Błoga nieświadomość

Roch już zapomniał jak to jest jeździć bez licznika, a po ostatnich wydarzeniach jest zmuszony do jeżdżenia bez pomiaru prędkości. Początkowo Roch czuł się nieswojo, ale po paru chwilach było całkiem nieźle. W końcu Roch mógł skupić się na szumie wiatru i opon, a nie na kontroli tego, co to diabelskie urządzenie wskazuje. Jedyne co przypominało Rochowi o tym, że jedzie na rowerze to pulsometr, który od czasu do czasu pikał, ale to można wytrzymać.

Roch zrobił rundkę dookoła Tarnowskich Gór i wrócił do domu, nie wie ile kilometrów przejechał i wcale nie chce wiedzieć. W środku Rocha dojrzewa decyzja porzucenia planów zakupu licznika, bo bez niego jeździ się lepiej i wcale nie jest koniecznym wyposażeniem roweru. Ilość kilometrów wcale nie jest najważniejsza, a statystyki od przyszłego roku będą obejmowały tylko puls. O ile decyzja w Rochu całkiem dojrzeje.

Roch pozdrawia Czytelników.

Komentarze

3 odpowiedzi na “Błoga nieświadomość”

  1. Awatar

    Brawo! Usiłowałem dojrzeć do podobnej decyzji dość długo. Po czym uświadomiłem sobie, że jednak pragnę nie dość licznika kilometrów na rowerze, to jeszcze odbiornika GPS. Bądź tu człowieku mądry. Na szczęście nie dysponuję funduszami na takie fanaberie…

  2. Awatar

    ciekawe co Roch taszczył; ziemniaczki? węgiel? słoje z przetworami? kosze grzybów? 🙂 Zapasy w zimie mieć: dobra rzecz.

  3. Awatar

    Przecież, że ziemniaczki 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *