poniedziałek, 11 maja 2020

Weekend tym razem przedłużony

W całym tym szaleństwie koronawirusowym można dostrzec kilka pozytywnych rzeczy. Ludzie zaczęli dbać o higienę, z półek sklepowych znikło mydło. Do tego przestali się wpychać i ocierać. Każdy zaczął szanować dystans społeczny. Są też mniej pozytywne rzeczy, takie jak załamanie się gospodarki i wszystko co z tym jest związane. Roch też zaliczył przymusowe wolne poniedziałki, ale trzeba dostrzegać w tym wszystkim pozytywy, bo jeszcze będzie dobrze.

Skoro już te poniedziałki są wolne to można trochę popedałować przed resztą tygodnia, która jest już w pełni pracująca. I tak, na początku Roch musi z Młodą pojechać przymierzyć nowy rower. Tak, Młoda dostanie kolejny rower. Jak dobrze Roch liczy będzie to już piąty rower, ale jak chce się zachęcać młodzież do pedałowania to sprzęt musi być dopasowany. I basta. Tym razem będzie to już najprawdopodobniej 24 cale, czyli całkiem poważna maszynka. Roch celuje w tarczówki i amorek, żeby już można było Młodą zabrać na jakieś ciekawe trasy.

W niedzielę był ostatni wypad na 20 calach, a od poniedziałku już prawdopodobnie będzie to większy rower. Co do całego weekendu to był oczywiście rowerowy, pogoda dopisała, choć deszczu było sporo, ale dało się pojeździć w przerwach pomiędzy opadami. I tak w niedzielę Roch zrobił 10 kilometrów z Młodą i Żonką i kolejne 10 km już tylko z Żonką, a więc weekend udany. Poniedziałek pewnie też będzie rowerowy, bo trzeba będzie przetestować nową zabawkę. O tym wszystkim na pewno będzie na fanpage i na instagramie (ehh te social media).

Roch pozdrawia Czytelników.


piątek, 1 maja 2020

Kask Rowerowy ABUS Viantor

Tradycyjnie już piątek to dzień, w którym oprócz pachnącej kawy wpada również świeżutka notka techniczna. Można by nazwać ten dzień "technicznym piątkiem" albo "tech friday" ale Roch pozostanie przy tym, że piątek jest po prostu odpowiedni na takie wpisy. W pracy panuje atmosfera weekendu, więc można sobie pozwolić na odrobinę oderwania od zajęć.

Tym razem jednak nie będzie to kolejny wpis typowo techniczny i "we współpracy". To będzie wpis "dzięki", a dlaczego taka zmiana? Jak zapewne wiecie kilka tygodni, czy nawet miesięcy już, Rochowi przydarzył się wypadek. Toczył on dramę na Facebooku jak to kask ocalił jego głowę i jeśli choć jedna osoba przekona się do założenia kasku to będzie to jego, Rocha w sensie, sukces. Wtedy też odezwał się do Rocha zaprzyjaźniony rowertour.com z pytaniem, czy nic mu się nie stało.

Rozmowa była serdeczna i szczerze to Roch nie spodziewał się, że ktoś aż tak przejmie się jego losem, ale rowertour na tym nie poprzestał. Zaoferował Rochowi nowy kask, bo stary spełnił swoje zadanie i uległ zniszczeniu. Bynajmniej nie było mowy o recenzowaniu go, czy testowaniu. Na upartego Roch mógł nie wspominać o tym, ale to nie byłoby w jego stylu. Ktoś zainteresował się zdrowiem Rocha, a on miałby ot tak zostawić to bez żadnej reakcji? No chyba jednak nie.

Tak więc poniżej Rocha skromne przemyślenia o kasku rowerowym ABUS Viantor.

Jakość wykonania


Do tej pory Roch miał do czynienia tylko z kaskami MET, jego pierwszym był Kaos, drugim Idolo. Jednak gdy wziął do drżących rąk Viantora okazało się, że może być coś fajniejszego i ładniejszego. Bryła kasku jest zwarta, nie przypomina orzeszka, tylko zgrabnie układa się na głowie. Do tego fajnie rozwiązane mocowanie przednich pasków, które nie blokuje zakładania okularów nawet podczas jazdy. Nie jest ono schowane gdzieś wewnątrz skorupy, a wyprowadzone na jej brzeg przez co paski delikatnie odstają, a to umożliwia trafienie okularami na głowę za pierwszym razem.

