piątek, 30 grudnia 2016

Życzenia poświąteczne i postanowienia noworoczne

Tak się złożyło, że odkąd Roch ma urlop "tatusiowy" to do komputera ma mocno ograniczony dostęp. I to nie dlatego, że ktoś mu zabrania, ale czas który ma chce spędzić z dzieciorami, a one wykorzystują to bardzo dobrze. Zaczyna się od śniadania, które Roch przygotowuje na zmianę z Żonką, później zabawa, spacer, obiad, zabawa, kolejny spacer, zakupy i tak do wieczora. W międzyczasie oczywiście Michalina wymyśla coraz to nowe zabawy. Ostatnio Roch został królem i dostał nawet koronę, z której bardzo chętnie korzysta.

I tak od pierwszych urodzin Stasia, bo od tego dnia Roch zaplanował sobie urlop. Jednak prezent od Rocha dopiero będzie, bo terminy były bardzo napięte, a prezent który Roch wymyślił wymaga spokoju, czasu i opanowania, ale o tym będzie w niedługim czasie wraz ze zdjęciami. Później były Święta i Roch w dalszym ciągu nie miał okazji usiąść przy komputerze aby napisać życzenia, ale wiadomo, że życzy wszystkim zdrowych, pogodnych i radosnych Świąt i udanego Nowego Roku. Od tego czasu Roch ma jeszcze mniej czasu albowiem musi wozić Stasia i Michasię w autku, które Staś dostał na roczek od Dziadków.

Tak więc po domu jeździ elektryczna replika Bugatti Veyrona, w której siedzi dwójka dzieciorów. W ostatnim czasie udało się nawet wyjść na dwór i pojeździć na świeżym powietrzu. Dzieciakom się podoba, samochód daje radę. Tylko go ładować i jeździć dalej.

A pogoda zachęca do spacerów. Bo jak na grudzień to ów pogoda prawdziwie wiosenna jest. Temperatura co prawda nie za wysoka, ale słońce za to nadrabia promieniami. Jedynie gdzie są oznaki zimy to lodowiska w okolicy, które działają, a na których Roch z Michaśką często jeżdżą, a przynajmniej próbują bo Michalina dopiero co uczy się jeździć na swoich łyżwach, ale idzie jej całkiem nieźle i jeszcze kilka wypadów na lód a będzie śmigała jakby w łyżwach się urodziła.

Staś za to polubił rowerek do tego stopnia, że już próbuje się z nim szarpać choć jeszcze rowerek wygrywa i przewraca się na niego. Jednak gdy się go posadzi na siodełko to piszczy z radości i chce jeździć. Tak więc jak widać na załączonych obrazkach Roch na urlopie wypoczynkowym ma sporo zajęć, a czasu dla siebie zostaje mu niewiele, ale tak już wygląda jego każdy urlop, który ma być wypoczynkowym.

Jednak nie ma co narzekać, Rochowi się podoba takie spędzanie czasu, choć niekiedy ma ochotę pozamykać dzieciory w pokojach i mieć święty spokój, ale gdy tylko zakłada koronę na głowę odzywa się w nim dziecko i dalej się bawi w króla, kapitana Mikiego i jeździ windą, która znajduje się w pokoju, a czasem w łazience.

Przyszły tydzień Roch jeszcze siedzi w domu, ale później znowu zaczyna się czas obowiązków. I może w końcu uda się pojeździć na trenażerze bo choinka spełni już swój obowiązek i zostanie honorowo wyniesiona z pokoju, a na jej miejsce stanie rower, na którym Roch ma plan jeździć. To jedno z Noworocznych Postanowień.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Coraz bliżej święta

No i jest grudzień i jak przystało na zimę zaczął padać deszcz. Owszem, czasami zdarzają się opady śniegu, które przechodzą w deszcz i jest piękna jesień tej zimy. W grudniu też są Święta. A jak wiadomo Święta to choinka, a co za tym idzie kończy się miejsce w pokoju na inne przedmioty codziennego (nie)użytku jak na przykład trenażer, który stał sobie w koncie, okryty całkiem pokaźną warstwą kurzu. Żeby Rochowi lepiej się pedałowało to dzieci podsunęły mu pudełko klocków, później wrzuciły jeszcze kilka zasmarkanych chusteczek i tak stał sobie rower i czekał na lepsze czasy.

Jednak wczoraj przyszedł czas na ubieranie choinki. Pokój nie jest z gumy, więc rozciągnąć się go nie da. Czyli coś musiało ustąpić miejsca czemuś. Choinka stanęła na miejscu trenażera, a ten chwilowo trafił do piwnicy, bo już na prawdę nie było gdzie go postawić. Paradoksalnie trenażer stoi w piwnicy, a do Rocha - z okazji prezentów - jedzie czujnik kadencji i prędkości, który zamówił sobie po tym jak jego cena została obniżona o połowę. Takie zakupy zawsze mają sens, nawet jak trenażer stoi (tymczasowo) w piwnicy.

Jednak największą z choinki miały dzieciory, które od razu dobrały się do bombek i łańcuchów, a przede wszystkim do ciasteczek, które zawisły tuż obok bombek. I tak się "dziabały" te ciasteczka, aż w końcu każde jest jakoś nadgryzione. Ale Święta to Święta, czasem trzeba przymknąć oko na pewne sprawy. Jak tylko Decathlon sprawi Rochowi prezent to ten założy go na rower i odstawi go z powrotem do piwnicy, bo choinka przecież jeszcze musi trochę postać. Jednak jak tylko wszystko zostanie zjedzone, kilogramy odmierzone, a postanowienia noworoczne postanowione to Roch przyniesie rower z piwnicy, postawi go na miejscu choinki i zacznie znowu pedałować. Plan jest bardziej dalekosiężny, ale o tym jak już prezenty zostaną rozdane.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Trochę nowości, ale ponownie bez roweru

Od ostatniej notki już trochę minęło, a pisał w niej, że zaczął pedałować ponownie, ale nie na długo. Okres dziecięcy rządzi się swoimi prawami i Roch ponownie musiał wstawać rano do dzieciorów. W dodatku przez ostatnie dwa miesiące Michaśka kaszlała i nie wiadomo skąd się ten kaszel wziął. W końcu okazało się, że może być alergiczny. Tak więc Michalina jest dokładnym klonem Rocha, który też należy do alergeeków. Jednak to nie zmienia nastawienia do aktywności. Skoro Roch nie pedałuje to chociaż na łyżwach pojeździ, a przy okazji nauczy Michalinę.

Choć jej nie trzeba już wiele żeby samodzielnie zacząć śmigać. Jeszcze musi złapać równowagę i przestać się ekscytować bo wtedy zapomina o równowadze. Jednak jeszcze kilka wypadów na lodowisko i będzie łyżwiarka jak się patrzy. Koniec końców przez jakiś czas była zima, później jesień, a teraz nie wiadomo. Może gdyby Roch nie założył opony trenażerowej to poszedłby nawet na rower, ale bez odpowiedniego zahartowania się mogłoby się to skończyć przeziębieniem jak nie zapaleniem płuc. Staś też jeździł na łyżwach, ale Roch w ferworze łapania Michaliny zapomniał zrobić mu zdjęcia. Musicie uwierzyć na słowo Rochowi, że Staś też stał na lodowisku.

Po powrocie do domu czekał już na nich Mikołaj; z racji tego, że Roch pracuje do późna to jedyna szansa na Mikołaja to weekend więc Roch przebrał się w strój Świętego i chciał zrobić niespodziankę, ale okazało się, że Michaliny nie da się zaskoczyć i jak tylko "Mikołaj" wyszedł to Michaśka zapytała "dlaczego tatuś przebrał się za Mikołaja?". I tak oto Roch więcej za Mikołaja przebierał się nie będzie bo i tak nie ma sensu, skoro każdy wie, że Roch to Mikołaj. Prezenty się przyjęły, słodycze również, więc okres Świąteczny już rozpoczęty. Teraz tylko choinka, kolejne prezenty i dłuuuuuuugi urlop Rocha, który do pracy dopiero pójdzie w styczniu. Może w czasie wolnego uda się choć trochę pojeździć w miejscu.

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 22 listopada 2016

Powrót na siodełko, powrót do normalności

No i w końcu, po półtorej miesiąca (albo i więcej) wszystko zaczyna wychodzić na prostą. Wszystko to znaczy Michalina zaczyna dochodzić do siebie po dziwnej i długiej infekcji, Staś przestaje mieć katar, a tym samym zaczyna spać odrobinę dłużej w nocy, a i z Rochem jest dużo lepiej. Witaminki zdziałały cuda, czego dowodem jest to, że Roch siedzi przed komputerem o północy, a nie śpi w fotelu albo w opakowaniu na łóżku z nosem w książce. Dodatkowo nie ma problemu żeby wstać rano do dzieci i zrobić im śniadanie połączone z wygłupianiem się. Nowy Roch, nic dodać nic ująć.

Z okazji tego, że Żonka poszła spać razem z kurami tfu. dziećmi Roch ogarnął trochę dom, a później stwierdził, że jeśli ma siedzieć bezproduktywnie z piwem przed telewizorem to woli wsiąść na rower i pojeździć w pokoju przed telewizorem. A więc wrócił do starych nawyków, czyli do pedałowania w miejscu. Rekordu nie było, ale Roch popedałował i czuje się jeszcze lepiej. O efekcie placebo chyba nie można mówić, bo ile można się oszukiwać. O rowerze też nie wiele można napisać poza tym, że jest wpięty w trenażer i dzielnie służy. Dodatkowo patent z licznikiem na tylnym kole sprawdza się doskonale.

Tak więc dzieci wychodzą na prostą, Roch jest całkiem nowy, choć już ze sporym przebiegiem, a wszystko zaczyna się klarować. Oby tak dalej, a w sobotę to nawet na basen uda się pojechać. Na zakończenie zapis pedałowania, bo o śladzie chyba nie można mówić.

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 15 listopada 2016

Pada śnieg i takie tam

I znowu zaczął się okres, w którym Roch musiał odstawić trenażer, ale oczywiście nie na długo. Stasiek znowu ma trudny okres, czyli kolejna porcja zębów jest gotowa do wyjścia i daje o sobie znać. Dodatkowo Michaśka ma kolejną infekcję więc jest całkiem kolorowo i na pedałowanie w miejscu nie ma już czasu. W sumie może i znalazł by się, ale Roch też chce usiąść i nic nie robić. W tym miejscu Roch musi wspomnieć, że w ostatnim czasie - z racji tego, że spał w fotelu - zrobił sobie badania, w tym poziom cukru. I wstrzelił się w Światowy Dzień Cukrzycy choć badania pokazały, że wszelkie poziomy - w tym cukru i żelaza - są w normie.

Czyli spanie nie było spowodowane niczym innym tylko lenistwem / zmęczeniem Rocha. Dodatkowo podły nastrój i "zdziadziałość" też dawały o sobie znać. W końcu Żonka kupiła Rochowi multiwitaminę która wielkością przypomina czopki, ale na opakowaniu napisane było wyraźnie "lek stosować doustnie". Po kilku dniach Roch czuję się jak Bóg w średnim wieku, a poważnie zaś odkąd Roch się dożywia pigułkami to przestał spać w fotelu, rano z uśmiechem wstaje o 5 rano do dzieci a i jego dziadostwo chyba ustąpiło. Udało się nawet wyjść na randkę z Żonką.

Zatem po prostu trzeba się dożywiać pigułkami wielkości czopka żeby zachować resztki człowieczeństwa. Jeśli zaś o rower chodzi to Roch planuje wrócić, a jakże, jak tylko Staś przestanie wstawać co 10 minut, a Michalina wyjdzie z infekcji. Być może już na dniach Roch ponownie zasiądzie na siodełku, ale o tym w kolejnych notkach - może nawet częstszych bo przecież Roch spożywa czopki, które działają.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
To nie reklama, ale gdyby ktoś potrzebował to Vitotal dla mężczyzn całkiem dobrze działa.

PPS:
Żonka chwali tego żeń-szenia.

niedziela, 6 listopada 2016

Pobity przez Żonę

I stało się to czego Roch bał się od dawien dawna. Został pobity przez swoją Żonkę. Na razie tylko w pedałowaniu w miejscu, ale dziś po raz pierwszy Roch przejechał mniej kilometrów niż Ona, a to dotychczas Roch narzucał tempo. Jednak dziś było jakoś tak inaczej. Nie że gorzej czy ciężej, ale Roch miał wrażenie jakby stał w miejscu. Co chwila spoglądał na licznik, a kilometrów nie przybywało.

Na Youtubie też mało co się działo, później Roch wrzucił na telefon Dr No i zaczął oglądać, ale dalej było tak, że Roch miał wrażenie, że pedałuje w miejscu. W końcu nie wytrzymał tego kilometrowego lejka i zsiadł z roweru. Licznik wskazał marne 11 kilometrów co przy 15 od Żonki było blade jak nogi po zimie. No ale jak to mówią "raz na żonie, raz pod żoną". Tym razem Roch był pod Żonką.

Na zakończenie tradycyjnie "ślad GPS":

Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 5 listopada 2016

Trenażer, całkiem na poważnie

W ciągu ostatnich dwóch albo trzech dni Roch zmieniał opony na zimowe, potem chorował (ciąg dalszy przedszkolnej infekcji) albo spał z nosem w Panu Samochodziku. Dopiero dziś czuł się na tyle dobrze, że mógł wsiąść na rower i trochę popedałować w miejscu. A dziś było bardzo owocnie jeśli chodzi o kręcenie. Na początku Roch zainstalował sobie w telefonie aplikację HBO GO i wsiadł na rower.

Miał trochę zaległości w serialach, ale i tak na początek wybrał Casey Neistat, bo tez miał trochę zaległości. Koniec końców wsiadł na rower i zszedł z niego po godzinie i przejechanych dwudziestu kilometrach. To rekord pedałowania w miejscu i Roch wie o tym, bo w całej swojej genialności założył licznik na tylne koło i teraz wiadomo ile się przejechało.

Żonka również radzi sobie coraz lepiej. Kreci jak szalona i widać, że robi postępy, a i zdrowa rywalizacja zaszła między nimi. Jak Żonka wykręci 10 kilometrów to Roch kręci więcej, ale przez ostatni czas to tylko Żonka kręciła, bo Roch albo siedział w garażu albo spał. Ale dziś chyba nadrobił wszystkie senne wieczory. Na zakończenie oczywiście "ślad GPS":

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 1 listopada 2016

Trenażer w trakcie choroby

I po raz kolejny Roch przechodzi "choroby wieku dziecięcego"; tym razem na szczęście bez gorączki, ale z katarem i ogólnym poczuciem, że poród to pikuś w porównaniu do bólu gardła i kataru. I wczoraj odpuścił sobie pedałowanie w miejscu, ale dziś już nie mógł sobie pozwolić na ten komfort. Wsiadł więc na rower i zaczął pedałowanie, ale z muzyką mu nie szło, a miał cel do zrealizowania. Musiał przejechać więcej niż 10 kilometrów bowiem Żonka, która pedałuje razem z Rochem dobiła do 10 kilometrów, a wiadomo nic tak nie podkręca żaru w małżeństwie jak pedałowanie na jednym trenażerze.

Zatem Roch szukał jakiegoś zajęcia na rowerze bo kilometry płynęły przez lejek, a Rochowi zależało na tym żeby to był wodospad. Wiedział, że wczoraj jeszcze miał stan podgorączkowy, a dziś dogorywał w łóżku nie mogąc wstać, ale musiał coś znaleźć. I w końcu znalazł. Jego ulubiony kanał na Youtube, czyli Casey Neistat. Zaczął nadrabiać zaległości i tak od epizodu do epizodu kilometry płynęły, aż dopłynęły do 13 i Roch powiedział pass. Raz, zobaczył wszystko, czego jeszcze nie widział, a dwa to gardło go zaczęło boleć, a i już miał dość.

Na jutro też jest plan. Oczywiście Spotify, Casey Neistat i HBO GO, które też można oglądać mobilnie. Więc jest co robić pedałując w miejscu. Są szanse, że pedałowanie wejdzie Rochowi w krew. Jako plan ostateczny ma też filmografię Bondów. Jamesów Bondów. Oczywiście na koniec zapis śladu GPS z pedałowania w miejscu:

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 30 października 2016

Trenażer #2: coraz dalej w miejscu

Wczoraj z mało oczywistych powodów Roch nie pedałował. Tymi mało oczywistymi powodami jest kolejna infekcja dzieciorów. Katar, kaszel i ogólne bycie na "nie" spowodowało to, że był kłopot z ich położeniem spać, a kiedy już poszli to Staś wstawał co 20 minut bo zalewał go katar i dawały o sobie znać zęby, które mu aktualnie wyrzynają się. Tak więc wczorajszy wieczór upływał pod znakiem chodzenia do pokoju, przynoszenia go, bujania, skakania i odnoszenia. I tak w kółko.

Dziś jest chyba lepiej; co prawda dalej jest katar i kaszel, ale już się dzieci przyzwyczaiły i są świadome tego, że w nosie jest katar. Staś poszedł spać i można było popedałować trochę w miejscu. Roch, szczególnie, że Roch znalazł na Spotify idealną playlistę na okazję pedałowania w miejscu.


Tak więc jeśli ktoś chce szybko popedałować to można sobie włączyć. Po niecałych 30 minutach Roch miał już przejechane 10 kilometrów. Przy czym pedałował prawie non-stop więc nogi go bolą. Jutro może ponownie uda się wsiąść na rower i pojeździć w miejscu. Dziś już kończy dzień.

Ale zanim zaśnie w fotelu to wrzuci ślad z jazdy:


Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 29 października 2016

Rozstawianie trenażera: etap 1

Nadeszła ta chwila kiedy Roch podjął się trudu rozstawienia trenażera. Jednak zanim Roch zabierze się demolkę w pokoju to musi wpierw pozbyć się okropnego "cykania" opony, która kupiona na portalu aukcyjnym miała jedną wadę. Mały ubytek, o którym sprzedający oczywiście wspomniał, ale nie wspomniał już że to "cyka" i wkurza niemożebnie. W zeszłym roku Roch dawał sobie jakoś radę, ale w tym - jak ma pedałować na poważnie to musi mieć dwie rzeczy.

Pierwsza z nich to "załatana" opona żeby nie "cykało". I to już Roch zrobił bo ma pistolet klejowy. Wieczorem zszedł do piwnicy i zaczął kombinować jak wypełnić ten cykający ubytek. Po początkowych porażkach z za zimnym klejem i brakiem przedłużacza Roch w końcu dobrał odpowiednią ilość kleju do wypełnienia ubytku. Później jeszcze przetarł papierem ściernym i zostawił do stwardnienia. W końcu pójdzie do garażu, zamieni oponę na trenażerową i całość razem z trenażerem przyniesie do domu. Tam poskłada to wszystko i zacznie pedałować, ale wcześniej wspomniał o dwóch rzeczach. Tą drugą rzeczą jest licznik.

Tak, Roch ma plan żeby założyć licznik na tylne koło tak aby móc liczyć prędkość i odległość stojąc w miejscu. Do tego potrzebna będzie myśl inżynierska, bo odległość pomiędzy czujnikami musi być w okolicy 3 - 4 mm, czyli całkiem niedużo. Na pewno znajdzie się jakiś kawałeczek drewienka, gumy żeby zrobić odpowiedni dystans, a i magnesik też powinien się znaleźć. I Roch może powiedzieć wszystkim czujnikom ANT+/BT/BTLE bye-bye.

Tak więc prezentowały się ostatnie dni spędzone w garażu / piwnicy, ale ostatecznie udało się i efekt końcowy jest następujący: opona w rowerze zmieniona, trenażer rozstawiony i nawet licznik założony tak żeby Roch wiedział ile przejeżdża. Dodatkowo Roch zrobił sobie bazę danych, w której zapisuje wszystkie przejechane kilometry i może kiedyś dorobi do tego jakąś aplikację, ale na chwilę obecną Roch skupia się pedałowaniu w miejscu. I są pierwsze efekty założonego licznika. Roch dowiedział się, że w ciągu 20 minut przejeżdża 7 kilometrów. Jutro postara się przejechać całe 10 kilometrów. I na zakończenie kilka słów wyjaśnień: notka powstawała przez kilka dni; zaczęło się od postanowienia rozłożenia trenażera, później Roch miał ciąg spania na fotelu, aż Michasia zapytała go "czy na fotelu jest wygodnie, bo ja też bym chciała spać na fotelu z tatusiem".

I dopiero dziś Roch rozłożył trenażer i na niego wsiadł. Pojeździł i na koniec wypił piwo żeby nie mieć zakwasów (podobno ma działać). Tak więc może uda się zmotywować do pedałowania. W każdym razie oba dzieciory są żywo zainteresowane tym co stoi za fotelami. Poza sprawami rowerowymi to Roch ma urlop, bo chce trochę posiedzieć z dzieciorami. Dziś na przykład, korzystając z jesieni, usypali wielką kupę i rozpoczęli bąblowanie.


Na zakończenie Roch postara się częściej coś pisać, o ile jeszcze ktokolwiek to chce czytać w dobie vlogów. I tradycyjnie, zapis "śladu" GPS:

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 14 października 2016

Przedszkolny czas Rocha

Przedszkole to w życiu dziecka ważny etap. Nowe środowisko, inne dzieci, a co najważniejsze rozłąka z rodzicami, którzy powinni im zapewniać bezpieczeństwo. To jasna strona przedszkola, ale Roch chciał napisać o tej ciemnej stronie przedszkola. O infekcjach i przeziębieniach.

Odkąd Roch pamięta nie chodził do lekarza bo nie chorował; owszem - zdarzał się katar, ale po dwóch dniach sam mijał i Roch wracał do życia. Od września Roch był już dwa razy chory, przy czym ten pierwszy raz skończył się gorączką i jazdą na krawędzi jeśli chodzi o leki przeciwgorączkowe. Ten drugi raz trwa teraz. Roch znowu jest chory. Nie tak jak za pierwszym razem, ale katar i kaszel dają o sobie znać.

Rower i noga Żonki.
Oczywiście drugi raz też spowodowany jest przedszkolem. Teraz Roch czeka na ospę, świnkę, trądzik i mutację, bo skoro Roch zaczyna od przedszkolnych chorób to i te "nastoletnie" pewnie go nie ominą. Jeśli zaś o rower chodzi to stoi. W garażu stoi i czeka aż Roch się podniesie z chorobowego okresu, ale sądząc po ostatnich temperaturach to pozostaje rozstawić trenażer w domu i zacząć pedałować stacjonarnie. W tym roku Roch wprowadzi jedno udoskonalenie, czyli spróbuje założyć licznik na tylne koło tak żeby wiedzieć ile przepedałował i z jaką prędkością. I tu zbieractwo Rocha okazuje się pożyteczne bo stary licznik włożył do pudełeczka i dzięki temu teraz będzie można z niego zrobić komputer do trenażera. Być może dziś Roch zabierze się za rozkładanie całego sprzętu i może zacznie coś pedałować. O ile chory nie będzie. Znowu.

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 2 października 2016

Prawie jak szpitalny oddział ratunkowy

W ostatniej notce Roch opisywał jak to było jak z domu zrobił się szpital, ale nie przewidział w jaki sposób to się rozwinie. A było ciekawie. Po tym jak Michaśka i Stasiek się zarazili wzajemnie, Roch poczuł, że boli go gardło. Ale co tam, nie pierwszy nie ostatni raz boli Rocha gardło. Położył się spać i postanowił, że ten ból prześpi, ale nie udało się. Kiedy wstał, a był to czwartek, okazało się, że ma gorączkę. I to nie byle jaką, a całe 38°C. No z takim wynikiem raczej wypadało jechać do lekarza, a nie do pracy. Zatem Roch rozesłał info, że potrzebuje dzień urlopu na żądanie, bo dopadła go gorączka.

I pojechał do lekarza. Tam, po badaniu okazało się, że Roch ma anginę. Dostał receptę z antybiotykiem i pierwsze w życiu zwolnienie lekarskie, czyli popularne L4. Po wizycie u lekarza dla dorosłych Roch był umówiony do "Złotej Pani Pediatrki" ze Stasiem, albowiem i on zaniemógł choć mniej niż Roch. Przy okazji badania Stasia Roch załapał się też na badanie ponieważ anginę to mogą mieć dzieci "a pan, panie Rochu, jest za stary" - tak stwierdziła "Złota Pani Pediatrka". I miała rację pisząc żeby Roch wziął sobie solidną dawkę Nurofenu.

Fragment Rocha z wysypką.
Po powrocie do domu Roch osiągnął stan 40.1°C gorączki i taki poziom utrzymywał przez trzy dni. Dawka Nurofenu sięgnęła 600 mg co 6 godzin, czyli Roch brał jedną tabletkę "forte" i jedną zwykłą. To pomagało. Temperatura spadała do 37°C i gałki oczne Rocha przestawały się gotować. Na chwilę. Później znowu temperatura wchodziła na poziom 40°C i znowu 600 mg Nurofenu. Po trzech dniach gorączka ustąpiła, a pojawiła się wysypka na całym Rochu, który zaczął przypominać muchomora, ale tak miało być. Dopiero po kolejnych trzech dniach wysypka znikła, a Roch wrócił do zdrowych, choć po ˜– tak Roch podejrzewa – Nurofenie bolał go brzuch. I tak minęły dwa kolejne dni. W sumie Roch chorował przez 9 dni, a zaczęło się od niewinnego zarażenia przez dzieci, które zaraziły się w przedszkolu. One przeszły przez chorobę gładko, Rocha sponiewierało całkiem mocno, ale już doszedł do siebie.

I na koniec taka mała refleksja: jak to jest, że korzystając z NFZu u 33-y letniego człowieka lekarz potrafi wykryć anginę, a dopiero neonatolog potrafi zdiagnozować chorobę? Gdyby nie nasza "Złota Pani Pediatrka" to Roch pewnie wylądowałby w szpitalu z gorączką i antybiotykiem, który nie koniecznie by zadziałał. Skończyło się dobrze i tak miało być. Roch wrócił do normalności.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Zdrowa dziczyzna na wybiegu:


poniedziałek, 19 września 2016

A już szpital domowy miał być zamykany

I już Roch miał pisać, że sytuacja z domowym szpitalem, czyli "Pierwszym Przedszkolnym Przeziębieniem" (w skrócie: PPP) została opanowana, ale tak nie jest. Michaśkę znowu dopadło; doszła gorączka no i jutro pora odwiedzić naszą Złotą Panią Pediatrę żeby obejrzała Michalinę, a przy okazji Staśka, czy i jemu się już nie rozwija. I tak własnie Roch rozpoczyna drugą połowę września.

Na razie o rowerze nie myśli, za to obżera się niczym zrozpaczone bohaterki filmów o zabarwieniu romantycznym. Z tym, że zamiast lodów Roch używa konserw turystycznych i piwa, ale Roch nigdy nie słynął z romantyzmu, a i lodem nie potrafi się pocieszyć. Z tego wszystkiego jutro Roch bierze urlop bo chce pojechać z Rodzinką do Złotej Pani Pediatrki.

Poza tym Michalina już dziś dzwoniła do Rocha i prosiła żeby nie jechał do babci Krysi bo wtedy Roch przyjeżdża późno, ale Michasia chce się z nim jeszcze pobawić. Tak więc Roch postawił swoje plany daleko za plecami i zaraz po pracy wsiadł do samochodu, zapiął całą gromadę koni mechanicznych do pracy i wrócił do domu. Żeby mieć czas dla Michaliny. Rower stoi obok trenażera. W garażu.. Wpierw trzeba postawić dzieciory na nogi, a dopiero później można wsiadać na rower.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
W międzyczasie powstaje coś takiego:

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 7 września 2016

Szpital w domu, radość między nogami

Po raz kolejny Roch trochę się zaniedbał, ale też pogoda się lekko pogorszyła, w zasadzie się załamała, ale w końcu, po dwóch dniach wróciła do normy. Jednak wraz z powrotem pogody przyszło coś jeszcze. To coś to przeziębienie; najpierw Michasia, później Staś a w międzyczasie jeszcze Żonka. Roch wylizał się jakoś i chciał pojeździć na rowerze, choć tak naprawdę to nie chciało mu się, ale koniec końców zebrał się w sobie i poszedł. I to była dobra decyzja bo Roch znowu zaczynał zasypiać w fotelu. Tak więc teraz Roch jest już po rowerze i zaczyna chcieć mu się spać.

Jutro kolejny dzień w pracy i kolejna okazja na rower, oczywiście wieczorem, bo z dzieciakami Roch chce posiedzieć, o ile nie zasną. Przeziębienie ich męczy, ale już widać koniec. Dziś gorączka minęła, więc o ile jutro nie będzie nawrotu to w weekend będzie można pojeździć na rowerach. Na zakończenie ślad:

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 2 września 2016

Pierwszy dzień, ale tak naprawdę to drugi

Wczoraj był pierwszy dzień września – dla jednych to początek szkoły, dla innych kojarzy się z II Wojną Światową, a dla Rocha dzień ten był szczególny. Szczególny z tego powodu, że Michasia szła pierwszy raz do przedszkola, choć nie był to jej pierwszy start albowiem już wcześniej chodziła do przedszkola, ale wtedy odporność miała małą i tak naprawdę częściej siedziała w domu.. Z tej okazji Roch wziął sobie dwa dni urlopu, żeby wesprzeć Michalinę w tym nowym doznaniu.

Sam nie lubi jak liczba dzieci nie zgadza mu się, a tu nagle ojcowska pępowina została rozciągnięta i Roch jakoś z tym musi żyć. Mógł iść na rower, ale korzystając z wolnego chciał też posiedzieć ze Stasiem, który tylko z Rochem chce siedzieć i z Żonką, która nie ma wyjścia i musi z Rochem siedzieć. Na rower Roch też nie poszedł bo "jak zadzwoni telefon z przedszkola to Roch będzie daleko". Poza tym Roch woli jeździć wieczorami, mniej ludzi, można założyć słuchawki i jeździć z muzyką.

I na zakończenie wczorajszego dnia Roch siadł na fotelu, zjadł paczkę chipsów, popił piwem i poszedł spać. Dziś nawet nie wchodził na wagę bo pewnie w akcie desperacji zjadłby paczkę chipsów, popił piwem i poszedłby spać. Więc lepiej wejść na wagę jutro rano i rozłożyć odpowiedzialność i wyrzuty sumienia na dwa dni.

Dziś jednak nie było "nie chce mi się" i Roch poszedł pojeździć. Wrzesień rozpoczął kokardką i oby udało się w tym wytrwać jak najdłużej. Jutro przymusowy postój – alergolog i kolejny zastrzyk, ale lepiej mu po tym - mniej kicha, nie płacze i nie zalewa się katarem. Jeszcze tylko 4 lata i Roch będzie "AO – Anonimowym Odczulonym". W niedzielę, jak pogoda dopisze, może Roch przejedzie się jak człowiek, za dnia.

Na zakończenie ślad:

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 31 sierpnia 2016

Dzień #10: plan zrealizowany, cykloza wróciła

Z tym zrealizowanym planem to Roch trochę przesadził, bo jak pisał w pierwszej notce:
(...) Roch postanawia co następuje: do końca miesiąca, czyli do 31 sierpnia codziennie jeździć na rowerze. Zostało 15 dni. Wyjątkiem jest deszcz i to mocny.
Tak więc z tego mocnego postanowienia udało się zrealizować ⅔ postanowienia, bo zamiast 15 dni na siodełku spędził ich tylko 10, ale to i tak sukces. Jeden dzień tylko był na 100% deszczowy, później dopadała go śpiączka, obowiązki domowe, czasem nie chciało mu się tak bardzo, że zasypiał na fotelu. Jednak jak tylko miał siłę i czas to pedałował, żeby udowodnić sobie, że jednak nie jest taką dupą jak zaczął o sobie myśleć.

Efektem tego postanowienia są dwie rzeczy:
  • Lepiej się Roch czuje i ma dalszą chęć do pedałowania,
  • Spadek — całkiem znaczący — wagi.
No więc pora zakończyć cykl Dzień #n i wrócić do normalności z jednym tylko wyjątkiem. W tej normalności znalazło się miejsce dla roweru. Fakt, że Roch czasem zarwie noc, bo po skończonej jeździe ma chęć napisania notki na Blogu, ale to jest efekt uboczny, z którym da się żyć. I to jest trzecia rzecz, która skorzystała na tym, że Roch posadził swoje cztery litery na siodełku rowerowym. Ruch na Blogu. I wcale nie chodzi o reklamy, których nie ma, nie było i nie będzie, ale o sam fakt pisania. Narząd nie używany zanika, podobnie mogłoby się stać z Blogiem, który nie używany zniknął by z internetów, bo Roch w akcie buntu skasowałby go.

Dziś, na koniec dnia Roch przejechał kokardkę, ale tym razem zabrał ze sobą muzykę. I, po początkowych problemach, okazało się to całkiem fajnym pomysłem. Po zmuszeniu Spotify do działania bez Internetu Roch mógł w końcu schować telefon i zacząć pedałować. Jak zawsze Roch przejechał kokardkę, bo wieczorem w zasadzie jest to najrozsądniejsze wyjście.

Ślad na zakończenie:

Roch pozdrawia Czytelników.

Dzień #9: z samochodem do mechanika i z rodzinką dla relaksu

I ponownie zaległa notka, ale Roch jeździł na rowerze. Po części z obowiązku, a po części dla przyjemności. Jednak zaczynając od początku to Roch po przyjeździe z pracy zapakował się w drugi samochód i pojechał z nim do mechanika, bo coś (płyn chłodzący) kapał spod samochodu. Jako, że dzieciory spały to Roch nie miał transportu z powrotem, ale to nie był problem — Roch przecież ma rower. Więc zapakował go do bagażnika i pojechał zostawić samochód. Z powrotem całą drogę płakał jak pedałował, bo zabrał zwykłe buty, więc małe pedałki wżynały mu się w place.

W końcu dojechał do domu i już miał wyrobioną normę, ponieważ do domu miał około 10 kilometrów. Chwilę później wstała Michaśka i dzieciory były w komplecie gotowe do zabawy. No więc najpierw spacer, później wspólny rower, na zakończenie jeszcze granie "w gola" i już całkiem na zakończenie granie w "małpki". Potem kolacja, kompanie i spanie. Tym razem Roch poszedł spać równo z dziećmi. Skoro rower był już zaliczony to można było iść spać. I tym sposobem nie było notki na koniec dnia. Jednak ślady się zapisały.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Dzień #8: za dnia, jak człowiek

Zaległa notka, ale wczoraj rower był jak najbardziej. I udało się (w tym miejscu powinny być fanfary i wiwaty) pojeździć w dzień i pojechać w lubianym kierunku, czyli do Las(k)u Aniołowskiego. I tak się złożyło, że Roch znalazł tam całkiem niezłą dróżkę. Zdjęcie obok, a na końcu panorama i może — o ile udał się — film na Youtube. Tak więc w końcu Roch poszedł pojeździć za dnia, ale jeżdżenie w nocy ma swój ogromny plus: nie ma ruchu, nie ma ludzi chodzących gdzie tylko się da i można spokojnie przejechać się nie myśląc z innych.

Kokardki w sumie nie było, ale też Roch tylko częściowo jechał swoją stałą trasą. Później to już pedałował na zasadzie "a może tu skręcę". Zazwyczaj udawało się trafić na jakiś fajny kawałek ścieżki rowerowej aż w końcu Roch zawinął się do domu, gdzie dopadł go grill i tym samym to co spalił to z powrotem przyjął, a i pewnie nawiązka się trafiała, ale jak to mówią "karma zawsze wraca". W tym przypadku dosłownie. Karma.

Po powrocie zasiadł na fotelu i czekał aż Michalina wstanie, ale ta twardo ciągnęła ze spaniem. Wstała dopiero o 1800 i można było iść na rower. W końcu Michalina też lubi sobie pojeździć, a Staś wybrał inny środek transportu, ale o tym będzie niebawem. W sumie można już zacząć ostrożnie podsumowywać akcję SięMotywuję. O ile nie udało się zrealizować pełnych piętnastu dni pedałowania, z różnych powodów, czasem z lenistwa, a czasem pogoda nie dopisała to Roch i tak uważa to za sukces. Zrzucenie pokaźniej liczby kilogramów, poprawa kondycji (górki już nie bolą końcówek włosów) a i chęć do dalszego jeżdżenia jest. No i licznik się okazał fajną sprawą, ale o tym też może w krótce będzie. I na sam koniec, ale w cale nie jako ostatni: blogasek jakby odżył, a Rochowi zachciało się blogaskować. Na zakończenie obiecany filmik:


I dodatkowo jeszcze śladzik, bo jakoś tak Rochowi zawsze włączy się telefon:

I panorama jeszcze, ale to już koniec:


Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 28 sierpnia 2016

Dzień #7: po leczo też nie warto wsiadać na rower

Gwoli wyjaśnienia wczorajszej absencji Roch pragnie donieść, że senność i wymęczenie wygrały. Po pracy Roch musiał jeszcze podjechać do Mamy, do Tarnowskich Gór, później szybko domu bo tam już Michasia i Staś czekali na zabawę, a wiadomo, że Roch to najlepszy kompan do zabawy. Wieczorem, kiedy Roch mógł iść na rower to zamiast na siodełku usiadł na fotelu i tak już został. Jedyne miejsce do jakiego chciał dojść to łóżko. Nad ranem nie miał siły wstać do Stasia — znaczy podniósł się i zasnął na siedząco.

Jednak dziś było zupełnie inaczej; rano pojechali szukać butów i małego plecaka, bo od 1 września Michasia idzie do "małej szkoły", czyli do przedszkola, ale oficjalnie nazywa się to właśnie "małą szkołą". I musiała mieć plecak i nowe buty. No więc pół dnia chodzili po sklepach i szukali. W końcu wszystko udało się kupić, a nawet Staś załapał się na zakupy bo zimniejsze dni już za progiem. Po powrocie do domu Roch... poszedł spać razem z dziećmi. Zamiast wsiąść na rower i pojeździć jak człowiek za dnia to poszedł spać. Kiedy wstał to wstały też dzieciory no więc spacer, rower, basen z Dziadziusiem, granie w piłkę i w końcu kolacja i spać.

Placek leczo w wykonaniu Żonki.
Z tym spaniem to też nie jest tak kolorowo — Staś wspina się i zaczepia Michasię, ta zaczyna się śmiać i w końcu Michasia ląduje u Stasia w łóżeczku i razem szaleją. No ale co zrobić, trzeba przeczekać i o mały włos Roch znowu nie poszedł spać, ale tym razem wstał i poszedł trochę pojeździć. Dziś nie było kokardki; Roch chciał przejechać się dalej, ale okazało się, że to dalej to zaledwie jeden kilometr więcej, więc jutro Roch wróci do kokardki, ale postara się ją zwielokrotnić. Żeby tradycji stało się zadość to Roch napisze, że po leczo też nie warto jeździć na rowerze. Na zdjęciu leczo zapieczone w cieście francuskim. Jakby ktoś chciał spróbować to przepis znajduje się tutaj: PLACEK LECZO. Fajna sprawa, ale przed rowerem nie warto.

Tak więc Roch pojeździł, pojadł i teraz planuje pospać. Jutro kolejny dzień i o ile nie zaśnie to weźmie aparat i udokumentuje raj, bo za dania można tam się wybrać, a Roch już dawno nie jeździł w dzień. Może jutro, o ile Roch nie zaśnie. Poniżej śladzik:

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Jest też ankieta o domenę dla bloga. Głosy mile widziane.

czwartek, 25 sierpnia 2016

Dzień #6: torcik

Po wczorajszych imieninach Michasi poza prezentami i wspomnieniami zostało jeszcze coś. To coś to obszerny kawałek tortu, którego nikt nie chciał zjeść. Poza Rochem oczywiście. Ale on nie mógł ponieważ ma swoje postanowienie i chce w nim wytrwać, ale ten torcik.. mmmmmm orzechowy. W końcu Roch uległ; zjadł go i nie miał wyrzutów sumienia, choć jutro jak wejdzie na wagę to się na pewno zdziwi, ale dla torcika orzechowego warto się zdziwić. Oczywiście Michasia też  wczoraj zjadła swoją porcję, choć dziś już nie dostała, bo krem, bo zapomniała, bo w końcu Roch go zeżarł. Wieczorem kiedy prawie wszyscy poszli spać Roch snuł plany jak to będzie na rowerze i ile razy przejedzie kokardkę, ale w związku z dzisiejszym szczepieniem Stasia nie nastawiał się, że wsiądzie na rower.

Szczepionka paskudna cholera, ale trzeba było — lepiej teraz zaszczepić niż później włóczyć się po szpitalach i koczować na korytarzu. Tak więc Staś po szczepieniu zrobił się bardzo towarzyski i zabawowy i nawet Michalina nie dała mu rady. W końcu, kiedy przyszła pora spania, Roch położył go do łóżeczka, ale nie chciał. Nie chciał ze smoczkiem, nie chciał bez smoczka, nie chciał na brzuchu i na plecach też nie chciał. W końcu Roch wziął go na ręce i w momencie Staś odleciał.

Najbardziej niesamowite w tym wszystkim jest to, że Staś u Rocha zasypia w momencie. Przytuli się i idzie spać. Bez gadania i bez kombinowania.. Widać potrzeba posiadania Rocha przy sobie jest równie silna u Stasia jak i u Michaliny. To chyba tłumaczy dlaczego Roch jeździ wieczorami kiedy wszyscy śpią. Chodzi o to żeby nie marnować czasu na jeżdżenie na rowerze kiedy można posiedzieć z dzieciakami i pograć w małpy, ale porobić coś innego. Wracając jednak do roweru. Dziś tylko jedna kokardka bo torcik się mścił, ale i tak Roch pojeździł. Podjazdy coraz mniej męczą, a sama Żonka zauważyła, że Roch zaczął tracić krągłości. Co prawda do ideału jeszcze mu brakuje, ale jest dużo lepiej niż było jeszcze miesiąc temu.

Roch korci też żeby zmodyfikować kokardkę — żeby odbić gdzieś albo nie skręcać akurat w tym miejscu. Może coś wymyśli, ale na chwilę obecną kokardka jest całkiem fajna. Jutro, o ile pogoda pozwoli i Staś będzie czuł się dobrze, Roch chce machnąć dwie kokardki i może coś jeszcze dodatkowego, albo w wersji "na maksa" zrobić trzy kokardki. Na zakończenie śladzik:

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 24 sierpnia 2016

Imieniny i takie tam; w każdym razie bez akcentu rowerowego

No i nastał ten dzień w którym to Michalina ma imieniny. Tak, trzeba było zorganizować prezent, tort, a w międzyczasie jeszcze wrócić z pracy o rozsądnej porze tak żeby dzieciory nie poszły jeszcze spać. Na szczęście Michalina poszła w południe na drzemkę, więc Roch miał trochę więcej czasu na to żeby wszystko zorganizować. Później oczywiście kąpanie, czytanie książki, czekanie aż zaśnie i w końcu można zacząć myśleć o rowerze.

Jednak "inne obowiązki" spowodowały to, że Roch dziś ograniczy aktywność rowerową do wyjazdu do bankomatu i z powrotem. Niestety, ale czasem trzeba sobie odpuścić, ale Roch liczy, że w weekend sobie odbije, może nawet wyjazdem do Tarnowskich Gór, a to już by było coś. W końcu pojeździ jak człowiek, za dnia, a nie jak wilkołak po nocy. Choć jeżdżenie wieczorami ma jedną ogromną zaletę — nie ma ruchu, więc nie trzeba aż tak bardzo uważać, no chyba, że ktoś łapie pokemony jadąc na rowerze bo i taki przypadek zdarzył się Rochowi.

Niemniej jednak dziś jest przerwa, jutro powrót na siodełko, chyba, że Staś będzie bardzo marudny po szczepieniu, ale takie już uroki dorosłego życia. Nie zawsze ma się to czego się chce.

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 23 sierpnia 2016

Dzień #5: za ciepło ubranym też nie warto jeździć

"Złej baletnicy nawet rąbek u spódnicy" - tako rzecze stare przysłowie ludowe, a Roch jest doskonałym tego przykładem. Jeśli prześledzić by ostatnie wpisy to Rochowi zawsze coś przeszkadzało; a to McD, frytki, a dziś za ciepło się ubrał, a wczoraj było mu zimno.

Jednak pora zacząć od początku. Jako, że Roch zaliczył obsuwę i jeden dzień wypadł mu z obiegu to musiał nadrabiać straty kilometrowe. Dziś zaplanował sobie podwojenie dystansu, czyli przejechanie kokardki dwa razy.

Bardzo spodobała mu się ta trasa, bo jest i z górki i pod górkę i trochę po prostej, czego można chcieć więcej? No może wypadu do raju, ale to powinno udać się w weekend, bo nocą Roch ma obiekcje przed wjechaniem do lasu - i nie chodzi tu o duchy, czy strachy, a o zwykłych, żuli z krwi i kości, którzy dla Rompera mogą chcieć wejść w posiadanie roweru, na którym Roch jeździ. Więc pozostało mu jeździć po oświetlonych ścieżkach rowerowych, a o bardziej terenowych ścieżkach zacznie marzyć jak nadejdzie "piątek, piąteczek, piątunio".

Drugi raz był lepszy od pierwszego, ale po dziesiątym kilometrze Roch musiał się napić wody. Tę na szczęście zabrał ze sobą, więc sięgnął do tylnej kieszeni i mógł robić drugą dziesiątkę. Jutro kokardka jeszcze dwa razy, ale Roch już myśli o tym, żeby potroić dystans, a to już będzie nie byle co. Na zakończenie oczywiście śladzik (nie śledzik, chociaż śledzić też można):

Skutkiem ubocznym tego, że Roch twardo wsiada na rower jest utrata wagi, nawet znaczna i koszulka w końcu luźno zwisa. Same plusy.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Dzień #4: powrót na siodełko

Po dwóch dniach bez roweru Roch stwierdził, że pora wsiadać na siodełko i przejechać znowu parę kilometrów szczególnie, że pogoda zaczęła zachęcać do przejechania się po okolicy. Rano było jeszcze szaro i ponuro, ale popołudniu zaczęło się wypogadzać i po powrocie z pracy Roch mógł śmiało iść na rower, ale nie sam.

Najpierw Michasia powiedziała, że chce iść z Rochem na rower, ale Roch musi ubrać "te dziwne buty co robią puk puk", kask i rękawice. Bo Michasia też ma kask i rękawiczki na rower więc Roch nie może odstawać dizajnem od niej.

Było nie było Roch wziął kask, założył rękawiczki, ale od butów udało mu się wymigać. Jak jeździ z Michaliną to ewentualne kolizje łatwiej uratować nie będąc wpiętym w pedały, a poza tym jakby Michalinę poniosła ułańska fantazja przed przejściem dla pieszych to Rochowi łatwiej jest zeskoczyć z roweru i dogonić ją mając na stopach buty, w których palce się zginają.

Wspólnie przejechali się kawałek, ale oczywiście nie mogło obyć się bez wywrotki, a Roch mówił, że na "tych kamyczkach" to jest bardzo łatwo się wywrócić, ale Michasia swoje wiedziała. Płaczu było mało, potem analiza tego jak to się stało, zrywanie kwiatków dla Mamy i powrót do domu. Tam akcja "jestem zmęczona i chce spać", później jeszcze tylko godzina zasypiania i już o 2200 można było iść na rower. Ale zaraz zaraz - jeszcze trzeba znaleźć to, a później klucze, a jeszcze telefon i buty, które zawsze są w innym miejscu.

Po 22 minutach Roch już zamykał garaż i wsiadał na rower. Trasa ta sama, nie ma co ulepszać czegoś co jest dobre z natury bo wymyślone przez Rocha. Dziś planował przejechać "kokardkę" dwa razy, ale przy końcu robiło mu się zimno i chciało się pić. Chwilę stał pod bramą i dumał nad tym, czy nie iść do domu przebrać się i napić, ale perspektywa zabawy ze Stasiem o 500 rano wygrała. I zaraz, po kliknięciu "Opublikuj", Roch kładzie się spać. Ząbkowanie to straszny okres.

Na jutro plan jest konkretniejszy - zabrać butelkę wody, włożyć coś cieplejszego i spróbować przejechać kokardkę dwa razy, o ile nie będzie godzinnego zasypiania i akcji "jestem zmęczona i chcę iść spać".

Na zakończenie kokardka:

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 21 sierpnia 2016

To nie koniec motywacji!

Nie, nie, nie! To nie tak, że Roch po trzech dniach samozaparcia nagle stracił ochotę albo zasiadł w fotelu z piwem w ręku. Fakt, że pisząc tę notkę siedzi w fotelu i pije piwo, ale to inne siedzenie i inne picie piwa niż mogłoby się wydawać. Po pierwsze, Roch po trzech dniach wysiłku i samopilnowania się jedzeniowego znacznie zszedł z wagi, a po drugie Roch pije mniej piwa niż dotychczas.

Tak jak zapowiadał w sobotę miał przerwę  z powodu odczulania, a po zastrzyku nie może przez dobę spożywać alkoholu i nie może uprawiać sportu - chodzi o wysiłek fizyczny i możliwość zrobienia się "odczynu" w miejscu szczepienia. Tak przynajmniej mówił dr który Rocha odczula. Ale w piątek stała się rzecz, której Roch nie mógł przewidzieć. Po tym jak przeczytał dzieciakom kolejne dwa rozdziały Pana Samochodzika i Tajemnic Fromborka, poszedł spać razem z dziećmi. Zmęczenie wzięło górę. Wstał około 2300, ale był ledwo przytomny. Żonka coś do niego mówiła, ale Roch kompletnie nie kontaktował.

Szybki prysznic i Roch poszedł dalej spać; nie było szans żeby iść na rower. Wyjechał by za bramę i zasnąłby za kierownicą. A niedziela, czyli dziś, upływa pod znakiem deszczu. Co prawda rano pojechali do Tarnowskich Gór na basen jak to mają w zwyczaju (choć przez odczulanie Rocha zwyczaj ten co jakiś czas przenosi się na niedzielę, a nie na sobotę). Jednak na każdym kroku lał deszcz. W końcu dzieciory poszły spać, a Roch sprawdził czy pada i pada, więc ma kolejny przymusowy postój, ale jutro kolejny dzień i o ile pogoda pozwoli to Roch wsiada na rower.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 18 sierpnia 2016

Dzień #3: w końcu jazda bez obciążenia

I już trzeci dzień zmagania z samym sobą Roch ma odfajkowany, a w zasadzie odrowerowany. Dziś postanowił, że po powrocie do domu nie weźmie nic do ust i pójdzie pedałować na pusto, ale Żonka zrobiła takie pyszne leczo, że Roch ugiął się i zjadł, ale trochę. Okazuje się, że po Maku, frytkach to leczo najmniej Rocha sponiewierało jeśli chodzi o pedałowanie, ale też odcisnęło na Rochu piętno ciężkości. Niemniej jednak Roch dał radę, a nawet chciał zrobić drugą rundkę, ale zaczęło kropić, a licznik pokazał już 10 kilometrów więc Roch mógł podskoczyć jeszcze do bankomatu i z powrotem do domu.

Trasa ta sama; zaczyna się ona Rochowi podobać, a więc będzie kręcił sobie kółeczka. Na jutro planuje zrobić dodatkowe, a więc chce szarpnąć się na całe 20 kilometrów, o ile pogoda oczywiście na to pozwoli, ale według prognoz ma nie być gorzej niż jest, a to Rochowi wystarczy. Z założonych 15 dni Roch zrealizował już 3, ale to dopiero początek.

I na koniec ważna sprawa; Roch zarzekał się, że codziennie będzie jeździł na rowerze, ale sobota mu prawdopodobnie wypadnie z harmonogramu, a to dlatego, że Roch idzie na zastrzyk odczulający, a po nim ma zakaz: wysiłku i spożywania alkoholu, więc Roch podwójnie cierpi, ale kichanie ustępuje, więc warto się trochę "pomęczyć".

Na zakończenie ślad:

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 17 sierpnia 2016

Dzień #2: po frytkach też nie warto jeździć

Drugi dzień wyzwania Roch uznaje za zaliczony; był rower i były błędy z dnia pierwszego. Po powrocie z pracy Roch wraz z Rodzinką pojechał do Lidla na zakupy. Michalina upatrzyła frytki:

- "Ja to chce, ja będę jeść flytki" - Krzyczała na pół sklepu.
- "Ale na pewno będziesz jadła?" - Pytała Żonka.
- "Tak, flytki mniam, ja lubię" - Zarzekała się.

No to Żonka przezornie wzięła małe opakowanie, bo Michalinie zmienia się zdanie średnio raz na milisekundę. W drodze do kasy Michaśka wzięła jeszcze serek, parówki i zrywkę na myszkę Minnie, która była z nimi w sklepie. W samochodzie dobrała się do parówek, a w domu padło pytanie:

- "Chcesz te frytki co sobie kupiłaś?" - Zapytała Żonka.
- "Nie, ja nie lubie" - odpowiedziała - "ja selek chcem, mniam"
- "To schowam frytki do zamrażarki" - powiedział Roch.
- "Nie ma miejsca!" - Po chwili dodał.
- "No to musisz je zjeść" - Odpowiedziała Żonka.

I tak przed rowerem Roch wciągnął trochę frytek i poszedł jeździć. Ale nie było źle. Było lepiej niż pierwszego dnia, ale do pełni szczęścia brakowało tego żeby tych cholernych frytek nie jeść, ale co zrobić jak nie było co z nimi zrobić. W psychologii (chyba) panuje przekonanie, że czynność powtarzana przez dwa tygodnie wejdzie w nawyk, a zatem Rochowi zostało już 12 dni na wejście roweru (nie frytek i Big Mac'ów) w nawyk.

Dziś trochę dłuższa pętelka, ale i czasu więcej i Roch już nie musiał montować licznika. W zamian za to musiał sobie założyć lampki, ale z tym nie było tyle zabawy. Jutro już na pewno Roch nic do ust nie weźmie i na pewno do żadnego sklepu nie pojedzie.

Na zakończenie zapis:

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 16 sierpnia 2016

Dzień #1: po McDonaldzie nie powinno się jeździć

- "Jak będziesz wracał to wjedź do Maka, w końcu masz urodziny" - Powiedziała Żonka.

I tak się zaczęła pierwsza próba Rocha, który chwilę wcześniej uroczyście postanowił, że będzie codziennie jeździł na rowerze. Na początek jednak, jeszcze w Tarnowskich Górach, wjechał do zaprzyjaźnionego rowerowego żeby kupić sobie prezent na urodziny. Postanowił, że skoro od Żonki dostał zaj*ście praktyczny prezent, który zawsze chciał sobie kupić (wtedy nie byłby to prezent) to od siebie kupi sobie gadżet, który być może zmotywuje go żeby zacząć jeździć na rowerze. No więc kupił sobie nowy licznik do roweru, bo stary zgubił jeden przycisk, a poza tym stare nie motywuje tak jak nowe. W drodze powrotnej wjechał jeszcze do apteki po swoje pigułki na alergię, na końcu wjechał do McDonalds'a i kupił wymysł diabła, czyli powiększony zestaw.

Po powrocie do domu doszło do konsumpcji i po chwili odpoczynku od jedzenia Roch poszedł montować nowy licznik na kierownicy. Od czasu ostatniego zakładania licznika wiele się zmieniło.

- "Kurna, ale dziwny magnesik dali" - dziwił się Roch.

W końcu jednak po kilku chwilach z instrukcją - w której był osobny akapit na temat montażu magnesika - Roch mógł oficjalnie przykleić podstawkę do mostka i zakończyć montaż. Pozostało tylko przebrać się i można było iść pojeździć i sprawdzić jak - i czy w ogóle - działa. Okazało się, że działa nawet dobrze, więc Roch przejechał się kawałek, ale nie zabrał ze sobą lampek więc nie mógł się zbytnio oddalić od domu.

Chciał jechać do raju, ale wieczorem ów raj mógł zmienić się w piekło, więc Roch dał sobie spokój i pojeździł po okolicy. Po wszystkim okazało się, że licznik już pierwszego dnia stanął na wysokości zadania; Strava zliczyła całe 100 metrów podczas gdy licznik pokazał 5 kilometrów co było dużo bliższe prawdy. Tak więc najtrudniejszy krok został zrobiony - pierwszy dzień został zaliczony rowerowo. Jednak sama jazda upłynęła pod znakiem ociężałości po "kolacji". Tej kolacji, z której zostało:


Roch pozdrawia Czytelników.

PS.

Urodzinowa motywacja i zobowiązanie

Tym razem całkiem serio i bez zbędnych pierdół; dziś jest 16 sierpnia, czyli Rocha urodziny. W związku z tym, a może dlatego Roch postanawia co następuje: do końca miesiąca, czyli do 31 sierpnia codziennie jeździć na rowerze. Zostało 15 dni. Wyjątkiem jest deszcz i to mocny.

I z każdego wyjazdu raport na blogu.

1 dzień jazdy = 1 wpis na blogu.

Dlaczego tak? Bo 33 lata to nie w kij dmuchał i trzeba zacząć spalać. Start dziś, godziny raczej wieczorne.

PS.
Powstaje uroczyście tak: #SieMotywuje. Można śledzić.

niedziela, 14 sierpnia 2016

Trochę urodzinowe, trochę podsumowujące

Czas mija i nic tego nie zmieni - nawet dla Rocha czas płynie nieubłaganie i zbliża się moment, w którym skończy on 32 lata i wkroczy w wiek jezusowy, choć on sam - Roch, a nie Jezus, jeszcze w to nie wierzy. Tak więc przyszła pora na podsumowanie tego, co się u Rocha wydarzyło przez całe 32 lata. Ale spokojnie, nie będzie analizowania rok po roku. Szkoda na to czasu, a były takie lata, że nic - poza studiami i dyplomami - nic się nie działo.

Tak więc od jakiegoś czasu u Rocha uspokoiło się, o ile można nazwać dwójkę dzieci "uspokojeniem się". W każdy razie chaos jest opanowany, a jak już wyrwie się spod kontroli to można szybko go uspokoić obiecując lody i wyjazd na basen. Oczywiście obietnic - tych złożonych dzieciakom w szczególności - należy dotrzymywać, więc Roch jeździ na lody i na basen. W tedy jest względny spokój. Poza tym, że Roch ma dwójkę dzieciorów to ma jeszcze rower, na którym rzadko jeździ, a jak już się zdarzy, że jeździ to stara się pojechać do raju.

Ma w planach też wybrać się na stare śmieci, ale jakoś nie może się zorganizować. Ale prawda jest taka, że Rochowi szkoda Michasi, która jak tylko się dowie, że Roch jeździ na rowerze była by smutna, bo ona też na pewno chciałaby jeździć, a Roch nie chce ją okłamywać. Ale może kiedyś uda się wyjechać samemu na rower i sprawdzić co tam na starych śmieciach słychać. No i to byłoby na tyle podsumowania, bo najważniejsze w życiu Rocha są dzieciory i Żonka. Rower, praca i wszystko inne są ważne, ale z tego można łatwo zrezygnować i jeszcze łatwiej znaleźć nowe. A takie dzieciory i Żonka są niepowtarzalne.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 29 lipca 2016

Raj istnieje - całkiem blisko

Od dawna Roch nie był tak podekscytowany jak w tej chwili pisząc nową notkę na Blogasku. Otóż, po czterech latach poszukiwań i męczenia się na asfalcie, Roch odnalazł raj na ziemi; takie rowerowe 72 dziewice zapisane w rowerowym Koranie (RoRanie?). Znalazł w końcu miejsce, w którym można się ubrudzić i wpaść w poślizg, w którym asfalt nie zagościł na dobre, a bruk tylko chciałbym tam się rozłożyć.

Miejsce czyste, surowe i kamieniste choć ławki i huśtawki można tam znaleźć, ale to nic; na Reptach też były ławki i nawet asfalt, ale było też mnóstwo zabawy i błota po deszczu. Okazuje się, że w Częstochowie też jest takie miejsce. Nazywa się Las Aniołowski i jest całkiem niedaleko. Co prawda trzeba tam dojechać ścieżkami rowerowymi, ale jak dobrze pokręcić to można do samego lasku dokręcić 10 kilometrów, później sporo podjazdów i zjazdów.

Roch nie odkrył jeszcze całego lasku, ale jutro może się uda wyskoczyć na rower i w dalszym ciągu eksplorować nieznany lasek. Już teraz Roch jest pod wrażeniem. Co prawda nie są to Dolomity, czy Segiet, ale one już pewnie nie istnieją. Któregoś razu Roch ma śmiały plan przejechania się do Tarnowskich Gór i zrobienia objazdu po starych śmieciach. Na pewno będzie inaczej, a może już nie ma Dolomitów, a na Reptach wprowadzono zakaz jazdy na rowerze? No cóż, Roch odnalazł właśnie dziś całkiem podobne miejsce na Ziemi. Było błoto, były kamienie i ostre zjazdy, a także męczące podjazdy. Lata zaniedbywania siebie odcisnęły spore piętno na Rochu.

Entuzjazm sięga zenitu, a uśmiech nie schodzi z twarzy Rocha. Jutro o ile pogoda pozwoli Roch też chciałby się przejechać do lasku i sprawdzić kilka nowych dróg. Jednak to nie rower Rochowi przestał się podobać, a nizinny charakter miasta, w którym Roch obecnie mieszka. Ale od dziś, od tej chwili, Roch zmienia zdanie; w tej nizinnej nudzie jest cząstka całkiem fajnego terenu. O takiego:


Tak więc do napisania jutro. Z Lasku Aniołowskiego.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Miało nie być, ale jest:

środa, 27 lipca 2016

Drugie pedałowanie Stasia

Po kilku dniach przerwy Roch ponownie wsiadł na rower i razem z resztą ferajny, czyli z Żonką, Michasią i Stasiem poszli pojeździć na rowerach. Staś coraz mocniej się przekonuje do roweru, dziś nawet nie zasnął a patrzył co to się dzieje dookoła. Początkowo Roch zakładał, że ponownie będzie cyrk z kaskiem, ale Staś nawet nie protestował jak mu się go zakładało. No więc w drogę.

Dobrze, że w Częstochowie jest coś takiego jak ścieżki rowerowe. To znacznie ułatwia poruszanie się z dzieciakami po mieście, a że Staś już jest zapalony w bojach rowerowych to postanowili, że wydłużą nieco Stasiowi czas przejażdżki. Pech chciał, że Michalina nie spała w dzień, więc pod koniec dnia była zmęczona, a przed nią był jeszcze podjazd pod górkę, który ją pokonał i Roch musiał ją holować.

Zmęczenie Michasi było tak duże, że cała drogę powrotną Roch ją holował, aż w końcu tuż przy domu Michalina lekko się zawahała i pociągnęła Rocha w jedną stronę, a Roch trzymając ją za rękę pociągnął ją w drugą stronę, czego efektem było to, że Michalina straciła równowagę, a Roch chcąc ją ratować pociągnął w górę i zdjął z rowerka. Oboje się wywalili, ale finalnie nikt nie ucierpiał. Kaski na głowie to podstawa właśnie przy takich sytuacjach pokazują one swoją prawdziwą wartość.

Do domu Roch doniósł Michasię, która była w szoku i nie widziała jak to się stało. Kolana obite, ale wypad należy zapisać na plus. Staś zadowolony, Michalina nie jest obita (za bardzo), Roch cały. Jutro Roch ma urlop więc na rowery będzie można spokojnie iść, a może jak się uda to Roch zapakuje rowery do Colta, a dzieciaki do Galanta i pojadą gdzieś pojeździć.

Na zakończenie zapis śladu GPS:


poniedziałek, 25 lipca 2016

I jest! Pierwszy rower Stasia i pierwszy rower we czwórkę

Tak, tak. Długo się nie pisało, ale czasu jest nie więcej niż przy ostatniej notce. Urodzinowej podajże. Tak czy owak poza "blogowym" życiem dzieje się. Stasiek zaczyna wstawać przy meblach i powoli ogarnia sposób chodzenia. W tym czasie Miśka - zdaje się - zapomina jak się chodzi. Wywraca się na prostej drodze, ale na rowerze jedzie jak po kresce (w sensie w prostej linii). Chyba w genach przejęła pedałowanie, bo chodzenie jest nudne.

Odkąd zaczęła jeździć na poważnie to Roch stał się jej towarzyszem rowerowym i teraz już nie musi biegać za rowerkiem, ale może jeździć na swoim rowerze, który patrząc na Michalinę kiedyś będzie jej rowerem. Ale do tego czasu jeszcze troszkę obiadków musi zjeść. Niemniej już potrafi go podnieść, a i czasem podrywa nogę żeby na niego wsiąść. Więc za kilka lat Roch będzie musiał się pożegnać ze swoim rowerem, a może będzie to bodziec do kupna nowego? O ile Roch zacznie w końcu jeździć na nim. Trzeba przyznać, że jeżdżąc z Miśką Roch nie ma wiele roboty. Miśka słucha się Rocha choć rozgląda się na wszystkie strony i tak już prawie wjechała w drzewo, ale za to udało jej się wjechać w kosz na śmieci. Za każdym razem wychodzi bez szwanku, ale też nie wyciąga wniosków, więc dalej nie patrzy przed siebie.

Wracając do poczwórnego pedałowania. Od kiedy Stasiu zaczął samodzielnie siedzieć, a później stać przy meblach to Żonka miała pomysł wsadzenia go do fotelika i przejechania się paru metrów z nim. Jednak wpierw trzeba było zasięgnąć opinii naszej nieocenionej "Złotej Pani Pediatrki", która dała zielone światło do jazdy na rowerze, bo skoro sam siedzi i stoi to jest gotowy. Z jednym zastrzeżeniem - nie dłużej niż 15 minut na początek.

Tak więc Roch zszedł do garażu, schował (tymczasowo ma nadzieję) trenażer i zajął się przygotowywaniem roweru Żonki do sezonu. Przerzutki, powietrze w oponach, smarowanie i - co najważniejsze - sprawdzenie, czy mocowanie fotelika jest dobrze dokręcone. Po regulacjach, poprawkach i zmianie opony na zwykłą Roch odbył jazdę testową. Wszystko wypadło pomyślnie, a więc można było próbować włożyć Młodego do fotelika.

O ile z fotelikiem poszło gładko, o tyle kask stał się przeszkodą, ale w końcu - po kilku prośbach - Staś dał
się przekonać do tego, że ten element jest konieczny i bez niego nie ma mowy żeby ruszyć rowerem. Na koniec jeszcze okulary przeciwsłoneczne i można było startować. Jak tylko rower ruszył Stasiu się uspokoił i zaczął podziwiać widoki. W końcu zasnął. Fotelik sprawdził przy drugim dziecku równie dobrze co przy pierwszym. Szybkie położenie go i Stasiu wygodnie śpi, a pozostała trójka mogła swobodnie pedałować.

Wyjęcie z fotelika Stasia też nie było proste - tak mu się to jeżdżenie spodobało, że nie chciał wysiąść, a kiedy już to zrobił to poszedł dalej spać. Ewidentnie spodobał mu się rower; to było widać po jego reakcji kiedy rower ruszył. Spokój i podziwianie tego co się zmienia dookoła. Jeśli pogoda dopisze to takie wypady będą częstsze, a i Michalina polubiła jeżdżenie ze Stasiem, choć zdarzyło się jej podjechać pod koło Żonki i było blisko upadku, ale udało się utrzymać rower w ryzach. Jednak fotelik i pod tym względem był testowany, ale wiadomo, że lepiej nie wywracać się kiedy w foteliku jest pasażer.

I tak sobie Roch pomyślał, że jak już Staś zacznie samodzielnie pedałować na rowerze to Roch będzie miał drużynę na przyszłe Igrzyska Olimpijskie. Maja Włoszczowska i Michał Kwiatkowski już mogą się bać konkurencji.

poniedziałek, 20 czerwca 2016

To nie tak, że nic się nie dzieje

Długa przerwa nastąpiła w blogowaniu. Po części była ona spowodowana tym, że Roch jeździ do pracy i wraca z niej dosyć późno więc każdą wolną minutę chce spędzić z dzieciorami i Żonką, a po drugie czasem zapomina kiedy ostatnio włączał komputer, a więc ten służy za narzędzie do przechowania zdjęć. Nie mniej jednak Roch wcale nie postawił krzyżyka na blogu. Po prostu nie potrafi się zorganizować, a nawet jak już chce i ma możliwość włączenia komputera to nagle zasypia w fotelu.

Długo by pisać co i jak u Rocha. Na początek warto wspomnieć, że Michalina niedługo skończy 3 latka. Z tej okazji trochę wcześniej pojawił się tort. Prezentów nie było końca, ale i tak najfajniejsze było dmuchanie świeczek na torcie no i jedzenie tortu. Do kolekcji rowerków dołączyła hulajnoga i rolki. Ta pierwsza była już testowana, a rolki czekają aż Roch będzie miał wolne i wtedy cała czwórka zapakuje się do samochodu i pojedzie gdzieś pojeździć na rolkach. Błysk w oku Michaliny świadczy o tym, że prezenty były trafione. I dobrze, bo mają jej sprawić wiele przyjemności i rozrywki. Poza tym wraz z Rochem Michalina już pedałuje na swoim rowerku.

Początkowo Roch bał się trochę o to czy da radę ją powstrzymać przed wyjechaniem na ulicę albo wwaleniem się, ale po pierwszej próbie okazało się, że Michalina dojrzała do wspólnych wypadów i nie było problemu ze wspólnym jeżdżeniem. Film na końcu notki doskonale pokazuje jak dobrze Michalina sobie radzi na rowerze.

A Staś? A Staś to mega fajny gość. Ma sześć miesięcy, już siedzi i uwielbia Rochowi zjadać nos. Dodatkowo nie lubi - podobnie jak Michalina - jak Roch wraca późno. Ma zwyczaj wybudzać się i domagać się noszenia przez Rocha. Dopiero jak stwierdzi, że Rochem już się nacieszył to grzecznie idzie spać. Oczywiście trzymając Rocha za palec. No co poradzić; Roch ma dwójkę dzieciaków, które jak tylko Roch wraca to się budzą i chcą na ręce albo pić albo żeby tylko przytulić.

Jednak żeby nie umniejszać zasług Żonki to jak tylko coś się dzieje złego to mama jest niezastąpiona. Więc rozkłada się to po równo mimo, że to Żonka robi tą najczarniejszą robotę. I Michasia tylko mamie daje buziaki, Roch musi się starać i zabiegać o buziaka. Staś jeszcze nie jest świadomy, że może wybierać więc Roch korzysta póki może, bo później pewnie zostanie mu zabieganie i staranie się o buziaka, ale cóż tak musi być.

Niedługo specjalny dzień dla Rocha i nie tylko, czyli dzień taty (ojcem każdy może zostać). Czego by sobie Roch życzył? W zasadzie tylko jednego - żeby być jeszcze lepszym tatą (i mężem przy okazji też) niż jest i żeby mieć więcej czasu. O ile doby nie da się wydłużyć to Roch może zrezygnować z kilku rzeczy i tego czasu będzie miał więcej a z drugiej strony - jak to mówi Miśka: "tata daleko pracuje bo musi na buciki zarobić". I coś w tym jest.

Jednak notka z okazji dnia taty (kto ten dzień nazwał dniem ojca?!) jest w planach. O ile czasu i sił wystarczy.

I obiecany film:


Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 5 maja 2016

Podsumowanie majówki

No i po majówce i Rochowym urlopie, który przedłużał majówkę o jeden dzień. Sam długi weekend Roch spędził intensywnie. A to wizyta na aeroklubowym lotnisku w Rudnikach, a to basen w Tarnowskich Górach lub rybka w Złotym Potoku. Ogólnie jak Roch wsiadł do samochodu rano to wysiadał dopiero popołudniu, ale dzieciaki wybawione, zadowolone i najedzone pysznym pstrągiem ze Złotego Potoku. Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy i Roch dziś musiał wrócić do pracy, ale to co zostało zarejestrowane pozostanie na długo w pamięci (nie tylko tej masowej).

Jak zapewne wiecie Roch przygotowuje sobie kadrę kolarzy na Igrzyska Olimpijskie. W tym calu zaczął uczyć Michasię jazdy na dwóch kółkach. Choć mówienie o nauce to stwierdzenie na wyrost. Roch posadził Michasię na siodełku i powiedział "Jedź". I Michalina pojechała. Nie trzeba było żadnych kijów w ramie, chust po pachą dziecka czy innych ułatwień. Po prostu Michalina wsiadła na rower i pojechała. I tak jej zostało. Co prawda czasem rozkojarzy się i zapomni, że nie ma bocznych kółek, ale wtedy Roch szybko ją łapie i przypomina, że na rowerze patrzymy tam gdzie chcemy jechać.

Na końcu notki będzie można zobaczyć film jak Michalina pedałuje sobie na rowerku.

Jeśli natomiast chodzi o pedałowanie Rocha to sprawa wygląda mizernie. Po ostatniej kontuzji Roch długo wracał do pełni sił, ale w końcu udało się. Jednak bieganie bez butów do biegania odpada, a jeżdżenie na rowerze musiało poczekać aż pięta achill.. Rocha wróci do normy. Kiedy tak się stało to spadł deszcz i tak już zostało. Roch liczy, że w weekend pogoda się poprawi i Roch znajdzie chwilę czasu żeby pojeździć za dnia, a nie jak ostatnio "na nietoperza" z echolokacją.

O dalszych postępach Roch będzie informował, a na zakończenie obiecany film:


Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

A jednak kontuzja

W ostatnim poście Roch chwalił się tym, że zaczął biegać i jeździć na rowerze i w ogóle zaczął zażywać ruchu; jednak po ostatnim bieganiu okazało się, że jednak Roch uszkodził nogę, a w zasadzie piętę, ale to nie przez sport tylko przez kamień na który wbiegł (uprawiając sport). Na drugi dzień próbował jeździć na rowerze, ale stopa bolała. O bieganiu nie było mowy, nawet z chodzeniem był problem.

Po całym dniu chodzenia na palcach Rocha bolała już cała noga, więc wysmarował się maściami i czekał na efekty, ale efektów nie było. Dopiero dziś Roch przestaje czuć nogę i może normalnie chodzić, ale jeszcze dzień albo dwa i Roch zacznie ponownie biegać. Tym razem będzie uważał na kamienie. Roweru tez nie było, ale powoli wszystko wraca do normy.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 21 kwietnia 2016

A może by tak triathlon?

Tytuł dzisiejszej notki jest utrzymany raczej w formie żartu, ale kto wie, może ów niewinny żart jest początkiem czegoś całkiem nowego? Niemniej jednak po wczorajszym rowerze dziś Roch poszedł pobiegać. Wspomagany Googlowym planowaniem wiedział kiedy ma iść, ale nie wiedział gdzie ma biec. W końcu stwierdził, że chce zacząć od 3 kilometrów i wybrał w miarę oświetloną pętlę, która miała prawie założony dystans, a końcówkę, czyli 200 m dobiegał w około domu.

Szczerze mówiąc Roch myślał, że będzie większa tragedia; co prawda były miejsca w których Roch szedł, ale większość zaplanowanej trasy Roch przebiegł. Są jeszcze problemy z regulacją tempa biegu, ale powinno się to wszystko wyklarować jak Roch powtórzy i jeszcze raz powtórzy bieganie i wejdzie mu to w nawyk. Czyli po jakiś dwóch tygodniach. Na koniec biegania Roch stanął (stąpnął?) na niewidzialny kamień i stopa trochę niedomaga, ale do jutra wszystko powinno się wyklarować.

Idąc za ciosem Roch jutro powinien iść na basen; był już rower, dziś bieganie i do pełni szczęścia zostaje basen, ale jutro chyba się to nie uda. Rytmika czeka Rocha po pracy i pląsanie z Michaliną lub zabawianie Stasia, ale to też forma ruchu. Więc może basen w piątek? Roch musi sprawdzić zajętość basenu i kto wie, może właśnie zrodził się w nim przyszły triathlonista? Na zakończenie zapis śladu:

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 19 kwietnia 2016

Rozgrzewka, bo zimno było

Dziś kolejny dzień kiedy Dzieciory poszły spać z kurami, a więc Roch - za namową Żonki - wybrał się na rower. Długo nie jeździł bo okazało się, że wieczorem jest zimniej niż w dzień i trochę Rochowi wiało. W głowę szczególnie. Ale skoro już Roch poszedł na rower to nie chciało mu się wracać po jakąś tam czapkę. Przez to, że było mu zimno w głowę to długo nie jeździł, ale jak na kolejny powrót po kolejnej przerwie i tak całkiem fajnie mu się pedałowało.

Może w weekend uda się przejechać coś dalszego za dnia, a nie nocą jak nietoperz jakiś. Celem, a może nawet marzeniem, Rocha jest przejechanie z Częstochowy do Tarnowskich Gór, tak żeby móc przejechać się czasem do pracy na rowerze, ale to jeszcze trochę kondycji upłynąć musi. Póki co Roch rozplanował sobie zajęcia z nową funkcją Kalendarza Google. Można ustalić co się chce robić, ile czasu chcemy na to poświęcić i kiedy byśmy to chcieli robić, a Google samo rozplanuje co, gdzie i kiedy i dodatkowo przypilnuje żeby się nie obijać.

Na razie Roch jest skutecznie motywowany.

Na zakończenie:


Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 17 kwietnia 2016

Michalina samodzielnie pedałuje

Dawno Roch nic nie pisał, ale ostatnie tygodnie były bardzo zajęte, a Roch rzadko miał okazję położyć się spać wcześniej niż o północy. Do wszystkiego dołożyło się ogólno-rodzinne chorowanie. Zaczęło się od Stasia, który zaraził Mamę, która to zaraziła Rocha, a Roch zaraził Michasię, która zmutowała katar i ponownie zaraziła Stasia. Jednak z pomocą "Złotej Pani Pediatrki" obyło się bez antybiotyku i udało się przerwać błędne koło zarażania się nawzajemnego.

Po chorobie przyszedł czas na zajęcia z oswajania z wodą, czyli Staś nurkował, a Michasia w drugiej grupie uczyła się już pływać. I tak mijały tygodnie aż w końcu nastał 17 kwietnia 2016 roku. Jednak aby mieć całościowe spojrzenie na pewne sprawy należałoby się cofnąć o kilka dni. Michasia kazała sobie odkręcić boczne koła od swojego Authora Jet. I czekała aż Roch przyjedzie z pracy żeby wręczyć mu klucz i powiedzieć "tata odkręć".

Roch odkręcił i rowerek poszedł do kąta na kilka dni, bo... nie miał bocznych kółek. Michasia podchodziła do niego kilka razy, ale za każdym razem wybierała biegowego Kellys'a. Jednak dziś Roch posadził ją na rowerku z pedałkami i rzekł: "Jedź, dasz radę".

I pojechała. Od dziś Michalina dołączyła do grona dzieci umiejących jeździć na dwóch kołkach. W dodatku Michalina nie ma jeszcze skończonych 3 lat co czyni to osiągnięcie jeszcze ciekawszym. I od tego momentu Roch zaczyna planować kolejny krok, czyli wspólne jeżdżenie na rowerkach. Staś w foteliku a reszta na swoich rowerach. Roch wierzył w Michalinę i wiedział, że obędzie się bez jeżdżenia "na kiju". Michalina wsiadła na rower i po chwili wiedziała jak skoordynować pedałowanie z kierowaniem.

Pęknięcie z dumy to mało przy Michaliny wyczynie.

* * * *

Na marginesie Rochowi z Żonką też udało się pojeździć. Dzieciory poszły wcześniej spać, babcia zorganizowała dyżur przy dzieciach i można było wyskoczyć na krótkie wspólne pedałowanie.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Podsumowanie weekendu, całkiem rowerowego

Pierwszy słoneczny weekend przeszedł już do historii. Wspomnienia pozostały jedynie na zdjęciach, które Roch z Żonką zrobili podczas dwudniowego wolnego. W ostatnim czasie Roch przerzucił oponę trenażerową na oponę letnią. I chciał zacząć jeździć ale spadł deszcz. Dopiero weekend okazał się nadzwyczaj ładny i ciepły. I tak w sobotę i w niedzielę Roch z Miśką pedałowali na rowerach. Michalina już wie, że jak jedzie z Rochem na rowerze to ma go słuchać i kropka. A Roch nie boi się wcale wypuścić Miśki przed siebie bo wie, że jak trzeba będzie się zatrzymać to Michasia to zrobi. Jedyny - mało edukacyjny - przykład to brak kasku na Rocha głowie, ale na swoje usprawiedliwienie ma to, że wyjazd był spontaniczny do tego stopnia, że Roch nie zmienił nawet butów. Nie zmienia to jednak faktu, że przykład idzie z góry i następnym razem Roch założy kask. Po pedałowaniu był odpoczynek, a po odpoczynku pora na plac zabaw.

Wiosna pełną parą uderzyła i można było w końcu korzystać z pełni możliwości, czyli z roweru, placu zabaw i wielu innych rzeczy, o których przy okazji zimy Roch mógł tylko pomarzyć. Na zdjęciu obok kolejny anty przykład zachowania na placu zabaw. Niby nie ma górnego limitu wieku, a jednak Roch na zjeżdżalni wygląda niesmacznie. Nie mniej jednak wagowo konstrukcja dała radę, a i na szerokość Roch wszedł w koryto zjazdowe. I na placu zabaw zastał ich wieczór, czyli pora do domu, kolacja, wanna i spać. Roch razem z dzieciorami padł. Po zimie kondycja jeszcze nie wróciła do żenującego poziomu, a więc zmęczenie dało o sobie znać.

Od jakiegoś czasu Roch zamierza wrócić do biegania, może jutro uda się zainaugurować tę doniosłą chwilę. Obecnie weekendy w znacznej części ma wyjęte z życiorysu z powodu odczulania się, a po każdym wstrzyknięciu ma zakaz wysiłku, czyli pozostaje mu statyczna rozrywka i wołanie "tata nie może biegać bo zapaści może doznać!". Zachciało się nie kichać w okresie pylenia to trzeba się męczyć. A w zasadzie nie męczyć, bo można mieć zapaść.

W niedzielę rano Roch pojechał z Dzieciorami i Żonką do lasu. Żeby trochę pooddychać leśnym powietrzem, posłuchać stukania dzięcioła i dać Dzieciorom chwilę zabawy. Oczywiście Miśka kazała zapakować rower do bagażnika bo przecież Jura to doskonałe miejsce na jeżdżenie na rowerze. Poza jeżdżeniem można oczywiście pograć w piłkę. Staś patrzył i aż piszczał z zachwytu, ale niestety jeszcze trochę laktacji musi upłynąć zanim będzie mógł biegać z Michaliną. Jednak gra z nią w piłkę na pozycji rozgrywającego w pełni go zadowala.

Po wyczerpującym poranku czas na odpoczynek i po trzech godzinach spania można znowu coś porobić. Na przykład zainaugurować sezon grillowy na ogródku. Przy okazji można zamalować całe podwórko przed domem kredą i narysować gigantyczny uśmiech. O taki:


Tak więc weekend upłynął bardzo aktywnie, powstał nawet jeden ślad GPS. Miało nie być, ale to wyjątkowy ślad, więc jest:


Z rowerowym pozdrowieniem.

wtorek, 22 marca 2016

Północne dywagacje

Zbliża się północ. W momencie pisania tego zdania jest dokładnie 2346, czyli prawie północ. Roch miał już dawno spać, ale jeden mail obudził w nim chęć słuchania tzw. pościelówy. Zaczęło się od tego, że Roch sprawdził pocztę przed spaniem i znalazł tam link do tego utworu: Foreigner - I Want to know what love is i fala wspomnień się potoczyła. Pościelówa zawładnęła Rochem. Wrócił do czasów, kiedy jedynie taka muzyka gościła w jego mp3playerze. Do czasów, kiedy to ze swoją przyszłą Żonką - o czym wtedy jeszcze nie wiedział - wymieniał się muzyką za pomocą Gadu-Gadu. Taką właśnie pościelówą.

Wtedy też Roch powtarzał, że szkoda, że nie urodził się w latach 80-ych. W sensie okresu dojrzewania, a nie okresu niemowlęcego. Muzyka z tamtych lat to jest coś - współczesna tego nie ma, czegoś jej brakuje, a tego czegoś Roch doświadcza włączając na przykład Metallicę, którą ma w prawie komplecie dzięki Żonce, która swego czasu wykupiła wszystkie płyty jakie były dostępne. Od tego czasu chęć posiadania tego srebrnego krążka wzmogła się u Rocha do tego stopnia, że jak ma tylko jakąś okazję do "zażyczenia sobie prezentu" to wybiera płytę.

To wszystko o czym Roch napisał wywołało u niego refleksję na temat tego co w życiu już ma. Ma Żonkę, która jest wspaniałą, ma dwójkę dzieciorów, które są równie wspaniałe. I ma na półce niemalże kompletną dyskografię Metallica'i - dzięki Żonce, która mimo, że nie koniecznie lubi to kupiła Rochowi, bo wiem że on lubi. Gdyby chcieć zdefiniować pojęcie miłości to chyba ta niemalże kompletna dyskografia byłaby idealną definicją tego słowa. Bo coś jest, ale nie do końca jest to kompletne i dobrze, bo gdyby był komplet to nie trzeba by już walczyć o resztę.

Trochę osobiste, trochę pod wpływem jednego utworu, który zaowocował tym, że Roch zrobił przegląd całej pościelówy na Youtube, ale czasem tak jest. A dla Żonki, na dzień dobry - bo notkę przeczyta dopiero rano - coś specjalnego, ona już zna historię tego:


Roch bynajmniej nie jest ideałem, ale też nie miał nim być i nigdy nim nie będzie. Cały ten wpis zrodził się z jednego maila, w którym był jeden link, który wywołał lawinę.

Z rowerowym pozdrowieniem,
Roch.

piątek, 18 marca 2016

Zapiski rowerowe, dzień 2: o sprzęgle, o barberze i rowerze

Jest późny wieczór. Roch siedzi w fotelu i o dziwo nie zasypia. Wręcz przeciwnie, po krótkiej przejażdżce na trenażerze czuje, że mógłby jeszcze iść pobiegać, ale nie chce mu się. Bo jest zimno i wieje wiatr. A tak naprawdę to Roch już jest wykąpany i gotowy do spania, ale nie mógłby zasnąć nie pisząc o tym, że w końcu znalazł w sobie pokłady chęci ażeby napompować koła i pojeździć na rowerze w miejscu.

Całkiem fajnie tak wsiąść na rower i popedałować w miejscu, pod warunkiem, że akurat nie chce się spać. Poza tym dziś pasmo awarii i dzień zwany dniem świra. Najpierw w Colcie padło sprzęgło, na szczęście padło prawie pod warsztatem, w którym Roch ma zwyczaj naprawiać samochody. Obyło się bez lawety, ale trochę Roch musiał się nagimnastykować żeby wrzucić jakikolwiek bieg i ruszyć samochód z miejsca.

W drogę powrotną Roch wybrał się z Żonką, która rozpoczęła akcję ratunkową Rocha po tym jak dowiózł do mechanika. Po powrocie do domu, Roch - po raz pierwszy w swym życiu - udał się do fryzjera męskiego celem uregulowania brody, czyli dzika który wyrósł był na twarzy Rocha. Po zabiegach Roch zaczął wyglądać jak człowiek, ale żeby się pokazać na blogu musi jeszcze trochę czasu upłynąć.

I tak mniej więcej minął Rochowy dzień, w którym udało się w końcu pojeździć na rowerze.

Z rowerowymi pozdrowieniami,
Roch.