czwartek, 31 grudnia 2009

Żegnaj stary roku

No i jest – 365 dzień roku powoli dogorywa, a wraz z nim kończy się kolejny rok, który dla każdego był inny. Wszyscy go podsumowują, próbują sklasyfikować jako lepszy lub gorszy od poprzedniego, snują plany na następny rok, a przede wszystkim składają sobie życzenia. I od tego też Roch zacznie.

Wszystkim – bez wyjątku – wszystkiego, co najlepsze, obrzydliwego bogactwa, niekończącej się radości z życia, nieznikającego z twarzy uśmiechu, niegasnącego ciepła, nieskończonej cierpliwości, niewyobrażalnej pogody ducha, nieskrywanego zadowolenia z siebie i z innych. I oby ten nadchodzący Nowy Rok nie był w niczym gorszy od staruszka, który powoli już się kończy.

Jako się rzekło na wstępie i Roch szarpnie się na podsumowanie go, co udało mu się osiągnąć, a i tego co przeszło mu koło nosa, najczęściej z jego winy. Najważniejsze to oczywiście studia, a właściwie ich pomyślny koniec dzięki czemu Roch może nazywać się panem informatykiem. Potem nastała era elektroniki i fotografii, przez co Roch skutecznie zagospodarował sobie czas i tak mu zeszło, aż do grudnia.

W życiu osobistym, które Roch skutecznie oddzielił od życia “blogowego” było nienajgorzej; nowa znajomość z Lotniczym Guru kwitnie i coraz więcej ich łączy; starzy Przyjaciele również nie zawiedli dzięki czemu Roch miło spędzał czas, grzebiąc i lutując wspólnie z Koyocikiem. Ładniejsza połowa Rocha jeszcze gdzieś hasa, ale może w końcu i to uda się pozytywnie załatwić. Ogólnie jest i było dobrze, na szczęście są ludzie, którzy potrafią wytrzymać z Rochem, za co on serdecznie im dziękuje.

No i pora na największą porażkę Rocha, czyli rower, a właściwie to kilometry, których było tyle co kot napłakał. Oficjalna teoria jest taka, że w 2008 roku Roch przesadził z rowerem i zwyczajnie się najeździł na rok do przodu, ale bardziej prawdziwa teoria brzmi: “Rochowi się nie chciało”, co było skutkiem tego, że nie miał z kim uskuteczniać codziennych wypadów, a sam jakoś nie potrafił się zmobilizować do wysiłku większego niż 20km dziennie, a i to było sukcesem. W związku z tym wszystkim cyferki nie są szokujące, ale też Roch nie osiadł całkiem na laurach, choć jeszcze jeden miesiąc i kto wie, może Roch stwierdziłby, że to już definitywny kres jego rowerowych możliwości.


Wczoraj udało się Rochowi wprowadzić w życie jedną z niewielu mądrości jakie z siebie kiedykolwiek wydalił, a brzmi ona tak: “to co stare powinno zostać w starym roku, a wraz nowym rokiem powinno przyjść nowe” i tego Roch się trzyma, więc jak ktoś pożyczył od Rocha “stówę” to nie musi jej oddawać. Wszystko, co jest stare powinno zostać za nami, a Nowy Rok powinien przynieść tylko nowe.

I tego sobie i Wam Czcigodni życzę. Dzięki za kolejny wspólnie spędzony rok.

Roch pozdrawia Czytelników (a i ja się do tego przyłączam).

środa, 30 grudnia 2009

Nagły atak epoki lodowcowej

Wydarzenia dnia wczorajszego spowodowały, że Roch nie miał czasu na sklecenie kilku, mniej lub bardziej, składnych zdań. Najważniejszym wydarzeniem była ponowna wizyta na lotnisku, bo trzeba było przywieźć obieżyświatów z ich wojaży po Świecie. Według tablicy przylotów, lot W06 112 miał się skończyć szczęśliwym lądowaniem o 1700. Po chwili jednak okazało się, że ma już 40 minut poślizgu i nie było sensu wybierać się na lotnisko jak jeszcze nie było lądowania.

Roch uruchomił radar, na którym widać latające nad Polską samoloty i sprawdzał, gdzie aktualnie znajduje się maszyna i czy już ląduje, czy jeszcze nie. W końcu zniknęła z radaru, co oznaczało, że albo wylądowała, albo się rozbiła. Tak, czy inaczej można było jechać. A na drogach lodowisko, bo drogowcy nie spodziewali się, że wieczorem może nastać epoka lodowcowa i samochody zaczną niespodziewanie gubić kierunek jazdy. W końcu udało się jakoś dojechać, a i wrócić.

Po powrocie Roch nie miał już siły na nic, sprawdził tylko pocztę i poszedł spać. A dziś nic się nie działo, w końcu nudny dzień, w którym nic się nie działo, poza tym, że padał śnieg i zrobiło się trochę zimniej. Jednak już jest z górki, kilka miesięcy i można będzie inaugurować sezon rowerowy, a i lotniczo-pociągowy.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Pogodowe psikusy

Święta A.D 2009 można uznać za dokonane; prezenty rozdane, życzenia złożone, potrawy zjedzone, czyli wszystko zgodnie z tradycją. Jednak w tej beczce miodu znalazła się łyżka dziegciu, którą był brak śniegu. Wszyscy przyzwyczaili się do białych Świąt, ze śniegiem i mrozem, a tu szaro i ciepło, a miejscami nawet bardzo ciepło. Za to po Świętach pojawiły się pierwsze opady śniegu połączonego z deszczem, bo temperatura wciąż powyżej zera, choć już coraz mniej.

Roch zaplanował wizytę w zaprzyjaźnionym Adventure żeby umówić się na wizytę, bo rower wymaga kilku napraw, trzeba mu zaaplikować przegląd no i – co najważniejsze – trzeba wymienić olej w Bomberku. Na miejscu okazało się, że wszystkie części, które Roch, ewentualnie, mógłby potrzebować są na miejscu i nie trzeba będzie na nic czekać. Znając jednak swój rower Roch wie, że będzie czekał na przednie zębatki, bo one nie są “towarem pierwszej potrzeby”.

Teraz pozostaje tylko rozkręcić rower, umyć go i zaciągnąć na zaplecze sklepu, gdzie zostanie przeprowadzona operacja “rower 2010”, bo trzeba nadrobić tegoroczne zaległości w kilometrach. Roch, oczywiście, na bieżąco będzie informował o postępach w akcji “rower 2010”.

Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 26 grudnia 2009

Trochę ruchu, trochę zdjęć

W końcu Roch oderwał się od stołu i wyszedł na zewnątrz; pogoda ponownie dopisała, pachniało wiosną i taka też była temperatura. Roch, z plecakiem na plecach, i towarzystwem u boku wybrał się na pociągi. Po drodze wypadało jeszcze zahaczyć o pobliskie lodowisko, na którym ludzie walczyli z grawitacją. Kilka upadków Roch uwiecznił, ale i tak te najefektywniejsze przeszły Rochowi obok nosa.

Później poszli na stacje z nadzieją, że coś pojedzie i prawie pojechało. Zatrzymało się pod semaforem, postało i wróciło, czyli manewry szły pełną parą, choć lokomotywa w pełni elektryczna. Niestety, Święta spowodowały to, że innych pociągów było jak na lekarstwo i na prawdziwe polowanie trzeba będzie się wybrać już po Świętach.

Jeszcze chwila wypatrywania, czy coś z oddali nie nadjeżdża i powrót na lodowisko, a  stamtąd prosto do domu, bo już zaczynało robić się zimno i ciemno. Jednak warto było ruszyć się sprzed stołu, bo taka wycieczka ożywiła Rocha i spowodowała, że minione już Święta nie były z cyklu tych siedzących.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 25 grudnia 2009

To za dużo, nawet jak dla Rocha

Gdyby na nowo pisać definicję Świąt brzmiała by ona mniej więcej: Święta służą bezkarnemu obżarstwu połączonemu z permanentnym brakiem ruchu. Tak też jest w przypadku Rocha, który przez cały dzień nie rusza się, a pogoda aż prosi żeby zabrać aparat na jakąś wycieczkę. O ile z obżarstwem Roch sobie poradził, bo każdą propozycję ucinał krótkim i stanowczym “nie”, o tyle z rekreacją nie było już tak różowo.

Jednak jutro Roch planuje śmiały wypad na stację, może jakaś świąteczna lokomotywa się trafi, a jeśli nie to i tak warto iść i spalać świąteczne kalorie. Całe szczęście ten okres roku nie trwa wiecznie i niedługo Roch nie będzie pamiętał o tym wszystkim, a jedyny ślad po Świętach A.D 2009 pozostanie na Rochowym blogu.

Tak więc do jutra i oby pogoda dopisała tak jak dziś. Wtedy jakieś zdjęcia na pewno powstaną.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 24 grudnia 2009

Niebanalnych Świąt!

W ferworze świątecznej walki Roch śpieszy złożyć wszystkim Czcigodnym Czytelnikom najlepsze i najszczersze życzenia wesołych, rodzinnych, pogodnych i udanych Świąt, oby Wam się dobrze wiodło, Internet ciągle przyśpieszał, a pingi malały. Również, a może w szczególności, wszystkim jeżdżącym na rowerach Roch życzy nieskończonego łańcucha, pancernych dętek, równych dróg i jak najmniejszej ilości korzeni, które potrafią niespodziewanie wyrosnąć tuż pod kołem, a także bezpiecznych wycieczek rowerowych.

Tym, którzy miast rowerowej kierownicy trzymają w ręku aparat fotograficzny Roch życzy, aby zdjęcia nie były prześwietlone, nieustannie dobrego światła, wytrzymałych migawek i niekończącej się pamięci, a przede wszystkim wielu okazji do udanych i celnych pstryknięć.

Na teraz tyle, ale można się spodziewać wieczornej notki.

Wesołych Świąt!

środa, 23 grudnia 2009

Drzewko zwane choinką

- “Choinkę trzeba ubrać” – Wydobyło się z kuchennych czeluści.

Jednak Roch udał, że nie słyszy tego złowieszczego zdania, ale w końcu został postawiony pod murem i chcąc nie chcąc musiał zabrać się za robotę, a tej trochę było. Najpierw pozbycie się zbędnych gałązek, potem przycięcie, a w końcu wykopanie zgrabnej dziury w doniczce i zamocowanie krzaka w miejscu do tego przeznaczonym. Z każdym pociągnięciem siekierką Roch drżał o swoje członki, które w każdej chwili mogły paść ofiarą ułańskiej fantazji Rocha.

Na szczęście Roch nic sobie nie obciął; pozostała jeszcze kontrola poziomu i pionu i można było wieszać to, co znajdowało się dookoła Rocha, czyli bombki, grzybki, bałwanki, które wiekowo są równe z Rochem, jakieś łańcuchy, korale i wszystko co nawinęło mu się pod rękę. Po godzinie Roch usiadł i powiedział, że ma dość, bo ubieranie choinki, choć odbywa się tylko raz w roku, jest bardzo męczące. Z rozebraniem będzie łatwiej, ale to jak w życiu – rozebrać jest zawsze łatwiej niż ubrać.

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 22 grudnia 2009

Jak się stąd wydostać?

Brak orientacji w terenie dał się Rochowi we znaki; jako dobry i uczynny sąsiad obiecał innym sąsiadom, że zawiezie ich na lotnisko, bo mają zamiar spędzić Święta z córką, która wyemigrowała z kraju. Roch, korzystając z okazji, załatwił swoją prywatę, bo zabrał aparat licząc na to, że coś “sfoci”. Droga szybko minęła, nie to co rowerem i przez las.

Na miejscu Roch pobrał bilecik i podjechał pod budynek z napisem “Terminal A”, wyładował bagaże, pożegnał się życząc udanego startu i jeszcze bardziej udanego lądowania; postanowił też, że weźmie aparat i pójdzie na taras. Pech chciał, że nic fajnego nie stało, a jego “Guru lotniczy” mówił, żeby “Wizzów nie focić”. Roch zapakował się z powrotem do samochodu i rozpoczął próbę wyjechania z przepastnego parkingu, przy którym te hipermarketowe to pikuś.

- “Hmm, może tutaj.. Nie.. Zakaz wjazdu.. Ale tam coś jest..” – Duma Roch, kręcąc się jak bąk w kwiatku.

W końcu udało się zlokalizować bramki i mógł spokojnie wyjechać z lotniska. Nie ma się co dziwić, Roch na lotnisku bywa “od tyłu”, a tam tylko płot i pola, więc nie ma problemu z wyjechaniem. Teraz już nie będzie i tego problemu, a w planach jest kolejna wizyta, tym razem z “Guru lotniczym”, który ma do Rocha sporo cierpliwości i cały czas coś podpowiada, doradza.

Wycieczka udana, choć jest lekki niedosyt, bo Roch wrócił z pustą kartą.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Życie bez Sieci

Przy okazji ponadprzeciętnych mrozów padła Rochowi sieć. Od wczoraj kabel doprowadzający życie do Rochowego komputera był jakiś taki zwiotczały i bez życia. Normalnie płynęły w nim miliardy bitów, tętni zero-jedynkowe życie, a od wczoraj wszystko jakby zamarło. Życie bez Internetu jest jakby nudniejsze, ale nie niemożliwe. Roch skutecznie zorganizował sobie czas z dala od komputera.

Słupek rtęci od rana piął się w górę, aż finalnie wskazał zero, czyli o 15° więcej niż wczoraj, co Rocha niezmiernie cieszy, bo skończy się obawa o to, że Roch wyjdzie i nie odpali samochodu, albo coś w nim pęknie. Poza tym Roch czuł się jakby było lato, bo różnica temperatur jest kolosalna.

Na zakończenie trzeba wspomnieć o tym, że od dzisiaj dnia przybywa! Tak, dzień robi się coraz dłuższy choć póki co jest to bardziej efekt psychologiczny niż realne wydłużenie dnia, ale zawsze coś. Teraz będzie z górki i już niedługo Roch będzie pedałował na rowerze lub robił zdjęcia.

Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 19 grudnia 2009

Przykleić język do klamki. Bezcenne.

W ramach zabijania zimowej nudy Roch obserwował termometr, który ani myślał ruszyć się z poziomu -10°C; po chwili wpatrywania się w niebieski słupek i to Rochowi się znudziło. Ptaków w karmniku też nie było, pewnie im też było zimno i nie chciało się latać po jedzenie. W końcu Roch otworzył okno i zaczął robić własny śnieg. Posłużył mu do tego celu spryskiwacz (czy jak tam to się zwie) do kwiatków. Po chwili generowania śniegu Roch stwierdził, że ręka już jest zamarznięta, bo śnieg miast padać osadzał się na przedramieniu.

Chcąc iść na całość Roch przyłożył czubek języka do metalowej części po czym stwierdził, że przymarzł do niej i teraz ma problem. Jednak po chwili język był wolny, a Roch szczęśliwy, bo przypomniały mu się czasy dzieciństwa, gdzie oprócz lizania różnych rzeczy, jadł śnieg (tą białą część), jeździł na sankach i miał w głębokim poważaniu wszystko, co nie przynosiło mu radochy.

Ot i tak – w prosty, acz niebezpieczny sposób – Roch zafundował sobie odrobinę rozrywki w te mroźne dni. Jednak już pojawiają się jakieś konkurencyjne niże, wyże i inne izobary, które skutecznie podniosą słupek rtęci w okolice zera (ci odważniejsi wieszczą nawet okolice plus dziesiątki) i powróci normalność, czyli ciepło, ciepło i jeszcze raz ciepło.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 18 grudnia 2009

Minus szesnaście

Zima dała o sobie znać i to przez krakanie Rocha, który pozwolił sobie drwić z tego, że zimy w tym roku nie będzie. Teraz tego żałuje i to bardzo, bo termometr wskazuje -16°C, a to nie wróży nic dobrego. W dodatku słońce zachodziło “na czerwono”, czyli lepiej nie będzie. Tak niska temperatura powodowała u Rocha permanentny strach przed jakimkolwiek wyjściem z domu, a wyjść trzeba było.

Po powrocie do domu gorąca herbata, ale bez “prundu”, bo jeszcze trzeba było wyjść. Jednak Roch uzbroił się w Buffa, który latem służył mu jako bandanka, zakładana pod kask. Uniwersalność tego wynalazku spowodowała, że zimą Roch będzie jej używał jako szalika, którego nigdy nie miał, ale taka temperatura chyba zweryfikuje fakt nieposiadania przez Rocha szalika.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 17 grudnia 2009

Świątecznych porządków moc

Rok można podzielić na dwa okresy; okres porządków wiosennych i okres porządków świątecznych. Roch – poza tym, że nie lubi poniedziałku – żyje od okresu do okresu. Akurat dziś nastał okres porządków świątecznych, a wszystko zaczęło się od sakramentalnego:

- “Rochu, porządek już zrobiłeś?” – Padło trudne pytanie.

Odpowiedź była oczywista na tyle, że Roch ją przemilczał. Twórczy nieład panuje u Rocha niezależnie od pory roku i okresu, który akurat Roch przechodzi. Tak więc na środku leży rower, a właściwie to, co z niego zostało, w kącie koła, biurko można zlokalizować tylko po komputerze, bo akurat na niego musiało znaleźć się miejsce. Patrząc na to wszystko Roch stwierdził, że dość i trzeba tę stajnie Augiasza, a właściwie Rocha, uporządkować.

- “Backup.. backup.. backup.. zdjęcia.. backup.. dokumenty.. backup” – Mruczał Roch przeglądając płyty, które były wszędzie.

W sumie backupów były dwa worki; to efekt pedantycznej wręcz dbałości o Rochowe dane zapisane w postaci cyfrowej. Niektóre osoby spędzają niedzielę w rodzinnym gronie, a Roch robi kopie zapasowe. I tak od 2007 roku, bo taka znalazła się najstarsza płyta.

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 16 grudnia 2009

Miękki, biały puch

W końcu spadł owoc zbliżenia pary wodnej i niższej temperatury, czyli śnieg. To dziecko procesu zwanego resublimacją pokryło wszystko co mogło, łącznie z nowo wybudowanym i zamocowanym karmnikiem, który Roch budował co najmniej tyle, ile zajmuje wybudowanie dwupoziomowej, okazałej willi, ale liczy się efekt końcowy, a ten jest w miarę sympatyczny.

Z okazji opadu śniegu i spadku temperatury Rochowi padł akumulator w samochodzie, co zresztą nie jest dziwne, bo średnio co dwa lata Roch budzi się z ręką w nocniku, a właściwie w śniegu. Wstępne naładowanie pokaże, czy to chwilowy grymas, czy definitywny kres życia akumulatora. Cytując lekarzy to “najbliższe 24 godziny będą decydujące”. O ile rano wszystko zażre będzie można mówić chwilowej niedyspozycji, w przeciwnym wypadku Megi dostanie pod choinkę nowy akumulator.

Poza przygodami motoryzacyjnymi są też przygody poślizgowe, bo pod puszystym i skrzypiącym śniegiem kryją się lodowe niespodzianki, które mogą przypominać, że grawitacja jednak działa i to, co pionu nie trzyma przyjmuje pozycję horyzontalną, która w większości przypadków boli, oj boli. Jeśli do weekendu śnieg nie przestanie padać, to wypad w Dolomity będzie całkiem możliwy. Mowa oczywiście o tych Dolomitach lokalnych, a nie tych globalnych, w których burżuazja lansuje się ze swoimi węglowymi kijkami i kosmicznymi butami narciarskimi.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 14 grudnia 2009

Pracowity poniedziałek

Roch, znany z tego, że nie lubi poniedziałku musiał wstać wcześnie, bo był umówiony na poranne spotkanie i nie wypadało się spóźnić. Poniedziałek jednak sprawił, że Roch spóźnił się, ale tylko trochę i można było zwalić winę na złe warunki pogodowe, bo przy -4°C ciężko się chodzi. W końcu doszedł w umówione miejsce i po godzinie był w domu. Przyniósł metolową obudowę, którą trzeba przystosować do robota, ale podstawa konstrukcji już jest. Reszta napędu też się znalazła i można przystąpić do próby złożenia tego w jakąś składną konstrukcję.

Jako, że zima zaatakowała przyszła pora żeby uszczęśliwić ptactwo i w końcu założyć karmnik, który Roch kiedyś zbił z kilku desek. Premiera nowego domku dla ptaków odbyła się z pompą, a chwilę po przecięciu wstęgi zawitali pierwsi mali goście. Pozostaje tylko czekać z aparatem przy oknie i pstrykać co ciekawsze ptaszki.

I tym mało rowerowym wpisem Roch uważa poniedziałek za dokonany.

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 13 grudnia 2009

Pomysłem znienacka zaatakowany

Siedzi Roch przy komputerze, ze słuchawek wydobywa się kolejny kawałek grupy Molotov, w głowie pustka, kolejny raz CARGO zagrało na Rochowym nosie, czyli niedziela dokonuje się w pełni. Roch przegląda Sieć w poszukiwaniu jakiejś wyjątkowej strony, na której można by zawiesić oko, ale wszystko jakieś takie nudne. Fora w ostatnim czasie też Rochowi się przejadły, a te komputerowe to już dno kompletne.

- “Niedziela, psia mać” – Pomyślał Roch.
- “Jeszcze myszka wysiadła” – Dokończył myśl po czym walną gryzonia w grzbiet, bo i jemu niedziela się udzieliła.

Nagle Roch doznał olśnienia i nie był to skutek zwarcia, ale pomysł. Tak, Rocha nawiedził znienacka pomysł, który został natychmiast uwieczniony na papierze, bo pamięć Rocha przypomina kolejkę FIFO, czyli pierwszy pomysł wszedł i pierwszy wyszedł. Pomysł dotyczy robota, a dokładnie robota zrobionego z [fanfary, oczekiwanie, niepewność] części rowerowych. Tak, w kartonach Roch zgromadził pokaźną ilość starych gratów, z którymi nie ma co zrobić i z nich poskłada robota, a właściwie układ jezdny i większość mechaniki.

Od jutra Roch zabiera się do roboty, póki pomysł jest świeży i Roch ma zapał do roboty. Rowerowy Robot Rocha (w skrócie RRR) to jest to czego Roch potrzebował. A i blog będzie jeszcze bardziej rowerowy, bo brak prawdziwych wypadów Roch nadrobi wypadami z Rowerowym Robotem Rocha, czyli RRR.

Roch, i jego RRR, pozdrawiają Czytelników.

sobota, 12 grudnia 2009

I jest! Zima nadchodzi

Wszyscy Ci, którzy myśleli, że Święta będą szare, mgliste i nijakie dziś przekonali się, że wcale tak być nie musi. Roch przekonał się o tym, że zima nadchodzi, w dość bolesny sposób. Jak co sobota trzeba było założyć czapkę szofera i rozpocząć wojaże po mieście. A to apteka, a to jakieś warzywniaki, a to jakiś market, etc. Z wrodzonym obrzydzeniem Roch spogląda na coraz dłuższe kolejki i coraz większe chamstwo tych, którzy te kolejki generują.

Jednak za nim wjechał z parkingu musiał pozbyć się lodu z szyb. Tradycjonalista Roch ma w schowku skrobaczkę i nią rozpoczął walkę z lodem. Lód nie chciał się poddać, a więc Roch wbił mu nóż w plecy, czyli włączył ogrzewanie i zaczął pokonywać lód “od tyłu”. Nie zmieniło to faktu, że przyzwyczajone do ciepła dłonie zaczerwieniły się niczym u Wokulskiego i odmówiły posłuszeństwa. Trzeba zacząć wozić, oprócz łopaty, jeszcze rękawiczki.

Po powrocie Roch zaległ na łóżku i rozpoczął zaległą lekturę Elektroniki dla Wszystkich, czyli leniwa sobota, ale coraz bardziej biała, a to oznacza, że może niedługo Roch wybierze się w zaśnieżone Dolomity i pochwali się białymi zdjęciami, a kto wie, może jakąś panoramą nawet.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 11 grudnia 2009

Pierwsze ptaki wiosny nie czynią

Z powodu deszczu karmnik Rocha czeka na lepsze czasy, czyli takie bardziej zimowe, a przynajmniej mniej deszczowe. Jednak ptaki o Rochu nie zapomniały i już zaczęły się dopominać o swoje. Póki co w prowizorycznej podstawce, ale i tak nie trzeba ich prosić żeby przyszły. Z tego właśnie powodu Roch stał z aparatem i czekał, aż któryś przyjdzie.

I oto co powstało:

Dziś było bardzo krótko, ale czasem obraz mówi więcej.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 10 grudnia 2009

Prośby zostały wysłuchane

Wczorajsze utyskiwania Rocha dotyczące nocy za dnia dotarły tam, gdzie dotrzeć miały i dziś było normalnie. Normalnie, czyli szybka pobudka, o rozsądnej godzinie i rozpoczęcie kolejnego nudnego dnia. Widoczność poprawiła się znacznie, co Rocha ucieszyło, bo mógł zobaczyć co dzieje się nie tylko na końcu balkonu, ale także dalej, w szerokim Świecie. Jednak, jak to w przyrodzie, bilans plusów i minusów musiał się zgadzać, a więc w zamian za widoczność temperatura spadła już w okolice zera, co może oznaczać rychły spadek śniegu.

Z dwojga złego lepiej żeby spadł śnieg; będzie można jakiegoś bałwan ulepić, pojeździć na sankach albo iść gdzieś w knieje śniegiem zasypane, aby strzelić kilka zimowych zdjęć. Poza tymi plusami będą oczywiste minusy, czyli tony ubrań wiszące na Rochu, wygrzebywanie samochodu spod śniegu i niespodziewane utraty pionu, a tym samym bolesne spotkania z poziomem.

Jeśli chodzi o sprawy rowerowe, wbrew pozorom to nadal blog rowerowy, to wszystko idzie w (bardzo) dobrym kierunku. Zapasy sklepowe są, zapasy finansowe są (ostatnio Roch wymienił słoik na większy), a więc wszystko wskazuje na to, że do wiosny rower będzie jak ta lala malowana lala i będzie można jeździć, oby tylko więcej niż w tym Roku. Jeszcze tylko list do Gwiazdki z prośbą o jakiegoś rowerowego towarzysza, a jeszcze lepiej towarzyszkę, bo samemu tak nudno pedałować, a w grupie – wiadomo – raźniej i weselej.

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 9 grudnia 2009

Noc polarna

Zjawisko znane w okolicach koła podbiegunowego zawitało w okolice ponurego blokowiska, na którym przyszło Rochowi mieszkać i żyć. Początkowo Roch zerwał się o swojej normalnej porze, czyli w okolicach godziny 800 i stwierdził, że to środek nocy, a w nocy to Roch śpi, a snuje się po pustym pokoju w poszukiwaniu jakiegoś zajęcia. Jak pomyślał tak zrobił. Po jakimś czasie Roch czuje rękę na głowie i wcale nie był to dotyk anioła.


– “Żyjesz synu?” – Ktoś zadał trudne pytanie.
– “Żyję, która godzina?” – Zapytał nieświadomy tego, co za chwile usłyszy.
– “Dochodzi 1100 – Usłyszał Roch.
– “Co?!” – Zdziwił się Roch.

W taki oto sposób naturalny zegar biologiczny zastał skutecznie zakłócony przez mgłę, która symulowała noc polarną. Brakowało tylko pingwinów, żeby Roch uwierzył w to, że znajduje się gdzieś na kole podbiegunowym. Później było tylko gorzej, a przynajmniej nie lepiej, bo taka smętna pogoda powodowała tylko senność, która skutecznie przykuła Rocha do łóżka. Teraz znowu jest ciemno, bo jest noc, ale taka prawdziwa, z księżycem i gwiazdami, których nie widać, a które nie mają zwyczaju tańczyć.

Jeśli jutro będzie tak jak dziś, to Roch zatrzymuje Świat i wysiada. Nie jego cyrk i nie jego małpy.

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 8 grudnia 2009

Wszyscy o nim mówią, a nikt go nie widział

Pogodynki z różnych stacji telewizyjnych od jakiegoś czasu wspominają o zimie. Wróżą i wróżą, a ich wróżby nie chcą się spełnić. Dziś też miał spaść śnieg, a nie spadł. Pojawiła się za to mgła, czyli pionowy substytut śniegu, który też jest biały, ale nie leży tylko wisi. Wisi i ogranicza widoczność, a dodatkowo powoduje u Rocha myśli o założeniu melonika i pozdrawianiu innych, typowo angielskim “how are You”. Oprócz tego Roch próbuje pchnąć sprawę robota na właściwe tory, ale o tym jak już się wszystko głodko potoczy.

Poza wczorajszym wypadem na lotnisko to Roch z domu się nie rusza. Można by wyskoczyć na stację, jakieś lokomotywy zobaczyć, ale co chwilę pada deszcz i trzeba weryfikować plany. Lepiej jakby ten śnieg już spadł, przynajmniej Roch miałby zapewnioną codzienną dawkę ruchu, bo auto spod śniegu samo się nie wykopie. A tak, łopata w bagażniku pokonuje z Rochem kolejne kilometry, a śniegu ni widu, ni słychu.

Wyszło smętnie, ale taka pogoda.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Niespodziewanie dużo szczęścia

Zaszła potrzeba rozruszania Megi; stała biedaczka nieruchomo od zeszłej środy i były spore szanse, że akumulator się rozładuje, a przynajmniej jego sprawność znacznie spadnie. Problem był z określeniem punktu docelowego, do którego Roch mógłby pojechać, a takie bezproduktywne kręcenie się w miejscu do niczego nie prowadzi. W końcu Roch wymyślił, że połączy przyjemne z pożytecznym i pojedzie na lotnisko. Dystans też słuszny, bo w jedną stronę okrągłe dwadzieścia kilometrów.

Problemem mogła się okazać pogoda, bo chwilę temu padał deszcz i zanosiło się na powtórkę. Jednak Roch podjął ryzyko i wybrał się w kierunku Pyrzowic. Na tylnej kanapie dumnie prężył się plecak, a w nim aparat, który mógł się przydać. Na miejscu okazało się, że coś stoi pod terminalem. Jednak słaba widoczność nie pozwalała stwierdzić, czy to coś ma zamiar dokonać startu. Po kolejnej chwili było widać, jak kołuje na pas, a po następnej chwili było widać cały samolot, jak wzbijał się w powietrze.

Roch pstryknął parę zdjęć i wrócił do domu. I tak, prawdopodobnie ostatni raz w tym roku, Roch pojawił się pod płotem na lotnisku. Szczęśliwie coś startowało i Roch nie wrócił ze zdjęciami, choć pogoda nie zachwyciła i nie ma co wrzucić na Piakasę.

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 6 grudnia 2009

A co Ty co dostałeś od Świętego Mikołaja?!

Nadszedł ten długo oczekiwany przez wszystkie dzieciaki dzień, w którym sympatyczny gość w czerwonym stroju rozdaje prezenty grzecznym i rózgi niegrzecznym dzieciom. Roch zestawił wszystkie dobre uczynki z tymi złymi i okazało się, że był pod kreską i to grubą kreską. W związku z tym czekał na rózgę od Świętego. Na tę okazję nauczył się nawet wierszyka, ale szybko go zapomniał.

Jednak Mikołaj nie zapomniał o Rochu; dostał symbolicznego cukierka, z czego się wielce ucieszył, bo prezent leży w plecaku, a teraz Roch klepie biedę, ale już nie długo. Nowy Rok, nowe otwarcie i nowe plany, ale o tym Roch dopiero napisze jak nadejdzie stosowny do tego czas. Na zakończenie Mikołaj, który dał Rochowi cukierka:


Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 5 grudnia 2009

Mglisto się zrobiło

Mgła na dobre zadomowiła się w okolicy, w której Roch zwykł przebywać. Czym wyżej wspinała się wskazówka zegara, tym mgła coraz mocniej atakowała. W końcu okazało się, że sąsiedniego bloku już prawie nie widać. Poza tym robiło się ciepło, co dodatkowo sprzyjało parowaniu, wilgotnieniu i innym zjawiskom, które przyczyniały się do powstania mgły.

Wieczorem mgła opadła, ale cóż z tego skoro mgłę zastąpił księżyc. Jesień i zima do zdecydowanie najbardziej smętne pory w całym roku. Nie dość, że rano jest szaro i zimno, to jeszcze o 1600 robi się ciemno i zimno. Wszelkie plany trzeba upychać w dwie – góra trzy – godziny, bo potem robi się ciemno i czas otarcia migawki drastycznie wzrasta i obraz zaczyna się rozmazywać pomimo włączonego VR.

Może jutro uda się wyskoczyć z aparatem gdzieś w pola, albo – co byłoby dużo lepszym rozwiązaniem – na lotnisko ustrzelić w końcu mityczne CARGO.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 4 grudnia 2009

Pierwsze zakupy rowerowe

Grudzień się zaczął i nadeszła pora, aby pomyśleć o rowerze i zakupach rowerowych. Na pierwszy ogień idzie napęd, bo on najbardziej niedomaga, potem trzeba będzie zakupić linki, pancerze i pomniejsze elementy, które przez około 15 tyś kilometrów wiernie służyły Rochowi i nigdy go nie zawiodły. Ceny już mniej więcej są znane i wiadomo ile taka przyjemność może Rocha kosztować.

Poza zakupowymi planami Roch śledzi pogodę, bo weekend się zbliża trzeba by popełnić jakieś zdjęcia, a do tego potrzebna jest pogoda i w miarę wysoka temperatura, o ile taka jest możliwa w grudniu. Jak się uda to Roch wyskoczy na stację strzelić jakąś lokomotywę. O, i tak jakoś smętnie i nudnie wyszło.

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 2 grudnia 2009

I znowu rok spokoju

Nadszedł ten dzień, w którym elektroniczny kalendarz rozbrzmiał ochoczo fanfarami, zaczerwienił się i oznajmił, że dziś trzeba jechać z samochodem na przegląd. Nie było innego wyjścia, Roch ubrał się, zszedł na dół, wymienił żarówkę, którą wymieniał kilka tygodni i pojechał do stacji diagnostycznej. Tam miły pan popadł w zachwyt nad Rocha samochodem.

- “Jaki zadbany samochód” – Słodził Rochowi.
- “W końcu to dama, musi być zadbana” – Odpowiedział Roch.

Jednak okazało się, że nie do końca jest tak cudownie, bo Roch w końcu dowiedział się co uszkodził, gdy kilka miesięcy temu wpadł w dziurę. Cóż, polskie drogi są jakie są i tak też stwierdził technik, podbijając dowód rejestracyjny na kolejny rok. Później tylko szybka wizyta u mechanika, wymiana urwanego sworznia i Megi już całkiem jest cacy.

Jeśli chodzi sprawę robota, to zostało wysłane zlecenie do firmy, która zrobi Rochowi płytkę, bo jego proces technologiczny nie ogarnia tak skomplikowanych układów i trzeba było szukać pomocnej ręki. Firma z Katowic okazała się tania i solidna, a przynajmniej tak piszą o niej Internauci. Jak płytki będą gotowe to i Roch dorzuci swoje trzy grosze.

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 1 grudnia 2009

Sknera

Kompletowanie elementów, składających się na robota, Roch rozpoczął od rekonesansu cenowego, bo aktualnie jest on w dołku finansowym i z gotówką bywa krucho. Chcąc iść na łatwiznę Roch podjechał do ukrytego w bramie sklepu elektronicznego żeby zapytać ile go ta zabawa szarpnie. Po sprawdzeniu w sklepowym komputerze wyszło, że z jeden scalak około 11 zł, a to pomnożone przez dwa daje oszałamiające 22 zł, a na to Roch nie może sobie pozwolić. Odszedł z pustymi rękami, ale z to z “pełnym” portfelem. Szoping, jakkolwiek rozumiany, jest pod pełną kontrolą Rocha.

Pogoda zdecydowanie się pogorszyła, zaczął padać deszcz, zrobiło się szaro i buro. Wypad na dworzec, albo na lotnisko zostaje odroczony, może weekend coś wyjaśni w kwestii jakiegoś wypadu, ale póki co prognozy nie są zachwycające. Pozostaje siedzieć w domu i coś tam grzebać, choć ileż można wdychać opary cyny. Rower stoi jak stał, od czasu do czasu Roch odkurzy go, żeby jeszcze można było go odnaleźć.

W statystykach czerwono i nie warto tam nawet zaglądać. Cały miesiąc to jedno wielkie zero, w dodatku czerwone. Jedynie z kronikarskiego obowiązku Roch o nich wspomina, bo jak zaczął w styczniu, tak trzeba w grudniu skończyć, a od nowego roku trzeba będzie zweryfikować swoje noworoczne postanowienia. Gdyby ktoś odczuwał nieodpartą chęć pobrania PDF to można to uczynić tutaj: Listopad 2009.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 30 listopada 2009

Na początku był gotowiec

W ramach odkurzania i wietrzenia szafek z gratami Roch natknął się na trochę zapomniany układ elektroniczny, który spłodził był dla Koyocika dawno temu, a celem tego było obeznanie się z lutownicą, a przede wszystkim pretekst do spotkania. Niestety nie jest to, już mityczny, termometr, który Roch produkuje circa od czerwca tego roku, ale i on zostanie zrobiony, co Roch uroczyście obiecuje pod groźbą przeciągnięcia pod kilem.

Chodzi o układ zwany Arduino, a będący przyczynkiem do prawdziwego, jeżdżącego i grającego robota, który na nowo odżył w Rochu. Mając płytkę w ręce stwierdził, że teraz tylko jakieś koła, jakaś obudowa i można próbować zmusić oporną materię do jakiegoś, choć najmniejszego, ruchu. Później będzie z górki, coraz ładniejsza obudowa, może inna platforma, a kto wie – może Roch zacznie konstruować całą platformę od zera.

Jutro pozostaje kupić parę gratów i można będzie sprawdzić, czy jeden silnik zareaguje pozytywnie, czy stwierdzi, że Roch błądzi. Poza tym, że Roch chce, a mu się nie chce to same nudy. Koniec roku zbliża się szaleńczymi krokami i niedługo trzeba będzie się chwalić tymi gigantycznymi ilościami kilometrów, które popełnił w tym roku.

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 29 listopada 2009

Z nosem w Google

Już na początku zaczęły się schody z robotem. Roch ma silników pod dostatkiem, ale wszystkie jakieś dziwne, bo wychodzi z nich sześć kabelków, w dodatku nie są oznaczone. Z wrodzonej dociekliwości Roch postanowił o nich trochę poczytać. Okazuje się, że są to silniki bezszczotkowe i – cokolwiek to znaczy – są raczej trudne do uruchomienia. Dlatego Roch musi wykombinować coś innego.

Weekend upłynął Rochowi na leżeniu i lenieniu się. Między leżeniem i lenieniem się Roch spał, albo robił bliżej nie wyjaśnione czynności, które miały na celu zabicie ciągnącego się czasu. Z aparatem Roch nie biegał, bo nie miał natchnienia na zdjęcia.

Popołudniu Roch chciał wybrać się na CARGO, ale okazało się, że już dawno wylądował, a i na start Roch by się nie załapał. Kolejna niedziela bez CARGO, ale Roch solennie obiecuje, że następny weekend – o ile śniegu nie będzie – będzie spędzony na lotnisku.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 27 listopada 2009

Konstruktor-destruktor

Roch postanowił powalczyć trochę z robotem, a do tej walki zainspirował go grudniowy numer Elektroniki dla Wszystkich, w którym to numerze użytkownicy chwalili się swoimi robotami. Roch spojrzał z zazdrością na dumnych konstruktorów i ich dumnie prężące się roboty i natychmiast dostał solidną dawkę mobilizacji, przystępując do realizacji swojej, bardzo amatorskiej, konstrukcji, która już zaistniała na laminacie.

Aby coś zbudować to trzeba coś zniszczyć i dlatego Roch zniszczył dwa napędy DVD, żeby wyciągnąć z nich silniczki, które posłużą jako baza napędowa dla pojazdu. Na szczęście napędy, z których Roch pozyskał silniczki, były przeznaczone na złom, więc nie było ich aż tak szkoda.

Po kilku chwilach Roch, z lekko rozciętym palcem, dumnie wkładał zdobyczne silniczki do woreczka, żeby jutro je sprawdzić, czy w ogóle ofiara z palca była sensowna. Chińczycy, którzy projektowali napędy, nie przewidzieli tego, że ktoś będzie coś z nich odzyskiwał i krawędzie blachy bywają ostre, o czym Roch przekonał był się. Jutro relacja z uruchomienia silników, o ile nic nie wybuchnie.

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 25 listopada 2009

Z okazji Dnia Kolejarza

Nadszedł ten, w którym kolejarze obchodzą swoje święto. Gdyby Roch pracował jako kolejarz pewnie świętowałby, a tak pozostaje mu złożyć życzenia wszystkim kolejarzom, oby górki rozrządowe były nadal pochyłe, a wagony toczyły się lekko.

Roch postanowił, że w końcu pójdzie na dworzec i poczeka na jakieś pociągi. Akurat tak się złożyło, że co chwilę coś przejeżdżało i nie było problemu z tym, że Roch siedzi i umiera z nudów. Dodatkowo wzbudzał zainteresowanie innych, bo kto normalny nie wsiada do pociągu tylko go fotografuje. Z tego całego fotografowania powstała skromna galeria, która z czasem będzie się rozrastać, bo to nie ostatnia wizyta na dworcu, czy w pobliżu górki rozrządowej.



Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 24 listopada 2009

Ni to jesień, ni to wiosna

Po pogodnym weekendzie i w miarę pogodnym poniedziałku nadeszła jesienna plucha, która skutecznie zabiła w Roch resztki ochoty do robienia czegokolwiek. Na domiar złego przyniesiono Rochowi jakiś zasilacz żeby kabel przelutować. Na pytanie, czy nie można obciąć Roch usłyszał, że nie no i musiał siąść do lutownicy i wylutować nieszczęsny kabel pomimo wewnętrznego “nie chce mi się”.

Za usługę w dniu, w którym Roch miał leniwca skasował podwójnie, bo trzeba było zwlec się z łóżka i wykazywać się jakąś aktywnością i uwagą, żeby nie poparzyć się grotem. Po tej niewolniczej pracy Roch zaległ na łóżku i zasnął. Kiedy wstał, nadal nie chciało mu się nic robić i zasiadł przed komputerem, żeby przynajmniej nie zasnąć. Choć i to jest trudne.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 23 listopada 2009

Kto pamięta Rochowego robota ręka do góry

Jakiś czas temu Roch zarzekał się, że zrobi swojego pierwszego robota, który miał jeździć, śpiewać i tańczyć. Jednak wraz z upływem czasu pomysł zdawał się umierać śmiercią naturalną, a i zapału i mobilizacji nie było. W końcu Roch przypomniał sobie o tym, że coś z tym fantem trzeba zrobić. Dziś powstała płytka, która będzie – po podłączeniu silniczków – jeździła, a przynajmniej taki jest zamysł.

Roch zrobił płytkę, która udała się za pierwszym razem, co jest wielkim sukcesem szczególnie, że żelazko od czasów pracy dyplomowej trochę w szafie przeleżało. Po skonstruowaniu uchwytu na żelazko, Roch przyciął resztkę laminatu, który gdzieś tam się ostał i zaczął przenoszenie tonera z papieru na miedź. Kiedy już wszystko było gotowe Roch chciał wywiercić otwory, ale robiło się ciemno i precyzyjna robota nie była możliwa. O ile chęci ponownie Rocha nie opuszczą to może uda się skończyć to, co od dawna planuje.

Poza tymi elektronicznymi “zajawkami” Roch nie robił nic, co warto by przekształcić w ciąg zero-jedynkowy i umieścić to gdzieś w przepastnych głębinach Internetu. Aparat leży w plecaku, bo poniedziałkowa pogoda nie zachęcała do wyjścia, a jutro podobno ma być jeszcze gorzej. Oby tylko następna niedziela była ładna, to może jakieś cargo się trafi na lotnisku.

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 22 listopada 2009

Kolejny “plener” za Rochem

Świat fotografii pochłania Rocha – i jego skromne finanse – coraz bardziej. O ile o rowerze Roch nadal pamięta i odczuwa tęsknotę do całkiem przyjemnego ucisku jego czterech liter przez siodełko, to mając do wyboru aparat i rower wybiera rower tfu. aparat. Rower Rocha oczekuje na nowy napęd i ogólny przegląd, który Roch zamierza przeprowadzić w zaprzyjaźnionym Adveture.

Początkowo Roch chciał jechać z Koyocikiem na lotnisko żeby zobaczyć lądujące Cargo, ale okazało się, że dziś nie ląduje. Pozostała miła, bo rowerowa, perspektywa spotkania się z Przyjacielem, ale Roch zaczął mieć wątpliwości co do stanu swojej kondycji, a co za tym idzie do możliwości pokonania osiemnastu kilometrów w rozsądnym tempie. W końcu Roch z żalem przyznał, że sezon rowerowy dla niego jest zakończony, co Koyocik przyjął ze zrozumieniem.

Po obiedzie Roch zabrał plecak, aparat i poszedł polować na jakiegoś bażanta, bo w końcu kiedyś muszą się pokazać. Na zachętę wziął trochę ziarenek słoneczka, bo może akurat znajdzie się jakiś amator słonecznika. Długo nie trzeba było czekać i daleko w polu pojawił się pierwszy, którego Roch zaszedł od tyłu i “ustrzelił” z aparatu.

Na zakończenie trafiła się sójka (Garrulus glandarius), co Rocha wybitnie ucieszyło. Na zakończenie skromna galeria:

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 20 listopada 2009

Emocje opadły, a napięcie wzrosło

Po wczorajszych emocjach związanych z długim, grubym i czarnym obiektywem, który Roch sprawił sobie już pod choinkę, przyszła pora na przetestowanie możliwości tego cacuszka. Na razie Roch tylko wyszedł na balkon i pstryknął wieżę kościała oddalonego o jakieś 800 – 900 metrów od miejsca, w którym Roch stał. Zdjęcie oczywiście robione “z ręki”, a i warunki pogodowe nie sprzyjały. Roch będzie postrachem pilotów, którzy już nie ukryją się w małym “okienku” ciasnego kokpitu.

Popołudniu Roch pojechał do Koyota, uskuteczniać drugie podejście do zasilacza, tym razem nowego, ale trzeba było przełożyć starą wtyczkę, gdyż Chińczycy nie znają pojęcia “kompatybilność”. Po krótkim dumaniu, mierzeniu i sprawdzaniu wtyczki został obcięte i rozpoczęła się operacja przeszczepu starego do nowego.

Po skończonej operacji trzeba było sprawdzić, czy pacjent żyje, bo pomimo udanego zabiegu mógł zejść w wyniku powikłań pooperacyjnych. Szybki przelot miernikiem po pinach wykazał, że nowy zasilacz i stara wtyczka działają wyśmienicie. Podłączenie do multipleksera również przebiegło bez problemów i dopiero dziś można ogłosić, że wszystko żyje. Roch połowicznie zrehabilitował się, ale felernego mostka nie zapomni jeszcze przez jakiś czas.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 19 listopada 2009

Jest długi, czarny i gruby

Dziś dla Rocha jest szczególny dzień, czekał długo, marzył i wyobrażał sobie jaki będzie ten pierwszy raz. Jak wiadomo pierwsze razy są zawsze trudne, a czasem nawet bolesne. Roch bał się tego, ale chęć przeżycia tego pierwszego, z pierwszych, razu była silniejsza od nawet najgorszego bólu przeszywającego Rochowe ciało.

Spocone dłonie, suchość w ustach, kompletny brak śliny, mętlik w głowie, nagłe zwątpienie w swoje możliwości, ciało zlane lodowatym potem, szybszy oddech, walące serce, ale Roch odważył się i wziął go w dłoń. Pierwszy kontakt był miły, ale wyczuwalnie niepewny i niezgrabny. Spocone dłonie powodowały, że chwyt nie był pewny i w każdej chwili mógł się on wymsknąć z dłoni Rocha.

Był gruby, długi i czarny, ale Roch chciał więcej; ścisnął go mocniej, poczuł przyjemną szorstkość, ale chciał jeszcze więcej. Delikatnie obrócił dłoń, a on delikatnie się poruszył i zaczął się powiększać. “Dość” – jęknął Roch i postanowił włożyć go do dziurki. Początkowo bał się, jak to będzie, czy zmieści, ale pragnął tego jak niczego innego.

Wszedł z delikatnym oporem, Roch przekręcił go i wszedł cały. Na końcu delikatnie jęknął z zachwytu, bo wszystko pasuje do siebie. Złapał go drugą dłonią i przekręcił – wyszedł cały. Nagle wszystko przestało mieć jakiekolwiek znaczenie, czas jakby zatrzymał się w miejscu, nie liczył się nic, tylko ten czas i ta chwila.

Od dziś Roch jest jest szczęśliwym posiadaczem Nikkora AF-S 70-300VR, takiego o:



Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 18 listopada 2009

Porażka ma zdecydowanie gorzki smak

Nadszedł ten dzień, nadeszła ta chwila, w której wszystkie dotychczasowe osiągnięcia Rocha zostały zweryfikowane. Mowa oczywiście o solidnym obciążeniu zasilacza, z którym Roch walczył od dwóch dni. Po przyjeździe do Koyota, Rocha jeszcze raz wszystko przemierzył, przedzwonił i stwierdził, że można próbować. Ręce mu się trzęsły tak, że wtyczką do gniazdka trafił dopiero za trzecim podejściem. Okazało się, że wszystko działa. Roch zdążył wpić smaczną kawę i tyle co wyjechał za bramę, a zasilacz padł.

Niestety, Roch poległ na polu naprawy zasilacza impulsowego; ponowna naprawa przez Rocha nie ma sensu, bo spali się znowu, a takie kombinowanie na dłuższą metę nie wróży nic dobrego. Plan na jutro jest prosty – przelutować kabel do innego zasilacza i modlić się żeby zadziałało. Rochowi, choć to pokorny młody człowiek, zostało jeszcze wiele do nauki, a każda porażka mobilizuje go do dalszego działania. Jak uprze się, to wypożyczy od Koyota felerny zasilacz i będzie palił go do momentu, aż dojdzie co mu jest.

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 17 listopada 2009

Kolejne nacięcie na Rochowym biurku

Ciąg dalszy walki z zasilaczem, o którym Roch wczoraj pisał. Po wykryciu winowajców, czyli przepalonego bezpiecznika i powodującego zwarcie mostka Graetza Roch udał się do miasta kupić nowe zamienniki. Jednak okazało się, że Chińczyk potrafi udziwnić każdy element i nie można było kupić mostka o prądzie 1.5A i trzeba było zacząć kombinować. W końcu Roch kupił mostek 1A i miał nadzieję, że wszystko zadziała.

Po wymianie bezpiecznika przyszła pora na wylutowanie mostka, co wcale nie było takie łatwe. Raz, że siedział głęboko między kablami, a dwa, że na nim "”leżała” druga płytka zlutowana z pierwszą. Wrodzone lenistwo nie pozwoliło Rochowi rozlutować płytek i ułatwić sobie zadania. Pozostało wygrzebać go dwoma pęsetami i małym śrubokrętem. Kolejny problem to wlutowanie nowego w miejsce starego; ponownie z pomocą przyszły pęsety i śrubokręt.

Gdy wszystko siedziało na swoim miejscu przyszła pora na podłączenie prądu, schowanie się w szafce i czekanie kiedy wybuchnie. Jednak nic takiego nie stało się, co więcej układ zaczął działać, czego dowodem było 5,07V na wyjściu. Jeszcze tylko kilka przypadkowych zwarć i można było ogłosić zwycięstwo. Czy układ wytrzyma próbę podłączenia do zasilanego urządzenia? To okaże się jutro.

Roch, nacinając brzeg biurka, pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 16 listopada 2009

Dobry start w nowy tydzień

Roch zaczynał każdy poniedziałek od słów “jak ja nie lubię poniedziałków”, po czym szedł do okna sprawdzić, czy spadł już śnieg, czy jeszcze można myśleć o wyjściu na zewnątrz. Później to różnie, jak był zły poniedziałek, to Roch starał się wyładnieć przed lustrem, a jak był bardzo zły poniedziałek to nawet nie podchodził do próby poprawienia natury.

Dziś jednak Roch wstał zmobilizowany i chętny do życia, nawet gdyby przez noc spadło 60 cm śniegu to Roch dostrzegłby pozytywny aspekt odkopywania samochodu spod śniegowej czapy. Dobry humor Rocha spowodowany był tym, że ogarnął zasilacz, który dostał od Koyocika do naprawy. Jeszcze tylko konsultacja u Elektronicznego Guru i Roch mógł ogłosić sukces, choć częściowy i niepewny, bo nie wiadomo, czy zamiennik uszkodzonego elementu jest osiągalny.

Od popołudnia Roch zasiadł przed komputerem i – z przerwami – już tak zostanie. Jednak poniedziałek z uśmiechem na ustach bardzo wymęczył Rocha, ale jutro już wtorek i weekend za pasem. Może uda się wyskoczyć na niedzielne CARGO w Pyrzowicach, kto wie.

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 15 listopada 2009

Tu pstryk, tam pstryk

Ładnej pogody ciąg dalszy. Tak jak Roch zapowiadał wczoraj, dziś spędził całe popołudnie z aparatem, gdzieś w polach, ale blisko torów kolejowych. W niedzielę pociągi mają chyba wolne i nic nie jeździło, a Roch kręcił się bez celu po okolicy. Jutro pogoda znowu ma dopisać, a więc szykuje się jeden z dłuższych maratonów z aparatem, ale to dobrze – ruchu Rochowi nigdy za wiele. Kończąc tą skromną notkę Roch pochwali się swoimi pstrykami.



Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 14 listopada 2009

Polowanie na pociągi

Jednym z wielu zainteresowań, którymi Roch został obdarzony są pociągi. Aby realizować się w tym skończył był Technikum Kolejowe, dlatego czytanie semaforów to dla niego pestka, nawet po kilku latach, które już upłynęły od momentu odebrania przez Rocha dyplomu potwierdzającego, że potrafi on odróżnić lokomotywę od łodzi.

Ale nie będzie notki “kolejarskiej”, przynajmniej nie dziś, więc Roch powróci do przewodniego tematu Bloga, jakim są rowery, a przynajmniej niezdarne próby trzymania się linii programowej Bloga. Sobotnia pogoda słodko połechtała Rocha, temperatura przekroczyła magiczną granicę 10°C, słońce nie skąpiło złocistych promieni, a wiatru prawie nie było. Takiej okazji Roch nie mógł zmarnować. Wziął zatem aparat i poszedł polować na sprytne ptactwo, ale skończył na torach polując na pociągi.

Jutro powtórka, bo pogoda ma być nie gorsza niż dziś, a więc nie można nie fotografować i nie można nie wyjść z domu. Nawet nieznajomy, który mijał klęczącego w krzakach Rocha zauważył, że “pogoda jest dobra na fotografowanie”, a Roch nie mógł nie przyznać racji nieznajomemu. Zdjęcia, komplet z weekendu pojawią się jutro.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 13 listopada 2009

Piątek, trzynastego. A miało być tak pięknie.

- “O jaaaa! Dziś trzynasty” – zakrzyknął Roch przechodząc obok kalendarza.

Postanowił, że dziś z domu się nie ruszy, a nawet ograniczy zwykłą “domową” aktywność do niezbędnego minimum żeby odsunąć od siebie ryzyko wystąpienia pecha, ale – patrząc już z perspektywy dnia minionego – sam dążył do tego, że spotkać się z pechem. I wcale nie chodzi o pechową stacyjkę, czy o pęknięty łańcuch w rowerze, na którym Roch i tak już nie jeździ.

W międzyczasie Rocha odwiedził Koyocik, bo dawno się nie widzieli, a akurat był w pobliżu i tak oto zrodził się spontaniczny zlot choć bez rowerów. Roch został zaproszony z rewizytą, z czego z dziką ochotą skorzysta, ale dopiero jak zrobi obiecany termometr dla Koyocika, z którym zalega już jakiś czas.

Później, po miłych chwilach, dopadł Rocha pech, ale fakt ten Roch przemilczy, bo i szkoda męczyć Czcigodnych przygodami Rocha. Jedno, co jest pewne to to, że Roch jutro zabiera aparat i idzie, bo prognozy są optymistyczne, a i temperatura ma przekroczyć magiczną granicę 10°C.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 12 listopada 2009

Kostkowy zawrót głowy

Od rana, czyli od godziny 700 Roch latał po sklepach; dlaczego zaczął tak wcześnie? Bo w lokalnym sklepie na literkę “B” rzucili karty pamięci, a że to towar deficytowy i większość rozeszła się wewnętrznymi kanałami dystrybucji Roch musiał zdążyć i swoją kartę kupić. Na szczęście udało, a przy okazji Roch zjadł świeże rogale na śniadanie, ale to tak na marginesie.

Później musiał jechać, a właściwie to chciał jechać, do mechanika, bo auto nadal stało unieruchomione. Zszedł był na dół i sprawdził, może przez noc ktoś był tak uprzejmy i naprawił samochód żeby Roch nie musiał martwić się o ewentualny hol. Przekręcając kluczyk zaklinał się na wszystko, co tylko do głowy mu przyszło, aż usłyszał znajomy warkot.

To Megi warczała zalotnie, niczym kotka mająca ochotę na kocura Rocha. Roch wyjechał z parkingu i pojechał rozgrzać silnik, po czym zawitał do mechanika. Ten po wstępnych oględzinach i przesłuchaniu Rocha orzekł, że winna jest kostka, która łączy stacyjkę z resztą samochodu, a na potwierdzenie tego “sztucznie” wywołał awarię.

Na wymianę jednak Roch musi poczekać, a na pytanie co robić jak znowu się popsuje usłyszał “poruszać”. Takoż Roch będzie czynił jak tylko kostka zacznie grymasić. Więc gdyby ktoś widział Rocha kręcącego się w samochodzie z zaciśniętymi zębami, mającego ręce schowane to proszę nic sobie nie myśleć – on tylko rusza stacyjką.

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 10 listopada 2009

I nastała cisza…

Roch zaliczył najbardziej zakręcony dzień w ostatnim czasie: najpierw siedział w domu i nic nie zapowiadało, że będzie wykonywał jakieś inne czynności poza oddychaniem i podnoszeniem kubka z kawą zbożową. Jednak w połowie kubka musiał zaliczyć wypad w miasto. Pojechał autem, bo deszcz i zimno i nie było sensu jechać na rowerze lub iść “z buta”. Awaria wisiała w powietrzu, jeszcze Roch nie wiedział co się zepsuje, ale sam fakt awarii był dla niego jasny.

Gdy miał wracać do domu samochód odmówił posłuszeństwa, martwy jak świąteczny karp i zimny jak nóżki w galarecie. Pchanie odpada, bo Roch chucherko nie podoła takiemu ciężarowi. Otworzył maskę, podumał nad silnikiem i zamknął ją, bo na studiach nikt nie omawiał budowy silnika. Pokręcił kluczykiem, postukał, popukał i popadł w zadumę.

W końcu, jakiś cudem, samochód odpalił. Roch ucieszył się, bo nie musiał iść do domu i organizować jakiegoś holu. Pod domem znowu kolejny grymas, tym razem bardziej stanowczy. Żadne krzyki i płacze nie przekonały Megi do tego, żeby zacząć działać. Jest nadzieja, że może rano odpali, a jak nie to trzeba poszukać jakiegoś sposobu dojechania do mechanika. Szczęście, że to tylko 500m więc i dopchanie samochodu nie powinno stanowić problemu.

Kobiety to jednak kapryśne bestie; niby lubią czułe słówka, uśmiechy, ale jak się uprą przy swoim to nawet urok Rocha nie jest w stanie przekonać, żeby nie szły tą drogą.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 9 listopada 2009

Mleczny krajobraz

Od rana, nad Rocha okolicą grasuje mgła, której mogliby pozazdrościć poddani Królowej angielskiej. Po wyjściu na zewnątrz widoczność dochodzi do 20 metrów, a więc tyle co nic. Roch postanowił, że z domu – poza obowiązkowymi wyjazdami – nie wyjdzie. Prognozy zapowiadały na dziś +10°C, ale życie jak zawsze to zweryfikowało.

Nadeszła również odpowiedź na maila, który Roch wysmarował do “firmy”, która proponowała reklamę bloga oraz wywiad z Panią Prezes. Oczywiście, już więcej nie będzie takich maili, nie ma problemu i w ogóle jest cudnie. Roch trochę żałuje, że naskoczył na nadawczynię, ale cóż poradzić na ADHD, które Roch ma w genach. Tak, czy inaczej maile powinny się skończyć z czego Roch się cieszy.

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 8 listopada 2009

Na polach i bezdrożach

Tradycją stało się już, że każdą pogodną niedzielę Roch spędza z aparatem w dłoni. Tak też było i dzisiaj, bo pogoda była zacna, aż chciało się iść gdzieś w pola “zapolować” na jakiegoś egzotycznego ptaka. Jednak żaden nie chciał się dać sfotografować, albo zwyczajnie Roch był za wolny. Nawet sroka była od niego szybsza.

Na zakończenie Roch nie mógł się powstrzymać i zrobił kolejną panoramę. Tym razem “polnych” okolic Tarnowskich Gór, bo niegdzie dalej Rochowi nie chciało się iść.



Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 7 listopada 2009

Wesołych Świąt, czyli notka świąteczna

Było nie było Roch musiał iść do marketu, bo zapas płyt DVD dawno się skończył, a trzeba zrobić kopię danych. Ubrał się więc Roch niechętnie i poszedł do marketu. Na miejscu przeżył wstrząs, bo wyszło na to, że Roch ma jakieś siedmiomilowe buty, które przeniosły go w okolice dwudziestego grudnia i niechybnie zbliżających się Świąt. Wewnątrz świąteczny wystrój, na regałach bombki, świecidełka i inne ozdoby. Po markecie pomykają hostessy w mikołajowych czapkach. Święta pełną gębą, a tu dopiero listopad i do Świąt jeszcze miesiąc z hakiem.

Po powrocie do domu Roch pomyślał, że skoro dostaje oferty promocyjne to nie może być gorszy od jakiegoś tam marketu i też wprowadzi na swoim blogu świąteczny nastrój. Jak co roku, głównym tematem przewodnim każdych Świąt są kolędy, a wśród nich prym wiedzie Last Christmas zespołu Wham!

Tak więc Wesołych Świąt!


Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 6 listopada 2009

Dzisiejszy wpis jest sponsorowany

- “Pałka się przegła” – Zakrzyknął Roch odbierając poranną porcję poczty.

Jakiś czas temu, w notce pt. "Serwis pod wezwaniem Rocha" Roch pisał, że pewna firma złożyła mu oferta dotyczącą sponsorowanego ogłoszenia w zamian za ciepłe słowa o tejże firmie. Roch zignorował mail, bo spam trzeba ignorować, ale firma nie dawała za wygraną. Dziś Roch dostał trzeciego maila, w którym uprzejma Pani oferuje reklamę bloga w zamian za notkę o firmie i – jak Roch zechce – wywiad z Panią Prezes, który to wywiad też mógłby umieścić na blogu, o to kawałek maila:
Byłoby nam bardzo miło, gdyby udało Ci się wspomnieć na Twoim blogu o **** i przesłać mi link do notki. Jeśli chcesz wypróbować ogłoszenie wyróżnione za darmo, daj mi znać. Również z przyjemnością skontaktuję Cię z Managerem ***** na Polskę, Anną ****, jeśli chcesz przeprowadzić z nią wywiad na Twojego bloga.
W związku z tym Roch odpisał uprzejmej Pani, że blog jego nie potrzebuje promocji, a i nie będzie wywiadu z Panią Anią, bo nawet tematyka blogu, choć uwzględnia roboty, karmniki i zdjęcia, nie przewiduje wywiadów z prezesami firm, które z przemysłem rowerowym nie mają nic wspólnego.

Tak więc, Szanowna Pani, jeśli przeczyta Pani ten wpis proszę odfajkować Rocha, bo umieścił on wpis sponsorowany na swoim blogu, ale na wywiad nie ma czasu, trzeba pomalować karmnik, zrobić termometr dla Koyocika, etc.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 5 listopada 2009

I leniwiec złapany

I stało to, co Roch wywróżył we wczorajszym wpisie. Zapał do zbijania karmnika opuścił Rocha i dziś prace nie drgnęły z miejsca. Po części jest to spowodowane tym, że Roch nie znalazł odpowiednio małych gwoździ, a wypad do miasta celem ich zakupu nie wchodził w grę, bo Rochowi nic się nie chciało. Pewnie dlatego, że jutro czeka go maraton i chciał zachować resztki sił na ranne wojaże po okolicach Tarnowskich Gór.

W międzyczasie, to znaczy pomiędzy kolejnymi “nie chce mi się”, do Rocha zagadał dawno niesłyszany Koyocik z rowerową propozycją, bo na weekend zapowiada się ładna pogoda i można by wspólnie porowerować. Roch, o czym już pisał, buty i kask dawno schował, ale dla przyjemności wspólnego pedałowania jest gotów wyjąć buty i iść na rower, bo warto. Lecz o tym napisze jak stosowny wypad się odbędzie.

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 4 listopada 2009

Siłą rozpędu

Po tym jak Roch zorganizował deski na dach nastąpił dalszy ciąg budowania karmnika. Trzeba było przyciąć zdobyczne deski, przelecieć papierem ściernym, poskręcać i cieszyć się nową konstrukcją. Po drodze jeszcze Roch posmarował klejem tu i ówdzie. Z racji tego, że klej musi wyschnąć to dach czeka na swoją kolej. Pewnie jutro, o ile zapał Rocha nie opuści, zostanie zmontowany i skutecznie zamocowany na balkonie.

Po skończonej pracy Roch złapał permanentnego leniwca i nic mu się nie chce szczególnie, że za oknem rozpoczęła się zima. Rano spadł śnieg, potem wyszło słońce, a na koniec zaczął padać deszcz. Zima, a właściwie jesień, pełną gębą, ale Roch się nie boi, bo ma co robić przez zimę.

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 3 listopada 2009

Jako można zgubić 200 kilometrów?

Dzięki czujności jednego z Czytelników Roch wykrył pewną niespodziankę, którą sam osobiście wygenerował. Otóż po pobieżnej analizie statystyk Roch zauważył, że zgubił gdzieś dwieście kilometrów. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że w tym roku taka ilość kilometrów nie może bezkarnie przeciec przez szprychy.

Okazało się, że “autorskie” rozwiązanie liczenia kilometrów jest fajne i ładnie wygląda, ale nie jest do końca poprawne. Przy zaokrąglaniu wyników Roch gubił jakąś część kilometrów i na koniec roku uzbierało się tego aż dwieście kilometrów. Roch rozpoczął poprawkę, ale w tym roku nie ma sensu jej wdrażać, bo 0 + 0 = 0 i jakby nie zaokrąglać tak nie będzie inaczej.

O ile miesięczne dystanse są w porządku, o tyle ich roczna suma już taka dokładna nie jest, ale w przyszłym roku będzie lepiej. Na pocieszenie Roch napisze, że ZUS też generuje straty, a więc Roch nie jest jeszcze taki zły.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 2 listopada 2009

Pracowity poniedziałek

Po wczorajszym szaleństwie związanym z głupawym halloween pozostało tylko wspomnienie i fakt, że Roch nie przepuścił nikomu, kto zapukał do jego drzwi i wypowiedział magiczne “cukierek albo psikus”. W odpowiedzi dostawał mięsne “spier***j” i widział zamykające się drzwi.

Dziś Roch, z okazji pierwszego roboczego dnia listopada, musiał załatwić to i owo na mieście, a później jeszcze musiał odwiedzić kilka urzędów. Po powrocie do domu naszła go ochota na sklecenie długo oczekiwanego karmnika, ale okazało się, że nie ma desek na dach. Karmnik, w wersji cabrio, czeka na dach, który Roch skończy jutro, o ile stolarz będzie miał niepotrzebne ścinki.

Na zakończenie Roch sklecił kolejną panoramę z sobotniego wypadu. Tym razem taka nijaka, ale Roch chciał ją złożyć dla sportu, żeby nie wyjść z wprawy. W planach, o ile pogoda i widoczność, pozwoli jest panorama 360°, którą Roch popełni jak tylko uda się wyskoczyć na Kopiec, ale o tym w przyszłości.


Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 31 października 2009

Kolejna porcja jesiennych zdjęć

Zaczął się weekend i Roch nie wiedział co z sobą począć. Pogoda nawet dopisała i szkoda było marnieć w domu więc zabrał aparat i poszedł do pobliskiego parku żeby zrobić jakieś zdjęcia. Słońce szybko zachodzi i nie warto było szarpać się na dalekie wypady szczególnie, że Rochowym transportem były buty, bo rower, o czym Roch już pisał, został przygotowany do zimowego przeglądu i czyszczenia.

W parku na szczęście ludzi mało, więc nie trzeba było kombinować jak tu się ustawić, żeby nikogo przypadkowego nie było na zdjęciu. Trafiły się dwie dziewczyny, ale nie chciały dać się Rochowi sfotografować, choć to nie one były głównym celem. Godzinkę Roch pochodził po parku i zrobiło się zimno. Wszak zima za pasem i nie ma co liczyć na jakieś ciepłe dni. Poniżej kilka zdjęć z dzisiejszego wypadu:



Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 30 października 2009

Cenowy rekonesans

Po wczorajszych zapowiedziach Roch wybrał się do zaprzyjaźnionego Adventure żeby rozeznać się, co jest, a czego nie ma i ile to wszystko kosztuje. Po wejściu do sklepu oczom jego ukazał się nowy wygląd wnętrza, co trochę go zaskoczyło, ale im głębiej tym robiło się jakoś bardziej swojsko. Jako, że koniec sezonu, ruch mniejszy, a i zapasy magazynowe są skromniejsze i dlatego Roch może wybrzydzać i grymasić, bo i tak wszystko trzeba będzie przywieźć.

Ceny Rocha nie powaliły z nóg, a więc można powiedzieć, że w tej kwestii wszystko zostało po staremu. Poza nowymi częściami Roch spontanicznie wspomniał o centrowaniu kół i wymianie oleju w Bomberku i z tym też nie będzie problemu, bo ruch mały to Roch będzie miał wszystko na poczekaniu. Tak to jest, jak robi się zakupy zimą.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 29 października 2009

Buty schowane, kask schowany, czyli pożegnania nadszedł czas

Coś tak Rocha tknęło i postanowił, że schowa buty, w których zwykł jeździć, a siłą rozpędu schował także i kask. Stało się tak z powodu zbierającego się na nich kurzu, który przypominał Rochowi o tym, że nie jeździ na rowerze od jakiegoś czasu. Rower też wypadałoby schować, ale zbytnio nie ma gdzie go upchnąć więc będzie on mu przypominał o tym, że w tym roku sezon skończył się zaskakująco szybko.

Rower też Roch umyje i wymieni połowę części, na co jest już przygotowany finansowo i logistycznie. Jutro wybierze się do zaprzyjaźnionego Adventure żeby sprawdzić jak tam z cenami i dlaczego tak drogo. Potem rozkręci rower i zacznie sukcesywnie przynosić go do serwisu; a to koła do centrowania, a to Bomberek do przeglądu i wymiany oleju. I tak, z nowym rowerem, Roch wkroczy w nowy sezon rowerowy, który będzie na pewno lepszy niż ten, który co jakiś czas Roch kończy.

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 28 października 2009

Serwis pod wezwaniem Rocha

Roch na własnej skórze odczuł siłę poczty pantoflowej. Kiedyś Roch schodził piętro niżej, bo komputer się zawieszał lub nie chciał się włączyć, później schodził dwa piętra niżej, bo komputer się zawieszał lub nie chciał się włączyć, później przychodzili do niego, bo coś się zepsuło i trzeba było polutować, pomierzyć lub zwyczajnie przedmuchać. Obecnie Rocha wzywają wszyscy, nawet Ci, którzy kiedyś go skreślili i uważali, że operator koparki ręcznej to wszystko na co stać “tego młodego człowieka”.

W międzyczasie jeszcze jakaś firma, której nazwy Roch nie wymieni, napisała do Rocha, że oni go chętnie zareklamują, ale pod warunkiem, że Roch napisze kilka słów o tej firmie. Roch docenia fakt, że jego twórczość i “pióro” – choć daleko mu do doskonałości – zostało docenione, ale na blogu Rocha nie będzie ani reklam, ani tym bardziej notek sponsorowanych, bo szacunek dla Czytelników twórczości Rocha jest dużo większy, niż wysoka pozycja w wyszukiwarkach.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 26 października 2009

A pogoda wciąż swoje

Po raz kolejny nos Rocha nie zawiódł go i wyczuł chwilowe poprawnie pogody. Wczoraj Roch mógł pobuszować z aparatem po okolicy, było nawet przyjemnie, a dziś mamy zwrot o 180°. Zimno, deszczowo, choć rano wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że będzie powtórka z niedzieli. Im bliżej południa, tym więcej chmur, silniejszy wiatr, aż w końcu spadł deszcz. Na początku lekki i dzięki temu Roch mógł wrócić do domu prawie suchy.

Później już musiał siedzieć w domu, bo deszcz nie chciał przestać padać i zrobiło się zimno. Patrząc w prognozy online Roch dochodzi do wniosku, że takie jednodniowe rozpogodzenia to już tradycja i trzeba wyczuć ten moment, w którym będzie można wyskoczyć na dwór i pstryknąć coś.

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 25 października 2009

Niedzielny spacerek, czyli jesienny lans

Pogoda, choć ostatnio nie rozpieszcza, dziś postanowiła dopuścić kilka promieni słonecznych przez co na zewnątrz zrobiło się ciepło, jasno i przyjemnie. Takiej okazji Roch nie mógł zmarnować i wyszedł z aparatem na miasto. Po tygodniu siedzenia w domu łyk świeżego powietrza spowodował u Rocha zawroty głowy, ale po chwili było już wszystko w porządku. Roch wybrał się w bliżej nieokreślonym kierunku, ale cel (fotograficzny) miał jasno określony. Możliwie mało krzaków, może jakieś jesienne kolory. Te kryteria spełniały okolice Tarnowskich Gór, a więc Roch trzymał się okolic centrum.

Temperatura, wraz z upływem czasu, spadała i zaczęło robić się zimno więc Roch skierował ku domowi. Jednak jesień rządzi się swoimi prawami i szybko robi się zimno, ale i tak Roch wyszedł na swoje ze zdjęciami i mógł spokojnie skierować się do domu. Po selekcji, niewprawne oko Rocha wybrało kilka zdjęć, które można było, ewentualnie, wrzucić gdzieś w Internet. Jednak żadnej panoramy nie udało się zrobić, choć Roch chciał, ale nie było okazji.

Dzień się ciągnął niemiłosiernie, a to wszystko przez zmianę czasu, która nastąpiła dziś. Zaczął się okres, kiedy rano jest jasno, a popołudniu ciemno. U niektórych osób wywołuje to depresję, a u Rocha wywołuje jedynie częstsze ziewanie. Rower chyba już na pewno pójdzie w odstawkę, może czasem jakiś wypad na miasto, ale niegdzie dalej. Roch jeszcze nie dorobił się oświetlenia, bo i po co.

Na zakończenie “galeria” z dzisiejszego lansu:



Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 24 października 2009

W dalszym ciągu nudno

Od ostatniej notki minęło sporo czasu, a Roch nadal umiera z nudów. Pogoda ni jak nie rozpieszcza; albo deszcz, albo wiatr, albo Roch nie ma czasu, bo akurat ma jakieś zajęcie. Prognozy pogody nie sprawdziły się, a wszyscy zapowiadali, że jednak będzie ładnie. No cóż, mamy już jesień i taka pogoda to normalna sprawa, ale kilka dni porządnej jesieni przydałoby się żeby zabić te szarości.

Jutro ma być ładnie” zapowiadają wszyscy, ale Roch już im nie wierzy. Pewnie będzie tak jak przez cały tydzień i nie ma sensu czekanie na ładną pogodę, bo ta chyba już nie wróci. Rower, żeby choć trochę trzymać się linii programowej bloga, stoi i kurzy się. Jak Roch solidnie się wkurzy to rozkręci rower, Bomberka zawiezie do zaprzyjaźnionego Adventure i będzie spokój. Do przyszłego roku oczywiście.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 22 października 2009

W oczekiwaniu na weekend

Roch – znany z tego, że obiecuje i obiecuje – rozpoczął odliczanie do weekendu, bo ten – według prognoz – ma być ładny i w miarę ciepły. Jako, że weekend składa się z dwóch dni to jeden dzień Roch spędzi na rowerze, a drugi dzień upłynie z aparatem w rękach. Oczywiście o ile pogoda nie zepsuje tych planów.

Dziś Roch robił to samo co zawsze, czyli nic, a właściwie to leżał na łóżku, co można uznać za czynność, ale nie męczącą zbytnio. Później zasiadł do komputera i zaczął tropić absurdy wypisywane na forach internetowych. Akcja nazywa się “forum óczy, forum radzi” i ma na celu zabicie nudy, a wiadomo, że fora internetowe potrafią dostarczyć mnóstwo radości. Podobnie jak, czasem, blog Rocha (samokrytyka zamierzona)

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 21 października 2009

Kolejna okazja zmarnowana

Pogoda cudna, zupełnie inna niż ta wczorajsza plucha, ale Roch musiał podładować akumulator, bo zima i lepiej żeby samochód nie odmówił posłuszeństwa. Oczywiście Roch nie posiada prostownika, którym mógłby rozwiązać problem. Pozostało znaleźć kogoś, kto ma i kto pożyczy. W końcu Roch udał się wujka “oponiarza”, który ma własny zakład i była szansa, że takie cudo posiada.

Owszem, posiada, ale mobilność tego cuda była bliska zeru, a więc plan był taki, że Roch zostawi auto i pójdzie na kawę do ciotki, a jak będzie gotowe to sobie odbierze. Jednak dopiero w okolicach 1400, bo teraz ma robotę. Roch czekał i czekał i się nie doczekał; akurat ktoś tam przyjechał i Roch został przesunięty do soboty. Wiadomo, sezon na zmianę opon w pełni.

Tak więc Roch, czekając na dobranie się do prostownika, zmarnował okazję na jakieś fajne (ta, akurat fajne) zdjęcia, a może nawet wyjście na rower. Jednak w TV wieszczą, że weekend ma być ładny, więc może nie wszystko stracone.

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 20 października 2009

Śmiać się, czy płakać?

Czasem umiejętność przewidywania Rocha przerasta jego samego. Wczoraj wieszczył ponowne nadejście jesieni, temperatura miała niesamowicie wzrosnąć, miało był słonecznie i jesiennie. I tak jest; z tą różnicą, że temperatura spadła, słonecznie wcale nie jest, a jesiennie i owszem. Deszcz leje od rana, zimno, termometr w samochodzie, który obecnie jest podstawowym środkiem lokomocji Rocha, pokazał 4°C i nic powyżej tego.

W samochodzie Roch siedział, bo musiał się teleportować do miasta, celem zakupienia towaru deficytowego jakim jest gładki papier kredowy, który jest niezbędny Rochowi, a którego nie ma, bo – tak twierdzą panie z papierniczych – producenci drukarek się zbuntowali, bo im się tusz rozmazywał. Skromne zapasy, które Roch poczynił w przeszłości już dawno się wyczerpały lub zostały bezproduktywnie zniszczone.

Jutro Roch obleci hiper i supermarkety w poszukiwaniu tegoż rodzaju papieru, który w mieścinie Rocha jest, widocznie, zapomniany. O folii do drukarek laserowych lepiej nie wspominać; są miejsca, w których nie wiadomo o co chodzi. Tak, czy inaczej Roch musi coś wykoncypować, żeby zabić nudę.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 19 października 2009

Zaczyna robić się ciepło

Po ostatnich pogodowych przejściach zaczyna robić się cieplej, mniej wietrznie i ogólnie bardziej jesiennie niż zimowo. Niestety, w parze z poprawą pogody nie idzie wzrost zajęć, którymi Roch mógłby zabić nadmiar wolnego czasu, który mu się gromadzi od jakiegoś, nomen omen, czasu. Co prawda jutro Roch zaczyna operację pod kryptonimem “prasowanie laminatu”, ale po zakończeniu akcji znowu zrobi się nudno.

Jeśli temperatura jutro będzie na takim samym poziomie jak dziś, to Roch wybierze się gdzieś z aparatem. Trzeba pochodzić, bo leżenie na łóżku też Rochowi się znudziło. Jednak znając szczęście Rocha to po tej buńczucznej zapowiedzi jutro przyjdzie zima, spadnie śnieg, a z nim temperatura i Roch znowu będzie marudził, że nie ma co robić.

Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 17 października 2009

Tak nudno jeszcze nie było

Roch, idąc w ślady niedźwiedzi, powoli zapada w sen zimowy. Żeby było ciekawiej to od piątku Roch nudzi się strasznie. Nie ma co robić, pogoda pod psem, zimno, wietrznie. W domu również nie ma co robić, a więc Roch przesypia całe dnie licząc na to, że podczas krótkich drzemek coś mu się przyśni, ale i tam są nudy. Jeśli takie mają być wszystkie weekendy to Roch dziękuje, ale wysiada.

Może w poniedziałek uda się wydrukować kilka płytek i przez najbliższy czas Roch będzie miał co robić. Żelazko jeszcze działa i być może Roch skończy obiecany termometr, a później się zobaczy. Może zima już była i w grudniu Roch będzie jeździł na rowerze, a może zima dopiero przyjdzie i Roch w grudniu będzie nadal narzekał, że nie ma co robić.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 15 października 2009

Jak się nie zanudzić na śmierć?

Skoro i tak z blogu (bloga?) rowerowego pozostał już tylko tytuł, bo o rowerze w ostatnim czasie było niewiele, Roch napisze kilka zdań o swoich próbach przezwyciężenia nudy. Zima, trzeba to przyznać, zaskoczyła nawet Rocha, który od roku zabiera się za złożenie nowego karmnika, bo stary rozpadł się i silniejszy wiatr go zdmuchnie.

Po przekopaniu piwnicy w poszukiwaniu desek Roch zabierze się, ma to cały czas w planach, za sklecenie czegoś na kształt karmnika, solidniejszego niż poprzednia wersja beta. W roli przyszłego developera karmników Roch czuje się doskonale, praca nie wymaga większego wysiłku, tylko trzeba uważać na palce, w końcu piła i młotek to narzędzia śmiercionośne.

Poza developerką Roch planuje rozkręcić rower i sprawdzić, co wymaga wymiany, co może jeszcze poczekać na lepsze czasy, a co jest zdatne do użytku. Przy okazji Roch planuje umyć rower, choć to jeszcze nie jest do końca pewne; a jak – po takim myciu – coś pęknie, złamie się lub odpadnie? Może okazać się, że miłość Rocha wymaga więcej troski, niż tylko zmycie z niego błota, które Roch skrzętnie zbierał przez kilka sezonów. Tak, czy inaczej coś – oprócz samego jeźdźca – trzeba w rowerze wymienić, bo rower dzielnie znosił nienachalnie szczupłego Rocha na swoim siodełku przez 13 tyś. kilometrów.

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 14 października 2009

Wszędzie biało i zimowo

Stało się to czego wszyscy się bali, a mianowicie spadł śnieg. Nawet Roch był zaskoczony, gdy rano jednym z pierwszych newsów jakie usłyszał był ten o śniegu za oknem. Początkowo nie chciało mu się wierzyć, ale jak podszedł do okna to sam się przekonał, że ten news był prawdziwy. Duże płatki, a właściwie płaty, śniegu ścigały się z dużymi kroplami deszczu, który również padał.

Później było gorzej; śnieg nie przestawał padać, temperatura w okolicach zera powodowała, że gdzieniegdzie przymarzało i robiło się ślisko, a to było przyczyną “uślizgów” innych kierowców. Podobno, tak pogodynki w TV mówią, w innych miejscach jest jeszcze gorzej, choć Roch myślał, że gorzej być nie może. No cóż, zima w tym roku przyszła “ciut” za wcześnie, ale to dobrze. Wszak białe zdjęcia drzew i zamarzniętych potoków też są ładne, nie wspominając już o panoramach białego horyzontu.

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 13 października 2009

A gdzie jesień?

Złowieszcze zapowiedzi o rychłym nadejściu zimy sprawdziły się w 100%. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że mamy dopiero początek października i powinna być złota polska jesień, żółte, pomarańczowe i czerwone kolory powinny dominować w krajobrazie, a tu mamy pełny odcień szarości aż do białego włącznie. Roch trochę się zdziwił gdy z nieba zaczął padać śnieg z deszczem, a on jeszcze w jesiennym, lekkim ubraniu paradował po mieście.

Do samochodu miał kawałek, więc poczuł się jakby to już był schyłek listopada, ale to przecież październik dopiero! Pora chyba włożyć łopatę do bagażnika i wlać zimowy płyn, bo Roch nie chce się poczuć jak drogowcy, którzy rok rocznie są zaskakiwani przez zimę.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 12 października 2009

Nie ma nic do roboty

Dziś, będąc w zaprzyjaźnionym PWiK, Roch dowiedział się, że skonstruowanie odbiornika, o którym Roch wczoraj pisał to nie takie “hop siup”. O ile polutowanie i odczytanie schematu to nic trudnego, to zestrojenie tego i znalezienie błędów może powalić nawet doświadczonego konstruktora, a co dopiero Rocha, który w tej dziedzinie raczkuje dopiero.

Poza tym Roch zarobił trochę grosza, bo komputery mają to do siebie, że lubią się zepsuć i Roch bywa potrzebny, a że cel zbiórki jest jasny i klarowny to kosi kasiorkę wszędzie, gdzie tylko da się i jest coraz bliżej celu. I to by było na tyle.

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 11 października 2009

Iście angielska pogoda

Wczoraj Roch nie odzywał się, bo nie miał o czym pisać, a kolejny wpis o pogodzie byłby chyba "wielkim ssaniem z palca", cytując klasyka złotych myśli. Dziś Roch oficjalnie skończył składanie, a właściwie przerabianie, zasilacza i postanowił ogłosić to wszem i wobec. Jeszcze radiator nie ostygł, a Roch planuje już kolejne dwa projekty. Jeden to termometr dla Koyota, który Roch składa już kilka miesięcy i pewnie przy najbliższej okazji oberwie po uszach od Koyota, a drugi - ambitny wielce - projekt to odbiornik częstotliwości lotniczej.

Z tym odbiornikiem będzie sporo zabawy, bo Roch jeszcze nie jest na takim poziomie zaawansowania (o ile można mówić o jakimkolwiek poziomie) żeby samodzielnie zmontować układ i coś jeszcze odebrać. Jednak wyobraźnia Rocha działa i popycha go do coraz trudniejszych zadań. Może się uda, a jak nie to będzie kolejny "prawie" działający układ w Rochowej szufladzie.

Pogoda, Roch nie byłby sobą gdyby pominął ją milczeniem, znowu wariuje, od 1400 do 1500 zachęcała do wyjścia na rower, a potem było - a właściwie nadal jest - coraz gorzej. Leje, wieje i jest brzydko.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 9 października 2009

Ile można wytrzymać bez roweru?

Pogoda, jak na jesień, całkiem przyjemna i zachęcająca do wyjścia na rower, ale rower miał awarię, którą Roch miał naprawić, ale z drugiej strony miał już zakończyć sezon, o czym pisał. Dumał Roch, leżąc na łóżku, czy warto naprawiać dętkę, czy dać sobie spokój. Oczywiście, że Roch naprawił dętkę, a właściwie wymienił na nową, a starą zakleił. Jednak choroba rowerowa, zwana cyklozą, nadal Rocha solidnie trzyma.

Po 30 minutach koło siedziało w ramie, a Roch próbował domyć się ze smaru. Kiedy w końcu udało się pozbyć tłustych resztek, Roch był gotowy żeby iść na rower. Aparat został zapakowany do plecaka, Roch wskoczył w długie spodnie, bo na krótkie już za zimno i pojechał na Dolomity, a dokładnie na nasyp żeby mieć dobry punkt dla kolejnej panoramy. Jakoś Roch polubił tę technikę szczególnie, że sklejanie zdjęć idzie mu coraz lepiej i szybciej.

Jutro aparat odpoczywa, a Roch pedałuje trochę szybciej i trochę dalej, może nawet na lotnisko dotrze, ale to nie jest nic pewnego. Na zakończenie obiecana panorama:



Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 8 października 2009

Polowanie leżąc na łóżku

Wczorajsze obietnice jakoby dziś miał zamiar polować na samoloty okazały się niemożliwe; nie przez lenistwo Rocha, a zwyczajnie przez kapryśną pogodę, która raz po raz polewała z nieba deszczem. O ile w samochodzie jest dach, a tyle chowanie się za każdym razem w aucie nie jest najwygodniejszym sposobem spędzenia popołudnia. Pogoda znowu zweryfikowała plany Rocha, pokazując mu jednocześnie, gdzie jego miejsce.

Korzystając z tych kaprysów Roch skończył – tak, dobrze napisał – skończył przeróbkę zasilacza i drugie uruchomienie przebiegło pomyślnie. Pozostaje tylko kosmetyka w postaci uporządkowania kabli, dokręcenia luźnych śrub i skręcenie obudowy. Trochę elektronów, od czasu pierwszego ogłoszenia zamiarów Rocha, upłynęło, ale Roch skończył przeróbkę i jest niewymownie dumny z powodu przeżycia zabaw z wysokim napięciem.

Teraz Roch ma kilka innych pomysłów, ale priorytetem jest termometr dla Koyocika, który Roch konstruuje dobre kilka miesięcy, ale jak widać może Roch jest nierychliwy, ale ostatecznie “Prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy”.

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 7 października 2009

A jutro Roch będzie polował na samoloty

Temat dzisiejszej notki wcale nie oznacza, że Roch skumulował w sobie na tyle dużo energii by wymienić dętkę, a jedynie to, że istnieją alternatywne środki transportu, takie jak Rochowa Megi lub – w ostateczności – komunikacja miejska, która oprócz swojego podstawowego zadania, czyli transportu z punktu A do punktu B, ma jeszcze walor poznawczy, a mianowicie zawsze można poznać jakieś ciekawe osoby. Pogoda, a dziś była Prawdziwa Polska Jesień (TM) zachęca do, jednego z ostatnich, wypadu na lotnisko.

Dziś też była spora okazja, bo trwały prace nad ILS i co chwilę przelatywał testowy samolot, ale Roch zajrzał na forum za późno i przeczytał, że już po, a była szansa pooglądać oblatywanie lotniska, ale to nie pierwsza i nie ostatnia konserwacja ILS, więc jeszcze Roch się naogląda. Poza tym jutro czwartek, czyli szanse na jakiś czarter znacząco wzrastają i być może nie będzie Roch sterczał jak kołek w szczerym polu.

Jeśli pogoda utrzyma się do weekendu to Roch naprawi tylne koło i skorzysta z ostatnich cieplejszych chwil, bo rower ciągnie, a w tym roku było roweru jak na lekarstwo. A to kończenie edukacji, a to tygodnie burz, a to elektronika, a to aparat. Choć to ostatnie udawało się Rochowi zgrabnie łączyć. Szkoda, że nikt lutownicy zasilanej z dynama rowerowego nie wynalazł.

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 6 października 2009

Kolejna umiejętność nabyta

W każdej wolnej chwili Roch zanurza się w przepastnych archiwach Szerokiego Kadru, z którego czerpie wiedze, jak robić znośne zdjęcia. Jako, że grafik z Rocha jak z koziej dupy trąba, zawsze opuszczał porady dotyczące manipulowania zdjęciami, ale w końcu chciał spróbować jak to jest szczególnie, że do tematu panoramy podchodzi już drugi raz. Za pierwszym udało się przegotować zdjęcia, ale już sklejenie ich w jedną, spójną całość przerosło Rocha.

Dziś ogłosił wiktorię; nie dość, że udało mu się delikatnie poprawić zdjęcia, co wcześniej już robił, to jeszcze udało mu się to wszystko skleić w całość i zobaczyć swoją pierwszą w życiu panoramę. Oczywiście panorama lotniska, bo co innego mógł Roch “focić”? Wtedy jeszcze pogoda była ładna i można było zapuszczać się w dalekie rejony. Teraz pogoda jest jesienna, ale to dobrze. Kolejny artykuł na Szerokim Kadrze dotyczy mgły, czyli tego co jesienią jest w nadmiarze.

Roch, oczywiście, pochwali się zdjęciem, a jak:


Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 5 października 2009

Jak pech to pech

Początkiem nowego tygodnia Roch postanowił trochę popstrykać aparatem, może w końcu znajdzie jakieś poważne oznaki jesieni. Z racji tego, że rower nadal stoi z przebitą oponą Rochowi pozostały buty, jako środek transportu. Buty, jako środek transportu, mają znacznie ograniczony zasięg, a więc o samolotach nie było mowy chyba, że one przyleciałby do Rocha.

Z tego wszystkiego Roch wybrał się do pobliskiego parku, aby tam poszukać śladów Pani Jesieni. Wyjął aparat, strzelił zdjęcie i bateria wyzionęła ducha. Dalsze pstrykanie nie miało sensu, bo aparat – profilaktycznie – zablokował możliwość pstrykania. Roch usiadł na ławce, wziął głęboki oddech i wrócił do domu. Baterię włożył do ładowarki, a sam zajął się uruchamianiem przerobionego zasilacza ATX, który ma służyć jako zasilacz laboratoryjny.

Pierwsze próby okazały się pomyślne, wszystko zastartowało, nic się nie spaliło, a Roch przeżył więc można powiedzieć, że Roch stanął na wysokości zadania i naprawił stary zasilacz, a później go przerobił. Teraz tylko przewody uporządkować, spiąć i można wszystko skręcać. Można nawet ukaże się film, o ile Roch przeżyje zabawy z napięciem 230V.

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 4 października 2009

Prawie nic się nie dzieje

Nudą jakoś zawiało, nawet na forach internetowych zrobiło się jakoś nudno, w kółko to samo i już czytać tego nie można. Rower dalej stoi z przebitą oponą i Rochowi ni jak nie chce się tego łatać. Poza tym wszystkim Roch obiecuje sobie, że pójdzie – bo przecież nie pojedzie – gdzieś z aparatem i na obietnicach się kończy, ale jutro nie ma zmiłuj się i trzeba wyjść z domu, bo za oknem robi się kolorowo.

Poza tym permanentnym “nie chce mi się” Roch planuje wybrać się ostatni raz na lotnisko, autobusem lub samochodem żeby ostatni raz pstryknąć jakieś samolociki, ale nie ma z kim jechać, a samemu w autobusie jakoś nudno. Gdyby tylko ktoś chciał..

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 2 października 2009

Sezon grzewczy, czyli zima nadchodzi

Jak na blog rowerowy przystało Roch rozpisze się o sezonie grzewczym, dokładnie analizując wszelkie aspekty ciepłoty kaloryfera, bo od niego zależy dobre, lub złe, samopoczucie Rocha. Ocieplenie się kaloryferów może oznaczać tylko dwie rzeczy; albo administrator nie ma co robić, albo idzie zima. Jako, że administratorzy, nie tylko budynków, znani są ze swej skąpości, w grę wchodzi tylko rychłe nadejście zimy. Do pełni szczęścia brakuje już tylko łopaty w bagażniku.

Od rana Roch siedział w domu i raczej nie przemęczał się; rower z przebitą oponą nadal czeka na “zachcenie” się Rochowi, kilka płytek czeka na wytrawienie, jakiś tam programik czeka na skończenie, a w dodatku Roch cały czas szuka jakiegoś nowego zajęcia. Podobno, jacyś odważni meteorolodzy, wieszczą nadejście ciepłych dni, ale to chyba ostatnie podrygi lata. Roch zbiera tłuszcz i idzie do gawry spać.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 1 października 2009

Czyżby oficjalny koniec sezonu rowerowego?

Wstał Roch wczesnym rankiem, spojrzał w kalendarz i jęknął, że to już październik, a więc zimno, deszczowo, szaro i nijako. Niedługo trzeba będzie włożyć łopatę do bagażnika i czekać na śnieg, który z całą pewnością spadnie. Dodatkowym powodem jęknięcia Rocha był permanentny bark powietrza w tylnym kole, co Roch odebrał jako znak, że “kończ waść wstydu oszczędź”.

Początkowo chciał się zabrać za naprawę, ale ostatecznie dał sobie spokój, widząc co za oknem się dzieje. Za tymże oknem wiało, padało i było zimno, gdyby nie faktura to Roch z domu by nie wyszedł, a tak musiał się ubrać i iść na ten ziąb.

Tak, czy inaczej chyba pora kończyć tegoroczną przygodę z rowerem, bo będzie coraz zimniej i zimniej.

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 30 września 2009

W kawałku szkła

Roch postanowił przetestować obiektyw po tym jak czyścił go i pucował żeby pozbyć się niechcianego odcisku palca, który dodatkowo rozmazał się i nie chciał zejść z Rochowego obiektywu. Na miejsce testów Roch wybrał Dolomity; raz, że jest blisko, a dwa Rochowi nie chciało się nigdzie daleko jechać. Temperatura już jesienna i chyba trzeba będzie kończyć przygodę z rowerem, ale nie z aparatem. Oto kilka efektów wyczyszczonego obiektywu:




Roch pozdrawia Czytelników i przeprasza, że tak krótko, ale czasem trzeba.

wtorek, 29 września 2009

Wszystko rozkopane

Musiał Roch jechać do Katowic, załatwić jakieś tam sprawy, przy okazji odwiedzić Największe Centrum Handlowe (TM), ale akurat tam nie zabawił długo. “Do” jechało się całkiem przyjemnie, może poza dwoma nowymi fotoradarami, przed którymi Roch testował swoje nowe hamulce, które na szczęście nie zauważyły Rocha, ale innych i owszem, czego Roch był świadkiem.

Gdy już był u celu musiał jakoś wrócić. I tu zaczęły się schody. W radiu mówili, że Katowice są zakorkowane, o czym Roch doskonale wiedział, gdyż stał właśnie w korku, o którym trąbili w radiu. Stał i stał i widział ja ślimaki pokazują mu rogi i śmieją się z niego, bo stał w korku. W końcu udało się wyrwać i ruszyć “pełną parą”, czyli z prędkością 40km/h, bo wszyscy musieli się rozjechać w swoich kierunkach. Kiedy Roch mógł już osiągnąć prędkość przelotową szybko pohamowały go nowe fotoradary, które tylko czekały na Rocha.

Kiedy myślał, że najgorsze ma za sobą utknął w drugim korku, prawie pod domem. Czuł się jakby lizał loda przez szybę i nie było szans na szybkie wyjechanie z kolejnego zatoru drogowego. Nie wytrzymując tego Roch zawrócił i nadłożył drogi żeby utknąć w kolejnym korku, ale dużo krótszym. Szybko się udało wyjechać i już po chwili Roch był w domu.

Wszędzie coś się buduje lub remontuje, czego skutkiem był kosmiczny czas powrotu; 30km w 1 godz. 30 min, ale było warto, bo to co Roch przywiózł z Katowic, w połączeniu z tym co Roch ma w skarbonce wystarczy na drugi obiektyw. Dłuższy, żeby samoloty ładnie wyglądały.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 28 września 2009

Pucu! Pucu! Chlastu! Chlastu! Nie mam rączek jedenastu

Nadszedł ten dzień, który nadejść musiał, czyli dzień, w którym Roch pobrudził obiektyw, a dodatkowo rozmazał to po całym szkle. Początkowo Roch – będąc w stanie przedzawałowym – myślał, że “do już jest koniec, nie ma już nic”, ale po wizycie w zaprzyjaźnionym sklepie foto okazało się, że nie ma tak źle. Roch kupił zestaw do czyszczenia i poszedł do domu rozprawić z okropnością, jaka zagościła się na Rochowym obiektywie.

W domu Roch wyjął aparat i trzęsącymi się rękami rozpoczął nakładanie płynu na szkło. Kiedy już wszystko odparowało Roch złapał za szmatkę i wytarł to co zostało. Szkło jest czyste, a Roch jakoś przeżył pierwsze w życiu czyszczenie obiektywu. Wcale nie było tak źle, ale zawsze pierwszemu razowi towarzyszy niepewność i spocone dłonie, a potem to już “byle do przodu”.

Teraz pozostaje przetestować szkło, ale to jutro. Z tego wszystkiego Roch zapomniał o pójściu na rower, a pogoda jeszcze zachęcała na pedałowanie.

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 27 września 2009

W poszukiwaniu jesieni

Roch, przy niedzieli, wybrał się na poszukiwania jesieni. Jako cel poszukiwań wybrał Repty, bo tam jest dużo drzew, a więc i większe szanse na znalezienie pierwszych oznak nadejścia Pani Jesieni, o której w telewizji mówią coraz więcej i coraz częściej. Pomijając sporą ilość ludzi, którzy – widocznie podążając za Rochem – szukali jesieni, nie było większych oznak jesieni.

Drzewa nadal zielone, choć liści jakby mniej, trawa też jest zielona, a więc można powiedzieć, że Roch nie znalazł jesieni choć szukał w największych możliwych krzakach. W końcu zrezygnowany usiadł na ławce, celem odpoczynku, i obok niego spadł “pierwszy jesienny liść”, którego Roch tak wyczekiwał.

Niedziela, jak zawsze, upłynęła pod znakiem rozleniwienia i permanentnego “nie chce mi się”. Na zakończenie zdjęcie jesiennego liścia, który odpoczywał był obok Rocha.


Roch pozdrawia Czytelników.