Archiwum roku: 2014

Mroźny rower!

No i niespodzianka na konie roku; Roch zmobilizował się, a w zasadzie został zmobilizowany do wyjścia na rower. Wszystko zaczęło się rano kiedy to Roch, wracając z Rodzinką z Olsztyna (rejon jurajski) zagaił, że pojeździłby sobie na rowerze i Żonka podłapała temat.

\”No to na co czekasz?\” – Powiedziała do Rocha.
\”No ale nie mam się w co ubrać\” – Odpowiedział wymigując się.
\”Załóż jeansy i idź\” – Ripostowała.
\”Ale jak to?!\” – mówił – \”nie będę wyglądał PRO\”
\”To chcesz pojeździć, czy wylansować się\” – Pytała Rocha.
\”No pojeździć, ale też lansować się\” – Powiedział.

W końcu rozmowa otarła się o nienaładowany GPS, zimno i ogólne nie chce mi się. Jednak ziarno rowerowania zostało zasiane w Rocha głowie. Jechał i myślał i tak po powrocie do domu w końcu się zebrał i znalazł w przepastnej szafie swoje stare rowerowe ubranie. Nawet pasowało, biorąc pod uwagą sytą Wigilię (2013 i 2014).

Roch szybko założył to co wygrzebał z szafy i poszedł pojeździć; trochę się bał, czy będzie mu ciepło. Przyzwyczajony do tego, że w aucie może sobie regulować temperaturę miał obawy czy na rowerze wytrzyma jakikolwiek dystans. Po kilkunastu metrach jednak okazało się, że zimno nie jest, a nogi które są w ciągłym ruchu \”samonagrzewają\” się więc problem sam się rozwiązał.

Odległość nie jest oszałamiająca, ale jak na zimowy rower po przerwie, lekko licząc, 5-o letniej to i tak spory wynik. Zresztą można wszystko zobaczyć na Stravie (nienaładowany GPS Roch zastąpił tabletem)
Roch pozdrawia Czytelników.

No i po świętach

Jak to się mówi \”święta, święta i po świętach\”. Z świąt pozostało tylko +2 kg na wadze i prezenty z których Roch cieszy się niezmiernie. Od Żonki dostał zestaw płyt Tarji Turunen i teraz może się chwalić kompletem (no prawie, bo brakuje mu jeszcze jednej, ale już nad tym pracuje). Od Mamy słodkości, a od Teściowej słodkości + drobny upominek. Co do Świąt to chyba takie miały być, nie licząc braku śniegu, ale ten zaczął w ostatnim czasie padać.
Ale Święta zbliżają się ku końcowi i pora wracać do normalności, choć nie do końca albowiem Roch ma dużo urlopu więc do pracy idzie w okolicach 5 stycznia, a więc będzie to taka normalna nienormalność. Zapewne powrót do pracy będzie ciężki i nieznośny, ale póki co Roch się tym nie martwi; bardziej martwi go fakt tycia (pewnie dlatego, że żre jak świnia), a także pierwsza krew na wardze Michaśki. Wczoraj w ferworze walki Mała przywaliła w kierownicę swojego rowerka i pojawiła się krew, ale skończyło się tylko na rozciętej wardze, a nie na wybitych zębach. Trochę płaczu, trochę strachu i Młoda wróciła do zabawy. Na szczęście można ogłosić happy end, choć warga jeszcze jest śliwkowa.
Dziś natomiast spadł pierwszy śnieg, który dla Roch był drugim śniegiem ponieważ pierwszy śnieg przeżył on w Bytomiu jadąc do pracy. Niemniej jednak dla Michaśki był to pierwszy śnieg, który mogła świadomie dotknąć. Nie było go zbyt wiele, ale zawsze to coś. Na początku ostrożnie postawiła stopę na białym puchu, a potem już poszło gładko. Widać, że śnieg spodobał się Miśce, tylko czy spadnie go na tyle żeby mogła się nim nacieszyć. Według prognoz ma być biało, ale jak bardzo tego nie wie nikt.
Z białymi pozdrowieniami,
Roch.

Tuż przed Świętami

No i mamy ten okres, który nazywamy przedświątecznym. Można go poznać po tym, że na parkingach przed supermarketami są kroki, a ludzie są dla siebie nieuprzejmi bardziej niż kiedykolwiek, ale do rzeczy. Roch chciał napisać, że do świat jest przygotowany. W pracy wziął urlop, aż do Nowego Roku, a nawet ciut dłużej. Porządki też już są na ukończeniu; w zasadzie zostało tylko ugotować parę potraw i można uznać, ze Święta zostały oficjalnie zainaugurowane. Milowym krokiem do rozpoczęcia Świat był też zakup choinki. Oczywiście żywej i dużej. Obecny w pokoju model ma 2.70 metra i żeby postawić ją do pionu Roch musiał złamać czubek lub szpic, zależy jak kto nazywa ten element na szczycie choinki.

Ale drzewko stoi i wszystkim się podoba. Nie chwaląc się Roch trzeci raz z rzędu kupił fajną choinkę z której i on sam jest zadowolony. Prezenty też już kupione, na szczęście Roch zna swoją Żonkę na tyle dobrze, że wie co jej kupić i nie musi wpisywać w Google frazy \”jaki prezent kupić żonie\”. Więc teraz pozostało tylko czekać na pierwszą gwiazdkę i rodzinne święta.

Łyżką dziegciu w tej beczce miodu jest fakt, że święta nie będą białe, a Roch tak chciał wyjść z Misią przed dom i ulepić bałwana. Jest jednak nadzieja, że Nowy Rok będzie biały i wtedy upragniony bałwan stanie przed domem z dwoma węgielkami i marchewką.

Korzystając z okazji Roch pragnie też złożyć życzenia wszystkiego co najlepsze, spokojnych i zdrowych Świąt Bożego Narodzenia w gronie rodzinnym, no i białych (może jeszcze Pani Zima zdąży). I nie przejmujcie się wagą – są takie dni w roku, że można sobie pozwolić na obżarstwo. Przynajmniej będzie można sobie postanowić, że \”od Nowego Roku mniej jem\”. I tego Roch będzie się trzymał.

Roch pozdrawia Czytelników.

Jak się sprawy mają?

Dawno nic Roch nie pisał; spowodowane to jest przede wszystkim brakiem czasu. Dzień Rocha wygląda mniej więcej tak: rano idzie sam albo z Michaśką po bułki, taki to już rytuał, że codziennie Michaśka zjada świeżą bułeczkę z rana. Potem, już całkiem na poważnie Roch zbiera się do pracy, pakuje wszystko co ma do zabrania i wsiada do auta. Najczęściej wraca się po okulary, których zawsze zapomina i rozpoczyna walkę.

Owa walka to 60 kilometrów do pracy. Każdy mówi, że to daleko, ale są kraje gdzie dojazd 100 km do pracy nie jest niczym dziwnym. A pracę ma Roch fajną, więc w dalszym ciągu chce mu się jeździć, choć on sam nie ukrywa, że jest to czasami męczące. W pracy jak to w pracy; poranny scrum, potem kawka, i pora zacząć pracować. Po obiedzie leci już szybko i o 17:05 Roch odbija się na budziku, wsiada do samochodu i wraca do Michaśki. Ponownie 60 kilometrów, ale w przeciwnym kierunku.

Po powrocie szybka zabawa z dzieckiem, kolacja, kąpanie i czytanie książeczki. To kolejny rytuał, którego Roch nie opuszcza. Książka była czytana zawsze i będzie czytana zawsze. Potem Roch ma czas dla siebie, a o 22:00 zaczyna pracować na swój rachunek realizując różne zlecenia. Kładzie się około 1:00 w nocy.

Jak sami widzicie Czcigodni Czytelnicy, czasu Roch ma mało. Trudno go znaleźć na odespanie całego dnia, a co dopiero wsiąść na rower i trochę pojeździć. Dzień też już jest króciutki, więc sezon ten chyba można uznać za zakończony, zresztą rower – jak już Roch wspominał – stoi w piwnicy. Nie pozostaje nic innego jak czekać na wydłużenie dnia i ocieplenie się powietrza.

Roch pozdrawia Czytelników.

Potrzeba mobilizacji

Jest jesień; przynajmniej tak twierdzą meteorolodzy, ale pogoda za oknem udowadnia, że jeszcze może być ciepło. Jednak Roch powoli zaczął się przygotowywać do nadejścia chłodniejszych dni. Póki co to schował rower żeby nie stał w zimnym garażu, ale niewykluczone, że jeszcze wyprowadzi rower z piwnicy i skoczy gdzieś pojeździć.

Jednak sprawa jest inna; Roch chce spróbować – po raz trzeci – zacząć biegać. Żeby poruszać się przez zimę, bo znowu obrośnie w tłuszcz. Jednak motywacji nie ma, żeby się ubrać i wyjść. Przed pomysłem z bieganiem Roch jeździł na basen, ale kolejne minuty spędzone w samochodzie skutecznie go zniechęciły do dojazdów na basen.
W planach jest również zakup trenażera, ale to dopiero po którejś z wypłat, o ile Roch uzbiera kasę na niego. Do tej pory musi radzić sobie sam, więc pomysł jest taki żeby zacząć biegać, ale jak się zmotywować? Jakieś pomysły?
Roch pozdrawia Czytelników.

Ciepło dla rowerków

Powoli nadchodzi czas kiedy trzeba powiedzieć sobie \”dość\” i podjąć jedyną słuszną decyzję, czyli odłożyć rower na bok, bo sezon rowerowy się kończy, a w zasadzie się nawet nie rozpoczął dla Rocha, ale kilka razy Roch jeździł więc można ogłosić zakończenie. W zasadzie to nie całkowite zakończenie bowiem pogoda ma dopisywać jeszcze jakiś czas, więc Roch postara się jeszcze parę razy wyskoczyć na rowerze gdzieś dalej, ale to chyba raczej ostatki sezonu są.

Skoro rowery będą używane rzadziej to Roch zniósł je do piwnicy – w zimnym garażu Rochowy rower bardzo źle się czuje. Ostatniej zimy zapowietrzył sobie hamulce i zagęścił olej w amortyzatorze, więc Roch musiał zawieźć go do nieocenionego Wojciecha, który tchnął w rower nowego ducha cyklistycznego.

Zatem obydwa rower są już zaparkowane w ciepłej piwnicy, ale może od czasu do czasu jeszcze pojeżdżą, kto wie.

Roch pozdrawia Czytelników.

Niedzielny rower z Rodzinką

W końcu udało się wyskoczyć na rower. W niedzielę pogoda była wręcz letnia i żal było marnować ją na siedzenie w domu, czy leżenie w łóżku. Tak więc Roch ubrał się, Żonka ubrała się i Miśkę i wszyscy razem poszli na rower. Michaśka lubi coraz dłuższe wypady, ale zdarza się jej jeszcze zasnąć na rowerze. Tak tez było w niedzielę, kiedy to pod koniec jazdy dziecko usnęło w foteliku. I nie pomagało udawanie przez Rocha foczki, rajdowca, a nawet zabawa w ciuchcię.

\”Uuuuu uu uuuuuu\” – Trąbił Roch udając ciuchcię .

Ale nic nie przynosiło skutku i Michaśka poszła spać. Na szczęście do domu było nie daleko i udało się dowieźć Małą bez kombinowania. Jak tylko została wyjęta z fotelika doznała reaktywacji i przestała chcieć spać, ale już po rowerze to poszła na huśtawkę, trampolinę i w końcu na podwieczorek, bo głodna jak wilk była.

Zapis trasy dostępny jest online, a jakże:

Roch pozdrawia Czytelników.

Wiadro czasu Roch kupi

Gdyby ktoś wiedział lub słyszał o miejscu, w którym można kupić wiadro czasu to Roch chętnie kupi sobie wiaderko lub nawet dwa. Cały czas obiecuje sobie, że zacznie jeździć na rowerze, ale zawsze coś wyskakuje i kończy się na chęci jeżdżenia. Basen też średnio wychodzi, ale takie już życie. Ostateczną kropkę na \”i\” postawiła pogoda i od początku tygodnia pada deszcz, ale w sumie Rochowi to i tak obojętne bo do pracy rowerem też nie potrafi się wybrać.

Tak więc pozostaje Rochowi ciągłe wmawianie sobie, że się pojeździ na rowerze, albo że się pojedzie na rowerze do pracy, ale koniec końców Roch i tak jest przekonany, że nic z tego nie wyjdzie. Za dużo obowiązków, a za mało czasu. Takie życie.

Roch pozdrawia Czytelników.

Ostrożne podsumowanie rowerowania. Albo wszystkiego.

Sezon, niechybnie i nieubłaganie, zbliża się ku końcowi. Ten rowerowy oczywiście. Chyba pora zacząć myśleć o jakimś małym podsumowaniu, ale oczywiście nie o zakończeniu pedałowania. Otóż Roch na nowo odkrył magie roweru; działa jak lek przepisany przez lekarza na wszelkie zło tego świata. Od dawna Roch nie chciał jeździć, bo zawsze było coś do zrobienia, załatwienia albo po prostu nie chciało mu się. Dzięki temu dziwnemu splotowi wydarzeń z ostatnich lat Roch zaniedbał siebie, rower i Bloga.

Bloga prowadzi od jakiegoś 2007 albo nawet 2006 roku, dokładnie już nie pamięta, a różne przekazy różnie podają datę powstania / założenia / zainicjowania. Poważne pisanie zaczęło się od tryptyku rowerowego (trzech długich postów, w których Pafnucy opisuje swoje przygody z Aliną). Starzy Czytelnicy widzą o co chodzi, a dla pozostałych Czcigodnych Roch postara się wygrzebać go skądś, choć jeszcze nie wie gdzie go szukać. Tak czy inaczej Roch w jednej z kolejnych notek załączy tryptyk tak żeby każdy mógł się z nim zapoznać.

Wracając jednak do ostrożnego podsumowania pedałowania, to Roch wraca do korzeni – może i nawet dosłownie, bo chciałby odwiedzić stare, tarnogórskie, śmieci – czyli Dolomity, Suchą Górę, Repty, Lotnisko, etc. Nie wiedzieć dlaczego tęskni mu się do tych pagórków, Częstochowa jest jaka jest, płaska i niewykształcona rowerowo. Co prawda istnieje pojęcie Masy Krytycznej (sic!) ale mijający rowerzyści nie pozdrawiają się, co jest dziwnym zachowaniem, ale duże miasto rządzi się swoimi prawami, których Roch widocznie nie potrafi zrozumieć. Jak większości.

Jak tylko Misia ma włączoną drzemkę to Roch próbuje iść na rower, swoje lata ma i kondycja jest bardzo zaniedbana, ale silne postanowienie poprawy zagościło w sercu i dup*e Rocha więc niech wiatr zawsze wieje w plecy, albowiem Roch chce wrócić do intensywnego pedałowania. Szkoda, że jego Przyjaciel, Koyocik, nie może już pedałować, wspólne Jury były zajebiste, ale zdrowie jest ważniejsze, więc Roch został sam na placu boju, tkwi wiernie na reducie zwanej rowerowanie.

Oby wytrwał jak najdłużej i oby sezon skończył się jak najpóźniej.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS. Jutro – to znaczy już dziś, patrząc na zegarek – Roch planuje jechać do pracy rowerem. Ślad oczywiście zostanie zapisany.

PSS. 1111 post na blogu.

Częstochowa – Blachownia – Konopiska

Od kilku dni oba rowery, ten mały i ten duży stały nie ruszone. Miśka załapała jakiegoś echowirusa i wykropkowało ją, co skutecznie uniemożliwiło pedałowanie, ale wrzesień i październik pod względem pogodowym zaliczały się do Złotej Polskiej Jesieni. Ale w końcu Miśka wyzdrowiała, kropki zeszły. Szybko znalazła Rocha buty i wskoczyła w nie żeby pokazać, że jest gotowa na to żeby przejechać się na rowerze. Pogoda dopisywała, dziecię zdrowe, więc szybko.

Żonka ubrała ją w ciepłe spodenki, kurteczkę i z czystą przyjemnością wsiadła do fotelika żeby pojeździć trochę na rowerze. Po tak długiej przerwie musieli się najeździć do syta, a więc kilometrów wyszło – jak do tej pory – najwięcej, bo aż 11, więc dystans zaczyna się wydłużać, aż w końcu Roch zabierze Michaśkę na Jurę, żeby poznała co to fajna zabawa na rowerze, ale to już w przyszłym roku, teraz pogoda i czas powoli się kończą, więc pozostaje tylko lokalne pedałowanie, co i tak jest fajne. Powstał oczywiście ślad z tego wypadu, na Stravie.

* * * * 

Następnie Roch wybrał się na rower sam, ponieważ zachciało mu się pojeździć trochę dalej i szybciej, a z dzieckiem – wiadomo – nie można pojeździć szybko żeby nie zawiało małej. Więc, korzystając z tego, że Michaśka poszła spać Roch wskoczył w buty i poszedł pojeździć. Coraz częściej wymyśla sobie trasy wyjeżdżające poza Częstochowę (w samym centrum no nie ma gdzie jeździć).

Teraz pojechał z Częstochowy do Blachowni, a stamtąd przez Konopiska do Częstochowy. Kilometrów wyszło 35, więc w ciągu weekendu Roch przejechał ponad 40 kilometrów – szkoda, że sezon się kończy, Roch właśnie zaczynał się rozkręcać. Ale przyszły rok już niedługo. Na zakończenie kolejny ślad:

Roch pozdrawia Czytelników.