czwartek, 2 listopada 2017

Listopad na spokojnie, na szczęście

Po ostatnich przebojach związanych z kolizją, chorobami i takimi innymi Roch liczył, że ten nowy miesiąc zacznie się spokojniej i tak też się zaczął. Oczywiście pogoda podupadła na fajowości, ale dzieciorom to nie przeszkadza i rowery kazały sobie przynieść do domu i jeżdżą po pokojach. Stasiowi idzie coraz lepiej, nogi już podnosi i robi "ziuuuuu", sam potrafi podnieść rower i na niego wsiąść. Więc dobre geny zrobiły swoje i Staś posiadł zamiłowanie do rowerowania.

Inaczej wygląda to u Rocha. On bowiem pomimo posiadania dobrych genów na rowerze ostatnio nie jeździ. W planach było pojeżdżenie jeszcze po Tychach z Koyotem, ale zawirowania spowodowały, że termin i pogoda uciekły, teraz jeszcze pogoda nie zachęca, a wręcz odpycha od pedałowania, a śmiały plan rozłożenia trenażera nadal kwitnie u Rocha w głowie. Jednak jest pewien postęp, bo zostało ustalone, że w tym roku za stacjonarkę robi rower Żonki, a więc rower Rochowy idzie do ciepłej piwnicy, pod ciepłą szmatkę żeby do nowego roku stał w godnych warunkach.

Może przez zimę uda się Rochowi wymienić kilka części, a na pewno musi kupić sobie opony, bo w tylnej już widać oplot, więc zajechana jest doszczętnie, ale nie ma co się dziwić, jak opona przeżyła kilka rowerów. Tak więc na ten okres zimowy plan jest prosty. Trzeba kupić dwie opony (może pod choinkę!?) i kilka innych części (o ile będzie jakiś fundusz reprezentacyjny).

Roch pozdrawia Czytelników.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz