środa, 20 września 2017

Wakacje, wakacje i po wakacjach

Długo Roch nic nie pisał, ale miał też ku temu swoje powody. Otóż na koniec wakacji, a w zasadzie już po wakacjach Roch załapał się na zagraniczny odpoczynek z Żonką i dzieciorami. Zatem na początku września Roch wpakował się w samolot i po 1773 kilometrach wysiadł w zupełnie innej strefie czasowej i klimatycznej. Kiedy w Polsce temperatura spadała tam, na miejscu, temperatura rosła. I rosła. Aż do 31°C i tak było przez cały tydzień.

Ostatniego dnia pojawił się na niebie jeden drobniutki obłoczek, ale pogoda nie zmieniła się ani trochę. Tydzień odpoczynku, choć nie obyło się bez grymasów dzieci, kataru a nawet gorączki, ale nic tak naprawdę poważnego się nie stało. Moczenie się w wodzie, w basenie, piwo, którym nie dało się upić. W końcu jak wakacje to wakacje, mimo, że we wrześniu. Podsumowując wakacje Roch napisze, że był już nad dwoma morzami, ale Bałtyku jeszcze nie widział. I nie żałuje.


Powrót do Polski był zderzeniem z szarą - dosłownie - rzeczywistością i powrotem do 14°C. Oczywiście Roch nie wziął żadnej bluzy, więc był jednym z niewielu pasażerów, który wysiadł z samolotu w krótkich spodenkach i koszulce, ale za to miał słoneczny kapelusz na głowie, bo wakacje to także stan umysłu i żadna pogoda nie jest w stanie tego zmienić. Za rok Roch też chce polecieć tam gdzie był, choć w inną część tego regionu. Spokój, ludzie i ich tryb życia na dobre zaszczepiły w Rochu stan "siga, siga".

Co zaś tyczy się roweru to pogoda nie dopisuje i Roch coraz bardziej rozważa rozstawienie trenażera. Tylko jeszcze nie ma miejsca wyznaczonego, a i nie zapadła decyzja, czyj rower w tym roku robi za trenażer. Jak tylko wszystko się wyklaruje to Roch zacznie pedałować w miejscu, bo na pogodę chyba nie ma co liczyć już. Może będą jakieś ostatnie podrygi, ale po powrocie z pracy i tak już będzie ciemno, więc zostaną tylko weekendy rowerowe i wycieczki z dzieciorami.

Od kilku dni Miśka ma założony licznik i mierzy sobie kilometry. Wychodzi na to, że przejeżdża jakieś 6 - 7 kilometrów codziennie, choć jej też się trochę ucięło bo zaczęła chodzić do przedszkola, więc - o ile znowu pogoda pozwoli - Żonka będzie jej przyprowadzała rower żeby mogła wrócić na dwóch kółkach, bo przecież Michalinie nogi służą do napędzania roweru, a nie chodzenia.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 4 września 2017

Nowy miesiąc, nowy post, nowe 100 kilometrów

Sierpień już przeszedł do historii, a więc pora na nową notkę. Tak sie jakoś składa, że jak Roch ma chwilę wolną to bawi się z dziećmi albo zasypia albo układa z klocków LEGO samoloty, helikoptery i inne cuda na kiju. Jeżdzi też na rowerze, ale od pewnego czasu nie wrzuca śladów GPS do publicznej otchłani, a jedynie gromadzi je poglądowo i ciut statystycznie. Ale najwazniejsze, że jeździ na rowerze.

Oczywiście z dzieciorami i Żonką robią sobie wypady rowerowe, które już podchodzę pod 10 kilometrów, choć Michalina chce jeszcze to Roch trochę ją hamuje, bo jeszcze ma problemy z obliczeniem swoich sił więc pedałuje aż padnie, a później trzeba ją holować do domu. Tak więc wszystko jest w granicach zdrowego rozsądku tak żeby rower był bezpieczną frajdą, a nie ekstremalnym treningiem na granicy sił.

Dzięki tym przejażdżkom Roch w sierpniu po raz kolejny pokonał granicę 100 kilometrów, choć w porównaniu do lipca było ich trochę mniej. Jednak nie ważne ile (oby więcej niż 100) ważne, że Roch pedałuje. Ale najważniejsze w tym wszystkim, że Staś podłapał cyklozę i sam już domaga się swojego rowerka. Tak więc geny zrobiły swoje i obudziły w Stasiu pociąg do dwóch kółek. Dni co prawda są coraz krótsze, ale to nie przeszkadza w pedałowaniu.


Roch pozdrawia Czytelników.