środa, 21 czerwca 2017

Cały dzień, a nawet tydzień, na rowerze

Nawet najstarsi górale w najskrytszych snach nie sądzili, że Roch jeszcze kiedykolwiek napisze, że jeździł na rowerze przez tydzień z rzędu. A tak właśnie się stało na Rochowym urlopie. Od poniedziałku Roch ma wolne i jedynie co próbuje robić to jeździć na rowerze. I jakoś to się udaje. Najprawdopodobniej dlatego, że odkąd Michalina ma nowy rower to chętniej wyjeżdża na dalsze wypady, a więc najczęściej są to rundki po około cztery kilometry tyle, że dwa razy dziennie co daje całe osiem, a czasem więcej kilometrów, a dziś w ogóle było szaleństwo bo Roch mógł iść sam na rower i mógł jechać gdziekolwiek i w ogóle poszedł sobie pojeździć.

Urlop, który miał być wypoczynkowym staje się rowerowym, choć Roch do końca tygodnia ma jeszcze trochę spraw poza rowerem do załatwienia, ale jak się weźmie to zrobi to w trymiga i będzie mógł znowu pojeździć na rowerze tak jak to miało miejsce dziś. Rano Roch zabrał dzieci do sklepu bo chciały parówki i nie było mocnych żeby przekonać je, że jajko też jest dobre na śniadanie. Więc po powrocie ze sklepu Roch wsiadł z dzieciorami i Żonką na rowery i pojechał w kierunku niedawno odkrytej trasy, czyli dookoła okolicy. Jednak Staś zaczął się lulać i Żona z nim wróciła do domu, a Roch z Michaliną trwali na rowerowym posterunku prąc przed siebie.

Po powrocie Michalina była wyraźnie zmęczona i chciała iść do domu. Skoro Staś spał to Michalina chciała oglądać bajki. A skoro Żonka była zajęta, Staś spał, a Michalina była pochłonięta Pidżamersami to Roch mógł się wyrwać na godzinę na rower. I tak się stało, po tym jak znalazł swoje spodenki rowerowe, uruchomił centrum telemetryczne i podniósł sobie siodełko (albo Roch rośnie albo ktoś jeździ na Rochowym rowerze) mógł spokojnie iść pojeździć. To był drugi raz na rowerze tego samego dnia! Po powrocie był obiad, później mycie samochodów, czyli biegające z gąbkami dzieci i Roch z karcherem robiący mgiełkę. Po skutecznym umyciu samochodów Michalina znowu chciała iść na rower, ale patrząc na nią i na to jak przysnęła na rowerze stojąc na światłach Roch z Żonką doszli do wniosku, że to już najwyższa pora na kolację, mycie i spanie.

I tak minął Rochowi dzień i prawie tydzień. Sponsorem była literka R jak rower. I oby tak zostało do końca Rochowego urlopu. Na zakończenie biwakujący Staś:


I ślady GPS:




Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 11 czerwca 2017

Podsumowanie weekendu, ale już bez nowego roweru

Mija, a w zasadnie minął, już tydzień odkąd Michalina pomyka na nowym rowerze i od tego czasu przybyło trochę strupów na łokciach, ale też przybyło więcej kilometrów, które Michalina przejeżdża. Dziś i wczoraj Michalina chciała jeździć na rowerze dookoła domu, ale Roch uparł się, że fajnie by było pojeździć trochę dalej, bo trzeba się obyć ze schodami, które wystają na chodnik, z autami które parkują na chodniku, etc.

Tak więc Żonka wymyśliła część trasy, reszta ułożyła się spontanicznie i wyszło całkiem ładne cztery kilometry pedałowania, co przez dwa dni dało całe osiem przejechanych kilometrów. Oczywiście Staś równie brał w tym udział w foteliku. Tak więc weekendowe pedałowanie weszło w nawyk i Michalina coraz częściej sama chce pojeździć gdzieś dalej niż tylko dookoła domu. Rochowe pedałowanie trochę leży bo nie ma czasu na samotne pedałowanie, ale coś się na koniec tygodnia kroi, więc być może będzie kolejna notka o tym jak Roch jeździł, ale nie sam i nie w Tarnowskich Górach.

Czas i pogoda pokażą. Na zakończenie ślady GPS. Sobotni i niedzielny.

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 6 czerwca 2017

Podsumowanie weekendu i całkiem nowy... rower

Tak się stało, że Roch bardziej niż przed komputerem wolał siedzieć na dworze z dziećmi, szczególnie że pogoda była aż za dobra. Ciepło, słonecznie i całkiem rowerowo. Zacząć jednak należy od tego, że Michalina urosła tak bardzo, że wyrosła ze swojego rowerka i trzeba było zacząć myśleć o nowym, większym. Roch, mający pasję w sercu i smar w żyłach wiedział, że jak rower to tylko w Adventure.

Po pierwsze, że jest tam ogromny wybór, po drugie jak nie wiadomo co wybrać to są tam fachowcy, którzy to podpowiedzą, po trzecie, że na każdym rowerze można pojeździć i po czwarte jest tam W. W. to gość, który rowery je na śniadanie i jemy ufać należy. Poza tym jedynymi osobami, które naprawiają Rocha rower to są własnie chłopaki z Adventure, więc zachwalając i reklamując ten sklep Roch wie co robi i czyni to świadomie.

Kiedy już Roch miał odłożony rower pozostało tylko poczekać do urodzin, ale z drugiej strony Żonka miała rację, że jak Miśka ma mały rower to po co czekać jak można jej dać go teraz, a na urodziny kupić jej.... i będzie miała komplet. Tak więc w sobotę po basenie Roch podjechał do Adventure i wziął nowy rower, a po przyjeździe do domu Michalina od razu go wypróbowała i była zachwycona uważając, że to "doskonały prezent na urodzinki".

Na nowym rowerze przejażdżki stały się coraz dłuższe bo i koła większe i napęd szybszy. Na początku przygody Michalina zaliczyła glebę, ale się pozbierała, pocieszyła się lodem i jeździła dalej. I tak właśnie mijał weekend. Staś oczywiście też stawia pierwsze kroki na rowerku biegowym, choć on jeszcze bardziej zafascynowany jest bieganiem i wspinaniem się na płot, ale na rowerze też dzielnie daje sobie radę. Niedługo Roch ma urlop to będą trenować odpychanie się.

Tak więc nowy rower już jest w użyciu, łokieć zdarty, ale Michalina uśmiechnięta.


Staś już w kasku, ale jeszcze na płocie.


I na zakończenie ślady GPS:

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 22 maja 2017

W końcu się udało, czyli rowerem po starych śmieciach

Długo Roch zapowiadał i długo Roch się odgrażał, ale w końcu po wielu niepowodzeniach i "nie chcę mi się" Roch pojeździł po starych śmiechach, czyli zabrał rower do Tarnowskich Gór. Oczywiście wszystko odbyło się po pracy, z której Roch urwał się wcześniej żeby móc jeszcze wrócić o jakiejś normalnej godzinie, a może nawet udałoby się poczytać dzieciorom. Notka oczywiście spóźniona ponieważ Roch jeździł w piątek, a napisał ją w poniedziałek wieczorem, ale weekend też był zajęty choć nie był on rowerowy.

Jednak wracając do piątkowego roweru to na początek były:

Repty


Najgorsze w tym wszystkim było to, że Roch stał pod blokiem i zastanawiał się jak tam się jechało. Wiedział wszak jak dojechać tam samochodem, ale nie wiedział jak tam dojeżdżał rowerem, a droga trochę się jednak różniła. Postanowił, że pojedzie w stronę "dużego parku" i może w trakcie mu się przypomni, ale nic z tego. Dojechał do głównej drogi i nią postanowił, że pojedzie dalej. W miarę upływu kilometrów Roch przypominał sobie więcej i więcej. aż w końcu znalazł znajomą boczną ścieżkę i w tym momencie wszystko się przypomniało. Bo trzeba między blokami, potem obok płotu i już po chwili był w Reptach. Tam też nic się nie zmieniło. Roch wjechał w park i już czuł, że jest u siebie.

Jedyny zgrzyt to taki, że jedna ze ścieżek zarosła krzakami, ale poza Rochem chyba nikt tamtędy nie jeździł więc przez pięć lat miała prawo zarosnąć.  I tak też zrobiła. Jednak obok była alternatywna i Roch wyjechał prawie obok nasypu, czyli pojechał na

Segiet


Tam też nic się nie zmieniło. Podjazd jak był męczący tak był jeszcze bardziej. Tam też okazało się jaką Roch ma słabą kondycję. Wyprzedził go nawet facet na składaku który jechał pod tą samą górę. Choć na usprawiedliwienie Roch ma to, że pilnował żeby nie zgubić swoich płuc. Później chciał pojechać do Radzionkowa, ale koniec końców pojechał na Sportową Dolinę i z powrotem na Segiet. Patrząc na zegarek raczej wątpił, że z Radzionkowem, Świerklańcem i Chechłem zmieści się w rozsądnej godzinie, więc wrócił na Segiet i pojechał do centrum żeby powoli wracać do samochodu, który stał pod blokiem. Wypad okazał się i tak całkiem fajny, Roch jeszcze wiele pamięta ze swoich wypadów więc nie było tak jak się obawiał, że będzie czyli pierwszy las i Roch się gubi. Może - o ile pogoda i czas pozwolą - to następny wypad będzie w drugim kierunku, czyli właśnie do Radzionkowa, Świerklańca i Chechła. Bo tamtych rejonów też Roch dawno nie odwiedzał.

Tak czy inaczej dobrze zrobić sobie odskocznię od częstochowskich ścieżek rowerowych i asfaltów. Niby po nich dobrze się jeździ, ale od czasu do czasu dobrze też jest poczuć pod kołami korzenie, patyki i kamienie. Na zakończenie pozostaje ślad GPS:

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 16 maja 2017

Szybki rower po pracy

Pogoda zaczęła w końcu przypominać tę, która ma być w maju; czyli było ciepło, słonecznie i jakoś tak rowerowo. Po powrocie do domu okazało się, że dzieciory już śpią. Tak więc Roch postanowił, że pójdzie na rower, no bo Żonka już miała herbatę zrobioną, dzieciory - jak już Roch wcześniej pisał - śpią, więc można było z niewielkimi wyrzutami sumienia iść na rower. Jako, że czasu było mało Roch szybko skoczył do Lasku Aniołowskiego tam pojeździł i pojechał z powrotem w stronę domu.

Później już tylko została wizyta w sklepie żeby znaleźć prezent dla Stasia, ale niestety już były wykupione. Jutro Roch musi podjechać do innego sklepu i może tam ten prezent będzie, a jak nie to zostaje Internet, bo tam wszystko jest przecież. Tak więc dziś rower był, a w piątek też będzie. O ile pogoda na to pozwoli, ale wszystko wskazuje na to, że pozwoli i wtedy może będzie epicki wyjazd i epicka notka. Albo nie będzie.

Na zakończenie ślad z "Centrum Telemetrycznego":

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 7 maja 2017

Trochę zaległości i pierwsze testy uchwytu

O uchwycie, który Roch zrobił z odpadków, było już raz na blogu. Jednak wszystko co do tej pory o nim Roch pisał było jedynie teorią nie popartą żadnymi doświadczeniami. A wiadomo, że najlepiej jest napisać o czymś jak już przejdzie fazę testów, bo a nóż przy zakładaniu na kierownicę uchwyt mógłby się obsuwać albo odpadać albo w ogóle nie pasować. Jednak test instalacji przebiegł pomyślnie, zresztą cały proces testowania przebiegł wielce udanie. Czyli z tego można wywnioskować, że Roch jeździł na rowerze. Tak. Udało mu się.

Pęknięcie wyświetlacza nie jest
efektem błędnego działania uchwytu.
Co prawda tylko do apteki ale i tak była okazja żeby przetestować wytwór Rocha, który dumnie nazywa się uchwytem. No i to działa. Telefon jest na miejscu, nie spada, nie przekręca się. Jedna kieszeń jest wolna, a "Centrum Telemetryczne" w końcu nie krzyczy, że sygnał się zgubił, a czujniki się rozłączyły, a za chwilę się podłączyły. No chyba, że Roch przejeżdża pod linią wysokiego napięcia, ale tam to jest pole magnetyczne i takie tam inne zakłócenia. I to by było na tyle z majówki przedłużonej urlopem. Tak się złożyło, że ten urlop sponsorowała literka "C" jak Choroba i cyferka "1" jak 1 wypad na rowerze.

Ale najważniejsze, że dzieciory już zdrowe. Zapalenie uszu już z głowy, zostały jeszcze katary, ale to akurat najmniejszy kłopot. Tak więc Roch jutro wraca do pracy i liczy, że może kiedyś, po pracy, jak pogoda dopisze, a Roch będzie miał czas to pojeździ sobie na rowerze. A jak nie to trudno. Będzie wytwarzał kolejne uchwyty i inne gadżety, albo będzie pisał, że już prawie był na rowerze, ale...
Najbliższa okazja na pójście na rower to Global Bike to Work Day, czyli rowerem do pracy. Jednak u Rocha to nie takie proste. Administrator nie pozwala wprowadzać rowerów do budynku, a zostawienie roweru przed budynkiem to nie jest zbyt dobry pomysł. Ale może się uda po pracy, czyli coś a'la "Global Bike after Work Day".

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Zaległy ślad GPS:

poniedziałek, 1 maja 2017

O tym jak Roch zrobił sobie uchwyt na telefon

Cały pomysł na taki uchwyt wziął się stąd, że "Centrum Telemetryczne" w kieszeni losowo gubi sygnał z czujnika kadencji/prędkości lub z opaski mierzącej puls. Wszystko przez tego Bluetooth Smart, który jest tak smart, że jak odległość jest zbyt duża to zasięg się gubi, a później się pojawia i znowu się gubi i tak w koło. Korzystając z okazji, że dziś jest Święto Pracy, Roch wziął się do pracy. I zrobił sobie uchwyt.

Na początku miał tylko koncepcję jak miałoby to wyglądać, ale im bardziej o tym myślał tym bardziej wiedział, że jako podstawka użyty zostanie jego stary uchwyt na pulsometr, bo jest płaski i ma możliwość zamocowania na kierownicy. Wszystko czego potrzebował to telefon, coś do zamocowania i coś do odtłuszczenia miejsca, w którym coś zamocuje. Jako, że nie miał pod ręką żadnego innego alkoholu użył wody po goleniu "Bond". Kiedy już miał odtłuszczone miejsce montażu wziął się za tuning telefonu. Ten stary i potłuczony telefon miał jedną zaletę. Miał wszystko co jest potrzebne do tego żeby uruchomić "Centrum Telemetryczne", a jak się stłucze, zgubi albo zaleje to nie będzie go szkoda, bo nic poufnego tam Roch nie ma. Tak więc do połączenia telefonu z podstawką Roch użył taśmy montażowej, która była obłędnie droga i miała obłędnie mocno trzymać. LEDów pod szafką nie utrzymała, ale może telefon da radę.

Kiedy już miał wszystko połączone to pomyślał, a w zasadzie Żonka podsunęła mu pomysł, że może obudowę też warto byłoby podkleić żeby telefon nie odpadł od tylnej klapki. Ta sama taśma, ta sama technika, więc nie ma co się rozpisywać. Kiedy wszystko było już gotowe Roch zebrał się z rodzinką i pojechali na majówkę, a później do "Złotej Pani Pediatrki" z Michaliną i jej chorym uchem. Po powrocie Roch już nie miał siły na testowanie uchwytu, więc ten poczeka na środę, bo wtedy Roch ma wolne i wtedy będzie może mu dane pojeździć na rowerze.

Na chwilę obecną ta obłędnie droga taśma wiąże się z obudową telefonu i czeka na pierwsze testy. Roch o dalszych losach obudowy będzie informował na bieżąco.

Roch pozdrawia Czytelników.

Rodakom pracującym w pocie czoła!


niedziela, 30 kwietnia 2017

Majówkowy rower z zapaleniem ucha w tle

Po tygodniach deszczu, śniegu, zimna i pluchy w końcu nastały czasy tłuste w słońce, temperaturę i witaminę D. Roch postanowił to wykorzystać na wypad na lotnisko pod Częstochową. Dawno już nie był na żadnym lotnisku, a wypadałoby od czasu do czasu coś porobić w kierunku samolotów. Tak więc Roch zapakował się z Rodzinką do samochodu i pojechali parę kilometrów za Częstochowę, czyli do Rudnik. Tam ruch zawsze jest, więc nie ma problemu z bezczynnym staniem pod płotem. Tam nawet nie ma płotu, więc można - za pozwoleniem oczywiście - podejść do hangaru. A dla dzieci przewidziano plac zabaw co dla Rocha biegającego z aparatem było wybawieniem. Dzieciory nie nudziły się, a Roch mógł spokojnie trzymać aparat w obu rękach. Oczywiście nie było tak, że dzieci były same. Była z nimi Żonka, a od czasu do czasu przychodzili i wspólnie oglądali jak jakiś szybowiec albo inny samolot ląduje. Tak więc przedpołudnie było całkiem udane i przede wszystkim rodzinne, a taka właśnie majówka być powinna. Roch jak zawsze poszedł ze Stasiem oglądać samoloty, bo Stasia interesuje wszystko co jest duże i hałaśliwe.

Z całego zajścia powstało zdjęcie, które pokazuje kto tak naprawdę przyjechał oglądać samoloty, a kto tylko na lans wśród spadochroniarzy. Koniec końców Staś chciał już jechać do domu bo zmęczony był, mało spał i w ogóle chciał już w foteliku zasnąć. Michalina podobnie choć jej było ciężej się do tego przyznać, ale jak tylko Roch wyjechał na drogę 91 do Częstochowy to i ona zasnęła. I w takich warunkach, bardzo spokojnych warunkach dojechali do domu. W domu cała dwójka spała, więc Roch pomyślał, że wykorzysta moment na to żeby przejechać się kawałek na rowerze. Żonka sama go zachęcała więc wskoczył w obcisłe i poszedł trochę popedałować. Plan był prosty, pojeździć trochę tak żeby wrócić przed obudzeniem się dzieci, bo przecież reszta dnia powinna należeć do całej czwórki. Roch pojechał w kierunku Północy; chciał pojechać do Lasku Aniołowskiego, a w drodze powrotnej przejechać chciał jeszcze przez Lisiniec.

Jednak zadzwonił telefon i okazało się, że Michalinę boli ucho. Ból ucha ma tylko jedną przyczynę: przedszkole i infekcję, która jest spowodowana alergią. Tak więc przez 4 dni idzie do przedszkola, w piątym dniu jest już chora, później katar, czasem gorączka i na pewno zapalenie ucha. Jutro jadą do lekarza, więc pewnie jakieś krople wpadną do ucha. I przerwa w przedszkolu. A później znowu historia się powtórzy. Po tym jak Roch dowiedział się, co całej sytuacji z uchem zawrócił on do domu, a w międzyczasie jeszcze zadzwonił do "Złotej Pani Pediatrki" żeby zapytać czy jutro będzie można podjechać. Bo z uchem nie ma żartów.

Po wizycie może się uda wyskoczyć na jakiś rower, w końcu majówka nie musi upływać pod znakiem grillowania. Można też pedałować (a później grillować). Tak więc może jutro będzie kolejna notka, o ile Rochowi uda się wyjść na rower.

Na zakończenie oczywiście zapis śladu GPS:

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Po pracy na rowerze

Tak się złożyło, że po ostatnich Świętach Roch wszedł na wagę i się złapał za głowę. Co prawda Roch nigdy nie wchodził na wagę po świętach i teraz też nie miał zamiaru, ale Staś wygrzebał wagę, wszedł na nią i kazał wejść Rochowi. To co zobaczył utwierdziło go w przekonaniu, że trzeba zacząć jeździć na rowerze, albo w ogóle zacząć się ruszać więcej niż tylko z samochodu do pracy i z pracy do samochodu.

No i dziś Roch miał okazję bowiem Miśka podjęła kolejną próbę pójścia do przedszkola i nie zarażenia się niczym, a Staś bez Michasi nie mógł się odnaleźć więc razem z Żonką siedział na podwórku. Koniec końców jak Roch wrócił to oboje już spali, a Żonka wysłała go na rower bo też chciała posiedzieć sama. Więc Roch ubrał się, uruchomił "Centrum Telemetryczne" i poszedł trochę pojeździć na rowerze.

Co prawda nie miał zamontowanych lampek więc czas go mocno ograniczał, ale i tak udało mu się przejechać całe 10 kilometrów, więc wynik porównywalny do tego z trenażera, a jednak widok zmieniał się co Rocha bardzo cieszyło. Na koniec porwał się on na Kordeckiego Rondo, czyli na całkiem stromy podjazd, po którym Roch widział swoje płuca upadające gdzieś pod koła roweru. Normalnie czuł się jak palacz (Roch nie palił, nie pali i nie pochwala palenia), który nie potrafi wziąć głębokiego wdechu, ale może się uda z tym skończyć.

Roch ma silną potrzebę zrzucenia "paru" kilogramów, więc i płuca powiększą swoją pojemność, a on będzie mógł wjeżdżać na ronda i inne podjazdy.

Na zakończenie oczywiście zapis GPS:

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Zachód słońca:


czwartek, 20 kwietnia 2017

Piękna zima tej wiosny

Zima nadeszła tak niespodziewanie, że Roch aż wziął urlop bo raczej z dojazdem do pracy miałby spory problem. Tak naprawdę to urlop był wzięty dlatego, że Miśka miała umówioną wizytę u Alergologa, a wiadomo, że dwójkę rozłażących się dzieciorów jest łatwiej spacyfikować we dwie osoby niż w pojedynkę. Wróćmy jednak do zimy. Po Świętach Roch pojechał do pracy jak w każdy inny dzień.

Kiedy wracał padał już deszcz ze śniegiem, a wieczorem sam śnieg. Jednak nic nie zapowiadało tego, co miało się stać w nocy i nazajutrz. Zbieg okoliczności i łut szczęścia spowodował to, że Roch nie musiał się przedzierać przez 60-o centymetrowe zaspy, omijać połamanych drzew i martwić się czy będzie miał gdzie naładować telefon bo wszystko dookoła było bez prądu. Jednak śnieg poleżał do południa, a od południa przyszło słońce i stopniało 75% śniegu przez co dziś Roch miał bardzo ułatwiony dojazd do pracy.

Rower z wiadomych przyczyn zmienił miejsce postoju i awansował z chłodnego garażu do ciepłej piwnicy, ale może niedługo trafi on z powrotem do garażu po to żeby Roch na nim mógł pojeździć. Na zakończenie zdjęcie śniegu.


Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 13 kwietnia 2017

Na rowerze. Krótko i po zmroku.

Nie tak dawno, bo w niedzielę, Roch jeździł na rowerze, a już śpieszy z kolejną notką. Bo wczoraj ponownie jeździł na rowerze. Co prawda z Michaliną robił kółka pod domem, ale nie zmienia to faktu, że było ich tyle, ze licznik zarejestrował ruch. Z racji tego, że Michalina wyspała się w południe miała dość siły żeby bąblować do 2100 więc też wpadła na pomysł pojeżdżenia na rowerze.

Najpierw Roch biegał za rowerem, ale później Michalina zapragnęła żeby i Roch jeździł na rowerze bo jak biega to się męczy (jakby na rowerze się nie męczył). No jeździli tak jakiś czas aż Michalina stwierdziła, że już chce do domu. W domu szybka kolacja, leki i szybkie kapanie bo zmęczenie osiągnęło poziom zero. Tak więc wczoraj Roch odrobinę popedałował. Hamulec dalej działa idealnie, czyli nic tylko jeździć i jeździć.

Na zakończenie odczyt z licznika:


Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 11 kwietnia 2017

Obleśnie długi ślad; mhm jasne.

Zacznijmy od tego, że w piątek Roch miał przejechać:
"PS.
Jak dobrze pójdzie i Bóg Rowerowy da to jutro będzie obleśnie długi ślad GPS i obłędnie dużo zdjęć."
Ale jak to zawsze bywa z obleśnie długiego śladu GPS i obłędnie dużej ilości zdjęć wyszło nic. Może poza tym, że Roch jednak zwolnił się z pracy o godz. 1500 i pojechał do Gliwic po łóżko dla Stasia. Ten kilka godzin wcześniej postanowił, że wyjdzie z łóżka górą i tak się mocował, że w końcu mu się to udało. Tak więc Roch miał rower w bagażniku i perspektywę tego, że niedługo poza rowerem będzie także wiózł łóżko.

A skoro już Roch przy rowerze jest to ten został naprawiony idealnie. W. jak zawsze stanął na wysokości zadania i hamulec działa jak nowy. Zatem Roch mógł wyjść na rower, ale to też nie było możliwe bo akurat jak Roch miał dostępne dwie najpotrzebniejsze rzeczy do jazdy na rowerze, czyli rower i czas to padał deszcz.

Więc Roch nie miał zbytnich wyrzutów, że zamiast jeździć po Reptach, czy Dolomitach jechał do Gliwic po łóżko dla Stasia. Ale wraz z pojawieniem się dzieci zmieniają się też priorytety i łóżko było ważniejsze niż rower choć to rower jechał na łóżku. Tak więc z hucznych zapowiedzi Rocha został tylko doskonale naprawiony rower i łóżko z koparką, w którym teraz śpi Stasiu, ale to nie tak, że Roch odkąd ma sprawny rower nie jeździ. Tak się złożyło, że wyżej wymienione atrybuty jeżdżenia, czyli rower i wolny czas Roch miał w niedzielę. A zatem przejdźmy do niedzieli.

Niedziela


W niedzielę Roch z Żonką i dzieciorami postanowili, że pojadą na rybkę do Złotego Potoku. Zarówno Staś i Michalina są znani z tego, że są fanatykami ryb. Łosoś, dorsz czy pstrąg znikają z talerza w mgnieniu oka. I tak też było w niedzielę, kiedy na rybkę pojechali też dziadkowie. Po zjedzeniu rybek i kurczaka (Roch jest przeciwieństwem swoich dzieci i ryby tylko w formie paluszków uznaje) Roch i cała reszt poszli jeszcze na spacer. Roch pokazywał kaczki, szyszki i próbował ogarnąć uciekające dzieci. W końcu tak się wymęczyli, że wrócili do domu. W drodze powrotnej jeszcze wjechali na lody i kawę.

I tak kiedy już wrócili do domu dzieci padły, a Roch miał okazję iść na rower, ale trochę się krygował. W końcu jednak Roch dał się namówić, że może pojeździć bezkarnie bo dzieci przecież śpią i nie mają potrzeby tego, żeby Roch z nimi się bawił, zmieniał pampersa czy leciał bo "siku! siku!". Tak więc wsiadł i pojechał na inaugurację sezonu w Lasku Aniołowskim, a później przewiózł się jeszcze po Częstochowie. "Centrum Telemetryczne" działa doskonale, Roch zarejestrował puls, kadencję, a nawet prędkość (choć ta finalnie została wzięta z GPSu). Tak więc rower przetestowany i działa doskonale, a W. wychuchał tak hamulec, że ten prawie sam hamuje.

Po powrocie do domu zastał dzieci w pełnej gotowości bojowej zabawowej.

"Gdzie byłeś?" – Zapytała Miśka.
"Na rower trochę poszedłem" – Odpowiedział Roch.

W Rochu obudziły się pewne wyrzuty sumienia bo przecież Roch mógł jeździć z Michaliną, ale z drugiej strony jak wrócił z roweru to też może się bawić z dzieciorami, bo przecież do wieczora jest jeszcze sporo czasu.

I tak to z hurr-durr zapowiedzi został h*j, ale w niedzielę Roch sobie odbił. Wprawne oko Czytelników pewnie zauważyło, że zmienił się też adres bloga. Tak, promocja była i Roch zmienił adres, w tak zwanym międzyczasie blog "pojawiał się i znikał" za sprawą aktualizacji DNSów, ale teraz już być powinien na stałe dostępny.

I na zakończenie inauguracyjny ślad GPS:

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Piątkowy widok zza kierownicy nie zachęcał do jeżdżenia na rowerze:


czwartek, 6 kwietnia 2017

Sposób na awarię

Jak ostatnio Roch donosił stała się awaria w jego rowerze. Hamulec się zapowietrzył bo miał taki kaprys, że leżąc na boku dostaje się do przewodu powietrze i wycisnąć się go nie da. Jedynie można to zrobić przelewając płyn hamulcowy do momentu aż bąbel sam ucieknie i układ na powrót będzie szczelny. Jednak Roch w rowerze nie ogarnia dwóch rzeczy: amortyzatora i własnie hamulców (odkąd ma te super-duper hydrauliczne).

Jednak jest ktoś kto to ogarnia; czyli W. Do W. Roch miał jechać już w poniedziałek, ale wstało mu się za późno żeby się nie spóźnić do pracy, a co dopiero jeszcze jechać do W. Więc Roch dopiero wczoraj do niego dotarł z rowerem. W. stanął na wysokości zadania (jak zawsze zresztą) i rower dziś był do odbioru, ale Roch zignorował budzik (po co funkcja drzemki w budziku!?) i wstał jeszcze później niż w poniedziałek i jeszcze bardziej spóźnił się do pracy.

Rower zatem jest do odbioru jutro rano, a to zwiastuje całkiem dobry plan. Rano po rower, później do pracy, a później... NA ROWER! O ile pogoda oczywiście pozwoli. Ale jak nie będzie deszczu to Roch zabiera kurtkę, spodenki, buty i całe "Centrum Telemetryczne" do torby, w pracy ładuje gadżety i później idzie pojeździć. Choć troszkę, choć deczko, choć tylko kilometerek. Taki mały kiloemeterek. Według prognoz ma być znośnie, a to już Rochowi wystarczy. Najwyżej będzie się suszył w samochodzie.

A propos samochodu. Transport roweru:


Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Jak dobrze pójdzie i Bóg Rowerowy da to jutro będzie obleśnie długi ślad GPS i obłędnie dużo zdjęć.

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Nowy sezon, nowy start i awaria oczywiście

Zaległa notka, a w zasadzie zestaw notek albowiem weekend był bardzo rowerowy, a nawet lekko awaryjny. Weekend ogólnie bardzo pogodny, słoneczny i ciepły więc nic tylko wsiąść na rower i przejechać się kawałek. Żonka wiozła Stasia, a Roch ogarniał Michalinę tak żeby gdzieś w ferworze walki nie wyjechała drogę albo do rowu. Kierunek bardzo oczywisty, czyli plac zabaw, ale całkiem daleko od domu więc na rowerze można było spokojnie jechać. Na miejscu Michalina zaliczyła OTB, czyli lot przez kierownice, ale wstała otrzepała się i pojechała dalej.

Na miejscu Roch położył rower bo nie ma żadnej stopki, podpórki albo czegokolwiek o co mógłby oprzeć rower. I okazało się, że w tym momencie doszło do awarii, o której dowiedział się później w rozmowie z Wojciechem bo musiał się umówić na odpowietrzanie hamulca, bo to właśnie jest ta awaria. Dziś już Roch miał rower w bagażniku, ale okazało się, że zaspał do pracy, więc wożenie jeszcze roweru zaowocowałoby tym, że Roch do pracy dojechałby grubo po godzinie dziewiątej a więc wyjął rower z bagażnika i zostawił w garażu. Kolejna próba w środę i Roch już ustawił sobie budzik żeby nie zaspać jak ostatnio. I już Roch miał rezygnować z dalszego rowerowania, ale niedziela była taka pogodna, że po basenie Roch poszedł z Żonką pojeździć.

Co prawda działał jeden hamulec, ale prędkość też nie była taka żeby hamować dwoma. Była rekreacja i jeden sprawny hamulec zupełnie wystarczał. Można powiedzieć, że Roch prawie nie czuł zahamowań i był bez hamulców.  Ogólnie dało się pedałować i Roch z Żonką popedałowali ciut. Dzieci zostały z dziadkami i też nieźle się bawiły bo jak wiadomo dziadkowie też nie mają zahamowań w rozpieszczaniu dzieciaków.

We środę Roch jest umówiony z Wojciechem, a jak tylko odbierze rower i pogoda dopisze to pojeździ po Tarnowskich Górach i nawet wcześniej wyjdzie z pracy żeby mieć więcej czasu na pedałowanie. I tak ślady z weekendu poniżej:

I na zakończenie zapowietrzony hamulec:


Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 30 marca 2017

Kolejne przygotowania do sezonu. Nie swojego oczywiście

Tak to już się złożyło, że Roch może nie jest obdarzony zdolnościami manualnymi, które pozwoliłyby mu naprawić samochód czy inną rzecz, która sprawia problemy. Co prawda coś tam potrafi, ale on sam najlepiej czuje się w roli tego co przy rowerze grzebie. Grzebał od dawna i grzebać potrafi, więc jak tylko usłyszał, że Żonka potrzebuje rower bo chce jeździć ze Stasiem i Miśką to Roch zebrał się w sobie i poszedł do garażu.

Zmienił oponę trenażerową na zwykłą, wyregulował przerzutki i podciągnął hamulce. Później jeszcze sprawdził pozostałe śrubki i przejechał się kawałek żeby sprawdzić jak to wszystko wyszło. I wyszło całkiem obiecująco. Rower działa nie gorzej niż przed "naprawą" i jutro Żonka może spróbować ogarnąć oboje dzieci na rowerze. Przy czym jedno już samo pedałuje, a nawet zjeżdża z górki.

I tak sobie Roch myśli, że chyba pora pokazać jak to się naprawdę jeździ na rowerze, bo przecież po płaskim to z nudów umrzeć można, a jak wiadomo za dawnych czasów – niesłusznie minionych – Roch nie stronił od zjazdów co jest udokumentowane na fotografii. Sucha Góra zawsze Roch pociągała.

Chyba czas najwyższy pokazać na czym polega prawdziwe jeżdżenie na rowerze. W okolicy jest parę górek, ale Roch najchętniej pokazałby Michalinie jak się jeździ po Reptach czy Świerklańcu, a później Seget, Dolomity i Sucha Góra. O ile oczywiście to jeszcze istnieje bo Roch od paru lat nie jeździł w tych rejonach, więc może się chwalić gdzie on nie będzie jeździł, a okaże się, że tam już bliźniaki, czworaki, stacje benzynowe i markety stoją. Jeśli by tak się stało to Roch znienawidziłby cywilizację.

Zaszyłby się gdzieś w lesie, jadł liście i robaki i walczyłby z dymiącymi potworami, tak jak robił to Winnetou w Panu Samochodziku. Tak czy inaczej Roch chce pokazać Michalinie jak można jeździć, a skoro już sama rozkminiła, że z górki też można zjechać to trzeba to pielęgnować i uczyć, że "Rower to jest świat". Tak więc jutro, o ile pogoda pozwoli, będzie kolejna inauguracja rowerowa. Przyjdzie też kreska na Rocha i w końcu wsiądzie na rower i przejedzie się kawałek. A po Świętach (tych wielkanocnych) Roch planuje zrealizować pewien plan, ale o tym będzie jak się uda dogadać szczegóły, żeby nie zapeszyć.

Poniżej rower przygotowany do sezonu:


Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
W ogóle to ostatnio ktoś Rochowi znany wyciągnął ze swojego archiwum zdjęcie. Było nie było łezka się w oku kręci:

środa, 22 marca 2017

Od choroby do alergii. Złej passy ciąg dalszy

Już Roch nie pamięta kiedy coś go nie bolało, nie strzykało i nie wyciekało. Najpierw choroba, czyli gorączka, gorączka i jeszcze raz gorączka. Roch na widok Nurofenu wyglądał mniej więcej tak:


I przyjmował go w dawce 600 mg na raz, co w ciągu dnia dawało nawet i 1800 mg, ale gorączki nie było. W końcu Rochowi wydawało się, że już jest zdrowy. Że już będzie mógł chociaż wstawić rower do garażu. Nawet zmienił telefon żeby "Centralny System Telemetryczny" mógł działać lepiej i wydajniej. Jednak nie było dane Rochowi pojeżdżenie. Po tym jak wyszedł z choroby zaczęła się alergia. Pyli pewnie jakaś brzoza albo inna olcha i Roch kicha, kaszle i ogólnie smarka.

Tak więc Roch siedzi w domu (albo w pracy) i wyciera sobie nos licząc na to, że pogoda w końcu się polepszy o będzie można wyjść na rower choć na chwilę, na sekundkę.

* * * * 

Jeśli zaś o sytuację domową chodzi to jest ona opanowana. Prawie opanowana. Do wyleczenia pozostało ucho Stasia, które dalej jest czerwone i tym samym szczepienie i baseny są zawieszone aż Staś wyjdzie na prostą. Miśka śmiga na rowerze aż miło patrzeć. A jak nie śmiga to sadzi kwiatki w ogródku, albo grzebie w piachu.

Wiosna to dobra pora roku – dzieci mogą w końcu wyjść na dwór w czymś lżejszym niż gruba kurtka, kozaki i szalik. I mogą siedzieć do oporu. A zadowolenie z pory roku widać po apetycie. Dwa obiady to minimum na co stać dzieciory. Więc wszystko idzie w dobrym kierunku, jeszcze tylko Roch się spiguli antyalergicznie i będzie można wrócić do żywych.

Może się uda też wyjść na rower. W końcu.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 13 marca 2017

I jest! Pierwsza choroba po długiej przerwie

I jest, a w zasadzie było, bo Roch już całkiem dobrze się czuje. A co było? Była choroba; zapalenie spojówek, zapalenie gardła i gorączka dochodząca do 40°C. I tak Roch rozpoczął marzec. W międzyczasie dołożyło się zapalenie uszu u Michaliny i katar u Stasia, który też odbił się na uchu. Więc Roch przez dwa tygodnie wycierał nosy, dawał (niechętnie) zakraplać sobie oczy i jadł Nurofeny niczym dropsy, czasem zagryzając Apapem. Koniec końców Roch skończył z tygodniowym zwolnieniem i stawiał się na nogi.

Reszta domowników też swoje przeszła łącznie z Żonką, która też oberwała wirusem. Teraz, pisząc tę notkę, Roch jest zdrowy, Staś katarzy mocno, a Miśka ma jeszcze zaczerwienione ucho. Tak więc pierwszy (i oby ostatni) wirus w tym roku odbił się mocno. Ale już wszystko wraca powoli do normy. Dzieci tak nie mogły się doczekać wyjścia na dwór, że tylko gorączka ustąpiła i poszły trochę pojeździć i pobiegać po podwórku bo pogoda zacna jest, a ma być jeszcze zacniejsza. Może w końcu Rochowi się uda wyjść też na rower, który na chwilę obecną stoi w garażu z czujnikami, wiec tylko wsiąść na rower i zacząć monitorować swoje postępy. Oby w tempie większym niż raz na miesiąc. I to jak się uda.

Wracając jednak do przymusowej przerwy; jak już Roch zaczął dochodzić do siebie to też zdarzało mu się wyjść z domu, bo jednak naturalna witamina D jest bardzo przez Rocha pożądana, a i dzieci z Rochem chętnie spędzały czas. Może w końcu Roch zrobi jakąś relację z wypadu rowerowego. Się okaże.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Staś też już biega.


sobota, 25 lutego 2017

I jest! Pierwszy rower po długiej przerwie

No i stało się. Roch od tłustego czwartku postanowił, że będzie starał się osiągnąć poziom zen jeśli chodzi o dbanie o siebie i schodzenie z wagi. Zaczął od porannego biegania. Tak. Rano, przed pracą Roch biega z Michasią do przedszkola tylko, ale i tak to wymagająca trenerka.

"Tatuś teraz będę się napędzała" – mówi – "Biegnij za mną!"

I tak Roch przyśpiesza tempa żeby dogonić Michalinę, a ta z górki się napędza i napędza. Na szczęście przedszkole nie jest daleko, ale i tak Panie z Przedszkola dziwią się, że Michasia o tej porze, a jest to okolica 715, już jeździ na rowerze. Z przedszkolem Michasia bardzo się zżyła i chętnie chodzi, a to Rocha cieszy bo ma koleżanki (Michasia, a nie Roch), a i Roch ma cel biegowy.

Swoją drogą Roch nie wyobraża sobie dnia bez odprowadzenia Michasi do przedszkola. Nawet jak wie, że już jest spóźniony i będzie "załamywał czasoprzestrzeń" żeby nie spóźnić się do pracy to i tak idzie lub biegnie z nią do przedszkola. Kiedy już Roch dostanie buziaczka i tulaska to może wracać do domu. Oczywiście biegiem. W jednej ręce rowerek, a w drugiej kask. Później szybki prysznic, tulasek ze Stasiem i można już jechać do pracy.

Wracając do dziś; trasa najpierw dookoła domu i Roch już tracił nadzieję, że pojadą gdzieś dalej, ale Michasia chciała pojechać na konie, a później wrócić "kamienistą drogą". I tak przejechali się kawałek dalej. Jednak Roch planował jeszcze dalszy wypad bo chciał jechać do paczkomatu po paczki, ale Żonka słusznie zauważyła, że Michasia po porannym basenie może nie dać rady dojechać i wrócić.

I tak całkiem niespodziewanie Roch zainaugurował sezon rowerowy 2017. Po zimowym pedałowaniu w miejscu, dla Rocha dziwnym było, że rower może się przemieszczać. I takie zastosowanie roweru jest najlepsze. Rower ma jeździć, a nie być przypięty do jednego miejsca. Choć czasem tak trzeba. Na zakończenie zdjęcie rowerów dwóch:


I oczywiście ślad – taki prawdziwy – GPS. "Centrum telemetryczne" spisuje się doskonale nawet jak Roch przemieszcza się.


PPS.
Żona właśnie testuje swoje czujniki. Chyba jej się podoba, bo strasznie dyszy.

środa, 22 lutego 2017

Przygotowania do sezonu. Oby rowerowego.

Przygotowania do sezonu rowerowego A.D 2017 idą pełną parą. Roch obżera się fast-foodem, nie jeździ na trenażerze i ogólnie robi wszystko żeby umrzeć przy pierwszym pedałowaniu. Jednak nie wszyscy są tak słabej wiary i woli jak Roch.

Michasia jak tylko stopniał śnieg przypomniała sobie, że dawno nie jeździła na rowerze. I zapragnęła, niczym Roch za dawnych lat, pedałować. I nie liczyło się, że jest mokro, że może spaść deszcz, a gdzieniegdzie jeszcze leży kupka śniegu. Trzeba było rower wyjąć z garażu i pozwolić jej pojeździć. Roch nie opierał się zbytnio bo sam wie jak bardzo chce mu się pedałować. W tym rowku parcie na rower jest wyjątkowo silne, nawet zaplanował już kilka tras, które chciałby przejechać. I obowiązkowo objazd starych śmieci. Czyli rower do Colta i na stare śmieci, ale to jak dzień będzie dłuższy. Na chwilę obecną Roch chce w ogóle wsiąść na rower żeby cokolwiek się zadziało. Wiadomo, że:
"Nawet najdalszą podróż zaczyna się od pierwszego kroku"
Lao-tzu. chiński filozof, twórca taoizmu
Tak więc swoją podróż Roch chce zacząć od tego, że wsiada na rower. W tym celu zrobił pierwszy krok, aby dać się porwać przygodzie czyli odpiął rower od trenażera, zmienił oponę na asfaltową i z powrotem założył oponę trenażerową, ale tym razem do roweru Żonki żeby też mogła popedałować. Później, jak już nadejdzie lato Roch przełoży oponę z powrotem i całą czwórką będą pedałować. Jak tylko Roch nie zejdzie przy stawianiu tego pierwszego kroku, o którym pisał ciut powyżej.

Żeby nie było to Staś też ma swoją furkę. Czterokołową ze zdalnym sterowaniem. Przebieg niewielki, nie bita, a kierowca nie palący. Oczywiście pierwszy właściciel. I tak wyglądały pierwsze podrygi wiosny. Staś w samochodziku, a Michalina na rowerku. Roch za nimi idzie trzymając w jednej ręce pilot do autka, a w drugiej aparat. W międzyczasie musi oglądać się za Michaliną, bo ta nie patrzy gdzie jedzie. Ważne, że wiatr rozwiewa włosy, a to czy ktoś jedzie czy idzie to już nie jest ważne.

Pogoda na najbliższe dni nie wróży nic dobrego; będzie padało ale będzie ciepło i co najważniejsze nie ma już śniegu. Co prawda może jeszcze gdzieś tam spaść, ale to będą raczej ostatnie podrygi zimy tej wiosny. I trzeba będzie przeprosić się z siodełkiem i w końcu dotrzymać jakiegokolwiek postanowienia, bo na razie to nic dobrego z tego nie wychodzi, ale zawsze można (było) zwalić na zimę, na depresję, na chandrę, na brak słońca, na smog, na brak witaminy D, na mokro, na ślisko, na zimno i jeszcze wiele można by wymieniać. A co może zmotywować? Ładna pogoda, przyjemność z pedałowania i pewnie coś jeszcze o czym Roch wiedział, ale przez lata zapomniał.

Tak. Trzeba sobie powiedzieć wprost, że to co się dzieje z Rochem to efekt wieloletnich pokus, olewania i chęci robienia czegoś innego. A wiadomo nie od dziś, że Roch stworzony jest do pedałowania, a nie do przytulania. Że stracił włosy nie dlatego, że mu wyszły, a dlatego, że włosom pod kaskiem było ciasno. W tym roku może będzie inaczej. Co prawda włosy nie odrosną, ale może odżyje pasja do pedałowania, którą Roch zatracił. Czego sobie życzy.

Na zakończenie focia roweru w gotowości bojowej:


Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Żonkę tak wciągnęło pedałowanie na trenażerze, że zażądała aby Roch kupił drugi komplet czujników i stworzył konkurencyjne "Centrum Danych Telemetrycznych".

niedziela, 5 lutego 2017

Miało nie być, a jednak Roch pedałował

W ostatniej notce Roch zarzekał się, że jeśli zacznie pedałować to dopiero w poniedziałek, bo w sobotę miał przerwę techniczną, a w niedzielę na pewno nie będzie mu się chciało. Koniec końców jednak Roch wsiadł na rower w niedzielę i dnia siódmego przepedałował kilometrów dziesięć. Bo dlaczego czekać do poniedziałku skoro można w niedzielę; ale tak prawdę pisząc to Roch wsiadł na rower po tym jak Żonka zeszła z niego (roweru, nie Rocha).

Tak więc kolejny etap wzajemnego motywowania rozpoczął się na dobre. Może nawet uda się wyskoczyć na jakieś wspólne pływanie o ile będzie z kim zostawić dzieciory. Powrót na siodełko wcale tak bardzo nie bolał, ale Roch ma świadomość, że jego nogi są dalekie od ideału o czym przekonał się jeżdżąc na nartach. Więc plan na kilka najbliższych tygodni to wzmocnić nogi i oczywiście zrzucać wagę. Jednak to jest ciężkie mając na uwadze, że w lodówce leżą frytki, fryteczki, frytunie.

Pozostaje więc trzymać je nadal w lodówce, a codziennie wsiadać na rower i pedałować. Może te frytki będą nagrodą na regularne pedałowanie, a może po prostu Roch je zje. Na zakończenie oczywiście zapis z "Centralnego Systemu Telemetrycznego":


Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 3 lutego 2017

Kolejna przerwa i ferie w wersji mini

I stało się to co się już kilka(naście) razy się powtórzyło, czyli Roch zapomniał o blogowaniu i trenażerowaniu, choć to drugie spowodowane było też tym, że Roch z Żonką zaplanowali krótki wypad na ferie. Krótki ponieważ po obrzydliwie długim urlopie świątecznym Roch miał nikłe szanse na uzyskanie drugiego obrzydliwie długiego urlopu na ferie. Zatem trzeba było pokombinować i tak w piątek po pracy zjechali się wszyscy w Tarnowskich Górach, gdzie Roch zostawił samochód i drugim wszyscy pojechali już na ferie.

Śnieg dopisał, pogoda również więc dzieciory biegały po śniegu, jeździły na sankach i spały jak susły. Nie licząc ząbkowania Stasia przez co on nie spał jak suseł, ale zdarzało mu się, że trochę spał. Po początkowych problemach aklimatyzacyjnych Michalina pogodziła się z tym, że przez kilka dni nie będzie spała w swoim łóżku i że ten "domek w górach" też jest fajny.

Dodatkowo mogła biegać ile chciała, czego dowodem jest zdjęcie. Był śnieg to się biegało, skakało i ślizgało. Jednak gwoździem wypadu była nauka jazdy na nartach. Michalina bardzo chciała nauczyć się jeździć na nartach, ale nie sama tylko z Rochem, więc ten również załapał się na lekcje z instruktorem. Z całego wydarzenia powstało kilka filmów, które Roch może zmontuje jak się nauczy jak to się robi. Na razie są na dysku i widzieli je tylko nieliczni.

Zarówno Roch jak i Michalina nart mieli na nogach po raz pierwszy. Choć Michalina jeździła pod domem na "zabawkowych" nartkach, ale na takich z zapięciami i butami stała pierwszy raz. I poszło jej idealnie. Pani instruktorka chwaliła ją, że dobrze sobie radzi i jeszcze kilka zjazdów i będzie już mogła z Rochem śmigać po stoku. Z tego też wynika fakt, że Roch też całkiem nieźle sobie poradził. Choć zaliczył jedno śniegowanie, po którym nie mógł wstać i czuł się jak żółw wywrócony na skorupkę. Potem jednak opanował pługowanie i zjechał z większego stoku.

Staś za to wymyślił sobie nową zabawę. Wchodził w Rocha buta i próbował chodzić. Śmiechu było wiele, a największą frajdę miał Staś, który jak tylko miał okazję to chodził z Rocha butami. Roch miał już mniejszą frajdę bo za każdym razem jego buty były w innym miejscu. Jednak Roch nie musiał ich szukać zbyt długo bo zazwyczaj tam gdzie stał Staś tam był przynajmniej jeden but, a drugi też gdzieś był.

Pomijając naukę jazdy na nartach to udało się jeszcze zwiedzić Leśny Park Niespodzianek, w którym zimą po pierwsze jest bardzo ślisko, po drugie z obiecanych Żubrów i Jeleni zostali tylko zwiedzający, którzy byli jeleniami i po trzecie najfajniejszą atrakcją były drapieżne ptaki, które można było wziąć na rękę i strzelić sobie zdjęcie z ptakiem. Były sowy, orły, sokoły i tylko dumki brakowało, ale to chyba nie te klimaty. Koniec końców następne zwiedzanie parku tylko latem jak nie będzie śniegu i lodu na szlaku. Może wtedy uda się zobaczyć obiecane Żubry i Jelenie.

Tak więc teraz już wiadomo dlaczego Roch nie pedałował, ale tak prawdę pisząc to nie jest to do końca prawda. Bo dziś na przykład Roch siedzi na fotelu, a rower stoi za fotelem, ale Rochowi tak się nie chce, że nie wiadomo co. Jutro z kolei Roch będzie odczulany więc z urzędu ma zakaz wysiłku. Najbliższe pedałowanie więc czeka Rocha w niedzielę, ale wtedy pewnie stwierdzi, że:

"Zacznę od poniedziałku".

I tak minie mu obecny tydzień. I oby od tego poniedziałku faktycznie zaczął pedałować, bo bardzo wolno klarują się jakieś mgliste plany rowerowe. Jednak Roch zaczyna od szukania opony do roweru, ale chyba Roch przespał jakąś epokę, bo teraz większość gum to rozmiar 27/29 cali, a gdzie stare, poczciwe 26 cali? Na zakończenie selfie z nartami:


Roch pozdrawia Czytelników.


sobota, 21 stycznia 2017

Staś wzywał, Roch przybiegł

Od początku tygodnia zawsze było "coś" co Rochowi uniemożliwiało pedałowanie. Najczęściej, poza jednym dniem, przyczyną było "nie chce mi się". Wczoraj Roch był bliski wejścia na rower, ale też ostatecznie wolał się iść umyć i położyć się spać. Dziś Roch też nie za bardzo chciał pedałować, ale ostatecznie się skusił na pedałowanie. Jednak kiedy Roch się już wkręcił w kręcenie Staś podniósł alarm, bo chciał się poprzytulać i trochę napić. Więc Roch się wypiął z pedałów, poleciał do Stasia poprzytulał go i chęć na pedałowanie minęła. Poniżej wykres obrazujący moment wstania Stasia.


Jak widać Roch rozkręcił się i już miał popedałować po rekord, ale nagle "Centralny System Monitorowania" stracił zasięg i wszystkie parametry spadły i klops. Rochowi odjęło chęć. Zdjął buty, odpiął opaskę i siadł na fotelu. Może w weekend Roch coś popedałuje, ale może też okazać się, że dopiero w przyszłym tygodniu Roch zasiądzie na siodełku i coś pokręci. Jednak do tego czasu Roch ma jakieś wewnętrzne nie i nie wie co z tym zrobić. Pewnie trzeba przeczekać. Jak ze wszystkim.

Na zakończenie ślad pedałowania:


Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 14 stycznia 2017

Wydłużanie poprzez skracanie

We wczorajszej notce Roch pisał, że dziś może uda mu się wydłużyć dystans bo 10 kilometrów już jest opanowane i trzeba podnieść sobie poprzeczkę, rzucić nowe wyzwanie i powiedzieć "nie dasz rady" po czym udowodnić sobie, że jednak "dam radę". Jednak zacząć należy od tego, że rano Roch z Żonką i dzieciorami pojechali na basen. Jednak tych sobotnich wypadów brakowało, ale cóż poradzić jak Miśka była przez większość czasu chora.

Odkąd jednak Miśka nie chodzi do przedszkola z powodu podejrzenia o alergię (może nie na przedszkole) to basen wrócił do łask i od razu widać, że dzieciaki łaknął tego basenu. Dziś był słabszy dzień w wykonaniu Miśki i niespodzianka musiała poczekać, ale Roch nie będzie nic więcej o tym pisał. Może za tydzień uda się pojechać na tę niespodziankę. Po powrocie do domu Roch padł i nawet skaczący po nim Staś nie dał rady go obudzić. Wołał "da da da" ale Roch nie reagował. Ostatecznie zwlókł się z łóżka i jeszcze trochę poszedł na dwór z dziećmi.

W końcu – kiedy już dzieciory poszły spać – Roch zaplanował sobie, że wsiądzie na rower i wydłuży dystans. Ale po 3 kilometrach przepedałowanych w miejscu Roch usłyszał charakterystyczny dźwięk i w pokoju pojawiła się Miśka.

"Tata co lobisz?" – zapytała stojąc w progu.
"Na rowerze jeżdżę" – odpowiedział Roch.
"Ale jak tam wszedłeś? Po fotelach!?" – drążyła temat.
"Nie, obok kwiatka przeszedłem" – odpowiedział Roch.
"Aha" – powiedziała Michalina.

I chyba to był argument ostateczny, który kończy spór i lawinę pytań, na które albo nie ma prostej odpowiedzi albo jest, ale tak niedorzeczna, że lepiej jej dziecku nie mówić.

W każdym razie Roch miał już pojeżdżone bo Michasia chciała żeby Roch się bawił z nią i delfinkiem w tańczenie, a później w klocki. Na szczęście pobudka była "na siku" i Miśka poszła spać razem z Żonką, ale Roch już nie miał serca wsiadać ponownie na rower. Zatem dziś Roch wydłużył sobie tak, że przejechał jedynie ~3 kilometry, ale za to bawił się z delfinkiem i Miśką. Dowód poniżej:

Delfinek i Miśka w akcji.
I już całkiem na zakończenie zapis dzisiejszego pedałowania. Szału nie ma, ale ruch był.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 13 stycznia 2017

Skąd wziąć tę (cholerną) motywację?

No właśnie – skąd ją wziąć? Jak do tej pory nie słychać o żadnych wynikach badań, które potwierdzałyby, że mądre głowy znalazły gen odpowiadający za motywację. No więc trzeba sobie jakoś radzić samemu. Roch też nie ma gotowej recepty na zmotywowanie się do wejścia na rower i popedałowania, ale ma cel do którego chce dojść. Tym celem jest określona waga, lepsze samopoczucie i przede wszystkim Roch chce być zdrowy.

Co prawda badania, które sobie zrobił niedawno, a które kosztowały łooooooooooooooooo i jeszcze trochę jasno pokazują, że Roch jest zdrowy, ale taki stan rzeczy wiecznie trwał nie będzie. Statyczny tryb pracy i dojazdu do pracy powoduje, że Roch prawie się nie rusza; nie licząc 600 metrów do Lidla po piwo. To prosta droga do zawału, a Roch nie chce wejść w wiek chrystusowy z zawałem na koncie. 

Roch w 2008 roku. Już z brodą.
No więc co robi Roch? A no dziś na przykład chciał przed pedałowaniem zjeść kebaba, bo znowu dopadł go leń i chciał sobie usiąść w fotelu, nażreć się i zasnąć, ale nie; Roch zjadł kanapkę, poszedł do apteki po lekarstwo dla Miśki i mógł spokojnie wsiąść na rower i popedałować. Jak widać Roch nie należy do ideału, ale Żonka odwiodła go od kebaba (wsparcie) i zmusiła do wejścia rower (motywacja). Dodatkowo Rocha motywuje stare zdjęcie i forma do której chce dojść.

Tak wyglądał kiedyś i tak chce wyglądać za jakiś czas. Stąd pedałowanie właśnie. Dalej ma tę koszulkę choć w nią się nie mieści. I to kolejny cel. Zmieścić się w koszulkę i nie wyglądać jak dorodny baleron w siateczce. Jak widać sposobów na motywację jest wiele. Można też wydać trochę kasy na gadżety takie jak czujnik prędkości, czy opaska mierząc ilość uderzeń serca. Oczywiście wszystko bezprzewodowe, na Bluetooth. 

Wszystkie chwyty dozwolone byle tylko zacząć się ruszać, a nie gnuśnieć w fotelu z pilotem w ręku. Pora roku nie jest korzystna, ale Roch ma w planach zacząć biegać i jeździć na basen. Jednak basen tylko z Żonką, ale muszą poczekać aż babcia będzie mogła zostać z dziećmi. Więc jak się zmusić do ruchu? Jeśli o Rocha chodzi to musi mieć on cel, do którego będzie dążył. Jak ten osioł co idzie za marchewką wiszącą na wędce.

Jeśli zaś chodzi o dzisiejsze pedałowanie to Roch trochę przycisnął i 10 kilometrów wykręcił w około 25 minut, czyli o całe pięć minut szybciej niż wczoraj. Chyba pora wydłużyć dystans. Może jutro Roch zamiast iść w prędkość pójdzie w długość, ale to się okaże. Na zakończenie narzędzie tortur:


I już całkiem na zakończenie zapis śladu:

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 12 stycznia 2017

Kolejny dzień z rowerem między nogami

I wczoraj i dziś Roch spędzał czas pedałując na rowerze. Powoli staje się to nawykiem, ale jeszcze musi on walczyć z sobą i ze swoich wewnętrznym "chcę usiąść na fotelu i siedzieć". Jednak Roch ma perspektywę lata i musi dokonać transformacji bojlera na zgrabny 4-o albo i 6-o paczek. A tak całkiem poważnie to celem Rocha jest zdobycie jako takiej kondycji żeby na wiosnę zacząć pedałować w terenie nie myśląc jak to ciężko się na tym rowerze jeździ.

Dziś w standardzie Roch przejechał 10 kilometrów, ale skrócił się czas, w którym przejechał owe dziesięć kilometrów. I tak się kręci to koło rowerowe. Oby latem Roch miał więcej siły na pedałowanie, ale sobie pokręci zimą tak będzie miał latem. Na zakończenie, oczywiście, ślad:

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 11 stycznia 2017

I znowu pada śnieg; trenażerowi to bez różnicy

Pedałowanie w domu ma to do siebie, że można to robić w każdych warunkach. I tak właśnie było dziś. Za oknem pada sobie kolejna porcja śniegu, a Roch w ciepłym pokoju pedałował patrząc na skrzyżowanie jak samochody się ślizgają. Po wczorajszej przerwie w pedałowaniu Roch  znowu wsiadł na rower bo trzeba jakoś podtrzymać ten tlący się ogienek kolarstwa, który przed laty w nim płonął.

Tak więc dziś kolejna porcja danych z "cyfrowego systemu telemetrycznego" i kolejna do kolekcji "dyszka". Jutro jak pogoda pozwoli, albo i nie, to Roch postara się wsiąść ponownie na rower. Cel ma prosty, 40 kilometrów w każdym tygodniu, a może więcej. Na zakończenie ślad:

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 8 stycznia 2017

Trenażer, dzień 4 - już całkiem normalne pedałowanie

Smutne wieści dziś doszły do Rocha. Otóż jego obrzydliwie długie wolne właśnie się skończyło i za kilka godzin wsiada do samochodu i jedzie do pracy. Nic nie trwa wiecznie, a już na pewno wieczny nie jest urlop. Jednak to co Roch posiedział w domu to można było w końcu nazwać urlopem wypoczynkowym choć tak naprawdę było to urlop tatusiowy, więc Roch siedział z dzieciorami. Był królem, był koniem i jeszcze wieloma rzeczami był.

Dziś też udało się pojeździć na rowerze. O ile wczoraj Roch miał zakaz to dziś już mógł swobodnie rozsiąść się na siodełku i trochę popedałować. Było ciężej niż zawsze, ale Roch dał radę i planowane 10 kilometrów przejechał. W domu, w ciepłych warunkach pedałował patrząc w okno i myśląc jakby to było jechać w takim mrozie na rowerze. Może kiedyś się przekona, ale do tego czasu musi doszlifować kondycję. Na zakończenie ślad GPS.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Ostatnie głupcowanie na śniegu:


sobota, 7 stycznia 2017

Przymusowa przerwa techniczna

No i zdarzyło się coś na co Roch nie miał wielkiego wpływu, a o czym zapomniał. Otóż jak wiadomo, albo i nie wiadomo, Roch się odczula i w dniu odczulającym nie może pić piwa i innego alkoholu, nie może chodzić na basen ani jeździć na rowerze. Musi się oszczędzać jednym słowem. No i dziś właśnie taki dzień wypadł. Roch dostał zastrzyk i od tego czasu nie może się za bardzo męczyć.

Tak więc dziś przerwa techniczna, ale jutro Roch planuje wsiąść na rower i trochę popedałować. Poza tym zbytnio Roch nie wychyla nosa z domu. Przy tych temperaturach Rochowi nawet nie chce się wychodzić. Poczeka aż zrobi się cieplej, tak w okolicach -2°C już będzie jak lato. Tak więc jutro będzie notka ze śladem, a dziś tylko wyjaśnienia dlaczego nie ma żadnej aktywności.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 5 stycznia 2017

Dzień trzeci na trenażerze

Do psychologicznej granicy 14 dni uprawniania jednej czynności pozostało Rochowi całe jedenaście dni. Dziś bowiem po raz trzeci wsiadł na rower, a dokładnie na trenażer, bo przy obecnym niżu rower na zewnątrz skończyłby się płaczem i zapaleniem płuc. Tak więc Roch wsiadł na rower i miał przejechać normalną odległość, czyli w granicach 10 kilometrów, ale dziś sam dyżurował przy dzieciach więc nie mógł siedzieć w nieskończoność na siodełku i postanowił, że bezpiecznie będzie jak przejedzie połówkę, czyli jakieś pięć kilometrów.

Nauczony doświadczeniem, że nie wszystkie serwisy do gromadzenia danych uznają tyle ile jest wyświetlone, Roch zawsze robi "górkę" czyli dokręca do pełnej dziesiątki, zakładając, że każdy potrafi zaokrąglić poprawnie do jednego miejsca po przecinku (kropce dziesiętnej). Tak więc zawsze przejeżdża N.10 kilometrów, przy czym stara się żeby N było co najmniej równe liczbie 10. Dziś jednak Roch musiał trochę odpuścić, ale nie tak całkiem bo ruch był.

Na zakończenie – oczywiście – "ślad" GPS:

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 4 stycznia 2017

Trenażer, dzień drugi. I basen, dzień pierwszy

Po wczorajszej inauguracji Roch poczuł, że trochę ma lenia, szczególnie że rano pojechali wspólnie na basen, a później uciekali przed nadchodzącą śnieżycą, ale udało się nie utknąć nigdzie na poboczu. Po powrocie Roch miał ochotę klapnąć się na łóżko, ale Michalina chciała się pobawić ślimakiem, a Staś chciał trochę pogryźć Rocha i tak upłynął czas. Z klapnięcia nic nie wyszło.

Wieczorem Roch już prawie odpuścił sobie trenażer, ale w końcu zmobilizował się, wsiadł i popedałował choć nie było łatwo. Nogi trochę bolały, trochę nie chciało, a trochę jakoś opór trenażera był większy niż zwykle. Jednym słowem dziś nie był dzień na pedałowanie, ale jakoś się udało choć trochę pojeździć.

Na zakończenie oczywiście ślad:

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 3 stycznia 2017

Nowy Rok, ale czy nowy Roch?

No i stało się, całkiem niedawno nadszedł Nowy Rok, a z nim kolejne postanowienia noworoczne jednak tym razem Roch postanowił, że nic nie będzie postanawiał, bo i tak się nie sprawdzi, nie wystarczy czasu, albo cokolwiek innego stanie na przeszkodzie. Tak więc Roch zamiast postanawiać, że coś zrobi to postanowił to zrobić. Tak po prostu. Zaczął od tego, że rozebrał choinkę, bo ta kusiła bardzo Stasia, który myślał, że igły się je. Nie pomogło odkurzanie. Tak więc choinka skończyła, a w zasadzie to kończy, w piecu dając cudowny zapach.

Kiedy już Roch odzyskał "swój kawałek podłogi" to rozłożył trenażer, przyprowadził rower, w międzyczasie Michalina wykręciła "ważną śrubę" w trenażerze i Roch zamiast chwili spędził nad rozkładaniem dobre 30 minut, grzebiąc, dokręcając i wyzywając pod nosem na chińskie małe rączki, które wymyśliły, że ta nakrętka będzie wielkości atomu. Jakby się dało to pewnie byłaby mniejsza, ale w końcu udało się. Pozostało zamontować prezent, czyli czujnik prędkości i kadencji i można było jechać do... logopedy z Michaliną. Jednak dziś Pani Kasia stwierdziła, że Michalina już nie ma żadnych problemów z mówieniem i były to ostatnie zajęcia.

Po powrocie dzieciory były tak zmęczone, że szybko zjadły kolację, umyły się i poszły spać. I Roch mógł dokończyć dzieło tworzenia "centralnego systemu pomiarowo-treningowego", zwanego trenażerem. Szybkie parowanie z tabletem i można było zacząć pedałować. Nawet Żonka była pod wrażeniem poziomu technologicznego jaki został zamontowany na rowerze. Przyszła z telefonem i powiedziała:

"Sparujmy się" – i podsunęła Rochowi telefon.

Roch ją sparował, opuścił siodełko i patrzył jak telefon agreguje dane spływające z tej technologii. Koniec końców Roch też wsiadł na rower i też trochę popedałował. Może tym razem uda się przepedałować 14 dni tak żeby Rochowi pedałowanie weszło w krew, ale czy będzie nowy Roch? Czas pokaże.

Z innych nowości to nadeszła zima:


Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Dawno Roch nie jeździł, bo zapomniał o śladzie GPS.