piątek, 21 lutego 2020

Dzwonek rowerowy XLC DD-M17

Zgodnie z tym co Roch napisał w ostatniej notce, dziś startujemy z testem drugiego produktu, który był bonusem do kierownicy, ale urzekł on Rocha tak, że postanowił go opisać w osobnej notce. Tym bonusem, który jest wynikiem ciągłej współpracy z internetowym sklepem rowerowym rowertour.com, jest dzwonek rowerowy XLC DD-M17.

Jakość wykonania


Nie jest to jednak zwykły dzwonek rowerowy. Ten dzwonek jest pionowy, z dziurką w środku i przypomina donut, czyli pączka z dziurką, który najczęściej występuje w filmach w towarzystwie policjanta. Jednak tym razem jest to dzwonek rowerowy z krwi i kości, a raczej z metalu i plastiku. Całość wygląda kosmicznie, niczym UFO albo pączek właśnie.

Co do jakości to nie ma się do czego przyczepić. Element obrotowy wykonany z twardego plastiku, a pod nim jest wkomponowany metalowy gong, który odpowiada za dźwięk. Całość spasowana idealnie, nic nie lata, nie ma się wrażenia, że zaraz wszystko się posypie. Nawet śruba montażowa została sprytnie schowana w środku, przez co całość konstrukcji sprawia wrażenie dopracowanej i taka w rzeczywistości jest. Podczas jazdy, nawet po wyboistym terenie, nie słychać aby dzwonek wzbudzał się samoczynnie, co bywa denerwujące szczególnie jak dookoła panuje cisza i tylko jeden element roweru ciągle brzęczy. Jak nie musi dzwonić to nie dzwoni.

Dane techniczne


Dzwonek jest głośny, nawet w ruchu miejskim jest słyszalny i to jest jego główne zastosowanie. Nikt chyba nie będzie dzwonił w lesie na dzika albo innego niedźwiedzia. Co innego w mieście, gdzie trzeba mieć oczy dookoła głowy i czasem trzeba zadzwonić na stado łosi idących drogą dla rowerów.

Pozostałe dane techniczne poniżej:
  • Średnica montażowa: Ø22.2 mm
  • Średnica kopuły dzwonka: Ø53 mm
  • Waga: 35 g
  • Głośność: około 64 dB (pomiar orientacyjny)

Dźwięk dzwonka należy określić jako "klasyczny", czyli dobrze znany z tradycyjnych dzwonków, które robiły "dryń-dryń". Z tą różnicą, że tutaj kopuła obraca się wokół własnej osi, więc można zrobić z dzwonka "pepeszę", która będzie strzelała serią dźwięków na tych bardziej opornych pieszych.

Wrażenia z użytkowania


Ciężko opisać wrażenia z jazdy bowiem na dzwonku trudno się jeździ, ale można opisać wrażenia z użytkowania. Przede wszystkim należy wspomnieć, że "dzwonek lub inny sygnał ostrzegawczy o nieprzeraźliwym dźwięku" jest obowiązkowym wyposażeniem roweru i po prostu musimy go mieć. I warto go mieć, choć przez większość czasu nie będziemy go używali, ale w dobie ludzi zapatrzonych w telefony, ze słuchawkami na głowie warto mieć na kierownicy coś, co w sposób jednoznaczny ostrzeże innych przed nadjeżdżającym rowerem.

Sposób obsługi jest banalny. Kciukiem lub dłonią obracamy kopułą dzwonka, a on zaczyna dzwonić. Bije donośnie, niczym Dzwon Zygmunta. Jego ogromną zaletą jest to, że nie trzeba szukać cyngielka, jak w tradycyjnym dzwonku. Sprężynka, na którym ów języczek jest zamocowany może się przekrzywić. Tutaj mamy kopułę, którą kręcimy. Rozwiązanie bardzo fajne, szczególnie zimą, kiedy jeździmy w grubych rękawicach i nie musimy szukać tego małego elementu, tylko mamy pod ręką kawał dzwona.

Jeśli już zaczniemy dzwonić, to dźwięk jest donośny i charakterystyczny dla zwykłego dzwonka tak więc nikt ni powinien mieć wątpliwości, że to co słyszy to nadjeżdżający rower. Wewnątrz najprawdopodobniej dalej młoteczek puka w metalową obudowę, ale można pukać tradycyjnie, albo pukanie może być otoczone dizajnerską obudową.

Podsumowanie


Po otwarciu paczki Roch pomyślał: WTF!? Jednak szybko doczytał, że ten pączek z dziurką to rasowy dzwonek od XLC, oznaczony symbolem DD-M17, który nie dość, że robi robotę to jeszcze fajnie wygląda. Montaż nie jest specjalnie kłopotliwy, a efekty są oszałamiające. Może i funkcjonalnie jest to nadal dzwonek rowerowy, który dzwoni, ale to w jaki sposób to robi to już inna bajka. Zamontowany na kierownicy wygląda efektownie i działa efektywnie. Niezależnie od tego, czy jeździmy bez rękawiczek, czy w zimowych rękawicach mamy pewność, że jak potrzebujemy użyć dzwonka to bez problemu go użyjemy.

I chyba takie miało być jego przeznaczenie.


Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com - sklep rowerowy online i XLC parts.

niedziela, 9 lutego 2020

Kolejny słoneczny weekend

Tak się złożyło, że kolejny - lutowy - weekend był słoneczny, suchy i prawie wiosenny. O ile o tej porze roku można mówić o czymś, że jest "wiosenne". W lutym powinien leżeć śnieg, drogowcy powinni być zaskoczeni, a na drogach powinno być biało od soli. Tymczasem nic się nie sprawdza, deszcz co prawda pada często, ale tego drogowcy solą nie zasypią, więc chyba można śmiało stwierdzić, że tego roku drogowcy mają sól w oku i nie widzą co z nią zrobić.

Dla Rocha jednak tak pogoda oznacza tylko jedno: rower, rower i jeszcze raz rower. Gdyby nie to, że musi jechać do pracy to pewnie cały tydzień pedałowałby nie zwracając uwagi, czy jest wiosna, lato albo zima. Choć to ostatnia przypomina bardziej wiosnę, ale to akurat nie jest nic złego. Jak ktoś chce śnieg to niech jedzie w góry. I tak, sobota dla Rocha okazała się bardzo rowerowa. Wpierw pojechał sam popedałować i porobić parę dodatkowych zdjęć do kolejnej publikacji, która już nie długo wpadnie na blogaska, a później podjechał po Żonkę, która też chciała popedałować.

Sobota zakończyła się wynikiem 31 kilometrów, ale to nie wszystko, bo niedziela już była za rogiem. Następnego dnia, czyli w niedzielę właśnie, Roch planował iść na rower sam, ale w końcu młodzież się zreflektowała i też poszła na rower. Wypad był ciekawy; najpierw rundka w okolicy cmentarza, a później szkoła, do której Młoda pójdzie już od września. Chciała zobaczyć, czy szkoła ma fajne boisko i plac zabaw i okazało się, że cała szkoła jest fajna. Od września się okaże na ile będzie fajna.

Weekend zamknął się w 35 kilometrach, co jak na zimę jest całkiem dobry wynikiem.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 7 lutego 2020

Kierownica XLC Raceby Flatbar

Mamy nowy miesiąc, więc startujemy z kolejnym cyklem testów, które Roch wykonuje we współpracy z internetowym sklepem rowerowym rowertour.com. W tym miesiącu zajmiemy się dwiema rzeczami, ale o drugiej z nich Roch nie będzie nic wspominał, poza tym że był to bonus, ale tak uroczy, że Roch postanowił go przetestować osobno, pomimo tego, że idealnie wpasowałby się w tekst o kierownicy, bo właśnie przechodzimy do pierwszej rzeczy jaką na luty Roch zaplanował, a jest to kierownica XLC Raceby Flatbar.

Jakość wykonania


Pierwsze wrażenie jakie można odnieść po wyjęciu tej kierownicy z pudełka to takie, że jej szerokość jest gigantyczna. Owszem, ma ona 740 mm szerokości i jest "płaska" (choć to nie do końca tak, ale o tym będzie w dalszej części). Roch z ciekawości zmierzył swoją kierownicę, która ma całe 520 mm szerokości, tak więc było to starcie Dawida z Goliatem.

Co do jakości wykonania to wszystko jest na najwyższym poziomie. Czarne, matowe, aluminium idealnie skomponuje się z każdym rowerem. Dodatkowe podziałki na końcach kierownicy ułatwią jej ─ ewentualne ─ skrócenie, ale to raczej nie będzie konieczne. Nawet miejsca gięć wyglądają ładnie. Całość sprawia wrażenie przemyślanego produktu, który ma jeden cel: sprawić wiele radości na rowerze. I wywiązuje się z tej obietnicy doskonale.

Dane techniczne


Tutaj dochodzimy do tego, że XLC Raceby Flatbar wcale nie jest płaska, mimo że nazywa się Flatbar, ale przy takiej długości prosta rurka byłaby narzędziem tortur, a nie elementem przeznaczonym do prowadzenia roweru. Podgięcia i wzniosy siłą rzeczy muszą być. Jeśli już o wzniosie piszemy to jest on typu "rizer bar", czyli wznosi się ku górze. Parametry prezentują się następująco:

  • Długość: 740 mm
  • Średnica montażowa: Ø31.8 mm
  • Backsweep: 9°
  • Wznios: 8 mm
  • Waga deklarowana: 280 g
  • Linia produktów: RACEBY

Głównym przeznaczeniem tej kierownicy jest MTB, XC i Maratony, a o tym Roch będzie miał okazję się przekonać, ponieważ w sezonie 2020 ma w planie przejechać kilka maratonów. Waga, jak na taką długość kierownicy, jest bardzo rozsądna, a to dzięki zastosowaniu aluminium 6061 2014-T6, które dodatkowo zostało podwójnie cieniowane.

Podziałka na końcach kierownicy ułatwia jej skrócenie, w przypadku gdyby okazała się za długa. Maksymalna długość do jakiej możemy ją skrócić to 680 mm, czyli mamy 60 mm "regulacji".

Ergonomiczne wyprofilowanie kierownicy wspiera sportową pozycję na rowerze, ale jednocześnie nie obciąża ramion i nadgarstków.

Wrażenia z jazdy


Początkowo Roch przeraził się jej długością. Już widział jak zamiast na rowerze jedzie jakimś chopperem albo wersalką, gdzie każdy zakręt to szarpanie się z 740 mm aluminium ale nic bardziej mylnego! Rower nie stracił ani odrobiny na sterowności, dalej można nim brać ciasne zakręty, choć próbując wjechać pomiędzy dwa drzewa trzeba mieć z tyłu głowy fakt, że nie zawsze musimy się zmieścić.

Jednak po oswojeniu się z XLC RACEBY Flatbar Roch poczuł, że to jest przedłużenie jego rąk. Rower dalej jedzie tam, gdzie ma jechać, skręca tam gdzie ma skręcać, a wszystko to bez zbędnego szarpania się i walki z rowerem.

Ergonomiczne ukształtowanie kierownicy powoduje, że ręce nie bolą, nie drętwieją. Dodatkowo pozycja na rowerze jakby trochę się polepszyła, ale może być to subiektywne odczucie. Na pewno komfort jazdy wzrósł. Szerokość kierownicy spowodowała to, że ręce oddaliły się od środka roweru, przez to wibracje nie są tak odczuwalne. Na starej kierownicy wyczuwalna była kostka brukowa. Teraz Roch przestał ją odczuwać.

Niezależnie, czy jeździcie po lesie, terenie, czy akurat jedziecie asfaltem kierownica zrobi robotę. Odciąży ręce, delikatnie poprawi pozycję na rowerze i doda "fejmu" bo przecież trochę o to chodzi. Dla niej Roch pozbył się wszystkiego z kierownicy. Została tylko kaczka, która teraz siedzi na mostku.

Podsumowanie


Po pierwszym wrażeniu "ojaaaa ale długa" Roch wziął się za montaż i jeżdżenie, bo nie warto opierać się tylko na tym co się widzi. I tutaj okazało, że po raz kolejny XLC zrobiło genialną rzecz, bo inaczej nie można określić kierownicy RACEBY Flatbar.

Pozycja na rowerze, jakość wykonania, parametry techniczne i wygląd - to wszystko sprawia, że wraz z kolejnymi kilometrami coraz bardziej lubi się tę kierownicę. Roch w weekend jeździł i jedynie co go powstrzymywało od dalszej jazdy to rozładowana tylna lampka i zbliżająca się noc.

Naprawdę warto sprawdzić tę kierownicę. Im więcej kilometrów na niej przejedziecie tym bardziej ją polubicie, a ona odwdzięczy się Wam pewnością prowadzenia, ergonomią i wyglądem.


Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com - sklep rowerowy online i XLC parts.

wtorek, 4 lutego 2020

Wiosenny weekend

Roch ponownie naobiecywał, że po weekendzie będzie notka podsumowująca dwa dni pedałowania, ale natłok zajęć spowodował to, że Rochowi koniec weekendu przeleciał bardzo szybko i obudził się dopiero we wtorek, kiedy wszystkie sprawy ma już ogarnięte i może zająć się wspominaniem weekendu, a wspominać jest co.

Sobota to był prawdziwie wiosenny dzień. Brakowało tylko śpiewu ptaków, ale te pochowały się bo wiało tak, że drzewa uginały się do ziemi. Jednak to nie przeszkadzało wyskoczyć Rochowi na rower. Oczywiście z Żonką, bo jakże by inaczej. Wspólne pedałowanie zawsze jest fajne, a jest fajniejsze jeszcze bardziej jak jedzie się na dłuższy wypad. Co prawda dzień jeszcze nie jest tak długi żeby zaliczyć naprawdę spory dystans, ale takie 25 kilometrów na Blachownię i z powrotem było całkiem możliwe.

Żeby nie ten wiatr to byłoby całkiem wiosennie, ale w drodze powrotnej przestało wiać, albo wiało w plecy więc pedałowanie było dużo łatwiejsze. Koniec końców udało się solidnie pojeździć, a co najważniejsze to Roch dzięki sprzyjającej pogodzie jeździ od początku roku, a od lutego nawet powoli powraca do biegania. Jeśli tendencja pogodowa i motywacja Rocha się utrzymają to na koniec roku statystyki spowodują przygaśnięcie świateł w całym kraju.

Oczywiście ślad GPS:


Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 29 stycznia 2020

Jesień, zima i wiosna. Wszystko jednego dnia

Tak się złożyło, że Roch musiał wziąć wolne bowiem nad częścią młodzieży zaczyna wisieć kaganek oświaty, więc trzeba było się spotkać z dyrektorem, połazić po szkole i przypomnieć sobie, że nie tak dawno samemu kończyło się szkołę. Co prawda od tego czasu trochę minęło, ale szkoła pozostała szkołą. Wrzask, bieganie i ogólny chaos chyba zawsze będą towarzyszyły szkole.

Po wizycie w szkole, Roch postanowił, że wskoczy na rower i korzystając z ładnej, jak na styczeń, pogody przejedzie się trochę. Jednak zanim zdążył dojechać ze szkoły do domu, a jest to raptem 1 kilometr, rozszalała się śnieżyca i w mig wszystko pokryło się białym gów.. puchem. Skoro jednak postanowił to musiał się tego trzymać i Roch poszedł pojeździć po śniegu. Towarzyszyła mu - oczywiście - Żonka, która też miała chęć pedałowania. Po godzinie pedałowania pogoda wróciła do normy. Śnieg stopniał, wyszło słońce i znów zrobiło się miło i wiosennie. Jak to na zimę przystało.

Dla Rocha taka pogoda to zbawienie, bez większych problemów może wsiadać na rower i jeździć. Czasem pojawi się śnieg, ale ogólnie jest wiosennie, raczej sucho i nawet słonecznie, czyli wszystkie warunki udanego pedałowania są spełnione. No, może troszkę cieplej, ale i tak nie ma co narzekać. jest dobrze, a będzie lepiej.

Na zakończenie ślad GPS:


Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 24 stycznia 2020

Amortyzowany mostek XLC ST-M21

Nie minęło dużo czasu, a Roch ma już dla Was kolejną nowość i smaczek od rowertour.com - internetowego sklepu rowerowego. Tym razem na tapetę bierzemy amortyzowany mostek XLC o oznaczeniu ST-M21. Jak już wcześniej Roch wspominał, wszystkie te gadżety są efektem współpracy jaką Roch rozpoczął z początkiem roku. Jednak aby nie przedłużać i nie zniechęcać przydługim wstępem przechodzimy do konkretów.

Jakość wykonania


Od razu po wzięciu do ręki mostek wydaje się solidny i duży, ale przy tym zachowuje rozsądną wagę. W tym miejscu zaznaczyć należy, że mostek jest wyposażony w mechanizm amortyzujący, ale nawet to nie spowodowało, że jest przesadnie ciężki. Waga 198 gram dla długości 100 mm wydaje się rozsądnym kompromisem pomiędzy tym co oferuje, a masą.

Na górze mostka można zobaczyć napis "Tranzx", a to oznacza, że można się po nim spodziewać czegoś dobrego. I w tak jest. Zanim jednak przejdziemy do szczegółów warto trochę przybliżyć parametry.

