wtorek, 10 lipca 2018

Coraz więcej na rowerze

Owszem, nie są to jakieś długie dystanse, ale przecież liczy się to, że jeździ się na rowerze a ilość kilometrów już jest drugorzędną sprawą. Z takiego właśnie założenia wychodzi Roch i pedałuje sobie a to 2 km z dziećmi do sklepu, a to 7 z Miśką do apteki, a to 5 na wycieczce rowerowej z Rodzinką, a czasem i nawet 20 z Żonką jak dzieci wybiorą babcię.

I tak ilość kilometrów przyrasta, ale w podsumowaniu rocznym trzeba będzie trochę się nakombinować, bowiem część z kilometrów jest na starym liczniku, część na Stravie, a reszta już tylko na nowym liczniku, który ma nawet własne statystyki, więc Roch już nie potrzebuje zupełnie serwisów rowerowych. Poza Endomondo, ale to dlatego, że dawno temu dostał konto PRO w jakiejś promocji i musi zachować ciągłość posiadania konta.

Co do rowerów to w tym tygodniu raczej ciężko będzie coś wymyślić ciekawego. Poza oczywiście przejażdżkami z dzieciorami zapowiada się intensywny środek tygodnia. Może pod koniec Roch weźmie rower z sobą, ale to jak już załatwi mechanika, okulistę i weterynarza bo to właśnie w tym tygodniu Roch będzie robił. W Lipcu Roch już przejechał 37 kilometrów. W większości z dziećmi, ale odkąd Roch ma zapięcie rowerowe to coraz częściej zapuszcza się do centrum rowerem.

Jest mniejszy problem z parkowaniem. Wystarczy bowiem kawałek słupa, czy stojaka rowerowego i można zapinać rower, a z dołączoną linką to i trzy rowery można zapiąć. Gdyby ktoś pytał co kupić, to można kupić na przykład takie: MAGNUM Zapięcie rowerowe 3003 U-LOCK. Może ciut drogie, ale można zapiąć kilka rowerów. No i ten podświetlany kluczyk.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS. Jeden z ostatnich wypadów:

wtorek, 3 lipca 2018

Prezent urodzinowy - rowerowy oczywiście

Jak powszechnie wiadomo, albo i nie, Roch obchodzi urodziny dopiero w sierpniu, ale tradycyjnie o prezent urodzinowy zaczyna marudzić kilka miesięcy wcześniej. Nie inaczej było i tego roku. Roch zapragnął mieć lepszy licznik, taki który pokazywałby godzinę i kadencję bez udziału telefonu. Wszelkiego rodzaju GPSy to dla Rocha ostateczność bowiem jak ma coś działać dokładnie to musi być czujnik na kole, który wysyła impulsy do licznika. Tak było, tak jest i tak będzie. Więc Roch wszelkimi znanymi sposobami udowadniał Żonce, że ten nowy licznik jest mu niezbędny, a stary jest dobry, ale nie pokazuje godziny.

W końcu Żonka ugięła się, bo miała zwyczajnie dość marudzenia Rocha, i sprawiła Rochowi prezent na dwa miesiące wcześnie. Od tej pory Roch ma licznik nie tylko z zegarkiem, ale ma nawet NFC żeby zgrywać dane do telefonu. Do tego ile oszczędził paliwa jeżdżąc rowerem i kilka innych bajerów, jak na przykład statystyki w samym liczniku. I oczywiście zegarek, a w gratisie podświetlenie i czujnik kadencji. Wypas normalnie, a w dodatku wypas bezprzewodowy. I tak Roch sprawił sobie urodziny dwa miesiące wcześniej, ale za to ma więcej czasu na testowanie licznika, który jest przefajny. Teraz już zupełnie może powiedzieć Stravie "do widzenia" bo ma gdzie i jak gromadzić statystyki.

Poza tym, że Roch sprawił sobie kolejny (nie)potrzebny gadżet rowerowy to rowerowo jest dobrze. Może nie tak jak w zeszłym miesiącu, ale jest dobrze. Powrót do życia po wakacjach był dla Rocha bardzo ciężki, ale w końcu udało mu się wrócić na właściwe tory. Tak więc rowery są z dziećmi oczywiście, ale są. Roch pedałuje coraz dalej i coraz dłużej. W planach ma wyprawę na stare śmieci, czyli do Tarnowskich Gór, ale jeszcze nie wie kiedy.

Niestety, ale pogoda nie sprzyja planowaniu takich wypadów, więc trzeba czekać na jakieś zdecydowane ocieplenie, ale tego co było w Gracji i tak nic nie przebije. Tak więc Roch jeździ, gromadzi statystyki w nowym liczniku i może nawet robić takie zgrabne raporciki:
Tak więc na blogu znowu pojawią się nowe obrazki, ale już do tego powinniście się przyzwyczaić.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Statystyki miesięczne też można generować. Na koniec lipca planowana jest ich premiera.

środa, 27 czerwca 2018

Tydzień minął, pora wrócić na rower

Jak już pewnie wiadomo Roch miał tydzień wakacji z dala od elektroniki (nie licząc aparatu) i tego całego zgiełku. Stała temperatura w okolicach 27°C, słońce, inny klimat i morze. To egejskie oczywiście, czyli - nie bójmy się tego słowa - ukochane miejsce Rocha. Tak, Roch razem z dzieciorami i Żonką pojechali do Grecji. Po raz kolejny Hellada pozytywnie zaskoczyła Rocha i utwierdziła w przekonaniu, że kolejne wakacje będą równie udane co te poprzednie, a Grecja jeszcze nie raz pokaże swoje piękno.

W tym roku Roch zwiedzał Kassandrę, to pierwszy "palec" z trzech na półwyspie chalcydyckim. Pozostałe to Sithonia i Athos. Co prawda na drugim palcu, czyli Sithonii też Roch był, ale tylko przejazdem, a w zasadzie przepływem w drodze na Toroneos. W tym roku Roch odwiedził sporo miast greckich, m.in Pefkochori, Neos Marmaras. Wakacje bombowe, do tego jeszcze dzieciom bunt wyjazdowy osłabł, ale jeszcze nie przeszedł. Jednak po kilku dniach i Staś przekonał się do morza. Michasia szalała w wodzie, Staś budował zamki z piasku i zakopywał samochodziki tak skutecznie, że pewnie coś w piachu zostało.

Ogólnie było superowo, aż nie chciało się wracać. A po powrocie aż chce się jechać znowu do Grecji. Tak czy inaczej Roch już wie gdzie za rok (a może i wcześniej) pojedzie.

Αντίο Grecjo!

* * * *

Kiedy już Roch otrząsną się z szoku temperaturowego i pogodowego postanowił, że pojeździ trochę na rowerze. Oczywiście z dzieciorami bo i im tego brakowało. Więc jak tylko deszcz nie pada to Roch pedałuje. Kilometrów przybywa coraz więcej, może w czwartek uda się pojeździć po starych śmieciach, czyli rower pojedzie z Rochem do pracy.

Ogólnie Roch rozkręca się i wraca do życia. Rower w tym bardzo pomaga.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS. Widoczek na zakończenie:







poniedziałek, 4 czerwca 2018

Rower w mieście nabrał sensu

Od dawien dawna Roch powtarzał, że roweru nie spuści z oka więc wszystko co miał załatwić w centrum czy to Tarnowskich Gór, czy Częstochowy załatwiał jadąc tam samochodem. Szukał miejsca do zaparkowania, potem szedł, wracał, stał w korkach i tak dalej. Odkąd jednak kupił zapięcie to coraz częściej zapuszcza się do miasta rowerem. Jedynie musi znaleźć solidny kawał czegoś do czego może przypiąć rower. Odpada stanie w korkach, płatne strefy a plusem jest zdrowie, kondycja i ruch.

W weekend też musiał podskoczyć do sklepu, więc zamiast samochodu zabrał rower, zapięcie i plecak na zakupy. Samo zdrowie, no może poza tym co kupił i w plecaku wiózł, ale różnica w kaloriach powinna wyjść na zero. Od ostatniej notki nie minęło dużo czasu, a zguba już się znalazła. Staś położył go w swoim sklepie i zapomniał o nim, ale Żonka go znalazła. Zatem nagroda należy się Żonce.

Na zakończenie zdjęcie cudownie odnalezionego:


Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 2 czerwca 2018

Najlepszy okres rowerowy Rocha

Ale też nie najlepszy okres blogaskowy, ale tak to już jest, że jak Roch pojeździ na rowerze to później jeszcze musi pogolać trochę, pogrzebać w piachu, iść na spacer, potem jeszcze na rowerek z Stasiem i jak już może siąść i napisać notkę to zasypia w pokoju dzieci albo na łóżku z głową podpartą poduszką. A miałby o czym pisać, bo maj pod względem pedałowania był jednym z lepszych w ostatnich latach. Wszystko to zasługa tego, że dzieciory i Żonka są rowerowi i nie ma problemu z tym, żeby iść na rower.

Rower na plaży. Brakuje tylko parawanu.
Zmiana godzin pracy wyszła na plus, Roch teraz wraca i jeszcze ma okazję popedałować. Dodatkowo odkąd zainwestował w porządne zapięcie rowerowe nie ma już oporów żeby pojechać do miasta rowerem zamiast samochodem. Co prawda Roch pod namową (no bo twój rower jest drogi) W. kupił zapięcie pancerne i teraz przypina rower do czegoś stałego, Nie ma problemu żeby iść do sklepu czy do apteki. Zapięcie ma jeszcze fajną linkę, którą można opleść resztę rowerów więc na placu zabaw wszystko jest solidnie zabezpieczone.

Dziś na przykład Roch pojechał rowerem do apteki, przypiął go do słupa, kupił lekarstwa i wrócił do domu. Samo zdrowie, poza lekarstwami, ale leczyć się trzeba. Poza tym, że pojechał do apteki, to jeszcze poszedł na rower z Rodzinką i to dwukrotnie, bo rano i wieczorem. Cały dzień pedałowania zamknął się dla Rocha w 30 kilometrach. Pewnie byłoby ich trochę więcej, ale licznik Rocha zgubił się w niewyjaśnionych okolicznościach, więc musi posiłkować się GPSem, a to jak wiadomo dokładne nie jest. Jednak za znalezienie licznika Roch wyznaczył nagrodę, więc pewnie się znajdzie za łóżkiem, albo w zabawkach dzieci.

Na zakończenie szybki podgląd rowerowego maja, bo to, że Roch nie wrzuca tutaj śladów nie znaczy, że nie spisuje kilometrów z licznika, który się zgubił. Jak się nie znajdzie, to Roch zapowiedział, że kupi nowy.


Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 22 maja 2018

Pierwszy rower po pracy

Blogowe zaniedbania Roch są godne potępienia, ale na swoje usprawiedliwnie ma to, że na rowerze jeździ, czego dowodem są wpisy z licznika, które Roch gramodzi w popularnym serwisie, a które z racji tego, że Roch najczęściej jeździć z dziećmi są prywatne. Tak czy inaczej Roch może pochwalić się tym, że przejechał w maju już 115 kilometrów, a dziś dołożył do tego kolejną cegiełkę.

Jak już pewnie wiadomo Roch skorzystał z możliwości zamiany godzin pracy i teraz jeździ godzinę wcześniej do pracy, ale i wraca godzinę wcześniej. Ten sprytny zabieg miał na celu umożliwienie Rochowi zabrania roweru do pracy i pojeżdżenia po starych śmieciach. Jednak do tej pory Roch albo wracał prosto do domu bo dzieci chciały się bawić, albo trzeba było jechać do sklepu, czasami też trzeba było pojechać do Mamy do Tarnowskich Gór albo pogoda nie dospisywała. Jednak dziś w końcu wszystko udało się tak poukładać, że Roch miał godzinkę na pedałowanie.

Żeby nie tracić czasu to po wyjściu z pracy od razu wypakował rower z bagażnika, założył buty i plecak i pojechał. Plan miał prosty: dojechać do Sportowej Doliny, ale nie chciał jechać zwykłymi drogami. Zainstalował on zatem nawigację rowerową, która miała prowadzić do celu, ale po dłuższej chwili okazało się, że to nie jest zbyt dobry pomysł. Koniec końców pojechał ścieżakmi rowerowymi i dojechał. Jednak te wszystkie gadżety nawigacyjne są do bani. W telefonie tylko Spotify, a reszta to już jazda na pamięć.

Ogólnie wyszło 15 kilometrów po pracy. Godzinka na siodełku choć następnym razem Roch spożytkuje ją lepiej. Nie będzie się grzebał w nawigacjach. Właczy jedynie muzykę i pojedzie przed siebie. Jedynie Google Maps działało, ale z włączonym ekranem, a Roch tak nie chce. Koniec końców udało się pojeździć i o to chodzi w tym wszystkim. Niedługo weekend więc pewnie też jakieś wycieczki rowerowe Roch odbędzie. I kilometry lecą.

Chyba Roch rozjeździł się na dobre. Co prawda nie ma tego tyle co kiedyś, ale też warunki są inne. Jednak ile Roch da radę to będzie pedałował bo co by nie mówić to Roch bez kręcenia długo nie wytrzymuje. Tak więc może w przyszłym tygodniu Roch znowu po pracy pojeździ na rowerze. W weekend to już na pewno będzie pedałowanie. Trzeba przejechać się nową ścieżką wzdłuż Częstochowy.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Dowód pedałowania:


PS2:
Ten wpis jest 1300 wpisem na blogasku.

from celebrate GIFs via Gfycat

sobota, 5 maja 2018

Nowy rok, nowy rower

To już chyba stało się tradycją, że w okolicy maja / czerwca Roch dzwoni do zaprzyjaźnionego W. i umawia się z nim na biznesy. Nie inaczej było i w tym roku. Roch zobaczył, że Michalina już za często wstaje z siodełka i stwierdził, że to dobry czas na podniesienie go o kolejny centymetr albo i dwa. Jednak tym razem Roch zdziwił się bowiem rurka vel. sztyca odkryła przed Rochem napis "minimum". Niczym system TAWS w samolocie Roch  poczuł, że zbliża się niebezpiecznie do terenu zwanego kontem.

I tak się stało. Kolejny rower stoi w garażu, a Miśka zachwycona bo w końcu ma rower z przerzutkami i w ogóle jest on kochany (pomimo, że nie jest różowy). Codziennie chce jeździć na nim. Dziś nawet chciała zrezygnować z basenu żeby tylko na nim pojeździć. W końcu udało się pojechać rano na basen, a popołudnie należało do roweru. A skoro ma przerzutki, a w zasadzie przerzutkę, bo tylko z tyłu ma biegi to odpadło Rochowi holowanie jej pod górkę.

Staś dostał na zachętę licznik rowerowy, ale zrobił z niego telefon komórkowy i dzwoni do babci i dziadka. Jednak i on ma żyłkę rowerową mimo, że jeszcze nie przekonał się do swojego pedałkowego rowerku. Jednak Roch jest cierpliwy i w końcu Staś też będzie pedałował. Równowagę już doskonale utrzymuje na swoim odpychanym rowerku. I tak cała dwójka dzieci załapała bakcyla rowerowego od Rocha. To muszą być geny. Te dobre geny oczywiście.

I dziś na przykład Michalina ze Stasiem przejechali 7 kilometrów, postój na lody i z powrotem do domu. Wieczorem jeszcze mała przejażdżka i wszyscy grzecznie poszli spać. Jutro może też się uda popedałować, ale to jedna wielka niewiadoma jest. Jeśli się uda to Roch oczywiście o tym napisze.

Na zakończenie zdjęcie nowego roweru:


Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 4 maja 2018

Podsumowanie majówki, a działo się, oj działo

Majówka ma się ku końcowi, dziś ostatni dzień wolnego (kto ma ten ma) i zostaje już tylko weekend na pedałowanie. Tak czy inaczej do dziś działo się sporo pod względem rowerowym u Rocha. W zasadzie każdy wolny dzień (Roch w tym roku pracował pomiędzy dniami wolnymi) spędzał lub spędzali na rowerach. I tak z samej majówki wyszło 40 kilometrów. Większość z nich przejechane z dziećmi, a najdłuższy wypad to 10 kilometrów, które Miśka przejechała sama. No ale wypad na lody motywuje bardzo mocno.

Jednak najdłuższy z najdłuższych wypadów Roch zaliczył wczoraj z Żonką, z którą pojechał zobaczyć jak tam idą prace przy budowie autostrady. I "przecinka", bo tak Roch nazywa wjazd na autostradę już jest gotowa do tego ścieżki, chodniki i pasy zieleni. Wszystko wygląda doskonale, a po ścieżce jedzie się idealnie. Równa, asfaltowa i szybka. Jednak powrót do domu był szybki bo zaczęły się zbierać burzowe chmury. I pod wieczór lunęło deszczem, ale wypad zaliczony do bardzo udanych mimo, że burza i deszcz. W dodatku Roch znalazł sklep, w którym usłyszał, że nie zapłaci 2.50 PLN kartą bo płatności kartą od 10 PLN. Tak, jeszcze takie sklepy są.

Majówka, mimo, że pracująca dla Rocha, okazała się całkiem rowerowa. Najważniejsze, że dzieci są rowerowe, choć Staś jeszcze nie przekonał się do rowerka z pedałkami, ale na odpychanym daje sobie doskonale radę. Z górki już nawet nogi podnosi i "buja się" więc pewność i równowagę ma obcykaną. Teraz tylko wygrać z upartością i oporem. Pierwsze dwa dni zmiany czasu pracy dla Rocha są obiecujące, bo po powrocie z pracy ma godzinę ekstra, a więc wycieczki rowerowe będą częstsze, a nawet po pracy wypad w stare okolice będzie bardziej możliwy. Samochód zostanie na parkingu, a Roch przepedałuje się po okolicy i wróci po samochód.

Na zakończenie zdjęcie rowerów. Z wypadu na lody.


Roch pozdrawia Czytelników.