środa, 31 grudnia 2008

Podsumowanie i pożegnianie roku 2008

No i stało się - stary rok się kończy, a już na pewno zakończył się rowerowy rok 2008, bo dziś nastąpił ostatni w tym roku wypad rowerowy. Czas na podsumowanie dwunastu miesięcy w siodle, jednak najpierw Roch pochwali się zakupem, jeszcze w starym roku.

Otóż Roch zakupił sobie wypasione buty na rower w przystępnej cenie, a to za sprawą Osobistego Rabatu (TM) jaki Roch dostał u chłopaków i dzięki temu stał się posiadaczem wypasionych butów SPD.

Do zakupienia pozostają jeszcze pedały, ale to kwestia czasu jak Roch zaopatrzy się w jakieś M-540, bo na XTRy go nie będzie stać. Tak więc w starym roku Roch sprawił sobie jeszcze jeden prezent. Jak widać buty stoją pod choinką, która zaczyna się sypać, ale cóż poradzić - Święta się skończyły.

Ale wracając do podsumowania roku bo o tym głównie będzie ostatnia w tym roku notka. Jeśli chodzi o grudzień to totalna porażka i lepiej gdyby w ogóle nie było grudnia. Na początku żarło całkiem nieźle, kilometry kapały, pogoda dopisywała jednak z upływem miesiąca Rochowi przestawało się chcieć, a pogoda nadal dopisywała.

W statystykach robiło się czerwono, Roch dopisywał kolejne zera, aż doszedł do ostatniego wiersza, w którym wpisał jedną z nielicznych wartości większych od zera. Zatem w grudniu wygląda to tak: 187km w czasie 9 godz. 15 minut co daje oszałamiające 6 km dziennie ze średnią 6 km, czyli szybciej niż Poczta Polska, ale wolniej niż ślimak winniczek.

A jak to wygląda to z perspektywy roku? Według Rocha całkiem dobrze, choć nie udało się wyrobić normy, czyli 10 tyś kilometrów. Roch liznął okolice tej liczby, a przez to nabrał ochoty na powtórkę. Tak więc w roku 2008 Roch przejechał 9577km w czasie 477 godz. 59 minut co daje średnio 26 kilometrów dziennie z prędkością 16km/h.

Przez rok, abstrahując od kilometrów, Roch uskutecznił całe mnóstwo wypadów z Przyjaciółmi, kilkanaście zlotów z Reedem i Koyocikiem, zaliczył Jurę i Mirowskie Pierogi i całą masę niezapomnianych rowerowych chwil, za co wszystkim Roch gorąco dziękuje.

Oby nadchodzący rok był jeszcze lepszy! Na zakończenie pliczki ze statystykami do pobrania:
grudzien_2008.pdf
Rok_2008.pdf

Na zakończenie zdjęcie Rocha w starym roku:


Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 30 grudnia 2008

To jest, k..., napad!

Z tym krokiem Roch wstrzymywał się dosyć długo, ale w końcu nastał dzień, w którym Roch udał się do banku żeby wpłacić świąteczny haracz, tfu, prezent na konto, żeby pieniądz zarabiał na siebie, a nie leżał w słoiku i wodził na pokuszenie Rocha. Zaraz z rana Roch wsiadł do Megi i pognał do banku. Oczywiście symboliczny parking zapchany po brzegi więc Roch pojechał dalej, ale i tam był problem. Jednak, szczęśliwie, wcisną się w lukę.

Pełen nadziei, że po świętach nie będzie kolejek wszedł do banku, wybrał odpowiednią opcję i wysunął się kartonik z napisem 264. Roch spojrzał na tablicę i złapał się za głowę.

- O ku*a! - Jęknął jak zobaczył na tablicy numerek 224.
- Będę tu stał z godzinę.. - Dumał szukając jakiegoś siedziska.
- ..chyba, że krzyknę to jest napad! - Dumał dalej na stojąco.
- ..ee szkoda ludzi stresować - Pomyślał.

Stanął więc w kącie i obserwował jak numerki rosną i zbliżają się do tego co Roch ma napisane na kartoniku. W końcu udało się i, dzięki pustym losom, Roch dostał się do "panienki z okienka" i zapragnął wpłacić swoje zaskórniaki. Pani wklepała coś w komputer, przeliczyła, schowała i zadała trudne pytanie.

- Widzę, że pan nie ma aktywnej obsługi przez internet - Zaatakowała Rocha.
- Yyy nie mam i .. - Zaczął Roch, ale nie skończył.
- A to u nas jest darmowe, fajne i w ogóle to obciach nie mieć - Pani zachwalała.
- Ale ja nie odczuwam potrzeby posiadania bankowości internetowej - Odpowiedział stanowczo Roch.
- No ale to takie fajne i wygodne jest - Pani starała się przekonać Rocha.
- Ale ja już mam dość komputerów przez cały dzień i nie chce jeszcze mieć konta w komputerze - Odpowiedział Roch.

Pani spuściła głowę i podziękowała, chyba Roch nie zrobił jej dobrze bo jakaś taka nienasycona została, ale Roch naprawdę nie tęskni za bankowością internetową.

Po powrocie do domu Roch udał się na zasłużony odpoczynek i, niestety, nie zdążył iść na rower, ale jutro może się uda, o ile jakieś okoliczności nie pokrzyżują Rochowi planów.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 29 grudnia 2008

W siodle

Jakoś tak się zdarzyło, że wczoraj Rochowi nie chciało się pisać bo i nie było o czym pisać więc odpuścił sobie wczorajszą notkę, ale dziś za to będzie notka mrożąca krew w żyłach i powodująca zjeżenie się włosów na głowie.

Otóż od rana coś Rochem miotało, nie mógł znaleźć sobie miejsca, aż w końcu w jego głowie zaświtała myśl, która już go nie opuściła, aż do pory "po obiadowej". Roch zapragnął iść na rower i nie interesowało go, że słupek rtęci spadł na poziom -5 st. C, a tym samym będzie więcej niż pewne, że jakaś część ciała przymarznie do roweru.

Długo, długo się wahał, aż w końcu złapał za rajtki i zaczął się ubierać. Na zakończenie nałożył na siebie grubą warstwę kremu Nivea żeby odizolować się niesprzyjającej temperatury, a przy okazji nabrać trochę blasku i delikatności.

Zszedł na dół, otworzył drzwi i fala zimna uderzyła go prosto w twarz, ale nie poddał się. Nie poddał się nawet po upadku przed klatką spowodowanym poślizgiem i nieprzygotowaniem do sezonu zimowego. Roch pozbierał się, otrzepał rajtki ze śniegu i pojechał dalej licząc na to, że dalej będzie trochę większa przyczepność.

Kierunek Repty, przyczepność nieznacznie wzrosła, więc Roch mógł rozwinąć prędkość i w miarę szybko dojechać do celu. W samym parku ścieżki zaśnieżone, ale przejezdne. Roch wjechał więc na szlak i poczuł jak tylne koło go wyprzedza, jednak doświadczenie połączone z przytomnością umysłu spowodowały, że drugi upadek był mniej bolesny.

Roch wjechał w krzaki bo główne ścieżki przestały go bawić. Gałęzie pękały, liście szeleściły, a Roch twardo pedałował przed siebie. Dojechał do rzeczki i tam postanowił zrobić przystanek, pstryknąć kilka zdjęć i zrelaksować się po świątecznym maratonie.

Po odpoczynku Roch rozpoczął powrót do domu, co nie było łatwe bo ochota na jeżdżenie była nadal, ale czas się kończył i trzeba było wracać do domu. Pod domem Roch nie zaliczył już żadnego upadku, wszedł do klatki i od razu poczuł jak fala gorąca uderza go w twarz.

Na zakończenie kilka zdjęć z dzisiejszego wypadu:
Zimowe Repty


Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 27 grudnia 2008

Coś się dzieje

No i stało się; Święta się skończyły, a jedyny ślad po nich to wskazówka wagi, która drastycznie przesunęła się w prawo. Powróciła normalność, sklepy zostały otwarte, wszystko jakoś ożyło co Rocha bardzo cieszy. Pierwsze kroki skierował do Marketu celem zakupienia płyt DVD bo trzeba zrobić zaległą kopię zapasową danych.

Wewnątrz marketu jakby czas się zatrzymał. Mikołaje, promocje i takie tam świąteczne "sale". Roch czym prędzej złapał płyty i pobiegł do kasy. Po pięciu minutach był już na zewnątrz z płytami w dłoni. Człapał do domu powoli bo chciał się przewietrzyć po dwóch dniach kiśnięcia w domu.

Gdy wrócił już odświeżony zasiadł przed komputerem i nagrywał płyty. Nagrywał do wieczora więc szkoda o tym pisać.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 26 grudnia 2008

Na szczęście to już koniec

- No proszę... jeszcze trochę... jeszcze chwilkę.. już blisko.. kurna nie zasnę - Powiedział Roch w okolicach godziny 900 próbując dospać do jakiejś późniejszej godziny.

To skutki siedzenia przed telewizorem do godziny 100 w nocy oglądając Stevena w akcji jak własnoręcznie zabija połowę wojska, a drugą załatwia pistoletem z jednym magazynkiem. Może i bajka, ale na wieczór jak znalazł.

Gdy Roch już wstał, przetarł oczy, spojrzał w lustro i stwierdził, że ładniejszy i tak nie będzie. Od rana myślał jak tu zagospodarować sobie resztę dnia żeby nie skończyło się tak jak wczoraj. Do południa znowu nic nie przyszło do głowy, po południu nie było lepiej. W końcu Roch wziął kluczyk i postanowił, że sprawdzi, czy w samochodzie jest jeszcze jakiś duch.

Przekręcił kluczyk, zawyło, zaświstało i zaskoczyło. Roch wyszedł i zaczął leniwie odkopywać samochód spod śniegu. Robił to tak leniwie, że sąsiedzi podeszli do okien zobaczyć jak z człowieka może ujść życie z powodu świąt. Ręka opadała dzięki przyciąganiu ziemskiemu.

Gdy już samochód został wydobyty spod śniegu Roch wyjechał z parkingu i pognał w kierunku zachodzącego słońca. Dmuchawa dmuchała, radio grało, konie mechaniczne rączo ciągnęły, a Roch obserwował drogę szukając jakiegoś znaku bliżej nie określonego. Jednak nic takiego nie pojawiło się więc Roch wrócił do domu.

Pod dom zajechał efektywnym poślizgiem, w pełni kontrolowanym, żeby dziatwie pokazać jak się jeździ samochodem po czym Roch powrócił do normalności.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 25 grudnia 2008

Gdy nie ma co robić

- Mogłyby się już skończyć te Święta - Pomyślał Roch, któremu od jakiegoś czasu wszystko jedno.
- Nic tylko jedzenie i spanie - Myślał dalej.
- Koniec dumania zaraz mi pęcherz pęknie - Skończył myślenie i zwalił się z łóżka.

Tak zaczął się pierwszy dzień Świąt. Początkowo Roch nie myślał, że będzie umierał z nudów, ale wraz z upływem godzin nabierał przekonania, że zanudzi się na śmierć. Do południa to jeszcze jakoś leciało, ale później jakoś wszystko się załamało i Roch permanentnie nie miał co do roboty.

Zabrał się zatem za lutowanie, ale nim rozgrzał lutownicę ochota przeszła, później były próby wyczyszczenia roweru, ale to jeszcze szybciej się skończyło bo już w fazie planowania. Następnie Roch chciał iść na rower, ale śnieg go odstraszył i mróz zresztą też.

Roch postanowił, że resztę dnia palcem nie kiwnie bo nawet gdy palec się poruszy to reszta Rocha jakoś odmawia współpracy, a tu jeden dzień tego świątecznego szału, a potem wraca normalność. Roch odlicza godziny bo ileż można siedzieć z głową w talerzu.

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 24 grudnia 2008

No to najlepszego

Roch zaczyna nietypowo bo rano, ale i okazja jakoś bardziej ku temu sprzyjająca.

Roch pragnie złożyć wszystkim Czytelnikom gorące życzenia zdrowych, pogodnych i wesołych Świąt, oby stół uginał się pod ciężarem potraw, oby karp lekkim był, żeby pod choinką prezenty się nie mieściły, żeby w przyszłym roku spełniło się to, co miało się spełnić w tym roku, no i spełnienia wszystkiego czego sobie życzycie Czcigodni.

A Wam, Bracia i Siostry, Roch życzy, żeby dętki nie pękały, żeby łańcuchy się nie wyciągały, żeby rower sam pedałował, żeby powstawały nowe trasy rowerowe, żeby kilometry się mnożyły, a zmęczenie się dzieliło, żeby zawsze była pogoda i, jednocześnie, ochota, żeby kondycja rosła, a wraz z nią czas, żeby bidon zawsze był pełny, żeby drzewa nie wyrastały, a korzenie się chowały.

Jednocześnie Roch dziękuje, że wytrzymaliście z nim ten rok i ma nadzieję, że kolejne będą równie udane.

Roch.

wtorek, 23 grudnia 2008

Mini opłatek

- Trzeba skoczyć do Tomka złożyć życzenia - Pomyślał Roch zrywając się o 1000 z łóżka.

Zaraz po porannym ogarnięciu się Roch wyskoczył z domu i poszedł do zaprzyjaźnionego PWiKu żeby ostatni raz, w starym roku, spotkać się z kumplami. Roch zastał zamknięte drzwi do kantorka, ale szybko wydzwonił Tomka i dowiedział się, że jest w terenie. Jednak Roch był mile widziany i miał przyjść do laboratorium.

Roch zjawił się na miejscu, dostał śrubokręt i zaciskarkę do ręki i miał pociągnąć kabla. Roch wywiązał się z zadania w miarę szybko i dzięki temu załapał się na prowizoryczny i spontaniczny opłatek, a właściwie pierniczek.

Jako, że Roch liczy kalorie bo rower stoi, a brzuch rośnie pierniczek przeżył. Po prowizorycznym opłatku Roch wrócił do domu i miał zabrać się za ubieranie choinki, jednakże brukselka ponownie spowodowała pojawienie się leniwca i Roch odłożył ubieranie na jutro rano.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 22 grudnia 2008

Świąteczny amok, szał i ogłupienie

Zaczęło się świąteczne szaleństwo podczas, którego lepiej nie zapuszczać się do sklepów bo można się niemiło zdziwić. Roch jednak musiał wyjść z domu i poszukać piły włosowej. Z góry założył, że w Tarnowskich Górach szanse zbliżają się do zera. Jednak nie poddawał się i chodził od sklepu do sklepu w poszukiwaniu piłki.

- Dzień dobry, czy piłę włosową dostanę? - Zapytał.
- Może taki STHIL? - Powiedział sprzedawca wskazując na piłę łańcuchową.
- Yyy proszę czytać z moich ust: W Ł O S O W A - Literował Roch.
- A jak ona wygląda? - Dziwił się sprzedawca.
- Wesołych Świąt - Roch nie chciał tracić czasu na tłumaczenie.

Zrezygnowany pojechał do Marketu Budowlanego, w którym każdy znajdzie coś dla siebie, coś jak sklep nie dla idiotów. Załapał pana z obsługi, zapytał o piłę włosową, a kompetentny pan zaprowadził Rocha do odpowiedniego miejsca. Po drodze pan stwierdził, że chyba nie ma, ale na miejscu okazało się, że są. Kulturalny pan przeprosił, co Rocha zadziwiło i zamurowało.

****

Świąteczne korki na drogach spowodowały, że Roch kręcił po sobie tylko znanych ulicach żeby tylko nie stać w korku. Niestety nie udało się i musiał swoje odstać w świątecznym korku, gdzie atmosfera jest miła i kulturalna, tylko czasem można było usłyszeć świąteczny dźwięk klaksonu.

Po powrocie do domu Roch zaległ na łóżku i tak już został. Leniwiec wygrał z Rochem i spowodował, że oczy same się zamknęły na godzinkę.Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 20 grudnia 2008

Polowanie na drzewko

Nastała sobota i Roch wybrał się na poszukiwanie choinki. Koniecznie żywa i koniecznie zielona bo taki wymóg padł odgórnie i bez spełnienia tego warunku Roch mógł się nie pokazywać w domu. Kierunek to Pniowiec i tamtejszy leśniczy, który wedle legend posiada choinki i tanio je sprzedaje.

Roch wsiadł do samochodu i pojechał wyhaczyć jakąś choinkę. Na miejscu Roch ujrzał ogrom choinek i poczuł, że wybór nie będzie łatwy. Wymiar Roch mnie więcej znał, teraz tylko gęstość igiełek określić i można było wracać. I tu zaczęły się schody.

Do Rocha podeszła miła dziewczyna, prawdopodobnie córka leśniczego i zapytała w czym może pomóc. Roch chwile pomyślał, ale perspektywa ucieczki przed ojcem leśniczym wyposażonym w dwururkę spowodowała, że Roch ograniczył się do pomocy w wyborze choinki.

Po chwili znalazł się wymarzona choinka tylko, że za długa.

- Biorę ją, ale muszę ją skrócić - Rzekł Roch do córki leśniczego.

Dziewczyna gdzieś znikła i po chwili zjawiła się z siekierką.

- Mogę, bo jeszcze się skaleczysz - Powiedział Roch do córki gajowego.
- No to teraz, kurna, zaszpanuję - Pomyślał Roch.

Złapał za trzonek i zamachną się i sruuuuuu w choinkę, siekierka odskoczyła, Roch uskoczył i w ten sposób uniknął amputacji stopy. Drugie podejście było bardziej profesjonalne, a po kilku razach choinka została skrócona. I tu zaczęły się schody.

Okazało się, że samochód jest trochę za krótki na choinkę i trzeba by ją jeszcze skrócić. Jednak Roch podszedł filozoficznie do problemu bagażnika i po chwili choinka była w środku, a koniec jej wystawał przez szybę. Roch czuł się jak Janek Kos, z Czterech Pancernych, mknął sobie do domu zadowolony, że ma stopę i choinkę.

Póki co drzewko stoi sobie na balkonie, ale już niedługo zostanie przystrojona i będzie przypominać o cudownym ocaleniu stopy.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 19 grudnia 2008

Spadł śnieg, Święta idą

Przez ostatni tydzień wszyscy krakali, że spadnie śnieg i będą białe Święta. Jednocześnie Roch został dwukrotnie załatwiony brukselką przez co w grudniu Roch zaczerwieni się po publikacji statystyk bo więcej zer to tylko w Sejmie można znaleźć. Nic nie wskazuje na to, że sytuacja ulegnie zmianie więc pora wsadzić rower do wanny i zmyć z niego całoroczne błoto.

Bomberek powędruje do Adventure na przegląd i wymianę oleju, trochę sprzętu trzeba będzie kupić, może w końcu uda się kupić SPD i zwiększyć kooltowość drastycznie, a może Roch pozostanie przy obecnym rozwiązaniu, które sprawdza się doskonale.

Tak, czy inaczej Roch zamraża rowerowe wypad bo kryzys go dopadł i śniegofobia więc Roch siedzi w domu. Jednak pisania na blogu nie zamraża bo coś zawsze się dzieje i warto tym podzielić się z ogółem internetowej społeczności lub po prostu napisać to i odfajkować kolejny zakończony dzień.

Wbrew wcześniejszym zapowiedziom Roch nie żegna się z Operą bo wszystko się ułożyło i blog działa w miarę stabilnie, a na zmuszanie Googli do ponownego indeksowania Roch jest zbyt leniwy.

I to wszystko na dziś.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 18 grudnia 2008

Kurier zawsze dzwoni o siódmej

Śpiącego w najlepsze Rocha obudził telefon, jednak Roch nie rzucił mięsem, nie narzekał, że go obudzili. Zerwał się z łóżka i złapał za telefon.

- Yes! Yes! Yes! - Zakrzyknął Roch po rozmowie.

Był to kurier firmy GLS (zasłużona reklama), który powiedział, że będzie u Rocha w okolicach 1230 więc Roch zarezerwował sobie wolne na tą godzinę tak żeby być w domu. W międzyczasie zrobił wypad do Lublińca na kawkę. Jednak cały czas spoglądał na zegarek, aby nie spóźnić się do domu.

