Autor: Roch Brada

  • Podobno najgorzej jest zacząć, ale chyba skończyć jest jeszcze trudniej

    Tak się złożyło, że ostatnio Roch sporo czasu spędzał na rozkminach nad dalszym losem blogaska. Wszystko zaczęło się na początku roku, jak sprawdził prognozowaną fakturę za hosting, którą miał zapłacić w październiku. Cena, jaka tam się pokazała, wyrwała go z butów. Dosłownie, za amatorski blog, który w ostatnich latach raczej niewiele wniósł w życie Rocha, płacenie ponad 400 zł za rok to dużo za dużo. Szczególnie, że wewnętrzna cebula podpowiadała mu, że ma przecież darmową alternatywę. No i się zaczęło.

    (więcej…)
  • Wymiana szprychy, w końcu

    Wymiana szprychy, w końcu

    Od ostatniej notki, w której Roch opisywał przygody z pękniętą szprychą, minął już dobry miesiąc, ale zamiast szybkiego serwisu Roch zajmował się wszystkim, tylko nie naprawą koła. W sumie koło działało, bez jednej szprychy nic złego się nie dzieje, a brzęczący nypel wewnątrz obręczy tak bardzo Rochowi nie przeszkadzał. No więc tak jeździł do urlopu. Zakładał, że przed urlopem — albo na początku urlopu — Roch sobie naprawi koło i będzie mógł spędzić urlop na rowerze. Jednak plany oczywiście potoczyły się inaczej i Roch wyjechał.

    (więcej…)
  • Poraj, pęknięta szprycha i powrót pociągiem

    Poraj, pęknięta szprycha i powrót pociągiem

    Kolejny weekend i kolejny wypad rowerowy. Pogoda dopisała i żal było nie skorzystać z takiej okazji, bo ostatnie wypady były raczej uzależnione od kaprysów pogody. Jak chmury przeszły, to było słońce, ale jak chmury wróciły, to znowu lało i trzeba było wracać do domu. Ogólnie rzecz biorąc, łatwo nie było, więc jak tylko na prognozie pojawił się cały słoneczny dzień, to Roch od razu pomyślał o jakiejś wyprawie. Żeby było lepiej, to cały weekend był słoneczny, więc można było zaliczyć nie jeden, a dwa wypady na rowerze. Jeden z nich był z przygodami, drugi już bardziej na luzie, znowu na lody, ale tym razem w inne miejsce. Jednak weekend zaczął się od wypadu na Poraj.

    (więcej…)
  • Podsumowanie weekendu: rower, lody i więcej lodów

    Kolejny weekend za Rochem i pora trochę o nim napisać, bo działo się nie tylko w pogodzie. Choć i ona potrafiła skutecznie pokrzyżować plany rowerowe. W sumie można by napisać, że jeździło się od chmury do chmury, a czasem nawet od błysku do błysku, bo weekend był też mocno burzowy. Jednak z dobrą aplikacją pogodową — czyli z YR.no — można było sobie poradzić z warunkami pogodowymi. Można by narzekać, że pogoda zła i w ogóle, ale lepiej było wsiąść na rower i oglądać się za plecy, czy już uciekać do domu, czy jeszcze można kawałek pojechać.

    (więcej…)
  • Velo Soła. Czy warto w 2026 roku? (I dlaczego musisz spakować legitymacje)

    Velo Soła. Czy warto w 2026 roku? (I dlaczego musisz spakować legitymacje)

    Jeden z celów, które Roch zaplanował na rok 2026 — i w sumie na 2025 też — to przejechanie się szlakiem Velo Soła. To dość młoda trasa, która prowadzi od Żywca do Rajczy albo odwrotnie. W każdym razie nie jest to pętla, przez co trzeba dołożyć trochę logistyki, żeby zaplanować wyjazd, a także nie zapomnieć legitymacji szkolnych dla dzieci, bo wtedy w Kolejach Śląskich triggerują się mocno. Roch postara się odpowiedzieć, czy warto tam jechać i jakie są skutki braku legitymacji szkolnych. Zacznijmy więc od pierwszego pytania.

    (więcej…)
  • Blachownia i Olsztyn. Jednego dnia.

    Tak się złożyło, że Roch po kolejnych migracjach i planach na swój plugin, który pluginem już nie będzie, postanowił spędzić więcej czasu na rowerze. Jednak do tej pory warunki pogodowe nie sprzyjały aktywności fizycznej. Upały powyżej 36°C jednak pokonały Rocha. Jedyne, co Roch robił w czasie tych skwarów, to oddychał i pochłaniał kolejne morza wody. Jakby tego było mało, to wlewał w siebie spore ilości kawy, co miało przykre skutki podczas ostatniej epickiej jazdy na rowerze, bo skurcze nie chciały go przestać atakować. I nawet wypicie przeterminowanego o miesiąc shota z magnezu nie pomogło. Ale zacznijmy od początku.

    (więcej…)
  • #NewBikeDay i więcej jeżdżenia

    #NewBikeDay i więcej jeżdżenia

    Czerwiec to wyjątkowy miesiąc pod kilkoma względami. Na pewno to miesiąc z pierwszym dniem lata — i tego astronomicznego, i tego kalendarzowego, a to oznacza, że zaczyna się ulubiona pora roku dla Rocha. Oczywiście, wiosna też jest spoko, nawet zima i jesień pod pewnymi warunkami są znośne, ale lato to jest lato. To czas upałów, wakacji, długiego dnia, truskawek i czereśni. To czas wszystkiego, co najfajniejsze. To także czas festiwali rowerowych, selfików z Braćmi. Ale czerwiec ma w sobie coś wyjątkowego. Ta wyjątkowość polega na tym, że Młoda ma urodziny. I wszystkie te truskawki, czereśnie schodzą na drugi plan. Bo długi dzień upływa na rozmyślaniu, co kupić Młodej na prezent urodzinowy.

    (więcej…)
  • Kolejny serwis w planach

    Kolejny serwis w planach

    Powoli Roch zaczyna rozważać zakup białej tablicy albo chociaż korkowej, na której zacznie kolejkować prace, które musi wykonać przy rowerach. W sumie nie ma tych rowerów dużo, ale zawsze coś. Głównym generatorem pracy jest — oczywiście — Młody, który mógłby grzebać nawet przy sprawnym rowerze, ale tak się złożyło, że jest rower, który faktycznie wymaga trochę uwagi. A dokładnie to koła w dirtówce Młodego. Więc Roch znowu zejdzie do piwnicy i praktycznie rozkręci oba koła, a to wszystko po to, żeby je wycentrować.

    (więcej…)
  • A po majówce zrobiło się zimno

    A po majówce zrobiło się zimno

    Po majówkowych szaleństwach zostały tylko kurz i kartonik po dętce, którą Roch szczęśliwie zdobył pomiędzy dniami wolnymi, żeby nie tracić majówki przez brak dętki. I przyszedł czas na naprawy, bo trochę się tego uzbierało. Lekko krzywe koło, BMX z poluzowaną korbą i coś tam jeszcze, co wyszło w trakcie serwisowania rowerów. Cała akcja mocno rozciągnęła się w czasie, ale Rochowi nie spieszyło się jakoś bardzo, bo pogoda się załamała, więc nie było parcia na rower. To znaczy, parcie jest zawsze, ale warunki pogodowe skutecznie Rocha ostudziły (dosłownie!) i zamknął się w swojej norze.

    (więcej…)
  • Majówka i trzy awarie

    Majówka i trzy awarie

    Po tym, jak pogoda wystrzeliła, o czym pisał Roch w poprzedniej notce, zaczął częściej wychodzić z nory, bo pogoda była na tyle zachęcająca, że żal było ją marnować, a poza tym nie wiadomo, kiedy znowu spadnie deszcz, więc Roch chciał jak najbardziej wykorzystać istniejące warunki. Dobrą okazją ku temu była zbliżająca się majówka, czyli trzy dni wolnego i — teoretycznie — ciepłego. No i taka majówka była, ciepła i wolna. Na tyle ciepła, że Roch jeździł zarówno na BMX-ie, jak i na gravelu. Ale tak łatwo to nie było. Wszystko zaczęło się w piątek.

    (więcej…)