Do tego wentylacja, a raczej przeciąg, który robi się na głowie podczas jazdy gwarantuje, że nie zalejemy się potem. Wkładka wewnątrz kasku pociągnięta jest od przodu aż do środka kasku, przez co kask nie obciera głowy. Może dla tych, którzy posiadają bujną czuprynę (lub jakąkolwiek) nie robi to różnicy, ale dla Rocha jest to ważne. Oczywiście pokrętło regulacyjne działa doskonale, a drobny skok pozwala na precyzyjne dopasowanie kasku do głowy.

Viantor jest modelem szosowym, więc nie posiada daszku, ale dla Rocha daszek jest najmniej ważnym elementem kasku. Dużo ważniejsza jest wentylacja, a ta stoi na bardzo wysokim poziomie. Warto też wspomnieć o paskach, które są przyjemnie miękkie i dobrze dopasowują się do twarzy. Klamra działa twardo i na pewno sama się nie rozepnie podczas jazdy.

Dane techniczne


Jak już Roch wspomniał, Viantor jest modelem szosowym, więc daszka nie ma, jest dużo otworów wentylacyjnych. Poniżej dokładna specyfikacja:

  • Lekka i mocna konstrukcja kasku dzięki zastosowaniu EPS i skorupy PC
  • Kask dla osób z kitkami i warkoczami
  • 4 otwory wlotowe i 14 wylotowych
  • Półobręcz z systemem regulacji do obwodu głowy
  • Połączony z EPS szkielet wzmacniający kask
  • Zoom Ace: precyzyjny system regulacji z poręcznym pokrętłem do indywidualnego dopasowania
  • Wygodne w obsłudze zapięcie w formie klamry
  • Rozmiar testowanego kasku: L (58 - 62 cm)
  • Waga: 290 g.

Dostępne rozmiary


  • S - obwód głowy: 51 - 55 cm
  • M - obwód głowy: 54 - 58 cm
  • L - obwód głowy: 58 - 62 cm


Wrażenia z użytkowania


Jak już wcześniej Roch wspomniał do głównych zalet należą wkładki, którymi jest wyłożone praktycznie całe wnętrze kasku i mocowanie pasków, które pozwala na swobodne zakładanie okularów nawet podczas jazdy. Po założeniu kasku na głowę i dociągnięciu pokrętłem wszystko pewnie siedzi na głowie i na dobrą sprawę pasków nie trzeba… a właśnie, że trzeba zapinać. Bo tylko dobrze wyregulowany kask zapewni nam ochronę podczas upadku.

Regulacja w Viantorze to sama przyjemność. Miękkie paski, które dają się przesuwać jak się chce, precyzyjne pokrętło. Kilka chwil i kask jest wyregulowany. Można wsiadać na rower i jechać. Pierwsze wrażenie to przewiewność. ABUS osiągnął to dzięki zastosowaniu technologii ActiCage, która pozwala na spore otwory wentylacyjne bez uszczerbku na bezpieczeństwie.

Gąbki wewnątrz dobrze wchłaniają pot; Rochowi nie zdarzyło się, żeby coś kapnęło na okulary, więc pod tym względem jest rewelacyjnie. Całość na głowie wygląda zgrabnie i kompaktowo.

Podsumowanie


Całość kasku sprawia solidne wrażenie. Nietuzinkowy wygląd i otwory wentylacyjne to na pewno jego największe zalety, ale nie można zapomnieć o gąbkach, które poprawiają komfort noszenia i odciągają pot, sprytnie zamocowane paski pozwalają bez problemu zakładać okulary.

Jednak najważniejsze jest to, że zastosowane rozwiązania wpływają na poprawę bezpieczeństwa, a to jest przecież kluczowe w tym wszystkim. Kask rowerowy ABUS Viantor na pewno docenią posiadacze długich włosów bowiem bez problemu można go założyć na kitkę albo warkocz (Roch nie sprawdzi tego, bo nie ma jak. Dla niego liczy się to, że są wkładki, które nie obcierają).


I w tym miejscu należą się gorące podziękowania zarówno dla rowertour.com - sklep rowerowy online jak i ABUS Polska, bo to właśnie dzięki nim Roch może bezpiecznie pedałować i testować kolejne produkty.

Niech się święci 1 maja


wtorek, 28 kwietnia 2020

Weekend odblokowany!

No i stało się. Rząd łaskawie odblokował lasy i poluzował kagańca. Więc wszyscy ruszyli w las żeby zażyć odrobinę swobody i świeżego powietrza. A przede wszystkim ruchu, bo tego w ostatnim czasie brakowało najbardziej. Tak więc i Roch pojechał w las. Z Żonką oczywiście. Oboje unikali kontaktów z innymi, więc zapuścili się w głęboki las, tam gdzie nikomu nie chce się jeździć.

I, faktycznie, tam było pusto, nie było biegających dzieci, czy spacerujących z psami. Przez weekend kilometrów wyszło ze 30, ale póki co Roch nie ma tego jak zaprezentować. Strava została skasowana, bo i tak Roch ma Garmina, a z segmentów nie korzysta. W dalszym ciągu pisze swoje rozwiązanie do statystyk (i bloga przy okazji), ale jeszcze trochę trzeba tam zrobić. Więc póki co będą jakiś foteczki z cyferkami.

Zawsze też można wpaść na fanpage, tam też pewnie coś będzie wrzucone. Aktywność została odblokowana, więc Roch zamierza korzystać z tego przywileju cały czas. W masce, choć w lesie jej nie używa, bo to akurat Rochowi nie przeszkadza. Zbliża się długi weekend, więc pewnie wpadnie jakaś dłuższa przejażdżka. Może do Olsztyna, bo dawno nic w tamtym kierunku nie było.

Tak czy inaczej Roch wraca do aktywności.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 24 kwietnia 2020

Siodełko rowerowe XLC SA-M03

Wydarzenia z ostatnich miesięcy pokazują, że nie można być niczego pewnym. Jeszcze nie tak dawno Roch testował plecak, sztycę, kierownicę, a nawet dzwonek żeby później zamknąć rower w garażu, a siebie w domu. Chińska, nomen omen, klątwa mówi "obyś żył w ciekawych czasach" i w takich właśnie przyszło nam się odnaleźć. Jednak ciekawe czasy nie mogą sparaliżować bloga i Rocha.

Sprzęt do tej recenzji Roch dostał już dość dawno, ale nie chcąc narażać się na konsekwencje, wstrzymał się z recenzją do momentu odmrożenia nakazów i zaleceń, a skoro te zostały zdjęte to Roch może śmiało wsiąść na siodełko i pedałować. I właśnie o siodełku będzie ta recenzja, a dokładnie o siodełku rowerowym XLC SA-M03.

Jakość wykonania


Na pierwszy rzut oka siodełko wygląda ładnie. Czarna syntetyczna skóra ładnie komponuje się z błyszczącymi bokami, na których jest napis XLC. Na wierzchu siodełka nie widać szwów, więc całość jest wręcz minimalistyczna, co Rochowi bardzo się podoba. Nie jest krzykliwe, ale w dotyku jest miłe i przyjemne. W przedniej części, na "nosku" mamy wstawkę antypoślizgową, która zapobiega przesuwaniu się podczas podjazdów.

Oczywiście mamy też otwór odciążający zapobiegający zbytniemu naciskowi na krocze, co jest kluczowe nie tylko podczas długich wypadów. Lepiej zadbać o tę część ciała; to zaprocentuje w przyszłości. Pręty w testowanym siodełku były chromowo-molibdenowe i miały praktyczną podziałkę umożliwiającą precyzyjne dobranie pozycji "przód-tył".

Na zakończenie warto wspomnieć, że siodełko - zgodnie z najnowszymi trendami - jest krótsze, ale to wręcz jest zaletą o czym Roch napisze w dalszej części.

Dane techniczne


Testowane siodełko, jak już Roch wspomniał, miało konstrukcję CroMo. Poniżej pozostałe parametry:

  • Przeznaczenie: MTB/szosa
  • Odmiana: siodełko unisex
  • Pozycja: sportowa
  • Materiał prętów: cro-mo
  • Materiał wypełniający: pianka absorbująca wstrząsy
  • Materiał zewnętrzny: skóra syntetyczna
  • Pokrycie zewnętrzne czarne, bezszwowe
  • Wstawka antypoślizgowa w przedniej części
  • Nowoczesne, krótsze siodełko
  • Długość: 244 mm
  • Szerokość: 148 mm
  • Kolor: czarny
  • Waga: 211g


Wrażenia z użytkowania


Siodełko na rowerze prezentuje się całkiem nieźle. Oczywiście wygląd to rzecz gustu, ale Rochowi osobiście bardzo się podoba jego minimalistyczny styl. Nie ma tutaj wielkich napisów, kontrastujących kolorów. Wszystko jest stonowane, ale wcale nie nudne. Detale takie jak antypoślizgowy nosek, czy boczne napisy XLC dodają mu smaczku. Dodatkowo perforacje na wierzchniej części siodełka rozkładają się symetrycznie, podobnie jak boczne paski. Dla Rocha takie szczegóły są ważne, być może inni nie przywiązują do tego wagi, a chodzi im bardziej o to jak się na nim jeździ.

A jeździ się bardzo dobrze. Rocha poprzednie siodełko, Fizik Nisenne, było długie, nie miało otworu odciążającego i było twarde. Siodełko od XLC ma otwór, jest krótkie i jest nieznacznie "mniej twarde", ale akurat Rochowi twarde siodełka pasują. Otwór jest wręcz fenomenalny, choć od dawna jest stosowany, to Roch dopiero teraz odkrył jego zalety. Po wyregulowaniu siodełka komfort jest bardzo dobry.

Jego długość jest zaletą - nic nie wystaje z przodu, a podpiera dokładnie to co ma podpierać. Nie ma się uczucia, że zaraz spadnie się z niego, albo przy mocniejszym hamowaniu nagle siodełko się skończy. Antypoślizgowy nosek też działa, bo podczas mocniejszego pedałowania, na podjazdach, nie ma się wrażenia, że z każdym naciśnięciem na pedały jesteśmy coraz bliżej kierownicy.

I to wszystko składa się w jedną całkiem zgrabną całość, a dzięki długości i otworowi nie ma się uczucia odrętwienia, a więc ukrwienie prostaty jest znacznie lepsze, a to gwarantuje zdrowie w przyszłości.

Podsumowanie


Patrząc na te wszystkie zalety trudno nie oprzeć się wrażeniu, że siodełko rowerowe XLC SA-M03 ma same zalety. Nowoczesny projekt uwzględniający trendy, otwór na całej długości siodełka, czy wygląd, który Rochowi bardzo się spodobał. Do tego konstrukcja uniwersalna, która sprawdzi się zarówno na szosie jak i na MTB.

Do głównych zalet należy antypoślizgowy nosek, który zapobiega przesuwaniu się podczas podjazdów, otwór odciążający, który jest na całej długości siodełka i minimalistyczny wygląd. Choć to ostatnie to mocno subiektywna sprawa, a ponieważ o gustach się nie dyskutuje to Roch zaznaczy tylko, że jemu to siodło bardzo się podoba.

Nie można też zapomnieć o takich detalach jak podziałka do regulacji "przód-tył", która ułatwia optymalne ustawienie siodełka, czy bezszwowa konstrukcja. Wszystko to powoduje, że siodełko rowerowe XLC SA-M03 to kolejna udana konstrukcja. Jeśliby chcieć się przyczepić do czegoś to można zauważyć, że boki siodełka nie są chronione przed otarciami spowodowanymi - na przykład - oparciem roweru o mur, ale to szukanie dziury w całym. Równie dobrze można uznać, że nie jest zabezpieczone przed upadkiem, ale przecież pewnych spraw nie jesteśmy w stanie przewidzieć.

Dla Rocha to siodełko ma 5/5. Szczególnie, że jego długość umożliwia swobodne manewrowanie na zjazdach.


Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com - sklep rowerowy online i XLC parts

czwartek, 9 kwietnia 2020

Chomikowanie. To nam zostało.

Jeszcze niedawno Roch pedałował lasami i polanami zachowując higienę jazdy i bezpieczeństwo, ale splot durnych decyzji spowodował, że teraz sama myśl o rowerze może zakończyć się mandatem. Nasza dzielna policja czuwa nad naszym bezpieczeństwem, ale bardziej nad swoim budżetem. Tak więc pozostało jedynie wpiąć rower w trenażer i zacząć pedałować w miejscu, nie koniecznie w domu. Można oszukiwać system i pedałować na zewnątrz, ale nie przemieszczać. Trzeba sobie radzić, a paradoksalnie bardziej niż z COVIDem trzeba walczyć z państwem, które swoimi decyzjami często wywołuje chaos i zdezorientowanie. Roch się z tym nie zgadza i uważa, że pedałowanie w lesie, w samotności, czyli tak jak pierwsza wersja zakładał powinno być dozwolone. Jednak nie chcąc wspierać budżetu dzielnej policji Roch wpiął rower w trenażer i chomikuje.

Jednak tym razem zrezygnował ze Zwifta i komputera, jedynie zegarek i czujniki prędkości i kadencji. I z tym zestawem idzie mu całkiem nieźle, przedwczoraj przejechał 5 kilometrów, a wczoraj nakręcił całe 10 kilometrów. Jednak kres pedałowania w miejscu szybko się zbliża i pewnie po godzinie Rochowi się zacznie nudzić. Jednak bariera psychologiczna godzinnego pedałowania jest nie do przeskoczenia.

Tak, czy inaczej oby po Świętach rząd poszedł po rozum do głowy i odblokował lasy. #WolneLasy


Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 31 marca 2020

Higieniczne pedałowanie - dzień drugi, oczywiście spóźnione

No i stało się; splot ostatnich wydarzeń opóźnił kolejną notkę o całe dwa dni, ale na swoje usprawiedliwienie Roch ma to, że dobrał się do dawno zapomnianego dysku, na którym znalazł masę swoich rowerowych zdjęć z okolic roku 2008, a więc jeszcze z czasu Tarnowskich Gór. Tak się w tych zdjęciach zakopał, że zapomniał o tym, że w niedzielę też pedałował. Oczywiście wszystko zgodnie z zachowaniem higieny i zaleceniami.

Skoro już Roch musi przestrzegać zaleceń to pojechał, razem z Żonką, do lasu. Głębokiego lasu. Tak głębokiego, że po drodze minęło ich stado dzików, a jak wiadomo dzikom nie należy wchodzić w drogę, więc zmienili trasę. Koniec końców wyjechali pod Blachownią. Z powrotem droga była prosta i szybka. Można było jeszcze gdzieś odbić i dokręcić do 30 kilometrów, ale nie ma co przesadzać. Łatwo się przeziębić, a lekarza to teraz ze świecą szukać. Więc lepiej dmuchać na zimne i nie przesadzać z rowerem. Jak zrobi się całkiem ciepło to Roch odbije sobie wszystkie nieprzejechane kilometry.

Wypad oczywiście w ramach zaspakajania podstawowych potrzeb życiowych. Po powrocie Roch zabrał się za szukanie zupełnie nie tego co znalazł, ale akurat ten dysk to jest złoto. Od razu wszystko zaczął kopiować, a jest co. Zdjęcia, które Roch dawno spisał na straty, jak na przykład to:


Teraz będzie można na fanpage obserwować zdjęcia, które Roch będzie wrzucał. Codziennie jedno zdjęcie.

Roch pozdrawia Czytenlików.

PS.
Oczywiście ślad:

sobota, 28 marca 2020

Higieniczne pedałowanie - dzień pierwszy

Czasy i sytuację mamy, jaką mamy. Nie jest źle, za dobrze też może nie jest, ale trzeba sobie jakoś radzić i dostosować się panujących warunków. To co można zrobić to zachować zdrowy rozsądek i nie da się zwariować. Wcześniej Roch pisał, że słowa jego "Złotej Pani Pediatrki" są dla niego kluczowe; a więc boi się, ale też do problemu podchodzi z rozwagą. I tak też było dziś.

Pogoda piękna, wiosenna, aż wołała "choć pojeździć" i Roch poszedł. Oczywiście nie sam, bo z Żonką. Warunki były higieniczne: unikali tłumów, pojechali raczej nieuczęszczaną drogą, Roch nie smarkał na drogę i - oczywiście - było to wyjście w celu zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych, a pedałowanie jest dla Rocha taką potrzebą.

Z racji tego, że są małżeństwem nie musieli zachowywać zalecanych dwóch metrów odstępu, ale i tak jak kogoś mijali to od tej osoby zachowywali regulaminowy odstęp. I tak, zgodnie z prawem, przejechali 28 kilometrów. Wnioski z wypadu są proste: ludzie generalnie mają w du*ie te całe #ZostanWDomu. W lasach samochodów pełno, nad wodą ludzi pełno. Rowerzystów też od groma, jednak Ci regulaminowo, pedałowali samotnie, czyli #RideSOLO działa.

Jednak sam wypad, abstrahując od polityki i oceny, czy to godne, czy nie, był fajowy. Pogoda superowa, zero wiatru, noga podawała. No i w końcu, po wielu tygodniach, wyszło słońce. To jest to, czego Rochowi brakuje najbardziej. Gdyby warunki były inne i Roch nie pracował by z domu, to po wyjściu z pracy stanął by na schodach i wziął głęboki wdech. I tak, czuć wiosnę.

Jutro kolejny dzień, który zapowiada się słonecznie, czyli też będzie pedałowanie. W ramach zaspakajania swoich potrzeb życiowych. Raz dziennie można. Może teraz w drugim kierunku, oczywiście też w okolicach odludnych. Przynajmniej kiedyś odludnych.

Roch nie będzie pisał #ZostanWDomu, albo nie wychodź. Jeśli zrobimy to mądrze i z głową to nic złego się nie stanie, a witamina D ze słońca jest dużo lepsza niż ta z tabletki.

Trzymajcie się zdrowo i nie dajcie się zwariować.

PS.
Ślad GPS oczywiście:


Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 23 marca 2020

Podsumowanie weekendu

Od czasu tego feralnego wypadku Roch nie jeździł na rowerze. Nie licząc dwóch wypadów do paczkomatu to rower stał w garażu. Bynajmniej nie dlatego, że Roch odczuwał traumę z powodu potrącenia, ale musiał się trochę podleczyć. Bark jednak bolał, głowa miała spowolnione ruchy i trzeba było to ogarnąć Altacetem. W końcu udało się to wszystko ogarnąć i można było zacząć pedałować, ale pojawił się ten wirus. No i znowu mówią, żeby siedzieć w domu, nie wychodzić.

Jednak Roch skonsultował się ze swoją "Złotą Panią Pediatrką" i ona wykazała zdrowe podejście do tematu. Napisała bowiem Rochowi: "trzeba się bać, ale należy zachować zdrowy rozsądek". I to były słowa, z którymi Roch jeździ na rowerze. Po pierwsze zero kontaktu z obcymi, rower tylko z Żonką, w miejscach odludnych. Czyli w centrum, bo lasy są zasiedlone bardziej niż blokowiska.

Tak poważnie, to Roch nie zamierza całkiem zamykać się w domu. Ogranicza wyjścia do tych koniecznych, nie zrobił zapasów ryżu, makaronu i kaszy. O papierze toaletowym nie wspominając. No i przede wszystkim higiena, czyli po każdym powrocie mycie rąk, unikanie dotykania twarzy i tak dalej. Takie czasy nastały, że trzeba będzie z tym lub innym cholerstwem żyć.

Jednak przechodząc do podsumowania weekendu, to był on wiosenno-zimowy. W sobotę było zimno, ale słonecznie. Kilometrów przejechało się 12 i to był maks. na co Rocha było stać. Termicznie nie przygotował się do tego. Szczególnie, że termometr się rozładował i temperaturę Roch określał patrząc za okno. Jednak i te 12 kilometrów było, po takiej długiej przerwie, niezłym wynikiem.

Niedziela też była rowerowa i zimowa - świeciło słońce i padał śnieg, ale drogi były suche więc można było pedałować. Tym razem Roch ubrał się cieplej ponieważ wiedział jaka jest temperatura. Jednak baterie w termometrze się przydają. Tym razem też wyszło ich 12, ale też fajnie się pedałowało.  W sumie, w weekend, Roch przejechał całe 24 kilometry i już nie może doczekać się kolejnego weekendu. Szczególnie, że prognozy podają już temperaturę na poziomie dwóch cyfr, więc będzie można gdzieś dalej się wypuścić. Oczywiście z zachowaniem higieny.

Jeszcze słów kilka o dramie, jaką toczył po tym puknięciu. Napisał on, że jeśli choć jedna osoba się przekona do kasku to będzie to jego sukces. No i się przekonała. Od czasu feralnego wypadu Żonka postanowiła jeździć w kasku. Roch, korzystając z możliwości wymianu kasku, wymienił go na pasujący na Żonkę, więc ten pęknięty kask nie poszedł na marne. Roch póki co nie jest dobrym wzorem do naśladowania, bo kask dopiero musi sobie zorganizować, ale to kwestia czasu.


Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 13 marca 2020

Plecak rowerowy XLC BA-S48

Zanim wszyscy zdążyli zapomnieć o lutym przyszedł marzec, czyli kolejny miesiąc współpracy z sklepem rowerowym rowertour.com. Tym razem po wielu przeciwnościach losu Rochowi udało się dobrnąć do końca testów prezentowanego dziś plecaka rowerowego XLC BA-S48. Krótko mówiąc, a raczej pisząc ten plecak ma moc i potencjał bycia nie tylko rowerowym, ale jak najbardziej wszechstronnym, całodziennym, górskim, czy nawet plecakiem do sklepu. Jednak to wszystko Roch opisze w dalszej części dzisiejszego wpisu..

Jakość wykonania


Kiedy Roch odebrał paczkę od kuriera poczuł lekkość. Nawet nie spodziewał się, że będzie to plecak, jednak po otworzeniu paczki okazało się, że było to właśnie plecak i to jeszcze w kolorze szaro-niebiesko-białym, czyli w dokładnie takim jakim Roch chciał. Pierwsze wrażenie to solidność - i nie chodzi tutaj o to, że jest dobrze pozszywany, ale o jakość materiału. Robi on wrażenie grubego, solidnego i wytrzymałego. Takiego, któremu nie są straszne gałęzie drzew w głęboki i zapomnianym lesie. Z drugiej strony "bryła" plecaka jest kompaktowa, nie wystaje poza plecy, nie powoduje uczucia jakby się miało garb. Wszystko pasuje do siebie. Jest kompletne i przemyślane. Do bólu solidne, ale też ma w sobie to coś, co powoduje, że chcemy z nim iść nawet do sklepu.

Gdy bliżej się przyjrzeć szwy, suwaki dopełniają wrażenia solidności. Rocha urzekła górna kieszonka, która ma specjalne wycięcie na suwak. Im bardziej poznajemy ten plecak, tym bardziej chcemy go nosić. Jakość i staranność wykonania tego plecaka odkrywamy właśnie w takich smaczkach. Suwaki pracują bez zarzutu, nawet w pełnych rękawicach rowerowych odsunięcie ich nie stanowi najmniejszego problemu. Wnętrze plecaka to kontynuacja tego co widzimy na zewnątrz. Wszystko jest przemyślane, poukładane w logiczną całość. Od razu wiadomo co i gdzie można włożyć. Roch miał wiele plecaków, nawet takich po 30 litrów, ale żaden z nich nie był tak przemyślany. Zazwyczaj odnosiło się wrażenie, że projektanci podchodzili do swojego zadania mniej więcej tak: “mamy do zagospodarowania 30 litrów, zróbmy więc dwie komory, jakąś kieszonkę na telefon i dwie siatki na zewnątrz”.

Tutaj mamy wiele drobnych schowków, które można zagospodarować jak się chce. I mamy pewność, że zawsze jedzie z nami to co będzie nam potrzebne.

Dane techniczne


Plecak jest wykonany z wodoodpornego nylonu Ripstop, co - po szybkim sprawdzeniu w Google -
gwarantuje nam, że to co mamy w środku pozostanie suche. Jednak jeśli nie mamy 100% pewności to z odsieczą przychodzi nam dodatkowa osłona przeciwdeszczowa w kolorze jaskrawo żółtym, co dodatkowo gwarantuje nam widoczność i bezpieczeństwo. 

Plecak można podzielić na cztery części:


  • Duża, na całej długość plecaka
  • Mała, w górnej części plecaka - na klucze i inne drobiazgi (Roch tam nosi m.in dowód rejestracyjny)
  • Duża, na całej długości, w środku 3 dodatkowe przegrody podzielone w stosunku 1:2:1 (dwie zewnętrzne są mniejsze w stosunku do środkowej)
  • Zewnętrzna - na całej długości, w środku 2 przegrody siatkowe (Roch używa ich do przewożenia inhalatorów)
  • Przegrody oddzielone są od siebie cienkimi plastikowymi panelami, które w razie konieczności można wyjąć.

Pozostałe parametry to:


  • Pojemność: 18 litrów
  • Plecy - ergonomiczne uformowane, usztywnione, miękkie gąbki, super wentylacja
  • Zewnętrzny uchwyt na kask
  • Pas piersiowy z regulacją wysokości oraz gwizdkiem
  • Pas biodrowy z kieszeniami
  • Pasy kompresyjne, pozwalające zmniejszyć objętość plecaka gdy jest pusty
  • Miękkie, regulowane szelki z odblaskami

Możliwości regulacji są wręcz imponujące. Poza możliwością regulacji szelek, możemy jeszcze wyregulować objętość plecaka dzięki czemu można go odchudzić jak nie potrzebujemy całej jego pojemności. Gdy przyjdzie przewieźć nam coś większego wystarczy pociągnąć za paski i mamy całe 18 litrów do wykorzystania, Do tego regulacja wysokości i długości pasa piersiowego, a jak go nie potrzebujemy to jest możliwość odczepienia go całkowicie.

Ale no właśnie, ile tak naprawdę możemy zapakować, bo 18 litrów to są suche liczby, które nie dają wyobrażenia o tym co możemy w nim przewieźć. No więc Roch miał czas to sprawdzić.

Wrażenia z użytkowania


Do codziennego użytku Roch potrzebuje niewiele. Notes, długopis, kabel do ładowania zegarka, inhalator, który musi mieć ze sobą jako astmatyk, klucze, dowód rejestracyjny jakieś pomniejsze rzeczy typu dwie tabletki przeciwbólowe. Ilość znikoma, wtedy przydaje się regulacja objętości. Jednak ostatnio Roch pojechał z dzieciakami w góry, na pożegnanie zimy. Do tego doszedł basem.

Wtedy w plecaku była lustrzanka, ręcznik na basen, pianka do pływania dla syna, spodenki dla Rocha, klapki x2. Do tego jeszcze dwa bidony w bocznych kieszeniach i chusteczki higieniczne w kieszeniach na pasie biodrowym. Oczywiście telefon, klucze od domu i samochodu, dowód rejestracyjny i nawet pendrive były w górnej kieszeni przeznaczonej na drobiazgi. I jeszcze osłona przeciwdeszczowa też była w plecaku. I wszystko na plecach.

Na rower oczywiście plecak też się nadaje. Pompka, zapasowa dętka, multitool, łatki, skuwacz do łańcucha to wszystko zmieści się w plecaku bez problemu. Jedynie z kaskiem Roch miał problem, ale to dlatego, że nie chciał nadwyrężać plecaka (bo jest fajny i nie chciał go rozwalić). Na pewno udałoby się go schować, ale Roch tak zaprzyjaźnił się ze swoim plecakiem, że nie chciał go aż tak męczyć. Poza tym miejsce kasku jest na głowie.

Dla tych, którzy nie wożą bidonów w koszykach jest miejsce w plecaku na bukłak. Kieszeń najbliżej pleców, sprytnie schowana pod osłoną szelek zapewnia dodatkowe miejsce na spory worek z napojem.

Podsumowanie


Tę część recenzji, podobnie jak poprzednie, piszę się zawsze z największą przyjemnością. Nie dlatego, że wyrobił się limit, czy odhaczyło się kolejną pozycję na liście, a dlatego, że używanie produktów XLC to przyjemność sama w sobie. Nie inaczej jest z opisywanym plecakiem BA-S48, który sam w sobie jest ideałem, który Roch poszukiwał od długiego czasu. Roch używa plecaka codziennie, zabiera go do pracy, do sklepu. Traktuje go tak samo jak kobiet torebkę. Ma w nim wszystko, a nawet więcej tylko boi się włożyć głęboko rękę.

Plecak był już z Rochem, w górach, na rowerze i codziennie jeździ z nim do pracy. Jeśli szukacie solidnego plecaka na rower, który bez problemu sprawdzi się w górach, nad morzem czy w pracy to XLC BA-S48 jest ideałem. I mało jest rzeczy, którymi Roch tak się jara, ale ten plecak naprawdę ma moc i potencjał.

Tymczasem Roch zabiera plecak i jedzie dalej:


Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com - sklep rowerowy online i XLC parts