poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Po pracy na rowerze

Tak się złożyło, że po ostatnich Świętach Roch wszedł na wagę i się złapał za głowę. Co prawda Roch nigdy nie wchodził na wagę po świętach i teraz też nie miał zamiaru, ale Staś wygrzebał wagę, wszedł na nią i kazał wejść Rochowi. To co zobaczył utwierdziło go w przekonaniu, że trzeba zacząć jeździć na rowerze, albo w ogóle zacząć się ruszać więcej niż tylko z samochodu do pracy i z pracy do samochodu.

No i dziś Roch miał okazję bowiem Miśka podjęła kolejną próbę pójścia do przedszkola i nie zarażenia się niczym, a Staś bez Michasi nie mógł się odnaleźć więc razem z Żonką siedział na podwórku. Koniec końców jak Roch wrócił to oboje już spali, a Żonka wysłała go na rower bo też chciała posiedzieć sama. Więc Roch ubrał się, uruchomił "Centrum Telemetryczne" i poszedł trochę pojeździć na rowerze.

Co prawda nie miał zamontowanych lampek więc czas go mocno ograniczał, ale i tak udało mu się przejechać całe 10 kilometrów, więc wynik porównywalny do tego z trenażera, a jednak widok zmieniał się co Rocha bardzo cieszyło. Na koniec porwał się on na Kordeckiego Rondo, czyli na całkiem stromy podjazd, po którym Roch widział swoje płuca upadające gdzieś pod koła roweru. Normalnie czuł się jak palacz (Roch nie palił, nie pali i nie pochwala palenia), który nie potrafi wziąć głębokiego wdechu, ale może się uda z tym skończyć.

Roch ma silną potrzebę zrzucenia "paru" kilogramów, więc i płuca powiększą swoją pojemność, a on będzie mógł wjeżdżać na ronda i inne podjazdy.

Na zakończenie oczywiście zapis GPS:

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Zachód słońca:


czwartek, 20 kwietnia 2017

Piękna zima tej wiosny

Zima nadeszła tak niespodziewanie, że Roch aż wziął urlop bo raczej z dojazdem do pracy miałby spory problem. Tak naprawdę to urlop był wzięty dlatego, że Miśka miała umówioną wizytę u Alergologa, a wiadomo, że dwójkę rozłażących się dzieciorów jest łatwiej spacyfikować we dwie osoby niż w pojedynkę. Wróćmy jednak do zimy. Po Świętach Roch pojechał do pracy jak w każdy inny dzień.

Kiedy wracał padał już deszcz ze śniegiem, a wieczorem sam śnieg. Jednak nic nie zapowiadało tego, co miało się stać w nocy i nazajutrz. Zbieg okoliczności i łut szczęścia spowodował to, że Roch nie musiał się przedzierać przez 60-o centymetrowe zaspy, omijać połamanych drzew i martwić się czy będzie miał gdzie naładować telefon bo wszystko dookoła było bez prądu. Jednak śnieg poleżał do południa, a od południa przyszło słońce i stopniało 75% śniegu przez co dziś Roch miał bardzo ułatwiony dojazd do pracy.

Rower z wiadomych przyczyn zmienił miejsce postoju i awansował z chłodnego garażu do ciepłej piwnicy, ale może niedługo trafi on z powrotem do garażu po to żeby Roch na nim mógł pojeździć. Na zakończenie zdjęcie śniegu.


Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 13 kwietnia 2017

Na rowerze. Krótko i po zmroku.

Nie tak dawno, bo w niedzielę, Roch jeździł na rowerze, a już śpieszy z kolejną notką. Bo wczoraj ponownie jeździł na rowerze. Co prawda z Michaliną robił kółka pod domem, ale nie zmienia to faktu, że było ich tyle, ze licznik zarejestrował ruch. Z racji tego, że Michalina wyspała się w południe miała dość siły żeby bąblować do 2100 więc też wpadła na pomysł pojeżdżenia na rowerze.

Najpierw Roch biegał za rowerem, ale później Michalina zapragnęła żeby i Roch jeździł na rowerze bo jak biega to się męczy (jakby na rowerze się nie męczył). No jeździli tak jakiś czas aż Michalina stwierdziła, że już chce do domu. W domu szybka kolacja, leki i szybkie kapanie bo zmęczenie osiągnęło poziom zero. Tak więc wczoraj Roch odrobinę popedałował. Hamulec dalej działa idealnie, czyli nic tylko jeździć i jeździć.

Na zakończenie odczyt z licznika:


Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 11 kwietnia 2017

Obleśnie długi ślad; mhm jasne.

Zacznijmy od tego, że w piątek Roch miał przejechać:
"PS.
Jak dobrze pójdzie i Bóg Rowerowy da to jutro będzie obleśnie długi ślad GPS i obłędnie dużo zdjęć."
Ale jak to zawsze bywa z obleśnie długiego śladu GPS i obłędnie dużej ilości zdjęć wyszło nic. Może poza tym, że Roch jednak zwolnił się z pracy o godz. 1500 i pojechał do Gliwic po łóżko dla Stasia. Ten kilka godzin wcześniej postanowił, że wyjdzie z łóżka górą i tak się mocował, że w końcu mu się to udało. Tak więc Roch miał rower w bagażniku i perspektywę tego, że niedługo poza rowerem będzie także wiózł łóżko.

A skoro już Roch przy rowerze jest to ten został naprawiony idealnie. W. jak zawsze stanął na wysokości zadania i hamulec działa jak nowy. Zatem Roch mógł wyjść na rower, ale to też nie było możliwe bo akurat jak Roch miał dostępne dwie najpotrzebniejsze rzeczy do jazdy na rowerze, czyli rower i czas to padał deszcz.

Więc Roch nie miał zbytnich wyrzutów, że zamiast jeździć po Reptach, czy Dolomitach jechał do Gliwic po łóżko dla Stasia. Ale wraz z pojawieniem się dzieci zmieniają się też priorytety i łóżko było ważniejsze niż rower choć to rower jechał na łóżku. Tak więc z hucznych zapowiedzi Rocha został tylko doskonale naprawiony rower i łóżko z koparką, w którym teraz śpi Stasiu, ale to nie tak, że Roch odkąd ma sprawny rower nie jeździ. Tak się złożyło, że wyżej wymienione atrybuty jeżdżenia, czyli rower i wolny czas Roch miał w niedzielę. A zatem przejdźmy do niedzieli.

Niedziela


W niedzielę Roch z Żonką i dzieciorami postanowili, że pojadą na rybkę do Złotego Potoku. Zarówno Staś i Michalina są znani z tego, że są fanatykami ryb. Łosoś, dorsz czy pstrąg znikają z talerza w mgnieniu oka. I tak też było w niedzielę, kiedy na rybkę pojechali też dziadkowie. Po zjedzeniu rybek i kurczaka (Roch jest przeciwieństwem swoich dzieci i ryby tylko w formie paluszków uznaje) Roch i cała reszt poszli jeszcze na spacer. Roch pokazywał kaczki, szyszki i próbował ogarnąć uciekające dzieci. W końcu tak się wymęczyli, że wrócili do domu. W drodze powrotnej jeszcze wjechali na lody i kawę.

I tak kiedy już wrócili do domu dzieci padły, a Roch miał okazję iść na rower, ale trochę się krygował. W końcu jednak Roch dał się namówić, że może pojeździć bezkarnie bo dzieci przecież śpią i nie mają potrzeby tego, żeby Roch z nimi się bawił, zmieniał pampersa czy leciał bo "siku! siku!". Tak więc wsiadł i pojechał na inaugurację sezonu w Lasku Aniołowskim, a później przewiózł się jeszcze po Częstochowie. "Centrum Telemetryczne" działa doskonale, Roch zarejestrował puls, kadencję, a nawet prędkość (choć ta finalnie została wzięta z GPSu). Tak więc rower przetestowany i działa doskonale, a W. wychuchał tak hamulec, że ten prawie sam hamuje.

