piątek, 31 grudnia 2010

Podsumowanie roku 2010

Nadeszła ta chwila, kiedy trzeba dokonać podsumowania rocznej (z grubsza) aktywności rowerowej. Otóż Rochowi z planów 10 tyś km wyszło tylko cztery, a i to wymęczone. Coś się stało, Roch się zblokował i nie potrafi się przełamać, ale wraz z nowym sezonem Roch będzie miał nowy-stary rower, na którym na pewno będzie mu się lepiej jeździło. O grudniowych statystykach Roch nie będzie się rozpisywał, bo nie ma o czym. Zero i nic poza tym. Roczne statystki też nie powalają, ale jest coś więcej niż zero. Przez prawie cały rok, Roch przejechał 4 012,72 km, a przynajmniej tak mu wyliczył Excel. Średnio wychodzi 10,95 km (tego już Roch nie będzie pogrubiał). Roch spędził na rowerze 191 godz. 30 min. 10 sek, czyli też nie wiele. To był rower w liczbach, ale poza tym jest też rower w sferze duchowej (z końcem roku Roch wzięło na duchowość).

Ta duchowość głównie skupia się na zdjęciach, przede wszystkim na dwóch galeriach, tej prywatnej na Flickr i tej prestiżowej, czyli na Airliners.net. Gdyby nie rower to Roch nie miałby zdjęć, a tak rowerował na lotnisko kilka razy w tygodniu i co rusz przywoził nowe zdjęcia i próbował je przecisnąć przez gęste sito screenerów. Koniec końców Roch na rowerze spędził miłe chwile, zdarzyło mu się nawet jechać, wraz z rowerem, pociągiem. Rok udany, ale kilometrów mało.

Wczoraj doszły nyple i Roch może składać tylne koło, dziś kupił adaptery do hamulców, ale okazało się, że przedni nie pasuje do przodu, za to tylny pasuje i do tyłu i do przodu, czyli w najbliższy nie świąteczny dzień Roch wymieni przód na tył i może będzie grało. Na zakończenie jeszcze możliwość pooglądania, poczytania i porównania, czyli statystki w Google Docs:

Do siego roku!

środa, 29 grudnia 2010

50% normy wykonane

Dartmoor X-RollsCiekawość nie pozwoliła Rochowi długo siedzieć w domu, przecież to dziś miał odebrać jedno koło; już o 945 stał pod zaprzyjaźnionym Adventure licząc na to, że nikt nie wpadnie na pomysł spóźnienia się. Zby jednak nie zawiódł i punktualnie o 1000 wkładał klucz do zamka. Roch pobiegł na zaplecze, a tam stało koło, całkiem nowe, wycentrowne i chętne do jazdy. Roch przy okazji zabrał drugie koło, dla którego nie wystarczyło nypli i poszedł do samochodu. Zapakował się i w domu rozpoczął proces składania.  Początkowo coś mu nie pasowało, ale to efekt podniecenia i źle włożył w dziurkę. Poprawił i wszystko pasowało.

Koło wygląda fajnie, nie jest to krzykliwy czerwony, a stonowany niebieski, więc Roch może swobodnie postawić rower i napawać się wzrokiem przechodniów patrzących na rower Rocha. Najbliższa ku temu okazja będzie dopiero na wiosnę, po zrzuceniu parunastu kilogramów, ale już teraz w domu ogólne poruszenie, bo Roch "szarpnął się" na kolorki. Koła z głowy, teraz tylko tarcze wybrać, ale Roch będzie konserwatystą i żadne "flame", egzotycznie wycięte i inne takie nie wchodzą w grę. Średnica 160mm, okrągła i tyle.

Wisienką na rowerowym torcie będzie Bomberek z nowym olejem i sezon serwisowy Roch uważa za zakończony. Potem tylko jeździć, oby dużo więcej niż w tym roku, bo Roch zarasta tłuszczem, ale na postanowienia będzie osobna notka.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Niebieski dlatego, bo Roch lubi ten kolor, a efekt końcowy jest fajny. Koniec i kropka.

wtorek, 28 grudnia 2010

Nie ma nypli w mieście

Nie było akcji "Rower 2011"  bez komplikacji; tym razem zabrakło nypli, czyli "śrubek", które trzymają szprychę w obręczy. Normalnie nie byłoby problemu ponieważ nypli koloru srebrnego jest od groma i zaprzyjaźniony Adventure ma ich całe słoiki, ale Rochowi zachciało się kolorów, a kolorowych nie ma. Nawet dystrybutor nie ma. Sprawa ma się tak: przednie koło jest złożone, bo nypli wystarczyło, a tylne koło stoi, bo dla niego nie ma.

Na szczęście Roch znalazł niebieskie nyple na portalu aukcyjnym, na tym samym, na którym nie ma konta, czyli trzeba znaleźć kogoś "pod ręką", kto kupi dla Rocha paczuszkę. Na szczęście znalazła się dobra dusza, która zamówi Rochowi nyple. Znając jego szczęście to kolejny problem będzie z Pocztą "ślimakiem" Polską, która listem nie będzie się przejmować, bo i po co, ale Roch jest dobrej myśli, do Tychów (Tych?) ma niedaleko więc przyklei sobie na drzwi logo "Poczta Polska" i poczuje się jak listonosz.

Jutro, o ile wszystko pójdzie dobrze, Roch przyniesie do domu nowe koło, od razu je sfotografuje i będzie podziwiał jego ładność, fajność i kultowość.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Koła prawie gotowe

- "Ufff, koniec świąt" -- powiedział Roch spoglądając na kalendarz.

Sklepy, przede wszystkim rowerowe, są otwarte i Roch może finalizować kołowy dil. Zaraz rano zszedł na dół, wsiadł do samochodu i pojechał do rowerowego. Tam czekało na niego złożone koło, ale jeszcze nie wycentrowane. Wygląda bajerancko, czyli tak jak Roch chciał. Niebieska piasta ładnie komponuje się z czernią szprych. Na jutro może przednie koło będzie do odbioru, a jak dobrze pójdzie to i tylne koło będzie zrobione.

Rower stoi bez kół, oparty o jakąś skrzyneczkę, ale już niedługo będzie stał na lśniących i cooltowych kołach. Roch, początkowo trochę przerażony, teraz jest zadowolony, bo na nowych kołach chce mu się jeździć, jak jeszcze dołoży hydraulikę to w ogóle z roweru nie będzie zsiadał. Oby do wiosny.

Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 25 grudnia 2010

Plan na najbliższy czas

Stary rok zbliża się ku końcowi, ale Roch ma śmiał plan i zrealizuje go, choćby miał sam zaplatać koła. W poniedziałek Roch doniesie do zaprzyjaźnionego Adventure tylne koło i tym samym etap wymiany piast będzie zakończony. Nowe koła, dzięki którym kooltowość wystrzeli jak rtęć z termometru, będą gotowe jeszcze przed nowym rokiem, a później już tylko, dwie tarcze, dwie pary klocków, nowy płyn hamulcowy i można czekać na wiosnę.

W dodatku Roch wykazał się kreatywnym księgowaniem, ponieważ w swoich statystykach prowadzi też skromną buchalterię i zaczął się zbliżać do granicy 1000 zł w jednym sezonie, czyli zakrawałby to na cyklozę. Przerzucił więc Roch piasty na rok 2011 i dzięki temu wchodzi on w nowy rok z obciążonym kontem, a stary rok zamyka z rozsądną sumą, którą można się chwalić, ale nikt Rochowi nie zarzuci rozrzutności.

Z ostatniej chwili: znowu pada śnieg, czyli z odwilży nici, ale to jest trzeci śnieg i według wszelkich zabobonów ten już będzie leżał, a jak stopnieje to definitywnie, czyli wiosna tuż tuż. Podobno dnia już przybywa.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 24 grudnia 2010

Wesołych Świąt

Święta niektórych zaskoczyły jak zima drogowców, ale skoro już są to pora na życzenia: oby Wam, czcigodni Czytelnicy, żyło się jak najlepiej, VAT nie dawał się we znaki, a służba zdrowia, jeśli już, była na każde Wasze skinienie. Oby domowe -- i każde inne -- budżety pękały w szwach, oby w materacach zamiast pianki były stuzłotówki i oby ten Nowy Rok był dużo lepszy niż ten, który właśnie dogorywa.

Tym, którzy nie jeżdżą na rowerze Roch życzy, aby zaczęli jeździć, a tym którzy jeżdżą, aby jeździli dalej, samych zjazdów i wiatru w plecy, równych dróg i życzliwych kierowców, aby każdy kilometr przejechany na rowerze wydłużał Wam życie o dziesięć lat, jak najwięcej dróg dla rowerów, po których można bezpiecznie przemieszczać się i jak najmniej głupoty innych użytkowników. I na koniec najważniejsze: oby każdy wyjazd kończył się szczęśliwym przyjazdem.

Tego życzy Wasz Roch.

środa, 22 grudnia 2010

Piasty doszły - koło się składa

Dartmoor Free-ForceWczoraj Roch otrzymał informację, że piasty doszły i można przynosić koła, jednak Roch nie mógł się wyrwać, bo miał trochę zaległości do zrobienia w domu, a poza tym na dziś był umówiony w salonie "Jedynej Słusznej Sieci Komórkowej" na podpisanie nowej umowy i odebranie nowego, lśniącego telefonu. Dziś jednak telefon nie dojechał, ale w zaprzyjaźnionym Adenture załatwił wszystko; zostawił koło, zapłacił już za piasty i jedną przywiózł do domu. Przednie koło się składa i będzie gotowe po Świętach, co Rocha cieszy, bo na piasty miał, ale na koszty robocizny już nie bardzo.

Marzocchi Bomber MX Comp AirAkcja "Rower 2011" idzie pełną parą; największy wydatek już przeszedł do historii, teraz tylko pomniejsze rzeczy, potrzebne do uruchomienia hydrauliki i można zacząć jeździć. W międzyczasie do serwisu pójdzie Bomberek i to będzie koniec. Napęd do przyszłego roku wystarczy, więc przyjemność modernizacji roweru Roch sobie dawkuje, żeby nie zrobić wszystkiego na raz. Dzięki temu branża rowerowa przynosi zyski i interes się kręci niczym nowe koła Rocha.

Korzystając z okazji wyjęcia przedniego koła, Roch zdjął stare V-break'i i wykręcił piwoty, a w ich miejsce wstawił zaślepki z logo "M". Do zdjęcia pozostaje klamka, ale tym Roch zajmie się jak już wszystko inne będzie gotowe. Wtedy zdjęcie klamek będzie wisienką na torcie i zwieńczeniem rowerowej akcji. Oby tylko Rocha nie zaskoczyła wiosna i sezon rowerowy, ale bez hamulców też da się jeździć.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Odwilż. Drugie podejście.

Co prawda z Rocha nie jest ekonomista, ale słyszał, że na koniec roku firmy zaczynają generować koszty; tak się złożyło, że owo generowanie kosztów (o ile Roch nie pisze bzdur) trafiło na Rocha. Zadzwonili z "Jedynej Słusznej Sieci Komórkowej" i oznajmili, że Roch jest stałym klientem i już może wybrać sobie nowy telefon lub obniżyć koszty, choć do końca umowy zostało jeszcze sześć miesięcy. Tak, czy inaczej Roch nie weźmie nowego telefonu, bo ma inne wydatki, czyli nowe piasty, składanie kół, później nowe klocki i serwis Bombereka.

Jutro Roch idzie do zaprzyjaźnionego Adventure zapytać, czy już są piasty, czy można poczekać z wyrywaniem resztki włosów z głowy. Tak, czy inaczej rower musi zostać skończony, a wszelkie inne gadżety muszą poczekać, bo na takim telefonie -- choćby nie wiadomo jak wypasionym -- Roch nie pojedzie na lotnisko, albo do Kamieńca.

Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 18 grudnia 2010

Mrrroźno

Chciał, nie chciał Roch musiał wyjść z domu. Jednak przed wyjściem sprawdził termometr, a tam -8°C, czyli mroźno, ale trzeba było iść. Okręcił się był Roch szalikami i poszedł w niezbadaną otchłań. Na zewnątrz okazało się, że wcale tak zimno nie było. Pewnie dlatego, że nie było wiatru, a może dlatego, że Roch przestraszył się tak niskiej temperatury. Korzystając z okazji wziął pulsometr i po półtorej godziny miał spalone 786 kalorii. Czas zacząć uprawiać zimowe spacery.

Po powrocie zabrał się za pisanie dawno już zapomnianego programu rowerowego, którego projekt można zobaczyć na screenie. Niedługo, korzystając z dobrodziejstw Bloggera, Roch zrobi nową stronę i może projekt zajedzie tak daleko, że będzie go można pobrać i przetestować. Na słynnej już rozmowie kontrolowanej kwalifikacyjnej zebrał pozytywne opinie, więc może będzie on coś wart. Póki co wersja beta, więc jeszcze są błędy, ale Roch wytrwale nad nimi pracuje.

Poza tym wszystkim Roch wciąż czeka na piasty, w poniedziałek pójdzie się przypomnieć, zabierze z sobą koło, jak dopisze mu szczęście to będzie miał jedno gotowe koło, w styczniu tył i rower będzie prawie skończony.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 16 grudnia 2010

Z cyklu: wymiana piast

Przez ostatni czas Roch wypadł z rowerowego (i każdego innego) obiegu. Z tego wszystkiego zapomniał, że dokonał wyboru piast, a nawet zamówił je w zaprzyjaźnionym Sklepie Rowerowym. Pewnie trochę przyjdzie Rochowi poczekać, bo zima atakuje jak kraj długi i szeroki więc i dowóz towaru może się obsunąć. W każdym razie mają dzwonić (ostatnio wszyscy mają do Rocha dzwonić). Może jutro, przy okazji bytności w mieście, Roch przejdzie się i przypomni o sobie, ale nie ma co szaleć, bo jeszcze jest lekka "dziura budżetowa".

Po długich godzinach spędzonych w katalogach, Roch postawił na firmę Dartmoor, bo była zachwalana, a piasty kręcą się na łożyskach maszynowych. Korzystając z wymiany piast Roch pozwolił sobie na pewną ekstrawagancję, ponieważ nowe piasty będą w kolorze niebieskim, tak jak nyple, a szprychy i obręcze pozostaną czarne. Ot, taka kastomizacja (kolejny potworek językowy).

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 15 grudnia 2010

Ciąg dalszy nastąpił

-- "Halo, halo, a pan dokąd?" -- Zakrzyknęła głowa wystająca zza wysokiego biurka.
-- "Ja? Do Firmy" -- Odpowiedział Roch.
-- "Dokument ze zdjęciem poproszę" -- Odpowiedziała głowa.
-- "Tymi drzwiami, na drugie piętro i korytarzem w lewo" -- Dowiedział się Roch.

Uzbrojony, w identyfikator z napisem "gość", Roch wszedł na drugie piętro, skręcił w lewo, poszedł do pokoju 202. Tam czekała na niego osoba, z którą Roch miał odbyć rozmowę wstępną. Cała ta cisza była spowodowana właśnie przygotowywaniem się do rozmowy kwalifikacyjnej, a że praca była fajna to Roch podszedł do tego na serio.

Przygotował kilka programów, stare poprawił, nowe udoskonalił, poczytał i mógł iść rozmawiać. Wszystko szło jak po maśle, wpierw opis Firmy, później rozmowa w języku angielskim, w końcu po polsku, potem jeszcze cztery zadania programistyczne do rozwiązania; maglowali Rocha dobrą godzinę, Roch odpowiadał. Część pytań Roch zaliczył, część sobie darował. Maglujący pisał, zaznaczał, kiwał głową. W końcu Roch pochwalił się swoimi programami, tutaj pojawił się uśmiech na twarzy maglującego.

Koniec końców Roch nie jest pewien, czy zdał, czy nie bowiem usłyszał sakramentalne "skontaktujemy się z panem" i od razu pojawiło się skojarzenie z "Porankiem kojota":


Co z tego wyjdzie czas pokaże, ale -- dmuchając na zimne -- Roch nie porzuci przekopywania kanałów RSS z ofertami fajnej pracy dla fajnego Rocha.

piątek, 10 grudnia 2010

Za chwilę dalszy ciąg programu

W związku z tym, że Roch wdraża zmiany w swoim życiu osobistym nie ma zbytnio czasu na prowadzenie bloga. Planowany powrót Rocha do życia (blogowego) nastąpi w środę, 15 grudnia 2010 roku. Do tego czasu Roch może milczeć, ale trzeba ponieść pewne ofiary. Aby umilić oczekiwanie, Roch umieszcza obraz kontrolny:

Źródło: Internet.
To wcale nie oznacza, że Roch znika z Sieci.

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 7 grudnia 2010

Idzie odwilż i idą wydatki

Wszystko wskazuje na to, że zimę mamy za sobą (przynajmniej tą pierwszą). Nadeszła odwilż, a właściwie nadszedł deszcz i śnieg zaczął topnieć. Według wszelkich prognoz jutro ma być 9°C i śnieg popłynie szerokim strumieniem do studzienek. To znak, że Roch musi zabrać się z rower, bo może obudzić się z ręką w nocniku. Co prawda do wiosny jeszcze ho ho, ale sam fakt zmiany krajobrazu za oknem powoduje u Rocha chęć do rozkręcenia roweru.

Wczoraj Roch wybrał się do zaprzyjaźnionego Adventure żeby zapytać co dalej robić z hamulcami. Roch dowiedział się, że musi je wyczyścić i wymienić klocki i właściwie nic poza tym. Hamulce już leżą wyczyszczone i czekaj na zakup... kół. Według wszelkich znaków na niebie i ziemi Roch nie wymieni piasty tylko kupi całe koła, o ile plan ułożony z zaprzyjaźnionym sklepem wypali.

I tak z małej akcji wymiany piasty zrobiła się wielka akcja składania / kupowania kół, ale czego nie robi się żeby rower był wychuchany. W związku z tym inne plany zostaną przesunięte na trochę późniejszą wiosnę, ale będą zrealizowane bowiem wszystko wiąże się z lotniskiem.

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 5 grudnia 2010

Hydraulika

Już miał Roch porzucić wszelkie nadzieje na to, że cokolwiek na blogu napisze, ale w końcu pojawił się powód inny niż śnieg, mróz i zimno. Od dawna Roch myślał "co tu w rowerze zmienić" i w końcu wymyślił. Odkupił od Michała hamulce tarczowe i od nowego sezonu będzie pomykał na lotnisko z nowymi hamulcami. Jutro Roch idzie do zaprzyjaźnionego Adventure ustalić termin serwisu, czyli wymiany płynu i klocków, ale pewnie zbiegnie się to z wymianą piasty i za jednym zamachem Roch załatwi cały przód roweru.

Pozostanie tylko kwestia wymiany tylnego koła, bo tył nie jest dostosowany do tarczy, czyli znowu będzie dylemat "którą piastę kupić", bo na pewno trzeba będzie ją wymienić. Może Rochowi uda się zdążyć przed sezonem, a jeśli nie to Roch powoli będzie odkładał fundusze i w połowie sezonu zrobi przerwę i dokończy wymianę.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Dzięki serdeczne!

piątek, 3 grudnia 2010

Opadów śniegu ciąg dalszy

Zima w pełni, śnieg pada cały dzień, choć temperatura jest ciut pod zerem więc da się żyć. Roch, jeśli nie musi, to nie wychodzi z domu, a jak już musi to porusza się samochodem, bo tam jest cieplej. Na drogach paraliż, nawet tak wychwalane pod niebiosa opony zimowe nie dają rady. Roch zamiast "zimówek" ma łopatę w bagażniku i to mu zupełnie wystarcza choć w tym roku jeszcze nie zakopał się.

Koniec roku więc trzeba zacząć myśleć o rozpoczęciu akcji "Rower 2011". Powoli trzeba będzie rozkręcać rower, sprawdzać co nadaje się do wymiany, a co jeszcze rok wytrzyma. Jednak najpierw Roch zaopatrzy się w kolejny obiektyw, a potem zatroszczy się o rower. Funduszy powinno wystarczyć.

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 1 grudnia 2010

Statystycznie nic się nie dzieje

Pod względem rowerowym u Roch panuje okres zastoju. Nic nowego skoro dawno temu przestało mu się chcieć jeździć, a teraz jeszcze zaatakowała zima. Spoglądając w statystyki jest czerwono, ale to nic dziwnego ponieważ już dwa miesiące wstecz zaczynało się czerwienić ze wstydu. Być może w przyszłym roku będzie lepiej, ale Roch nie będzie już określał ile ma do przejechania.

Pogoda za oknem jest tragiczna, śnieżyce, mrozy i wiatry i końca nie widać. Pocieszające jest to, że mamy już grudzień i do kwietnia jest coraz bliżej, choć przy takiej pogodzie te trzy miesiące będą męką. Pozostaje zaszyć się w domu, podkręcić kaloryfer na max i czekać na poprawę pogody. Na zakończenie statystyka, ale klikać nie warto: Listopad 2010.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 29 listopada 2010

Byle do wiosny

Tym razem Roch nie będzie się pastwił nad biednymi drogowcami, których ilość spadniętego śniegu mogła zaskoczyć. Od rana Roch dumał jak tu odkopać samochód. W końcu ubrał się w ciepłe buty, rękawiczki i poszedł na wykopki. Na dachu było jakieś 30 cm śniegu, zanim Roch dobrał się do środka to spędził dobrą chwilę nad próbą otwarcia drzwi. Wiązka podczerwieni nie chciała przedostać się do odbiornika, a tym samym drzwi nie chciały ustąpić. W końcu jednak szyba była na tyle czysta, że udało się otworzyć samochód.

Później trzeba było jeszcze nim pojechać, a to też nie było takie proste. Najpierw trzeba było pokonać osiedlowe uliczki, o których wszyscy zapomnieli, potem jeszcze oblodzony zjazd i można wyjeżdżać "w miasto". Oszałamiająca prędkość 20km/h, ale szybciej nie można bo lód, śnieg i tak dalej. W końcu powrót, podjazd i znowu osiedlowe uliczki oblodzone i ośnieżone.

Zima zaatakowała pełną parą, pewnie niedługo będą pierwsze "awarie" sieci elektrycznej i zapadnie ciemność. W tej ciemności jedynie przyrost naturalny może podskoczyć i to będzie chyba jedyny pozytywny aspekt tej zimy. Na lotniskach również są problemy, według ostatnich "newsów" do Katowic zaczynają się przekierowania, ale w taką pogodę Rochowi nie chce się jechać na lotnisko.

Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 27 listopada 2010

Być szybszym niż samochody Coca Coli

Wiadomo wszem i wobec, że Święta zaczynają się w momencie pierwszej emisji reklamy świątecznych samochodów Coca Coli, ale w tym roku Roch postanowił być szybszy od koncernu. Właśnie przed chwilą zainaugurował świąteczną atmosferę na blogu poprzez przyozdobienie się w świąteczną czapeczkę, a jak nauczy się podstaw CSS to może coś innego zmieni.

Za oknem zima prze do przodu; cały dzień lekko pada i już są efekty tego padania. Wszędzie zrobiło się biało, powstały też pierwsze bałwany, a Roch w poniedziałek będzie odkopywał samochód spod grubej pokrywy śnieżnej. Dobrze przynajmniej, że wie w którym miejscu go znaleźć. Zima chyba na dobre zagościła nad Rochem, oby nie na długo.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 26 listopada 2010

No i przyszła zima

-- "Brrrr zimno" -- powiedział do siebie Roch skrobiąc szyby. I tak nastąpiła inauguracja sezonu zimowego, który przywitał Rocha lekkim opadem śniegu, zamrożonym samochodem i zamarzniętymi drzwiami. Na szczęście akumulator naładowany, łopata w bagażniku, a skrobaczka w schowku, czyli można jeździć. Trzeba jeszcze wymienić płyn w zbiorniczku spryskiwaczy, ale to później, w dzień jeszcze temperatura jest na plusie więc nie trzeba się tym martwić.

Tak, w skrócie, minął dzień Rochowi. Po powrocie do domu siedział już i nie planował wychodzić z niego. Może uda się jeszcze raz podjechać na lotnisko, choć to wątpliwe, bo stanie na mrozie do przyjemności nie należy, ale z drugiej strony odpowiednie ubranie powinno zapewnić Rochowi ciepły mikroklimat. Na razie prognoza na weekend nie jest dobra, ma padać śnieg.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Tych dwóch powinni przywiązać do płotu i polewać wodą: Pyrzowice: Dwóch nastolatków oślepiało pilota laserem. Głupich jednak nie sieją.

środa, 24 listopada 2010

Wziąć się za siebie

Roch ogłasza wszem i wobec, że postanowił pierwsze "noworoczne postanowienie", choć jeszcze w starym roku, ale obiecywanie czegoś w Nowy Rok skutkuje niedotrzymaniem obietnicy. A obiecał sobie Roch, że rano i wieczorem będzie uprawiał gimnastykę, żeby zrzucić nadmiar brzuszka, a i utrzymać jako takie rozciągnięcie mięśni. Na początek Roch robi 40 skłonów, 20 przysiadów i 10 brzuszków. Liczby nie powalają, ale Roch nie chce się przetrenować i "dać sobie spokój". Z tygodnia na tydzień Roch będzie dodawał do każdej liczby kolejną dziesiątkę.

Póki co wszystko boli, ale boleć musi bowiem Roch od ostatniego rowerowania nie wykazywał aktywności fizycznej. Jak dobrze pójdzie, to może uda się stracić kilka kilogramów i dzięki temu przyszłoroczny rozruch rowerowy będzie dla Rocha dużo łagodniejszy niż tego roczny. Poza tym u Rocha, pod względem pogodowym, coraz gorzej. Śnieg zaczął padać, temperatura spadła, choć jeszcze jest nad zerem. Nie pozostaje nic innego jak włożyć łopatę do bagażnika i rozpocząć sezon zimowy.

Roch pozdrawia Czytelników.

EDYCJA: 1732

Jest trzecie zdjęcie na Airliners.net:

poniedziałek, 22 listopada 2010

Wciąż pogoda nie rozpieszcza

Przełom października i listopada przyzwyczaił Rocha do ładnej, czasem nawet wiosennej pogody i Roch chciałby już mieć tak zawsze, ale tak nie będzie. Z weekendowych planów nic nie wyszło przez pogodę właśnie. Lało i przestać nie chciało; co więcej szamani od pogody zapowiadają, że z nadejściem środy spadnie śnieg, a wraz z nim temperatura. Choć na krótko.

Koniec listopada więc śnieg jak najbardziej jest możliwy, ale czy nie mogłoby być tak, że mamy zimę, ale nie ma śniegu? Są kraje, w których mieszkańcy śniegu nie widzieli i jakoś żyją. Fakt faktem, że mają tam jakieś jadowite robactwo, ale Roch mógłby te robaki rozjeżdżać rowerem, bo jeździłby cały rok.

Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 20 listopada 2010

Kolejna porcja nudów

W końcu pogoda zrobiła się typowo jesienna; szaro, dżdżysto i zimno. Rocha wcale nie cieszy taka pogoda bowiem skutecznie zatrzymuje go w domu, a on liczył na jakiś lotniskowy wypad. Od czasu do czas lekko się przejaśni, ale nie ma co liczyć na ISO mniejsze niż 400 więc wyjazd na zdjęcia nie ma większego sensu. Roch siedzi w domu i zastanawia się co z sobą począć. Żadnego projektu elektronicznego nie ma w planach, płytka robota jeszcze leży w kopercie i czeka na zamówienie układu.

Jutro jest cień szansy na ładniejszą pogodę to może uda się podskoczyć na lotnisko, a jeśli będzie tak jak dziś to Roch ponownie spędzi dzień w domu nudząc się niemożebnie i czekając na poniedziałek, kiedy jest więcej możliwości na zagospodarowanie sobie czasu. O wszystkim Roch postara się pisać.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 18 listopada 2010

Naprawa przez destrukcję

Wczesnym rankiem Roch zawitał do zaprzyjaźnionego PWiK żeby pochwalić się swoim ostatnim projektem, czyli Koyocikowym termometrem. Brakuje jeszcze podstawki pod baterię, ale i bez niej układ działa (w teorii póki co). Na widok brakującej podstawki "Elektroniczny Guru" zaproponował Rochowi że da mu taką podstawkę. Roch nie wiedział, że podstawka będzie przylutowana do płyty głównej, a ta przykręcona była do obudowy, którą trzeba było zdjąć z półki. W końcu Roch uporał się z oporną materią, płyta była wykręcona z komputera, a kurz przeniósł się na Rocha.

W domu Roch, korzystając z faktu posiadania płyty, która nadaje się do wyrzucenia, postanowił, że poćwiczy wymianę kondensatorów i wylutowywanie elementów SMD. W końcu płyta była pozbawiona wszystkiego, co Roch potrafił wylutować. Podstawka przydała się, kilka tranzystorów wróci do ofiarodawcy płyty, bo jemu bardziej się przydadzą. Pozostaje tylko czekać, aż znajdzie się wolny termin i Roch spotka się z Koyocikiem.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Książka została przeczytana, pora rozejrzeć się za nową.

wtorek, 16 listopada 2010

Trochę nudno

Jeszcze matryca nie ostygła po ostatniej wizycie na lotnisku, a Roch już odlicza dni do następnego weekendu i obserwuje pogodę, bo ta musi dopisać. Rower już będzie stał, od czasu do czasu Roch go z kurzu przetrze, bo nie można pozwolić żeby rower, który woził Rocha cały (no prawie cały) rok, stał pod warstwą kurzu. Od niedzieli Roch siedział nad zdjęciami, kilka z nich wskoczyło do Flickr, a reszta znalazła swoje miejsce na dysku.

Trzeba jakieś czary zacząć odprawiać w intencji ładnej pogody, bo takiej jesieni już dawno nie było. I niech tak będzie jak najdłużej, bo śnieg to tylko dodatkowe kłopoty, szaliki, rękawiczki i lód, na którym można się poślizgnąć. Z drugiej strony lepszy śnieg niż deszcz więc Roch sam nie wie, co byłoby lepsze. I z tą rozterką zostawia i Was.

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 14 listopada 2010

Pogoda sprzyja spottingowi

Wiadomo już, że Roch nie jeździ na rowerze lecz, jeśli pogoda pozwoli, to stara się odwiedzić lotnisko. Tak było i dziś. Dzięki uprzejmości Michała, który zobaczył z głównej drogi i na dłuższą chwilę zawitali na lotnisko. W nagrodę dostali możliwość pooglądania startującego CargoJet`a, który wynagrodził dłuższą chwilę bez ruchu lotniczego. W końcu udało się Rochowi zrobić mu zdjęcie en face, a jako bonus strzelił mu jeszcze profil. Na powiększeniu widać "pasażera na gapę", który zdaje się machać Rochowi, a na pewno patrzy się na niego.

Oby pogoda utrzymała się jeszcze długi czas, bo Rocha ponownie dopadła ochota na samoloty, więc może w tygodniu wyrwie się na lotnisko, a na pewno w przyszły weekend będzie stał pod płotem i czekał na jakiś przylot lub odlot, bo Roch ma odlot na punkcie samolotów i tak już mu chyba zostanie. Dziś tylko CargoJet trafił się, ale warto było jechać. Dzisiejszy wypad sponsorował Michał, za co należą się wielkie dzięki.

Na zakończenie CargoJet:

Boeing 767-223(SF)

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 12 listopada 2010

Buty pora schować

Nadchodzi taki czas, że trzeba zacząć chować różne rowerowe rzeczy bowiem jak się nie jeździ to się kurzy. Ostatnio do kartonu poszedł kask, a dziś Roch schował buty, które też kurzyły się i tym samym kończy się powoli sezon rowerowy, który i tak powinien się już dawno skończyć. Pewnie w okolicach Świąt lub tuż po nich Roch zabierze się za rower, który trzeba umyć, wymienić kilka rzeczy i przesmarować.

A zima upłynie Rochowi pod znakiem elektroniki, może uda się skończyć (a wpierw zacząć) robota, którego Roch chciałby zrobić. Nowy sezon już za pasem więc nie ma co tęsknić za rowerem, tylko planować przyszły sezon i liczyć na to, że ochota na jeżdżenie będzie większa niż w tym roku, ale na to jest jeszcze czas.

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 10 listopada 2010

Kuń jaki jest każdy widzi

Po katarze pozostało już tylko wspomnienie (odpukać - puk, puk) dlatego Roch postanowił przewietrzyć trochę mózgownicę. Ci, którzy myślą, że Roch jeździł na rowerze mylą się albowiem Roch chodził po okolicy i szukał czegoś, co można sfotografować. Oczywiście można było jechać na lotnisko, ale w baku Megi widać dno i trzeba zacisnąć pasa (do następnego tankowania oczywiście).

W związku z tym Roch wypuścił się "za miedzę" i trafił na jakąś zagrodę gdzie pasł się koń. Z braku innych pomysłów Roch przywołał bestię, która to zrozumiała i przyszła. Widać swój swojego pozna, a nawet dogada się bez większych problemów. Roch cyknął parę zdjęć i poszedł do domu, bo słońce zaszło i zrobiło się zimno, a widmo kataru jeszcze nad Rochem wisi. Na koniec zdjęcie:


Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 8 listopada 2010

Jest chętny do pomocy Rochowi

W jednej z ostatnich notek Roch żalił się, że jego osobiste osiemnaście złotych poszło z dymem ponieważ musiał "odciąć" układ od płytki, przy czym i ją trochę uszkodził. Długo Roch myślał nad tym jak podejść do drugiej płytki i układu, który Roch niebawem zamówi. W końcu poszedł do swojego Guru Elektronicznego, zrobił słodkie oczy i szczerze powiedział, że potrzebuje pomocy starszego i bardziej doświadczonego kolegi bowiem on sam sobie nie poradzi. Odpowiedź była krótka "przynieś, zrobimy". W tym momencie Roch jeszcze bardziej utwierdził się w tym, że może polegać na swoich Przyjaciołach.

Tak więc pozostało kupić układ i zacząć lutować, bo długie zimowe wieczory trzeba jakoś przeżyć, a programowanie procesorów -- i nie tylko ich -- to jest to co Roch lubi najbardziej. Rower, wszystko na to wskazuje, będzie już odpoczywał, bo kolejnego kataru Roch nie przetrzyma, a więc: rower odpoczywa, aparat robi zdjęcia, a kompilatory wszelakie kompilują kod. Zima będzie nasza!

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 5 listopada 2010

Gdzie Rochów sześć, tam nie ma co jeść

Katar nie chce opuścić Rocha, na zewnątrz też wieje więc Roch, jeśli nie musi, to z domu nie wychodzi. A w domu też zbytnio nie ma co robić, książka nieuchronnie się kończy i powoli trzeba będzie rozglądać się za jakąś nową pozycją. Z tego wszystkiego Roch postanowił nauczyć się gotować. Akurat w gazecie był prosty przepis na sojowe kotleciki, czyli w sam raz na piątkowy obiad. Cały algorytm gotowania Roch pominie, bo szkoda miejsca na opisywanie tego, że zmywania było jak z całego tygodnia.

-- "My, informatycy, musimy trzymać się algorytmów" -- Pomyślał Roch i postanowił, że nie będzie improwizacji. Jak napisali "dwa jajka", to tyle Roch wbił. Do pewnego czasu szło dobrze, kiedy napisali, że trzeba zapiec Roch wyjął patelnie i zapiekał. Efekt był następujący: dwa pierwsze kotleciki rozpadły się, kolejny rozpadł się w momencie przewracania, dwa następne się spaliły na popiół, a ostatni, który ocalał był jak kapeć, ale trzeba było go zjeść i udawać, że był dobry.

Morał z dzisiejszego gotowania jest następujący: Rochowi lepiej wychodzi jeżdżenie na rowerze, a żeby dożyć słusznie zaawansowanego wieku Roch będzie musiał nauczyć się gotować lub znaleźć kobietę, która zaakceptuje go wraz z wszystkimi wadami i zaakceptuje to, że Roch jest "akulinarny". I wyszło ogłoszenie matrymonialne.

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 3 listopada 2010

Rower stoi

Katar i ogólne otępienie Rocha nie opuszcza, a co za tym idzie Roch siedzi w domu i nie rusza się z wygodnego fotela ani na krok. Szczęście, że jeszcze trochę książki do przeczytania zostało i nie musi siedzieć przed komputerem. Roch stał się delikatny, kiedyś nie kończył sezonu rowerowego, robił tylko przerwę na Święta i od stycznia zaczynał jeździć. Teraz wystarczy mu wyjść na 30 min, przejechać 10 kilometrów i Roch jest gotowy.

W tym roku jest wielce prawdopodobne, że Roch już nie wyjdzie na rower, który będzie stopniowo aktualizowany i naprawiany. Tymczasem Roch skupi się na zdjęciach, one przynajmniej są bezpieczne, bo trzymając aparat Roch jeszcze się nie przeziębił. A od przyszłego roku Roch poweźmie solidne postanowienie poprawy kondycji i zahartowania się.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 1 listopada 2010

Jedna z ostatnich wizyt na lotnisku

Póki nie spadnie śnieg to Roch będzie czynił starania, aby co jakiś czas pojawić się na lotnisku, lecz co z tych starań wyjdzie to nikt nie wie. Dziś było w miarę ładnie, ciepło i Roch wybrał się na lotnisko. Poza jednym startem ruch był minimalny więc Roch siedział w samochodzie i plotkował z towarzyszem, z którym odbył wycieczkę. Efektem dzisiejszej wizyty jest Antonov An-26B.

