Podsumowanie roku 2007 i postanowienia na rok 2008

Tak, nadszedł ten czas, aby dokonać retrospekcji, podsumowania prawie już minionego roku i określenia celów na rok prawie przyszły.

Pierwszym, ważnym, wydarzeniem niewątpliwie było rozpoczęcie sezonu rowerowego, które odbyło się z lekkim opóźnieniem ze względu na trudności ze skompletowaniem sprzętu, ale w kwietniu Roch już pedałował. Początkowo sam, później z Nosiem.

Kolejne miesiące to szalona znajomość z Aliną, którą do tej pory Roch (a wcześniej jego brat Pafnucy) wspomina bardzo miło. Jednak nie było dane Pafnucemu zbliżyć się do Aliny. Brat Rocha został uśmiercony co skrzętnie opisał w Tryptyku rowerowym anonimowy narrator. Po śmierci Pafnucego schedę po Nim przejął Roch Brada.

Roch najchętniej spędzał czas ze swoimi przyjaciółmi, gdyż wiedział, że na Nich mógł (i może) zawsze liczyć. Pierwszego Prawdziwego Cross Country (TM) Roch nigdy nie zapomni, tak jak nie zapomni tych obłędnych pierogów w Mirowie. Wszystko to dzięki Koyocikowi.

Do tego wypad do Kamieńca z Michałem i na festyn w Żyglinie będąc pod wpływem .. Nosia.

Kolejne miesiące to dalsza jazda na rowerze, bicie kolejnych, osobistych, rekordów. Poza rowerem nie wiele się działo. Aż do września. We wrześniu, a może w sierpniu, Roch poznał MEwkę, Ewę no i Sylwię. Wspólne gwarki, sen na schodach domu kultury, chowanie się przed Policją pod schodami, skuteczne udaremnienie wyhaczania przez Dżokusa i w końcu sztuczne ognie. Niezapomniane.

Październik upłyną pod znakiem lansów z Nosiem i Michałem, wspólnych eksperymentów z colą i tabletkami, kupowania teletubisiów, róż i innych pierdół, wyhaczania i podhaczania. W listopadzie Nosiu udał się do wojska, a Roch nadal uskuteczniał rowerowanie. Z Michałem oczywiście. Listopad to także nowa znajomość. Z Dobrawą oczywiście.

Zbliżamy się do grudnia. Kolejny miesiąc spędzony na rowerze. Roch obiecał, że nie będzie już pisał o pewnej osobie na blogu, a więc pozostańmy przy tym, że grudzień upłynął pod znakiem roweru i niczego więcej. Choć to nieprawda.

Obok tego wszystkiego były studia, które Rochowi obrzydły i sesję letnią zakończył w listopadzie z jedną poprawką.

****

A jaki będzie Nowy Rok? Na pewno inny. Po pierwsze Roch postara nie zakochiwać się zbyt często bo ewidentnie mu to nie idzie, po drugie trzeba będzie skończyć studia i rozpocząć kolejne. Roch obiecuje, że częsciej będzie uprawiał Prawdziwe Cross Country (TM), jeśli będzie mu to dane to razem z Koyocikiem. Postara się być częstym gościem na Jurze i w Mirowie.

A co z rowerem? Na pewno nastąpią lekkie zmiany, może jakiś tuning, a może drugi rower. Jedno jest pewne. Nadal będzie można spotkać Rocha w dziwnych spodenkach i w jeszcze dziwniejszym kasku. Tego Roch jest pewien.

I to chyba tyle – jak to będzie pokaże czas, a znając życie to w/w plan zostanie zweryfikowany. Pewnie i kilka kopniaków w doopsko Roch otrzyma. Jedno jest pewne – Nowy Rok będzie ciekawy.

Tym, jakże, optymistycznym akcentem Roch kończy ostatni post w roku 2007.

Roch, i Jacek, pozdrawiają wszystkich, których znają bez wyjątku.

Nie udało się, niestety

Po wczorajszym, pełnym optymizmu, poście, w którym to Roch deklarował się, że zrobi 120km pozostało tylko wspomnienie. Jak zawsze życie zweryfikowało plany Rocha i, finalnie, dostał solidnego kopa w doopę.

Rano okazało się, że Roch musi udać się do banku bo coś tam nie sztymuje. Początkowo chciał jechać rowerem, ale ostatecznie udał się wraz z Megi. W banku kolejka na godzinę stania, później wizyta na stacji benzynowej, gdzie kolejna niespodzianka. Paliwo kosztuje 4,19 PLN, dzięki czemu kolejka do dystrybutora podobna do kolejki w banku. Cóż poradzić. Zatankować trzeba.

Godzina 1200, a Roch nie zrobił ani jednego metra na rowerze. Później znacznie przyjemniejsza czynność, czyli wizyta w PWiK (miejscu, z którym Roch jest bardzo związany). Tam Roch składał życzenia do siego roku (prawie) wszystkim pracownikom, z którymi kiedyś miał przyjemność i zaszczyt \”pracować\”. Chodzi tu oczywiście o Tomka i Krzysia.

Godzina 1300 i ani jednego metra na rowerze. Wszelkie nadzieje na 120km już dawno prysnęły. Pozostało tylko wsiąść na rower i przejechać się dla czystej przyjemności przebywania, bądź co bądź, z najlepszym przyjacielem.

Szczególne podziękowania należą się wszystkim, którzy trzymali kciuki za Rocha i odważyli się wpisać w komentarzach. Pozostałym również Roch dziękuje, za to że czasem zaglądają na jego blog, choć Roch wie jaka trudna do przełknięcia jest jego tfoorczość.

Tak więc rok 2007 kończy się wynikiem 8400km, ale pewien niedosyt pozostaje.

Uprasza się o trzymanie kciuków

Roch napisze wprost, nie będzie owijał w bawełnę, nie będzie ściemy, nie będzie niczego – ależ brawurowe posunięcie. Do rzeczy. Jeśli istnieje na tym ziemskim padole chociaż jedna osoba, która choć trochę lubi Roch to jutro w godzinach 0900 – 1600 proszona jest o trzymanie kciuków za wyczyn, który Roch chce popełnić.

Otóż po dzisiejszej przejażdżce do 8500km brakuje 120km. Gdyby Roch się sprężył, a pogoda dopomogła wysoką temperaturą to 120km jest raczej (nie) możliwe. Owszem, przejechać 120km jest ciężko latem, a co dopiero zimą, ale mając motywację i, chociaż jednego, blogoobserwatora za plecami Roch jest w stanie przynajmniej zbliżyć się do tej magicznej liczby.

Gdyby jednak nie wyszło, a wszystkie znaki na niebie i ziemi na to wskazują, to Roch będzie wdzięczny wszystkim, którzy trzymali za niego kciuki. Przy ewentualnym blogozlocie możecie liczyć na wdzięczność Roch.

P.S: Dziś tylko 35km.

Roch pozdrawia Wszystkich, no prawie.

Prawie jak jazda testowa

Klocuszki zamontowane, można się ubierać – Powiedział Roch sam do siebie dumny ze swojego dzieła.

Klocki siedziały na swoim miejscu więc można było wskoczyć w rowerowy kalesonki i dokonać testu nowych klocków. Roch zszedł na dół, pojechał jeszcze do sklepu. Jadać z powrotem zadzwonił do Michała, czy nie poszedłby na rower.

Michaś zszedł na dół i pojechali w kierunku Rept. Jednak zimno było nie do wytrzymania nawet dla gorącego Rocha. Wrócili do domu, ale została podjęta ostatnia próba pokonania zimna, która nie udała się. Zimno wygrało.

Roch, pożegnawszy się z Michałem, skierował się do domu, ale chęć przetestowania kloców była silniejsza. Roch pojechał na miasto i tam kilka razy zahamował. Trzeba przyznać, że jak na osiem złotych to działa miodnie, a po dotarciu będą jak brzytwa.

Z powodu przeszywającego zimna post jest jaki jest. Wszelkie pretensje kierować do Redakcji.

Roch pozdrawia.

Roch sobie pojeździł, psia mać!

Jak coś działa przez dłuższy czas, to w najmniej oczekiwanym momencie zepsuje się. I na tym zdaniu można by zakończyć dalsze użalanie się nad sobą. Roch, będąc na drugi dzień na diecie, kupił sobie banana i poszedł na rower. Jednak coś nie grało.

Kurna, co tak ociera – Dziwił się Roch jadąc na rowerze.

Naciskając hamulec tajemnicze ocierania nasilało się.

Kur*a! Klocek skończył się – Załamał się Roch.

Opiłki metalu, które znajdują się w końcowej części bardzo ładnie zeszlifowały obręcz, dzięki czemu w najbliższym czasie i ona zostanie wymieniona. Roch postanowił dokonać zakupu najtańszych klocków, aby przejeździć końcówkę roku, a w styczniu zabrać się za remont swojego ukochanego pojazdu.

W rowerowym kupił ostatnią parę klocków, za całe osiem złotych, przyjechał do domu i rozpoczął montaż. Stary klocek został zachowany na pamiątkę. Kiedyś duży Roch pokaże małym Rochom, jak kończy się brak kontroli klocków hamulcowych.

Post miał być ciekawszy, dłuższy i w ogóle ..szy, ale wyszło jak wyszło.

Roch pozdrawia Wszystkich.

Bananowe zabawy Rocha

Jaki jest najlepszy sposób na pozbycie się zbędnych świątecznych kilogramów? Otóż ruch. Ruchać można się na wiele sposobów jest jednak sposób, który Roch upodobał sobie najbardziej. Tym sposobem jest ruchanie się na rowerze.

Tak więc Roch zasiadł na rower i rozpoczął ruchanie. Kierunek to Dolomity i Repty. Kiedy poczuł, że zbędne kilogramy opuszczają ciało mógł przystąpić do konsumpcji śniadanio-obiado-kolacji, czyli banana. Tak, to jedyny posiłek jaki dziś Roch zje.

Fotorelacja z konsumpcji poniżej:
Można kliknąć, będzie większy Roch.

Po powrocie zadzwonił Michał, czy Roch pomógłby z jedną rzeczą. Roch bardzo chętnie przyjął propozycję ponieważ to kolejna okazja do ruchania się. Razem przynieśli pewien niezbędny sprzęt domowy. Ot i na tym zakończyło się ruchanie Rocha.

Roch pozdrawia Dobrawę i Michała.

P.S: Uprzedzając skojarzenia z ruchaniem się, Roch poleca lekturę Placówki (nie Palcówki) Bolesława Prusa.

Ostatni lansik

Roch pragnie donieść, że odbył się ostatni lansik przed powrotem Nosia w kamasze. Lansik miał miejsce na mieście, gdzie poszli, aby sprawdzić rozkład jazdy autobusów i pociągów. Zaczęli od pociągu.

Dzień dobry, może mi pani powiedzieć, o której jedzie pociąg z Katowic do Bolesławca? – Zapytał Nosiu.
Yyyy na informacji o takie rzeczy się pyta – Powiedziała smutna pani, po chwili zastanowienia.

Problem w tym, że informacja była nieczynna, a jedyne okienko jakie było dostępna to właśnie okienko tej smutnej pani. Pani wzięła uczone książki, mapę i zaczęła lokalizować Bolesławiec. Roch, obyty w Świecie, chciał podpowiedzieć smutnej pani, że to trochę niżej niż ta duża niebieska plama, ale zostawił to dla siebie.

W końcu Nosiu dowiedział się o połączeniu i można było sprawdzić autobus. Tutaj poszło szybciej bo rozkład wisiał i można było przeczytać co, gdzie i jak.

W drodze powrotnej Roch z Nosiem obsmarowali dupska kilku osobom, ale to zostanie ich słodką tajemnicą. Gdyby jednak ktoś widział dwa takie mokre ślady na chodniku to … nieważne.

I na tym koniec drugiego dziś postu. Nosiu wyjeżdża, ale wróci bo kocha Rocha (o proszę, jaki dym bo udał się rym).

P.S: Nosiu, nie myśl o poprawie moich stosunków z .. no Ty już wiesz.

Blisko, coraz bliżej

Co robić rano w drugi, czy któryś tam, dzień Świąt? Można okupować lodówkę, można oglądać to co serwuje nam telewizja, można połączyć obie te czynności, a można wsiąść na rower i pedałować od rana do zmroku. I tak też zrobił Roch. W okolicach godziny 1000 był już na rowerze. Pogoda strasznie dopisała, słońce grzało i dzięki temu słupek rtęci pokonał granicę +5° st.

Roch zrobił sobie małą rozgrzewkę jadąc ulicą na G i tam spotkał kilka osób. Jednak już nie cieszy się, tak jak kiedyś, na widok jednej z nich. Niezatrzymując się pomknął przed siebie, w bliżej nieznanym kierunku. Później kierunek wyprawy znacząco się wyklarował i przewidywał wypad na Dolomity.

W drodze na Dolomity spotkał Adasia i Marka, którzy właśnie wracali z Dolomitów. Gdy i Roch zakończył wizytę na Dolomitach udał się na Repty i Pniowiec. Z Pniowca wylądował ponownie na ulicy na G i wrócił do domu. Po uzupełnieniu płynów Roch wyruszył ponownie na rower.

Cel to ponownie Repty i Dolomity, ale inną trasą.

Kilometrów wyszło całe 60. Do 8500km brakuje jedynie 150km. Jakieś trzy dni jazdy.

Roch pozdrawia Ewę, Dawida i Sylwię spotkanych na ulicy na G. (kolejność prawie przypadkowa)

Zbędne kilogramy

Jak to jest, że wszystko co wchłaniamy gdzieś się odkłada. Taka światła myśl naszła Rocha, gdy wstał rano i spojrzał do lustra. Brzuch w kształcie jakby bardziej kolistym, w każdym razie znacząco uwydatnił się. Niektórzy twierdzą, że dobry koń powinien stać pod dachem, ale bez przesady.

Pora na zrzucanie zbędnych kilogramów. Oczywiście na rowerze. W okolicach 1000 zszedł na dół i rozpoczął rowerowanie. Pierwsze rozczarowanie (o proszę, jaki rym) nadeszło na zakręcie, który wziął i pokrył się lodem. Rower lekko uciekł w bok, ale sytuacja szybko została opanowana.

Celem były Dolomity. Przed samymi Dolomitami Roch spotkał Zbyszka (znanego również jako banan), z którym zamienił kilka słów.

Oooo cześć – Powiedział Roch.
Cześć, gonisz chłopaków? – Zapytał Zbyszek.
A co jeżdżą? – Zdziwił się Roch.
Tak, przecież dziś pierwszy dzień Świąt – Uświadomił Rocha Zbyszek.
Aaa no fakt. Dobra gonię ich. 3maj się – Powiedział Roch.
Cześć – Odpowiedział Zbyszek.

Roch postanowił, że poszuka chłopaków bo to zacna grupa, chociażby ekipa z Adventure i kilku(nastu) innych rowerzystów. Jednak poszukiwania nie udały się. I Roch samotnie pojeździł na Dolomitach. Z Dolomitów Roch pojechał na Repty i tam dokończył jeżdżenie.

W okolicach 30-ego kilometra zrodził się pomysł, aby udać się do domu, zjeść coś lekkiego i ponownie wybyć na rower. I tak też się stało. W między czasie Roch polansował się z Nosiem, który dostał przepustkę i jest w domu.

****

Drugie starcie rowerowe było krótsze niż pierwsze, ale udało się zrobić 20km, dzięki czemu ogólnie wyszło 50km. Roch pojechał ulicą na G w kierunku Pniowca i wrócił tą samą drogą.

Ogólnie już jest około 8300km i do 31 grudnia pewnie będzie 8500, bo na 9000km nie ma co liczyć (w tym sezonie).

I na tym koniec.

Roch pozdrawia Wszystkich.

Szukając Gwiazdki

Święta, nie Święta rowerowy trening należy odbyć. Dziś Roch pojechał na Repty, trzeci dzień z rzędu, ale dziś było wyjątkowo. Ludzi brak, wszyscy siedzą w domach i przygotowują się do ucztowania, ruch na drogach również znikomy. Jedynym minusem była temperatura, która nie chce osiągnąć znośnego stanu.

Roch zrobił 30km, a teraz unika jakichkolwiek obowiązków typu mieszanie czegoś, przynoszenie, wynoszenie. Zaszył się z laptopem w szafie i siedzi cichutko, aby nie zwrócić na siebie uwagi.

Tyle o rowerze, a teraz życzenia. Nie będą to oklepany i tandetne Wesołych Świąt, bo tym to już rzygać się chce. A więc zaczynamy:

Koyocie, Przyjacielu mój, oby wszystko co zaplanowałeś się spełniło, obyś uskuteczniał Prawdziwe Cross Country (TM) codziennie, oby 10 000km pękło (ba! 30 000km), oby dętki wytrzymały, a opony się nie starły. Zresztą gadaliśmy to wiemy 😉 Pozdrów Kasię i Krzysia.

Michale, Przyjacielu mój, żebyś więcej czasu znalazł na rower, spełnienia wszystkich planów i marzeń, sukcesów w pracy i poza nią. Ucałuj Dobrawę i nie blokuj biednego Rocha.

Nosiowi – oby w końcu się udało to, czego pragnie. Już my wiemy czego Ty pragniesz. Oby Twoja skóra stawała się coraz czarniejsza, obyś zawsze był taki jak jesteś, Bracie. I żebyś zaprzestał podhaczania Rochowi dziewczyn.

MEwkom, Agnieszkom, Ewelinom, Plackom i innym sukcesów w szkole, jak najdłuższych wakacji, zniesienia matury i zadań domowych, spełnienia marzeń i czego tam jeszcze chcecie.

Sylwii – miłości, którą już chyba znalazła, spełnienia marzeń, obyś dalej była taka szalona jak jesteś teraz.

Wszystkim, których Roch zna spełnienia tego co sobie wymarzyliście.

Na koniec został Jacek. Czego można życzyć Jackowi? Spełnienia marzeń? Póki co sam sobie je spełnia. Szczęścia w miłości? Już przestał w to wierzyć. Zdrowia? Kolana i tak nowego nie dostanie. Pieniędzy? Być może.

No więc Jacku drogi, obyś skończył studia, a reszta sama się ułoży.