piątek, 16 października 2020

Pedały XLC PD-S19

Jak każdego miesiąca, tak i teraz pora na kolejny test. Tym razem jednak nie było tak gładko i wcale nie chodzi o ogarnięcie całego przedsięwzięcia, a o czysto techniczną stronę. Jak niektórzy zapewne wiedzą, że od pewnego czasu Roch toczy kolejną dramę. Nie byłoby miesiąca bez jakiegoś problemu, ale teraz był on do potęgi.

Jak zawsze, po otrzymaniu paczki od internetowego sklepu rowerowego - rowertour.com, cieszy się jak dziecko, potem robi zdjęcia, a na końcu idzie do garażu i tam montuje, sprawdza albo przekłada części w rowerze. Tym razem jednak stara część postanowiła się postawić. I tak z prostego serwisu zrobiła się wyprawa do zaprzyjaźnionego sklepu, w którym gravel przeszedł przegląd zerowy, a przy okazji udało się wykręcić pedał.

I właśnie pedały XLC PD-S19 będą bohaterem dzisiejszego testu.

Jakość wykonania


Do tej pory wszystko co było sygnowane znakiem XLC było doskonałej jakości. Tak też jest i w tym przypadku. Pedały wykonane są z aluminium w kolorze czarnym z wyciętym logiem XLC. Charakterystyczną cechą jest korpus mający kształt platformy. W porównaniu do poprzednich pedałów Shimano M540 na pewno są większe, a to zasługa platformy właśnie.

Do tego oś Cr-Mo obrabiana CNC i wisienka na torcie, czyli łożyska maszynowe. Tak więc pedały w zasadzie bezobsługowe, a dzięki uszczelnieniu gwarantują bezawaryjną pracę przez wiele sezonów. Poza tym to klasyczne SPD wpinane z obu stron, kompatybilne z Shimano więc z butami nie ma problemu. Nawet bloków nie trzeba wymieniać, wszystko działa od razu. Typowe plug&play. Oczywiście w zestawie, oprócz samych pedałów, są też bloki, podkładki, a nawet naklejki na podeszwę buta, które mają za zadanie uszczelnić but od wewnątrz.

Całość sprawia solidne wrażenie. Sam montaż jest prosty, potrzebujemy klucz imbusowy i trochę smaru żeby nie wkręcać pedału "na sucho". Oczywiście pedały też posiadają regulację twardości sprężyny dzięki czemu można ustawić moment, w którym but wypnie się z zatrzasku. W Rocha egzemplarzu sprężyny były ustawione raczej słabo (to subiektywne odczucie), więc musiał trochę je podkręcić. I warto dobrać odpowiedni moment wypinania żeby uniknąć wywrotki.

Dane techniczne

  • Przeznaczenie: MTB / Enduro / Trial
  • Aluminiowy korpus,
  • Możliwość wpięcia z obu stron,
  • Oś z materiału Cro-Mo, obrabiana CNC, uszczelniona,
  • Łożysko maszynowe,
  • Kompatybilne z systemem Shimano SPD,
  • Regulowany moment wypięcia od 60 do 160 kgf/cm,
  • Duża powierzchnia pedału dla lepszego trzymania stopy,
  • Żłobienia na pedale zapewniające lepszą przyczepność,
  • W zestawie bloki pedałów,
  • Waga: 462 g,
  • Wymiary: 90x90 mm.

Wrażenia z użytkowania


Po udanej operacji zamiany pedałów Roch zrobić całkiem spory dystans, realizując przy tym jeden ze swoich celów, który kiedyś sobie wymyślił. Przez całą drogę (ok. 36 kilometrów) pedały nie sprawiały żadnych kłopotów. Co prawda ich wielkość na początku sprawiała Rochowi kłopot ze znalezieniem zatrzasku, ale po kilku wpięciach i z tym nie było problemu.

Wszystko przez to, że Roch do tej pory jeździł tylko na Shimano M540, które były dużo mniejsze, więc przesiadka na nowe pedały wymagała pewnego oswojenia się, ale kiedy już to nastąpiło Roch wiedział, że to będzie dłuższa znajomość. Cała trasa była asfaltowa z podjazdami, więc trzeba też było mocniej nacisnąć na pedały. Nie było żadnych trzasków, cykania, czy przypadkowego wypinania się buta.

Jako pedały SPD sprawdzają się doskonale, ale to nie koniec ich możliwości. Jako, że Roch często też jeździ z dzieciorami to zdarza mu się zakładać zwykłe buty, bo jest szybciej i dzieci nie marudzą, że już chcą iść, a Roch dalej zapina buty. Latem najczęściej są to sandały albo trampki i jazda w takim obuwiu na pedałach SPD powoduje ból związany z tym, że jest mała powierzchnia podparcia stopy, poza tym zatrzask SPD wbija się w miękką podeszwę.