Jeśli chodzi o sprawy rowerowe to Roch ma niezły orzech do zgryzienia. Oczywiście chodzi o przednią piastę, którą Roch musi wymienić. W międzyczasie pojawiła się propozycja odkupienia hamulców tarczowych więc Roch musiałby kupić przednią piastę w wersji "disc", czyli z mocowaniem na tarczę hamulcową, i wymienić tylne koło. Koszta drastycznie rosną, ale odpada częsta wymiana klocków, starta obręcz, a Roch zyskuje większą siłę hamowania, działanie w każdych warunkach i lans.

I teraz jest problem, bo trzeba wyważyć wszystkie wady i zalety i podjąć decyzję, czy iść w tarcze i hydraulikę, czy zostać przy tradycji i zaoszczędzić na wymianie kół. Dobrze chociaż, że Roch ma czas na myślenie, bo nie musi martwić się, że ktoś mu hamulce podkupi. Trzeba usiąść do cennika i policzyć ile będzie kosztowała taka przyjemność. Wizyta w zaprzyjaźnionym Adventure też nie zaszkodzi.

Na zakończenie zdjęcie Antonov`a:

Antonov An-26B

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Roch na śmierć zapomniał o statystykach. Październik można zobaczyć tutaj: Październik 2010. Nie ma o czym pisać, bo Roch nie jeździł.

niedziela, 31 października 2010

Zegar biologiczny i inne takie

Od ostatniej notki minął jeden, a może więcej, dzień kiedy to Roch miał: gorączkę, ból gardła i ponowny katar. Na stare lata Roch zrobił się wrażliwy i każda większa zmiana temperatury wywołuje u niego opłakane skutki. Po pierwszym katarze Roch myślał, że już nic go nie zaskoczy, a okazało się, że może jeszcze być gorzej. Dziś jest dużo lepiej, Roch potrafi zachować pion, głowa nie boli, gorączki też już nie ma. Tylko wredny katar został.

Drugim minusem ostatniego czasu jest... zmiana czasu. Być może "za słusznie minionych czasów" takie machinacje przy czasie miały sens, ale w dobie systemów informatycznych czasowe kombinacje nie mają większego sensu, bo to tylko dodatkowy kłopot w postaci "restartów" i wyłączeń owych systemów. Rochowi osobiście też to nie odpowiada, niby spał godzinę dłużej, ale wcale tego nie odczuł. Nie dość, że wstał o 630 to jeszcze spał w ciągu dnia żeby wyrównać swój zegar biologiczny.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 29 października 2010

Błoga nieświadomość

Roch już zapomniał jak to jest jeździć bez licznika, a po ostatnich wydarzeniach jest zmuszony do jeżdżenia bez pomiaru prędkości. Początkowo Roch czuł się nieswojo, ale po paru chwilach było całkiem nieźle. W końcu Roch mógł skupić się na szumie wiatru i opon, a nie na kontroli tego, co to diabelskie urządzenie wskazuje. Jedyne co przypominało Rochowi o tym, że jedzie na rowerze to pulsometr, który od czasu do czasu pikał, ale to można wytrzymać.

Roch zrobił rundkę dookoła Tarnowskich Gór i wrócił do domu, nie wie ile kilometrów przejechał i wcale nie chce wiedzieć. W środku Rocha dojrzewa decyzja porzucenia planów zakupu licznika, bo bez niego jeździ się lepiej i wcale nie jest koniecznym wyposażeniem roweru. Ilość kilometrów wcale nie jest najważniejsza, a statystyki od przyszłego roku będą obejmowały tylko puls. O ile decyzja w Rochu całkiem dojrzeje.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 28 października 2010

Awaryjny dzień

Do popołudnia wszystko miało się dobrze; Roch jeździł to tu, to tam, załatwiał co miał załatwić, ale w końcu wrócił do domu i postanowił, że pójdzie pojeździć na rowerze. Pogoda ładna, lekki wiaterek, ale da się wytrzymać i można jeździć. Jednak -- i tak już mocno sfatygowany -- licznik nie wytrzymał próby i rozpadł się kompletnie. Dokładnie to oderwał się kabelek od podstawki w taki sposób, że naprawa, o ile w ogóle możliwa, jest nieopłacalna ponieważ nowy licznik to koszt około 100 zł, a poparzone palce są bezcenne.

A skoro Roch poruszył temat poparzonych palców to wypada napisać o postępach w budowaniu "Rowerowego Robota Rocha". Otóż temat wcale nie umarł, ale z powodu kryzysu jego priorytet nieco zmalał, ale wciąż jest rozwijany. Przez chwilę Roch poddał się, bo nie dało się przylutować mikroskopijnego układu, ale dziś zrobił z tym porządek. Układ co prawda był uszkodzony (przegrzany lutownicą) i trzeba było go jakoś usunąć z płytki, a jednocześnie nie spowodować jej uszkodzenia.

Po wielu kontaktach palców z grotem lutownicy Roch sięgnął po ostateczne rozwiązanie, czyli odcięcie "nóżek" od "korpusu". I tak 18 PLN przeszło do historii i wylądowało w szufladzie oznaczonej jako "eksperymenty". Kolejnych osiemnastu złotych Roch nie przeżyje dlatego będzie musiał poszukać kogoś, kto mu to wlutuje. Na początek Roch uderzy do swojego Guru Elektronicznego, może będzie miał chwile czasu na pomoc młodszemu koledze. Na zakończenie pamiątkowe zdjęcie beznogiego układu:


Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 26 października 2010

Świąteczne porządki?

Roch nie może być gorszy od super i hipermarketów i już rozpoczął przygotowania do Świąt. Po części wynikało to z nudów jakie męczyły Rocha, a po części z faktu dokonania przez Rocha zakupu paru narzędzi do jego elektronicznego warsztatu. Musiał w końcu zrobić porządek z burdelem, który panował w szafce, a że Święta za pasem to można było podciągnąć to pod świąteczne porządki. Okazało się, że miał 3 kg zbędnego złomu, który poszedł w kosz i znalazło się miejsce na nowe narzędzia. To było wczoraj.

Dziś Roch walczył z oporną materią w postaci dętki, którą trzeba było skleić, potem jeszcze założyć koło i można było siadać do elektronicznych spraw, które Roch chce załatwić. Okazało się, że nie ma wytrawiacza i jutro trzeba jechać na zakupy, więc dziś Roch dociął laminat miedziany i na tym zakończył. Potem tradycyjnie: najpierw książka, potem trochę komputera i dzień się kończy.

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 24 października 2010

Nuuuuudy

Weekend upłynął pod znakiem permanentnego nudzenia się. Gdyby nie książka to Roch w ogóle nie włączałby komputera, a tak przynajmniej przerobił kilka przykładów, potrenował i znowu się nudził. O ile sobota jeszcze ładna była, ale wietrzna strasznie bowiem w górach halny grasował, o tyle niedziela to już kompletna jesień; wiatr, deszcz, szaro i nic poza tym. Jak tak dalej pójdzie to Roch skończy książkę jeszcze w tym tygodniu i co dalej? Trzeba będzie rozejrzeć się za kolejną pozycją, póki "Najpopularniejszy i najfajniejszy rząd po '89r." nie podniesie VATu na książki.

Oby pogoda ciut się poprawiła, bo inaczej Roch zanudzi się w domu, a w planach jest jeszcze przestawienie czasu, czyli dłużący dzień będzie się jeszcze bardziej dłużył. No cóż, jesień idzie dużymi krokami i trzeba jakoś przezimować ten ciężki czas. Niedźwiedziom to jest dobrze, idą spać i wstają na wiosnę.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 22 października 2010

Nawet na lotnisku panuje jesień

Nie mając nic lepszego do roboty, Roch wybrał się na lotnisko. Jechał z nadzieją, że coś wyląduje z dobrego kierunku, bo ostatnio u Rocha wiatry straszne panują i mogłyby być całkiem przyjemne zdjęcia. Na miejscu okazało się, że wiatr wieje w złym kierunku, przez to wszystko ląduje "na drugim końcu" lotniska i ze zdjęć nic nie wyszło. Roch trochę paliwka spalił i nic poza tym. Na szczęście w lokalnym kiosku kupił gazetę i miał co robić w domu.

Z tego lenistwa ponownie zaatakowała Rocha chęć zakupu skanera nasłuchowego, żeby w zimowe wieczory "podsłuchiwać" pilotów i nie tylko. Jednak jest jeden problem, jak Roch kupi jedno, to nie kupi drugiego, a piasta i licznik też czekają na swoją kolej, więc trzeba będzie się mocno nagimnastykować żeby owca była cała i wilk syty. Porywisty wiatr ma ustąpić już od jutra, to może Roch pójdzie na rower i przestanie myśleć skanerach, piastach i licznikach.

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 20 października 2010

I znowu przestój

Drugi dzień ładnej pogody i Roch szczerze chciał iść na rower, ale okazało się, że trzeba pomóc w domu, a potem jeszcze trzeba zejść do sąsiadki bowiem "komputer niedomaga". Owo niedomaganie objawiało się tym, że jakieś Skype nie chciało się zainstalować. Rochowi jakoś udało się, potem jeszcze tylko znaleźć login i hasło i mógł już kasować za "usługę". Przed chwilą Roch dobrał się do swojego komputera i tak już pewnie zostanie, bo na zewnątrz powoli robi się ciemno, a poza tym Rochowi już nie chce się.

Jutro znowu zabiegany dzień, w dodatku Roch znowu będzie trawił płytki więc rower ponownie będzie odpoczywał. W końcu to prawie koniec sezonu i Roch będzie powoli żegnał się z rowerowaniem. Podczas przerwy w pedałowaniu Roch będzie się modernizował i wydawał pieniądze na rower, żeby móc w przyszłym roku ponownie atakować 10 tyś km.

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 19 października 2010

Rowerowo

W końcu udało się, a ściślej pisząc zachciało się, Rochowi wyjść na rower; pogoda z biegiem dnia zrobiła się znośna, a Roch znalazł w szafie cieplejsze spodenki więc nic nie stało na przeszkodzie, aby wyjść na rower. Licznik oczywiście szwankował, czasem liczył, czasem nie i dystans jest mocno orientacyjny, ale Roch podpiera się statystykami i na tej podstawie określił dystans na około 26 km. Okulary parowały więc Roch, żeby zachować jako taką widzialność, jechał bez nich, a tym samym miał naturalny ogranicznik prędkości. Powyżej 30 km/h oczy zamykały się same.

Od razu Roch lepiej się czuje, nogi ciut bolą, ale boleć muszą, poza tym mózg dotleniony, aorty przetkane, kalorie spalone, czyli same plusy. O ile pogoda się utrzyma, lub nawet poprawi, to Roch dalej będzie pedałował. Może nawet uda się podjechać na lotnisko, ale to okaże się i nie warto planować niczego bowiem jutro pogoda się załamie i Roch zostanie uziemiony.

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 17 października 2010

Nie ma nic do roboty

Weekend upływa pod znakiem nicnierobienia; zaletą tego jest to, że Roch ma dużo czasu na czytanie książki, a dzięki temu czas szybko mu płynie z dala od komputera. Rower również stoi i odpoczywa, ale trzeba go będzie jeszcze uruchomić i pojeździć przed definitywnym końcem sezonu. Na pewno Roch pojedzie na rowerze do zaprzyjaźnionego Adventure żeby sfinalizować akcję "Piasta 2010" i rozejrzeć się za jakimś licznikiem, bo i ten element niedomaga.

Jutro nowy tydzień, może i u Rocha zacznie się coś dziać, bo weekend upłynął pod znakiem wyjątkowego nieróbstwa, ale tak to już jest. Sezon się kończy, Rochowi się nie chce, a na zewnątrz jest coraz zimniej, więc Roch zaczyna siedzieć w domu i pisać "głupoty".

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 15 października 2010

A dziś oddali książkę

Kolejny dzień walki o książkę, która zalegała na Poczcie Polskiej. Po wczorajszym "starciu" Roch nie miał żadnych wątpliwości, że nie można się uginać i trzeba być twardym. Przy okienku dał awizo i czekał, aż pani przewali się przez tony papieru, choć komputer stoi obok. W końcu padło pytanie:

-- "Jak wygląda paczka?" -- Zapytała pani z okienka.
-- "Nie wiem" -- Odpowiedział Roch.
-- "A kto jest nadawcą?" -- Zadała kolejne pytanie.
-- "Nie wiem" -- Znowu odpowiedział Roch.

W końcu nikt mu łaski nie robi, że dostarczy paczkę, bo Roch równie dobrze mógł jechać do Gliwic i ją przywieźć. Następnym razem Roch dopłaci i poczeka na kuriera, im -- w przeciwieństwie do Poczty -- zależy na kliencie (a przynajmniej na zarobku za usługę).

W końcu Roch może rozłożyć się na łóżku i poczytać o tym, co interesuje go najbardziej, czyli tworzenie aplikacji, ale na tym koniec pisania o bojach z Pocztą. Najważniejsze, że książka leży na półce i nikt jej nie zgubił. Pogoda wybitnie nie-rowerowa. Zimno, pojawiły się opady więc Roch siedzi w domu, ale wszystko wskazuje no to, że weekend ma być znośny więc może uda się jakiś wypad uskutecznić, ale o tym Roch napisze później.

Na zakończenie, oczywiście, zdjęcie książki:


Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 14 października 2010

Książki nie oddamy (dziś)

Cała historia zaczęła się rano, kiedy listonosz ma w zwyczaju chodzić i donosić różne listy i paczki. Roch czekał na swoją książkę, która miała niedaleką drogę do pokonania, bo jechała z Gliwic i dwa dni to aż nadto czasu. Dzwonek, Roch odbiera, listonosz mówi, że paczka była za ciężka, a on dziś ma dużo do rozniesienia i wypisze Rochowi awizo, a ten odbierze paczkę popołudniu. Roch, nie mając zbytnio wyjścia, przystał na tę propozycję, choć paczka powinna zostać Rochowi dostarczona, ale duży więcej może i w dobie kryzysu to klient przyjeżdża po paczki.

Popołudniu na Poczcie Roch spędził dobre 30 min, w końcu nadeszła jego kolej i okazało się, że paczka nie może być wydana, bo listonosz nie rozliczył się z niej, cokolwiek to znaczy, i dopiero jutro Roch może sobie odebrać, bo przecież Poczta Polska nie ma w zwyczaju przywozić paczek. Takie są efekty skąpstwa; Roch pożałował 12,99 na kuriera i teraz będzie chodził za swoją własnością, stał w kolejce i użerał się z niedopieszczonym babskiem w okienku. To był ostatni raz.

Na zakończenie początek sezonu:

Sikorka Bogatka

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 12 października 2010

Kolejny klaps

Swego czasu Roch pisał, że wysłał kolejne zdjęcie na Airliners.net i liczy się z tym, że to zostanie zaakceptowane, bo Roch dmuchał i chuchał na nie, żeby tylko nie dać pretekstu do odrzucenia zdjęcia. Okazuje się, że można się przyczepić i aktualnie jest 8:2 dla screenerów bowiem odrzucili i to zdjęcie twierdząc, że "bad edit/halos in sky". Roch zdemotywował się kompletnie i postanowił, że jedynym miejscem wartym Rocha zdjęć będzie Flickr.

Rower stoi i odpoczywa, Rochowi jakoś nie chce się jeździć, zimno strasznie, mglisto i już jesiennie. W dodatku Roch czeka na zamówioną książkę i ma nadzieję, że Poczta Polska nie zgubi paczki. Potem zacznie zgłębiać arkana C# i .NET, aż śnieg go zastanie, ale dystans już ma zrobiony więc można się byczyć. Na zakończenie odrzucone zdjęcie:

Learjet 31A

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 11 października 2010

Takie inicjatywy warto reklamować!

Roch, przeciwnik komercji wszelakiej, a już na pewno komercji w wydaniu "napisz pan notkę o nas, to damy panu zniżkę w naszym sklepie" otrzymał maila. Z początku myślał, że to kolejny przedstawiciel handlowy umiejący korzystać z Google, ale po wgryzieniu się w treść okazało się, że -- pośród poprzednich -- mail ten jest bardzo miły, fajny i przede wszystkim Autorka wykazuje prawdziwą, niekłamaną, pasją rowerową i taką inicjatywę Roch z dziką przyjemnością wesprze na swoim skromnym blogu szczególnie, że dziewczę ma też problem.

O co chodzi? Chodzi o dziewczę mające na imię Ania, a do Ań Roch ma słabość, która jeździ na rowerze i opisuje swoje wyprawy na blogu, ale też szukają pomocy w przygotowaniu następnych wypraw, o to fragment maila:
"Witam, nazywam się Ania. Bardzo zależy mi na rozreklamowaniu naszej inicjatywy rowerowej http://prahanakole.blogspot.com/ ponieważ marzy nam się wyprawa opisana w ostatnim poście i poszukujemy kogoś, kto nas wspomoże choćby logistycznie. Ty samym moja wielka prośba, czy moglby Pan polecić naszego bloga na swoim blogu? W ten sposób dowiedziałoby się o nas wielu doświadczonych rowerzystów i może ktoś by nam pomógł.
Dziękuje bardzo, ania"
Wprawdzie blog Rocha nie jest tak wpływowy jak New York Times, ale ma on swoje kontakty "poza blogowe" i chętnie spróbuje pomóc Ani, ale i apeluje do Czytelników, nawet tych przypadkowych: jeśli potraficie pomóc dziewczynom to pomóżcie, niech ich pasja rowerowa się rozwija, niech zwiedzają kraje i niech promują kolarstwo, a kto wie, czy za parę lat dziewczyny nie objadą Równika lub nie pojadą wzdłuż Nilu.

Tak więc Roch, z czystym sumieniem i dziką przyjemnością, poleca blog dwóch uroczych dziewczyn: Praha Na Kole.

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 10 października 2010

Roch melduje wykonanie zadania!

Wszelkie normy mają to do siebie, że można je zaniżać; i tak było w przypadku Rocha, który na początku roku zakładał, że popełni kolejne 10000 km, potem już spuścił z tonu i chciał tylko 5000 km, aby w końcu zejść do 4000 km, które na szczęście osiągnął dziś i tym samym melduję wykonanie rocznego planu w 100%. Roch od dziś może spokojnie oddawać się fotografii i elektronice nie martwiąc się tym, że ma jakieś niespełnione plany, ale rower bynajmniej nie idzie w odstawkę; Roch wciąż będzie namiętnie pedałował, ale bez żadnych obciążeń, z czystym kontem i dla czystej przyjemności.

Tak się złożyło, że do pełni szczęścia zostało Rochowi tylko 28 kilometrów, w sam raz na niedzielny wypad do Świerklańca z Michałem. Oczywiście, jak to w niedzielę, ludzi pełno, ławki zajęte, ale Rochowi nigdzie nie śpieszyło się. W sumie to nawet nie wiedział ile ma przejechane, a ile jeszcze przejechać musi. Pod domem dopiero okazało się, że Roch może ogłosić victorię i udać się na zasłużony, choć krótki, odpoczynek. Teraz trzeba zacząć myśleć o kolejnej akcji "Roch remontuje rower", choć w tym roku będzie to tylko skromny lifting, a nie dogłębny peeling. Dowód przejechanych 4000 km:


Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 9 października 2010

Nieoczekiwana niespodzianka

Od rana Roch czuł, że przytrafi mu się jakaś niespodzianka w ciągu dnia, ale do południa był spokój, więc uznał on, że jego przeczucie tym razem go zawiodło i postanowił, że pójdzie na rowerze. Jednak w okolicach wewnętrznej drogi PKP zaczęło Rocha coś kręcić w brzuchu, a to nic dobrego nie wróży szczególnie, że odległość od domu jest spora. Przytomnie Roch zawrócił i popędził do domu bowiem kręcenie w brzuchu przybierało na sile, ale wszystko skończyło się dobrze, a na przyszłość Roch ma nauczkę, żeby nie mieszać batonów z ogórkami, bo żadna przejażdżka rowerowa nie dojdzie do skutku.

Później jeszcze Roch chciał iść na rower, ale wolał nie ryzykować kolejnych niespodzianek i został w domu. Jutro, o ile pogoda dopisze, Roch wybierze się na lotnisko, może nawet rowerem, bo bak w samochodzie świeci pustkami, a dopiero w poniedziałek będzie paliwowy zastrzyk. Tak więc -- czy Roch chce, czy nie -- rower jest jego jedynym środkiem lokomocji, ale za to przyjemnym i zdrowym.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 7 października 2010

Cieplej w łysinkę

Każdy kto zna Rocha wie, że między nim, a jego włosami nie było zbytniej miłości i tak szybko jak się pojawiły tak szybko się skończyły*, a to pociąga za sobą pewne niedogodności w sezonie jesienno / zimowo / wiosennym. Krótko pisząc: jest zimno i trzeba chodzić w czapce, ale na rowerze też trzeba coś mieć na głowie. Kask, z racji wentylacji, odpada, czapka pod kask nie mieści się ponieważ kask jest dopasowany do Rochowej głowy. Jedynym wyjściem było zakupienie czapki, która będzie rowerowa, będzie ciepła i będzie szybko odprowadzała pot.

I taką sobie Roch kupił, pierwsza jazda testowa wypadła bardzo pomyślnie; nic nie podwiewało, ciepło, ale Roch nie pocił się, więc dwanaście złotych zostało wydane racjonalnie i od teraz łysinka Rocha jest odpowiednio zabezpieczona przed warunkami pogodowymi. Niektórzy zmieniają opony w samochodach, a Roch zamienia nakrycia głowy. Zbliża się weekend i pogoda zapowiada się całkiem przyjemnie więc będzie okazja do dłuższego wypadu i -- oczywiście -- Roch odwiedzi lotnisko.

Roch pozdrawia Czytelników.

* "Mądrej głowy włos się nie trzyma"

środa, 6 października 2010

Pogoda sprzyja rowerowaniu

W ostatnim czasie Roch ma huśtawki rowerowe, bo raz chce mu się jeździć, a innym razem nie. Wczoraj mu się nie chciało i nie jeździł, dziś mu się zachciało i poszedł trochę popedałować. Pojechał tylko do Miasteczka Śląskiego posiedzieć na ławeczce, pstryknąć jakieś zdjęcia i zażyć ostatnich promieni słońca, które ostatnimi czasy dopisuje. Dalej Rochowi nie chciało się jechać, a ławeczka przy stacji kolejowej jest wielce ok.

Mały ruch (jak na lotnisku) towarowy, pasażerski większy, ale nic ciekawego nie jeździło. W końcu trafiła się jakaś manewrowa lokomotywa, którą Roch postanowił wykorzystać do nowej techniki, w której się rozkochał i którą ćwiczy na każdym zdjęciu. Najlepsze efekty Roch osiąga na modelkach, ale tych jest jak na lekarstwo, a przypadkowych "modelek", które gdzieś tam pojawiają się na lotnisku Roch nie będzie pokazywał, bo nie ma zgody. Więc jakby jakaś modelka chciała, nooooo to wiecie, śmiało, bez krępacji. Oto "modelka" z przymusu:

SM-42

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 4 października 2010

Pierwszy rowerowy dzień

W końcu Roch przemógł się i wyszedł na rower; pogoda ładna, jesienna, ale ciepło, miło i przyjemnie, aż nogi same chciały popedałować. Na dole okazało się, że jest trochę chłodniej niż na balkonie (wiadomo, ciepłe powietrze unosi się), ale Roch przewidział to i ubrał się w cieplejszą koszulkę i kamizelkę. Początkowo trzeba było rozruszać nogi i rower, który po długiej przerwie skrzypiał i piszczał. Najgłośniej dawał o sobie znać łańcuch, który Roch miał nasmarować, ale oczywiście zapomniał.

Przebieżka była krótka, bo trzeba hartować organizm stopniowo, a dopiero pod koniec tygodnia Roch zanabędzie drogą kupna czapeczkę, żeby łysinka nie marzła w te jesienne dni. Jutro, o ile pogoda się utrzyma, też Roch będzie jeździł, ale wcześniej nasmaruje łańcuch, żeby ludzie nie oglądali się za Rochem. Może jeszcze uda się dokręcić do 4000 kilometrów.

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 3 października 2010

Niedziela na lotnisku

Ostatnio Roch zaprzestał aktywności rowerowej, bo dopiero co wygrał z katarem i trzeba nacieszyć się możliwością oddychania przez nos, ale w domu też nie chciał siedzieć więc wybrał się na przejażdżkę w kierunku lotniska. Na miejscu ludzi więcej niż w marketach, jakieś kocyki, pikniki i ogólna sielanka. Roch zajął swoje stałe miejsce na podkładach i zaczął obserwować horyzont, czy coś nie nadlatuje. Wiatr dopisał i wszystko lądowało w dobrym kierunku, a startów nie było żal, bo same Wizz`y odlatywały.

Po półtorej godzinie Roch miał wystarczającą ilość materiału, aby w domu przygotować 2 - 3 zdjęcia, które trafią na Flickr. Jedno ze zdjęć powędrowało na Airliners.net i jak dobrze pójdzie to będzie 2:8 dla screenerów. Ale nadzieja jest, bo Roch wycacał zdjęcie tak, że mucha nie siada więc może tym razem będzie 3:7, a ratio odrzuconych zdjęć nie podskoczy do góry. Za osiem dni wszystko będzie wiadome.

Na zakończenie jedno ze zdjęć:

Piper PA-28R-201 Arrow

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 1 października 2010

Będzie jeszcze słonecznie!

Tracił już powoli Roch nadzieję, że w tym roku jeszcze będzie słonecznie -- a przynajmniej nie będzie padało -- ale według prognozy pogody AccuWeather jutro ma być na tyle ładnie, że będzie można założyć plecak, wsiąść na rower i popedałować do Miasteczka Śląskiego na pociągi. Jeśli pogoda utrzyma się do niedzieli to nie będzie większego problemu z wyjazdem na lotnisko, ale już samochodem, bo tam można zrobić "cieplej lub zimniej", a na rowerze jest tylko zimniej.

Kataru już nie ma, Roch jest wolny i jakiś taki lżejszy, bo wszystko co miało wykapać już wykapało i Roch oddycha pełną piersią. Można zatem pomyśleć o rowerze, a skoro już Roch przy rowerze jest to pora na wrześniowe statystyki, które "dobrze żarły, ale zdechły":


Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 29 września 2010

Będzie jeszcze słonecznie?

Roch ogranicza swoją działalność blogową ponieważ katar paraliżuje mu ręce, które służą tylko do trzymania chusteczek, które teraz Roch zużywa hurtowo dzięki czemu generuje zyski dla lobby chusteczkowego. Niemniej jednak jest coraz lepiej, a to z tego powodu, że kataru jest coraz mniej, czyli idzie ku dobremu. Korzystając z chwili przerwy -- do której przyczynił się też deszcz -- Roch wywiercił dziurki w płytce i zaczął lutować, do weekendu powinno być gotowe pierwszej próby montażu. Pierwszej, bo pewnie nie będzie to ostatnia próba.

Poza tym wszystkim jest nudno, monotonnie, pochmurno i deszczowo; porobiłby Roch jakieś zdjęcia pociągom, ale nie da się wyjść z domu, bo ciągle pada i końca nie widać, choć pogodynki zapowiadają, że pogoda ma się poprawić i już od przyszłego tygodnia ma być słonecznie. Ile z tych obiecanek-cacanek wyjdzie zobaczymy, ale Roch podchodzi do tego, jak do jeża, czyli ostrożnie, bo może zaboleć.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 27 września 2010

Oficjalne nadejście jesieni

Długo, po oficjalnej premierze pory jesiennej, ładna pogoda nie wytrzymała. Już od wczoraj się psuło, a dziś kompletnie się zepsuło. Deszcz pada, zrobiło się zimno i jesiennie. Liście spadły z drzew, a te które jeszcze się ostały to zżółkły i też niedługo spadną. Jednym słowem nadeszła jesień. Roch nadal walczy z katarem, więc czy jest jesień, czy lato to i tak siedzi w domu.

Teraz będzie więcej czasu na lutowanie, ale ucierpi na tym blog, który z założenia jest sezonowy, a skoro sezon się kończy to i tematyka bloga będzie ciut inna, choć nie do końca bowiem Roch nadal szykuje się do akcji "Wymiana Piasty 2010", a i Bomberka trzeba oddać w fachowe ręce W. z zaprzyjaźnionego Adventure, że o nowym liczniku Roch nie wspomni. Trochę rowerowych tematów jeszcze Roch przerobi.

Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 25 września 2010

Katar jako zapowiedź pogorszenia pogody

Od ostatniej notki minął jeden dzień, podczas którego Roch walczył z wszechogarniającym katarem, który z całą pewnością zaatakował Rocha podczas ostatniego rowerowania kiedy to jeździł w koszulce, choć pogoda wcale nie była koszulkowa. No cóż, Roch sam jest sobie winien i teraz musi walczyć z cieknącym nosem. Jeśli jednak dokładnie przeanalizować ów atak to Roch dochodzi do wniosku, że jego nos jest lepszy niż wszystkie prognozy pogody razem wzięte.

Już wczoraj, pomiędzy jednym, a drugim kichnięciem, Roch wiedział, że "ten katar coś przyniesie"; i przyniósł zachmurzenie, a jutro pewnie zacznie padać deszcz, bo przecież nie może być tak, że jesienią świeci słońce. Przez wstrętny katar Roch nie jeździł na rowerze; jego zdaniem lepiej odpuścić dwa dni, niż zapaść na jakąś byczą grypę, która znowu napcha kiesy firm farmaceutycznych.

Odpoczynek z całą pewnością przedłuży się ponieważ sprawdzone serwisy pogodowe pokazują ciemne chmurki z kropelkami i wieszczą spadek temperatury, więc zasmarkany Roch będzie mógł spokojnie kurować się. Jeśli uda się popedałować to Roch doniesie o tym czym prędzej, jak tylko przebieżeli z rowerem do domu.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 23 września 2010

Pierwszy jesienny dzień

Kto by pomyślał, że jesień zaskoczy Rocha, a tu w TV podali, że dziś "pierwszy dzień jesieni" jest. Pogoda raczej letnia, ciepło, słonecznie, aż chce się jeździć na rowerze. Roch postanowił, że połączy dwie przyjemności i zabierze aparat na przejażdżkę na lotnisko. Na miejscu ruch raczej słaby więc Roch siedział i patrzył w niebo. I wypatrzył jakiś samolot na wysokości przelotowej. Żeby nie wracać z pustymi rękami Roch szybko go sfotografował i mógł już wracać, ale trafił się jeszcze WizzAir, którego Roch tylko odprowadził wzrokiem.

Kolejny dzień i kolejne 40 km w statystykach; w takim tempie Roch pobije wszystkie dotychczasowe rekordy, a według szamanów od pogody październik też ma być słoneczny, więc Roch będzie pedałował i gromadził kilometry i może zbliży się do granicy 5 tyś. kilometrów. Na zakończenie zdjęcie rzeczonego samolociku, na Rochowe oko jest to Boeing 747, ale nie należy ufać Rochowemu oku.

Boeing 747

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 22 września 2010

Z punktu A do punktu B

Kolejny dzień, w którym Roch utrzymuje się ponad kreską oznaczającą 40 kilometrów. Jednak żeby tego dokonać musiał się nieco nakombinować, jak z jednego miejsca dojechać do drugiego, omijając drogę krajową 78, a właściwie jej lokalny odcinek z Tarnowskich Gór do Siewierza. Oczywiście mógł Roch jechać z Brynicy do Świerklańca rzeczoną drogą, ale w godzinach szczytu TIRy jeżdżą jeden za drugim, a pomiędzy nimi wiecznie spóźnieni przedstawiciele handlowi od jogurtów i cukierków w swoich kolorowych samochodzikach.

W końcu Roch wjechał do lasu, przejechał kawałek lasem i wyjechał bliżej Świerklańca, pozostało przeprawić się przez jezdnię i już Roch -- po dziesięciu minutach -- był na drugiej stronie. Ze Świerklańca Roch pojechał do Kozłowej Góry i pozostało mu pojechać do Radzionkowa. Później mógł już spokojnie wracać do domu, bo licznik pokazał 40 kilometrów. Dawno nie było żadnych śladów GPS więc z dzisiejszego wyjazdu Roch wrzuci zapis, żeby był dowód na to, że Roch jeździ, a nie pisze, że jeździ.


Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 21 września 2010

Energii zabrakło

Kolejna wizyta na lotnisku już za Rochem; jednak tym razem zaliczył logistyczną wpadkę ponieważ nie sprawdził, czy bateria w aparacie jest naładowana. Okazało się, że energii wystarczyło na ustawienie ostrości, po czym spust migawki został zablokowany i Roch mógł sobie posiedzieć i poczekać, aż jego towarzysz objedzie lotnisko dookoła. Rochowi jakoś nie chciało się jechać przez wszystkie wioski, ale nie wykluczone, że jeszcze w tym tygodniu dokona takiego wyczynu.

Jeszcze dziewięć kilometrów, które Roch mógł zrobić dzisiaj, i będzie okrągłe 3800 km w tym roku. Później jeszcze 200km i będzie komplet, czyli 4 tyś. kilometrów. Później już nie będzie parcia na kilometry; ile Roch zrobi ponad kreskę tyle będzie jego, może nawet uda się wyskoczyć na pięć tysięcy kilometrów.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 20 września 2010

Palec i nóżka to Rocha wymówka

W ramach niedzielnej regeneracji Roch wybrał się na lotnisko, bo i tak na rowerze nie jeździłby ponieważ noga coś go bolała, a wiadomo, że "palec i nóżka to Rocha wymówka". Na lotnisku ruch średni, ale lepszy taki niż żaden. W końcu, po wielu miesiącach udało się Rochowi trafić na startującego CargJeta'a; zawsze się z nim mijał, a to przyjeżdżał za wcześnie, a to za późno, a jak już przyjechał punktualnie to samolot nie przyleciał. Wczoraj jednak udało się i Roch ma swojego CargoJet'a.
****
Dziś noga jeszcze bolała, ale Roch nie zrażał się i poszedł pojeździć szczególnie, że pogoda była znośna, bo 19°, czyli w sumie ciepło. Roch wybrał się w kierunku Kamieńca, czyli dzień upłynął pod znakiem podjazdów i to stromych. Roch pedałował swoim tempem, nie nadymał się zbytnio. W końcu większość z 55km wjeżdżał pod górę, odpoczywając na nielicznych zjazdach. Prawie jak na jakiejś Vuelcie.

Po powrocie do domu noga przestała go boleć, ale nie wiadomo, czy dlatego, że boli druga, czy dlatego, że pierwsza się rozruszała. Pewnie jutro się okaże, czy ból przeszedł, czy magicznie rozmnożył się na obydwie nogi. Tak, czy inaczej noga już nie będzie bolała, bo jeśli już to dwie nogi będą bolały. Więc symetria będzie zachowana. Na zakończenie mityczny CargoJet, w ujęciu bardziej artystycznym, a co!

Boeing 767-233F

Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 18 września 2010

Boli, oj boli

Tak jak Roch przeczuwał dziś ręce dają znać o sobie, a na domiar złego Roch chciał iść pojeździć, bo jutro pewnie będzie wizytował lotnisko więc rower dostanie dzień wolnego. Największy problem był ze zniesieniem roweru, ale Roch sprytnie toczył rower po schodach, więc wszyscy wiedzieli, że idzie on jeździć. Potem, przez parę kilometrów, Roch nie mógł utrzymać kierownicy w dłoniach, ale koniec końców wszystko wróciło do normy.

Przejażdżka w sumie krótka, bo tylko Świerklaniec i Chechło, ale z "kontuzją" Roch nie chciał jechać nigdzie daleko, bo jeszcze mógłby nie wrócić. W końcu pojechał do domu i znowu wszyscy wiedzieli, że Roch idzie ponieważ wtaczał rower na górę. Jutro, jak już Roch napomknął, pewnie będzie wizytował lotnisko, bo dawno tam się nie pojawił, a trzeba korzystać z pogody i robić zdjęcia. Być może jutro pojawią się jakieś ciekawe okazy (o ile ruch dopisze).

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 17 września 2010

Ręce dłuższe o 20 centymetrów

Tak jak niektóre zwierzęta, tak i Roch zaczyna robić zapasy na zimę. Dziś przyszło mu pracować fizycznie, dla dobra ogółu, a w szczególności dla własnego dobra. Nanosiło się biedaczysko ciężkich worów, a ręce pewnie wydłużyły się o parę(naście) centymetrów dzięki czemu Roch może pewniej trzymać kierownicę, ale już kubka z kawą nie potrafi podnieść. Pewnie jutro nie będzie potrafił stukać w klawisze więc notkę trzeba napisać póki jeszcze Roch ma władzę w rękach.

Później Roch postanowił się zrelaksować na rowerze; pojechał na lotnisko, coby relaks był jeszcze większy i taki był. Co prawda ruch raczej mały, ale za to na wysokości przelotowej widział dwa "grubasy", czyli Boeing 747 i Airbus A380. Szkoda, że nie lądowały, ale nie można mieć wszystkiego i czasem trzeba lizać lizaka przez szybę. W drodze powrotnej Roch zahaczył jeszcze o Brynicę, Żyglin i Miasteczko Śląskie, żeby kilometrów trochę przybyło.

Ale i tak ilość kilometrów nie jest pewna bowiem licznik zaczyna się psuć i czasem pokazuje niestworzone rzeczy, takie jak -- przykładowo -- prędkość maksymalna 84 km/h, choć Roch tyle nie jeździ, bo w mieście obowiązuje 50 km/h, a Roch nie ma środków na mandat za przekroczenie prędkości.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 16 września 2010

Na starych śmieciach

Od jakiegoś czasu Roch wpadł w monotonne odwiedzanie lotniska i Miasteczka Śląskiego, tak jakby innych miejsc nie było; wcale nie oznacza to, że Rochowi nie podobało się, bo zazwyczaj pedałował w doborowym towarzystwie, ale dziś -- korzystając z tego, iż jeździł sam -- postanowił odwiedzić Świerklaniec i pojechać do Piekar Ślaskich. Wszystko się pozmieniało, wybory samorządowe już za pasem, a więc drogi się budują, chodniki się robią, byle tylko nie odrywać się od pełnego koryta.

W drodze powrotnej Roch spotkał dawno -- jakieś dwa albo i trzy lata -- niewidzianą "starą" znajomą, czyli Alinę. Trochę poczatowali i Roch pojechał w swoją stronę, czyli na Dolomity. Tam też się zmieniło, ale na minus; wszystko jest rozjeżdżane przez ciężkie wywrotki, mnóstwo błota i dziur. Roch wyjechał z Dolomitów cały oblepiony błotem pewnie trzeba będzie jechać rowerem na myjnię.

****
Na zakończenie trzeba wspomnieć o tym, iż screenerzy Airliners.net ponownie odrzucili dwa zdjęcia, czyli aktualny wynik to 7:2 dla screenerów. Roch postanowił, że na jakiś czas zapomni o przesyłaniu zdjęć, bo niedługo osiągnie on granicę dziesięciu odrzuconych zdjęć, a to już będzie naprawdę demotywujące. Póki co są dwa zdjęcia, czyli źle nie ma.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Jedno ze zdjęć, które odpadło:

Airbus A321-131

środa, 15 września 2010

Szamanom pogodowym dedykuję - kontynuacja

Z nieukrywanym wstydem Roch przyznaje, że pomylił się pisząc, w notce Szamanom pogodowym dedykuję, że nasi lokalni "zgadywacze" ciągle nie potrafią trafić z prognozą; prawda natomiast jest szokująca, nawet dla Rocha. O ile z przewidzeniem dobrej, słonecznej i ciepłej pogody są spore problemy, o tyle z deszczem, chłodem i wiatrem szamani nie mają problemu i zawsze trafiają w punkt. Tak też jest dziś, wczorajsza -- jeszcze znośna -- pogoda załamała się kompletnie i Roch został zmuszony do siedzenia w domu.

Pozostaje czekać na poprawę aury, bo Rochowi brakuje 6 kilometrów do 3600 km, a później jeszcze trzeba dokręcić do 4000 tyś, żeby wyrównać i przekroczyć zeszłoroczny wynik. Nie może bowiem być tak, że Roch z roku na rok będzie jeździł coraz mniej, bo w końcu okaże się, że Roch wcale nie jeździ. Dlatego plany z początku roku należy zweryfikować i z 10 tysięcy kilometrów zejść na 4000 tyś.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 13 września 2010

Szamanom pogodowym dedykuję

Pewnie najtęższe na Świecie mózgi, w połączeniu z superkomputerami z czołówki listy TOP500 List - June 2010 (1-100) nie miałby problemu z przewidzeniem pogody nad Polską, lecz mamy takich, a nie innych szamanów i przewidują pogodę w taki, a nie inny sposób. Wczoraj, wieczorem wszystkie kanały telewizyjne trąbiły, że od poniedziałku, deszcze, ochłodzenie; tymczasem świeci słońce, jest nawet ciepło, a deszczu nie widać na horyzoncie. Weekend natomiast miał być słoneczny, a w rzeczywistości był deszczowy, o czym Roch przekonał się na własnej skórze, gdy wracał z Miasteczka Śląskiego w deszczu. Ciekawe też dlaczego zagraniczne serwisy pogodowe potrafią wstrzelić się prognozą, choć dane mają pewnie takie same.

****
Korzystając z tego niewytłumaczalnego zjawiska, jakim jest dobra pogoda, Roch wybrał się na dłuższą przejażdżkę, która miała metę na lotnisku; oczywiście Roch jechał przez Miasteczko Śląskiego i Brynicę, bo tak jest ciut dalej, a do wyrównania zeszłorocznego wyniku jeszcze krztynę brakuje. Jednak przed całym wypadem Roch podskoczył do zaprzyjaźnionego Adveture żeby dowiedzieć się, ile przyjdzie mu zapłacić za upragnioną piastę XTR, rozmowa była mniej więcej taka:

- "Ile będę musiał wyłożyć na przednią piastę XTR?" - Zapytał Roch.
- "Zaraz sprawdzę w katalogu" - Odpowiedział W.
- "Nowy model kosztuje od 260 do 380 zł" - Dokończył W. wskazując palcem na pozycję.
- "A mieliście jeszcze starszy model" - Nie dawał za wygraną Roch.
- "Ale on jest na 36 szprych" - Odpowiedział W. licząc dziurki.

Dzięki temu Roch dowiedział się, że albo wyasygnuje jakieś c.a 220 zł, albo złoży nowe koło, czyli wymieni obręcz i szprychy tylko po to, żeby mieć piastę XTR. Po krótkim namyśle i konsultacjach z W. Roch doszedł do wniosku, że to za dużo i trzeba będzie spuścić z tonu. Albo XT, albo polecana przez W. piasta Author ACO-H99-F na łożyskach maszynowych.

Tak, czy inaczej Roch rezygnuje z XTR, bo niewątpliwy wzrostu lansu nie jest wart 220 zł, które musiałby wydać na spełnienie swojego kaprysu.

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 12 września 2010

Dwudniowa przerwa

Kolejny raz drogi prognoz pogody i pogody właściwej rozeszły się jak Polonez po trzech latach użytkowania. Według szamanów z telewizorni miało być słonecznie i nawet ciepło, a okazało się, że było pochmurno, wczoraj deszczowo, a dziś zimnawo. Pogoda zdecydowanie nie rowerowa, choć wczoraj Roch zdecydował się na wypad do Miasteczka Śląskiego, za co został ukarany powrotem w lekkiej mżawce.

Dziś cały dzień Roch urzędował w domu, choć początkowo chciał chcieć iść na rower, ale ostatecznie został w domu. Pewnie i tak Roch wracałby w deszczu do domu więc nie chciał nadstawiać swojej Rochowości na pogodowego klapsa. Jutro startuje nowy tydzień, Rochowi mało już brakuje do wyrównania zeszłorocznego wyniku więc nie musi się, zbytnio, nadymać.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 10 września 2010

Szybka przejażdżka

Tydzień się kończy, a Roch nie potrafi przypomnieć sobie ile raz, w tym tygodniu, był na rowerze, a jak nie pamięta to znaczy, że musiał mało jeździć, ale też pogody nie było takiej żeby wypady zapadły w pamięć. Dziś też był szybki wyjazd do Miasteczka Śląskiego i z powrotem. Początkowo Roch miał mieć towarzysza, ale okazał się, że szprychy nie wytrzymały momentu siły i solidarnie pękły. Wprawdzie tylko trzy, ale to wystarczyło żeby koło się "zboczyło".

Jeżdżenie bez towarzystwa Rochowi niezbyt się uśmiecha więc wypad był krótki, a w dodatku pogoda nie dopisała; chmurzyło się i było zimno, a Roch ma już swoje lata i może zacząć kaprysić. Po powrocie do domu Roch zrobił kawę, włączył komputer, a jak dobrze pójdzie to będzie futrował czekoladę.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 9 września 2010

Długi dzień na lotnisku

W ostatniej notatce Roch pisał, że na lotnisku zrobił się spory ruch. W końcu nie mógł się powstrzymać i następnego dnia pojechał do Pyrzowic i liczył na to, że sytuacja się powtórzy. I powtórzyła się. Lądowały jeden za drugim i Roch nie mógł oderwać się od płotu, a dzięki temu siedział tam jakieś trzy albo i cztery godziny, sam już nie wie, bo w pewnym czasie stracił rachubę czasu. Najlepsze zdjęcia trafiły do kolejki na Airliners.net i za osiem dni Roch dowie się, czy zdjęcia przeszły przez sito screenerów-pedantów.

Skoro już Roch poruszył temat Airliners.net to pora się pochwalić kolejnym zdjęciem, które dostało się do bazy danych: Photos: Boeing 737-8Q8 Aircraft Pictures | Airliners.net. Łącznie Roch ma już dwa zdjęcia w bazie, co jest sukcesem o tyle dużym, że pięć innych zdjęć zostało odrzuconych ponieważ "nie spełniały wysokich standardów". Reszta zdjęć, też wcale nie gorszych, trafiła na Flickr, a tutaj trafia pokaz slajdów, ponieważ skromność może być grzechem (jak i przesadna pewność siebie):


Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 7 września 2010

Lincoln Continental i spory ruch

Ma Roch szczęście do amerykańskiej myśli motoryzacyjnej; wpierw trafił mu się rasowy Sheriff, a teraz ustrzelił Lincolna Continentala (1970 - 1979), klasycznego krążownika szos, który buja się na wszystkie strony. Cacko stało w Ożarowicach, a to już wskazuje kierunek, w którym Roch pedałował. A na lotnisku ruch jak w ulu; startowały 2x Ryanair, LOT Charters, Koral Blue i AN-26 Exin, lądowało zaś 2x WizzAir, Lufthansa i jakiś szkoleniowy samolocik. Roch musiał szybko wracać do domu, bo zaczynał żałować, że nie zabrał aparatu.

Jednak nie ma nic straconego, jutro Roch planuje powtórzyć wypad, tym razem z aparatem na plecach i liczy, że ruch będzie zbliżony do dzisiejszego, a i wiatr powinien wiać z jedynie słusznego kierunku, co pozwoli na zdjęcia "z profilu". Dziś był dzień motoryzacyjny, więc dla zachowania równowagi jutro będzie dzień lotniskowy, a później może będzie dzień kolejowy i tak w kółko.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 6 września 2010

Reanimacja trupa

Czasem bywa tak, że wartość sentymentalna jest tak duża, że koszty nie grają większej roli. Jednak w przypadku komputerów wcale tak nie jest i czasem jest lepiej kupić płytę główną niż reanimować ją na siłę. Pal lich koszt kondensatorów, ale czas, nerwy i kolejny dzień bez roweru też ma swoją cenę. A dziś Roch siedział i wymieniał stare kondensatory na nowe. Zanim jednak to zrobił musiał wyjąć płytę główną, rozłączyć setki kabelków, przy okazji wyjąć zasilacz, bo oczywiście obudowa jest mikroskopijnych rozmiarów.

Kiedy już płyta była na zewnątrz trzeba było wylutować kondensatory, wlutować nowe. Zabawa głupiego, w dodatku Roch ma tylko dwie ręce i nie mógł się ogarnąć, bo w jednej lutownica, w drugiej kondensator, a płyta latała na wszystkie strony. W końcu, po wlutowaniu ósmego kondensatora, Roch odetchnął z ulgą, bo to był ostatni. Teraz tylko włożyć płytę, dopasować ją do otworów w obudowie, połączyć setki kabelków, na koniec jeszcze Roch musiał sprawdzać w instrukcji obsługi rozkład pinów ponieważ mamy takich, a nie innych fachowców.

W końcu Roch uporał się diabelską materią, ale stwierdził, że nigdy więcej, bo czas i nerwy są ważniejsze niż zapłata, która notabene nie wystarczy na Flickr PRO, ale to już ryzyko zawodowe. Rower też stał i wczoraj i dziś, ale jutro Roch nie robi nic, tylko jeździ i fotografuje, bo w planach jest kolejny wypad na jakąś stację. Może do Radzionkowa?

Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 4 września 2010

Na stacji w Miasteczku Śląskim

Zgodnie z tym, co wczoraj Roch pisał, dziś był dzień regeneracyjny, bo nogi bolały, mięśnie były twarde, a cały Roch jakiś taki sztywny był, ale nie chcąc siedzieć w domu i sztywnieć jeszcze bardziej wybrał się do Miasteczka Śląskiego i na ławeczce patrzył, co tam się po stacji kręci. Trochę ruchu było i Roch przywiózł jakieś zdjęcia, które potem ładnie "wywołał" i wrzucił na Flickr. Jedno ze zdjęć, według Rocha najlepsze, można zobaczyć po lewej stronie, a na nim tarcza karzełkowa Tm668: jazda manewrowa zabroniona (Sygnał M1), ale to taka ciekawostka.

W drodze powrotnej Rocha złapał lekki deszcz, ale dało się jechać i w końcu przestało padać. Później jeszcze Rochowi trafił się zarobek ponieważ sąsiadom znowu padł komputer i trzeba go kolejny raz reanimować, ale tym razem nie będzie zmiłuj się, bo trzeba wymienić kondensatory, a to zajmie trochę czasu. O tym dopiero w poniedziałek, bo Roch nie ma "na stanie" żadnych kondensatorów.

Wszystkie zdjęcia, które Roch przywiózł z Miasteczka Śląskiego można zobaczyć na Flickr (niedługo już PRO):
Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 3 września 2010

Raz na lotnisku, raz na stacji

EPKT. Podejście 27
Powoli nadchodzi pora na ostatnie odwiedzenie ulubionych miejsc bowiem dzień robi się coraz krótszy, jest coraz zimniej i Rochowi przestaje się chcieć uskuteczniać długie przejażdżki. Na początek Roch pojechał dookoła lotniska, najprawdopodobniej ostatni raz w tym roku. Na drugiej stronie, czyli na podejściu 27, Roch pstryknął zdjęcie błyskających lamp, choć jakość pozostawia sporo do życzenia, ale mały aparacik to małe zdjęcie. Później podjechał jeszcze pod terminal, pojeździł po parkingu i skierował się ku domowi. Od Zadnia (Zadzienia?) Roch jechał pod wiatr, ale to przecież nic nowego.

SM-42 w Miasteczku Śląskim.
W drodze powrotnej Roch zahaczył o Miasteczko Śląskie i tam "złapał" stojącą na stacji lokomotywę SM42. I w tym momencie w Rochowej głowie zrodził się pomysł żeby jutro, w dniu regeneracji, podjechać tylko do Miasteczka Śląskiego, posiedzieć na ławeczce i poobserwować co tam jeździ. Co prawda jutro rozpoczyna się legendarna akcja przekierowań lotów z Warszawy do Katowic, ale Roch był dziś na lotnisku i jutro pewnie nie będzie mu się chciało jechać szczególnie, że przylot jest o godzinie 950, czyli dla Rocha jeszcze wcześnie rano.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 2 września 2010

Ciut deszczowo, ale i rowerowo

Niespodziewanie nadszedł wrzesień, czyli najbardziej znienawidzony -- spośród całej dwunastki -- miesiąc w kalendarzu. Nie lubi go jakieś pięćset tysięcy młodych ludzi, którym przyszło założyć tornistry i pomaszerować do szkoły. Jednak dla Rocha wrzesień wcale taki zły nie jest; normalne obowiązki, przyjemności i szara codzienność przed którą Roch broni się rękami i nogami.

O ile wczoraj jeszcze padało, o tyle dziś już zrobiło się ładnie i Roch musiał iść na rower, bo tydzień w domu potrafi z największego mózgu zrobić papkę. Trzeba było przewietrzyć się, zrelaksować i odpocząć w miłym towarzystwie swojego rowerowego druha. Na początek Roch pojechał do Miasteczka Śląskiego, a stamtąd do Brynicy, ale na lotnisko już nie dojechał, bo zaczynał padać deszcz.

Na szczęście jednak był on krótki, fachowcy nazwaliby go konwekcyjnym, ale Roch do nich się nie zalicza, więc deszcz był krótki i nawet przyjemny. Drugi opad, ciut większy, złapał go w Nowym Chechle lecz i tym razem Roch nie poddał się i dalej pedałował. W końcu to już wrzesień i trzeba się przyzwyczajać do niespodziewanych opadów. Drogowcy mogliby wziąć przykład z Rocha i przyzwyczajać się do tego, że grudniu zazwyczaj śnieg już leży.

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 31 sierpnia 2010

Koniec miesiąca, pora na podsumowanie

Koniec miesiąca zaskoczył Rocha, jak śnieg drogowców, ale cóż poradzić, stało się i już. Nie pozostaje Rochowi nic innego jak tylko podsumować się, ale nie będzie cyferek, bo zabijają one przyjemność pedałowania. Niech za podsumowanie posłuży tylko to, że jak zawsze było fajnie, choć znowu Roch ma dziury w Excelu spowodowane deszczem i ogólnym "nie chce mi się". Jak zawsze można je zobaczyć online w Dokumenty Google.

Pogoda nadal jest pod psem, a ma być jeszcze gorzej; według pogodynek dopiero trzeciego września ma powrócić temperatura w okolicach 20°C. Może więc Roch jeszcze coś pojeździ przed tym jak spadnie śnieg i rower trafi do serwisu na wymianę piasty.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Kursie Euro, spadaj!

Idąc za ciosem, Roch kontynuuje radosną twórczość pod tytułem "pisząc o wszystkim, byle nie o rowerze"; dziś będzie o podwójnym przewalutowaniu, zakupach i o wszystkim, co nie jest związane z rowerem, ale tak to już jest, gdy na zewnątrz robi się chłodno i Roch nie potrafi zmusić się do wyjścia na rower. Kiedy tak siedzi przed komputerem, popijając zbożową kawę, różne myśli przychodzą to Rochowej głowy, na przykład taka, aby wykupić konto PRO w serwisie Flickr, w którym Roch gromadzi swoje zdjęcia. Dzięki temu pozbędzie się reklam, zwiększy limity, a niektóre usunie i w końcu będą dostępne wszystkie zdjęcia, a nie tylko dwieście najnowszych.

Szkopuł w tym misternym planie jest tylko jeden -- inna waluta, a więc i ograniczona paleta płatności i pojawia się zgrzyt; o ile Roch ma kawałek plastiku, o tyle już bank przeliczy mu należność na dolary i to jeszcze po kursie niezbyt korzystnym (dla Rocha oczywiście). I tu dochodzimy do clou dzisiejszego wpisu: podwójnego przewalutowania, które dotknie Rocha za transakcję w amerykańskiej walucie. Po długich poszukiwaniach i Roch sobie przewalutował. Niby prosty inżynier, a zdolności ma nie mniejsze niż prezes Banku Centralnego.

Rekapitulując: trzeba czekać, aż spadnie kurs Euro, wtedy niekorzystny przelicznik banku będzie mniej niekorzystny i Roch na tym mniej straci.

I tak całkiem na koniec już: wybaczcie Rochowi te ostatnie wpisy, ale rower coraz częściej odpoczywa, a Roch siedząc w domu za dużo myśli i czasem zdarza mu się ten ogrom myśli przelać na blog, czego dowodem jest niniejsza notka.

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 29 sierpnia 2010

Czas rozpogodzeń, czas jeżdżenia

Wczoraj było jeszcze deszczowo, dlatego Roch spędzał rowerowy czas na stacji PKP, gdzie obserwował przejeżdżające pociągi, a dziś w końcu nadeszła ładna pogoda, choć było zimno co zmusiło Rocha do wskoczenia w długie spodenki lecz dzięki temu kultowość jeszcze mu podskoczyła. Na początek Roch podskoczył na wiadukt, z którego widać całą stację, ale to nie był jego cel. Celem było Miasteczko Śląskie.

Ma miejscu Roch podjechał do Huty Cynku Miasteczko Śląskie, gdzie pooglądał sobie jakieś silosy, kominy i inne budowle, na których Roch wcale się nie zna, ale i taka technika go fascynuje, a im coś jest większe tym Rocha bardziej cieszy. Roch nie ustalił jeszcze, czy można zrobić zdjęcie czterem 120-o metrowym kominom, ale kiedyś zaryzykuje i zrobi im zdjęcie, bo widok jest całkiem przaśny.

W drodze powrotnej Roch podskoczył jeszcze na kolejowy wiadukt i wrócił do domu, bo robiło się coraz zimniej, choć Roch uzbroił się w kamizelkę, która nie przepuszcza wiatru (nie licząc "otworów" na ręce, które nie są szczelne). Blog coraz szerzej traktuje o technice niekoniecznie rowerowej; samoloty, kolej, a teraz jeszcze Huta Cynku, ale tak już jest, że Roch -- umysł bądź co bądź ścisły -- interesuje się techniką wszelaką, a im większa, ta technika, tym lepiej.

Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 28 sierpnia 2010

Na stacji PKP

W końcu, po dwóch dniach, przestało padać; najwidoczniej przez circa półtorej dnia wypadało się i dzięki temu można było pojechać na jakąś rowerową przejażdżkę. Co prawda przejażdżka skończyła się na stacji PKP, ale w końcu nie można było się oddalać zbytnio ponieważ co rusz padał przelotny deszcz. Na stacji lokomotywy sobie jeździły w te i wewte i tak czas mijał.

Wreszcie wyszło słońce, bo ostatnie dwa dni były mokre, wietrzne i zachmurzone i pewnie tak będzie coraz częściej, bo w końcu jesień już tuż tuż i trzeba będzie się powoli przestawiać na tryb jesienny, czyli lutownica pójdzie w ruch. Póki co jednak, Roch wykorzystuje każdą chwilę żeby móc pojeździć na rowerze zanim piasta kompletnie wyzionie ducha.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 26 sierpnia 2010

Kolejne "nie chce mi się"

To już ewidentnie jesień, a na pewno schyłek sezonu rowerowego ponieważ Roch coraz częściej mówi "nie chce mi się" i nie wsiada na rower. Żeby jednak nie wyjść na permanentnego malkontenta Roch zacznie usprawiedliwiać się deszczem, który przez chwilę popadał, a to skutecznie go zniechęciło do wychodzenia na rower. Szczególnie, że wcześniej pokazywał i chwalił się lotniskiem i jak przystało na prezentację, akurat w tym czasie nic nie startowało. Tak jakby wieża kontroli lotów wiedziała o tym, że Roch komuś pokazuje lotnisko i wstrzymała jakikolwiek ruch.

Po powrocie znowu spadło ciśnienie, ale Roch nie dopuścił do zamknięcia powiek, dzięki czemu teraz przysypia, ale w nocy będzie mu się lepiej spało, choć jutro pewnie zostanie wyciągnięty z łóżka wcześnie, bo dzień targowy i trzeba robić za taksówkę. Może jutro uda się uskutecznić jakiś rower, ale według wszelkich prognoz ma być deszczowo, więc wszystko stoi pod wielkim znakiem zapytania.

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 25 sierpnia 2010

Lotniskowo i zdjęciowo

Zgodnie z wczorajszą obietnicą Roch odważył się pokazać kilka zdjęć, które "wywołał" przy pomocy niedawno zdobytego PSE. Trochę mu się zapomniało jak to zrobić, ale w końcu prawie miesiąc nic koło zdjęć nie grzebał. W końcu jednak w czym pracować więc i na lotnisko można jeździć i nie tylko, ponieważ Roch myśli nad jakimś kolejowym wypadem, bo sezon się kończy, a na stacji można spotkać stojący InterCity z lokomotywą EP07, czyli cacko, które mknie 160 km/h po CMK, ale póki co Roch zabiera się za samoloty, na pociągi będzie czas.

****
Jeśli chodzi o dzisiejszy wypad rowerowy to Roch pojechał w kierunku lotniska, ale nie po kolejną porcję zdjęć lecz ot tak sobie, żeby się przejechać. Większą ilość kilometrów zapewnił objazd przez Miasteczko Śląskie i Brynicę. Po drodze Roch spotkał kierowniczkę, która właśnie wracała z pracy i serdecznie Jej pomachał, po czym zaczął walczyć w wiatrem, który nie chciał wiać w plecy. Nawet gdy, teoretycznie, jedzie się w kierunku wiejącego wiatru to on i tak wieje w twarz.

W drodze powrotnej wcale nie było lepiej, prędkość średnia spadła z 26 km/h na 25 km/h, a nogi bolały i bolą nadal. Trzeba przyznać, że Rochowi coraz ciężej się jeździ, ale tak to jest jak przez dwa dni regenerował się, bo nie chciało mu się wsiadać na rower. Teraz trzeba trochę powalczyć i nogi przestaną boleć (o ile Roch ponownie nie zacznie regenerować się).

Roch pozdrawia Czytelników.