czwartek, 26 listopada 2020

Garażowy serwis rowerowy znowu czynny

No i stało się, Roch po raz kolejny uroczyści otworzył swój "garażowy serwis rowerowy". Chwilowo był nieczynny przez trwające remonty, ale już wszystko się pokończyło i można ponownie startować z kompletowaniem sprzętu i robieniem szafki serwisowej, bo tego jeszcze Rochowi brakuje. Taka szafka pełnić będzie dwie funkcje: blatu roboczego i wieszaka na narzędzia, dodatkowo będzie miała kółka więc będzie mobilna, ale ten projekt został zawieszony z powodu właśnie remontu i konieczności zajęcia garażu.

Jednak teraz powoli Roch zaczyna mieć pomysł jak to zrobić, ale musi skombinować deski z których z zrobi. Z prostym cięciem u Rocha jest kłopot szczególnie, że większość narzędzi jest przystosowana dla prawo ręcznych więc czasem bywa problem żeby coś dokładnie zrobić bez kombinacji. Może w końcu się uda robić szafkę, wtedy wszystko znajdzie swoje miejsce i nie trzeba będzie kombinować z szukaniem i co gdzie jest.

I tak ponowna przygoda z narzędziami zaczęła się od wymiany linek i pancerzy, które po ostatnich ulewach zatarły się były doszczętnie, a że Żonka dojeżdżała rowerem do pracy to był eksploatowany dość solidnie, więc serwis mu się należał. Teraz wszystko działa lekko i, co najważniejsze, precyzyjnie. Jak komuś przerzutki nagle przestały działać, albo trzeba przerzucać co dwa biegi żeby wskoczył jeden to warto pochylić się nad sprawdzeniem stanu pancerzy, bo może się okazać, że regulacja nic nie da, a wymiana pancerzy i linki pomoże od razu.

Tak więc serwis powoli znowu się rozkręca, a kolejną akcją będzie czyszczenie łańcucha, ale to na weekend sobie zostawi, bo to brudna robota jest.

Na zakończenie klika zdjęć z całej akcji.




Roch pozdrawia Czytelników. 

środa, 18 listopada 2020

Znowu okazja do wydania pieniędzy

 Jak zapewne wiecie, bo ciężko w okresie przedświątecznym nie natrafić na BlackFriday, zbliża się okres kiedy to ceny spadają, pojawiają się "last minute sale", a rabaty sypią się jak prezenty z dziurawego wora Mikołaja. Roch w tym roku skutecznie wydaje pieniądze na rower, ale po części jest to spowodowane tym, że od marca prawie nie używa samochodu, a jeśli używa to nie tak często jak kiedyś. Stąd może sobie trochę poszaleć i nadrobić braki w wyposażeniu, czy ubraniu.

Jak zapewne wiecie, zaczął składać swój "garażowy serwis rowerowy" i choć teraz trochę rozwój wyhamował to w najbliższy weekend Roch planuje posprzątać garaż po remontach i wziąć się za serwis. No własnie, ale skoro zbliża się czarny piątek to warto zastanowić się, czy nie potrzebujemy czegoś dokupić, bo czasem trafiają się okazje, na które czekamy cały rok. Gdyby ktoś czuł potrzebę doposażenia się w gadżety rowerowe to rowertour.com organizuje całkiem fajny Black Friday, który startuje już 23 listopada, a jakby tego było mało to na dobitkę finansową jest jeszcze Cyber Monday, czyli elektronika na wyprzedaży.

Oczywiście, okazji jest mnóstwo, ale warto sprawdzić co tam rowertour.com przygotuje, bo Roch czuje w kościach, że Żona go zabije, a dzieci będą głodowały. Ale co tam, taki dzień jest raz w roku (no dwa wliczając poniedziałek).

Oczywiście na zakończenie zakupowy obrazek


Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 17 listopada 2020

Rower, katar i znowu rower

Roch chyba zapomniał, że od pewnego czasu nastała jesień, a temperatury spadły do poziomu, w którym należy zakładać coś cieplejszego na siebie. Był słoneczny weekend, dzieci poszły do dziadków, a Roch z Żonką mieli czas iść na rower. Słońce świeciło tak pięknie, że Roch postanowił, że jeszcze ten ostatni raz, w tą ostatnią niedzielę, założy koszulkę i kamizelkę. Żeby godnie pożegnać słońce. Trasa standardowa, czyli na Blachownię, tam krótki postój i powrót. I wszystko byłoby pięknie, epicki wypad i tak dalej, ale skończył się katarem. No niby nic dziwnego, ale w tym roku o katarze lepiej nie wspominać, a już na pewno nie wypada kichać wśród ludzi.

W czasie jak Roch leczył katar zimnym piwem zamówił kurtkę na rower, żeby miał cieplej, bo jak już się z tego kataru wyleczy to chciałby dalej jeździć, nie patrząc na warunki. No i tak się złożyło, że kurtka przyszła, a katar się skończył, więc kolejny weekend - mimo, że deszczowy - był rowerowy, ale w kurtce już. No i w końcu było ciepło i nie było już więcej kataru. Poza tym, jak na listopad przystało, czasem pada deszcz, a czasem świeci słońce, jednak pewne jest to, że dzień kończy się okolicach godziny 17, więc wszystko co ponad to jest pedałowane już po zmroku.

I tak ostatnio Roch z Żonką wybrał się na wieczorną przejażdżkę, która okazała się, jazdą na oślep bo u Rocha rozładowała się lampka (włączył się tryb eko) i musiał korzystać ze snopa światła Żonki. Jednak 10 kilometrów wpadło i weekend zakończył się z bilansem 22 kilometrów.

Ogólnie ostatnie weekendy wyglądają całkiem solidnie. Zawsze znajdzie się godzinka albo dwie żeby pokręcić. Póki co udaje się uniknąć chomikowania i oby dalej się udawało, bo o ile w tym roku kręcenie na chomiku nie sprawa kłopotu to więcej radości daje pedałowanie na zewnątrz. I nic dziwnego, bo można pojechać gdzie tylko się chce, a nie tam gdzie się kliknęło na Zwift. Chomikowanie Roch zostawi sobie na naprawdę ciężką pogodę, a póki się da kręcić na zewnątrz to będzie to robił. Kurtka musi się  zwrócić przecież, a Roch ma w planach jeszcze kupić jakieś cieplejsze spodnie i wtedy będzie mógł kręcić jeszcze dalsze wypady. Oby tylko pogoda była, oby tylko śniegu nie było.

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 3 listopada 2020

W tym pandemicznym czasie znowu nastała cisza

Tym razem cisza całkiem uzasadniona albowiem Roch miał zadanie do wykonania i musiał się sprężyć bo chodziło o jego zawodowe zabawki. Jak zapewne wiecie, bo nie da się nie wiedzieć, mamy w PL drugą falę, a przynajmniej COVID nie odpuszcza. Nie mieszając się w politykę, bo nie jest to ani miejsce ani czas, Roch dostał możliwość wzięcia swoich zabawek do domu.

Co prawda na home office, czyli pracy zdalnej siedzi już od 16 marca, ale do tej pory pracował na swoim laptopie. Jednak wizja zamykanych szkół, dzieci próbujących obsłużyć Google Classroom i rodziców, którzy muszą zapanować nad chaosem spowodowała, że Roch mając możliwość i błogosławieństwo "góry" przywiózł swoje zabawki do domu. I tak oto powstał zamiejscowy oddział jego firmy, a dokładnie to skrawek tego działu.

Jednak cała operacja wymagała trochę czasu i dlatego właśnie Roch nie pisał, nawet na swoim fanpage, na instagramie nie wrzucał fotek bo zwyczajnie ich nie miał. Druga sprawa jest taka, że od tygodnia pada deszcz, więc też ciężko cokolwiek pojeździć. Jednym słowem: jesień przyszła i to w tym najgorszym wydaniu. Jednak już teraz wszystko jest ogarnięte, kącik osiągnął sprawność operacyjną, a rowery są gotowe do pedałowania. Jeśli nie na zewnątrz to na pewno na chomiku, ale weekend zapowiadają pogodny, więc spokojnie da się pojeździć.

Na zakończenie jeszcze zdjęcie kącika operacyjnego. Tak, Roch pracuje na fotelu; tak, z ergonomią ma to niewiele wspólnego, ale jest wygodne i to się liczy. Tak więc Roch wraca do życia.


Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 16 października 2020

Pedały XLC PD-S19

Jak każdego miesiąca, tak i teraz pora na kolejny test. Tym razem jednak nie było tak gładko i wcale nie chodzi o ogarnięcie całego przedsięwzięcia, a o czysto techniczną stronę. Jak niektórzy zapewne wiedzą, że od pewnego czasu Roch toczy kolejną dramę. Nie byłoby miesiąca bez jakiegoś problemu, ale teraz był on do potęgi.

Jak zawsze, po otrzymaniu paczki od internetowego sklepu rowerowego - rowertour.com, cieszy się jak dziecko, potem robi zdjęcia, a na końcu idzie do garażu i tam montuje, sprawdza albo przekłada części w rowerze. Tym razem jednak stara część postanowiła się postawić. I tak z prostego serwisu zrobiła się wyprawa do zaprzyjaźnionego sklepu, w którym gravel przeszedł przegląd zerowy, a przy okazji udało się wykręcić pedał.

I właśnie pedały XLC PD-S19 będą bohaterem dzisiejszego testu.

Jakość wykonania


Do tej pory wszystko co było sygnowane znakiem XLC było doskonałej jakości. Tak też jest i w tym przypadku. Pedały wykonane są z aluminium w kolorze czarnym z wyciętym logiem XLC. Charakterystyczną cechą jest korpus mający kształt platformy. W porównaniu do poprzednich pedałów Shimano M540 na pewno są większe, a to zasługa platformy właśnie.

Do tego oś Cr-Mo obrabiana CNC i wisienka na torcie, czyli łożyska maszynowe. Tak więc pedały w zasadzie bezobsługowe, a dzięki uszczelnieniu gwarantują bezawaryjną pracę przez wiele sezonów. Poza tym to klasyczne SPD wpinane z obu stron, kompatybilne z Shimano więc z butami nie ma problemu. Nawet bloków nie trzeba wymieniać, wszystko działa od razu. Typowe plug&play. Oczywiście w zestawie, oprócz samych pedałów, są też bloki, podkładki, a nawet naklejki na podeszwę buta, które mają za zadanie uszczelnić but od wewnątrz.

Całość sprawia solidne wrażenie. Sam montaż jest prosty, potrzebujemy klucz imbusowy i trochę smaru żeby nie wkręcać pedału "na sucho". Oczywiście pedały też posiadają regulację twardości sprężyny dzięki czemu można ustawić moment, w którym but wypnie się z zatrzasku. W Rocha egzemplarzu sprężyny były ustawione raczej słabo (to subiektywne odczucie), więc musiał trochę je podkręcić. I warto dobrać odpowiedni moment wypinania żeby uniknąć wywrotki.

Dane techniczne

  • Przeznaczenie: MTB / Enduro / Trial
  • Aluminiowy korpus,
  • Możliwość wpięcia z obu stron,
  • Oś z materiału Cro-Mo, obrabiana CNC, uszczelniona,
  • Łożysko maszynowe,
  • Kompatybilne z systemem Shimano SPD,
  • Regulowany moment wypięcia od 60 do 160 kgf/cm,
  • Duża powierzchnia pedału dla lepszego trzymania stopy,
  • Żłobienia na pedale zapewniające lepszą przyczepność,
  • W zestawie bloki pedałów,
  • Waga: 462 g,
  • Wymiary: 90x90 mm.

Wrażenia z użytkowania


Po udanej operacji zamiany pedałów Roch zrobić całkiem spory dystans, realizując przy tym jeden ze swoich celów, który kiedyś sobie wymyślił. Przez całą drogę (ok. 36 kilometrów) pedały nie sprawiały żadnych kłopotów. Co prawda ich wielkość na początku sprawiała Rochowi kłopot ze znalezieniem zatrzasku, ale po kilku wpięciach i z tym nie było problemu.

Wszystko przez to, że Roch do tej pory jeździł tylko na Shimano M540, które były dużo mniejsze, więc przesiadka na nowe pedały wymagała pewnego oswojenia się, ale kiedy już to nastąpiło Roch wiedział, że to będzie dłuższa znajomość. Cała trasa była asfaltowa z podjazdami, więc trzeba też było mocniej nacisnąć na pedały. Nie było żadnych trzasków, cykania, czy przypadkowego wypinania się buta.

Jako pedały SPD sprawdzają się doskonale, ale to nie koniec ich możliwości. Jako, że Roch często też jeździ z dzieciorami to zdarza mu się zakładać zwykłe buty, bo jest szybciej i dzieci nie marudzą, że już chcą iść, a Roch dalej zapina buty. Latem najczęściej są to sandały albo trampki i jazda w takim obuwiu na pedałach SPD powoduje ból związany z tym, że jest mała powierzchnia podparcia stopy, poza tym zatrzask SPD wbija się w miękką podeszwę.

Pedały XLC z racji tego, że mają większą powierzchnię podparcia sprawdzają się idealnie jako pedały do zwykłych butów. Ich profil jest bardziej płaski, zatrzask schowany jest, więc but ma lepsze podparcie, a to przekłada się na komfort jazdy. Warto tu zaznaczyć, że nie są to pedały platformowe, a rasowe pedały MTB, ale ich konstrukcja ułatwia jeżdżenie w zwykłych butach, co dla Rocha jest ważne, bo nie zawsze chce zakładać buty SPD.

Podsumowanie


Po przejechaniu ponad 100 km na tych pedałach Roch uważa, że to kolejna część od XLC, która trzyma najwyższy poziom techniczny, ale też rozwiązania zastosowane w nich sporo ułatwiają, jak choćby "platforma" która zapewnia większy komfort podczas jazdy w zwykłych butach.

Pedały XLC PD-S19 stanowią klasę samą w sobie. Łożyska maszynowe i uszczelniania gwarantują bezawaryjną pracę przez wiele sezonów, kompatybilność z systemem SPD umożliwia używanie ulubionych butów, a jakość wykonania korpusu świadczy o dbałości o detale. No i nie można zapomnieć o wyglądzie. Czarny kolor, wycięte logo XLC powodują, że pedał wygląda atrakcyjnie, a to dla Rocha też ważne, bo rower nie może być nudny.

Za cenę w okolicach 200 zł dostajemy kawał uniwersalnego i świetnie wyglądającego pedału, a przede wszystkim dostajemy gwarancję niezawodności, a to ważna rzecz. Do tej pory Roch był zwolennikiem pięćset czterdziestek, ale teraz uważa, że nie ma co się ograniczać do jednego rozwiązania, jak na rynku są dostępne równie dobre, a pod pewnymi względami lepsze (ta "platforma" wymiata) alternatywy. Jeśli ktoś w najbliższym czasie planuje wymianę pedałów to z czystym sumieniem Roch może polecić XLC PD-S19.


Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com - sklep rowerowy online i XLC parts.

poniedziałek, 12 października 2020

Pedały ogarnięte, ale łatwo nie było

 W ostatniej notce, całkiem nie tak dawno, Roch pisał, że czasem nie jest dobra pora na podchodzenie do roweru z kluczami. I tak właśnie wtedy było. Po pierwsze dlatego, że mało miejsca było w garażu, a po drugie - i najważniejsze - że to nie był ten dzień. Nie było pomysłu na odkręcenie pedału, więc wszystko co mogło pójść źle to poszło źle.

Jednak o tak był umówiony na przegląd zerowy gravela, więc przy okazji zaprzyjaźniony W. ogarnął pedał, ale żeby go wykręcić potrzebna była szlifierka, imadło i dwie osoby. Dopiero po nacięciu osi dało się go wykręcić. A najciekawsze w tym wszystkim jest to, że pedał dalej działa, więc Roch wkręcił je do swojego MTB. Najwyżej żeby go ponownie wykręcić Roch użyje nacięcia.

Jednak pedały już na swoich miejscach, a Roch przygotowuje się do kolejnej recenzji, która już niebawem pojawi się na blogasku. Jednak zanim to nastąpi to Roch wieczorami chomikuje na Zwifcie. W tym roku jest zupełnie inaczej. Nowa jakość. Wszystko działa od strzału, nie trzeba nic parować, kombinować z telefonem. Zmiana protokołu z Bluetooth na ANT+ wszystko uprościła. Zwift sam się łączy ze wszystkim i można zacząć pedałować.

Wcześniej zanim wszystko się sparowało to Roch miał już dość pedałowania, a teraz po 13 kilometrach w miejscu jeszcze sobie kawałek podpedałuje żeby nogi ostygły. I dlatego poprzednie lata były jakie były. Kilka dni ekscytacji Zwiftem i koniec, sezon w plecy. Tym razem sezon pójdzie w nogi, a bieżnia jeszcze czeka.

Całej tej sytuacji mocno sprzyja fakt, że od pewnego czasu znowu trzeba nosić maseczki, więc pedałowanie tylko z zakrytymi ustami i nosem, ale biorąc pod uwagę temperaturę to całkiem nie głupi pomysł. W niedzielę Roch pedałował z dzieciorami i jednak tego zimnego powietrza Roch nie łykał, więc da się wytrzymać. Pewnie przy +30°C byłoby o wiele gorzej, ale mamy jesień.

Tak więc powoli Roch rozgrzewa trenażer i Zwifta, ale o pedałowaniu na zewnątrz też nie zapomina. No i jeszcze przygotowania do publikacji, która już w najbliższy piątek.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS. Dawno nie było samo*ebki, więc dziś dla odmiany będzie.



czwartek, 1 października 2020

Nie zawsze jest dobry czas na serwis

Czasem są takie chwile, w których lepiej nie tykać żadnych kluczy, czy innych narzędzi. Zamiast tego lepiej siąść w fotelu i poczekać na bardziej sprzyjające okoliczności do majsterkowania. Jednak Roch nie chciał czekać, bo właśnie wczoraj dostał paczuszkę od internetowego sklepu rowerowego - rowertour.com, w której były pedały do gravela. No i plan był tak, żeby najstarszym pedałom, czyli z Cube'a, zakończyć życie, a najnowsze wkręcić do gravela.

No i prawie się to udało gdyby nie fakt, że Roch poddał się z jednym pedałem, bo nie chciał uszkodzić gwintu w korbie. Dziś i tak jedzie z Giantem na przegląd "zerowy" więc poprosi chłopaków żeby użyli swoich sposobów i ten pedał wykręcili. Spakował też do plecaka samotny pedał XLC, który zostanie wkręcony na swoje miejsce.

I tak właśnie, zależnie czy uda się dziś ogarnąć pedał to cały test będzie w weekend, potem tylko zebrać wszystko w jedną całość i można publikować. A weekend ma być właśnie fantastyczny pod względem pogody, więc będzie można pojeździć na nowych pedałach, lub pedale jak drugi nie będzie się chciał dać wykręcić. W końcu trzeba coś pojeździć bo ostatnio Roch nawet wyjął trenażer, kupił antenę ANT+ i podłączył wszystkie czujniki żeby mógł pojeździć na Zwift, bo tydzień z deszczem już dał mu się we znaki.

W tym roku, wzorem lat poprzednich, Roch ma silne postanowienie pojeżdżenia w zimie na trenażerze, ale czy to się w końcu uda? Czas pokaże, a może będzie tak jak w zeszłym roku, czyli zima bez śniegowa.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS. Na dowód tego, że nie był to dzień serwisowy zdjęcie:



piątek, 25 września 2020

Nudne rowery są... nudne

Oczywiście, że będzie o gravelu, ale Roch jeszcze się nim nie nasycił, choć Cube też jest w użyciu, ale wracając do Gianta to Roch rozpoczął proces upiększania i tak pięknej maszyny. Oczywiście wymiana śrubek, do tego kaczka na mostku, a w dalszej perspektywie piasty i nyple (ale to już naprawdę odległa perspektywa). Roch wymyślił, że będzie złoty kolor dodatków w myśl "złote, ale skromne" i tego się trzyma. Póki co to aluminium anodowane na złoto, ale kto wie, może kiedyś jak się dorobi to wpadnie jakiś element w 24 karatach.