Pedały XLC z racji tego, że mają większą powierzchnię podparcia sprawdzają się idealnie jako pedały do zwykłych butów. Ich profil jest bardziej płaski, zatrzask schowany jest, więc but ma lepsze podparcie, a to przekłada się na komfort jazdy. Warto tu zaznaczyć, że nie są to pedały platformowe, a rasowe pedały MTB, ale ich konstrukcja ułatwia jeżdżenie w zwykłych butach, co dla Rocha jest ważne, bo nie zawsze chce zakładać buty SPD.

Podsumowanie


Po przejechaniu ponad 100 km na tych pedałach Roch uważa, że to kolejna część od XLC, która trzyma najwyższy poziom techniczny, ale też rozwiązania zastosowane w nich sporo ułatwiają, jak choćby "platforma" która zapewnia większy komfort podczas jazdy w zwykłych butach.

Pedały XLC PD-S19 stanowią klasę samą w sobie. Łożyska maszynowe i uszczelniania gwarantują bezawaryjną pracę przez wiele sezonów, kompatybilność z systemem SPD umożliwia używanie ulubionych butów, a jakość wykonania korpusu świadczy o dbałości o detale. No i nie można zapomnieć o wyglądzie. Czarny kolor, wycięte logo XLC powodują, że pedał wygląda atrakcyjnie, a to dla Rocha też ważne, bo rower nie może być nudny.

Za cenę w okolicach 200 zł dostajemy kawał uniwersalnego i świetnie wyglądającego pedału, a przede wszystkim dostajemy gwarancję niezawodności, a to ważna rzecz. Do tej pory Roch był zwolennikiem pięćset czterdziestek, ale teraz uważa, że nie ma co się ograniczać do jednego rozwiązania, jak na rynku są dostępne równie dobre, a pod pewnymi względami lepsze (ta "platforma" wymiata) alternatywy. Jeśli ktoś w najbliższym czasie planuje wymianę pedałów to z czystym sumieniem Roch może polecić XLC PD-S19.


Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com - sklep rowerowy online i XLC parts.

poniedziałek, 12 października 2020

Pedały ogarnięte, ale łatwo nie było

 W ostatniej notce, całkiem nie tak dawno, Roch pisał, że czasem nie jest dobra pora na podchodzenie do roweru z kluczami. I tak właśnie wtedy było. Po pierwsze dlatego, że mało miejsca było w garażu, a po drugie - i najważniejsze - że to nie był ten dzień. Nie było pomysłu na odkręcenie pedału, więc wszystko co mogło pójść źle to poszło źle.

Jednak o tak był umówiony na przegląd zerowy gravela, więc przy okazji zaprzyjaźniony W. ogarnął pedał, ale żeby go wykręcić potrzebna była szlifierka, imadło i dwie osoby. Dopiero po nacięciu osi dało się go wykręcić. A najciekawsze w tym wszystkim jest to, że pedał dalej działa, więc Roch wkręcił je do swojego MTB. Najwyżej żeby go ponownie wykręcić Roch użyje nacięcia.

Jednak pedały już na swoich miejscach, a Roch przygotowuje się do kolejnej recenzji, która już niebawem pojawi się na blogasku. Jednak zanim to nastąpi to Roch wieczorami chomikuje na Zwifcie. W tym roku jest zupełnie inaczej. Nowa jakość. Wszystko działa od strzału, nie trzeba nic parować, kombinować z telefonem. Zmiana protokołu z Bluetooth na ANT+ wszystko uprościła. Zwift sam się łączy ze wszystkim i można zacząć pedałować.

Wcześniej zanim wszystko się sparowało to Roch miał już dość pedałowania, a teraz po 13 kilometrach w miejscu jeszcze sobie kawałek podpedałuje żeby nogi ostygły. I dlatego poprzednie lata były jakie były. Kilka dni ekscytacji Zwiftem i koniec, sezon w plecy. Tym razem sezon pójdzie w nogi, a bieżnia jeszcze czeka.

Całej tej sytuacji mocno sprzyja fakt, że od pewnego czasu znowu trzeba nosić maseczki, więc pedałowanie tylko z zakrytymi ustami i nosem, ale biorąc pod uwagę temperaturę to całkiem nie głupi pomysł. W niedzielę Roch pedałował z dzieciorami i jednak tego zimnego powietrza Roch nie łykał, więc da się wytrzymać. Pewnie przy +30°C byłoby o wiele gorzej, ale mamy jesień.