Po powrocie do domu zastał dzieci w pełnej gotowości bojowej zabawowej.

"Gdzie byłeś?" – Zapytała Miśka.
"Na rower trochę poszedłem" – Odpowiedział Roch.

W Rochu obudziły się pewne wyrzuty sumienia bo przecież Roch mógł jeździć z Michaliną, ale z drugiej strony jak wrócił z roweru to też może się bawić z dzieciorami, bo przecież do wieczora jest jeszcze sporo czasu.

I tak to z hurr-durr zapowiedzi został h*j, ale w niedzielę Roch sobie odbił. Wprawne oko Czytelników pewnie zauważyło, że zmienił się też adres bloga. Tak, promocja była i Roch zmienił adres, w tak zwanym międzyczasie blog "pojawiał się i znikał" za sprawą aktualizacji DNSów, ale teraz już być powinien na stałe dostępny.

I na zakończenie inauguracyjny ślad GPS:

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Piątkowy widok zza kierownicy nie zachęcał do jeżdżenia na rowerze:


czwartek, 6 kwietnia 2017

Sposób na awarię

Jak ostatnio Roch donosił stała się awaria w jego rowerze. Hamulec się zapowietrzył bo miał taki kaprys, że leżąc na boku dostaje się do przewodu powietrze i wycisnąć się go nie da. Jedynie można to zrobić przelewając płyn hamulcowy do momentu aż bąbel sam ucieknie i układ na powrót będzie szczelny. Jednak Roch w rowerze nie ogarnia dwóch rzeczy: amortyzatora i własnie hamulców (odkąd ma te super-duper hydrauliczne).

Jednak jest ktoś kto to ogarnia; czyli W. Do W. Roch miał jechać już w poniedziałek, ale wstało mu się za późno żeby się nie spóźnić do pracy, a co dopiero jeszcze jechać do W. Więc Roch dopiero wczoraj do niego dotarł z rowerem. W. stanął na wysokości zadania (jak zawsze zresztą) i rower dziś był do odbioru, ale Roch zignorował budzik (po co funkcja drzemki w budziku!?) i wstał jeszcze później niż w poniedziałek i jeszcze bardziej spóźnił się do pracy.

Rower zatem jest do odbioru jutro rano, a to zwiastuje całkiem dobry plan. Rano po rower, później do pracy, a później... NA ROWER! O ile pogoda oczywiście pozwoli. Ale jak nie będzie deszczu to Roch zabiera kurtkę, spodenki, buty i całe "Centrum Telemetryczne" do torby, w pracy ładuje gadżety i później idzie pojeździć. Choć troszkę, choć deczko, choć tylko kilometerek. Taki mały kiloemeterek. Według prognoz ma być znośnie, a to już Rochowi wystarczy. Najwyżej będzie się suszył w samochodzie.

A propos samochodu. Transport roweru:


Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Jak dobrze pójdzie i Bóg Rowerowy da to jutro będzie obleśnie długi ślad GPS i obłędnie dużo zdjęć.

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Nowy sezon, nowy start i awaria oczywiście

Zaległa notka, a w zasadzie zestaw notek albowiem weekend był bardzo rowerowy, a nawet lekko awaryjny. Weekend ogólnie bardzo pogodny, słoneczny i ciepły więc nic tylko wsiąść na rower i przejechać się kawałek. Żonka wiozła Stasia, a Roch ogarniał Michalinę tak żeby gdzieś w ferworze walki nie wyjechała drogę albo do rowu. Kierunek bardzo oczywisty, czyli plac zabaw, ale całkiem daleko od domu więc na rowerze można było spokojnie jechać. Na miejscu Michalina zaliczyła OTB, czyli lot przez kierownice, ale wstała otrzepała się i pojechała dalej.

Na miejscu Roch położył rower bo nie ma żadnej stopki, podpórki albo czegokolwiek o co mógłby oprzeć rower. I okazało się, że w tym momencie doszło do awarii, o której dowiedział się później w rozmowie z Wojciechem bo musiał się umówić na odpowietrzanie hamulca, bo to właśnie jest ta awaria. Dziś już Roch miał rower w bagażniku, ale okazało się, że zaspał do pracy, więc wożenie jeszcze roweru zaowocowałoby tym, że Roch do pracy dojechałby grubo po godzinie dziewiątej a więc wyjął rower z bagażnika i zostawił w garażu. Kolejna próba w środę i Roch już ustawił sobie budzik żeby nie zaspać jak ostatnio. I już Roch miał rezygnować z dalszego rowerowania, ale niedziela była taka pogodna, że po basenie Roch poszedł z Żonką pojeździć.

Co prawda działał jeden hamulec, ale prędkość też nie była taka żeby hamować dwoma. Była rekreacja i jeden sprawny hamulec zupełnie wystarczał. Można powiedzieć, że Roch prawie nie czuł zahamowań i był bez hamulców.  Ogólnie dało się pedałować i Roch z Żonką popedałowali ciut. Dzieci zostały z dziadkami i też nieźle się bawiły bo jak wiadomo dziadkowie też nie mają zahamowań w rozpieszczaniu dzieciaków.

We środę Roch jest umówiony z Wojciechem, a jak tylko odbierze rower i pogoda dopisze to pojeździ po Tarnowskich Górach i nawet wcześniej wyjdzie z pracy żeby mieć więcej czasu na pedałowanie. I tak ślady z weekendu poniżej:

I na zakończenie zapowietrzony hamulec:


Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 30 marca 2017

Kolejne przygotowania do sezonu. Nie swojego oczywiście

Tak to już się złożyło, że Roch może nie jest obdarzony zdolnościami manualnymi, które pozwoliłyby mu naprawić samochód czy inną rzecz, która sprawia problemy. Co prawda coś tam potrafi, ale on sam najlepiej czuje się w roli tego co przy rowerze grzebie. Grzebał od dawna i grzebać potrafi, więc jak tylko usłyszał, że Żonka potrzebuje rower bo chce jeździć ze Stasiem i Miśką to Roch zebrał się w sobie i poszedł do garażu.

Zmienił oponę trenażerową na zwykłą, wyregulował przerzutki i podciągnął hamulce. Później jeszcze sprawdził pozostałe śrubki i przejechał się kawałek żeby sprawdzić jak to wszystko wyszło. I wyszło całkiem obiecująco. Rower działa nie gorzej niż przed "naprawą" i jutro Żonka może spróbować ogarnąć oboje dzieci na rowerze. Przy czym jedno już samo pedałuje, a nawet zjeżdża z górki.

I tak sobie Roch myśli, że chyba pora pokazać jak to się naprawdę jeździ na rowerze, bo przecież po płaskim to z nudów umrzeć można, a jak wiadomo za dawnych czasów – niesłusznie minionych – Roch nie stronił od zjazdów co jest udokumentowane na fotografii. Sucha Góra zawsze Roch pociągała.

Chyba czas najwyższy pokazać na czym polega prawdziwe jeżdżenie na rowerze. W okolicy jest parę górek, ale Roch najchętniej pokazałby Michalinie jak się jeździ po Reptach czy Świerklańcu, a później Seget, Dolomity i Sucha Góra. O ile oczywiście to jeszcze istnieje bo Roch od paru lat nie jeździł w tych rejonach, więc może się chwalić gdzie on nie będzie jeździł, a okaże się, że tam już bliźniaki, czworaki, stacje benzynowe i markety stoją. Jeśli by tak się stało to Roch znienawidziłby cywilizację.

Zaszyłby się gdzieś w lesie, jadł liście i robaki i walczyłby z dymiącymi potworami, tak jak robił to Winnetou w Panu Samochodziku. Tak czy inaczej Roch chce pokazać Michalinie jak można jeździć, a skoro już sama rozkminiła, że z górki też można zjechać to trzeba to pielęgnować i uczyć, że "Rower to jest świat". Tak więc jutro, o ile pogoda pozwoli, będzie kolejna inauguracja rowerowa. Przyjdzie też kreska na Rocha i w końcu wsiądzie na rower i przejedzie się kawałek. A po Świętach (tych wielkanocnych) Roch planuje zrealizować pewien plan, ale o tym będzie jak się uda dogadać szczegóły, żeby nie zapeszyć.

Poniżej rower przygotowany do sezonu:


Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
W ogóle to ostatnio ktoś Rochowi znany wyciągnął ze swojego archiwum zdjęcie. Było nie było łezka się w oku kręci:

środa, 22 marca 2017

Od choroby do alergii. Złej passy ciąg dalszy

Już Roch nie pamięta kiedy coś go nie bolało, nie strzykało i nie wyciekało. Najpierw choroba, czyli gorączka, gorączka i jeszcze raz gorączka. Roch na widok Nurofenu wyglądał mniej więcej tak:


I przyjmował go w dawce 600 mg na raz, co w ciągu dnia dawało nawet i 1800 mg, ale gorączki nie było. W końcu Rochowi wydawało się, że już jest zdrowy. Że już będzie mógł chociaż wstawić rower do garażu. Nawet zmienił telefon żeby "Centralny System Telemetryczny" mógł działać lepiej i wydajniej. Jednak nie było dane Rochowi pojeżdżenie. Po tym jak wyszedł z choroby zaczęła się alergia. Pyli pewnie jakaś brzoza albo inna olcha i Roch kicha, kaszle i ogólnie smarka.

Tak więc Roch siedzi w domu (albo w pracy) i wyciera sobie nos licząc na to, że pogoda w końcu się polepszy o będzie można wyjść na rower choć na chwilę, na sekundkę.

* * * * 

Jeśli zaś o sytuację domową chodzi to jest ona opanowana. Prawie opanowana. Do wyleczenia pozostało ucho Stasia, które dalej jest czerwone i tym samym szczepienie i baseny są zawieszone aż Staś wyjdzie na prostą. Miśka śmiga na rowerze aż miło patrzeć. A jak nie śmiga to sadzi kwiatki w ogródku, albo grzebie w piachu.

Wiosna to dobra pora roku – dzieci mogą w końcu wyjść na dwór w czymś lżejszym niż gruba kurtka, kozaki i szalik. I mogą siedzieć do oporu. A zadowolenie z pory roku widać po apetycie. Dwa obiady to minimum na co stać dzieciory. Więc wszystko idzie w dobrym kierunku, jeszcze tylko Roch się spiguli antyalergicznie i będzie można wrócić do żywych.

Może się uda też wyjść na rower. W końcu.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 13 marca 2017

I jest! Pierwsza choroba po długiej przerwie

I jest, a w zasadzie było, bo Roch już całkiem dobrze się czuje. A co było? Była choroba; zapalenie spojówek, zapalenie gardła i gorączka dochodząca do 40°C. I tak Roch rozpoczął marzec. W międzyczasie dołożyło się zapalenie uszu u Michaliny i katar u Stasia, który też odbił się na uchu. Więc Roch przez dwa tygodnie wycierał nosy, dawał (niechętnie) zakraplać sobie oczy i jadł Nurofeny niczym dropsy, czasem zagryzając Apapem. Koniec końców Roch skończył z tygodniowym zwolnieniem i stawiał się na nogi.

Reszta domowników też swoje przeszła łącznie z Żonką, która też oberwała wirusem. Teraz, pisząc tę notkę, Roch jest zdrowy, Staś katarzy mocno, a Miśka ma jeszcze zaczerwienione ucho. Tak więc pierwszy (i oby ostatni) wirus w tym roku odbił się mocno. Ale już wszystko wraca powoli do normy. Dzieci tak nie mogły się doczekać wyjścia na dwór, że tylko gorączka ustąpiła i poszły trochę pojeździć i pobiegać po podwórku bo pogoda zacna jest, a ma być jeszcze zacniejsza. Może w końcu Rochowi się uda wyjść też na rower, który na chwilę obecną stoi w garażu z czujnikami, wiec tylko wsiąść na rower i zacząć monitorować swoje postępy. Oby w tempie większym niż raz na miesiąc. I to jak się uda.

Wracając jednak do przymusowej przerwy; jak już Roch zaczął dochodzić do siebie to też zdarzało mu się wyjść z domu, bo jednak naturalna witamina D jest bardzo przez Rocha pożądana, a i dzieci z Rochem chętnie spędzały czas. Może w końcu Roch zrobi jakąś relację z wypadu rowerowego. Się okaże.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Staś też już biega.


sobota, 25 lutego 2017

I jest! Pierwszy rower po długiej przerwie

No i stało się. Roch od tłustego czwartku postanowił, że będzie starał się osiągnąć poziom zen jeśli chodzi o dbanie o siebie i schodzenie z wagi. Zaczął od porannego biegania. Tak. Rano, przed pracą Roch biega z Michasią do przedszkola tylko, ale i tak to wymagająca trenerka.

"Tatuś teraz będę się napędzała" – mówi – "Biegnij za mną!"

I tak Roch przyśpiesza tempa żeby dogonić Michalinę, a ta z górki się napędza i napędza. Na szczęście przedszkole nie jest daleko, ale i tak Panie z Przedszkola dziwią się, że Michasia o tej porze, a jest to okolica 715, już jeździ na rowerze. Z przedszkolem Michasia bardzo się zżyła i chętnie chodzi, a to Rocha cieszy bo ma koleżanki (Michasia, a nie Roch), a i Roch ma cel biegowy.

Swoją drogą Roch nie wyobraża sobie dnia bez odprowadzenia Michasi do przedszkola. Nawet jak wie, że już jest spóźniony i będzie "załamywał czasoprzestrzeń" żeby nie spóźnić się do pracy to i tak idzie lub biegnie z nią do przedszkola. Kiedy już Roch dostanie buziaczka i tulaska to może wracać do domu. Oczywiście biegiem. W jednej ręce rowerek, a w drugiej kask. Później szybki prysznic, tulasek ze Stasiem i można już jechać do pracy.

Wracając do dziś; trasa najpierw dookoła domu i Roch już tracił nadzieję, że pojadą gdzieś dalej, ale Michasia chciała pojechać na konie, a później wrócić "kamienistą drogą". I tak przejechali się kawałek dalej. Jednak Roch planował jeszcze dalszy wypad bo chciał jechać do paczkomatu po paczki, ale Żonka słusznie zauważyła, że Michasia po porannym basenie może nie dać rady dojechać i wrócić.

I tak całkiem niespodziewanie Roch zainaugurował sezon rowerowy 2017. Po zimowym pedałowaniu w miejscu, dla Rocha dziwnym było, że rower może się przemieszczać. I takie zastosowanie roweru jest najlepsze. Rower ma jeździć, a nie być przypięty do jednego miejsca. Choć czasem tak trzeba. Na zakończenie zdjęcie rowerów dwóch:


I oczywiście ślad – taki prawdziwy – GPS. "Centrum telemetryczne" spisuje się doskonale nawet jak Roch przemieszcza się.


PPS.
Żona właśnie testuje swoje czujniki. Chyba jej się podoba, bo strasznie dyszy.