piątek, 15 stycznia 2021

Kurtka rowerowa XLC JE-S26

W Nowy Rok należy wejść ubranym cały na biało albo w ogóle. Roch postanowił zacząć ten rok właśnie cały na biało. Startuje bowiem drugi rok współpracy z internetowym sklepem rowerowym - rowertour.com i wszystko wskazuje na to, że ten rok będzie tak samo udany jak poprzedni. Co ciekawe pierwsza notka pojawiła się dokładnie 17 stycznia 2020, czyli bez dwóch dni, mamy rocznicę i trzeba to uczcić z przytupem, czyli kolejną notką z recenzją. I jak zawsze będzie to coś wyjątkowego, a żeby było ciekawiej to pogoda w sam raz dopisała, bo było zimno i śnieżnie.

I tak, pierwszą recenzją w tym nowym roku, jest termiczna kurtka rowerowa XLC JE-S26.

Jakość wykonania

Po rozpakowaniu kurtki pierwsze wrażenie jest mega pozytywne. Szczególnie wewnętrzna strona kurtki sprawia wrażenie koca, pod którym można się zaszyć i przeczekać do wiosny. Zewnętrzna strona przygotowana jest na cięższe warunki, deszcz, zimny wiatr czy śnieg, ale to środek kurtki zachęca do założenia krótkiego rękawka. Całość robi solidne wrażenie. Do tego świetne dopasowanie, nawet przy rozmiarze XXL nie powoduje, że czujemy się jak w namiocie. Poza tym w obcisłym, nie ważne jak bardzo, zawsze dobrze się wygląda.

Oczywiście nie mogło zabraknąć elementów odblaskowych; tutaj główną rolę odgrywa logo XLC, które odbija światło zapewniając nam widoczność po zmroku, co w przypadku zimowych warunków jest kluczowe. Szwy, suwaki, dopasowanie - to wszystko sprawia wrażenie, że kurtka jest uszyta na miarę. Oczywiście nie mogło zabraknąć kieszonek na plecach. W sumie mamy ich 4 sztuki w tym jedna zapinana jest na suwak, a pozostałe trzy są “tradycyjne”, czyli ładowane od góry.

Spokojnie mieszczą zimowe rękawiczki, klucze do domu, czy nawet zapięcie rowerowe, a kieszonka na zamek spokojnie pomieści telefon komórkowy, choć tutaj trzeba wspomnieć, że 6,5 cala wchodzi na styk. Z większym modelem może być problem żeby zasunąć zamek. Oczywiście można włożyć telefon do jednej z pozostałych trzech kieszonek, które nie są zapinane na zamek.

Z przodu oczywiście zamek na całej długości, tył jest przedłużany co zapewnia, że kurtka nie będzie się nam podwijała, rękawy proste bez rzepów i innych gadżetów, które utrudniałby zakładanie rękawiczek. Całość jest doskonale dopasowana, nic nie odstaje ani nie krępuje ruchów.

Dane techniczne

  • Materiał:
    • góra: 85% poliester, 15% poliuretan,
    • podszewka 87% poliester, 13% elastan,
  • Ocieplana, wygodna bluza,
  • Wiatro i wodoodporna,
  • Doskonała na chłodne dni,
  • Oddychająca, membrana doskonale odprowadza nadmiar ciepła,
  • Elastyczny materiał,
  • 3 tylne kieszenie,
  • Boczna kieszonka zapinana na suwak,
  • Elementy odblaskowe,
  • Dostępne rozmiary: XS, S, M, L, XL, XXL,
  • Waga 400 g.

Wrażenia z użytkowania

Jako, że wraz z nowym rowerem szybko skończyły się ciepłe dni Roch zmuszony był kupić sobie jakąś ciepłą kurtkę. Jeżdżenie w kamizelce i koszulce skończyło się dla niego katarem i kichaniem, co w obecnej sytuacji było stresujące dla wszystkich dookoła. Koniec końców Roch wybrał Decathlon, bo był blisko i można było szybko kupić kurtkę tak żeby nie marznąć i nie czekać na przesyłkę. Dlatego Roch ma porównanie jak jeździ się w kurtce od XLC, a jak w kurtce z Decathlonu.

Na korzyść XLC przemawia na pewno przyjemniejsze wykończenie i podszewka, która jest zwyczajnie miła i przyjemna, w dotyku przypomina koc, który aż zachęca żeby pod kurtkę założyć tylko krótki rękaw, ale trzeba mieć na uwadze, że kurtka jest zimowa, więc powinniśmy się ubrać ciut cieplej, ale tylko ciut. I tak na przykład Roch jeździł przy lekko dodatniej temperaturze w okolicach +5℃, potem poszedł pojeździć kiedy słupek rtęci zszedł na poziom 0℃, aż w końcu ostatni wypad był z bombelkiem przy ujemnej temperaturze.

Wnioski są proste, kurtka jest bardzo ciepła. Pod spodem Roch miał podkoszulkę, koszulkę z długim rękawem i na to kurtka. Za każdym razem było ciepło. Szczerze to Roch nie miał okazji sprawdzić, przy jakiej temperaturze założyłby dodatkową warstwę, ale na pewno kurtka zda egzamin przy mroźnej pogodzie. Na cieplejsze dni można zrzucić jedną warstwę, ale też nie ma co liczyć na to, że przy +10℃ będzie nam komfortowo. Mimo membrany i oddychalności po prostu będzie gorąco.

Poza walorami termicznymi warto wspomnieć o jej możliwościach transportowych. Trzy kieszenie na plecach spokojnie wystarczają do transportu kluczy, zapięcia, czy jedzenia. Dodatkowa kieszonka zapinana na suwak spokojnie zmieści telefon, choć 6.5 cala wydaje się być górnym zakresem, który kieszonka jest w stanie przyjąć. Oczywiście nie zabrakło odblaskowych wstawek, które zwiększają nasze bezpieczeństwo.

Podsumowanie

Co tu dużo pisać; zima to specyficzna pora roku, ale jak mawiają nie ma złej pogody do jazdy na rowerze, jest tylko źle dobrane ubranie. Kurtka rowerowa XLC JE-S26 gwarantuje, że nie zmarzniemy nawet podczas długich wypadów przy ujemnej temperaturze. Nie jest jej groźny wiatr ani deszcz, czy śnieg. 

Ciepło mamy zagwarantowane dzięki membranie, która dba o równowagę termiczną, a nadmiar ciepła skutecznie odprowadza na zewnątrz. No i w końcu zima przestała być straszna, a jazda na rowerze nabrała nowego wymiaru. Za około 400 zł możemy mieć kawał solidnej kurtki, która zagwarantuje nam ciepło nawet na dłuższych wypadach. Do jej mocnych stron należą na pewno jakość wykonania, odprowadzanie ciepła i miła w dotyku podszewka, która naprawdę jest jak koc. Tylko ciepłego kakao brakuje.

Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com - sklep rowerowy online i XLC parts.


czwartek, 14 stycznia 2021

Chomikowanie dzieci, czyli Zwift Kids

No i przyszła zima, a z nią śnieg, który sam w sobie nie jest niczym  złym, ale rozjeżdżona breja, która powstaje to już nic przyjemnego. W tym okresie spada u Rocha aktywność rowerowa, bo właśnie trzeba czyścić rower i w ogóle poza tym, że jest biało to jest tak niefajnie. I tutaj przychodzi z pomocą Zwift.

Tak, większość czasu Roch kręci już na chomiku, a ostatnio dzieciory Rocha wkręciły się w wirtualne pedałowanie. Młoda przejechała 23 kilometry na Zwifcie, a Młody 5 km, co w obecnym czasie jest dla nich bardzo korzystne, bo szkoły zamknięte i ogólnie kraj dąży do epidemii nadwagi i cukrzycy, ale ważne że inne instytucje są otwarte. Jednak dość tej polityki.

Okazuje się, że Zwift ma fajną opcję "Kids", czyli konto dziecka, na którym może ono pedałować. Takie konto przysługuje dzieciom od 5 do 16 lat. Jak dziecko przekroczy lat 16 przechodzi na dorosłe konto, więc trzeba zacząć je opłacać (albo zostawić z darmowym limitem 25 km na miesiąc). Jednak do 16 roku życia konto jest całkiem za darmo. Nawet rodzic nie musi posiadać płatnego konta, wystarczy opcja free. Jednak nie możemy samodzielnie założyć konta dla dziecka na Zwift. Robi to za nas Zwift po wcześniejszym wypełnieniu formularza.

Formularz to swego rodzaju oświadczenie obojga rodziców, że są świadomi co robią, że platforma ma cechy społecznościowe i rodzice wyrażają zgodę na dołączenie dziecka do platformy:

While we want Zwift to be open to everyone, regardless of age, our primary concern is protecting your child's privacy and safety while using our platform. In compliance with the Children's Online Privacy Protection Act (COPPA) and GDPR, children under the age of 16 are not permitted to use Zwift without written consent from a parent or legal guardian.

Aby założyć konto trzeba przejść do strony https://www.zwift.com/kids i tam wypełnić formularz, podać dane - w tym datę urodzenia - dziecka, jego mail i czekać na informację zwrotną. W Rocha przypadku zajęło 4 dni. W mailu zwrotnym Zwift przysyła tymczasowe hasło (trzeba je zmienić podczas pierwszego logowania). Potem już tylko podani płci dziecka, wagi i wzrostu (te dwie ostatnie wartości można zmieniać, w przeciwieństwie do płci - tej nie można zmieniać)

Jednak konto dziecka ma kilka ograniczeń nałożonych przez Zwift; na przykład nie ma aktywnej funkcji czatu, a sam Zwift zaleca ustawienie profilu dziecka na prywatny, co jest dobrym pomysłem i warto to zrobić. Reszta jest "po staremu". Trenażer, Watopia i pedałowanie.

Czy to dobry pomysł? Roch uważa, że tak, bo dzieci muszą się ruszać. Szczególnie teraz, kiedy szkoły są pozamykane, większość dzieci siedzi bezczynnie w domach. Poza spacerami i zabawami na zewnątrz warto im zaaplikować też inną formę ruchu, a jeśli akurat lubią jeździć na rowerze to połączenie Zwifta z rowerem jest rozsądnym rozwiązaniem. Jednak żadna gra, nawet ta interaktywna nie może zastąpić ruchu na świeżym powietrzu, a powinna być tylko dodatkiem do tego ruchu.

Teraz Roch musi kupić drugi trenażer i razem z młodą pedałować, może nawet jakiś wyścig dałoby się zorganizować. Niemniej jednak opcja jest fajna i warto ją rozważyć. U Rocha się sprawdziła, Młoda zsiada z roweru spocona i zmęczona, ale też zadowolona. A najwięcej frajdy sprawia jej gonienie innych kolaży. Jednak podjazdów nie lubi.

Do zobaczenia na wirtualnych trasach! Ride On.

PS.
Roch nie sprawdzał, czy 15 latek z wagą 98 kg i wzrostem 176 cm może jeździć na koncie dla dzieci ;-)

sobota, 2 stycznia 2021

Podsumowanie roku 2020 i plany na 2021

No i doczekaliśmy się - rok 2020 przeszedł do historii. Wiele w nim się działo. W najgłębszych snach Roch nie przewidziałby, że będzie stał w kolejce do sklepu, czy oglądał puste półki z ryżem i makaronem, ale taki - w skrócie - był ten miniony już rok. Ale poza oczywistym tematem epidemii działo się też sporo innych rzeczy. I na tym się skupimy.

Zaczęło się od kilku maili i okazało się, że od stycznia Roch rozpoczął współpracę ze sklepem rowerowym rowertour.com i trwa ona już rok. To jedna z tych rzeczy, co do których Roch miał obiekcje i obawy, czy będzie mu się chciało, czy da radę, ale z perspektywy czasu ta współpraca okazała się czymś bardzo fajnym. I - bynajmniej - nie chodzi o gadżety, ale o to, że Roch ma motywację do jeżdżenia na rowerze, bo jak inaczej można coś sprawdzić jak nie jeżdżąc? Do tego sam kontakt, czasem heheszki i poczucie, że nadają na tych samych falach powoduje to, że Roch tę współpracę ceni sobie bardzo wysoko i liczy na kolejne lata.

Poza tym, że pogoda dopisywała i kolejne testy szły jak z płatka to Roch, oczywiście, jeździł do pracy. Do marca, a dokładnie do 16 marca, kiedy to cała firma przeszła na pracę zdalną i skończyły się Rocha dojazdy. Z jednej strony całkiem fajnie, dwie godziny zaoszczędzone, paliwo zaoszczędzone, ale uciął się także kontakt z całkiem zgraną paczką ludzi, z którymi z dnia na dzień kontakt przeniósł się do internetów. Od tego czasu Roch pracuje z domu i póki co nic nie wskazuje na to, że to się zmieni.

Wracając jednak do rowerów, czyli do przewodniego tematu, Roch sprawił sobie drugi rower, tym razem gravela, bo od dawna o nim właśnie myślał, ale zawsze te myśli coś przerywało, ale ostatecznie perspektywa szybkiego wyprzedania zapasów sklepowych podziałała na Rocha motywująco i w końcu stał się szczęśliwym posiadaczem nowego roweru. Jednak najważniejszym wydarzeniem w tym minionym już roku było pójście Młodej to pierwszej klasy "pedałówy".

W sumie długo nie docierało do Rocha, co we wrześniu się wydarzy, ale w końcu dotarło do niego, że jego córunia zaczęła dorastać. Szkoła w tym szalonym czasie działała inaczej, ale i tak Młoda ogarnęła wzorowo i ogarnia dalej. Końcówka roku to już z górki, wszystko podporządkowało się COVIDowi, ale przynajmniej można było jeździć na rowerze choć też nie było do końca jasne, czy można czy nie.

* * * *

I teraz jaki będzie 2021 rok? Tego nie wie nikt. Roch chciałby żeby był on rowerowy, bo w końcu latem jeszcze nie gravelował, a i na MTB chciałoby się pojeździć. Mogliby w końcu odblokować jakieś zawody, bo do tej pory nie było zbyt ciekawie. Jak nie odwołane, to przesuwanie w nieskończoność, a finalnie i tak były odwoływane. Co prawda Roch już jest zapisany na jedne zawody, ale to dalej forma wirtualna, czyli finalnie i tak trzeba ślad GPS podesłać, więc rywalizacja żadna.