Tak więc powoli Roch rozgrzewa trenażer i Zwifta, ale o pedałowaniu na zewnątrz też nie zapomina. No i jeszcze przygotowania do publikacji, która już w najbliższy piątek.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS. Dawno nie było samo*ebki, więc dziś dla odmiany będzie.



czwartek, 1 października 2020

Nie zawsze jest dobry czas na serwis

Czasem są takie chwile, w których lepiej nie tykać żadnych kluczy, czy innych narzędzi. Zamiast tego lepiej siąść w fotelu i poczekać na bardziej sprzyjające okoliczności do majsterkowania. Jednak Roch nie chciał czekać, bo właśnie wczoraj dostał paczuszkę od internetowego sklepu rowerowego - rowertour.com, w której były pedały do gravela. No i plan był tak, żeby najstarszym pedałom, czyli z Cube'a, zakończyć życie, a najnowsze wkręcić do gravela.

No i prawie się to udało gdyby nie fakt, że Roch poddał się z jednym pedałem, bo nie chciał uszkodzić gwintu w korbie. Dziś i tak jedzie z Giantem na przegląd "zerowy" więc poprosi chłopaków żeby użyli swoich sposobów i ten pedał wykręcili. Spakował też do plecaka samotny pedał XLC, który zostanie wkręcony na swoje miejsce.

I tak właśnie, zależnie czy uda się dziś ogarnąć pedał to cały test będzie w weekend, potem tylko zebrać wszystko w jedną całość i można publikować. A weekend ma być właśnie fantastyczny pod względem pogody, więc będzie można pojeździć na nowych pedałach, lub pedale jak drugi nie będzie się chciał dać wykręcić. W końcu trzeba coś pojeździć bo ostatnio Roch nawet wyjął trenażer, kupił antenę ANT+ i podłączył wszystkie czujniki żeby mógł pojeździć na Zwift, bo tydzień z deszczem już dał mu się we znaki.

W tym roku, wzorem lat poprzednich, Roch ma silne postanowienie pojeżdżenia w zimie na trenażerze, ale czy to się w końcu uda? Czas pokaże, a może będzie tak jak w zeszłym roku, czyli zima bez śniegowa.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS. Na dowód tego, że nie był to dzień serwisowy zdjęcie:



piątek, 25 września 2020

Nudne rowery są... nudne

Oczywiście, że będzie o gravelu, ale Roch jeszcze się nim nie nasycił, choć Cube też jest w użyciu, ale wracając do Gianta to Roch rozpoczął proces upiększania i tak pięknej maszyny. Oczywiście wymiana śrubek, do tego kaczka na mostku, a w dalszej perspektywie piasty i nyple (ale to już naprawdę odległa perspektywa). Roch wymyślił, że będzie złoty kolor dodatków w myśl "złote, ale skromne" i tego się trzyma. Póki co to aluminium anodowane na złoto, ale kto wie, może kiedyś jak się dorobi to wpadnie jakiś element w 24 karatach.

Poza tym pogoda zachęca do pedałowania; nie jest za gorąco, deszczu nie ma, więc warunki są sprzyjające pedałowaniu. Co prawda szybko robi się noc, ale na to też jest rozwiązanie. Roch zaczyna szukać zestawu lampek, bo trzeba być widocznym. Wiadomo, że komplet lampek jest tańszy niż komplet zniczy, więc warto poświęcić trochę czasu na znalezienie fajnego zestawu, który będzie gwarantował widoczność, szczególnie z tyłu jest to ważne. Poza tym wypady z Młodym też kończą się jak zmrok nadchodzi, ale on akurat lampki ma, tylko Roch nie świeci przykładem.

Roweru jest ogólnie sporo w ostatnim czasie, bo do szkoły też Roch jeździ rowerem, więc nie ma co narzekać. W zeszłym roku było dużo gorzej, a teraz jest dużo lepiej, nawet wliczając w to całe to szaleństwo z covidem. Gdzieś w głębi duszy Roch liczy, że znowu zima będzie ciepła i bez śniegowa tak żeby można było się jeszcze trochę pocieszyć tym rowerem, a potem zostanie tylko trenażer, bo w tym roku Roch ma silne postanowienie popedałowania w miejscu, ale tym razem w garażu. Bo tam jest chłodniej, a wiatrak nie specjalnie się sprawdza.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć o kolejnym dodatku, który Roch kupił, czyli kaczce na kierownicę. Jakoś tak się przyjęło, że Roch coś musi mieć na kierownicy. Był już pikachu, potem łysa kulka i kaczka, która była prezentem na zeszłoroczny Bike Atelier Maraton. Więc i gravel musiał dostać swoją kaczkę.



Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 18 września 2020

No i jak na tym gravelu się jeździ? Dobrze!

Za Rochem już prawie dwa tygodnie gravelowania i może ciut więcej napisać o wrażeniach jakie towarzyszą pedałowaniu na sztywniaku. Co więcej, obecnie kończy urlop, który był wypełniony rowerami, bo i na Cube pojeździł i na Giancie też pedałował. Wszystko zaczęło się od tego, że Roch miał jeden komplet pedałów i dwa rowery. Na początku chciał przekręcić pedały do nowego roweru i na nim jeździć, ale okazało się, że Młodzież też chce jeździć bo większym terenie i nie było wyjścia; Roch musiał kupić drugi komplet pedałów, ale przynajmniej ma już oba rowery w pełni operacyjne.

Co do Gianta to jest bosko. Idealna pozycja za kierownicą. Początkowo Roch myślał, że od razu wymieni mostek, może siodełko, ale po wyregulowaniu wysokości i pozycji siodełka wszystko jest jakby dopasowane do Rocha, no nie ma do czego się przyczepić. Druga sprawa to opony, które na asfalcie dają czadu, ale w terenie też nie wymiękają. No i fun, który chyba w tym jest najważniejszy, bo w pedałowaniu na rowerze właśnie to powinno się liczyć. Uśmiech na twarzy, podająca noga i jakikolwiek krajobraz, który się zmienia.

Przez głowę Rocha przeszła myśl, że może by Cube sprzedać, ale te dwa rowery stanowią idealną parę. Jak Flip i Flap, jak Bonnie i Clyde, jak Prezes i Kot. Ogólnie na gravelu da się wjechać wszędzie, od asfaltu po szuter i park, jednak czasem warto wsiąść na coś amortyzowanego i zapuścić się w głębszy teren, bo akurat dzieciory mają taką potrzebę i wtedy Roch bierze drugi rower i nie ma problemu, może tłuc się po dziurach, korzeniach i wszystkim co wpadnie pod koła.

Tak poza tym nowym rowerem to Roch dalej pedałuje. A w tym tygodniu ma nawet urlop, więc rozwozi dzieci do szkoły i przedszkola, ogarnia dom i wciska się w obcisłe. No i idzie pedałować. Oczywiście jeszcze nie nasycił się gravelem więc to na nim jeździć. Ostatnio, nie licząc 20 kilometrowego wypadu do księgarni językowej w poszukiwaniu ćwiczeń do j. niemieckiego, Roch zaliczył też Złotą Górę. Złota jest tylko z nazwy, ale to miejsce, w który jest park miniatur z największym papieżem. Taki paradoks, ale też jest fajny i stromy podjazd, a Roch chciał sprawdzić jak się podjeżdża na gravelu. Też dobrze.

Pogoda dopisuje, weekend za pasem, więc Roch planuje jakieś dalsze wypady. Sobota pewnie w kwartecie z dzieciorami, ale niedziela w duecie z Żonką. Niestety przyszły tydzień już pracujący, a szkoda, bo jeszcze tydzień by się przydał na pedałowanie, ale może w tym roku znowu zima odpuści to jakieś wypady będą uskuteczniane. Więc jeśli ktoś się waha, czy gravel jest fajny, to jest fajny. I to nawet bardzo fajny. Wchodzi w krew jak narkotyk. No i są zawody gravelowe ;-).

No i jeszcze focia ze Złotej Góry:

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 4 września 2020

Pedalydwa's garage

Znowu jakiś ostry cień mgły zapadł nad blogaskiem, ale to chyba przez ten 1 września i - bynajmniej - nie chodzi o początek wojny, tylko o czas szkolny. W tym roku Roch już nie tylko przegotowywał się do czasu przedszkolnego, ale też do szkolnego ponieważ Młoda weszła już w okres szkolny i została objęta obowiązkiem, który będzie trwał już bardzo długo. Na początku szkoła, potem kolejna, potem ewentualne studia i potem już z górki, praca, praca i odliczanie do kolejnych piątków.

Początki szkoły to dla Rocha wyzwanie, ale udało się to ogarnąć dzięki Babci i Żonce, choć Roch ma też w tym swój skromny udział, choć najmniejszy. I tutaj mała dygresja: na pewno nikt kto posiada dzieci nie spodziewa się, że one tak szybko dorastają. Jeszcze niedawno Roch pchał wózek, a teraz pcha drugi rower, bo Młoda zażyczyła, że chce wracać na rowerze ze szkoły. Jakby te 10 godzin lekcyjnych WFu w tygodniu było dla niej za mało, ale w końcu klasa sportowa, więc ruchu musi mieć więcej. I tak właśnie Roch obserwuje jak dzieci dojrzewają i zdobywają kolejne poziomy w swoich życiach (od życia, a nie od śląskiej du*y).

