piątek, 18 września 2020

No i jak na tym gravelu się jeździ? Dobrze!

Za Rochem już prawie dwa tygodnie gravelowania i może ciut więcej napisać o wrażeniach jakie towarzyszą pedałowaniu na sztywniaku. Co więcej, obecnie kończy urlop, który był wypełniony rowerami, bo i na Cube pojeździł i na Giancie też pedałował. Wszystko zaczęło się od tego, że Roch miał jeden komplet pedałów i dwa rowery. Na początku chciał przekręcić pedały do nowego roweru i na nim jeździć, ale okazało się, że Młodzież też chce jeździć bo większym terenie i nie było wyjścia; Roch musiał kupić drugi komplet pedałów, ale przynajmniej ma już oba rowery w pełni operacyjne.

Co do Gianta to jest bosko. Idealna pozycja za kierownicą. Początkowo Roch myślał, że od razu wymieni mostek, może siodełko, ale po wyregulowaniu wysokości i pozycji siodełka wszystko jest jakby dopasowane do Rocha, no nie ma do czego się przyczepić. Druga sprawa to opony, które na asfalcie dają czadu, ale w terenie też nie wymiękają. No i fun, który chyba w tym jest najważniejszy, bo w pedałowaniu na rowerze właśnie to powinno się liczyć. Uśmiech na twarzy, podająca noga i jakikolwiek krajobraz, który się zmienia.

Przez głowę Rocha przeszła myśl, że może by Cube sprzedać, ale te dwa rowery stanowią idealną parę. Jak Flip i Flap, jak Bonnie i Clyde, jak Prezes i Kot. Ogólnie na gravelu da się wjechać wszędzie, od asfaltu po szuter i park, jednak czasem warto wsiąść na coś amortyzowanego i zapuścić się w głębszy teren, bo akurat dzieciory mają taką potrzebę i wtedy Roch bierze drugi rower i nie ma problemu, może tłuc się po dziurach, korzeniach i wszystkim co wpadnie pod koła.

Tak poza tym nowym rowerem to Roch dalej pedałuje. A w tym tygodniu ma nawet urlop, więc rozwozi dzieci do szkoły i przedszkola, ogarnia dom i wciska się w obcisłe. No i idzie pedałować. Oczywiście jeszcze nie nasycił się gravelem więc to na nim jeździć. Ostatnio, nie licząc 20 kilometrowego wypadu do księgarni językowej w poszukiwaniu ćwiczeń do j. niemieckiego, Roch zaliczył też Złotą Górę. Złota jest tylko z nazwy, ale to miejsce, w który jest park miniatur z największym papieżem. Taki paradoks, ale też jest fajny i stromy podjazd, a Roch chciał sprawdzić jak się podjeżdża na gravelu. Też dobrze.

Pogoda dopisuje, weekend za pasem, więc Roch planuje jakieś dalsze wypady. Sobota pewnie w kwartecie z dzieciorami, ale niedziela w duecie z Żonką. Niestety przyszły tydzień już pracujący, a szkoda, bo jeszcze tydzień by się przydał na pedałowanie, ale może w tym roku znowu zima odpuści to jakieś wypady będą uskuteczniane. Więc jeśli ktoś się waha, czy gravel jest fajny, to jest fajny. I to nawet bardzo fajny. Wchodzi w krew jak narkotyk. No i są zawody gravelowe ;-).

No i jeszcze focia ze Złotej Góry:

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 4 września 2020

Pedalydwa's garage

Znowu jakiś ostry cień mgły zapadł nad blogaskiem, ale to chyba przez ten 1 września i - bynajmniej - nie chodzi o początek wojny, tylko o czas szkolny. W tym roku Roch już nie tylko przegotowywał się do czasu przedszkolnego, ale też do szkolnego ponieważ Młoda weszła już w okres szkolny i została objęta obowiązkiem, który będzie trwał już bardzo długo. Na początku szkoła, potem kolejna, potem ewentualne studia i potem już z górki, praca, praca i odliczanie do kolejnych piątków.

Początki szkoły to dla Rocha wyzwanie, ale udało się to ogarnąć dzięki Babci i Żonce, choć Roch ma też w tym swój skromny udział, choć najmniejszy. I tutaj mała dygresja: na pewno nikt kto posiada dzieci nie spodziewa się, że one tak szybko dorastają. Jeszcze niedawno Roch pchał wózek, a teraz pcha drugi rower, bo Młoda zażyczyła, że chce wracać na rowerze ze szkoły. Jakby te 10 godzin lekcyjnych WFu w tygodniu było dla niej za mało, ale w końcu klasa sportowa, więc ruchu musi mieć więcej. I tak właśnie Roch obserwuje jak dzieci dojrzewają i zdobywają kolejne poziomy w swoich życiach (od życia, a nie od śląskiej du*y).

Roch też nie próżnował i wszedł w posiadanie całkiem nowego i fajowego roweru. Tym razem to gravel, ale na asfalcie też potrafi być potworem. Co prawda od wczoraj zaliczył tylko małą przejażdżkę z Młodym, ale jeździ się fajnie. Pozycją taka jaką Roch lubi, w zasadzie nie ma do czego się przyczepić. No może do tego, że nie ma amajzingowego karbonu, najwyższej grupy i w ogóle, ale taki Roch chciał. Miał być ładny, miał umożliwiać wjechanie do lasu i miał się zwyczajnie Rochowi podobać. I taki jest.

Gdyby ktoś był ciekawy to model Giant Revolt 2 z 2020 roku, czyli z tym wymyślnym system hamowania, który jest hybrydą. Od klamek do "wihajstra" idzie linka, a do "wihajstra" do zacisków idzie już hydraulika i to jest fajne. Teraz w garażu stoją dwa rowery. Roch co prawda miał przebłysk żeby sprzedać swojego Cube ale ostatecznie zostawi go jakby kiedyś przyszło mu do głowy zapisać się na jakiś maraton MTB. Co ciekawe Żonka też zaczyna się łamać i może przyszły sezon też będzie pomykała na cieńszej oponie, kto wie.

Tak czy inaczej teraz dwa rowery, ale czy będzie 2x więcej notek? Tego nie wiadomo. I tak zupełnie na koniec to nawet nie wyobrażacie sobie jak ciężko kupić jest pedały SPD "stacjonarnie". Po prostu nie ma w żadnym sklepie, a jak Roch powiedział, że chce Shimano M540 to już w ogóle była tragedia. Jednak znalazły się w Internetach.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS. No oczywiście, że będzie zdjęcie. Tuż przed załadunkiem do bagażnika.



środa, 19 sierpnia 2020

36 i 3 dni

Tak się złożyło, że Roch niedawno obchodził urodziny. I wcale to nie jest tak, że świętowanie szło tak dobrze, że Roch dopiero teraz włączył komputer. Po prostu urodziny spędził na rowerowo, a potem wskoczył ponownie w wir home office. Tak więc znowu czasu zabrakło, a do tego nałożył się jeszcze poniedziałek, który dla Rocha był wolny, bo odbierał święto, które wypadło w sobotę.

I tak właśnie; Roch wszedł w kolejny rok życia z rowerem w tle. Tak się udało, że i pogoda dopisała i dzieci miały chęć na pedałowanie, a popołudniu okazało się, że będzie jeszcze jedno pedałowanie. Z Żonką pojechali na Blachownię i z powrotem. Taka standardowa trasa, 30 kilometrów przez las i mało ruchliwe drogi.

I tak minęły urodziny i razem z urodzinami pogoda, która zepsuła się, ale wszyscy mówią, że to chwilowe, żeby nie załamywać się. Tak więc Roch korzystając z niekorzystnych warunków pojedzie dziś do Zaprzyjaźnionego Sklepu Rowerowego żeby dogadać warunki zakupu kolejnego roweru, tym razem gravela dla siebie, ale to temat na najbliższe miesiące bowiem Roch musi uzbierać fundusz rowerowy. Jednak zakup chyba dojdzie do skutku, więc niedługo będzie dylemat, na którym rowerze jeździć, ale swojego Cuba nie sprzeda. Ma miejsce, a MTB zawsze się przyda.

I tak na sam koniec Roch w dniu urodzin planował zainicjować podcast pod szyldem pedałydwa, ale jakoś tam mu się zeszło i do końca nie był przekonany, czy to się przyjmie, a w ogóle to o czym miałby gadać. Pewnie o tym co pisze. Może jeszcze się przekona do tej formy, w sumie wszystko ma przygotowane, tylko zacząć gadać. Najbliższą okazją może być budowanie szafki serwisowej na swoje narzędzia, których ma już całkiem pokaźną ilość. Będzie to mobilna szafka serwisowa. Na kółkach.

Na tę chwilę Roch pozdrawia i myśli o tym podkaście i tej szafce.

piątek, 14 sierpnia 2020

Zestaw kluczy imbusowych XLC TO-S32

 Nieuchronnie nadszedł kolejny "techniczny piątek", w którym to Roch publikuje testy i własne przemyślenia na temat różnych gadżetów, które dostaje od zaprzyjaźnionego sklepu rowerowego - rowertour.com. Tym razem trafiła mu się nie lada gratka; jak zapewne wiecie Roch od pewnego czasu zaczął kompletować swój prywatny "garażowy serwis rowerowy", który będzie służył mu do napraw wszystkich rowerów jakie ma na stanie. I tak sobie Roch kompletuje narzędzia. Zaczyna od tych, które są mu potrzebne w pierwszej kolejności i brnie w to coraz głębiej. A całe to zamieszanie zaczęło się od bacika i klucza do kasety.

I wtedy wchodzi on - Rowertour - cały na biało i oferuje Rochowi do testów zestaw kluczy imbusowych XLC TO-S32. No lepszego testu Roch nie mógł się spodziewać, a że akurat trafił się serwis roweru Młodzieży to tym chętniej zabrał się do roboty.

Jakość wykonania

Co do jakości to przyczepić się nie można, ale u XLC jest to standardem; jak coś jest sygnowane ich logiem to oznacza, że jest to produkt, który posłuży wiele lat. I tak jest z tymi kluczami. Na pierwszy rzut oka sprawiają wrażenie solidnych, a do tego mają bardzo praktyczny stojak, który dodatkowo można przykręcić do ściany.

Każdy klucz, a jest ich osiem sztuk, ma swoje miejsce w stojaku. Te najmniejsze klucze mają okrągłe oczka, w których stoją, natomiast te większe mają kształt imbusa, więc włożenie ich na swoje miejsce nie stanowi problemu.

Same klucze wykonane są solidnie, posiadają twardy i nieślizgający się uchwyt, który jest wyprofilowany i doskonale leży w dłoni dzięki czemu nie ma możliwości żeby klucz wypadł nam z dłoni. Klucze wyposażone są w dłuższą część, która służy do szybkiego wkręcania śruby i krótszą końcówkę, która służy do dociągnięcia śruby do pożądanego momentu. dodatkowo każdy posiada kulistą końcówkę, która umożliwia pracę pod kątem, czyli dostaniemy się też do trudno dostępnych miejsc, jak na przykład do obejmy przedniej przerzutki, która czasem bywa schowana gdzieś między rurą podsiodłową, a kołem.

Sam stojak, poza możliwością przykręcenia do ściany, można też przykręcić do blatu stolika, a na froncie są oznaczenia rozmiarów kluczy, więc nie ma problemu z tym, że mniejszy klucz włożymy do większego otworu, albo że akurat tej szóstki nie ma na swoim miejscu.

O jakości i przemyśleniu każdego klucza może też świadczyć fakt, że każdy klucz możemy powiesić na ścianie ponieważ w każdym uchwycie jest otwór do jego zawieszenia.

Dane techniczne

Klucze XLC TO-S32 należą do linii pół profesjonalnej, która przeznaczona jest dla domowych warsztatów rowerowych, cechują się trwałością i odpornością na zużycie. I to jest faktycznie prawda, bo u Rocha już "kilka" śrub wkręciły, a dalej wyglądają jak nowe.

Pozostałe parametry to:

  • Zestaw dwustronnych kluczy imbusowych,
  • Rozmiary kluczy: 2 mm, 2.5 mm, 3 mm, 4 mm, 5 mm, 6 mm, 8 mm i 10 mm,
  • Wyprofilowana rączka zapewniająca pewny chwyt,
  • Stojak w zestawie,
  • Możliwość zawieszenia każdego klucza na ścianie,
  • Końcówki o różnej długości umożliwiające szybkie wkręcanie i dociąganie śrub.

Wrażenia z użytkowania

Roch nie musiał długo czekać na możliwość ich przetestowania. Najpierw regulacja hamulców w rowerze Młodego, potem regulacja przerzutki w rowerze Młodej, aż w końcu akcja ratunkowa przedniej przerzutki w rowerze Żony.

Podczas tego ostatniego serwisu, Roch - i klucze - miał najwięcej roboty, ale też kulista końcówka sprawnie odkręciła linkę z przerzutki. Za każdym razem nie było problemu żeby znaleźć odpowiedni rozmiar - wystarczyło spojrzeć na podstawkę. Porównując to do pracy ze zwykłymi imbusami przede wszystkim uchwyt robi robotę. Normalnie trzeba kombinować żeby klucze nie wypadły z dłoni, a mając możliwość złapania za kawałek grubego uchwytu od razu zyskuje się uczucie kontroli nad śrubą.

Kiedy trzeba "dociągnąć" śrubę wystarczy obrócić klucz i już mamy dźwignie zapewniającą, że gwint będzie dociągnięty "na maksa". Swoją drogą podstawka, nawet nie przykręcona od niczego, jest stabilna i bez problemu można ją postawić obok stojaka. Klucze na pewno nie wypadną.

Podsumowanie

Do tej pory Roch ratował się zwykłymi "imbusami". Dało się śruby dokręcać, jak to każdym kluczem. Pewnie takim dodawanym do mebli imbusem też dałoby się rower naprawić, ale w pewnym momencie do gry wchodzi poczucie ergonomii i przekonanie, że skoro można wkręcać śruby sprawniej i wygodniej, to dlaczego tego nie robić.

I tutaj właśnie jest miejsce dla kluczy imbusowych XLC. Śrubę wkręcają tak samo jak każde inne klucze, ale mają w sobie to coś co powoduje, że nie odczuwamy frustracji jak po raz kolejny klucz wypada z dłoni, bo te klucze - dzięki uchwytowi - z dłoni po prostu nie wypadają.

Za kwotę około 130 zł zafundujecie sobie bardzo fajne klucze, które wiele ułatwią i jeszcze więcej wytrzymają. Na pewno posłużą przez lata i zaoszczędzą siarczystych bluzgów w Waszych domowych serwisach rowerowych.

I tak już całkiem na koniec Roch odkrył jeszcze jedną funkcję tych kluczy. Otóż po otrzymaniu paczki od kuriera i rozpakowaniu jej Roch postawił je na półce w domu. Całkiem nieźle sprawdzają się jako dekoracja, ale żeby wykorzystać ich potencjał w pełni trzeba zanieść je do garażu lub piwnicy, tam sprawdzają się najlepiej.

Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com - sklep rowerowy online i XLC parts


wtorek, 11 sierpnia 2020

Serwis garażowy coraz bardziej realny

Znowu jakoś tak się złożyło, że Roch zagubił się w czasoprzestrzeni i zapomniał, że ma bloga. Trochę też rozprężył się po tych całych remontach, ale tak ma, że jak coś odpicuje albo przejedzie na przykład maraton to potem przez długi czas robi sobie wakacje od wszystkiego, ale później znowu się spina i zbiera w sobie.

Przede wszystkim Roch kompletuje klucze, czyli wyposaża swój "garażowy serwis rowerowy", który nabiera rumieńców. Jeszcze trzeba sobie wygospodarować jakiś kącik żeby móc się na tam rozłożyć na stałe, ale już teraz regulacja, czy jakaś naprawa nie stanowi większego problemu. Nie trzeba się umawiać, czekać i kombinować. Wystarczy zejść do garażu.

Poza tym codzienne rowery z Młodym. To naprawdę się dzieje, jeżdżą cały czas. Raz krócej, raz dłużej, ale koło się kręci, a noga podaje. Nigdy Roch nie spodziewałby się, że jego najlepszy kumpel rowerowy to będzie jego 5-o letni syn. Rozmowy o wszystkim, pytania o wszystko i jazda wszędzie. Tak chyba mają wyglądać te rowerowe wypady. Roch chciałby doczekać dnia, kiedy ze swoim 18 letnim synem pójdzie na piwo po rowerze. Póki co jest sok.

Młoda poszła w innym kierunku. Ona woli długie i rekreacyjne wypady, stąd nawet jak jadą we czwórkę to dochodzi do rozdzielenia peletonu na tych co to wjeżdżają w każdą dziurą, skaczą z każdego krawężnika i na te, które pedałują spokojnie, ale długo. Tak jest, choć czasem uda się spiąć całą grupę i przejechać gdzieś wspólnie.

I tak się toczy, czasem Roch nie ma siły pisać, a czasem po prostu nie ma weny, a pisanie na siłę chyba nie ma sensu. Szkoda się męczyć. Całkiem niedługo będzie też niespodzianka, nad którą Roch pracuje, ale wpierw musi skończyć swoje zobowiązania, a efekty już niedługo.

Roch pozdrawia Czytelników.


piątek, 24 lipca 2020

Stojak montażowy CRIVIT (ten z LIDLa)

Jak już Roch pisał od pewnego czasu kompletuje on swój "Garażowy Serwis Rowerowy", w którym to będzie serwisował rowery domowników. Do takiego kroku popchnęły go wydarzenia ostatnich tygodni, a mianowicie chciał pojeździć na rowerze, a tu rozkręcona piasta. Bez kluczy prawie sobie poradził, ale konusy poluzowały się od strony kasety, a tej nie było czym zdjąć.

Znalezienie serwisu, który na poczekaniu dokręcił by piastę było niewykonalne. Łatwiej było kupić klucze i samemu dokręcić. Jako, że Roch wakacyjnie dorabiał w zaprzyjaźnionym sklepie rowerowym to umiejętności były, tylko narzędzi było brak. I tak się to właśnie zaczęło. Od klucza do kasety i bacika.

Jednak Roch zawsze chciał mieć stojak rowerowy. Jak już coś grzebie przy rowerze to fajnie jak ten rower stoi / wisi stabilnie. Nawet prosta regulacja, jak rower ucieka na wszystkie strony, staje się poważnym serwisem. Stojaki od Park Tool’a z wiadomych przyczyn odpadają. Wydać kilkaset złotych na garażowy stojak to przesada. I tu pojawił się Lidl i jego promocje. Już kiedyś Roch widział, że są stojaki na promocji, ale wtedy nie myślał, że będzie go aż tak potrzebował. Tak więc dziś bierzemy pod lupę stojak montażowy Crivit "z Lidla".

Jakość wykonania


Już samo opakowanie sugeruje, że to nie będzie plastik, a po wyjęciu z pudełka faktycznie okazuje się, że to nie jest plastik. Całość wykonana jest z metalu, jedynie połączenia są wykonane z grubego tworzywa. Uchwyt, który trzyma rower wykonany jest z grubego plastiku i pokryty miękkim gumowanym materiałem od wewnątrz dzięki czemu nie porysujemy ramy.

Całość stoi stabilnie, pod warunkiem że dokręcimy wszystkie śruby. Pierwsza próba skończyła się u Rocha tym, że stojak z rowerem samoczynnie się obniżył. Dopiero jak Roch dokręcił śruby to całość zaczęła być stabilna. Stojak ma możliwość składania, więc spokojnie można go trzymać gdzieś w kącie, a jak zajdzie potrzeba to dzięki zaciskom można go szybko rozłożyć. 

Ogólnie jakość na wysokim poziomie, ale śruby trzeba dokręcić.

Dane techniczne


  • Bezstopniowa regulacja wysokości od ok. 107 do 188 cm
  • Maksymalna waga roweru: 30 kg
  • Mocowanie roweru obrotowe o 360°
  • Obejma do wszystkich dostępnych średnic ram od ok. 25 mm do 55 mm
  • Tacka na narzędzia z magnetyczną "przegródką"
  • Dodatkowe ramię teleskopowe do stabilizacji kierownicy
  • Cztery nogi z możliwością przykręcenia stojaka do podłogi

Według naklejki na stojaku producentem tego modelu jest firma Delta-Sport Handelskontor GmbH. Oznaczenie modelu z naklejki to FM-7091 (lidlowy IAN to 326459_1907). Na pewno zauważyliście odwrotność 7091 -> 1907 ;-)

Wrażenia z użytkowania


Użytkowanie stojaka to bajka, oczywiście po dokręceniu śrub, samo wpinanie i wypinanie roweru nie sprawia kłopotu dzięki czterem nogom, które stabilizują stojak. Regulacja obejmy na ramę też nie jest problemem z tego względu na to, że rączka która zamykamy zacisk jest równocześnie rączką regulującą "szerokość" uchwytu, więc spokojnie można to zrobić jedną ręką. 

Do kompletu dostajemy teleskopowe ramię, które służy do zablokowania kierownicy tak żeby nie latała na boki. Podczas instalacji licznika w rowerze Młodego sprawdziła się doskonale. Jeden koniec przypinamy do stojaka, drugi do kierownicy i można spokojnie zająć się prowadzeniem kabelka. Jak na garażowe warunki stojak spisuje się doskonale i kwota 159 zł chyba została dobrze zainwestowana. Na pewno za kilka tygodni stojaki pojawią się w kolejnej promocji, pewnie za 99 zł tak żeby wyprzedać zapasy.

Podsumowanie


Po co ten test w ogóle? Bo w Internetach jest niewiele informacji o tym sprzęcie, a po bliższym poznaniu (i dokręceniu śrub) okazuje się, że to bardzo udana konstrukcja, która w sam raz pasuje do amatorskiego użytkowania, a przede wszystkim kwota, którą należy wydać "na start" jest niewielka.

Jeśli Roch miałby jeszcze raz stanąć przed regałem z tymi stojakami to bez wahania kupiłby jeszcze raz. Na domowe potrzeby sprawdza się doskonale. Jeśli ktoś ma odrobinę sprytu i zacięcie na złotą rączkę to bez problemu wymieni linkę, czy wyreguluje przerzutkę. Rower będzie stabilnie wisiał, a to naprawdę duże ułatwienie. Choćby przy regulacji przerzutek gdzie jedną ręką pedałujemy, a drugą zmieniamy "biegi".

Za tę cenę ciężko będzie znaleźć coś tak dobrego. Dla porównania na Allegro ten sam stojak kosztuje już 189 zł, więc warto śledzić promocje w Lidlu, a na wyprzedażach można go spokojnie dostać za kwotę poniżej 100 zł.



wtorek, 21 lipca 2020

Tydzień urlopu, 4 dni remontu i rower w tle.

Kolejna porcja ciszy spowodowana była tym, że Roch wziął urlop. Oczywiście urlop było tylko środkiem do osiągnięcia celu jakim był długo odkładany remont. Dodatkowo na ścianach pojawiły się dziwne artefakty, które - jak późnej okazało się - były efektem działania nawilżacza powietrza. Na ścianach i suficie osadził się biały nalot, który potem okazał się kamieniem z wody, a raczej z mgiełki wodnej, którą produkował nawilżacz.

I tutaj #protip: jak ktoś chce nawilżać powietrze w domu lub mieszkaniu to nie warto oszczędzać na nawilżaczu. Są takie z filtrami i są takie bez filtrów. Używanie takiego bez filtra skończyło się malowaniem całego domu. Jednak całość zajęła 4 dni, no 5 dni z ustawianiem gratów i dopieszczaniem wszystkiego. W międzyczasie Roch dokupił do swojego "Garażowego Serwisu Rowerowego" stojak montażowy. Lidlowy, ale już parę razy go użył i naprawdę znaczek, czy marka nie mają tu znaczenia. Kawałek dobrego stojaka, który bardzo ułatwia pracę.

Nic się nie giba, rower wisi stabilnie, można przy nim wszystko zrobić. Potwierdzić to mogą Młody, który miał już naprawiany rower i Rocha Teściowa, a w zasadzie jej rower, który miał regulowane hamulce. W przyszłym miesiącu Roch planuje kupić jeszcze kilka kluczy i koniecznie obcinaczkę do linek i pancerzy, bo bez niej jak bez ręki.

Po skończonym remoncie Roch wrócił na rower. Oczywiście z Młodym, który nie odpuszcza pedałowania i domaga się coraz więcej terenu. Ścieżki dla rowerów go nie interesują, rower musi podskakiwać. Według statystyk Garmina, podczas tygodnia remontowego Roch przejechał 67.01 km, więc całkiem nieźle jak na tydzień z wałkiem.

Teraz, kiedy już opadł remontowy kurz można zająć się swoimi sprawami. Przede wszystkim Roch chce napisać kilka słów o stojaku, bo w Internetach są tylko wzmianki o nim, ale nie ma czegoś więcej, a to naprawdę solidny sprzęt do domowego serwisu. Nie ma znaczenia, że z Lidla, ale to będzie zaplanowane na najbliższy piątek, zgodnie z tradycją.

Tak więc pomimo, że urlop wybitnie remontowy to nie całkiem stracony, bo i rower był i kilometrów wpadło. Pozostaje jeszcze uzupełnić statystyki, bo i one zostały przez Rocha zaniedbane, ale wszystko wraca powoli na swoje tory.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
A może by tak rzucić wszystko i otworzyć serwis rowerowy?

piątek, 10 lipca 2020

Zapięcie rowerowe Abus Bordo Lite 6055

W najśmielszych oczekiwaniach Roch nie spodziewał się, że współpraca której podjął się na początku roku będzie przebiegała tak doskonale. Nawet pandemia COVIDa nie wpłynęła zbytnio na ruch w testach. Co prawda cały Świat złapał zadyszkę, ale zaraz po tym wziął głęboki oddech i znowu zaczyna oddychać samodzielnie. Tak też jest z Rocha współpracą z internetowym sklepem rowerowym – rowertour.com. I przechodząc od razu do meritum, Roch miał przyjemność testować zapięcie rowerowe składane Abus Bordo Lite 6055. Firma Abus to spece od zabezpieczeń. Mają w swojej ofercie kaski, zapięcia rowerowe i wiele innych rzeczy wychodzących nawet poza obszar kolarstwa.

Jakość wykonania


Zakup roweru niejednokrotnie wiąże się ze sporym wydatkiem finansowym i każdy chciałby móc cieszyć się swoimi dwoma kółkami jak najdłużej. Bywa, że na rowerze jedziemy do sklepu, czy "do miasta". Rochowi wiele razy zdarzało się, że musiał wyskoczyć do apteki i mając wybór: czy stać na światłach, w korku, a później jeszcze szukać miejsca parkingowego, czy przemknąć się sprawnie na rowerze i nie martwić się parkingiem i płatną strefą wolał wybrać rower i aptekę na drugim końcu miasta.

Do apteki, jak i do większości miejsc w ogóle, ciężko wejść z rowerem, więc przyda się jakieś zapięcie, które zabezpieczy rower przed kradzieżą. Jednak wożenie ze sobą ciężkiego U-locka jest trochę niewygodne. I tutaj idealnie wpasowuje się zapięcie Abus.

Jest małe, wręcz kompaktowe. Spokojnie zmieści się do kieszeni, a w plecaku trzeba go szukać. Waga też jest piórkowa, więc w sam raz żeby szybko wrzucić do kieszeni (na przykład w koszulce rowerowej) i wsiadać na rower. Swoje wymiary zawdzięcza sprytnemu systemowi składania, w którym każde ogniwo układa się obok siebie, więc finalnie złożone zapięcie nie jest wcale większe od smartfona.

"Ogniwa" mają grubość 5 mm i są wykonane z lekkiego metalu i aluminum, połączone są przegubami, które pracują bez zarzutu, a zapięcie można złożyć bez problemu jedną ręką. Całe zapięcie jest oczywiście pokryte materiałem, który nie porysuje lakieru ramy. Automatyczny zamek pracuje lekko i pewnie, bez problemu otwierając zapięcie. W komplecie dostajemy dwa kluczyki.

Dane techniczne


Tak jak wcześniej było napisane panele wykonane są z metalu o grubości 5 mm, połączone są przegubami. Pozostałe parametry to:

  • Poziom bezpieczeństwa: 7
  • Waga: 440 g
  • Długość: 60 cm
  • Kolor: Czarny (choć ogniwa pokryte są szarym materiałem)

Zapięcie posiada 7 poziom bezpieczeństwa w klasyfikacji Abus Security Level System, który dzieli się na 3 kategorie:

  • Maximum Security Level: 10-15
  • Extra Security Level: 5-9
  • Standard Security Level: 1-4

Abus Bordo sprawdzi się doskonale w miejscach, w których istnieje podwyższone ryzyko kradzieży roweru.

Wrażenia z użytkowania


Odkąd Roch dostał to zapięcie do testów nie rozstaje się z nim ani na chwilę. Wrzucił je do plecaka, a kluczyk dopiął do kluczy, które zawsze wozi ze sobą. W przeszłości bywało tak, że jadąc z dziećmi nie było jak przypiąć roweru na placu zabaw, bo akurat dzieci chciały trochę pofikać na zjeżdżalniach, a Roch zamiast pilnować dzieci co chwila spoglądał na rowery.

Teraz ten problem się rozwiązał. Zapięcie spokojnie ogarnie dwa rowery, więc można przypiąć je do znaku czy jakiejś barierki i zająć się zabawą. Zastosowań jest wiele. Nawet jakiś wypad ze znajomymi na piwo może być o wiele bezpieczniejszy, pod warunkiem że nie przesadzi się z alkoholem. Jednak rower na pewno będzie w tym samym miejscu, w którym się go zostawiło (o ile nie zapomniało się gdzie został przypięty).

Kompaktowe wymiary, poza oczywiście bezpieczeństwem, stanowią największy plus tego zapięcia. Naprawdę wystarczy wrzucić go do plecaka i nie ma obaw, że trzeba gdzieś zostawić rower, który nie jest zabezpieczony. Dla Rocha to fantastyczne rozwiązanie, szczególnie podczas wypadów z dzieciorami. Nigdy nie wiadomo co im wpadnie do głowy. Nie ważne, czy lody, czy plac zabaw zawsze można przypiąć rower i zająć się brykaniem, a nie doglądaniem, czy sprzęt jeszcze stoi.

Podsumowanie


Niestety przyszło nam żyć w czasach, w których pojęcie własności bywa nie do końca szanowane i trzeba się przed tym jakoś bronić. Szczególnie, że rowery do tanich nie należą i najczęściej kupowane są z myślą o wieloletnim użytkowaniu.

Aby to ułatwić Abus stworzył zapięcie rowerowe Bordo Lite 6055, które w codziennym użytkowaniu gwarantuje bezpieczeństwo jednośladu, a nam spokój i poczucie, że rower jest dobrze zabezpieczony. Cena tego spokoju też nie jest wygórowana, bo wydając w okolicach 200 zł zapewniamy bezpieczeństwo sprzętu, którego wartość jest wielokrotnością kosztu zapięcia. Na niektórych rzeczach zwyczajnie nie warto oszczędzać.

Oczywiście, poza zapięciem, warto zwrócić uwagę na to do czego rower przypinamy. Bo nawet najlepsze i najdroższe zabezpieczenie może polec w starciu z nieuwagą. Zawsze warto sprawdzić, czy element do którego przypinamy rower jest solidnie zamocowany w ziemi i czy przypadkiem nie można tego elementu podnieść lub odłączyć.

Tak więc jak widać kwestia zabezpieczenia roweru wcale nie jest łatwym tematem, ale zapięcie rowerowe Abus Bordo Lite 6055 gwarantuje, że będziemy mogli się cieszyć naszym rowerem (rowerami) przez długi czas.


Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com - sklep rowerowy online i Abus Polska.

niedziela, 5 lipca 2020

W końcu pogoda się poprawiła i wpadło parę kluczy

Po miesiącach opadów, zachmurzonego nieba i temperatury raczej nie wakacyjnej w końcu zrobiło się pogodnie i tak ja to w lecie powinno być. Tak aura sprzyja dwóm rzeczom: po pierwsze to baseonowanie dzieci, czyli harce w basenie "za domem". Z taką przydomową pływalnią żaden COVID nie straszny.

Druga rzecz to oczywiście rower i tutaj Młody nie daje za wygraną, twardo pedałuje po trzy razy dziennie w swój ulubiony teren. Dziś na przykład, jak przystało na niedzielny poranek był dłuższy wypad. Rano jeszcze temperatura była znośna, więc można było jechać gdzieś dalej, później byłoby to już nie możliwe. I tak rano cała czwórka przejechała 10 kilometrów w terenie, podjazdów też było sporo, a i komary nie dawały za wygraną.

Później w ramach ochłody było wodowanie w basenie. Popołudniu obowiązkowa wizyta u dziadziusia i babci i tutaj Roch z Żonką mieli czas dla siebie. I poszli na rowery trochę popedałować w samotności, a w zasadzie bez dzieciorów, bo one wizytowały dziadków. I tak początkowy plan był żeby dojechać do Olsztyna (tego jurajskiego), ale wieczorem było jeszcze zaplanowane ogródkowe ognisko z dzieciorami więc trzeba było skrócić dystans.

I tak standardowy wypad na Blachownię, tam próba znalezienia wolnego miejsca na zjedzenie hamburgera, ale jak zawsze to się nie udaje, więc bez większych postojów powrót do domu. I kiedy już Roch myślał, że rower może odstawić to przyszedł Młody i powiedział, że chce jeszcze zrobić wieczorną rundkę. I tak z pedałowania koło domu zrobiło się kolejne poważne pedałowanie. Młody, jeśli chodzi o rower, jest nie do zdarcia, ale to dobrze.

* * * *

Cały weekend byłby pod wielkim znakiem zapytania gdyby nie szybka i sprawna reakcja na to co się stało w piątek, a w zasadzie co zaczęło się dziać w piątek. Otóż tylne koło coś zaczęło "chrupać", więc Roch zdjął koło i okazało się, że piasta się rozkręciła. Czasem tak się dzieje, ale prawie zawsze udaje się to naprawić. Jednak tym razem trzeba było dokręcić ją od strony kasety, a to wymagało jej zdjęcia, a do tego Roch nie miał kluczy. 

W sobotę serwisy rowerowe też nie specjalnie pracują, a te co pracowały miały "grafik napięty" więc Rochowi pozostało albo znaleźć klucze, albo pogodzić się z tym, że będzie pedałował z rozkręconym kołem. Klucze szybko udało się kupić i jeszcze szybciej udało się naprawić usterkę i dzięki temu weekend był rowerowy. Od wczoraj Roch postanowił, że skompletuje sobie własny amatorski warsztat rowerowy, a zakup trzech pierwszych kluczy był dopiero początkiem.

Kolejny będzie stojak serwisowy i obcinaczki do linek, bo Młodemu trzeba zrobić mały serwis roweru, więc trzeba kupić kolejne narzędzia. I tak początkowo pewne koszty trzeba ponieść, ale później będą oszczędności na zewnętrznym serwisie. Jedynie super ciężkie przypadki będą lądowały u zaprzyjaźnionego W.

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 30 czerwca 2020

Podsumowanie miesiąca i wypady z Młodym

Koniec miesiąca to oczywiście pora podsumowania, a to ostatnio jest dużo łatwiejsze dzięki Rochowym statystykom, które ciągle się rozwijają i dostają coraz to nowsze bajery. Czerwcowe statystyki można zobaczyć tutaj: https://beta.pedalydwa.pl/statystyki/month/6. No i jest co pokazać; sporo rowerów, sporo jeżdżenia, a najwięcej z Młodym.

Okazuje się, że Młody na poważnie załapał bakcyla rowerowego i czasem dochodzi do tego, że śledzi pogodę i jak "słońce wygrało z chmurami" to można iść na rower. Najgorsze są dni deszczowe, a tych ostatnio nie brakowało. Dla niego to była trauma, bo nie było roweru. Taka motywacja i zapał u (prawie) pięciolatka jest godna podziwu. Co prawda inne aktywności też lubi bo i na hulajnodze jeździ i w piłkę gra, ale dzień bez roweru jest dla niego dniem straconym.

Co innego Młoda, ona lubi na hulajnodze, na rowerze też, ale już nie tak ostro jak jej brat. Wypad do parku, na plac zabaw, lody. Młody idzie jak dzik w las i jedyne co jest w stanie go wyciągnąć to też są lody, ale to prawo dziecka. Lody i słodkie chyba towarzyszyło każdemu. I tak właśnie największym motywatorem Rocha jest jego pięcioletni syn. I dobrze; w dziecku trzeba pielęgnować płomień pasji i na pewno nie można go zniechęcić bo nam się nie chce. A szczerze to Rochowi czasem się nie chce, ale co tam, wskakuje w obcisłe i jedzie w las.

* * * *

I tak też było dziś. Wypad do lasu, który co prawda skończył się tym, że musieli wracać, bo ostatnie ulewy skutecznie zalały las, ale i tak 8 kilometrów weszło w nogi. Rower był tak obłocony, że Młody miał problem z hamowaniem, błoto było dosłownie wszędzie. Po powrocie do domu mieli jechać na myjnie umyć rowery, ale wydarzenia ostatnich miesięcy spowodowały to, że Roch rozłożył myjnie pod domem. Karcher jest Karcher, niezależnie gdzie się go używa, a wiadomo że na podwórku jest najlepiej.

I tak Młody po błotnym wypadzie umył swój rower, a nawet nasmarował łańcuch. Więc maszyna jest przygotowana na kolejny wypad. Jeśli jutro "słońce wygra z chmurami" to na pewno będzie pedałowane.

I tak ma być. Może uda się namówić Młodą na wspólny wypad, bo takie są najlepsze. Na zakończenie czysty rower.


Roch pozdrawia Czytelników.