piątek, 24 stycznia 2020

Amortyzowany mostek XLC ST-M21

Nie minęło dużo czasu, a Roch ma już dla Was kolejną nowość i smaczek od rowertour.com - internetowego sklepu rowerowego. Tym razem na tapetę bierzemy amortyzowany mostek XLC o oznaczeniu ST-M21. Jak już wcześniej Roch wspominał, wszystkie te gadżety są efektem współpracy jaką Roch rozpoczął z początkiem roku. Jednak aby nie przedłużać i nie zniechęcać przydługim wstępem przechodzimy do konkretów.

Jakość wykonania


Od razu po wzięciu do ręki mostek wydaje się solidny i duży, ale przy tym zachowuje rozsądną wagę. W tym miejscu zaznaczyć należy, że mostek jest wyposażony w mechanizm amortyzujący, ale nawet to nie spowodowało, że jest przesadnie ciężki. Waga 198 gram dla długości 100 mm wydaje się rozsądnym kompromisem pomiędzy tym co oferuje, a masą.

Na górze mostka można zobaczyć napis "Tranzx", a to oznacza, że można się po nim spodziewać czegoś dobrego. I w tak jest. Zanim jednak przejdziemy do szczegółów warto trochę przybliżyć parametry.

Według specyfikacji producenta, mostek jest wykonany z aluminium 2041, wycinany w technologii 3D. Pasuje na standardową rurę sterową o średnicy 1⅛ cala (28.6 mm) i dzięki temu pasuje niemal do wszystkich typów widelców. Mocowanie kierownicy odbywa się za pomocą 4 śrub, a kierownica powinna mieć średnicę 31.8 mm.

Mostek występuje w trzech długościach: 80 mm, 90 mm i 100 mm, a kąt nachylenia to 6°.

Sposób montażu


Początkowo Roch myślał, że podobnie jak w poprzednim tekście o amortyzowanej sztycy XLC mostek też będzie miał jakąś regulację, ale okazało się, że nie. Całość montażu sprowadza się do zdjęcia starego mostka, wykręcenia kierownicy i złożenia wszystkiego z powrotem. Podczas montażu boczne zaślepki lubią wypadać dlatego dobrym pomysłem jest najpierw zamontowanie mostka na rurze sterowej, wtedy niesforne zaślepki zostaną spacyfikowane i można spokojnie zająć się montowaniem kierownicy, sprawdzeniem czy wszystko jest dobrze dokręcone i optymalnie ustawione. No i możemy wsiadać.

Warto też wspomnieć o tym, że głębokość osadzenia (czy też wysokość mostka) to 40 mm, więc jeśli macie jakieś przekładki to trzeba je dopasować do nowego mostka tak żeby nie wystawał zbyt wysoko albo nie wpadł zbyt głęboko.

Wrażenia z jazdy


Początkowo Roch szukał momentu, w którym mostek zaczyna pracować, jednak dopiero po utwardzeniu amortyzatora Roch wyczuł jak on działa. I ponownie, jeśli myślicie, że ten mostek da Wam dodatkowe 150 mm amortyzacji, to się mylicie. Tak to nie działa. Amortyzacja ma zapewnić równiejszy rozkład drgań i zmniejszyć nacisk na nadgarstki. I tak faktycznie jest, pracuje nienachalnie, ugięcie - o ile tak można to określić - nie powoduje uczucia, że oto coś nam się złamało z przodu i tracimy kontrolę nad rowerem.

Amortyzacja raczej sprowadza się do tłumienia drgań, jednak całość zachowuje się bardzo przewidywalnie i nie powoduje ona poczucia, że nagle rower nam pojedzie w swoim kierunku, albo że prowadzimy wersalkę.

Mostek będzie miał zastosowanie głównie w rowerach bez amortyzacji lub w takich, w których jest ona śladowa. Na przykład w trekingach albo nawet w gravelach. I tutaj Roch widziałby właśnie największe pole do popisu dla tego mostka. Gravele obecnie zdobywają świat i nie ma się czemu dziwić. Pomijając autorskie systemu amortyzacji, na przykład u Specializeda, w tego typu rowerach nie ma większej amortyzacji; owszem mamy grubszą oponę, ale reszta roweru jest sztywna, przez co drgania i tak będą przekazywane na kierownicę.

Do tego coraz częściej zobaczyć można rower MTB ze sztywnym widelcem z przodu. Tam też mostek się sprawdzi i zapewni nieporównywalnie lepszy komfort prowadzenia roweru.

A właśnie chodzi o to żeby te drgania były jak najmniejsze, a wygoda jak największa.

Podsumowanie


Początkowo Roch był sceptyczny, bo jak to coś z przodu się ugina? O ile sztycę można zrozumieć, o tyle z mostkiem już Roch nie mógł sobie tego wyobrazić. Jednak po paru kilometrach okazało się, że to faktycznie ma szanse działać. Po podpompowaniu amortyzatora Roch faktycznie poczuł, że drgania na szutrze są jakby mniejsze. Producent podaje, że mostek jest w stanie ugiąć się o 2°:

  • Offers a horizontal cushioning angle of up to 2°

Jednak tego nie udało mu się osiągnąć. Jednak mechanizm tłumienia drgań działa i jest faktycznie zauważalna poprawa. Co prawda Roch ma amortyzator przedni, ale z mostkiem zaprzyjaźnił się na tyle, że raczej zdejmował go nie będzie. Co więcej, założy nań licznik, a miejsca ma więcej. Poprzedni mostek był o 10 mm krótszy.


Roch pozdrawia Czytelników.

Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com - sklep rowerowy online

niedziela, 19 stycznia 2020

Robocza sobota, a w zamian rowerowa niedziela

Im bliżej było weekendu tym Roch bardziej myślał o tym, żeby tak poukładać swoje obowiązki żeby choć jeden dzień był rowerowy. Kiedy nadeszła sobota Roch wiedział już, że rano pojedzie z dzieciorami na basen, później z nimi do babci, bo dzień babci już tuż tuż, po powrocie do domu Roch pomógł teściowi odstawić samochód do mechanika i na koniec została jeszcze wizyta u dobrych znajomych. Po powrocie Roch padł ze zmęczenia, nie tylko tego fizycznego, ale to co dzieje się w sodomie to zostaje w sodomie. W każdym razie po 12 godzinach snu Roch wstał bez bólu głowy i już wiedział, że to będzie rowerowa niedziela.

Pogoda wraz z upływem dnia stawała się coraz lepsza i w końcu, po popołudniowym obiedzie, Roch wskoczył na rower i popedałował przed siebie, a z nim jego Żonka. Trasa jakoś nie była specjalnie planowana. Chodziło o to żeby popedałować i trochę się zmęczyć. I to się udało, koniec końców kilometrów wyszło 16, było trochę terenu, trochę piachu i trochę asfaltu. Pogoda jest wyjątkowo sprzyjająca. Co prawda jest zimno, ale nie ma śniegu, więc można się ubrać cieplej i dalej pedałować. Oby tak dalej to może sezon potrwa od stycznia, a to byłoby coś.

Tak, czy inaczej Roch uważa, że wypad był owocny, kilometrów wpadło trochę, a i kondycja została podbudowana. Na zakończenie oczywiście GPS:


Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 17 stycznia 2020

Amortyzowana sztyca XLC SP-S05

I nadszedł ten dzień, w którym Roch może podnieść kurtynę i ogłosić wszystkie szczegóły "tej bomby i petardy", o której pisał od kilku tygodni na blogu i jego fanpage’u. Zaczęło się od niewinnego maila od jednego z przedstawicieli sklepu z propozycją współpracy. Od zawsze Roch był przeciwny tego typu inicjatywom, ale z biegiem lat i pod wpływem zeszłorocznych wydarzeń Roch doszedł do wniosku, że te rowery to jednak jest coś co Roch chciałby robić. Zaczął od grzebania przy swoim, kupił sobie kilka narzędzi, zrobił miejsce w garażu i pracowni i powoli zaczyna robić swój kącik domowego mechanika, w którym coraz więcej spędza czasu.

I dlatego Roch odpisał, że bardzo chętnie nawiąże współpracę i będzie testował, co w zasadzie sprowadza się do jeżdżenia na rowerze, różne części. I tak oto Roch nawiązał współpracę z internetowym sklepem rowerowym rowertour.com. Oni przysyłają Rochowi fajne rzeczy, a Roch na nich jeździ. Gwoli ścisłości, przesyłają Rochowi tylko fajne części, reszta zależy od Rocha i ma tutaj swobodę działania, więc to nie jest tak, że w paczce są części i gotowy tekst.

I tak słowem wstępu przechodzimy do pierwszej, testowanej przez Rocha, części, a mianowicie amortyzowana sztyca XLC o oznaczeniu XLC SP-S05.

Jakość wykonania


Na początek ciężko było Rochowi cokolwiek powiedzieć o jakości, wszak to kawałek rurki, z dwoma śrubami, która - ta rurka - ma za zadanie utrzymanie siodełka na odpowiedniej wysokości. Jednak po bliższym przyjrzeniu się Roch zaczął dostrzegać pewne szczegóły, które na pierwszy rzut oka mogły mu umknąć. Na pewno na plus należy zaliczyć "podziałkę", która pokazuje na jakiej wysokości jest siodełko. Na podziałce jest 10 kresek, co oznacza że mamy możliwość regulacji w zakresie od ok 10 cm do 0 cm, gdzie 0 jest minimalnym poziomem, na który można wyciągnąć sztycę.

Drugim plusem jest "medium amortyzacyjne", czyli to co odpowiada za to, że sztyca pracuje i spełnia swoją rolę. W przypadku tej sztycy jest to sprężyna i elastomer, a więc zestaw często spotykany w amortyzatorach. Wróży to na pewno lepszy komfort niż sam elastomer, który też czasem można spotkać w podobnych produktach.

Kolejnym plusem, są nakrętki, które przytrzymywane są blaszką tak żeby ułatwić montaż siodełka. Nie musimy trzymać ich palcem żeby trafić w nie śrubą. Wystarczy, że złożymy jarzmo i wkręcimy śruby w swoje miejsce. I w zasadzie na tym kończy montaż siodełka. Później wystarczy włożyć sztycę w ramę i można jeździć. Chociaż nie, skoro jest to sztyca amortyzowana to powinna mieć regulację. I ma.

Sposób regulacji


I w ten płynny sposób przechodzimy do regulacji sztycy. Okazuje się bowiem, że sztyca ma możliwość regulacji. Sama regulacja jest banalna i dość dobrze opisana w instrukcji obsługi. Całość sprowadza się do wkręcenia śruby regulacyjnej na głębokość odpowiadającą naszej wadze. I tak mamy cztery poziomy regulacji:
  • Soft - dla wagi do 65 kg, śrubę wkręcamy na głębokość 3.2 mm,
  • Medium - dla wagi od 66 kg do 85 kg, śrubę wkręcamy na głębokość 3.5 mm,
  • Hard - dla wagi od 86 kg do 100 kg,śrubę wkręcamy na głębokość 3.8 mm,
  • Hard+ - dla wagi od 100 kg do 120 kg, śrubę wkręcamy na głębokość 4.0 mm.

Najprościej i najszybciej regulacji można dokonać za pomocą suwmiarki, na której ustawiamy pożądaną głębokość i kręcimy śrubą aż do momentu osiągnięcia ustawionej głębokości. Oczywiście można to zrobić "na oko" ale to nie gwarantuje że ustawimy ją dobrze, a przecież o to nam chodzi. Na zdjęciu obok widać śrubę wkręconą na głębokość 3.8 mm.

W tym miejscu należy się jeszcze bardzo ważna uwaga: należy uważać żeby śruby regulacyjnej nie wykręcić. Jak pewnie się domyślacie, może ona wyskoczyć, a za nią pójdzie sprężyna. Tak więc podczas regulacji korzystamy z załączonej instrukcji, tam jest wszystko jasno opisane.

Po zakończonej regulacji nie pozostaje nam nic innego jak włożyć sztycę w ramę, ustawić wysokość i można siadać i jeździć.

Wrażenia z jazdy


Skoro już udało nam się wyregulować i zainstalować sztyce to pora też na niej pojeździć. Jeśli ktoś myśli, że nagle z hardtaila zrobi się full, którym będzie można jeździć na trasach Enduro Trials to - niestety - jest w błędzie. Tak to nie działa. A jak to działa? Bardzo prosto i skutecznie.

