Kategoria: Recenzje

Ogólne recenzje

  • Zestaw kół do szosy i gravelu XLC WS-D01 – część pierwsza

    Mamy początek lutego, jeszcze ostatni test kurtki XLC nie zdążył ostygnąć, a już wchodzi kolejny. Tym razem jednak będzie inaczej. Z kilku powodów, o których Roch postara się napisać w \”zajawce\”. Po pierwsze primo, na blogu zaczynają się pojawiać zmiany, związane właśnie z \”zajawką\”, czyli wstępniakiem, który jest na stronie głównej i ma zachęcać do przeczytania całej notki. Po drugie primo i najważniejsze: ten test będzie wyjątkowy, tak jak to co Roch będzie testował. Cały test będzie składał się z dwóch części. Pierwsza z nich to będą wrażenia i jakość wykonania, czyli to co da się uchwycić bez konieczności używania testowanego produktu, a druga część to będą właśnie wrażenia z użytkowania. Tak więc zaczynamy pierwszą część testu, a testować będziemy zestaw kół do szosy i gravelu XLC WS-D01.

    Jakość wykonania

    Tak jak Roch napisał we wstępniaku, dziś skupimy się na cechach, które możemy wyłapać bez używania kół, bez zakładania ich do roweru. Ot, wyjmujemy z kartonu i pierwsze co to ogromny efekt \”WOW\”. Później jest tylko lepiej. Koła są czarne, z szarymi napisami, na piastach też są napisy XLC, więc od razu wiemy, z jaką marką mamy do czynienia. Po krótkim rozpoznaniu tematu koła dla XLC zostały zbudowane przez włoską firmę \”Miche\”. Szukając głębiej dochodzimy do tego, że \”Miche\” została założona w 1919 we Włoszech i specjalizuje się głównie w kołach i napędach rowerowych.

    Mamy więc pewność, że to co z kartonu wyjęliśmy to nie jest chiński wytwór, który ma niedoszlifowane ranty, czy obręcz na złączeniu jest przesunięta. Tutaj Roch bardzo próbował znaleźć coś co będzie świadczyło o kiepskiej jakości, ale szczerze nie ma się do czego przyczepić. Każde połączenie jest szlifowane, nawet dziury na nyple widać, że są wygładzone.

    Piasty przystosowane są do sztywnych osi 12 mm i kręcą się bardzo gładko. Tylna piasta jest wręcz bezgłośna. Bębenka prawie w ogóle nie słychać, co dla Rocha jest pewnym \”kłopotem\” bo akurat lubi jak koło brzęczy, ale obiektywnie patrząc nie ma powodu do narzekania. Jest cicho, koła kręcą się bardzo dobrze, wręcz aksamitnie. Chyba nie trzeba wspominać, że są fabrycznie wycentrowane.

    Co do jakości to nie ma obaw. Solidna robota, kawał dobrego koła. Jako, że są one w rozmiarze 700 to na pewno wpadną do gravela. Warto wspomnieć, że koła przystosowane są do tarcz w systemie Center Lock, czyli nie mamy śrub, a nakrętkę i wielowypust na kołnierzu piasty.

    Dane techniczne

    Od strony technicznej koła prezentują się następująco:

    • Przeznaczenie: Szosa/Gravel,
    • Materiał obręczy: Aluminium,
    • Mocowanie tarczy: Centerlock,
    • Rozmiar kół (ETRTO): 622-19 mm,
    • Przystosowane do opon: 28-35 mm,
    • Rodzaj osi przedniego koła: 12×100 mm,
    • Rodzaj osi tylnego koła: 12×142,
    • Maksymalne obciążenie: 120 kg,
    • Kompatybilne z systemami Shimano i SRAM 8, 9, 10 i 11 rzędów,
    • Piasty: Wykonane z kutego aluminium 7075-T6, obrabiane CNC,
    • Łożyska piasty mogą być regulowane z założonym kole,
    • Szprychy: Stal nierdzewna 16 + 8/16 + 8 (Sapim),
    • Nypel: Mosiądz,
    • Waga przedniego koła: 890 g,
    • Waga tylnego koła: 1050 g.

    Cechy szczególne

    • Doskonałe do gravelu,
    • Solidna konstrukcja z aluminium,
    • Piasty wykonane z kutego aluminium i obrabiane metodą CNC,
    • Precyzyjnie wykonane we Włoszech.

    Warto wspomnieć o zaplocie kół. Od strony tarczy są to dwa krzyże, czyli szprychy \”przecinają\” się w dwóch miejscach, co jest konieczne z uwagi na to, że podczas hamowania koło musi wytrzymać siły działające na tarczę.

    Natomiast po przeciwnej stronie mamy zaplot na \”słoneczko\”, czyli szprycha idzie prosto od otworu w piaście do obręczy nie krzyżując się z innymi szprychami. Jak promienie słońca. Taki zaplot ma na celu zredukowanie wagi przez zastosowanie krótszych szprych.

    Wrażenia z użytkowania

    I tutaj stawiamy przecinek. Nie można bowiem opisać swoich wrażeń z używania czegoś, czego nie używało się dostatecznie długo. Póki co, Roch miał okazję jedynie wyjąć koła z kartonu, zaliczyć stan \”WOW\”, wyobrazić je sobie na gravelu, ale na tym koniec. Owszem, są doskonale spasowane, precyzyjnie pracują, ale jak ogarną szuter? Jak poradzą sobie z krawężnikami? Te pytania pozostają bez odpowiedzi i dopóki Roch nie wjedzie na szuter i nie przywali w jakiś krawężnik to nie będzie mógł – z czystym sumieniem – powiedzieć, czy warto zainwestować około 1300 zł (po przecenie to ok. 800 zł) w zestaw kół XLC.

    Jednak na te i inne pytania Roch odpowie dopiero jak na nich pojeździ. Tymczasem na pewno będą wpisy o dopieszczaniu tych kół, bo trzeba założyć im tarcze, opaskę, dętkę i oponę.

    Podsumowanie

    Podsumowanie tej empirycznej części jest proste: zestaw kół XLC WS-D01 jest wykonany z oszałamiającą dbałością o detale, nie mamy tu żadnego niedociągnięcia. Łączenie jest niewidoczne, otwory na nyple są idealnie szlifowane. Piasty pracują aksamitnie, bębenek jest cichy. Całość daje nam poczucie, że mamy do czynienia z produktem wysokiej jakości, który będzie pracował bezawaryjnie przez lata.

    Szczerze to Roch nie może się doczekać, aż założy je do gravela. Początkowo miał je zamiar uszczelniać i przerabiać na bezdętkowe, ale po rozpakowaniu ich od razu doszedł do wniosku, że będą \”dętkowe\”. Nie pozostaje nic innego jak uzbroić je w tarcze, dętkę i oponę i sprawdzić co te cacka potrafią, a sądząc po ich budowie to jeszcze nie raz wywołają efekt \”WOW\” u Rocha.

    I na tym zakończymy tę część recenzji. Pierwsza część miała przybliżyć Wam to czym te koła są — a są efektem doświadczenia w budowie kół i precyzji wykonania. Druga część, która pojawi się w marcu, odpowie Wam na pytanie, ile te koła są w stanie znieść.

    Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com – sklep rowerowy online i XLC parts.

  • Kurtka rowerowa XLC JE-S26

    W Nowy Rok należy wejść ubranym cały na biało albo w ogóle. Roch postanowił zacząć ten rok właśnie cały na biało. Startuje bowiem drugi rok współpracy z internetowym sklepem rowerowym – rowertour.com i wszystko wskazuje na to, że ten rok będzie tak samo udany jak poprzedni. Co ciekawe pierwsza notka pojawiła się dokładnie 17 stycznia 2020, czyli bez dwóch dni, mamy rocznicę i trzeba to uczcić z przytupem, czyli kolejną notką z recenzją. I jak zawsze będzie to coś wyjątkowego, a żeby było ciekawiej to pogoda w sam raz dopisała, bo było zimno i śnieżnie.

    I tak, pierwszą recenzją w tym nowym roku, jest termiczna kurtka rowerowa XLC JE-S26.

    Jakość wykonania

    Po rozpakowaniu kurtki pierwsze wrażenie jest mega pozytywne. Szczególnie wewnętrzna strona kurtki sprawia wrażenie koca, pod którym można się zaszyć i przeczekać do wiosny. Zewnętrzna strona przygotowana jest na cięższe warunki, deszcz, zimny wiatr czy śnieg, ale to środek kurtki zachęca do założenia krótkiego rękawka. Całość robi solidne wrażenie. Do tego świetne dopasowanie, nawet przy rozmiarze XXL nie powoduje, że czujemy się jak w namiocie. Poza tym w obcisłym, nie ważne jak bardzo, zawsze dobrze się wygląda.

    Oczywiście nie mogło zabraknąć elementów odblaskowych; tutaj główną rolę odgrywa logo XLC, które odbija światło zapewniając nam widoczność po zmroku, co w przypadku zimowych warunków jest kluczowe. Szwy, suwaki, dopasowanie – to wszystko sprawia wrażenie, że kurtka jest uszyta na miarę. Oczywiście nie mogło zabraknąć kieszonek na plecach. W sumie mamy ich 4 sztuki w tym jedna zapinana jest na suwak, a pozostałe trzy są “tradycyjne”, czyli ładowane od góry.

    Spokojnie mieszczą zimowe rękawiczki, klucze do domu, czy nawet zapięcie rowerowe, a kieszonka na zamek spokojnie pomieści telefon komórkowy, choć tutaj trzeba wspomnieć, że 6,5 cala wchodzi na styk. Z większym modelem może być problem żeby zasunąć zamek. Oczywiście można włożyć telefon do jednej z pozostałych trzech kieszonek, które nie są zapinane na zamek.

    Z przodu oczywiście zamek na całej długości, tył jest przedłużany co zapewnia, że kurtka nie będzie się nam podwijała, rękawy proste bez rzepów i innych gadżetów, które utrudniałby zakładanie rękawiczek. Całość jest doskonale dopasowana, nic nie odstaje ani nie krępuje ruchów.

    Dane techniczne

    • Materiał:
      • góra: 85% poliester, 15% poliuretan,
      • podszewka 87% poliester, 13% elastan,
    • Ocieplana, wygodna bluza,
    • Wiatro i wodoodporna,
    • Doskonała na chłodne dni,
    • Oddychająca, membrana doskonale odprowadza nadmiar ciepła,
    • Elastyczny materiał,
    • 3 tylne kieszenie,
    • Boczna kieszonka zapinana na suwak,
    • Elementy odblaskowe,
    • Dostępne rozmiary: XS, S, M, L, XL, XXL,
    • Waga 400 g.

    Wrażenia z użytkowania

    Jako, że wraz z nowym rowerem szybko skończyły się ciepłe dni Roch zmuszony był kupić sobie jakąś ciepłą kurtkę. Jeżdżenie w kamizelce i koszulce skończyło się dla niego katarem i kichaniem, co w obecnej sytuacji było stresujące dla wszystkich dookoła. Koniec końców Roch wybrał Decathlon, bo był blisko i można było szybko kupić kurtkę tak żeby nie marznąć i nie czekać na przesyłkę. Dlatego Roch ma porównanie jak jeździ się w kurtce od XLC, a jak w kurtce z Decathlonu.

    Na korzyść XLC przemawia na pewno przyjemniejsze wykończenie i podszewka, która jest zwyczajnie miła i przyjemna, w dotyku przypomina koc, który aż zachęca żeby pod kurtkę założyć tylko krótki rękaw, ale trzeba mieć na uwadze, że kurtka jest zimowa, więc powinniśmy się ubrać ciut cieplej, ale tylko ciut. I tak na przykład Roch jeździł przy lekko dodatniej temperaturze w okolicach +5℃, potem poszedł pojeździć kiedy słupek rtęci zszedł na poziom 0℃, aż w końcu ostatni wypad był z bombelkiem przy ujemnej temperaturze.

    Wnioski są proste, kurtka jest bardzo ciepła. Pod spodem Roch miał podkoszulkę, koszulkę z długim rękawem i na to kurtka. Za każdym razem było ciepło. Szczerze to Roch nie miał okazji sprawdzić, przy jakiej temperaturze założyłby dodatkową warstwę, ale na pewno kurtka zda egzamin przy mroźnej pogodzie. Na cieplejsze dni można zrzucić jedną warstwę, ale też nie ma co liczyć na to, że przy +10℃ będzie nam komfortowo. Mimo membrany i oddychalności po prostu będzie gorąco.

    Poza walorami termicznymi warto wspomnieć o jej możliwościach transportowych. Trzy kieszenie na plecach spokojnie wystarczają do transportu kluczy, zapięcia, czy jedzenia. Dodatkowa kieszonka zapinana na suwak spokojnie zmieści telefon, choć 6.5 cala wydaje się być górnym zakresem, który kieszonka jest w stanie przyjąć. Oczywiście nie zabrakło odblaskowych wstawek, które zwiększają nasze bezpieczeństwo.

    Podsumowanie

    Co tu dużo pisać; zima to specyficzna pora roku, ale jak mawiają nie ma złej pogody do jazdy na rowerze, jest tylko źle dobrane ubranie. Kurtka rowerowa XLC JE-S26 gwarantuje, że nie zmarzniemy nawet podczas długich wypadów przy ujemnej temperaturze. Nie jest jej groźny wiatr ani deszcz, czy śnieg. 

    Ciepło mamy zagwarantowane dzięki membranie, która dba o równowagę termiczną, a nadmiar ciepła skutecznie odprowadza na zewnątrz. No i w końcu zima przestała być straszna, a jazda na rowerze nabrała nowego wymiaru. Za około 400 zł możemy mieć kawał solidnej kurtki, która zagwarantuje nam ciepło nawet na dłuższych wypadach. Do jej mocnych stron należą na pewno jakość wykonania, odprowadzanie ciepła i miła w dotyku podszewka, która naprawdę jest jak koc. Tylko ciepłego kakao brakuje.

    Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com – sklep rowerowy online i XLC parts.

  • Skarpetki rowerowe XLC CS-L02

    W okres przedświąteczny wchodzimy z pełną prędkością. Jeszcze ostatnia notka nie ostygła, a Roch już pisze kolejną. Święta mogą się różnie kojarzyć; dla jednych będzie to choinka, dla innych Święta to zapach pierników, a dla jeszcze innych Święta to mycie okien, wymiatanie spod szafki kurzu i szukanie nie plamiącego się obrusu. Ten okres to też Kevin sam w domu i Last Christmas zespołu Wham. Takich skojarzeń może być jeszcze sporo, ale na pewno każdemu Święta kojarzą się z prezentami. Bo to najfajniejsze, a każdy ma w sobie coś z dziecka i lubi zaglądać pod choinkę, czy to już i dlaczego zostało jeszcze 10 potraw do zjedzenia, a on po opłatku już był gotowy na prezenty.

    W tym roku niespodziewanie Roch został obdarowany przez rowertour.com – internetowy sklep rowerowy, który sprawił Rochowi bardzo sympatyczny prezent. Roch wcześniej pisał, że Święta mogą się kojarzyć różnie, ale wspólnym mianownikiem wszystkich Świąt są dwie rzeczy: krawat i skarpety. I Roch dostał skarpety pod Choinkę. A dokładnie to skarpetki rowerowe XLC CS-L02.

    Jakość wykonania

    Skarpety te to nie byle jakie skarpety. Ich przeznaczeniem jest all mountain, czyli w skrócie brodzenie w błocie, zjazdy na singlach, czasem podjazdy, więc to co jest najfajniejsze w kolarstwie, w tych skarpetach jest jeszcze fajniejsze. Skarpetki są przyjemne w dotyku, z długą cholewką i czuć na stopach, że w niektórych miejscach są grubsze.

    Nie bez powodu skarpetki są kierunkowe, czyli jest lewa i prawa. Tak, na wierzchu są oznaczone L i R, żeby przypadkiem nie pomylić ich bo wtedy stają się nie wygodne. To pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy po ich rozpakowaniu. Do tej pory Roch zakładał skarpetki w taki sposób żeby duży palec pasował do największego wygniecenia, a teraz ma skarpety kierunkowe.

    I to faktycznie działa. Poprawnie założone doskonale opinają stopę i czuć, że w niektórych miejscach, szczególnie na \”łuku podłużnym bocznym\” (info z Wikipedii, to ta część stopy, która jest na zewnątrz) skarpetka jest grubsza. Zaś na wierzchu stopy jest cieńsza, co gwarantuje dobrą wentylację. Pięta zaś jest trochę grubsza, co też da się czuć, nawet podczas użytkowania ich w domu.

    Całość jest wygodna. Dodatkowym atutem są jony srebra, które zabijają ten dziwny zapaszek, który czasem się pojawia po zdjęciu butów rowerowych. Teraz bez obaw można jeździć na rowerze, a po powrocie powiedzieć, że było się tylko \”po mleko\”.

    Dane techniczne

    Oprócz jonów srebra skarpetki mają też inne zalety.

    • Materiał: 56% bawełna, 16% polipropylen, 25% poliamid, 3% Elastan,
    • Skarpetki rowerowe szczególnie sprawdzone w dyscyplinach FR, DH,
    • Długa cholewa,
    • Szyte asymetrycznie z uwzględnieniem różnic w budowie stóp dla jak najlepszego dopasowania,
    • Kolor: czarny,
    • Dostępne rozmiary: 39-41, 42-45 (rozmiar testowanych skarpetek), 46-48,
    • Wyprodukowane w Europie.

    Wrażenia z użytkowania

    Okazji do sprawdzenia ich w boju było sporo i nie tylko na rowerze były testowane, ale zacznijmy od roweru. Pogoda jest jaka jest, bywa zimno, więc trzeba pomyśleć o czymś cieplejszym na stopy. Do tej pory Roch zakładał zwykłe skarpetki, a na buty ocieplacze neoprenowe, bo same buty są mocno wentylowane. Latem to jest zbawienie, ale zimą bywa w stopy zimno. W tych skarpetkach można spokojnie zostawić ochraniacze w domu. Są grubsze, więc lepiej izolują od strony palców i podeszwy, ale góra stopy oddycha więc nie ma uczucia komory parowej w bucie.

    Do tego wysoka cholewka spokojnie chowa się pod spodenkami, więc nic się nie wysuwa, obsuwa, czy podwija. Na rower w sam raz, ale na rowerze się nie kończy. Do biegania też się świetnie nadają właśnie dzięki swojej konstrukcji, bo amortyzują spód stopy i piętę, a jony srebra umożliwiają pozostawienie ich na środku pokoju, a żona nawet nie zauważy, że tam leżą, bo zwyczajnie ich nie czuć.

    Do chodzenia po domu też się nadają, więc poza all mountain mają jeszcze wiele innych zastosowań. Na koniec warto zaznaczyć, że poza walorami użytkowymi te skarpetki świetnie wyglądają. Logo XLC na palcach i pięcie, wyraźne oznaczenie która skarpetka na którą stopę. Ogólnie całość jest na bardzo duży plus.

    Podsumowanie

    Żeby poczuć te skarpetki (nie dosłownie, bo te jony srebra czynią cuda) trzeba je założyć na stopę. Pierwsze uczucie to spinanie, ale po kilku chwilach czuć, że w pewnych miejscach opinają, a w innych są miękkie, wręcz amortyzują. I tak na palcach i pięcie czuć miękkość, w środku stopy są opinające, a wierzch to strefa wentylacji, która działa bardzo dobrze. Doskonale sprawdzają się na rowerze w chłodniejsze dni, ale i latem nie będzie problemu ze względu na ich możliwości wentylacji.

    Za około 50 zł można mieć skarpetki uniwersalne, bo sprawdzą się nie tylko na górskich singlach, czy leśnych trasach, ale i w bucie do biegania odnajdują się doskonale. Na co dzień też można ich używać, więc są uniwersalne. Jeśli szukacie skarpetek na rower, to te są naprawdę godne polecenia. Oczywiście pisząc tę recenzję Roch ma na stopach skarpetki CS-L02 od XLC, bo są naprawdę wygodne.

    Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com – sklep rowerowy online i XLC parts.

  • Dzwonek rowerowy dla dzieci XLC DD-H03

     Grudzień to — jak każdy na pewno się domyśla — okres świąteczny, a więc dzieciory zaczynają intensyfikować pytania o prezenty, Mikołaja i choinkę. Prezenty na pewno już w drodze, albo przynajmniej zaplanowane co kupić. U Rocha też już prawie wszystko dopięte na ostatni guzik. W tym roku okazało się, że gwiazdki będą dwie. W sumie jedna już przyszła do Rocha, a tak naprawdę to do młodzieży, bo oto dzisiejszymi gwiazdami będą dzieciory Rocha, które to testowały pierwszy z dwóch produktów, które Roch dostał od rowertour.com – sklepu rowerowego online. 

    Zatem dziś podwójna, a nawet potrójna, inauguracja. Oto bowiem bohaterami dzisiejszej recenzji są: dzwonek rowerowy dla dzieci XLC DD-H03 w wersji żyrafy i dwójka dzieci. Jak pewnie się orientujecie jeden dzwonek już Roch ma na koncie, teraz pora na kolejny.

    Jakość wykonania

    Co do jakości to jest ona na wysokim poziomie. Wiadomo, że jest odlew, więc pozostaną pewne ślady po formie, ale nie są one widoczne. Dzwonek jest duży, więc łatwo go złapać przez dziecko. Jedynie do czego można się przyczepić do śrub mocujących, mógłby mieć jakieś kapturki, bo wiadomo że dzieciak lubi grzebać.

    Samo mocowanie jest standardowe, dwie śruby i obejma, którą się zdejmuje. Tutaj duży plus ponieważ obejma jest złożona z dwóch części i nie ma ryzyka, że pęknie tak jak ma to miejsce w przypadku obejm, które trzeba rozchylić. Szczególnie jak rower stoi w garażu i plastik będzie zimny i twardy. Wtedy każda obejma pęka.

    Całość sprawia fajne wrażenie, Rocha dzieciory zawołały \”łał, ale faaaajne\”, więc im się spodobało. Dźwięk dzwonka też nie straszy, chyba że zacznie się naciskać 10 razy na sekundę. Na uwagę zasługuje też logo XLC na \”cokoliku\”.

    Dane techniczne

    Tutaj drobna, ale ważna uwaga, dzwonek będzie pasował do kierownic o średnicy do 25,4 mm, co uniemożliwiło montaż na kierownicy w rowerze Młodej.

    • Mocowanie na kierownicy Ø 25,4 mm,
    • Waga: 80 g,
    • Dostępne wzory: żyrafa, hipopotam, wielbłąd, koala, krokodyl, sumo, świnka, ośmiornica, tygrys.

    Wrażenia z użytkowania

    No dobra, wrażenia z użytkowania były takie, że Młody ciągle trąbił żyrafą, potem oboje wpadli na pomysł żeby trąbić na siebie, aż w końcu Młody gonił Młodą rowerem i na nią trąbił. Chyba gadżet się przyjął. Co do wrażeń Rocha to wszystko co sprawia dzieciorom radość jest fajne, a że przy okazji poprawia bezpieczeństwo tylko dodatkowy plus. Poza tym fajnie to wygląda na kierownicy, a to też jest ważne szczególnie u dzieci, które wszystko oceniają w kategoriach \”fajne albo nie fajne\”.

    Dla nich nie liczy się to, czy mocowanie jest na dwie śruby, czy jedną, bo to jest problem taty. On to musi założyć tak żeby nie zniszczyć, a potem to już tylko zabawa i zabawa. Jeśli spojrzeć by na dzwonek rowerowy XLC oczami dorosłego to wart jest wydania ok. 25 złotych, bo frajda dla dzieciaka jest warta dużo więcej.

    Podsumowanie

    Jak zapewne wiecie to nie pierwszy dzwonek rowerowy, który Roch testował. Wcześniej pisał o XLC DD-M17. Problem z takimi recenzjami jest jeden, to czy się spodoba, czy nie jest kwestią subiektywną. Dla jednych żyrafa na kierownicy to obciach, dla innych coś innego, coś co powoduje, że rower jest ładny, nie jest nudny albo po prostu jest jakimś \”heheszkiem\” na kierownicy.

    U dzieci działa to trochę inaczej. Dziecko musi poczuć więź z zabawką, wtedy jest dla niego atrakcyjna, bo samo to, że się podoba nie zatrzyma go przy niej na dłużej. Doskonałym przykładem jest tutaj kaczka, którą Roch sprowadzał aż z Chin. Z Chin! Bo chciał sprawić dzieciom (a przy okazji sobie) prezent. Kaczka niestety nie zażarła. Leży gdzieś w garażu i pełni funkcję zapasowej w razie gdyby Roch swoją gdzieś zgubił, to ma jeszcze dwie inne.

    Z dzwonkiem rowerowym XLC DD-H03 jest inaczej. Tutaj przyjęło się od razu, choć na początku było gniecione, ściskane i wyrywane to dzwonek zdał egzamin i wytrzymał trudy dwójki dzieci, potem jeszcze trochę z Młodym pojeździł na rowerze. Jeśli chodzi o stosunek cena/jakość to też nie ma do czego się przyczepić. 

    Podsumowując dzisiejszy wpis to jest to fajny gadżet dla dzieci żeby uatrakcyjnić im rower, a przy okazji zapewniając im trochę bezpieczeństwa, ale i tak największą frajdą będzie trąbienie na innych ludzi.

    Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com – sklep rowerowy online i XLC parts.

  • Pedały XLC PD-S19

    Jak każdego miesiąca, tak i teraz pora na kolejny test. Tym razem jednak nie było tak gładko i wcale nie chodzi o ogarnięcie całego przedsięwzięcia, a o czysto techniczną stronę. Jak niektórzy zapewne wiedzą, że od pewnego czasu Roch toczy kolejną dramę. Nie byłoby miesiąca bez jakiegoś problemu, ale teraz był on do potęgi.

    Jak zawsze, po otrzymaniu paczki od internetowego sklepu rowerowego – rowertour.com, cieszy się jak dziecko, potem robi zdjęcia, a na końcu idzie do garażu i tam montuje, sprawdza albo przekłada części w rowerze. Tym razem jednak stara część postanowiła się postawić. I tak z prostego serwisu zrobiła się wyprawa do zaprzyjaźnionego sklepu, w którym gravel przeszedł przegląd zerowy, a przy okazji udało się wykręcić pedał.

    I właśnie pedały XLC PD-S19 będą bohaterem dzisiejszego testu.

    Jakość wykonania

    Do tej pory wszystko co było sygnowane znakiem XLC było doskonałej jakości. Tak też jest i w tym przypadku. Pedały wykonane są z aluminium w kolorze czarnym z wyciętym logiem XLC. Charakterystyczną cechą jest korpus mający kształt platformy. W porównaniu do poprzednich pedałów Shimano M540 na pewno są większe, a to zasługa platformy właśnie.

    Do tego oś Cr-Mo obrabiana CNC i wisienka na torcie, czyli łożyska maszynowe. Tak więc pedały w zasadzie bezobsługowe, a dzięki uszczelnieniu gwarantują bezawaryjną pracę przez wiele sezonów. Poza tym to klasyczne SPD wpinane z obu stron, kompatybilne z Shimano więc z butami nie ma problemu. Nawet bloków nie trzeba wymieniać, wszystko działa od razu. Typowe plug&play. Oczywiście w zestawie, oprócz samych pedałów, są też bloki, podkładki, a nawet naklejki na podeszwę buta, które mają za zadanie uszczelnić but od wewnątrz.

    Całość sprawia solidne wrażenie. Sam montaż jest prosty, potrzebujemy klucz imbusowy i trochę smaru żeby nie wkręcać pedału \”na sucho\”. Oczywiście pedały też posiadają regulację twardości sprężyny dzięki czemu można ustawić moment, w którym but wypnie się z zatrzasku. W Rocha egzemplarzu sprężyny były ustawione raczej słabo (to subiektywne odczucie), więc musiał trochę je podkręcić. I warto dobrać odpowiedni moment wypinania żeby uniknąć wywrotki.

    Dane techniczne

    • Przeznaczenie: MTB / Enduro / Trial
    • Aluminiowy korpus,
    • Możliwość wpięcia z obu stron,
    • Oś z materiału Cro-Mo, obrabiana CNC, uszczelniona,
    • Łożysko maszynowe,
    • Kompatybilne z systemem Shimano SPD,
    • Regulowany moment wypięcia od 60 do 160 kgf/cm,
    • Duża powierzchnia pedału dla lepszego trzymania stopy,
    • Żłobienia na pedale zapewniające lepszą przyczepność,
    • W zestawie bloki pedałów,
    • Waga: 462 g,
    • Wymiary: 90×90 mm.

    Wrażenia z użytkowania

    Po udanej operacji zamiany pedałów Roch zrobić całkiem spory dystans, realizując przy tym jeden ze swoich celów, który kiedyś sobie wymyślił. Przez całą drogę (ok. 36 kilometrów) pedały nie sprawiały żadnych kłopotów. Co prawda ich wielkość na początku sprawiała Rochowi kłopot ze znalezieniem zatrzasku, ale po kilku wpięciach i z tym nie było problemu.

    Wszystko przez to, że Roch do tej pory jeździł tylko na Shimano M540, które były dużo mniejsze, więc przesiadka na nowe pedały wymagała pewnego oswojenia się, ale kiedy już to nastąpiło Roch wiedział, że to będzie dłuższa znajomość. Cała trasa była asfaltowa z podjazdami, więc trzeba też było mocniej nacisnąć na pedały. Nie było żadnych trzasków, cykania, czy przypadkowego wypinania się buta.

    Jako pedały SPD sprawdzają się doskonale, ale to nie koniec ich możliwości. Jako, że Roch często też jeździ z dzieciorami to zdarza mu się zakładać zwykłe buty, bo jest szybciej i dzieci nie marudzą, że już chcą iść, a Roch dalej zapina buty. Latem najczęściej są to sandały albo trampki i jazda w takim obuwiu na pedałach SPD powoduje ból związany z tym, że jest mała powierzchnia podparcia stopy, poza tym zatrzask SPD wbija się w miękką podeszwę.

    Pedały XLC z racji tego, że mają większą powierzchnię podparcia sprawdzają się idealnie jako pedały do zwykłych butów. Ich profil jest bardziej płaski, zatrzask schowany jest, więc but ma lepsze podparcie, a to przekłada się na komfort jazdy. Warto tu zaznaczyć, że nie są to pedały platformowe, a rasowe pedały MTB, ale ich konstrukcja ułatwia jeżdżenie w zwykłych butach, co dla Rocha jest ważne, bo nie zawsze chce zakładać buty SPD.

    Podsumowanie

    Po przejechaniu ponad 100 km na tych pedałach Roch uważa, że to kolejna część od XLC, która trzyma najwyższy poziom techniczny, ale też rozwiązania zastosowane w nich sporo ułatwiają, jak choćby \”platforma\” która zapewnia większy komfort podczas jazdy w zwykłych butach.

    Pedały XLC PD-S19 stanowią klasę samą w sobie. Łożyska maszynowe i uszczelniania gwarantują bezawaryjną pracę przez wiele sezonów, kompatybilność z systemem SPD umożliwia używanie ulubionych butów, a jakość wykonania korpusu świadczy o dbałości o detale. No i nie można zapomnieć o wyglądzie. Czarny kolor, wycięte logo XLC powodują, że pedał wygląda atrakcyjnie, a to dla Rocha też ważne, bo rower nie może być nudny.

    Za cenę w okolicach 200 zł dostajemy kawał uniwersalnego i świetnie wyglądającego pedału, a przede wszystkim dostajemy gwarancję niezawodności, a to ważna rzecz. Do tej pory Roch był zwolennikiem pięćset czterdziestek, ale teraz uważa, że nie ma co się ograniczać do jednego rozwiązania, jak na rynku są dostępne równie dobre, a pod pewnymi względami lepsze (ta \”platforma\” wymiata) alternatywy. Jeśli ktoś w najbliższym czasie planuje wymianę pedałów to z czystym sumieniem Roch może polecić XLC PD-S19.

    Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com – sklep rowerowy online i XLC parts.
  • Zestaw kluczy imbusowych XLC TO-S32

     Nieuchronnie nadszedł kolejny \”techniczny piątek\”, w którym to Roch publikuje testy i własne przemyślenia na temat różnych gadżetów, które dostaje od zaprzyjaźnionego sklepu rowerowego – rowertour.com. Tym razem trafiła mu się nie lada gratka; jak zapewne wiecie Roch od pewnego czasu zaczął kompletować swój prywatny \”garażowy serwis rowerowy\”, który będzie służył mu do napraw wszystkich rowerów jakie ma na stanie. I tak sobie Roch kompletuje narzędzia. Zaczyna od tych, które są mu potrzebne w pierwszej kolejności i brnie w to coraz głębiej. A całe to zamieszanie zaczęło się od bacika i klucza do kasety.

    I wtedy wchodzi on – Rowertour – cały na biało i oferuje Rochowi do testów zestaw kluczy imbusowych XLC TO-S32. No lepszego testu Roch nie mógł się spodziewać, a że akurat trafił się serwis roweru Młodzieży to tym chętniej zabrał się do roboty.

    Jakość wykonania

    Co do jakości to przyczepić się nie można, ale u XLC jest to standardem; jak coś jest sygnowane ich logiem to oznacza, że jest to produkt, który posłuży wiele lat. I tak jest z tymi kluczami. Na pierwszy rzut oka sprawiają wrażenie solidnych, a do tego mają bardzo praktyczny stojak, który dodatkowo można przykręcić do ściany.

    Każdy klucz, a jest ich osiem sztuk, ma swoje miejsce w stojaku. Te najmniejsze klucze mają okrągłe oczka, w których stoją, natomiast te większe mają kształt imbusa, więc włożenie ich na swoje miejsce nie stanowi problemu.

    Same klucze wykonane są solidnie, posiadają twardy i nieślizgający się uchwyt, który jest wyprofilowany i doskonale leży w dłoni dzięki czemu nie ma możliwości żeby klucz wypadł nam z dłoni. Klucze wyposażone są w dłuższą część, która służy do szybkiego wkręcania śruby i krótszą końcówkę, która służy do dociągnięcia śruby do pożądanego momentu. dodatkowo każdy posiada kulistą końcówkę, która umożliwia pracę pod kątem, czyli dostaniemy się też do trudno dostępnych miejsc, jak na przykład do obejmy przedniej przerzutki, która czasem bywa schowana gdzieś między rurą podsiodłową, a kołem.

    Sam stojak, poza możliwością przykręcenia do ściany, można też przykręcić do blatu stolika, a na froncie są oznaczenia rozmiarów kluczy, więc nie ma problemu z tym, że mniejszy klucz włożymy do większego otworu, albo że akurat tej szóstki nie ma na swoim miejscu.

    O jakości i przemyśleniu każdego klucza może też świadczyć fakt, że każdy klucz możemy powiesić na ścianie ponieważ w każdym uchwycie jest otwór do jego zawieszenia.

    Dane techniczne

    Klucze XLC TO-S32 należą do linii pół profesjonalnej, która przeznaczona jest dla domowych warsztatów rowerowych, cechują się trwałością i odpornością na zużycie. I to jest faktycznie prawda, bo u Rocha już \”kilka\” śrub wkręciły, a dalej wyglądają jak nowe.

    Pozostałe parametry to:

    • Zestaw dwustronnych kluczy imbusowych,
    • Rozmiary kluczy: 2 mm, 2.5 mm, 3 mm, 4 mm, 5 mm, 6 mm, 8 mm i 10 mm,
    • Wyprofilowana rączka zapewniająca pewny chwyt,
    • Stojak w zestawie,
    • Możliwość zawieszenia każdego klucza na ścianie,
    • Końcówki o różnej długości umożliwiające szybkie wkręcanie i dociąganie śrub.

    Wrażenia z użytkowania

    Roch nie musiał długo czekać na możliwość ich przetestowania. Najpierw regulacja hamulców w rowerze Młodego, potem regulacja przerzutki w rowerze Młodej, aż w końcu akcja ratunkowa przedniej przerzutki w rowerze Żony.

    Podczas tego ostatniego serwisu, Roch – i klucze – miał najwięcej roboty, ale też kulista końcówka sprawnie odkręciła linkę z przerzutki. Za każdym razem nie było problemu żeby znaleźć odpowiedni rozmiar – wystarczyło spojrzeć na podstawkę. Porównując to do pracy ze zwykłymi imbusami przede wszystkim uchwyt robi robotę. Normalnie trzeba kombinować żeby klucze nie wypadły z dłoni, a mając możliwość złapania za kawałek grubego uchwytu od razu zyskuje się uczucie kontroli nad śrubą.

    Kiedy trzeba \”dociągnąć\” śrubę wystarczy obrócić klucz i już mamy dźwignie zapewniającą, że gwint będzie dociągnięty \”na maksa\”. Swoją drogą podstawka, nawet nie przykręcona od niczego, jest stabilna i bez problemu można ją postawić obok stojaka. Klucze na pewno nie wypadną.

    Podsumowanie

    Do tej pory Roch ratował się zwykłymi \”imbusami\”. Dało się śruby dokręcać, jak to każdym kluczem. Pewnie takim dodawanym do mebli imbusem też dałoby się rower naprawić, ale w pewnym momencie do gry wchodzi poczucie ergonomii i przekonanie, że skoro można wkręcać śruby sprawniej i wygodniej, to dlaczego tego nie robić.

    I tutaj właśnie jest miejsce dla kluczy imbusowych XLC. Śrubę wkręcają tak samo jak każde inne klucze, ale mają w sobie to coś co powoduje, że nie odczuwamy frustracji jak po raz kolejny klucz wypada z dłoni, bo te klucze – dzięki uchwytowi – z dłoni po prostu nie wypadają.

    Za kwotę około 130 zł zafundujecie sobie bardzo fajne klucze, które wiele ułatwią i jeszcze więcej wytrzymają. Na pewno posłużą przez lata i zaoszczędzą siarczystych bluzgów w Waszych domowych serwisach rowerowych.

    I tak już całkiem na koniec Roch odkrył jeszcze jedną funkcję tych kluczy. Otóż po otrzymaniu paczki od kuriera i rozpakowaniu jej Roch postawił je na półce w domu. Całkiem nieźle sprawdzają się jako dekoracja, ale żeby wykorzystać ich potencjał w pełni trzeba zanieść je do garażu lub piwnicy, tam sprawdzają się najlepiej.

    Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com – sklep rowerowy online i XLC parts

  • Zapięcie rowerowe Abus Bordo Lite 6055

    W najśmielszych oczekiwaniach Roch nie spodziewał się, że współpraca której podjął się na początku roku będzie przebiegała tak doskonale. Nawet pandemia COVIDa nie wpłynęła zbytnio na ruch w testach. Co prawda cały Świat złapał zadyszkę, ale zaraz po tym wziął głęboki oddech i znowu zaczyna oddychać samodzielnie. Tak też jest z Rocha współpracą z internetowym sklepem rowerowym – rowertour.com. I przechodząc od razu do meritum, Roch miał przyjemność testować zapięcie rowerowe składane Abus Bordo Lite 6055. Firma Abus to spece od zabezpieczeń. Mają w swojej ofercie kaski, zapięcia rowerowe i wiele innych rzeczy wychodzących nawet poza obszar kolarstwa.

    Jakość wykonania

    Zakup roweru niejednokrotnie wiąże się ze sporym wydatkiem finansowym i każdy chciałby móc cieszyć się swoimi dwoma kółkami jak najdłużej. Bywa, że na rowerze jedziemy do sklepu, czy \”do miasta\”. Rochowi wiele razy zdarzało się, że musiał wyskoczyć do apteki i mając wybór: czy stać na światłach, w korku, a później jeszcze szukać miejsca parkingowego, czy przemknąć się sprawnie na rowerze i nie martwić się parkingiem i płatną strefą wolał wybrać rower i aptekę na drugim końcu miasta.

    Do apteki, jak i do większości miejsc w ogóle, ciężko wejść z rowerem, więc przyda się jakieś zapięcie, które zabezpieczy rower przed kradzieżą. Jednak wożenie ze sobą ciężkiego U-locka jest trochę niewygodne. I tutaj idealnie wpasowuje się zapięcie Abus.

    Jest małe, wręcz kompaktowe. Spokojnie zmieści się do kieszeni, a w plecaku trzeba go szukać. Waga też jest piórkowa, więc w sam raz żeby szybko wrzucić do kieszeni (na przykład w koszulce rowerowej) i wsiadać na rower. Swoje wymiary zawdzięcza sprytnemu systemowi składania, w którym każde ogniwo układa się obok siebie, więc finalnie złożone zapięcie nie jest wcale większe od smartfona.

    \”Ogniwa\” mają grubość 5 mm i są wykonane z lekkiego metalu i aluminum, połączone są przegubami, które pracują bez zarzutu, a zapięcie można złożyć bez problemu jedną ręką. Całe zapięcie jest oczywiście pokryte materiałem, który nie porysuje lakieru ramy. Automatyczny zamek pracuje lekko i pewnie, bez problemu otwierając zapięcie. W komplecie dostajemy dwa kluczyki.

    Dane techniczne

    Tak jak wcześniej było napisane panele wykonane są z metalu o grubości 5 mm, połączone są przegubami. Pozostałe parametry to:

    • Poziom bezpieczeństwa: 7
    • Waga: 440 g
    • Długość: 60 cm
    • Kolor: Czarny (choć ogniwa pokryte są szarym materiałem)

    Zapięcie posiada 7 poziom bezpieczeństwa w klasyfikacji Abus Security Level System, który dzieli się na 3 kategorie:

    • Maximum Security Level: 10-15
    • Extra Security Level: 5-9
    • Standard Security Level: 1-4

    Abus Bordo sprawdzi się doskonale w miejscach, w których istnieje podwyższone ryzyko kradzieży roweru.

    Wrażenia z użytkowania

    Odkąd Roch dostał to zapięcie do testów nie rozstaje się z nim ani na chwilę. Wrzucił je do plecaka, a kluczyk dopiął do kluczy, które zawsze wozi ze sobą. W przeszłości bywało tak, że jadąc z dziećmi nie było jak przypiąć roweru na placu zabaw, bo akurat dzieci chciały trochę pofikać na zjeżdżalniach, a Roch zamiast pilnować dzieci co chwila spoglądał na rowery.

    Teraz ten problem się rozwiązał. Zapięcie spokojnie ogarnie dwa rowery, więc można przypiąć je do znaku czy jakiejś barierki i zająć się zabawą. Zastosowań jest wiele. Nawet jakiś wypad ze znajomymi na piwo może być o wiele bezpieczniejszy, pod warunkiem że nie przesadzi się z alkoholem. Jednak rower na pewno będzie w tym samym miejscu, w którym się go zostawiło (o ile nie zapomniało się gdzie został przypięty).

    Kompaktowe wymiary, poza oczywiście bezpieczeństwem, stanowią największy plus tego zapięcia. Naprawdę wystarczy wrzucić go do plecaka i nie ma obaw, że trzeba gdzieś zostawić rower, który nie jest zabezpieczony. Dla Rocha to fantastyczne rozwiązanie, szczególnie podczas wypadów z dzieciorami. Nigdy nie wiadomo co im wpadnie do głowy. Nie ważne, czy lody, czy plac zabaw zawsze można przypiąć rower i zająć się brykaniem, a nie doglądaniem, czy sprzęt jeszcze stoi.

    Podsumowanie

    Niestety przyszło nam żyć w czasach, w których pojęcie własności bywa nie do końca szanowane i trzeba się przed tym jakoś bronić. Szczególnie, że rowery do tanich nie należą i najczęściej kupowane są z myślą o wieloletnim użytkowaniu.

    Aby to ułatwić Abus stworzył zapięcie rowerowe Bordo Lite 6055, które w codziennym użytkowaniu gwarantuje bezpieczeństwo jednośladu, a nam spokój i poczucie, że rower jest dobrze zabezpieczony. Cena tego spokoju też nie jest wygórowana, bo wydając w okolicach 200 zł zapewniamy bezpieczeństwo sprzętu, którego wartość jest wielokrotnością kosztu zapięcia. Na niektórych rzeczach zwyczajnie nie warto oszczędzać.

    Oczywiście, poza zapięciem, warto zwrócić uwagę na to do czego rower przypinamy. Bo nawet najlepsze i najdroższe zabezpieczenie może polec w starciu z nieuwagą. Zawsze warto sprawdzić, czy element do którego przypinamy rower jest solidnie zamocowany w ziemi i czy przypadkiem nie można tego elementu podnieść lub odłączyć.

    Tak więc jak widać kwestia zabezpieczenia roweru wcale nie jest łatwym tematem, ale zapięcie rowerowe Abus Bordo Lite 6055 gwarantuje, że będziemy mogli się cieszyć naszym rowerem (rowerami) przez długi czas.

    Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com – sklep rowerowy online i Abus Polska.

  • Kask Rowerowy ABUS Viantor

    Tradycyjnie już piątek to dzień, w którym oprócz pachnącej kawy wpada również świeżutka notka techniczna. Można by nazwać ten dzień „technicznym piątkiem” albo „tech friday” ale Roch pozostanie przy tym, że piątek jest po prostu odpowiedni na takie wpisy. W pracy panuje atmosfera weekendu, więc można sobie pozwolić na odrobinę oderwania od zajęć.

    (więcej…)

  • Siodełko rowerowe XLC SA-M03

    Wydarzenia z ostatnich miesięcy pokazują, że nie można być niczego pewnym. Jeszcze nie tak dawno Roch testował plecak, sztycę, kierownicę, a nawet dzwonek żeby później zamknąć rower w garażu, a siebie w domu. Chińska, nomen omen, klątwa mówi \”obyś żył w ciekawych czasach\” i w takich właśnie przyszło nam się odnaleźć. Jednak ciekawe czasy nie mogą sparaliżować bloga i Rocha.

    Sprzęt do tej recenzji Roch dostał już dość dawno, ale nie chcąc narażać się na konsekwencje, wstrzymał się z recenzją do momentu odmrożenia nakazów i zaleceń, a skoro te zostały zdjęte to Roch może śmiało wsiąść na siodełko i pedałować. I właśnie o siodełku będzie ta recenzja, a dokładnie o siodełku rowerowym XLC SA-M03.

    Jakość wykonania

    Na pierwszy rzut oka siodełko wygląda ładnie. Czarna syntetyczna skóra ładnie komponuje się z błyszczącymi bokami, na których jest napis XLC. Na wierzchu siodełka nie widać szwów, więc całość jest wręcz minimalistyczna, co Rochowi bardzo się podoba. Nie jest krzykliwe, ale w dotyku jest miłe i przyjemne. W przedniej części, na \”nosku\” mamy wstawkę antypoślizgową, która zapobiega przesuwaniu się podczas podjazdów.

    Oczywiście mamy też otwór odciążający zapobiegający zbytniemu naciskowi na krocze, co jest kluczowe nie tylko podczas długich wypadów. Lepiej zadbać o tę część ciała; to zaprocentuje w przyszłości. Pręty w testowanym siodełku były chromowo-molibdenowe i miały praktyczną podziałkę umożliwiającą precyzyjne dobranie pozycji \”przód-tył\”.

    Na zakończenie warto wspomnieć, że siodełko – zgodnie z najnowszymi trendami – jest krótsze, ale to wręcz jest zaletą o czym Roch napisze w dalszej części.

    Dane techniczne

    Testowane siodełko, jak już Roch wspomniał, miało konstrukcję CroMo. Poniżej pozostałe parametry:

    • Przeznaczenie: MTB/szosa
    • Odmiana: siodełko unisex
    • Pozycja: sportowa
    • Materiał prętów: cro-mo
    • Materiał wypełniający: pianka absorbująca wstrząsy
    • Materiał zewnętrzny: skóra syntetyczna
    • Pokrycie zewnętrzne czarne, bezszwowe
    • Wstawka antypoślizgowa w przedniej części
    • Nowoczesne, krótsze siodełko
    • Długość: 244 mm
    • Szerokość: 148 mm
    • Kolor: czarny
    • Waga: 211g

    Wrażenia z użytkowania

    Siodełko na rowerze prezentuje się całkiem nieźle. Oczywiście wygląd to rzecz gustu, ale Rochowi osobiście bardzo się podoba jego minimalistyczny styl. Nie ma tutaj wielkich napisów, kontrastujących kolorów. Wszystko jest stonowane, ale wcale nie nudne. Detale takie jak antypoślizgowy nosek, czy boczne napisy XLC dodają mu smaczku. Dodatkowo perforacje na wierzchniej części siodełka rozkładają się symetrycznie, podobnie jak boczne paski. Dla Rocha takie szczegóły są ważne, być może inni nie przywiązują do tego wagi, a chodzi im bardziej o to jak się na nim jeździ.

    A jeździ się bardzo dobrze. Rocha poprzednie siodełko, Fizik Nisenne, było długie, nie miało otworu odciążającego i było twarde. Siodełko od XLC ma otwór, jest krótkie i jest nieznacznie \”mniej twarde\”, ale akurat Rochowi twarde siodełka pasują. Otwór jest wręcz fenomenalny, choć od dawna jest stosowany, to Roch dopiero teraz odkrył jego zalety. Po wyregulowaniu siodełka komfort jest bardzo dobry.

    Jego długość jest zaletą – nic nie wystaje z przodu, a podpiera dokładnie to co ma podpierać. Nie ma się uczucia, że zaraz spadnie się z niego, albo przy mocniejszym hamowaniu nagle siodełko się skończy. Antypoślizgowy nosek też działa, bo podczas mocniejszego pedałowania, na podjazdach, nie ma się wrażenia, że z każdym naciśnięciem na pedały jesteśmy coraz bliżej kierownicy.

    I to wszystko składa się w jedną całkiem zgrabną całość, a dzięki długości i otworowi nie ma się uczucia odrętwienia, a więc ukrwienie prostaty jest znacznie lepsze, a to gwarantuje zdrowie w przyszłości.

    Podsumowanie

    Patrząc na te wszystkie zalety trudno nie oprzeć się wrażeniu, że siodełko rowerowe XLC SA-M03 ma same zalety. Nowoczesny projekt uwzględniający trendy, otwór na całej długości siodełka, czy wygląd, który Rochowi bardzo się spodobał. Do tego konstrukcja uniwersalna, która sprawdzi się zarówno na szosie jak i na MTB.

    Do głównych zalet należy antypoślizgowy nosek, który zapobiega przesuwaniu się podczas podjazdów, otwór odciążający, który jest na całej długości siodełka i minimalistyczny wygląd. Choć to ostatnie to mocno subiektywna sprawa, a ponieważ o gustach się nie dyskutuje to Roch zaznaczy tylko, że jemu to siodło bardzo się podoba.

    Nie można też zapomnieć o takich detalach jak podziałka do regulacji \”przód-tył\”, która ułatwia optymalne ustawienie siodełka, czy bezszwowa konstrukcja. Wszystko to powoduje, że siodełko rowerowe XLC SA-M03 to kolejna udana konstrukcja. Jeśliby chcieć się przyczepić do czegoś to można zauważyć, że boki siodełka nie są chronione przed otarciami spowodowanymi – na przykład – oparciem roweru o mur, ale to szukanie dziury w całym. Równie dobrze można uznać, że nie jest zabezpieczone przed upadkiem, ale przecież pewnych spraw nie jesteśmy w stanie przewidzieć.

    Dla Rocha to siodełko ma 5/5. Szczególnie, że jego długość umożliwia swobodne manewrowanie na zjazdach.

    Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com – sklep rowerowy online i XLC parts

  • Plecak rowerowy XLC BA-S48

    Zanim wszyscy zdążyli zapomnieć o lutym przyszedł marzec, czyli kolejny miesiąc współpracy z sklepem rowerowym rowertour.com. Tym razem po wielu przeciwnościach losu Rochowi udało się dobrnąć do końca testów prezentowanego dziś plecaka rowerowego XLC BA-S48. Krótko mówiąc, a raczej pisząc ten plecak ma moc i potencjał bycia nie tylko rowerowym, ale jak najbardziej wszechstronnym, całodziennym, górskim, czy nawet plecakiem do sklepu. Jednak to wszystko Roch opisze w dalszej części dzisiejszego wpisu..

    Jakość wykonania

    Kiedy Roch odebrał paczkę od kuriera poczuł lekkość. Nawet nie spodziewał się, że będzie to plecak, jednak po otworzeniu paczki okazało się, że było to właśnie plecak i to jeszcze w kolorze szaro-niebiesko-białym, czyli w dokładnie takim jakim Roch chciał. Pierwsze wrażenie to solidność – i nie chodzi tutaj o to, że jest dobrze pozszywany, ale o jakość materiału. Robi on wrażenie grubego, solidnego i wytrzymałego. Takiego, któremu nie są straszne gałęzie drzew w głęboki i zapomnianym lesie. Z drugiej strony \”bryła\” plecaka jest kompaktowa, nie wystaje poza plecy, nie powoduje uczucia jakby się miało garb. Wszystko pasuje do siebie. Jest kompletne i przemyślane. Do bólu solidne, ale też ma w sobie to coś, co powoduje, że chcemy z nim iść nawet do sklepu.

    Gdy bliżej się przyjrzeć szwy, suwaki dopełniają wrażenia solidności. Rocha urzekła górna kieszonka, która ma specjalne wycięcie na suwak. Im bardziej poznajemy ten plecak, tym bardziej chcemy go nosić. Jakość i staranność wykonania tego plecaka odkrywamy właśnie w takich smaczkach. Suwaki pracują bez zarzutu, nawet w pełnych rękawicach rowerowych odsunięcie ich nie stanowi najmniejszego problemu. Wnętrze plecaka to kontynuacja tego co widzimy na zewnątrz. Wszystko jest przemyślane, poukładane w logiczną całość. Od razu wiadomo co i gdzie można włożyć. Roch miał wiele plecaków, nawet takich po 30 litrów, ale żaden z nich nie był tak przemyślany. Zazwyczaj odnosiło się wrażenie, że projektanci podchodzili do swojego zadania mniej więcej tak: “mamy do zagospodarowania 30 litrów, zróbmy więc dwie komory, jakąś kieszonkę na telefon i dwie siatki na zewnątrz”.

    Tutaj mamy wiele drobnych schowków, które można zagospodarować jak się chce. I mamy pewność, że zawsze jedzie z nami to co będzie nam potrzebne.

    Dane techniczne

    Plecak jest wykonany z wodoodpornego nylonu Ripstop, co – po szybkim sprawdzeniu w Google –
    gwarantuje nam, że to co mamy w środku pozostanie suche. Jednak jeśli nie mamy 100% pewności to z odsieczą przychodzi nam dodatkowa osłona przeciwdeszczowa w kolorze jaskrawo żółtym, co dodatkowo gwarantuje nam widoczność i bezpieczeństwo. 

    Plecak można podzielić na cztery części:

    • Duża, na całej długość plecaka
    • Mała, w górnej części plecaka – na klucze i inne drobiazgi (Roch tam nosi m.in dowód rejestracyjny)
    • Duża, na całej długości, w środku 3 dodatkowe przegrody podzielone w stosunku 1:2:1 (dwie zewnętrzne są mniejsze w stosunku do środkowej)
    • Zewnętrzna – na całej długości, w środku 2 przegrody siatkowe (Roch używa ich do przewożenia inhalatorów)
    • Przegrody oddzielone są od siebie cienkimi plastikowymi panelami, które w razie konieczności można wyjąć.

    Pozostałe parametry to:

    • Pojemność: 18 litrów
    • Plecy – ergonomiczne uformowane, usztywnione, miękkie gąbki, super wentylacja
    • Zewnętrzny uchwyt na kask
    • Pas piersiowy z regulacją wysokości oraz gwizdkiem
    • Pas biodrowy z kieszeniami
    • Pasy kompresyjne, pozwalające zmniejszyć objętość plecaka gdy jest pusty
    • Miękkie, regulowane szelki z odblaskami

    Możliwości regulacji są wręcz imponujące. Poza możliwością regulacji szelek, możemy jeszcze wyregulować objętość plecaka dzięki czemu można go odchudzić jak nie potrzebujemy całej jego pojemności. Gdy przyjdzie przewieźć nam coś większego wystarczy pociągnąć za paski i mamy całe 18 litrów do wykorzystania, Do tego regulacja wysokości i długości pasa piersiowego, a jak go nie potrzebujemy to jest możliwość odczepienia go całkowicie.

    Ale no właśnie, ile tak naprawdę możemy zapakować, bo 18 litrów to są suche liczby, które nie dają wyobrażenia o tym co możemy w nim przewieźć. No więc Roch miał czas to sprawdzić.

    Wrażenia z użytkowania

    Do codziennego użytku Roch potrzebuje niewiele. Notes, długopis, kabel do ładowania zegarka, inhalator, który musi mieć ze sobą jako astmatyk, klucze, dowód rejestracyjny jakieś pomniejsze rzeczy typu dwie tabletki przeciwbólowe. Ilość znikoma, wtedy przydaje się regulacja objętości. Jednak ostatnio Roch pojechał z dzieciakami w góry, na pożegnanie zimy. Do tego doszedł basem.

    Wtedy w plecaku była lustrzanka, ręcznik na basen, pianka do pływania dla syna, spodenki dla Rocha, klapki x2. Do tego jeszcze dwa bidony w bocznych kieszeniach i chusteczki higieniczne w kieszeniach na pasie biodrowym. Oczywiście telefon, klucze od domu i samochodu, dowód rejestracyjny i nawet pendrive były w górnej kieszeni przeznaczonej na drobiazgi. I jeszcze osłona przeciwdeszczowa też była w plecaku. I wszystko na plecach.

    Na rower oczywiście plecak też się nadaje. Pompka, zapasowa dętka, multitool, łatki, skuwacz do łańcucha to wszystko zmieści się w plecaku bez problemu. Jedynie z kaskiem Roch miał problem, ale to dlatego, że nie chciał nadwyrężać plecaka (bo jest fajny i nie chciał go rozwalić). Na pewno udałoby się go schować, ale Roch tak zaprzyjaźnił się ze swoim plecakiem, że nie chciał go aż tak męczyć. Poza tym miejsce kasku jest na głowie.

    Dla tych, którzy nie wożą bidonów w koszykach jest miejsce w plecaku na bukłak. Kieszeń najbliżej pleców, sprytnie schowana pod osłoną szelek zapewnia dodatkowe miejsce na spory worek z napojem.

    Podsumowanie

    Tę część recenzji, podobnie jak poprzednie, piszę się zawsze z największą przyjemnością. Nie dlatego, że wyrobił się limit, czy odhaczyło się kolejną pozycję na liście, a dlatego, że używanie produktów XLC to przyjemność sama w sobie. Nie inaczej jest z opisywanym plecakiem BA-S48, który sam w sobie jest ideałem, który Roch poszukiwał od długiego czasu. Roch używa plecaka codziennie, zabiera go do pracy, do sklepu. Traktuje go tak samo jak kobiet torebkę. Ma w nim wszystko, a nawet więcej tylko boi się włożyć głęboko rękę.

    Plecak był już z Rochem, w górach, na rowerze i codziennie jeździ z nim do pracy. Jeśli szukacie solidnego plecaka na rower, który bez problemu sprawdzi się w górach, nad morzem czy w pracy to XLC BA-S48 jest ideałem. I mało jest rzeczy, którymi Roch tak się jara, ale ten plecak naprawdę ma moc i potencjał.

    Tymczasem Roch zabiera plecak i jedzie dalej:

    Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com – sklep rowerowy online i XLC parts