Po majówkowych szaleństwach zostały tylko kurz i kartonik po dętce, którą Roch szczęśliwie zdobył pomiędzy dniami wolnymi, żeby nie tracić majówki przez brak dętki. I przyszedł czas na naprawy, bo trochę się tego uzbierało. Lekko krzywe koło, BMX z poluzowaną korbą i coś tam jeszcze, co wyszło w trakcie serwisowania rowerów. Cała akcja mocno rozciągnęła się w czasie, ale Rochowi nie spieszyło się jakoś bardzo, bo pogoda się załamała, więc nie było parcia na rower. To znaczy, parcie jest zawsze, ale warunki pogodowe skutecznie Rocha ostudziły (dosłownie!) i zamknął się w swojej norze.
Ale zanim zaczniemy…
To Roch chciał się pochwalić jedną rzeczą, bo w sumie o tej Norze pisze i pisze, ale nic więcej się nie dzieje, więc postanowił trochę popracować nad tym i tak powstało oficjalne i nikomu niepotrzebne logo Nory. Być może nawet powstaną naklejki (wlepki) w ilości 200 sztuk (minimalne zamówienie), którymi Roch oklei wszystko, co da się okleić. W każdym razie, jako aperitif przed właściwą częścią notki, Roch wrzuca logo:

I tak, wygenerowane w AI, a dokładnie w Gemini, bo pracę grafików przy tak prostej rzeczy można spokojnie zastąpić (uwaga, obrażeni graficy: programistów też można zastąpić AI). Może kiedyś powstanie jakiś social media content z Nory, ale na ten czas Roch zostanie przy logo, bo początek maja był nudny i zimny, więc Roch bawił się w grafika.
No to zaczynamy tę notkę…
Na pierwszy ogień poszedł BMX, bo tam zakładał, że będzie mniej roboty, bo wystarczy dokręcić i po sprawie. Zaczęcie pracy od tak małego zadania tylko zmotywuje Rocha do szybszego załatwienia serwisu rowerów, ale jednak nie było tak łatwo i na pewno nie było to małe zadanie.
Najpierw okazało się, że śruba jest w połowie zeszlifowana przez grindowanie (nie Rocha), no i klucz nie bardzo pasuje, więc Roch musiał śrubę wymienić, ale żeby ją odkręcić, musiał już zdjąć ramię korby, co akurat było łatwe, bo wystarczyło inną śrubę odkręcić. Kiedy już Roch wykręcił śrubę, zdjął ramię i zobaczył łożyska, to doszedł do wniosku, że skoro już odkręcił śrubę, to wymieni też łożyska. Wyjął więc całą korbę, ośkę, podkładki i zostały same łożyska.


Jako, że były one do wyrzucenia, Roch nie bawił się w ściągacze, tylko odpowiednio duży młotek i śrubokręt i po chwili łożyska były „wyjęte”. Na szczęście dało się z nich odczytać parametry, bo Roch musiał kupić nowy komplet. Oczywiście można było szukać łożysk w rowerowym, płacąc miliony cebulionów, ale można też było pojechać do „sklepu z łożyskami” (link nie jest reflinkiem, a polecajka nie jest sponsorowana. Dobry sklep, który ma wszystko, czego potrzeba), w którym mają — dosłownie — wszystkie łożyska, jakie można było sobie wymyślić. Za całe 42 zł Roch miał dwa nowe łożyska, japońskie, podobno, ale czuć było jakość, bo toczyły się lekko. Jak to nowe łożyska.
Jednak tej japońskiej jakości Roch nie chciał już wbijać na siłę w ramę, bo szkoda je uszkodzić, ale jakoś trzeba było je wcisnąć. I tu znowu pojawia się wewnętrzna cebula Rocha; bo mógł kupić gotowca. Zakres cenowy od 40 PLN, do pewnie nieskończoności za jakiegoś ParkToola. Jednak pomyślał, że przecież ma suwmiarkę, więc co za problem narysować sobie takiego pressfita w CAD? Żaden, więc Roch siadł, narysował to, co potrzebował, wyeksportował do STL i wrzucił na drukarkę.
Do tego dokupił pręt gwintowany, podkłaki i nakrętki — całość żelastwa wyszła 30 zł (z czego sam pręt kosztował 23 PLN). Koszt filamentu to całe 1,23 PLN (zużyło się 8,55 metra, które ważyło 25,29 grama). Całość narzędzia to koszt 31,23 PLN. Bez prądu i paliwa, żeby pojechać do OBI. Dobry deal. Niedługo udostępni projekt na Printables (i w sumie blogasku też, to może być dobry początek jakiejś sagi DIY narzędzi rowerowych).




W każdym razie — łożyska wciśnięte zgodnie ze sztuką, BMX poskładany. Ogólnie fajna przygoda, bo Roch wcześniej nie widział korby BMX, a to całkiem prosty mechanizm i na pewno lepszy w serwisowaniu niż MTB, gdzie niby kupuje się cały suport, ale po co, skoro w BMX można kupić same łożyska? Całkiem inna filozofia, chyba lepsza.
Kolej na Gianta i krzywe koło
Po zdjęciu BMX ze stojaka Roch położył go na podłodze, bo chwilowo uchwyt odpadł ze ściany i trzeba trochę inny sposób montażu zastosować, ale akurat zrobiło się miejsce, bo na stojaku zwisł Giant, który też leżał na podłodze. W nim się skrzywiło koło, bo Roch wjechał w gałąź i tak gałąź pociągnęła za sobą większy konar i finalnie wszystko to zablokowało koło. To, że było widać krzywiznę koła, Rochowi bardzo przeszkadzało, a że ma w piwnicy centrownicę, to wykorzystał ją do wyprostowania koła.
I znowu: jak zdjął koło, oponę i dętkę, to jeszcze zdjął tarczę hamulcową i kasetę, którą później wyczyścił, a jak kaseta była czysta, to łańcuch nie mógł być brudny, no więc i jego Roch wyczyścił, a jak już wszystko miał czyste, to mógł w końcu zająć się kołem. Prosta sprawa: kilka szprych trzeba było naciągnąć, kilka poluzować i wszystko wróciło na swoje miejsce.
Kiedy wszystko było proste i czyste, Roch mógł zacząć składać to wszystko z powrotem. I tutaj pojawił się kolejny zgrzyt. W sumie do teraz nie wie on, co jest przyczyną tego, że kolejna dętka pękła; możliwości są dwie: albo jest stara, ale to Roch wyklucza raczej, bo przecież jeździł na starszych i w dodatku pokrojonych, więc to chyba nie kwestia starzenia się gumy. Więc zostaje druga możliwość, czyli kompresorek, który Roch kupił zamiast szukania pompki, która w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęła.
Być może jest tak, że Roch ustawia za duże ciśnienie w kompresorze, a ten bezlitośnie bije kolejne bary w dętkę, a ta nie wytrzymuje. To jest prawdopodobne, bo — wzorem wulkanizatorów podczas zmiany opon — Roch najpierw pompuje na maksa, żeby opona wskoczyła na stopkę, a dopiero potem ustawia właściwe ciśnienie. Być może pierwsze pompowanie zabija dętkę, a drugie już jest bezcelowe, bo i tak za godzinę albo i krócej powietrze zejdzie.
Tym razem jednak środek tygodnia ułatwił poszukiwanie dętki, bo w sumie wystarczyło pojechać do Decathlonu. Zapasy dętek uzupełnione, opona założona, a ciśnienie w oponie rozsądne. Stopka posmarowana wazeliną, żeby poślizg spowodował wskoczenie opony we właściwe miejsce. Trochę z tym kompresorem Roch przesadza, ale to jest nawet satysfakcjonujące, jak się pompuje oponę bez wysiłku.
Wszystko złożone — co dalej?
No właśnie, prawie złożone, bo jeszcze łańcuch nie jest spięty — wisi sobie radośnie na zębatkach, ale w takim stanie raczej Roch nigdzie nie pojedzie, ale to już formalność. Dodatkowo Roch wymienił pedały na pół SPD i pół platformy, więc może teraz „dojeżdżać” w zwykłych butach.
Po spięciu łańcucha Roch ma w planach iść na rower, no bo trzeba sprawdzić, czy wszystko działa jak należy. W BMX już Roch testował, bo gravel wisi na stojaku, a bombelki chcą jeździć do szkoły na rowerze. Więc BMX działa jak marzenie, łożyska — te z Japonii — kręcą się aż miło, więc BMX jest odhaczony. Niedługo ten sam los czeka gravela, więc Roch będzie mógł zrobić porządek w Norze i zająć się jeszcze jednym zaległym serwisem, który być może zasłuży na osobną notkę, bo może też być ciekawie.
Jedno jest pewne: Roch kupił więcej łożysk, bo ten tajemniczy projekt też wymaga wymiany łożysk, ale nie trzeba już drukować żadnych projektów DIY, wystarczą kombinerki i dwa klucze. Wydaje się proste?! U Rocha nic nie jest proste.
Roch pozdrawia Czytelników.


Dodaj komentarz