Plan maksimum zakłada skompletowanie "domowego serwisu rowerowego" i stworzenie pomieszczenia rowerowego. W założeniu stałby tam trenażer, telewizor i wieszak na rowery, ale to jest maksimum, które jest w planach. W piwnicy jest jedno pomieszczenie zapomniane, które może być zaadoptowane na taką właśnie rowerową jaskinię. W teorii nie powinno być problemów, ale na początek trzeba tam zrobić wylewkę, wywalić stare graty i doprowadzić wszystko do jako takiego ładu.

Łatwo się pisze, ale z realizacją może być kłopot, więc taki jest plan maksimum, jeśli uda się tylko porowerować to też będzie dobrze. Zresztą miniony rok pokazał, że planowanie nie ma sensu. Wszystko ponad tydzień nie zawsze się udaje zrealizować, bo ciągle jakieś przeszkody są rzucane. Tak więc plan na 2021 rok jest tak żeby jeździć na rowerze, a jak się uda zrobić rowerową jaskinię to będzie plan wykonany na 200%.

Tak, w skrócie, wyglądał miniony rok Rocha. I takie są życzenia Rocha na obecny rok.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 31 grudnia 2020

Poświąteczne "Wesołych Świąt"

No i tak się jakoś złożyło, że Roch w ferworze przedświątecznych przygotowań zapomniał napisać paru słów od "ojca dyrektora", ale musiał myć okna i kłócić się bo inaczej świąt by nie było. Teraz to już głupio chyba pisać "zdrowych i pogodnych", ale Roch ma nadzieję, że taki właśnie one były; zdrowe, spokojne, rodzinne i jeszcze raz piniendzy. U Rocha jedyne co się zmieniło to to, że w tym roku - wyjątkowo - kupił prostą i symetryczną choinkę, przez co został bohaterem domu, a dzieciory do tej pory są pod wrażeniem tego, że choinka sama stoi, a nie jest przywiązana do parapetu jak w poprzednich latach.

Prezentów było ogrom, a najlepszym z nich (wszystkie były najlepsze, ale jeden był naj) było siodełko Brooks. Całe skórzane, ręczna robota i ponad stuletnia tradycja. Wypasik, do gravela w sam raz. Poza tym święta dla Rocha zakończyły się na plusie. Waga pokazała +3 kg, ale to i tak dobrze. Inne lata kończyły się lepszym wynikiem. Po świętach oczywiście trzeba zacząć zrzucać kilogramy, więc Roch wsiadł ponownie na chomika, bo i pogoda już zaczyna się robić deszczowa, więc lepiej jest pedałować w domu przy Zwift, niż moknąć gdzieś po drodze.

Przed nami Nowy Rok, więc okres kolejnych niedotrzymanych postanowień, ale na to jeszcze przyjdzie czas. Tym czasem, żeby i o tym nie zapomnieć to staropolskim "do siego roku" Roch chce Wam złożyć życzenia udanego Nowego Roku, bo ten na pewno nie może być gorszy niż ten stary.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
No oczywiście, że będzie foteczka gravela z nowym siodełkiem.


PS2.
Tak, będzie podsumowanie 2020 roku. Roch ma nadzieję, że wyrobi się przed lutym.

piątek, 18 grudnia 2020

Skarpetki rowerowe XLC CS-L02

W okres przedświąteczny wchodzimy z pełną prędkością. Jeszcze ostatnia notka nie ostygła, a Roch już pisze kolejną. Święta mogą się różnie kojarzyć; dla jednych będzie to choinka, dla innych Święta to zapach pierników, a dla jeszcze innych Święta to mycie okien, wymiatanie spod szafki kurzu i szukanie nie plamiącego się obrusu. Ten okres to też Kevin sam w domu i Last Christmas zespołu Wham. Takich skojarzeń może być jeszcze sporo, ale na pewno każdemu Święta kojarzą się z prezentami. Bo to najfajniejsze, a każdy ma w sobie coś z dziecka i lubi zaglądać pod choinkę, czy to już i dlaczego zostało jeszcze 10 potraw do zjedzenia, a on po opłatku już był gotowy na prezenty.

W tym roku niespodziewanie Roch został obdarowany przez rowertour.com - internetowy sklep rowerowy, który sprawił Rochowi bardzo sympatyczny prezent. Roch wcześniej pisał, że Święta mogą się kojarzyć różnie, ale wspólnym mianownikiem wszystkich Świąt są dwie rzeczy: krawat i skarpety. I Roch dostał skarpety pod Choinkę. A dokładnie to skarpetki rowerowe XLC CS-L02.

Jakość wykonania

Skarpety te to nie byle jakie skarpety. Ich przeznaczeniem jest all mountain, czyli w skrócie brodzenie w błocie, zjazdy na singlach, czasem podjazdy, więc to co jest najfajniejsze w kolarstwie, w tych skarpetach jest jeszcze fajniejsze. Skarpetki są przyjemne w dotyku, z długą cholewką i czuć na stopach, że w niektórych miejscach są grubsze.

Nie bez powodu skarpetki są kierunkowe, czyli jest lewa i prawa. Tak, na wierzchu są oznaczone L i R, żeby przypadkiem nie pomylić ich bo wtedy stają się nie wygodne. To pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy po ich rozpakowaniu. Do tej pory Roch zakładał skarpetki w taki sposób żeby duży palec pasował do największego wygniecenia, a teraz ma skarpety kierunkowe.

I to faktycznie działa. Poprawnie założone doskonale opinają stopę i czuć, że w niektórych miejscach, szczególnie na "łuku podłużnym bocznym" (info z Wikipedii, to ta część stopy, która jest na zewnątrz) skarpetka jest grubsza. Zaś na wierzchu stopy jest cieńsza, co gwarantuje dobrą wentylację. Pięta zaś jest trochę grubsza, co też da się czuć, nawet podczas użytkowania ich w domu.

Całość jest wygodna. Dodatkowym atutem są jony srebra, które zabijają ten dziwny zapaszek, który czasem się pojawia po zdjęciu butów rowerowych. Teraz bez obaw można jeździć na rowerze, a po powrocie powiedzieć, że było się tylko "po mleko".

Dane techniczne

Oprócz jonów srebra skarpetki mają też inne zalety.

  • Materiał: 56% bawełna, 16% polipropylen, 25% poliamid, 3% Elastan,
  • Skarpetki rowerowe szczególnie sprawdzone w dyscyplinach FR, DH,
  • Długa cholewa,
  • Szyte asymetrycznie z uwzględnieniem różnic w budowie stóp dla jak najlepszego dopasowania,
  • Kolor: czarny,
  • Dostępne rozmiary: 39-41, 42-45 (rozmiar testowanych skarpetek), 46-48,
  • Wyprodukowane w Europie.

Wrażenia z użytkowania

Okazji do sprawdzenia ich w boju było sporo i nie tylko na rowerze były testowane, ale zacznijmy od roweru. Pogoda jest jaka jest, bywa zimno, więc trzeba pomyśleć o czymś cieplejszym na stopy. Do tej pory Roch zakładał zwykłe skarpetki, a na buty ocieplacze neoprenowe, bo same buty są mocno wentylowane. Latem to jest zbawienie, ale zimą bywa w stopy zimno. W tych skarpetkach można spokojnie zostawić ochraniacze w domu. Są grubsze, więc lepiej izolują od strony palców i podeszwy, ale góra stopy oddycha więc nie ma uczucia komory parowej w bucie.

Do tego wysoka cholewka spokojnie chowa się pod spodenkami, więc nic się nie wysuwa, obsuwa, czy podwija. Na rower w sam raz, ale na rowerze się nie kończy. Do biegania też się świetnie nadają właśnie dzięki swojej konstrukcji, bo amortyzują spód stopy i piętę, a jony srebra umożliwiają pozostawienie ich na środku pokoju, a żona nawet nie zauważy, że tam leżą, bo zwyczajnie ich nie czuć.

Do chodzenia po domu też się nadają, więc poza all mountain mają jeszcze wiele innych zastosowań. Na koniec warto zaznaczyć, że poza walorami użytkowymi te skarpetki świetnie wyglądają. Logo XLC na palcach i pięcie, wyraźne oznaczenie która skarpetka na którą stopę. Ogólnie całość jest na bardzo duży plus.

Podsumowanie

Żeby poczuć te skarpetki (nie dosłownie, bo te jony srebra czynią cuda) trzeba je założyć na stopę. Pierwsze uczucie to spinanie, ale po kilku chwilach czuć, że w pewnych miejscach opinają, a w innych są miękkie, wręcz amortyzują. I tak na palcach i pięcie czuć miękkość, w środku stopy są opinające, a wierzch to strefa wentylacji, która działa bardzo dobrze. Doskonale sprawdzają się na rowerze w chłodniejsze dni, ale i latem nie będzie problemu ze względu na ich możliwości wentylacji.

Za około 50 zł można mieć skarpetki uniwersalne, bo sprawdzą się nie tylko na górskich singlach, czy leśnych trasach, ale i w bucie do biegania odnajdują się doskonale. Na co dzień też można ich używać, więc są uniwersalne. Jeśli szukacie skarpetek na rower, to te są naprawdę godne polecenia. Oczywiście pisząc tę recenzję Roch ma na stopach skarpetki CS-L02 od XLC, bo są naprawdę wygodne.

Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com - sklep rowerowy online i XLC parts.

piątek, 11 grudnia 2020

Dzwonek rowerowy dla dzieci XLC DD-H03

 Grudzień to — jak każdy na pewno się domyśla — okres świąteczny, a więc dzieciory zaczynają intensyfikować pytania o prezenty, Mikołaja i choinkę. Prezenty na pewno już w drodze, albo przynajmniej zaplanowane co kupić. U Rocha też już prawie wszystko dopięte na ostatni guzik. W tym roku okazało się, że gwiazdki będą dwie. W sumie jedna już przyszła do Rocha, a tak naprawdę to do młodzieży, bo oto dzisiejszymi gwiazdami będą dzieciory Rocha, które to testowały pierwszy z dwóch produktów, które Roch dostał od rowertour.com - sklepu rowerowego online. 

Zatem dziś podwójna, a nawet potrójna, inauguracja. Oto bowiem bohaterami dzisiejszej recenzji są: dzwonek rowerowy dla dzieci XLC DD-H03 w wersji żyrafy i dwójka dzieci. Jak pewnie się orientujecie jeden dzwonek już Roch ma na koncie, teraz pora na kolejny.

Jakość wykonania

Co do jakości to jest ona na wysokim poziomie. Wiadomo, że jest odlew, więc pozostaną pewne ślady po formie, ale nie są one widoczne. Dzwonek jest duży, więc łatwo go złapać przez dziecko. Jedynie do czego można się przyczepić do śrub mocujących, mógłby mieć jakieś kapturki, bo wiadomo że dzieciak lubi grzebać.

Samo mocowanie jest standardowe, dwie śruby i obejma, którą się zdejmuje. Tutaj duży plus ponieważ obejma jest złożona z dwóch części i nie ma ryzyka, że pęknie tak jak ma to miejsce w przypadku obejm, które trzeba rozchylić. Szczególnie jak rower stoi w garażu i plastik będzie zimny i twardy. Wtedy każda obejma pęka.

Całość sprawia fajne wrażenie, Rocha dzieciory zawołały "łał, ale faaaajne", więc im się spodobało. Dźwięk dzwonka też nie straszy, chyba że zacznie się naciskać 10 razy na sekundę. Na uwagę zasługuje też logo XLC na "cokoliku".

Dane techniczne

Tutaj drobna, ale ważna uwaga, dzwonek będzie pasował do kierownic o średnicy do 25,4 mm, co uniemożliwiło montaż na kierownicy w rowerze Młodej.

  • Mocowanie na kierownicy Ø 25,4 mm,
  • Waga: 80 g,
  • Dostępne wzory: żyrafa, hipopotam, wielbłąd, koala, krokodyl, sumo, świnka, ośmiornica, tygrys.

Wrażenia z użytkowania

No dobra, wrażenia z użytkowania były takie, że Młody ciągle trąbił żyrafą, potem oboje wpadli na pomysł żeby trąbić na siebie, aż w końcu Młody gonił Młodą rowerem i na nią trąbił. Chyba gadżet się przyjął. Co do wrażeń Rocha to wszystko co sprawia dzieciorom radość jest fajne, a że przy okazji poprawia bezpieczeństwo tylko dodatkowy plus. Poza tym fajnie to wygląda na kierownicy, a to też jest ważne szczególnie u dzieci, które wszystko oceniają w kategoriach "fajne albo nie fajne".

Dla nich nie liczy się to, czy mocowanie jest na dwie śruby, czy jedną, bo to jest problem taty. On to musi założyć tak żeby nie zniszczyć, a potem to już tylko zabawa i zabawa. Jeśli spojrzeć by na dzwonek rowerowy XLC oczami dorosłego to wart jest wydania ok. 25 złotych, bo frajda dla dzieciaka jest warta dużo więcej.

Podsumowanie

Jak zapewne wiecie to nie pierwszy dzwonek rowerowy, który Roch testował. Wcześniej pisał o XLC DD-M17. Problem z takimi recenzjami jest jeden, to czy się spodoba, czy nie jest kwestią subiektywną. Dla jednych żyrafa na kierownicy to obciach, dla innych coś innego, coś co powoduje, że rower jest ładny, nie jest nudny albo po prostu jest jakimś "heheszkiem" na kierownicy.

U dzieci działa to trochę inaczej. Dziecko musi poczuć więź z zabawką, wtedy jest dla niego atrakcyjna, bo samo to, że się podoba nie zatrzyma go przy niej na dłużej. Doskonałym przykładem jest tutaj kaczka, którą Roch sprowadzał aż z Chin. Z Chin! Bo chciał sprawić dzieciom (a przy okazji sobie) prezent. Kaczka niestety nie zażarła. Leży gdzieś w garażu i pełni funkcję zapasowej w razie gdyby Roch swoją gdzieś zgubił, to ma jeszcze dwie inne.

Z dzwonkiem rowerowym XLC DD-H03 jest inaczej. Tutaj przyjęło się od razu, choć na początku było gniecione, ściskane i wyrywane to dzwonek zdał egzamin i wytrzymał trudy dwójki dzieci, potem jeszcze trochę z Młodym pojeździł na rowerze. Jeśli chodzi o stosunek cena/jakość to też nie ma do czego się przyczepić. 

Podsumowując dzisiejszy wpis to jest to fajny gadżet dla dzieci żeby uatrakcyjnić im rower, a przy okazji zapewniając im trochę bezpieczeństwa, ale i tak największą frajdą będzie trąbienie na innych ludzi.

Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com - sklep rowerowy online i XLC parts.

poniedziałek, 7 grudnia 2020

Miał być Mikołajkowy gravel, a był kosmos

Pogoda w ostatni weekend była nieziemska, po początkowych przymrozkach weekendowe 11°C na plusie było jak lipiec w grudniu. Sobota była zarezerwowana dla Młodzieży, bo już dawno na rowerze nie jeździli, a i Roch chciał z Cuba zrzucić pajęczynę. Pogoda na tyle dopisuje, że nie trzeba jeszcze rozkładać chomika. Tak więc popołudniu poszli na rower, przejechali się nową ścieżką rowerową, a na końcu odwiedzili straż pożarną, bo to stały punkt wycieczki.

Byli tam niezliczoną już ilość razy i nie trafili jeszcze na wyjazd wozów, a Młody tak na to czeka. Czasem Roch stając na chodniku z Młodym ma ochotę wyjąć telefon i zadzwonić na 112 żeby one w końcu wyjechały, ale wie, że to złe postępowanie i nigdy pod żadnym pozorem nie można wykręcać takich bezsensownych numerów. W końcu uda się zobaczyć wyjazd, a jak minie już ten cały COVID to Roch zabierze Młodego na jakąś wycieczkę, już wie, że strażacy nie robią problemów ze zwiedzaniem remizy.

Kiedyś nawet prawie się udało, ale akurat wszyscy byli na szkoleniu i komendant nie zezwolił bez opieki. Czasem zastanawia Rocha ten pociąg dzieci do służb mundurowych, ale z drugiej strony Roch też lubi popatrzeć na straż na sygnale mimo, że ma świadomość, że to nie wróży nic dobrego, ale jednak gdzieś tam w głębi jest jeszcze mały Roszek, który ma frajdę jak to jedzie, świeci i trąbi.

Tak minęła sobota.

A niedziela to wiadomo, Święty Mikołaj. Cały rok się na niego czeka, dzieciory nawet przygotowały dla niego ciastka i mleko. Postawiły to koło kominka i kazały Rochowi otworzyć kominek żeby Święty się nie tarabanił w nocy i na pewno zostawił prezenty. No i tak się stało. Rano ciastka zjedzone, mleko wypite, a prezenty czekały na Młodzież. No więc reszta tego przecudnego dnia minęła na rozkminianiu jak to podłączyć i jaka tam naklejka będzie pasowała. W sumie taka pogoda jeszcze będzie, a Mikołaj dopiero za rok.

Tak więc z planów rowerowych zostały kartony do wyniesienia i nowe zabawki, ale rower też się doczeka. Jeden już się doczekał.


Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 26 listopada 2020

Garażowy serwis rowerowy znowu czynny

No i stało się, Roch po raz kolejny uroczyści otworzył swój "garażowy serwis rowerowy". Chwilowo był nieczynny przez trwające remonty, ale już wszystko się pokończyło i można ponownie startować z kompletowaniem sprzętu i robieniem szafki serwisowej, bo tego jeszcze Rochowi brakuje. Taka szafka pełnić będzie dwie funkcje: blatu roboczego i wieszaka na narzędzia, dodatkowo będzie miała kółka więc będzie mobilna, ale ten projekt został zawieszony z powodu właśnie remontu i konieczności zajęcia garażu.

Jednak teraz powoli Roch zaczyna mieć pomysł jak to zrobić, ale musi skombinować deski z których z zrobi. Z prostym cięciem u Rocha jest kłopot szczególnie, że większość narzędzi jest przystosowana dla prawo ręcznych więc czasem bywa problem żeby coś dokładnie zrobić bez kombinacji. Może w końcu się uda robić szafkę, wtedy wszystko znajdzie swoje miejsce i nie trzeba będzie kombinować z szukaniem i co gdzie jest.

I tak ponowna przygoda z narzędziami zaczęła się od wymiany linek i pancerzy, które po ostatnich ulewach zatarły się były doszczętnie, a że Żonka dojeżdżała rowerem do pracy to był eksploatowany dość solidnie, więc serwis mu się należał. Teraz wszystko działa lekko i, co najważniejsze, precyzyjnie. Jak komuś przerzutki nagle przestały działać, albo trzeba przerzucać co dwa biegi żeby wskoczył jeden to warto pochylić się nad sprawdzeniem stanu pancerzy, bo może się okazać, że regulacja nic nie da, a wymiana pancerzy i linki pomoże od razu.

Tak więc serwis powoli znowu się rozkręca, a kolejną akcją będzie czyszczenie łańcucha, ale to na weekend sobie zostawi, bo to brudna robota jest.

Na zakończenie klika zdjęć z całej akcji.




Roch pozdrawia Czytelników. 

środa, 18 listopada 2020

Znowu okazja do wydania pieniędzy

 Jak zapewne wiecie, bo ciężko w okresie przedświątecznym nie natrafić na BlackFriday, zbliża się okres kiedy to ceny spadają, pojawiają się "last minute sale", a rabaty sypią się jak prezenty z dziurawego wora Mikołaja. Roch w tym roku skutecznie wydaje pieniądze na rower, ale po części jest to spowodowane tym, że od marca prawie nie używa samochodu, a jeśli używa to nie tak często jak kiedyś. Stąd może sobie trochę poszaleć i nadrobić braki w wyposażeniu, czy ubraniu.

Jak zapewne wiecie, zaczął składać swój "garażowy serwis rowerowy" i choć teraz trochę rozwój wyhamował to w najbliższy weekend Roch planuje posprzątać garaż po remontach i wziąć się za serwis. No własnie, ale skoro zbliża się czarny piątek to warto zastanowić się, czy nie potrzebujemy czegoś dokupić, bo czasem trafiają się okazje, na które czekamy cały rok. Gdyby ktoś czuł potrzebę doposażenia się w gadżety rowerowe to rowertour.com organizuje całkiem fajny Black Friday, który startuje już 23 listopada, a jakby tego było mało to na dobitkę finansową jest jeszcze Cyber Monday, czyli elektronika na wyprzedaży.

Oczywiście, okazji jest mnóstwo, ale warto sprawdzić co tam rowertour.com przygotuje, bo Roch czuje w kościach, że Żona go zabije, a dzieci będą głodowały. Ale co tam, taki dzień jest raz w roku (no dwa wliczając poniedziałek).

Oczywiście na zakończenie zakupowy obrazek


Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 17 listopada 2020

Rower, katar i znowu rower

Roch chyba zapomniał, że od pewnego czasu nastała jesień, a temperatury spadły do poziomu, w którym należy zakładać coś cieplejszego na siebie. Był słoneczny weekend, dzieci poszły do dziadków, a Roch z Żonką mieli czas iść na rower. Słońce świeciło tak pięknie, że Roch postanowił, że jeszcze ten ostatni raz, w tą ostatnią niedzielę, założy koszulkę i kamizelkę. Żeby godnie pożegnać słońce. Trasa standardowa, czyli na Blachownię, tam krótki postój i powrót. I wszystko byłoby pięknie, epicki wypad i tak dalej, ale skończył się katarem. No niby nic dziwnego, ale w tym roku o katarze lepiej nie wspominać, a już na pewno nie wypada kichać wśród ludzi.

W czasie jak Roch leczył katar zimnym piwem zamówił kurtkę na rower, żeby miał cieplej, bo jak już się z tego kataru wyleczy to chciałby dalej jeździć, nie patrząc na warunki. No i tak się złożyło, że kurtka przyszła, a katar się skończył, więc kolejny weekend - mimo, że deszczowy - był rowerowy, ale w kurtce już. No i w końcu było ciepło i nie było już więcej kataru. Poza tym, jak na listopad przystało, czasem pada deszcz, a czasem świeci słońce, jednak pewne jest to, że dzień kończy się okolicach godziny 17, więc wszystko co ponad to jest pedałowane już po zmroku.

I tak ostatnio Roch z Żonką wybrał się na wieczorną przejażdżkę, która okazała się, jazdą na oślep bo u Rocha rozładowała się lampka (włączył się tryb eko) i musiał korzystać ze snopa światła Żonki. Jednak 10 kilometrów wpadło i weekend zakończył się z bilansem 22 kilometrów.

Ogólnie ostatnie weekendy wyglądają całkiem solidnie. Zawsze znajdzie się godzinka albo dwie żeby pokręcić. Póki co udaje się uniknąć chomikowania i oby dalej się udawało, bo o ile w tym roku kręcenie na chomiku nie sprawa kłopotu to więcej radości daje pedałowanie na zewnątrz. I nic dziwnego, bo można pojechać gdzie tylko się chce, a nie tam gdzie się kliknęło na Zwift. Chomikowanie Roch zostawi sobie na naprawdę ciężką pogodę, a póki się da kręcić na zewnątrz to będzie to robił. Kurtka musi się  zwrócić przecież, a Roch ma w planach jeszcze kupić jakieś cieplejsze spodnie i wtedy będzie mógł kręcić jeszcze dalsze wypady. Oby tylko pogoda była, oby tylko śniegu nie było.

Roch pozdrawia Czytelników.