Według specyfikacji producenta, mostek jest wykonany z aluminium 2041, wycinany w technologii 3D. Pasuje na standardową rurę sterową o średnicy 1⅛ cala (28.6 mm) i dzięki temu pasuje niemal do wszystkich typów widelców. Mocowanie kierownicy odbywa się za pomocą 4 śrub, a kierownica powinna mieć średnicę 31.8 mm.

Mostek występuje w trzech długościach: 80 mm, 90 mm i 100 mm, a kąt nachylenia to 6°.

Sposób montażu


Początkowo Roch myślał, że podobnie jak w poprzednim tekście o amortyzowanej sztycy XLC mostek też będzie miał jakąś regulację, ale okazało się, że nie. Całość montażu sprowadza się do zdjęcia starego mostka, wykręcenia kierownicy i złożenia wszystkiego z powrotem. Podczas montażu boczne zaślepki lubią wypadać dlatego dobrym pomysłem jest najpierw zamontowanie mostka na rurze sterowej, wtedy niesforne zaślepki zostaną spacyfikowane i można spokojnie zająć się montowaniem kierownicy, sprawdzeniem czy wszystko jest dobrze dokręcone i optymalnie ustawione. No i możemy wsiadać.

Warto też wspomnieć o tym, że głębokość osadzenia (czy też wysokość mostka) to 40 mm, więc jeśli macie jakieś przekładki to trzeba je dopasować do nowego mostka tak żeby nie wystawał zbyt wysoko albo nie wpadł zbyt głęboko.

Wrażenia z jazdy


Początkowo Roch szukał momentu, w którym mostek zaczyna pracować, jednak dopiero po utwardzeniu amortyzatora Roch wyczuł jak on działa. I ponownie, jeśli myślicie, że ten mostek da Wam dodatkowe 150 mm amortyzacji, to się mylicie. Tak to nie działa. Amortyzacja ma zapewnić równiejszy rozkład drgań i zmniejszyć nacisk na nadgarstki. I tak faktycznie jest, pracuje nienachalnie, ugięcie - o ile tak można to określić - nie powoduje uczucia, że oto coś nam się złamało z przodu i tracimy kontrolę nad rowerem.

Amortyzacja raczej sprowadza się do tłumienia drgań, jednak całość zachowuje się bardzo przewidywalnie i nie powoduje ona poczucia, że nagle rower nam pojedzie w swoim kierunku, albo że prowadzimy wersalkę.

Mostek będzie miał zastosowanie głównie w rowerach bez amortyzacji lub w takich, w których jest ona śladowa. Na przykład w trekingach albo nawet w gravelach. I tutaj Roch widziałby właśnie największe pole do popisu dla tego mostka. Gravele obecnie zdobywają świat i nie ma się czemu dziwić. Pomijając autorskie systemu amortyzacji, na przykład u Specializeda, w tego typu rowerach nie ma większej amortyzacji; owszem mamy grubszą oponę, ale reszta roweru jest sztywna, przez co drgania i tak będą przekazywane na kierownicę.

Do tego coraz częściej zobaczyć można rower MTB ze sztywnym widelcem z przodu. Tam też mostek się sprawdzi i zapewni nieporównywalnie lepszy komfort prowadzenia roweru.

A właśnie chodzi o to żeby te drgania były jak najmniejsze, a wygoda jak największa.

Podsumowanie


Początkowo Roch był sceptyczny, bo jak to coś z przodu się ugina? O ile sztycę można zrozumieć, o tyle z mostkiem już Roch nie mógł sobie tego wyobrazić. Jednak po paru kilometrach okazało się, że to faktycznie ma szanse działać. Po podpompowaniu amortyzatora Roch faktycznie poczuł, że drgania na szutrze są jakby mniejsze. Producent podaje, że mostek jest w stanie ugiąć się o 2°:

  • Offers a horizontal cushioning angle of up to 2°

Jednak tego nie udało mu się osiągnąć. Jednak mechanizm tłumienia drgań działa i jest faktycznie zauważalna poprawa. Co prawda Roch ma amortyzator przedni, ale z mostkiem zaprzyjaźnił się na tyle, że raczej zdejmował go nie będzie. Co więcej, założy nań licznik, a miejsca ma więcej. Poprzedni mostek był o 10 mm krótszy.


Roch pozdrawia Czytelników.

Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com - sklep rowerowy online i XLC parts.

niedziela, 19 stycznia 2020

Robocza sobota, a w zamian rowerowa niedziela

Im bliżej było weekendu tym Roch bardziej myślał o tym, żeby tak poukładać swoje obowiązki żeby choć jeden dzień był rowerowy. Kiedy nadeszła sobota Roch wiedział już, że rano pojedzie z dzieciorami na basen, później z nimi do babci, bo dzień babci już tuż tuż, po powrocie do domu Roch pomógł teściowi odstawić samochód do mechanika i na koniec została jeszcze wizyta u dobrych znajomych. Po powrocie Roch padł ze zmęczenia, nie tylko tego fizycznego, ale to co dzieje się w sodomie to zostaje w sodomie. W każdym razie po 12 godzinach snu Roch wstał bez bólu głowy i już wiedział, że to będzie rowerowa niedziela.

Pogoda wraz z upływem dnia stawała się coraz lepsza i w końcu, po popołudniowym obiedzie, Roch wskoczył na rower i popedałował przed siebie, a z nim jego Żonka. Trasa jakoś nie była specjalnie planowana. Chodziło o to żeby popedałować i trochę się zmęczyć. I to się udało, koniec końców kilometrów wyszło 16, było trochę terenu, trochę piachu i trochę asfaltu. Pogoda jest wyjątkowo sprzyjająca. Co prawda jest zimno, ale nie ma śniegu, więc można się ubrać cieplej i dalej pedałować. Oby tak dalej to może sezon potrwa od stycznia, a to byłoby coś.

Tak, czy inaczej Roch uważa, że wypad był owocny, kilometrów wpadło trochę, a i kondycja została podbudowana. Na zakończenie oczywiście GPS:


Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 17 stycznia 2020

Amortyzowana sztyca XLC SP-S05

I nadszedł ten dzień, w którym Roch może podnieść kurtynę i ogłosić wszystkie szczegóły "tej bomby i petardy", o której pisał od kilku tygodni na blogu i jego fanpage’u. Zaczęło się od niewinnego maila od jednego z przedstawicieli sklepu z propozycją współpracy. Od zawsze Roch był przeciwny tego typu inicjatywom, ale z biegiem lat i pod wpływem zeszłorocznych wydarzeń Roch doszedł do wniosku, że te rowery to jednak jest coś co Roch chciałby robić. Zaczął od grzebania przy swoim, kupił sobie kilka narzędzi, zrobił miejsce w garażu i pracowni i powoli zaczyna robić swój kącik domowego mechanika, w którym coraz więcej spędza czasu.

I dlatego Roch odpisał, że bardzo chętnie nawiąże współpracę i będzie testował, co w zasadzie sprowadza się do jeżdżenia na rowerze, różne części. I tak oto Roch nawiązał współpracę z internetowym sklepem rowerowym rowertour.com. Oni przysyłają Rochowi fajne rzeczy, a Roch na nich jeździ. Gwoli ścisłości, przesyłają Rochowi tylko fajne części, reszta zależy od Rocha i ma tutaj swobodę działania, więc to nie jest tak, że w paczce są części i gotowy tekst.

I tak słowem wstępu przechodzimy do pierwszej, testowanej przez Rocha, części, a mianowicie amortyzowana sztyca XLC o oznaczeniu XLC SP-S05.

Jakość wykonania


Na początek ciężko było Rochowi cokolwiek powiedzieć o jakości, wszak to kawałek rurki, z dwoma śrubami, która - ta rurka - ma za zadanie utrzymanie siodełka na odpowiedniej wysokości. Jednak po bliższym przyjrzeniu się Roch zaczął dostrzegać pewne szczegóły, które na pierwszy rzut oka mogły mu umknąć. Na pewno na plus należy zaliczyć "podziałkę", która pokazuje na jakiej wysokości jest siodełko. Na podziałce jest 10 kresek, co oznacza że mamy możliwość regulacji w zakresie od ok 10 cm do 0 cm, gdzie 0 jest minimalnym poziomem, na który można wyciągnąć sztycę.

Drugim plusem jest "medium amortyzacyjne", czyli to co odpowiada za to, że sztyca pracuje i spełnia swoją rolę. W przypadku tej sztycy jest to sprężyna i elastomer, a więc zestaw często spotykany w amortyzatorach. Wróży to na pewno lepszy komfort niż sam elastomer, który też czasem można spotkać w podobnych produktach.

Kolejnym plusem, są nakrętki, które przytrzymywane są blaszką tak żeby ułatwić montaż siodełka. Nie musimy trzymać ich palcem żeby trafić w nie śrubą. Wystarczy, że złożymy jarzmo i wkręcimy śruby w swoje miejsce. I w zasadzie na tym kończy montaż siodełka. Później wystarczy włożyć sztycę w ramę i można jeździć. Chociaż nie, skoro jest to sztyca amortyzowana to powinna mieć regulację. I ma.

Sposób regulacji


I w ten płynny sposób przechodzimy do regulacji sztycy. Okazuje się bowiem, że sztyca ma możliwość regulacji. Sama regulacja jest banalna i dość dobrze opisana w instrukcji obsługi. Całość sprowadza się do wkręcenia śruby regulacyjnej na głębokość odpowiadającą naszej wadze. I tak mamy cztery poziomy regulacji:
  • Soft - dla wagi do 65 kg, śrubę wkręcamy na głębokość 3.2 mm,
  • Medium - dla wagi od 66 kg do 85 kg, śrubę wkręcamy na głębokość 3.5 mm,
  • Hard - dla wagi od 86 kg do 100 kg,śrubę wkręcamy na głębokość 3.8 mm,
  • Hard+ - dla wagi od 100 kg do 120 kg, śrubę wkręcamy na głębokość 4.0 mm.

Najprościej i najszybciej regulacji można dokonać za pomocą suwmiarki, na której ustawiamy pożądaną głębokość i kręcimy śrubą aż do momentu osiągnięcia ustawionej głębokości. Oczywiście można to zrobić "na oko" ale to nie gwarantuje że ustawimy ją dobrze, a przecież o to nam chodzi. Na zdjęciu obok widać śrubę wkręconą na głębokość 3.8 mm.

W tym miejscu należy się jeszcze bardzo ważna uwaga: należy uważać żeby śruby regulacyjnej nie wykręcić. Jak pewnie się domyślacie, może ona wyskoczyć, a za nią pójdzie sprężyna. Tak więc podczas regulacji korzystamy z załączonej instrukcji, tam jest wszystko jasno opisane.

Po zakończonej regulacji nie pozostaje nam nic innego jak włożyć sztycę w ramę, ustawić wysokość i można siadać i jeździć.

Wrażenia z jazdy


Skoro już udało nam się wyregulować i zainstalować sztyce to pora też na niej pojeździć. Jeśli ktoś myśli, że nagle z hardtaila zrobi się full, którym będzie można jeździć na trasach Enduro Trials to - niestety - jest w błędzie. Tak to nie działa. A jak to działa? Bardzo prosto i skutecznie.

Jeśli chodzi o amortyzację, to jest ona wyczuwalna i działa kiedy ma działać. Najczęściej na poprzecznych nierównościach np.: na krawężnikach, na korzeniach, na nierównej kostce. I właśnie w takim terenie sprawdza się ta sztyca. Jej żywiołem są szutrowe drogi, leśne ścieżki i kostka brukowa. Tam daje o sobie znać. Jeśli jest dobrze wyregulowana to zareaguje w momencie, w którym spodziewalibyśmy że zadziała.

Kolejnym ważnym atutem jest to, że podczas zwykłej jazdy nic się nie buja, nic się nie ugina więc nie przeszkadza w jeździe. Nawet na podjazdach nie traci się rytmu pedałowania. Jak już Roch na wstępie napisał, sztyca magicznie nie przemieni nam roweru na full’a, ale też komfort jazdy znacząco wzrośnie. Nawet jak wpadniemy na krawężnik, korzeń, czy kostkę brukową to nie odczujemy tego tak bardzo jak ze sztywną sztycą.

Podsumowanie


Amortyzowana sztyca XLC SP-S05 sprawuje się całkiem dobrze, jej największymi zaletami jest jakość wykonania, regulacja, sposób pracy. Skala ułatwia ustawienie wysokości, a sprytne rozwiązanie z blaszką przytrzymującą nakrętki jest strzałem w dziesiątkę. Sztyca jest uniwersalna, odnajdzie się w każdym terenie i przede wszystkim kiedy ma zadziałać to działa.

Jeśli chcecie poczuć trochę amortyzacji pod siodełkiem to amortyzowana sztyca XLC jest doskonałym wyborem, który na pewno spełni swoje zadanie.


Roch pozdrawia Czytelników.

Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com - sklep rowerowy online i XLC parts

środa, 8 stycznia 2020

Spóźniony prezent świąteczny

Długo Roch zastanawiał się co by chciał pod choinkę dostać. Co prawda cieszyłby się z każdego prezentu, jaki by dostał, bo prezent jest prezentem, ale w tym roku splot wydarzeń doprowadził do tego, że Roch mógł sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa, nie narażając przy tym budżetu na uszczerbek. I tak doszedł do wniosku, że kupi sobie w końcu czujniki prędkości i kadencji od Garmina. Zagwarantuje to, że zegarek i czujniki połączą się bez żadnego problemu.

Paczka szybko zamówiona, dostawa jeszcze szybsza i już we wtorek u Rocha były upragnione czujniki. Cala relacja była na blogowej stronie Pedałydwa (można też obserwować). Po powrocie z pracy Roch zabrał się za montaż, co było banalnie proste. Kilka gumek i wszystko na swoim miejscu. Czujnik prędkości na piaście, a kadencji na ramieniu korby. Jeszcze tylko sparowanie z zegarkiem i telefonem i już wszystko gotowe. A nie, jeszcze tylko aktualizacja oprogramowania w czujnikach (sic!).

Okazało się, że czujnik prędkości może działać autonomicznie, czyli bez żadnego licznika, zegarka, czy smartfona. O tym pisał Roch na fanpejdżu:


Pedałowane jeszcze nie było, bo urlop Rochowi się skończył, ale weekend zapowiada się całkiem przyjemnie to może w sobotę uda się wyskoczyć na jakiś rower. Niedziela jest zajęta, bo Roch biegnie w zawodach.

O reszcie Roch napisze jak pojeździ, ale już teraz jest podekscytowany tym, że kadencja i różne inne parametry wpadną w statystyki. Ciekawe będzie też porównanie tych danych z maratonów, które Roch sobie zaplanował na ten sezon. Częstochowa niestety odpadła, więc wszystkie będą wyjazdowe, ale może się to uda połączyć z jakimiś weekendowymi wypadami z dzieciorami i Żonką.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 2 stycznia 2020

Czas podsumować 2019 rok

Mamy drugi dzień Nowego Roku, a Roch już siedzi przed ekranem i "generuje" statystyki, a tych jest teraz podwójna ilość. Grudniowe i te najważniejsze, całoroczne, są skrzętnie zapisane w Garmin Connect, jak i dodatkowo w Sigma Data Center. Wpisywanie tych cyferek zawsze sprawiało Rochowi przyjemność, a że z natury jest skrybą to przychodziło mu to łatwo. O ile zegarek sam synchronizuje się z serwisem, o tyle wszystkie biegi Roch musiał ręcznie wpisywać do Sigmy, która z kolei synchronizuje się z Rocha licznikiem rowerowym. Jedno jest pewne, cyferki są wiarygodne bo wyniki z Garmina i Sigmy się pokryły, więc ten rok jest solidnie udokumentowany.

Jak już Roch, w poprzedniej, notce pisał ten rok był obfitujący w aktywności i był pierwszym tak aktywnym. I nic dziwnego, bo w 2019 roku Roch przebiegł 174.09 km, a to był jego pierwszy biegowy sezon i spalił przy tym 18700 kcal, tak więc chyba wszystkie Big Mac'i - jakie zjadł w latach poprzednich - spalił z radością. Bieganie chyba weszło w krew, choć teraz przy tym smogu i tej temperaturze astma Rocha nie specjalnie chce żeby Roch biegał, ale od tego ma bieżnię.

Rower też prezentuje się całkiem ładnie. W 2019 roku Roch przejechał 1279.06 km i spalił przy tym 56848 kcal i jest to chyba najwięcej przejechanych i spalonych kalorii przez ostatnie 10 lat. Niech dobra passa trwa dalej, a są ku temu perspektywy bowiem Roch ma w planach kilka biegów i maratonów, ale nie tylko. Udało się też Rochowi zacząć współpracę z pewną firmą, ale o tym będzie w jednej z najbliższych notek.

Jedno jest pewne - ilość wpisów w tym roku na pewno wzrośnie, choćby przez to, że już za 10 dni Roch startuje w pierwszym biegu, a później to już będzie z górki, zacznie się wiosna, zaczną się Bike Atelier Maratony.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Grudniowe statystyki:




I te z całego roku: