czwartek, 22 sierpnia 2019

Troszkę spóźniona, ale na blog wjeżdża 60-ka

Trochę czasu Rochowi umknęło, ale od początku tygodnia walczy z kalibracją licznika. Te wszystkie tabelki, rysunki są o kant kuli. Odkąd Roch jeździ z GPSem na ręku to widzi jak licznik go okłamuje. Plusem jest to, że chociaż zawyża mu dystans, ale fakt że coś nie działa tak jak powinno Rocha wkurza i powoduje chęć naprawy. Wszystko zaczęło się od przejechania w ostatni dzień długiego weekendu 60 kilometrów.

Żonka od dawna chciała zaatakować tak długą trasę, ale jakoś się nie składało, ale w końcu długi weekend, wizyta dzieci u babci i dobra pogoda spowodowały to, że Roch i Żonka zaatakowali tak długą trasę. Finalnie miało wyjść 70 kilometrów, ale i czas i telefon od Młodzieży nie pozwoliły na więcej niż 60 kilometrów. Trasa to połączenie dwóch mniejszych rundek, czyli tej na Olsztyn i tej na Blachownię co finalnie dało kilometrów 60.

No prawie 60, bo GPS pokazuje 57 kilometrów co pokrywa się z GPSem Żonki, czyli licznik ściemnia, bo pokazuje blisko 61 kilometrów. Czyli trzeba go przestawić. Wpierw Roch korzystał z tabelek, kalkulatorów, ale wszystko przekłamywało o 10% na dystansie 2 kilometrów. 20 metrów da się przeżyć, ale 200 to już za dużo. Ostatecznie Roch zmierzył średnicę koła sznurkiem i tę wartość wpisał do licznika. Teraz pozostał test, czy licznik pokazuje poprawny dystans, czy jeszcze kłamie, ale o tym Roch napisze w osobnej notce.

Na  zakończenie ślad GPS z wyprawy:

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 16 sierpnia 2019

35

No i nadszedł ten czas, choć nie do końca jeszcze ten bo w czasie kiedy Roch piszę notkę to jeszcze się nie urodził, ale o 23:55 już przyszedł na Świat i ów Świat musi się z nim męczyć. Do napisania tej notki zabierał się od kilku(nastu) dni, ale nie miał koncepcji jak do tego podejść. Chciał bowiem przejść przez swoje życie od "A do Z". Zrobić takie podsumowanie, ale do tej pory nie ma pomysłu jakby to miało wyglądać. Wyszło by pewnie pompatycznie, doniośle albo zwyczajnie sztywno.

Poza tym to co było już nie wróci, więc po co do tego wracać. Trzeba żyć tym co będzie i co jest. Tak więc w tym momencie zamiast podsumowywać raczej napisze co ma zamiar osiągnąć, bo na tym trzeba się skupić. Największym osiągnięciem jest to, że Roch przeprosił się z rowerem. Od początku tego roku Roch przejechał już 687 kilometrów, czyli więcej niż przez ostatnie lata razem wzięte, ale to dopiero początek. Zimą trenażer, do tego bieganie, a tutaj już 36 kilometrów w nogach, więc jest dobrze.

Wszystko zaczęło się od początku roku. Alergia dała znać o sobie w sposób osobliwy. Po zjedzeniu pomidora, ryżu albo mleka Rochowi spuchły oczy. Tak organizm zareagował na alergen, który został potraktowany jako trawa. Fachowo nazywa się to alergią krzyżową. To co widać na zdjęciu to już "dzień po". Dzień wcześniej było dużo gorzej ponieważ powieki zeszły się razem. To był moment kluczowy. Od tego czasu w Rochowej głowie poprzestawiało się bardzo. Po pierwsze Roch zmienił alergologa, zmienił dietę i zaczął się ruszać. Dużo ruszać. Wpierw trenażer, potem rower, teraz bieganie. Każdy kto pyta Rocha "dlaczego" opowiada właśnie tę historię. Są takie momenty w życiu, których przegapić nie można. U jednych jest to zawał, a u innych prawie wstrząs anafilaktyczny.

Teraz Roch zbliża się do dwucyfrowej wagi, kondycję ma nieporównywalnie większą, a motywacja jest taka, że spokojnie mógłby nią obdzielić jeszcze ze dwie osoby. Co prawda w przeszłości Roch próbował zacząć biegać, ale zawsze kończyło się to po tygodniu. Teraz bez problemu biegnie na 5 kilometrów, w październiku startuje w biegu ulicznym i maratonie MTB. I nie ma wymówek, że nie chce się, albo jest zimno, bo każdy rok wymówek to rok doświadczenia mniej. W planach ma przebiegnięcie 10 kilometrów, a w odległych planach nawet i (pół)maratonu. Przyszły rok to co najmniej trzy maratony MTB: Psary, Jeleśnia, Częstochowa, a może i nawet Ustroń.

Tak więc dziś Roch kończy 35 lat z postanowieniem dożycia kolejnych 35 lat w zdrowiu i szczęściu, bo to o czym nie napisał to fajna rodzina, która wspiera go na każdym kroku, a Miśka nawet z Rochem biega jadąc na rowerze i wypijając mu cały zapas wody i Żonka, która przymyka oko na Rocha gadżety i rowerowe gazety, a także wspiera go w tym całym fit życiu robiąc obłędne sałatki. A ze Stasiem codziennie Roch pedałuje, bo po pracy musi być wycieczka rowerowa. Tak więc Roch lepiej trafić nie mógł.

Roch pozdrawia Czytelników. Urodzinowo.

PS.
Dziś też było pedałowane:

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Kolejna pętelka i 40 km w nogach

Po raz kolejny Roch siebie zaskoczył i przejechał trasę w okolicach 40 kilometrów. I po raz kolejny z Żonką, której pedałowanie weszło w krew i nogi. Do tego stopnia, że podczas zbliżającego się długiego weekendy chce połączyć dwie pętelki w jedną i przejechać około 70 kilometrów. Trasa byłaby do Olsztyna, stamtąd (jakimś cudem) do Blachowni i z powrotem do Częstochowy. Roch musi siąść do mapy i sprawdzić, czy da się jakoś sensownie przejechać z Olsztyna w kierunku Blachowni.

I tak pewnie minie długi weekend, na pedałowaniu i spędzaniu czasu z dzieciorami. W międzyczasie jeszcze Roch urodziny, ale to pewnie też siodle będzie. I tak się rozjeździło Rochowi. Kto by się spodziewał, że jeszcze przyjdzie mu czuć ból w nogach i widzieć przejechane 40 kilometrów na liczniku. I w dodatku powtarza się to co trochę, więc nie jest to jednorazowy wybryk, czy wyskok.

Na zakończenie, oczywiście, ślad GPS. Bez tego podobno się nie liczy:


Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 9 sierpnia 2019

To już pewne, Roch startuje w Maratonie

To już potwierdzone informacje. Roch startuje w maratonie MTB, znaczy wcześniej też startował, ale od wczoraj ma opłcaony start, pamiątkowy medal, numer startowy i pomysł na swój "hall of fame", bo przyszły rok będzie stał pod znakiem maratonów. Na razie Roch to czuje, ale gdzieś tam w głębi wie, że jak przejedzie ten pierwszy to to nie będzie jego ostatnie słowo. Tak więc teraz juz nie ma odwortu, trzeba się przygotować, stanąć na starcie, zrobić to co umie się robić najlepiej i zameldować sie na mecie. Do rozwiązania pozostaje kwestia kasku, ale na to jeszcze Roch ma trochę czasu.

Dowód na start:
Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Olsztyn zdobyty. I nie tylko

Oczywiście chodzi o ten Olsztyn koło Częstochowy. Wszystko zaczęło się o tego, że dzieciory rano poszły do babci i dziadziusia, bo byli z nimi umówieni (sami się umówili). Więc Roch z Żonką nie mogli przegapić takiej okazji do pedałowania szczególnie, że pogoda aż się prosiła żeby załapać parę kilometrów w nogi i trochę promieni (nie promili). Wybór padł na Olsztyn, bo czasu do pory obiadowej był jeszcze tak dużo jak makaronu w rosole.

Droga jak zawsze doskonała, równa ścieżka, wiatr dwukierunkowy, bo w obu kierunkach było tak samo pod wiatr, więc jadąc z górki też trzeba było pedałować. W Olsztynie obowiązkowa przerwa i powrót do Częstochowy. Po drodze udało się odkryć kawałek leśnej ścieżki, która omija ruchliwą drogę i tym samym Olsztyn można już przejechać bez użycia jezdni. Po powrocie wystarczyło jeszcze czasu na odpoczynek przy regeneracyjnym piwie.

Po obiedzie Młoda domagała się zrealizowania przez Rocha swojej obietnicy, czyli biegania z nią. Młoda oczywiście na rowerze jechała, a Roch trenował do Bike Maratonu, czyli łapał kondycję i kolejne promienie słońca. Miśka narzuciła takie tempo, że Roch pobił rekord swojego okrążenia, a dodatkowo zrobił to prawie bez picia, bo najbardziej zmęczona była Młoda i wypiła cały zapas wody. Trening jednak odbyty, kolejne kilometry w nogach.  Na zakończenie dnia Roch jeszcze zrobił małą rundkę po centrum i wrócił prawie w deszczu, ale wieczorne 7 km też poszło w nogi.

Gdyby ktoś był ciekawy, to tutaj jest GPS.


Tak to się prezentowało. Pewnie stali czytelnicy lub Ci, którzy znają Rocha zastanawiają się skąd taka zmiana. Jeszcze nie tak dawno było siedzenie, czasem użalanie się, czasem coś tam się zaczęło robić, ale zapał tak szybko jak się pojawił tak szybko opadł. Po części to chęć przygotowania się do Maratonu MTB, ale są też inne powody. Jednak o tych innych powodach Roch napisze w osobnej, urodzinowej, notce. Tak, niedługo kolejny krzyżyk w kalendarzu lub kolejna wiosna, ale o tym będzie w stosownym czasie.

Teraz trzeba się cieszyć tym, że w nogach jest prawie 50 kilometrów. Organizm się domaga, Roch nie ma nad tym kontroli.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS. Zdjęcia można zobaczyć na oficjalnym fanpage'u Rocha: Pedalydwa

wtorek, 30 lipca 2019

Słowo się rzekło, trzeba się przygotować

Po ostatniej petardzie, czyli starcie Rocha w maratonie MTB trochę czasu już minęło i Roch nawet miał ochotę zrezygnować, bo przecież nie opłacił jeszcze swojego startu to i nie musi się stawiać na linii startu, a tym bardziej na linii mety. Jednak wieści się rozeszły, kask się naprawia, W. szuka dla Rocha zatrzasków do kasku, ale przede wszystkim dzieciory już nie mogą się doczekać startu Rocha, więc Roch nie ma wyjścia i musi zapłacić za start i numer startowy. W głowie ma już swoje prywatne "hall of fame" startów w maratonach, bo chyba na tym się nie skończy.

Tak więc przygotowania idą pełną parą; poza organizowaniem spraw technicznych, Roch organizuje też sprawy duchowe, czyli biega i jeździ na rowerze żeby kondycja była przynajmniej symboliczna. Co prawda nie liczy na wygraną, ale chce się sprawdzić, czy jeszcze pamięta jak to się jeździło inaczej niż po ścieżkach rowerowych. Swoją drogą w takim tempie to Roch przygotuje się do triathlonu, a nie do maratonu, ale to i dobrze dla kondycji i zdrowia Rocha. Tak więc zgodnie z planem treningowym Roch biega, a w chwilach wolnych pedałuje.

Ostatnie pedałowanie było całkiem solidne, bo był upał, było słońce, cienia za to nie było, ale była Żonka, z którą pedałował w stronę Blachowni. Tam odpoczynek i z powrotem do domu. Kilometrów wyszło 33, ale to nie był koniec. Po sprawdzeniu jak mają się dzieci z dziadkami i czy dziadkowie nie mają dość dzieci Roch z Żonką pojechali jeszcze na przejażdżkę do centrum. Taką już rekreacyjną, z postojem na brower i z powrotem do domu. Tutaj wyszło 6 kilometrów.

Jednak i to nie był koniec. Skoro Roch trzyma się rygoru biegowego to miał jeszcze zaplanowane bieganie, więc po dwóch rowerach wskoczył jeszcze w buty do biegania i poszedł zrealizować trening. Roch przebiegł 2.5 kilometra zgodnie z tym co zegarek mu kazał. I tak się zastanawia nad sobą, bo niechybnie kolejny krzyżyk, w kalendarzu, się zbliża.

Od dawna nie czuł takiego parcia na sport, a już na pewno na bieganie. Jednak mając przed sobą cel, w postaci maratonu, chce przygotować się do niego najlepiej jak potrafi. Mógłby, oczywiście, przelać opłatę startową i poczekać na start licząc, że "jakoś to będzie", ale skoro podjął takie wyzwanie to musi zrobić wszystko żeby nie zwieść, przede wszystkim siebie. I ma już pomysł na swoje "hall of fame". W przyszłym roku planuje co najmniej 4 maratony obskoczyć. Zimą pojeździ na trenażerze, potem bieganie i będzie forma.

Kończąc Roch wrzuca wszystko, co przejechał i przebiegł. Chronologicznie.


Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 24 lipca 2019

Szanowni Czytelnicy, oto petarda!


Roch ma takie parcie na rower, że wystartuje w ostatnim w sezonie maratonie Bike Atlier w Częstochowie. Tak, dobrze czytacie. Roch wystartuje w maratonie, a bronił się przed tym ładnych *naście lat, nawet nie chciał startować w lokalnych zawodach wymigując się brakiem kasku. Teraz też kask potrzebuje dwóch części zamiennych, ale to już organizuje W. Roch tylko musi się przygotować na ściganie. Nie liczy na zwycięstwo, ale raczej na fajną przejażdżkę i sprawdzenie siebie, czy jeszcze pamięta jak się jeździ po korzeniach i innych przeszkodach. Kiedyś nieźle mu szło, ale czy teraz sobie poradzi? Na pewno będzie relacja, a może nawet Roch użyje GoPro.

Na wszelki wypadek Roch podał w zgłoszeniu numer ICE Żonki. Jakby coś się stało to będzie musiała Rocha zbierać z trasy. Tak więc teraz pozostaje zmienić nawyki jedzeniowe, zacząć się ruszać i nabierać kondycji. Wyścig już za 70 dni. Czasu coraz mniej. Z tej jakże doniosłej okazji powstaje również nowy tag, który będzie można obserwować: #rochsiesciga.

Roch pozdrawia Czytelników.


Dobre wieści, można znowu pedałować we czwórkę

O niczym Roch nie wspominał wcześniej, ale nie tak dawno temu Młoda nabawiła się kontuzji kolana. Przez to rower poszedł w odstawkę dopóki kolana nie obejrzał ortopeda. Jednak z tym też tak nie było kolorowo. Pierwszy z lekarzy okazał się specem w.. straszeniu. On bowiem chciał wbijać igłę w kolano, leczy osoczem bogato płytkowym od razu, bez żadnego potwierdzenia, bo "to na pewno nie zaszkodzi". Jednak nieufność Rocha wzięła górę i żadnego wstrzykiwania nie było.

Kolejna wizyta była zaplanowana u innego ortopedy, tego, który w przeszłości leczył dzieciorom biodra i którego polecała "Złota Pani Pediatrka". I tutaj po badaniu okazało się, że z kolanem jest wszystko w porządku, dodatkowo lekarz zbadał biodra, zrobił USG i zrobił dokumentację, czego poprzedni lekarz "zapomniał". Dla poprzedniego liczyły się tylko cebuliony i "na pewno nie zaszkodzi".

Taki krótki wpis, o tym, że Młoda może pedałować na rowerze, że kolano jest zdrowe, ale przede wszystkim o tym, że nie należy ufać lekarzowi, który podaje Ci rękę i ma całą ścianę certyfikatów i identyfikatorów z konferencji. Roch o tym się przekonał na własnej skórze i prawie na kolanie dziecka. Skończyło się dobrze, młoda może pedałować.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Młoda w swoim żywiole.


czwartek, 18 lipca 2019

No i udało się popedałować, choć nie do pracy

Tak jak Roch zapowiadał na swoim oficjalnym fanpage, tak też zrobił, czyli dziś poszedł na rower. A w zasadzie, to pojechał do pracy i po pracy dopiero poszedł na rower. Jednak od rana miał rower z tyłu głowy i miał wrażenie, że to uczucie go nie opuszcza. Nawet w samochodzie czuł, że rower jest za nim. W końcu jednak wyjął go z bagażnika, wskoczył w obcisłe i zaczął zastanawiać się gdzie tu pojechać, a wybór był bogaty. Koniec końców Roch postanowił, że pojedzie w stronę Chechła. Na Segecie i Dolomitach był już dwa razy, a w stronę Chechła w tym roku jeszcze nie pojechał. Skoro cel był wybrany to nie pozostało nic innego jak pojechać i go zrealizować.

Kiedy już dojechał do Chechła, spojrzał na zegarek i doszedł do wniosku, że ma jeszcze trochę czasu, więc spróbuje przejechać lasem do Świerklańca. Było to o tyle trudne, że w tych okolicach nie był już 7 lat, bo tyle już mieszka pod Świętą Wieżą. Jednak udało się dojechać i nie zaginąć w lesie, bo nikt nie wiedział gdzie Roch pojechał. Ze Świerklańca Roch wrócił już asfaltem, bo czas mu się kończył, ale planował jeszcze pojechać do Radzionkowa, przez Piekary Śląskie, ale to może uda się następnym razem.

Trzeba nabijać kilometry, bo na lipiec Roch podjął wyzwanie i zgodził się przejechać 200 kilometrów. W połowie miesiąca jest na początku tego, ale zostało mu jeszcze trochę czasu i może uda mu się osiągnąć cel i dostać nagrodę. A nagrodą jest.. zresztą to zostanie niespodzianką, o ile Rochowi uda się przejechać cały założony dystans to ją dostanie, a jak nie to przynajmniej nie będzie wiadomo co stracił.

Po drodze, oczywiście, była sesja na jego niedawno otwarte social media. Co prawda siebie Roch (jeszcze) nie wrzuca, ale kilka zdjęć roweru w ciekawych (jego zdaniem) kompozycjach się zrobiło. Kolejny rower może uda się niedługo znowu zrobić, a może nawet uda się coroczne Tychy zaliczyć. Powoli stają się one tradycją, a na miejsce spotkania Roch już dojeżdża bez nawigacji, a to o czymś świadczy. Na zakończenie zdjęcie roweru. W ciekawej kompozycji (jego zdaniem):


Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 15 lipca 2019

O tym jak przemycić rower do pracy

Ostatnio tak się składa, że Roch ciągle pedałuje. Jak nie ze Staśkiem, to z Żonką, a ma w planach też zabrać rower do pracy. Tam jeszcze nie był, a ostatnio administrator rozluźnił zakaz wprowadzania rowerów do budynku. Zaczynają z tego korzystać inne osoby, więc dlaczego Roch nie miałby z tego przywileju skorzystać. Trzeba tylko iść pewnie z rowerem i się uśmiechać, ten sposób podobno działa, więc Roch zastosuje swój uśmiech numer 2 i podąży pewnym krokiem ku schodom. Na wszelki wypadek jednak weźmie zapięcie ze sobą. Tak jakby uśmiech nie zadziałał, a krok nie był dość pewny.

Poza tym spokój, rower jest, czasem nawet dłuższy, ale do lipcowego celu, czyli 200 km, zostało jeszcze całkiem sporo, bo aż 180 kilometrów. Tak więc codziennie musiałby przejeżdżać około 12 kilometrów żeby wyrobić założony cel, a jak wiadomo nie zawsze jest okazja do pedałowania, ale może wypadami do pracy Roch nadgoni i zrealizuje postawiony sobie cel. Póki co to raz jest krócej, a raz dłużej, ale codziennie rower jest używany, a to już wielki postęp.

Obowiązkowe są wieczorne wycieczki rowerowe z młodzieżą, której to bardzo podoba się pedałowanie i już całkiem dobrze radzi sobie na rowerze. Nawet są pierwsze próby jazdy na stojąco, czy z jedną ręką. Dobrze, że kaski są na swoim miejscu. Przynajmniej głowy mają zabezpieczone. 

Na zakończenie ostatni wypad. Taki dłuższy.


Roch pozdrawia Czytelników.