Poza tym pogoda zachęca do pedałowania; nie jest za gorąco, deszczu nie ma, więc warunki są sprzyjające pedałowaniu. Co prawda szybko robi się noc, ale na to też jest rozwiązanie. Roch zaczyna szukać zestawu lampek, bo trzeba być widocznym. Wiadomo, że komplet lampek jest tańszy niż komplet zniczy, więc warto poświęcić trochę czasu na znalezienie fajnego zestawu, który będzie gwarantował widoczność, szczególnie z tyłu jest to ważne. Poza tym wypady z Młodym też kończą się jak zmrok nadchodzi, ale on akurat lampki ma, tylko Roch nie świeci przykładem.

Roweru jest ogólnie sporo w ostatnim czasie, bo do szkoły też Roch jeździ rowerem, więc nie ma co narzekać. W zeszłym roku było dużo gorzej, a teraz jest dużo lepiej, nawet wliczając w to całe to szaleństwo z covidem. Gdzieś w głębi duszy Roch liczy, że znowu zima będzie ciepła i bez śniegowa tak żeby można było się jeszcze trochę pocieszyć tym rowerem, a potem zostanie tylko trenażer, bo w tym roku Roch ma silne postanowienie popedałowania w miejscu, ale tym razem w garażu. Bo tam jest chłodniej, a wiatrak nie specjalnie się sprawdza.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć o kolejnym dodatku, który Roch kupił, czyli kaczce na kierownicę. Jakoś tak się przyjęło, że Roch coś musi mieć na kierownicy. Był już pikachu, potem łysa kulka i kaczka, która była prezentem na zeszłoroczny Bike Atelier Maraton. Więc i gravel musiał dostać swoją kaczkę.



Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 18 września 2020

No i jak na tym gravelu się jeździ? Dobrze!

Za Rochem już prawie dwa tygodnie gravelowania i może ciut więcej napisać o wrażeniach jakie towarzyszą pedałowaniu na sztywniaku. Co więcej, obecnie kończy urlop, który był wypełniony rowerami, bo i na Cube pojeździł i na Giancie też pedałował. Wszystko zaczęło się od tego, że Roch miał jeden komplet pedałów i dwa rowery. Na początku chciał przekręcić pedały do nowego roweru i na nim jeździć, ale okazało się, że Młodzież też chce jeździć bo większym terenie i nie było wyjścia; Roch musiał kupić drugi komplet pedałów, ale przynajmniej ma już oba rowery w pełni operacyjne.

Co do Gianta to jest bosko. Idealna pozycja za kierownicą. Początkowo Roch myślał, że od razu wymieni mostek, może siodełko, ale po wyregulowaniu wysokości i pozycji siodełka wszystko jest jakby dopasowane do Rocha, no nie ma do czego się przyczepić. Druga sprawa to opony, które na asfalcie dają czadu, ale w terenie też nie wymiękają. No i fun, który chyba w tym jest najważniejszy, bo w pedałowaniu na rowerze właśnie to powinno się liczyć. Uśmiech na twarzy, podająca noga i jakikolwiek krajobraz, który się zmienia.

Przez głowę Rocha przeszła myśl, że może by Cube sprzedać, ale te dwa rowery stanowią idealną parę. Jak Flip i Flap, jak Bonnie i Clyde, jak Prezes i Kot. Ogólnie na gravelu da się wjechać wszędzie, od asfaltu po szuter i park, jednak czasem warto wsiąść na coś amortyzowanego i zapuścić się w głębszy teren, bo akurat dzieciory mają taką potrzebę i wtedy Roch bierze drugi rower i nie ma problemu, może tłuc się po dziurach, korzeniach i wszystkim co wpadnie pod koła.

Tak poza tym nowym rowerem to Roch dalej pedałuje. A w tym tygodniu ma nawet urlop, więc rozwozi dzieci do szkoły i przedszkola, ogarnia dom i wciska się w obcisłe. No i idzie pedałować. Oczywiście jeszcze nie nasycił się gravelem więc to na nim jeździć. Ostatnio, nie licząc 20 kilometrowego wypadu do księgarni językowej w poszukiwaniu ćwiczeń do j. niemieckiego, Roch zaliczył też Złotą Górę. Złota jest tylko z nazwy, ale to miejsce, w który jest park miniatur z największym papieżem. Taki paradoks, ale też jest fajny i stromy podjazd, a Roch chciał sprawdzić jak się podjeżdża na gravelu. Też dobrze.

Pogoda dopisuje, weekend za pasem, więc Roch planuje jakieś dalsze wypady. Sobota pewnie w kwartecie z dzieciorami, ale niedziela w duecie z Żonką. Niestety przyszły tydzień już pracujący, a szkoda, bo jeszcze tydzień by się przydał na pedałowanie, ale może w tym roku znowu zima odpuści to jakieś wypady będą uskuteczniane. Więc jeśli ktoś się waha, czy gravel jest fajny, to jest fajny. I to nawet bardzo fajny. Wchodzi w krew jak narkotyk. No i są zawody gravelowe ;-).

No i jeszcze focia ze Złotej Góry:

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 4 września 2020

Pedalydwa's garage

Znowu jakiś ostry cień mgły zapadł nad blogaskiem, ale to chyba przez ten 1 września i - bynajmniej - nie chodzi o początek wojny, tylko o czas szkolny. W tym roku Roch już nie tylko przegotowywał się do czasu przedszkolnego, ale też do szkolnego ponieważ Młoda weszła już w okres szkolny i została objęta obowiązkiem, który będzie trwał już bardzo długo. Na początku szkoła, potem kolejna, potem ewentualne studia i potem już z górki, praca, praca i odliczanie do kolejnych piątków.

Początki szkoły to dla Rocha wyzwanie, ale udało się to ogarnąć dzięki Babci i Żonce, choć Roch ma też w tym swój skromny udział, choć najmniejszy. I tutaj mała dygresja: na pewno nikt kto posiada dzieci nie spodziewa się, że one tak szybko dorastają. Jeszcze niedawno Roch pchał wózek, a teraz pcha drugi rower, bo Młoda zażyczyła, że chce wracać na rowerze ze szkoły. Jakby te 10 godzin lekcyjnych WFu w tygodniu było dla niej za mało, ale w końcu klasa sportowa, więc ruchu musi mieć więcej. I tak właśnie Roch obserwuje jak dzieci dojrzewają i zdobywają kolejne poziomy w swoich życiach (od życia, a nie od śląskiej du*y).

Roch też nie próżnował i wszedł w posiadanie całkiem nowego i fajowego roweru. Tym razem to gravel, ale na asfalcie też potrafi być potworem. Co prawda od wczoraj zaliczył tylko małą przejażdżkę z Młodym, ale jeździ się fajnie. Pozycją taka jaką Roch lubi, w zasadzie nie ma do czego się przyczepić. No może do tego, że nie ma amajzingowego karbonu, najwyższej grupy i w ogóle, ale taki Roch chciał. Miał być ładny, miał umożliwiać wjechanie do lasu i miał się zwyczajnie Rochowi podobać. I taki jest.

Gdyby ktoś był ciekawy to model Giant Revolt 2 z 2020 roku, czyli z tym wymyślnym system hamowania, który jest hybrydą. Od klamek do "wihajstra" idzie linka, a do "wihajstra" do zacisków idzie już hydraulika i to jest fajne. Teraz w garażu stoją dwa rowery. Roch co prawda miał przebłysk żeby sprzedać swojego Cube ale ostatecznie zostawi go jakby kiedyś przyszło mu do głowy zapisać się na jakiś maraton MTB. Co ciekawe Żonka też zaczyna się łamać i może przyszły sezon też będzie pomykała na cieńszej oponie, kto wie.

Tak czy inaczej teraz dwa rowery, ale czy będzie 2x więcej notek? Tego nie wiadomo. I tak zupełnie na koniec to nawet nie wyobrażacie sobie jak ciężko kupić jest pedały SPD "stacjonarnie". Po prostu nie ma w żadnym sklepie, a jak Roch powiedział, że chce Shimano M540 to już w ogóle była tragedia. Jednak znalazły się w Internetach.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS. No oczywiście, że będzie zdjęcie. Tuż przed załadunkiem do bagażnika.