Roch też nie próżnował i wszedł w posiadanie całkiem nowego i fajowego roweru. Tym razem to gravel, ale na asfalcie też potrafi być potworem. Co prawda od wczoraj zaliczył tylko małą przejażdżkę z Młodym, ale jeździ się fajnie. Pozycją taka jaką Roch lubi, w zasadzie nie ma do czego się przyczepić. No może do tego, że nie ma amajzingowego karbonu, najwyższej grupy i w ogóle, ale taki Roch chciał. Miał być ładny, miał umożliwiać wjechanie do lasu i miał się zwyczajnie Rochowi podobać. I taki jest.

Gdyby ktoś był ciekawy to model Giant Revolt 2 z 2020 roku, czyli z tym wymyślnym system hamowania, który jest hybrydą. Od klamek do "wihajstra" idzie linka, a do "wihajstra" do zacisków idzie już hydraulika i to jest fajne. Teraz w garażu stoją dwa rowery. Roch co prawda miał przebłysk żeby sprzedać swojego Cube ale ostatecznie zostawi go jakby kiedyś przyszło mu do głowy zapisać się na jakiś maraton MTB. Co ciekawe Żonka też zaczyna się łamać i może przyszły sezon też będzie pomykała na cieńszej oponie, kto wie.

Tak czy inaczej teraz dwa rowery, ale czy będzie 2x więcej notek? Tego nie wiadomo. I tak zupełnie na koniec to nawet nie wyobrażacie sobie jak ciężko kupić jest pedały SPD "stacjonarnie". Po prostu nie ma w żadnym sklepie, a jak Roch powiedział, że chce Shimano M540 to już w ogóle była tragedia. Jednak znalazły się w Internetach.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS. No oczywiście, że będzie zdjęcie. Tuż przed załadunkiem do bagażnika.



środa, 19 sierpnia 2020

36 i 3 dni

Tak się złożyło, że Roch niedawno obchodził urodziny. I wcale to nie jest tak, że świętowanie szło tak dobrze, że Roch dopiero teraz włączył komputer. Po prostu urodziny spędził na rowerowo, a potem wskoczył ponownie w wir home office. Tak więc znowu czasu zabrakło, a do tego nałożył się jeszcze poniedziałek, który dla Rocha był wolny, bo odbierał święto, które wypadło w sobotę.

I tak właśnie; Roch wszedł w kolejny rok życia z rowerem w tle. Tak się udało, że i pogoda dopisała i dzieci miały chęć na pedałowanie, a popołudniu okazało się, że będzie jeszcze jedno pedałowanie. Z Żonką pojechali na Blachownię i z powrotem. Taka standardowa trasa, 30 kilometrów przez las i mało ruchliwe drogi.

I tak minęły urodziny i razem z urodzinami pogoda, która zepsuła się, ale wszyscy mówią, że to chwilowe, żeby nie załamywać się. Tak więc Roch korzystając z niekorzystnych warunków pojedzie dziś do Zaprzyjaźnionego Sklepu Rowerowego żeby dogadać warunki zakupu kolejnego roweru, tym razem gravela dla siebie, ale to temat na najbliższe miesiące bowiem Roch musi uzbierać fundusz rowerowy. Jednak zakup chyba dojdzie do skutku, więc niedługo będzie dylemat, na którym rowerze jeździć, ale swojego Cuba nie sprzeda. Ma miejsce, a MTB zawsze się przyda.

I tak na sam koniec Roch w dniu urodzin planował zainicjować podcast pod szyldem pedałydwa, ale jakoś tam mu się zeszło i do końca nie był przekonany, czy to się przyjmie, a w ogóle to o czym miałby gadać. Pewnie o tym co pisze. Może jeszcze się przekona do tej formy, w sumie wszystko ma przygotowane, tylko zacząć gadać. Najbliższą okazją może być budowanie szafki serwisowej na swoje narzędzia, których ma już całkiem pokaźną ilość. Będzie to mobilna szafka serwisowa. Na kółkach.

Na tę chwilę Roch pozdrawia i myśli o tym podkaście i tej szafce.

piątek, 14 sierpnia 2020

Zestaw kluczy imbusowych XLC TO-S32

 Nieuchronnie nadszedł kolejny "techniczny piątek", w którym to Roch publikuje testy i własne przemyślenia na temat różnych gadżetów, które dostaje od zaprzyjaźnionego sklepu rowerowego - rowertour.com. Tym razem trafiła mu się nie lada gratka; jak zapewne wiecie Roch od pewnego czasu zaczął kompletować swój prywatny "garażowy serwis rowerowy", który będzie służył mu do napraw wszystkich rowerów jakie ma na stanie. I tak sobie Roch kompletuje narzędzia. Zaczyna od tych, które są mu potrzebne w pierwszej kolejności i brnie w to coraz głębiej. A całe to zamieszanie zaczęło się od bacika i klucza do kasety.

I wtedy wchodzi on - Rowertour - cały na biało i oferuje Rochowi do testów zestaw kluczy imbusowych XLC TO-S32. No lepszego testu Roch nie mógł się spodziewać, a że akurat trafił się serwis roweru Młodzieży to tym chętniej zabrał się do roboty.

Jakość wykonania

Co do jakości to przyczepić się nie można, ale u XLC jest to standardem; jak coś jest sygnowane ich logiem to oznacza, że jest to produkt, który posłuży wiele lat. I tak jest z tymi kluczami. Na pierwszy rzut oka sprawiają wrażenie solidnych, a do tego mają bardzo praktyczny stojak, który dodatkowo można przykręcić do ściany.

Każdy klucz, a jest ich osiem sztuk, ma swoje miejsce w stojaku. Te najmniejsze klucze mają okrągłe oczka, w których stoją, natomiast te większe mają kształt imbusa, więc włożenie ich na swoje miejsce nie stanowi problemu.

Same klucze wykonane są solidnie, posiadają twardy i nieślizgający się uchwyt, który jest wyprofilowany i doskonale leży w dłoni dzięki czemu nie ma możliwości żeby klucz wypadł nam z dłoni. Klucze wyposażone są w dłuższą część, która służy do szybkiego wkręcania śruby i krótszą końcówkę, która służy do dociągnięcia śruby do pożądanego momentu. dodatkowo każdy posiada kulistą końcówkę, która umożliwia pracę pod kątem, czyli dostaniemy się też do trudno dostępnych miejsc, jak na przykład do obejmy przedniej przerzutki, która czasem bywa schowana gdzieś między rurą podsiodłową, a kołem.

Sam stojak, poza możliwością przykręcenia do ściany, można też przykręcić do blatu stolika, a na froncie są oznaczenia rozmiarów kluczy, więc nie ma problemu z tym, że mniejszy klucz włożymy do większego otworu, albo że akurat tej szóstki nie ma na swoim miejscu.

O jakości i przemyśleniu każdego klucza może też świadczyć fakt, że każdy klucz możemy powiesić na ścianie ponieważ w każdym uchwycie jest otwór do jego zawieszenia.

Dane techniczne

Klucze XLC TO-S32 należą do linii pół profesjonalnej, która przeznaczona jest dla domowych warsztatów rowerowych, cechują się trwałością i odpornością na zużycie. I to jest faktycznie prawda, bo u Rocha już "kilka" śrub wkręciły, a dalej wyglądają jak nowe.

Pozostałe parametry to:

  • Zestaw dwustronnych kluczy imbusowych,
  • Rozmiary kluczy: 2 mm, 2.5 mm, 3 mm, 4 mm, 5 mm, 6 mm, 8 mm i 10 mm,
  • Wyprofilowana rączka zapewniająca pewny chwyt,
  • Stojak w zestawie,
  • Możliwość zawieszenia każdego klucza na ścianie,
  • Końcówki o różnej długości umożliwiające szybkie wkręcanie i dociąganie śrub.

Wrażenia z użytkowania

Roch nie musiał długo czekać na możliwość ich przetestowania. Najpierw regulacja hamulców w rowerze Młodego, potem regulacja przerzutki w rowerze Młodej, aż w końcu akcja ratunkowa przedniej przerzutki w rowerze Żony.

Podczas tego ostatniego serwisu, Roch - i klucze - miał najwięcej roboty, ale też kulista końcówka sprawnie odkręciła linkę z przerzutki. Za każdym razem nie było problemu żeby znaleźć odpowiedni rozmiar - wystarczyło spojrzeć na podstawkę. Porównując to do pracy ze zwykłymi imbusami przede wszystkim uchwyt robi robotę. Normalnie trzeba kombinować żeby klucze nie wypadły z dłoni, a mając możliwość złapania za kawałek grubego uchwytu od razu zyskuje się uczucie kontroli nad śrubą.

Kiedy trzeba "dociągnąć" śrubę wystarczy obrócić klucz i już mamy dźwignie zapewniającą, że gwint będzie dociągnięty "na maksa". Swoją drogą podstawka, nawet nie przykręcona od niczego, jest stabilna i bez problemu można ją postawić obok stojaka. Klucze na pewno nie wypadną.

Podsumowanie

Do tej pory Roch ratował się zwykłymi "imbusami". Dało się śruby dokręcać, jak to każdym kluczem. Pewnie takim dodawanym do mebli imbusem też dałoby się rower naprawić, ale w pewnym momencie do gry wchodzi poczucie ergonomii i przekonanie, że skoro można wkręcać śruby sprawniej i wygodniej, to dlaczego tego nie robić.

I tutaj właśnie jest miejsce dla kluczy imbusowych XLC. Śrubę wkręcają tak samo jak każde inne klucze, ale mają w sobie to coś co powoduje, że nie odczuwamy frustracji jak po raz kolejny klucz wypada z dłoni, bo te klucze - dzięki uchwytowi - z dłoni po prostu nie wypadają.

Za kwotę około 130 zł zafundujecie sobie bardzo fajne klucze, które wiele ułatwią i jeszcze więcej wytrzymają. Na pewno posłużą przez lata i zaoszczędzą siarczystych bluzgów w Waszych domowych serwisach rowerowych.

I tak już całkiem na koniec Roch odkrył jeszcze jedną funkcję tych kluczy. Otóż po otrzymaniu paczki od kuriera i rozpakowaniu jej Roch postawił je na półce w domu. Całkiem nieźle sprawdzają się jako dekoracja, ale żeby wykorzystać ich potencjał w pełni trzeba zanieść je do garażu lub piwnicy, tam sprawdzają się najlepiej.

Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com - sklep rowerowy online i XLC parts


wtorek, 11 sierpnia 2020

Serwis garażowy coraz bardziej realny

Znowu jakoś tak się złożyło, że Roch zagubił się w czasoprzestrzeni i zapomniał, że ma bloga. Trochę też rozprężył się po tych całych remontach, ale tak ma, że jak coś odpicuje albo przejedzie na przykład maraton to potem przez długi czas robi sobie wakacje od wszystkiego, ale później znowu się spina i zbiera w sobie.

Przede wszystkim Roch kompletuje klucze, czyli wyposaża swój "garażowy serwis rowerowy", który nabiera rumieńców. Jeszcze trzeba sobie wygospodarować jakiś kącik żeby móc się na tam rozłożyć na stałe, ale już teraz regulacja, czy jakaś naprawa nie stanowi większego problemu. Nie trzeba się umawiać, czekać i kombinować. Wystarczy zejść do garażu.

Poza tym codzienne rowery z Młodym. To naprawdę się dzieje, jeżdżą cały czas. Raz krócej, raz dłużej, ale koło się kręci, a noga podaje. Nigdy Roch nie spodziewałby się, że jego najlepszy kumpel rowerowy to będzie jego 5-o letni syn. Rozmowy o wszystkim, pytania o wszystko i jazda wszędzie. Tak chyba mają wyglądać te rowerowe wypady. Roch chciałby doczekać dnia, kiedy ze swoim 18 letnim synem pójdzie na piwo po rowerze. Póki co jest sok.

Młoda poszła w innym kierunku. Ona woli długie i rekreacyjne wypady, stąd nawet jak jadą we czwórkę to dochodzi do rozdzielenia peletonu na tych co to wjeżdżają w każdą dziurą, skaczą z każdego krawężnika i na te, które pedałują spokojnie, ale długo. Tak jest, choć czasem uda się spiąć całą grupę i przejechać gdzieś wspólnie.

I tak się toczy, czasem Roch nie ma siły pisać, a czasem po prostu nie ma weny, a pisanie na siłę chyba nie ma sensu. Szkoda się męczyć. Całkiem niedługo będzie też niespodzianka, nad którą Roch pracuje, ale wpierw musi skończyć swoje zobowiązania, a efekty już niedługo.

Roch pozdrawia Czytelników.


piątek, 24 lipca 2020

Stojak montażowy CRIVIT (ten z LIDLa)

Jak już Roch pisał od pewnego czasu kompletuje on swój "Garażowy Serwis Rowerowy", w którym to będzie serwisował rowery domowników. Do takiego kroku popchnęły go wydarzenia ostatnich tygodni, a mianowicie chciał pojeździć na rowerze, a tu rozkręcona piasta. Bez kluczy prawie sobie poradził, ale konusy poluzowały się od strony kasety, a tej nie było czym zdjąć.

Znalezienie serwisu, który na poczekaniu dokręcił by piastę było niewykonalne. Łatwiej było kupić klucze i samemu dokręcić. Jako, że Roch wakacyjnie dorabiał w zaprzyjaźnionym sklepie rowerowym to umiejętności były, tylko narzędzi było brak. I tak się to właśnie zaczęło. Od klucza do kasety i bacika.

Jednak Roch zawsze chciał mieć stojak rowerowy. Jak już coś grzebie przy rowerze to fajnie jak ten rower stoi / wisi stabilnie. Nawet prosta regulacja, jak rower ucieka na wszystkie strony, staje się poważnym serwisem. Stojaki od Park Tool’a z wiadomych przyczyn odpadają. Wydać kilkaset złotych na garażowy stojak to przesada. I tu pojawił się Lidl i jego promocje. Już kiedyś Roch widział, że są stojaki na promocji, ale wtedy nie myślał, że będzie go aż tak potrzebował. Tak więc dziś bierzemy pod lupę stojak montażowy Crivit "z Lidla".

Jakość wykonania


Już samo opakowanie sugeruje, że to nie będzie plastik, a po wyjęciu z pudełka faktycznie okazuje się, że to nie jest plastik. Całość wykonana jest z metalu, jedynie połączenia są wykonane z grubego tworzywa. Uchwyt, który trzyma rower wykonany jest z grubego plastiku i pokryty miękkim gumowanym materiałem od wewnątrz dzięki czemu nie porysujemy ramy.

Całość stoi stabilnie, pod warunkiem że dokręcimy wszystkie śruby. Pierwsza próba skończyła się u Rocha tym, że stojak z rowerem samoczynnie się obniżył. Dopiero jak Roch dokręcił śruby to całość zaczęła być stabilna. Stojak ma możliwość składania, więc spokojnie można go trzymać gdzieś w kącie, a jak zajdzie potrzeba to dzięki zaciskom można go szybko rozłożyć. 

Ogólnie jakość na wysokim poziomie, ale śruby trzeba dokręcić.

Dane techniczne


  • Bezstopniowa regulacja wysokości od ok. 107 do 188 cm
  • Maksymalna waga roweru: 30 kg
  • Mocowanie roweru obrotowe o 360°
  • Obejma do wszystkich dostępnych średnic ram od ok. 25 mm do 55 mm
  • Tacka na narzędzia z magnetyczną "przegródką"
  • Dodatkowe ramię teleskopowe do stabilizacji kierownicy
  • Cztery nogi z możliwością przykręcenia stojaka do podłogi

Według naklejki na stojaku producentem tego modelu jest firma Delta-Sport Handelskontor GmbH. Oznaczenie modelu z naklejki to FM-7091 (lidlowy IAN to 326459_1907). Na pewno zauważyliście odwrotność 7091 -> 1907 ;-)

Wrażenia z użytkowania


Użytkowanie stojaka to bajka, oczywiście po dokręceniu śrub, samo wpinanie i wypinanie roweru nie sprawia kłopotu dzięki czterem nogom, które stabilizują stojak. Regulacja obejmy na ramę też nie jest problemem z tego względu na to, że rączka która zamykamy zacisk jest równocześnie rączką regulującą "szerokość" uchwytu, więc spokojnie można to zrobić jedną ręką. 

Do kompletu dostajemy teleskopowe ramię, które służy do zablokowania kierownicy tak żeby nie latała na boki. Podczas instalacji licznika w rowerze Młodego sprawdziła się doskonale. Jeden koniec przypinamy do stojaka, drugi do kierownicy i można spokojnie zająć się prowadzeniem kabelka. Jak na garażowe warunki stojak spisuje się doskonale i kwota 159 zł chyba została dobrze zainwestowana. Na pewno za kilka tygodni stojaki pojawią się w kolejnej promocji, pewnie za 99 zł tak żeby wyprzedać zapasy.

Podsumowanie


Po co ten test w ogóle? Bo w Internetach jest niewiele informacji o tym sprzęcie, a po bliższym poznaniu (i dokręceniu śrub) okazuje się, że to bardzo udana konstrukcja, która w sam raz pasuje do amatorskiego użytkowania, a przede wszystkim kwota, którą należy wydać "na start" jest niewielka.

Jeśli Roch miałby jeszcze raz stanąć przed regałem z tymi stojakami to bez wahania kupiłby jeszcze raz. Na domowe potrzeby sprawdza się doskonale. Jeśli ktoś ma odrobinę sprytu i zacięcie na złotą rączkę to bez problemu wymieni linkę, czy wyreguluje przerzutkę. Rower będzie stabilnie wisiał, a to naprawdę duże ułatwienie. Choćby przy regulacji przerzutek gdzie jedną ręką pedałujemy, a drugą zmieniamy "biegi".

Za tę cenę ciężko będzie znaleźć coś tak dobrego. Dla porównania na Allegro ten sam stojak kosztuje już 189 zł, więc warto śledzić promocje w Lidlu, a na wyprzedażach można go spokojnie dostać za kwotę poniżej 100 zł.