Jeśli chodzi o amortyzację, to jest ona wyczuwalna i działa kiedy ma działać. Najczęściej na poprzecznych nierównościach np.: na krawężnikach, na korzeniach, na nierównej kostce. I właśnie w takim terenie sprawdza się ta sztyca. Jej żywiołem są szutrowe drogi, leśne ścieżki i kostka brukowa. Tam daje o sobie znać. Jeśli jest dobrze wyregulowana to zareaguje w momencie, w którym spodziewalibyśmy że zadziała.

Kolejnym ważnym atutem jest to, że podczas zwykłej jazdy nic się nie buja, nic się nie ugina więc nie przeszkadza w jeździe. Nawet na podjazdach nie traci się rytmu pedałowania. Jak już Roch na wstępie napisał, sztyca magicznie nie przemieni nam roweru na full’a, ale też komfort jazdy znacząco wzrośnie. Nawet jak wpadniemy na krawężnik, korzeń, czy kostkę brukową to nie odczujemy tego tak bardzo jak ze sztywną sztycą.

Podsumowanie


Amortyzowana sztyca XLC SP-S05 sprawuje się całkiem dobrze, jej największymi zaletami jest jakość wykonania, regulacja, sposób pracy. Skala ułatwia ustawienie wysokości, a sprytne rozwiązanie z blaszką przytrzymującą nakrętki jest strzałem w dziesiątkę. Sztyca jest uniwersalna, odnajdzie się w każdym terenie i przede wszystkim kiedy ma zadziałać to działa.

Jeśli chcecie poczuć trochę amortyzacji pod siodełkiem to amortyzowana sztyca XLC jest doskonałym wyborem, który na pewno spełni swoje zadanie.


Roch pozdrawia Czytelników.

Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com - sklep rowerowy online

środa, 8 stycznia 2020

Spóźniony prezent świąteczny

Długo Roch zastanawiał się co by chciał pod choinkę dostać. Co prawda cieszyłby się z każdego prezentu, jaki by dostał, bo prezent jest prezentem, ale w tym roku splot wydarzeń doprowadził do tego, że Roch mógł sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa, nie narażając przy tym budżetu na uszczerbek. I tak doszedł do wniosku, że kupi sobie w końcu czujniki prędkości i kadencji od Garmina. Zagwarantuje to, że zegarek i czujniki połączą się bez żadnego problemu.

Paczka szybko zamówiona, dostawa jeszcze szybsza i już we wtorek u Rocha były upragnione czujniki. Cala relacja była na blogowej stronie Pedałydwa (można też obserwować). Po powrocie z pracy Roch zabrał się za montaż, co było banalnie proste. Kilka gumek i wszystko na swoim miejscu. Czujnik prędkości na piaście, a kadencji na ramieniu korby. Jeszcze tylko sparowanie z zegarkiem i telefonem i już wszystko gotowe. A nie, jeszcze tylko aktualizacja oprogramowania w czujnikach (sic!).

Okazało się, że czujnik prędkości może działać autonomicznie, czyli bez żadnego licznika, zegarka, czy smartfona. O tym pisał Roch na fanpejdżu:


Pedałowane jeszcze nie było, bo urlop Rochowi się skończył, ale weekend zapowiada się całkiem przyjemnie to może w sobotę uda się wyskoczyć na jakiś rower. Niedziela jest zajęta, bo Roch biegnie w zawodach.

O reszcie Roch napisze jak pojeździ, ale już teraz jest podekscytowany tym, że kadencja i różne inne parametry wpadną w statystyki. Ciekawe będzie też porównanie tych danych z maratonów, które Roch sobie zaplanował na ten sezon. Częstochowa niestety odpadła, więc wszystkie będą wyjazdowe, ale może się to uda połączyć z jakimiś weekendowymi wypadami z dzieciorami i Żonką.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 2 stycznia 2020

Czas podsumować 2019 rok

Mamy drugi dzień Nowego Roku, a Roch już siedzi przed ekranem i "generuje" statystyki, a tych jest teraz podwójna ilość. Grudniowe i te najważniejsze, całoroczne, są skrzętnie zapisane w Garmin Connect, jak i dodatkowo w Sigma Data Center. Wpisywanie tych cyferek zawsze sprawiało Rochowi przyjemność, a że z natury jest skrybą to przychodziło mu to łatwo. O ile zegarek sam synchronizuje się z serwisem, o tyle wszystkie biegi Roch musiał ręcznie wpisywać do Sigmy, która z kolei synchronizuje się z Rocha licznikiem rowerowym. Jedno jest pewne, cyferki są wiarygodne bo wyniki z Garmina i Sigmy się pokryły, więc ten rok jest solidnie udokumentowany.

Jak już Roch, w poprzedniej, notce pisał ten rok był obfitujący w aktywności i był pierwszym tak aktywnym. I nic dziwnego, bo w 2019 roku Roch przebiegł 174.09 km, a to był jego pierwszy biegowy sezon i spalił przy tym 18700 kcal, tak więc chyba wszystkie Big Mac'i - jakie zjadł w latach poprzednich - spalił z radością. Bieganie chyba weszło w krew, choć teraz przy tym smogu i tej temperaturze astma Rocha nie specjalnie chce żeby Roch biegał, ale od tego ma bieżnię.

Rower też prezentuje się całkiem ładnie. W 2019 roku Roch przejechał 1279.06 km i spalił przy tym 56848 kcal i jest to chyba najwięcej przejechanych i spalonych kalorii przez ostatnie 10 lat. Niech dobra passa trwa dalej, a są ku temu perspektywy bowiem Roch ma w planach kilka biegów i maratonów, ale nie tylko. Udało się też Rochowi zacząć współpracę z pewną firmą, ale o tym będzie w jednej z najbliższych notek.

Jedno jest pewne - ilość wpisów w tym roku na pewno wzrośnie, choćby przez to, że już za 10 dni Roch startuje w pierwszym biegu, a później to już będzie z górki, zacznie się wiosna, zaczną się Bike Atelier Maratony.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Grudniowe statystyki:




I te z całego roku:





wtorek, 31 grudnia 2019

To był rok!

"No i to był dobry rok" - tak można by zacząć i podsumować ten już mijający rok, a podsumowywać jest co. Od początku roku coś się działo, wpierw nie za dobrze; oczy, alergia i kilka innych spraw się nałożyło na siebie, ale koniec końców Roch wyszedł na prostą i w końcu wyciągnął z tego wnioski. Zaczął się więcej ruszać, w końcu wystartował w swoim pierwszym Maratonie MTB, który przejechał cały i od tego się zaczęło, a w zasadzie od przygotowań do tego Maratonu. Najprostszym i najszybszym sposobem było zacząć biegać. No i Roch zaczął i tak mu się zostało. Potem pierwsze zawody, drugie i tak się potoczyło. W styczniu Rocha czekają kolejne zawody w bieganiu.

To był też rok zmian, pozytywnych zmian, które wyszły nie tylko Rochowi na dobre. Zmieniło się prawie wszystko co Rocha cieszy. Dzieciorom też Roch odpuścił i teraz spędzanie czasu jest jeszcze fajniejsze niż było. Rower, basen, czy zimowe łyżwy nie są dla niego problemem. Wszystko przez aktywność jaką Roch uprawia. Co prawda obecnie jest trochę jej mniej, ale koniec roku zawsze dla Rocha jest ciężki. Krótki dzień i długa noc nie zachęcają do działania, ale to powoli się będzie zmieniało, dnia zacznie przybywać to chęci u Rocha też przybędzie.

A plany na przyszły rok? Są i Roch jest przekonany, że uda się je zrealizować. Na pewno klika startów w Maratonach MTB, może nawet start w czeskim Jablunkovie, który będzie 8 sierpnia, czyli tuż przed Rocha urodzinami. Gdzieś z tyłu głowy Rocha tli się pomysł triatlonu, ale to jeszcze nie w tym roku. Do tego trzeba być solidnie przygotowanym. Postanowień Roch nie stawia sobie, bo i tak ich nie zrealizuje, zamiast tego stawia sobie cele i planuje jak je zrealizować.

I na koniec jeszcze jedna sprawa, która jeszcze się klaruje, ale jeśli wszystko się uda to Roch będzie też miał dodatkowe zajęcie rowerowe, a to w perspektywie jego planów kilkuletnich zwiastuje sukces i powodzenie, ale o tym jeszcze Roch nie będzie pisał.

A w Nowym Roku Roch życzy wszystkim Czytelnikom spokoju, zdrowia i ciepła rodzinnego. Tym, którzy jeżdżą na rowerze jak najmniejszej ilości gum, tym co nie jeżdżą, żeby choć spróbowali, a wszystkim Roch życzy spełnienia marzeń, wytrwania w noworocznych postanowieniach i zrealizowania wszystkich swoich planów.

Do zobaczenia w nowym, 2020, roku.

wtorek, 24 grudnia 2019

Niech się darzy i wiedzie

Prezenty pewnie już już rozpakowane, wigilijna wieczerza kieruje się w biodra, więc najwyższy to czas aby złożyć Wam najlepsze i najserdeczniejsze życzenia, co by te Święta były spokojne, dostatnie i rodzinne, a po świętach żeby waga dalej wskazywała tyle ile przed świętami. Niech Wam się spełnią marzenia; te małe i te wielkie i te najbardziej skryte.

Tego życzy Wam Roch.



PS.
I oby przyszły rok był o niebo lepszy niż ten.

poniedziałek, 9 grudnia 2019

1. Bieg Mikołajkowy

No i stało się. Długo wyczekiwany moment nadszedł, a chodzi oczywiście o kolejny bieg, w którym Roch wziął udział. Jednak tym razem nie sam, bo udało mu się namówić Żonkę do tego żeby pobiegła razem z nim. Bieg był Mikołajkowy, z charytatywnym celem w tle, bowiem zbierano kasę na Hospicjum w Częstochowie, a na taki cel warto wpłacić i trochę się pomęczyć. Tak więc na starcie zameldowało się sporo osób, pod koniec stawki ustawił się Roch z Żonką.

Początkowo trasa była opisywana jako płaska i malownicza, później okazało się, że była tylko malownicza, bo według Garmina i Stravy nachylenie wzrastało. Nieznacznie bo nieznacznie, ale wzrastało. Jednak żeby nie narzekać to biegło się fajnie, choć na początku Roch prawie zgubił swoją energetyczną tubkę radości, ale udało się ją podnieść i można było ją wciągnąć. Jednak tubki z Decathlonu są znacznie smaczniejsze i nie powodują słodkości w ustach. Mimo, że Roch przepił to sporą ilością wody to i tak "glut" Rocha nie odpuszczał.

Podsumowując to bieg był całkiem fajny, z Żonką biegło się raźniej, a i poczucie że ma się swoją małą cegiełkę w szczytnym celu powoduje to, że chce się dalej biegać. Najbliższy planowany bieg to "VIII Bieg Policz Się Z Cukrzycą" w Częstochowie w ramach WOŚPu. W międzyczasie może jeszcze trafi się "Charytatywny Bieg Karnawałowy 2020" ale to trzeba przegadać z Żonką.

Tak więc początek roku zapowiada się całkiem aktywnie, a w planach jeszcze są starty w Bike Atelier Maratonach. Teraz nie pozostaje nic innego jak tylko przygotować się do biegów lepiej niż do ostatniego, ale i tak udało się przebiec, choć pewnie byłoby łatwiej będąc lepiej przygotowanym.

Na zakończenie zapis śladu:

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 4 grudnia 2019

Kolejne biegi w planach, a i trenażer był w użyciu

Znowu, znowu, znowu.. Roch nie odzywał się długo, ale trochę ma zajęć obocznych, trochę nie ma czasu, a trochę sobie odpuścił. Ten splot wydarzeń doprowadził do tego, że Roch ponownie zaniedbał blogaska, ale teraz postara się to naprawić. Reperację zacząć by wypadało od tego, że za 4 dni Roch startuje w kolejnym biegu, tym razem mikołajkowym. Dystans to 6.6 km po - według organizatorów - płaskim terenie, ale pogoda wskazuje na to, że będzie co najmniej zimno, jak nie śnieżno, ale dla Mikołaja i dzieciaków z częstochowskiego Hospicjum warto się trochę przemrozić. W końcu Mikołaj jest raz w roku.

Jednak na tym Roch nie poprzestaje. W styczniu już planuje biegać dla WOŚP i znowu dla dzieciaków. Więc koniec starego roku i początek nowego zapowiada się aktywnie, w butach i z chęcią pomocy innym, co u Rocha bywa rzadkością. Rowerowo też źle nie jest, co prawda na zewnątrz Roch nie pedałuje bo zimno i smog i oddychać się nie da, a astma wcale nie pomaga. W domu jednak Roch pedałuje całkiem sporo. Pomaga mu w tym Zwift i dobrze, bo bez tego pedałowanie jest nudne.

Poza tymi aktywnościami fizycznymi Roch też wykazał się aktywnością intelektualną i ma w planach - raczej odległych - przenieść Bloga na własny kod, własną platformę i zintegrować go z własnymi statystykami. Pierwsze kroki już zostały podjęte i jakiś zarys już się rodzi, jednak do końca prac jeszcze daleka droga. Na chwilę obecną jedynie blog i fanpejdż pozostały Rochowi. Może kiedyś się uda odpalić wszystko swoje, a wtedy wystrzelą korki od szampana i będzie pompa, albo i nie.

Tak czy inaczej Roch nie zamierza przestać blogować, nawet na nie swojej platformie. I obiecuje, że postara się częściej pisać. Na prawdę.

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 12 listopada 2019

2. Częstochowski Bieg Niepodległości

Tak, tytuł posta to nie pomyłka. Znajduje się tam słowo "bieg", ale Ci co obserwują bloga wiedzą, że Roch zaczął przygotowywać się do Bike Atelier Maratonu właśnie biegowo. I to się Rochowi na tyle spodobało, że truchtał sobie raz dłuższe dystanse, a raz krótsze. Idąc za ciosem postanowił, że oprócz maratonu MTB zaliczy sobie jakiś bieg. Wiadomo było, że nie będzie to maraton, pół maraton, czy nawet ćwierć maraton, ale takie 5 kilometrów to by przebiegł.

I tak od myśli do myśli Roch znalazł idealny bieg. Bo miał dystans 5 kilometrów, był w Częstochowie, był niedaleko i dawali w pakiecie medal i koszulkę. Jak się później okazało to koszulka jest ekstra, a medal bombowy, ale od początku. Roch zapłacił opłatę startową no i czekał. Przejechał maraton MTB, trochę sobie odpuścił bieganie, ale cały czas miał z tyłu głowy, że w tym roku zostały jeszcze jedne zawody. Im było bliżej do 11 listopada tym jemu się bardziej nie chciało.

Doszło do tego, że Roch zaczął myśleć nad odsprzedaniem pakietu startowego, a chętnych nie brakowało, bo medal jest bombowy. Jednak nie mógłby założyć koszulki gdyby nie zaliczył biegu. Inaczej mógłby iść do sklepu i kupić sobie koszulkę. Tak więc był w moralnym rozkroku. Z jednej strony nie był przekonany co do swojej formy, z drugiej nie chciał zrobić z gęby cholewy. No i ten bombowy medal.

Koniec końców, w dniu biegu, pojechał do biura zawodów i odebrał pakiet. Do ekstra koszulki było dołożone piwo bezalkoholowe od jednego ze sponsorów, ale tego bombowego medalu nie było. I dobrze, bo to miała być nagroda za przebiegnięty dystans, a nie za stawienie się w biurze zawodów. Jednak Roch dalej miał moralną zagwózdkę. Jednak Żonka, na swój sposób, zmotywowała go no i Roch wbił się w obcisłe.

Sam wyścig był całkiem w porządku. Roch nauczony swoim pierwszym startem nie popełnił wszystkich błędów, jakie można było popełnić, tylko zaczął spokojnie, wybadał grupki biegaczy. Szukał takiej, do której mógł się podłączyć i wytrzymałby ich tempo. I tak się stało. Jednak lektura portali biegowych nie poszła na marne. Mocny start, to słaby finisz; no chyba, że ktoś biega tempem poniżej 5 min/km to jemu zanim start się skończy to meta się zacznie, ale to inna kategoria. Dla Rocha ważne było żeby nie wystrzelić jak z procy i utrzymywać stałe tempo.

Wynik się nie liczył. Tylko ten bombowy medal i sam fakt udowodnienia sobie, że da się to zrobić, bo Roch nie pierwszy raz pokonał 5 km. I tak się stało, na mecie stawił się po 30 minutach od startu co dla Rocha jest życiówką. Poprawił się o 6 minut, a tempo miał 6:36 min/km i tutaj też się poprawiło. I w końcu miał pełne prawo nosić ekstra koszulkę i bombowy medal.

Zapis śladu z 2. Częstochowskiego Biegu Niepodległości:


Roch pozdrawia Czytelników.

PS. No przecież, że będzie fotka z bombowym medalem: