czasu do czasu dobrze też jest poczuć pod kołami korzenie, patyki i kamienie. Na zakończenie pozostaje ślad GPS:

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 16 maja 2017

Szybki rower po pracy

Pogoda zaczęła w końcu przypominać tę, która ma być w maju; czyli było ciepło, słonecznie i jakoś tak rowerowo. Po powrocie do domu okazało się, że dzieciory już śpią. Tak więc Roch postanowił, że pójdzie na rower, no bo Żonka już miała herbatę zrobioną, dzieciory - jak już Roch wcześniej pisał - śpią, więc można było z niewielkimi wyrzutami sumienia iść na rower. Jako, że czasu było mało Roch szybko skoczył do Lasku Aniołowskiego tam pojeździł i pojechał z powrotem w stronę domu.

Później już tylko została wizyta w sklepie żeby znaleźć prezent dla Stasia, ale niestety już były wykupione. Jutro Roch musi podjechać do innego sklepu i może tam ten prezent będzie, a jak nie to zostaje Internet, bo tam wszystko jest przecież. Tak więc dziś rower był, a w piątek też będzie. O ile pogoda na to pozwoli, ale wszystko wskazuje na to, że pozwoli i wtedy może będzie epicki wyjazd i epicka notka. Albo nie będzie.

Na zakończenie ślad z "Centrum Telemetrycznego":

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 7 maja 2017

Trochę zaległości i pierwsze testy uchwytu

O uchwycie, który Roch zrobił z odpadków, było już raz na blogu. Jednak wszystko co do tej pory o nim Roch pisał było jedynie teorią nie popartą żadnymi doświadczeniami. A wiadomo, że najlepiej jest napisać o czymś jak już przejdzie fazę testów, bo a nóż przy zakładaniu na kierownicę uchwyt mógłby się obsuwać albo odpadać albo w ogóle nie pasować. Jednak test instalacji przebiegł pomyślnie, zresztą cały proces testowania przebiegł wielce udanie. Czyli z tego można wywnioskować, że Roch jeździł na rowerze. Tak. Udało mu się.

Pęknięcie wyświetlacza nie jest
efektem błędnego działania uchwytu.
Co prawda tylko do apteki ale i tak była okazja żeby przetestować wytwór Rocha, który dumnie nazywa się uchwytem. No i to działa. Telefon jest na miejscu, nie spada, nie przekręca się. Jedna kieszeń jest wolna, a "Centrum Telemetryczne" w końcu nie krzyczy, że sygnał się zgubił, a czujniki się rozłączyły, a za chwilę się podłączyły. No chyba, że Roch przejeżdża pod linią wysokiego napięcia, ale tam to jest pole magnetyczne i takie tam inne zakłócenia. I to by było na tyle z majówki przedłużonej urlopem. Tak się złożyło, że ten urlop sponsorowała literka "C" jak Choroba i cyferka "1" jak 1 wypad na rowerze.

Ale najważniejsze, że dzieciory już zdrowe. Zapalenie uszu już z głowy, zostały jeszcze katary, ale to akurat najmniejszy kłopot. Tak więc Roch jutro wraca do pracy i liczy, że może kiedyś, po pracy, jak pogoda dopisze, a Roch będzie miał czas to pojeździ sobie na rowerze. A jak nie to trudno. Będzie wytwarzał kolejne uchwyty i inne gadżety, albo będzie pisał, że już prawie był na rowerze, ale...
Najbliższa okazja na pójście na rower to Global Bike to Work Day, czyli rowerem do pracy. Jednak u Rocha to nie takie proste. Administrator nie pozwala wprowadzać rowerów do budynku, a zostawienie roweru przed budynkiem to nie jest zbyt dobry pomysł. Ale może się uda po pracy, czyli coś a'la "Global Bike after Work Day".

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Zaległy ślad GPS:

poniedziałek, 1 maja 2017

O tym jak Roch zrobił sobie uchwyt na telefon

Cały pomysł na taki uchwyt wziął się stąd, że "Centrum Telemetryczne" w kieszeni losowo gubi sygnał z czujnika kadencji/prędkości lub z opaski mierzącej puls. Wszystko przez tego Bluetooth Smart, który jest tak smart, że jak odległość jest zbyt duża to zasięg się gubi, a później się pojawia i znowu się gubi i tak w koło. Korzystając z okazji, że dziś jest Święto Pracy, Roch wziął się do pracy. I zrobił sobie uchwyt.

Na początku miał tylko koncepcję jak miałoby to wyglądać, ale im bardziej o tym myślał tym bardziej wiedział, że jako podstawka użyty zostanie jego stary uchwyt na pulsometr, bo jest płaski i ma możliwość zamocowania na kierownicy. Wszystko czego potrzebował to telefon, coś do zamocowania i coś do odtłuszczenia miejsca, w którym coś zamocuje. Jako, że nie miał pod ręką żadnego innego alkoholu użył wody po goleniu "Bond". Kiedy już miał odtłuszczone miejsce montażu wziął się za tuning telefonu. Ten stary i potłuczony telefon miał jedną zaletę. Miał wszystko co jest potrzebne do tego żeby uruchomić "Centrum Telemetryczne", a jak się stłucze, zgubi albo zaleje to nie będzie go szkoda, bo nic poufnego tam Roch nie ma. Tak więc do połączenia telefonu z podstawką Roch użył taśmy montażowej, która była obłędnie droga i miała obłędnie mocno trzymać. LEDów pod szafką nie utrzymała, ale może telefon da radę.

Kiedy już miał wszystko połączone to pomyślał, a w zasadzie Żonka podsunęła mu pomysł, że może obudowę też warto byłoby podkleić żeby telefon nie odpadł od tylnej klapki. Ta sama taśma, ta sama technika, więc nie ma co się rozpisywać. Kiedy wszystko było już gotowe Roch zebrał się z rodzinką i pojechali na majówkę, a później do "Złotej Pani Pediatrki" z Michaliną i jej chorym uchem. Po powrocie Roch już nie miał siły na testowanie uchwytu, więc ten poczeka na środę, bo wtedy Roch ma wolne i wtedy będzie może mu dane pojeździć na rowerze.

Na chwilę obecną ta obłędnie droga taśma wiąże się z obudową telefonu i czeka na pierwsze testy. Roch o dalszych losach obudowy będzie informował na bieżąco.

Roch pozdrawia Czytelników.

Rodakom pracującym w pocie czoła!


niedziela, 30 kwietnia 2017

Majówkowy rower z zapaleniem ucha w tle

Po tygodniach deszczu, śniegu, zimna i pluchy w końcu nastały czasy tłuste w słońce, temperaturę i witaminę D. Roch postanowił to wykorzystać na wypad na lotnisko pod Częstochową. Dawno już nie był na żadnym lotnisku, a wypadałoby od czasu do czasu coś porobić w kierunku samolotów. Tak więc Roch zapakował się z Rodzinką do samochodu i pojechali parę kilometrów za Częstochowę, czyli do Rudnik. Tam ruch zawsze jest, więc nie ma problemu z bezczynnym staniem pod płotem. Tam nawet nie ma płotu, więc można - za pozwoleniem oczywiście - podejść do hangaru. A dla dzieci przewidziano plac zabaw co dla Rocha biegającego z aparatem było wybawieniem. Dzieciory nie nudziły się, a Roch mógł spokojnie trzymać aparat w obu rękach. Oczywiście nie było tak, że dzieci były same. Była z nimi Żonka, a od czasu do czasu przychodzili i wspólnie oglądali jak jakiś szybowiec albo inny samolot ląduje. Tak więc przedpołudnie było całkiem udane i przede wszystkim rodzinne, a taka właśnie majówka być powinna. Roch jak zawsze poszedł ze Stasiem oglądać samoloty, bo Stasia interesuje wszystko co jest duże i hałaśliwe.

Z całego zajścia powstało zdjęcie, które pokazuje kto tak naprawdę przyjechał oglądać samoloty, a kto tylko na lans wśród spadochroniarzy. Koniec końców Staś chciał już jechać do domu bo zmęczony był, mało spał i w ogóle chciał już w foteliku zasnąć. Michalina podobnie choć jej było ciężej się do tego przyznać, ale jak tylko Roch wyjechał na drogę 91 do Częstochowy to i ona zasnęła. I w takich warunkach, bardzo spokojnych warunkach dojechali do domu. W domu cała dwójka spała, więc Roch pomyślał, że wykorzysta moment na to żeby przejechać się kawałek na rowerze. Żonka sama go zachęcała więc wskoczył w obcisłe i poszedł trochę popedałować. Plan był prosty, pojeździć trochę tak żeby wrócić przed obudzeniem się dzieci, bo przecież reszta dnia powinna należeć do całej czwórki. Roch pojechał w kierunku Północy; chciał pojechać do Lasku Aniołowskiego, a w drodze powrotnej przejechać chciał jeszcze przez Lisiniec.

Jednak zadzwonił telefon i okazało się, że Michalinę boli ucho. Ból ucha ma tylko jedną przyczynę: przedszkole i infekcję, która jest spowodowana alergią. Tak więc przez 4 dni idzie do przedszkola, w piątym dniu jest już chora, później katar, czasem gorączka i na pewno zapalenie ucha. Jutro jadą do lekarza, więc pewnie jakieś krople wpadną do ucha. I przerwa w przedszkolu. A później znowu historia się powtórzy. Po tym jak Roch dowiedział się, co całej sytuacji z uchem zawrócił on do domu, a w międzyczasie jeszcze zadzwonił do "Złotej Pani Pediatrki" żeby zapytać czy jutro będzie można podjechać. Bo z uchem nie ma żartów.

Po wizycie może się uda wyskoczyć na jakiś rower, w końcu majówka nie musi upływać pod znakiem grillowania. Można też pedałować (a później grillować). Tak więc może jutro będzie kolejna notka, o ile Rochowi uda się wyjść na rower.

Na zakończenie oczywiście zapis śladu GPS:

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Po pracy na rowerze

Tak się złożyło, że po ostatnich Świętach Roch wszedł na wagę i się złapał za głowę. Co prawda Roch nigdy nie wchodził na wagę po świętach i teraz też nie miał zamiaru, ale Staś wygrzebał wagę, wszedł na nią i kazał wejść Rochowi. To co zobaczył utwierdziło go w przekonaniu, że trzeba zacząć jeździć na rowerze, albo w ogóle zacząć się ruszać więcej niż tylko z samochodu do pracy i z pracy do samochodu.

No i dziś Roch miał okazję bowiem Miśka podjęła kolejną próbę pójścia do przedszkola i nie zarażenia się niczym, a Staś bez Michasi nie mógł się odnaleźć więc razem z Żonką siedział na podwórku. Koniec końców jak Roch wrócił to oboje już spali, a Żonka wysłała go na rower bo też chciała posiedzieć sama. Więc Roch ubrał się, uruchomił "Centrum Telemetryczne" i poszedł trochę pojeździć na rowerze.

Co prawda nie miał zamontowanych lampek więc czas go mocno ograniczał, ale i tak udało mu się przejechać całe 10 kilometrów, więc wynik porównywalny do tego z trenażera, a jednak widok zmieniał się co Rocha bardzo cieszyło. Na koniec porwał się on na Kordeckiego Rondo, czyli na całkiem stromy podjazd, po którym Roch widział swoje płuca upadające gdzieś pod koła roweru. Normalnie czuł się jak palacz (Roch nie palił, nie pali i nie pochwala palenia), który nie potrafi wziąć głębokiego wdechu, ale może się uda z tym skończyć.

Roch ma silną potrzebę zrzucenia "paru" kilogramów, więc i płuca powiększą swoją pojemność, a on będzie mógł wjeżdżać na ronda i inne podjazdy.

Na zakończenie oczywiście zapis GPS:

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Zachód słońca: