Blog

  • Nudno, pochmurno, deszczowo

    W dodatku Rocha dopadło całkowite lenistwo objawiające się tym, że na nic nie ma ochoty, nawet na zabawy w domowego elektronika. Wszystko to przez pogodę, która załamała się z godziny na godzinę. Wczoraj wieczorem już lało jak z cebra, dziś doszedł do tego wiatr i mamy gotową burzę. Co prawda przejściową, ale zawsze burzę.

    Roch leży, nudzi się i planuje kolejne zakupy zwiększające możliwości komputera tak żeby był nadal wypasiony i w ogóle cacy. Wczorajszy brak notatki był spowodowany między innymi tym, że po powrocie od Koyota nie miał już na nic ochoty. Wpatrywał się tylko w napis 2GB, który od wczoraj widnieje na ekranie Rochowego sprzętu. A może nie długo dojdzie 320GB bo Roch myśli nad dyskiem twardym.

    Wszystko to przez pogodę, która jak zawsze musiała się zepsuć wraz z nadejściem weekendu. Może jutro Roch znajdzie w sobie na tyle sił, że złapie w łapkę lutownicę i coś zlutuje, a może coś dopisze, a może pójdzie na rower. Co będzie jutro to się dopiero okaże.

    Roch pozdrawia i ma nadzieję, że wczorajszy brak notki nie wpłynął jakoś znacząco na jego fajność.

  • „Uwaga! Z kwasem idę”

    No i nadszedł te dzień, w którym Roch mógł działać na polu elektronicznym. Najpierw jednak największa przyjemność jaką można sobie wyobrazić, czyli rower. Roch standardowo pojechał na Repty i Dolomity, by tam obmyślać, jakoś na rowerze najlepiej się myśli, plan na dzisiejsze popołudnie. Z Dolomitów Roch podjechał jeszcze do zaprzyjaźnionego sklepu rowerowego Adventure i już mógł wracać do domu.

    W domu Roch tradycyjnie już rozpuścił co miał rozpuścić, przykleił co miał przykleić i w końcu okazało się, że rozmazało się i pupa blada. Drugie podejście podobne – się rozmazało. W końcu Roch, trzymając w palcach ostatni rysunek, podśpiewywał sobie \”It\’s not that simple, It\’s never that simple\”. W końcu położył i przyprasował.

    Eureka, nie rozmazało się, a więc połowa sukcesu i można zacząć wiercić. Na zdjęciu widać nówkę wiertarkę, deseczkę i kawałek Rochowej ręki. Wiercenie odbyło się bez problemu i po dziesięciu minutach Roch podziwiał dziurki jakie własnoręcznie stworzył.

    Przyszła pora na najfajniejsze w tej całej szopce. Roch rozpuścił nadsiarczan sodu, zabełtał miksturę i wyniósł na klatkę. Wrzucił płytkę i poszedł się umyć. Po chwili, dłuższej, płyta była czysta.

    Szybka diagnostyka omomierzem wskazała, że nie ma zwarć. Roch poszedł wylać miksturę i, przy okazji, nastraszył sąsiadkę. Bo mikstura zielona i można było powiedzieć, że z kwasem się idzie. Strach w oczach sąsiadki bezcenny.

    No i płytka prawie zrobiona. Jutro lutowanie i dopieszczanie.

    Roch pozdrawia Czytelników i obiecuje, że od jutra będzie więcej roweru na Blogu Rowerowym.

    P.S: Zdjęcie płytki:

  • Jak na szpilkach

    Roch odebrał pocztę z samego rana, w której był list ze sklepu, że kurier paczkę wiezie dla Rocha. Z Zabrza. Roch pomyślał, że z rana paczuszka już do niego przyjedzie i będzie się cieszył z nowych gadżetów.

    Jednak kuriera nie było i nie było. Roch zjadł obiad, poszedł na rower, ale co chwilę sprawdzał, czy nie było telefonu od kuriera. Telefon milczał, a Roch nie przejmował się brakiem paczki w domu. W ostateczności ktoś zawsze w domu jest to i odbierze paczkę.

    Roch pojechał na Dolomity i Repty, czyli codzienny standard rozszerzony o Pniowiec bo trochę brakowało do 30 kilometrów. Roch przyjechał do domu, wypił kawę i pojawił się na horyzoncie kurier. Roch cały podekscytowany złapał za portfel i zbiegł na dół.

    Już po chwili był szczęśliwym posiadaczem dwóch kostek pamięci do swojego komputerka. Jako, że zapadał zmierzch Roch wolał nie gmerać przy komputerze bo coś się (tak samo z siebie) urwie lub złamie. Poza tym Roch odpuścił sobie dziś elektronikę bo trochę się podtruł wczoraj, ale dziś zakupił dwa opakowania nadsiarczanu sodu więc jutro będzie ostra jazda.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Ale kwas

    Roch zaczął dzień od wizyty w zaprzyjaźnionym PWiK, gdzie zapoznał był panią Basię, której chciała się konwertować baza. Jako, że Roch sam tkwił na posterunku i nikogo w pobliżu nie było, a Basia była fajna to Roch postanowił, że przyjrzy się bliżej Basi, tfu! bazie, która chciała się konwertować.

    W biurze Roch zasiadł na cieplutkim krześle, na którym wcześniej siedziała Basia, i rozpoczął diagnozę. Cała sprawa sprowadzała się do wybrania \”OK\” w okienku, ale Roch nie mogł tak szybko wyjść. Zaczął wiec grzebać w ustawieniach, panelach, opcjach, aż w końcu kliknął \”OK\”, poczekał aż pasek dojdzie do końca i dumny z siebie ogłosił, że wstrętna baza została okiełznana.

    W oku Basi pojawił się błysk, a na buzi zagościł śliczny uśmiech. Roch dumny z siebie i bogatszy o kolejną znajomość wrócił do kantorka, w którym doszedł do wniosku, że wybrał najlepszy na Świecie zawód. Lepszy nawet od ginekologa amatora, bo i satysfakcja większa, a i od czasu do czasu można spojrzeć głęboko w oczy, w których pojawia się błysk zachwytu nad Rochem.

    Ale dość o Rochu bo jeszcze, niczym Narcyz, umrze z tęsknoty za samym sobą.

    ****
    Po obiedzie Roch wybrał się na rower. Standardowo pojechał na Repty i Dolomity. Jednak w domu czekało na niego bojowe zadanie, czyli męczenie płytek. Pedałując tak sobie myślał gdzie może tkwić błąd w recepturze, że płytka z płytką się nie udaje.

    Jednak nie chciał zbytnio psuć sobie rowerowej przyjemności więc zaprzestał poszukiwania rozwiązania i skupił się na doznaniach czysto rowerowych, a więc samej przyjemności, która spływała na Roch z każdym naciśnięciem na korbę. Po powrocie do domu Roch postanowił, że pojedzie jeszcze na Pniowiec ot tak żeby dokręcić do 30 kilometrów.

    Po powrocie zasiadł do rysunków, żelazka i innych takich. Już po godzinie Roch trzymał swoją nową wiertareczkę w dłoni i robił dziurki w płytce. Po kolejnych dziesięciu minutach Roch miał gotową do trawienia płytkę.

    Rozpuścił więc nadsiarczan sodu B327 i wrzucił weń płytkę. Początkowo nic się nie działo, ale po chwili cały dom obleciał duszący zapach i trzeba było się ewakuować na klatkę schodową, żeby podtruć sąsiada z lewej bo wyjątkowa z niego menda.

    Roch bełtał miksturę i patrzył jak miedź z płytki znika, a pojawiają się kolorowe kwiatki, słonie i samochody. Roch doszedł do wniosku, że odjechał. W domu okazało się, że w jednym miejscu ścieżka się przerwała, ale może da to się ją uratować. Jutro, przy dziennym świetle Roch oceni straty i postara się zrobić kilka zdjęć. Jak tylko naładuje akumulatorki.

    Długa notka wyszła, ale też się działo u Rocha.

    Roch pozdrawia Czytelników (i przeprasza za długość notki).

  • Gdzie nie pojedziesz to tłoczno

    Pogoda super, słupek rtęci wskazał 20 st. C to i Roch w domu nie mógł wysiedzieć. Mama Rocha dawno już polowała na grzyby, a Roch kisił się w domu. W okolicach 1400 Roch wybył w końcu na rower. Plan był prosty: pojechać do Świerklańca i powtórzyć letnie harce, czyli zahaczyć o Dobieszowice i później gdzie nogi Rocha poniosą.

    Ze Świerklańca Roch pojechał do Wymysłowa i Dobieszowic gdzie skręcił w las i wyjechał w Piekarach Śląskich. Na horyzoncie pojawił się Kopiec, w kierunku którego Roch pojechał. Z Kopca wypadało już pojechać do Radzionkowa, Dolomitów i Rept.

    W każdym z tych miejsc Roch musiał uważać na ludzi, przyjemność żadna. Tak upłynęła Rochowi niedziela. Pogoda ładna i ludzie okupowali wszystko co się tylko dało okupować, ale Roch 50 km zrobił.

    Roch pozdrawia Czytelników.

    P.S: Jutro można się spodziewać kolejnej nudnej elektronicznej notki.

  • Złota polska jesień

    I w końcu się pojawiła, nadeszła wraz z weekendem, który upływa pod znakiem porannych mgieł i popołudniowego ciepła. Roch wyszedł na rower i postanowił, że takiej okazji nie można zmarnować i trzeba wykonać letni plan minimum, czyli 50 kilometrów bo pogoda zacna, a czasu dużo. W osiągnięciu celu przez pewien czas pomagał mu mp3grajek, który jednak nie wytrzymał i się wyłączył z powodu braku energii.

    Roch pojechał na Dolomity i tam zapuścił się w dawno nie odwiedzane rewiry, w których na szczęście nie było tłumów. Z zakazanych rewirów Roch udał się na Repty i tam też pojeździł po krzakach. Z Rept ponownie pojechał na Dolomity. Dystans zaczynał się zbliżać do owych 50-u kilometrów, ale trochę jeszcze brakowało.

    Roch postanowił, że przejedzie się jeszcze pewną ulicą i wróci do domu, gdzie okazało się, że faktycznie rygor 50 kilometrów został spełniony z delikatnym hakiem. A jutro niedziela, czyli dzień porannego lenistwa i popołudniowej pracy nad wypasionymi łydkami, które Roch czcią otacza bo to jedyny fragment ciała, który wart jest zawieszenia oka.

    Roch pozdrawia wytrwałych Czytelników.

  • Z rowerem wśród krzaków

    Zimno się zrobiło, a może krótki dzień nie pozwala słońcu rozgrzać powietrza; od takiej światłej i filozoficznej myśli Roch zaczął dzisiejszy wypad. Początkowo stał on pod znakiem zapytania, ale ostatecznie Roch posadził swoje cztery litery na siodełku i ruszył trochę się zmęczyć.

    Trasa normalna, czyli Repty i Dolomity bo na nic innego już powoli dnia nie starcza, a im później tym zimniej. Jednak Roch nie poddał się i dokręcił do szalonych 25 kilometrów. Niby to nic, a jednak licznik kilometrów pozostałych nieco się zmniejszył.

    Po powrocie Roch zapragnął coś sobie kupić, no i zakupił dwie kostki pamięci do komputerka żeby pisanie szło jeszcze przyjemniej i szybciej. Kiedy przyjadą do Rocha nieomieszka pochwalić się nimi.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Pogoda rozpieszcza Rocha

    Roch powoli, ale z konsekwencją godną podziwu realizuje dwa zamierzone cele. Pierwszy z nich, ogólnie znany, to zrobienie określonej ilości kilometrów na rowerze, a drugi cel to skompletowanie amatorskiego warsztaciku domorosłego elektronika. Dziś Roch zakupił małą wiertareczkę, która będzie służyć do wiercenia otworków w płytce. Tyle chwalenia się, pora przejść do konkretów, czyli do dzisiejszego wypadu.

    Roch zapragnął odmiany, miał dość jeżdżenia na Repty i Dolomity. Postanowił, że sprawdzi co tam słychać na Suchej Górze, na której dawno już nie był. Sucha Góra jak zawsze przywitała Rocha błotem, kałużami i gałęziami. Jednak niestrudzony Roch nie poddał się i brnął dalej po piasty w błocie. Napęd na dwie nogi zrobił swoje i już po kilku minutach Roch wyjechał z błota.

    Im wyżej tym Roch miał mniej problemów z przyczepnością, a i błoto mniej pryskało spod kół. Na końcu Suchej Góry Roch zatrzymał się i otrzepał z błota. Cywilizacja na horyzoncie i nie można się pokazać taki brudny.

    Z Suchej Góry Roch pojechał na Dolomity i dalej, już tradycyjnie, na Repty. I na tym zakończył się Dzień Rowerowy (TM), który przybliżył Rocha do zrealizowania głównego celu (tak naprawdę to jednego z dwóch) tego roku.

    Kończąc Roch pragnie poinformować, że dużymi krokami zbliża się pożegnanie sezonu, w którym udział wezmą Koyocik i Roch, a także jak Bóg i Energetyka pozwoli trzeci Rowerzysta, czyli Reed. Uzgadnianie terminów trwa, Roch odprawia modły za pomyślne spotkanie i pożegnanie sezonu suchego i ciepłego, a jednocześnie powitanie sezonu mokrego i zimnego. Bo na rowerze należy jeździć cały rok. Dla zdrowia.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Prawie jak..

    Roch wybrał się na przejażdżkę rowerową. Pogoda super, temperatura szalała w okolicach dwudziestej kreski na plusie, liście spadały z drzew. Na początku Roch pojechał kupić wiertła i nie mógł się powstrzymać od zakupu jednego wiertła tytanowego. Chyba w Rochu obudział się prawdziwy facet, który musi mieć najlepsze narzędzie, a nie tylko zwykły rowerzysta, który musi mieć wypasiony osprzęt.

    Po zakupach Roch pojechał na Rpet i stamtąd pojechał na Dolomity. Po drodze spotkał prawdziwe Audi i kierowcę, które dostojnie prowadził ów pojazd. Roch nie mógł się powstrzymać i nakręcił krótki film, który przedstawia to niecodzienne widowisko.

    [youtube https://www.youtube.com/watch?v=YKgfIicUI4E&hl=pl&fs=1&w=425&h=344]

    Trzeba przyznać, że robi wrażenie.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Posiedzenie

    Jednym z okropnie przykrych obowiązków są tak zwane rodzinne spędy mylnie nazwane zlotami. Bo zlecieć to może się Roch wraz z dwójką Przyjaciół wypić piwo, pojeździć na rowerze i ogólnie powyrywać jakieś foczki na sześcioro łydek.

    Roch właśnie zaliczył takowe posiedzenie rodzinne, które w psychice Rocha zasiało spustoszenie niczym Katrina nad Nowym Orleanem. Generalnie Roch uchodzi za aspołecznego osobnika, który ponad wszystko nie znosi obowiązkowych spędów. Owszem, można się najeść i napić, jest niezła wyżerka, ale rozmowy już można sobie darować:

    Rochu, a masz dziewczynę? – Zapytała ciocia znienacka.
    Księdzem będę – Standardowa od ładnych paru lat odpowiedź Rocha.
    Jak zawsze dowcipny – Odpowiedziała ciocia.
    Jak zawsze głupio pytasz – Pomyślał Roch.

    Żeby jeszcze wódki nalali to Roch może i zacząłby opowiadać o swoich podbojach sercowych, ale tak o suchym pysku toż to grzech by był. Nic to, Roch wytrzymał posiedzenie z okazji jakieś tam okazji, bliżej nie sprecyzowanej.

    Dobrze chociaż, że nie kazali garnituru ubrać.

    Roch pozdrawia Czytelników i przeprasza za późny i nudny wpis.