Po powrocie do domu Roch niecierpliwił się, ale umówionej godziny jeszcze nie było. Gdy zegar wybił połówkę godziny rozległ się dzwonek. Kurier stanął u progu z wielkim pudłem. Roch czytelnie podpisał się w miejscach, które wskazał kurier i dostał wielkie pudło, które miał problem przepchnąć przez drzwi.

Na pudle napis TME zwiastował, że to prezent, który Roch sam sobie sprawił z niewielką pomocą rodziców, którzy dołożyli się do Rochowego hobby. Po uporaniu się z taśmą, paskami i naklejkami Roch zobaczył drugie pudło. Drżącymi rękami wyjął drugie pudło, a po chwili zawartość.

- Aleeee wypas, jeszcze ładniejsze niż na zdjęciu - Myślał Roch.

Gdy wszystkie części były już wyjęte Roch przystąpił do montażu. Po chwili przed Rochem stała piękna, biała stacja lutownicza, którą Roch kupił sobie na Święta jako prezent pod choinkę, która zostanie zakupiona jutro.

Nie mogąc się powstrzymać Roch zasiadł za stołem i zaczął lutować; jednak co stacja to stacja, grot cieńszy, grzałka krótsza, można regulować temperaturę i ogólna fajność i kultowość. Teraz Roch może rozwinąć skrzydła i pielęgnować w sobie nutkę domorosłego elektronika amatora.

Na zakończenie obowiązkowe zdjęcie bo jak chwalić się to na całego:

Roch pozdrawia Czytelników.

P.S: Z przyczyn obiektywnych Roch nie był na rowerze; a nawet gdyby chciał to i tak padało więc zero przyjemności.

środa, 17 grudnia 2008

Powtórka z rozrywki

Nadszedł dzień odbioru samochodu. Roch w okolicach godziny 1500 wybrał się piechotą do mechanika, aby wrócić autem do domu. W związku z tym rower znowu stał w domu, ale wizyta u mechanika nie była powodem przestoju.

Winowajcą rowerowego przestoju ponownie była brukselka, którą Roch uwielbia i mógłby jeść codziennie. Później jakoś tak leniwiec wstąpił w Rocha i już do wieczora palcem nie kiwnął; nie licząc kliknięcia zamawiam dzięki czemu zakupił sobie prezent pod choinkę, której jeszcze nie kupił. Ważne, że prezent już do Rocha jedzie.

Choinka zostanie zakupiona w piątek u leśniczego, który pójdzie z Rochem w las i zetnie drzewko takie jakie Roch sobie wymarzy, a nie byle krzak.

Na zakończenie zdjęcie winowajcy leniwca:

wtorek, 16 grudnia 2008

Na zapowiedziach się skończyło

Wczoraj Roch straszył, że pójdzie na rower bo pogoda wiosenna, a w domu nie ma co robić. Na zapowiedziach się skończyło. Po skonsumowaniu talerza pełnego brukselki Roch rozleniwił się strasznie. Opuściła go chęć do jakiejkolwiek jazdy na rowerze, wręcz nie chciało mu się zwalać z łóżka.

Jednak trzeba było trochę popracować więc Roch zmusił się do aktywności fizycznej, sięgnął po narzędzia, rozłożył się z gratami i rozpoczął nudny proces zaciskania kabelków i wkładania do gniazdek. Po piątym kabelku miał już dosyć i zakończył robienie kabelków.

Zalutował jeszcze osiem drucików i stwierdził, że na dziś ma dosyć. Jutro Roch zalutuje osiemnaście pozostałych kabelków i ogłosi zwycięstwo, o ile nic nie stanie na przeszkodzie. Samochód będzie do odebrania dopiero jutro więc zapowiada ciekawy dzień.

Może i na rower uda się wyjść.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 15 grudnia 2008

Popołudnie w komisie

Nadeszła pora, aby wymienić olej w Megi bo poprzedni - mimo, że z pierwszego tłoczenia - zużył się. Z mechanikiem Roch był umówiony na godzinę 1500 i o tejże zjawił się. Samochodzik wjechał do środka, Roch przekazał klucze do bram tfu. kluczyki i rozpoczął samotny marsz ku domowi. Buty wygodne, czapka ciepła więc można było dreptać powoli do domu.

Po drodze Roch wstąpił do komisu samochodowego celem nacieszenia oczu innymi samochodami.

- Ooo BMW 5.. faaaaajne - Wyobraził siebie w dresiku za kierownicą.
- Łeeee 250 tyś przebiegu - Dodał po chwili.

Dresik i chęć posiadania "piątki" szybko prysły, a Roch udał się dalej oglądając Focusy, Lexusy i inne pojazdy, które tam stały. Jednak żadne z pojazdów nie ujął Rocha tak jak kiedyś zrobił to jego obecny środek transportu. Nie było tego czegoś, tej fajnej dupci i tego zadziornego przodu.

****
Z ważniejszych rzeczy warto wspomnieć, że u Rocha był listonosz z paczką. Na pytanie dlaczego tak długo szła odpowiedział, że okres przedświąteczny i w ogóle są zarobieni. Cóż, listonosz nie jest winny tego, że Poczta Polska ma klienta w głębokim poważaniu bo wie, żę klient skazany jest na monopolistę i innego wyjścia nie ma.

Na szczęście paczka doszła w całości, co też należy uznać za spory sukces.

Roch ma nadzieję, że Gwiazdka prezent przyśle kurierem bo czekanie na upominek do lutego, aż sortownie się odetkają, nie jest specjalnie wesołe.

Roch pozdrawia Czytelników.

P.S: Z powodu olej rower odpoczywał, ale jutro Roch mu nie odpuści.

niedziela, 14 grudnia 2008

Opatentować, czy nie?

Czasem jak Roch siądzie i wysili szarą komórkę to jest w stanie wykoncypować coś sensownego. Po wczorajszych wojażach Roch stwierdził, że musi być jakiś sposób na marznące stopy, oczywiście poza kupnem butów zimowych bo to zbędny wydatek, a Roch zbiera na stację lutowniczą więc każdą złotówkę Roch ogląda z obu stron przed wydaniem.

Podczas którejś rozmowy z Koyotem Roch zasugerował owijanie stóp folią aluminiową, a Koyot zasugerował, że worek lepsiejszy jest. Roch przetestował w zeszłym roku sposób z folią i było całkiem nieźle. Chłodno, ale nie zimno więc złotówki uratowane. W tym roku Roch postanowił przetestować sposób z woreczkiem. Podobnie jak z folią efekt jest minimalny, ale zauważalny.

Tak opakowany Roch objechał Repty, Dolomity i wrócił do domu. W domu stwierdził, że woreczek założony na palce nie działa, tak jak nie działa folia aluminiowa. Jednak Roch nie planuje zakupu butów zimowych bo już koniec roku i niedługo nastanie piękny czas, w którym dzień jest długi, a powietrze ciepłe. Wtedy Roch zakupi buty letnie.

****
Po powrocie do domu Roch zaczaił się przy oknie i zapolował na ptaki atakujące karmnik. Trafiły się trzy i jedna sikorka, co jest niezłym wynikiem jak na wiosnę w grudniu. Zdjęcia można zobaczyć na Pikasie i w nowym albumie.

Ptaki


Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 13 grudnia 2008

Nowy image Mai Włoszczowskiej


Maja to pewnie ta z prawej. Znalezione na preclu.

Gratulacje dla autorki tekstu.

Prawie ciepło

Słońce świeciło, ptaki co rusz zaglądały do karmnika, a Roch co rusz sprawdzał pogodę za oknem. W końcu odważył się i wyszedł na rower.

- Termometr kłamał - Pomyślał Roch.

No ale odwrotu nie było bo drzwi się zamknęły, a guziczek na domofonie znikł był i jakoś nie można było się dostać z powrotem do domu. Roch wsiadł na rower i rozpoczął planowanie gdzie by tu pojechać. Stopy, uzbrojone w pojedyncze skarpetki, zdawały się mówić "nie daleko, nie daleko", ale reszta Rocha była zdecydowana pojechać gdzieś dalej.

Krakowskim targiem stopy i reszta Rocha uzgodniły, że pojadą na Świerklaniec i nigdzie dalej, bo reszta Rocha chciała dalej jechać, ale bunt na pokładzie znacząco skrócił wycieczkę. Na Świerklańcu Roch zauważył wędkarza, który próbował chyba wygenerować przerębel, co przy plusowej temperaturze byłoby szczytem wędkarstwa.

Poza sprytnym wędkarzem na Świerklańcu nikogo nie było. Roch zrobił kółko i skierował się ku domowi bo stopy coraz bardziej marzły. Po drodze został spotkany jeden kolarz, któremu stopy chyba nie strajkowały bo pędził jak szalony w kierunku, z którego Roch wracał.

W domu Roch zasiadł za biurkiem, a stopy przytuliły się do kaloryfera i tak już zostały. Bunt został opanowany.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 12 grudnia 2008

Kto rano wstaje, temu kurier paczkę daje

Godzina 730 telefon dzwoni. Roch nakrywa głowę poduszką i kontynuuje sen. Dziesięć minut później znowu telefon dzwoni.

- Zabije, zabije przez telefon - Mruczał Roch.
- Słucham.. - Zapytał, póki co grzecznie, Roch.
- Jestem kurierem i mam przesyłkę dla Rocha - Powiedział Kurier.
- Kiedy można podjechać? - Zapytał.
- Nawet teraz bo już nie śpię - Powiedział Roch.

Kurier pojawił w okolicach godziny 1100, zadzwonił i poczekał na dole bo Roch mściwy nie jest i nie zmusi kuriera do dymania na czwarte piętro. W domu Roch odpakował paczkę i zobaczył miliony małych gąbek, które miały zabezpieczyć zawartość, czyli lakier do płytek i czterdzieści, sławnych już, tulejek.

Z nadzieją Roch wypatrywał drugiej paczki, ale Poczcie wyraźnie się nie śpieszy więc może w przyszłym tygodniu dojdzie. Póki co Roch zastanawia się co go podkusiło na oszczędność jednej złotówki. Cóż, pewnie szybciej byłoby pojechać do Poznania i osobiście ją odebrać.

****
Z roweru znowu nic nie wyszło, jakoś tak przelotny deszcz zaczął padać i nie potrafił przestać tak więc rower i Roch siedzieli w domu. W statystykach zrobiło się czerwono, ale cóż poradzić jak pogoda Rochowi nie sprzyja.

Jutro ma być ładnie, a i jakiś zlot może będzie możliwy więc Roch umieści fotorelację.

Roch pozdrawia Czytelników.

P.S: Zasłużona reklama: kurier to GLS, a sklep to TME. Należy się.

czwartek, 11 grudnia 2008

Ślimak, ślimak pokaż rogi

Roch chyba nie odkryje Ameryki jak napisze, że nasz narodowy ślimak, tfu, Poczta Polska znowu - niczym drogowcy zimą - została zaskoczona Świętami. Otóż Roch zamówił w poniedziałek strategiczną paczkę z elektronicznymi rupieciami. Paczka została nadana tego samego dnia w Poznaniu (jakieś 350km) i do tej pory nie doszła. Ale mniejsza z paczką.

Roch nie poszedł na rower bo jakoś czasu mu zabrakło - zasiedział się w mieście i czas przeciekł mu przez palce, a szkoda bo pogoda zacna była, słupek rtęci wskazał okolice 5 st. C. co zachęcało do jakiegoś wypadu na rowerze, no ale cóż poradzić jak z Rocha jest dupa i zdarza mu się zapomnieć, że czas płynie.

Roch nie wie co ma jeszcze napisać, jakoś tak monotonnie się zrobiło w jego życiu. To rower, to lutowanie i tak Roch kiśnie w domu, a waga i pasek nie kłamią. Pierwszej kończy się skala, a na pasku brakuje dziurek. Jedyna co u Rocha nadal jest w formie to łydki, nadal jędrne i wypasione.

I tą autopromocją Roch kończy dzisiejszą notkę.

Roch pozdrawia Czytelników.

P.S: Jak paczka nie przyjdzie do jutra to Roch przykuje się do lokalnego urzędu pocztowego tak więc ciepłe posiłki będą mile widziane, bo Roch nie jest aż tak głupi żeby głodować.

środa, 10 grudnia 2008

Dziura nad dziurami

To, że Roch żyje w Globalnej Wiosce wiadomo od dawna. Społeczność internetowa brata się szybko, a niektóre przyjaźnie urealniają się i trwają w najlepsze. Jednak to, że Roch żyje w lokalnej wiosce do dzisiaj nie mieściło mu się w głowie.

Otóż Roch chciał zakupić tulejki dystansowe sztuk dziesięć lub dwadzieścia. Pierwsze miejsce jakie odwiedził to sklep elektroniczny, ale tam nie było. W drugim tak samo, w innych "ogólno mechanicznych" także nie było tego co Roch potrzebuje.

W związku z brakiem towaru Roch zmuszony jest kupić tulejki w Internecie i zapłacić 3 zł z towar i 10 za przesyłkę. Tak to jest jak chce się kupić towar niespotykany na wolnym rynku.

****
Popołudniu, miast iść brykać na rowerze, Roch udał się na kawkę i dzięki temu spędził wieczór w miły sposób, milszy nawet niż pedałowanie wśród krzaków. Po powrocie do domu Roch kliknął w Internet i zamówił te nieszczęsne tulejki.

Gdyby nie kryzys to Roch otworzyłby sklep "Tulejki u Rocha" i zbiłby na tym majątek. Byłby takim Rochofellerem, rozbijałby się najdroższymi rowerami i w ogóle.

Koniec marzeń.

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 9 grudnia 2008

Się Roch najeździł

Roch, po wczorajszych opadach śniegu, postawił krzyżyk na rowerze uznając, że sezon definitywnie się zakończył. Jadnak dziś, spoglądając przez okno, zdjął powyższy krzyżyk bo przez noc śnieg stopniał i od rana świeciło słońce nagrzewając, dla Rocha, powietrze tak żeby popołudniu mógł iść na rower.

Gdy nastało już upragnione popołudnie Roch wybył na rower obierając kierunek Pniowiec bo dawno tam nie był, a i wiatr wiał w plecy więc łatwiej było pedałować. Trudniej zrobiło się gdy Roch jechał na Repty bo wiatr, na złość Rochowi, wiał w twarz, a właściwie w kominiarkę bo twarz Rocha jest szczelnie zakryta.

Gdy już był u celu wiatr jakby osłabł, a miejscami wcale go nie było. Roch wjechał w krzaki i tam walczył z kolejnymi przeciwnościami, czyli błotem i śliskimi korzeniami, które co rusz atakowały Rocha. Jednak i to nie było w stanie zepsuć dobrego humoru spowodowanego wyjściem na rower.

W przypływie dobrego samopoczucia Roch zaatakował Dolomity. Pojechał tam bo jakoś tak ścieżki na Reptach się ułożyły, że jakby nie kręcił to wyjeżdżał w tym samym miejscu. No więc Roch poddał się woli swojego czarnego rumaka i mknął na Dolomity. Rumak wybrał kierunek, ale całą czarną robotę musiał odwalić Roch bo rumak jakoś nie chciał sam pedałować.

Na Dolomitach przez Rochową głowę przemknęła myśl "A może by na Świerklaniec?", ale czasu było mało więc na Świerklaniec Roch dojechałby po zmroku. Skierował się więc do domu licząc na to, że jak przytuli się do kaloryfera to palce szybciej odmarzną i Roch odzyska czucie w stopach, ale tak się nie stało. Dopiero po wypiciu herbaty (bez prądu) wszystko jakby ożyło.

****
Co uważniejsi Czytelnicy (o ile jeszcze tacy są) zauważyli pewnie, że dziś spod palców Rocha wydobył się potok słów jakby było o czym pisać. Ot zwykły, wręcz nudny, wypad w te same miejsca, dobrze już znane i wystarczająco opisane i skatalogowane.

Cóż, czasem tak jest, że to co wydobywa się spod palców Rocha spowodowane jest dołkiem, który jakoś tak samoczynnie generuje strumienie słów, które Roch niechcący upublicznia przez co czasem jego notki są smętne i nudne, a takie być nie powinny.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 8 grudnia 2008

A za oknem śnieg

Pogoda się skończyła, a raz z nią szanse na wyrobienie 100% normy rowerowej. Śnieg spadł jaką godzinę przed powstaniem tej notki i jakoś nie chce stopnieć. Pewnie dlatego, że słupek rtęci również spadł poniżej zera, a fizyki nikt jeszcze nie przeskoczył.

Roch siedział w domu, bo śniegofobia rozwinęła się w pełni. W domu jak to w domu, porządki idą pełną parą, a to Rocha bardzo martwi bo to oznacza, że trzeba będzie zrobić porządki w biurku. Niby nic groźnego, ale to co tam Roch znajdzie to jest wielką niewiadomą.

Mikołaj do tej pory nie odnalazł się z prezentem dla Rocha więc można uznać, że Roch nie grzeczny i na prezent nie zasłużył. Może Gwiazdka / Gwiazdor będzie innego zdania.

Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 6 grudnia 2008

W poszukiwaniu Świętego Mikołaja

Zaraz z rana Roch sprawdził, czy pod poduszką nie ma dla niego prezentu od Świętego Mikołaja. Okazało się, że Święty zapomniał o Rochu i nic, nawet rózgi, nie zostawił.

- To Ci hu.. ltaj - Pomyślał Roch przecierając oczy z niewyspania.
- Ale ja Cie znajdę! - Myślał dalej kierując się ku łazience.

Cały dzień Roch wypatrywał przez okno Mikołaja lub chociaż kuriera DHLu z paczką dla Rocha jednak nikt się nie pojawił. Zawiedziony Roch postanowił, że pójdzie na rower i znajdzie tego Świętego sklerotyka i powie mu dosadnie co myśli o takich zagrywkach.

Roch pojechał szukać Świętego do Świerklańca bo tam dużo ludzi może być to i szanse na znalezienie są większe. Jednak po Świętym ani śladu, jakby zapadł się pod ziemię z prezentem dla Rocha. Zrezygnowany Roch postanowił wrócić do domu bo godzina późna się robiła i słońce zaczynało zachodzić.

W domu Roch też nie znalazł śladu po Mikołaju więc Mikołaj olał Rocha i w tym roku prezentu nie będzie. Przynajmniej pogoda dopisała i Roch mógł pojeździć na rowerze.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 5 grudnia 2008

First time is always difficult

To co Roch dziś napisze przejdzie do annałów twórczości internetowej. Jednak wcześniej to samo napisze w swoim ojczystym języku. Wczoraj Folleherbe poprosiła żeby Roch coś napisał w ogólnie rozumianym języku tak żeby każdy mógł to zrozumieć.

Po tym krótkim wstępnie czas przejść do zasadniczej części dzisiejszej notki. Pogoda dopisała i Roch postanowił wyskoczyć, że trochę pojeździ na rowerze. Początkowo chciał pojechać na Repty, ale chęć mu przeszła.

Roch pojechał na Pniowiec i wrócił lasem z powrotem do domu. Wypad był krótki ponieważ Roch późno zaczął i dzień mu się skończył.

Roch pozdrawia Czytelników.

****
What Roch wrote today will go into the history of Internet creativity. However, earlier the same write in their native language. Yesterday Folleherbe asked to Roch wrote something in the generally understood language so that everyone can live with that.

After this short time initially go to the fundamental part of today's posts. The weather was good and Roch decided to jump out on a bicycle. Initially, he wanted to go on Repty, but his willingness passed.

Roch went on Pniowiec and returned home through a forest. Outing was brief because Roch began late and the day he had done.

Roch greets readers.

czwartek, 4 grudnia 2008

Hau, hau

Roch technicznie poleci bo dziś rower stał w pokoju i odpoczywał, a Roch balował to na kawce, to w Markecie puszczając totka z nadzieją, że trafi przynajmniej szóstkę żeby spełnić kilka swoich marzeń. Kiedyś tam Roch marudził, że Opera Team daje ciała bo blog i zdjęcia nie działają, a jak działają to ułomnie.

Niniejszym Roch odszczekuje, hau hau, wszystkie krytyczne uwagi pod adresem Opera Team. Po drobnych bolączkach trzeba przyznać, że wszystko hula, aż miło na sercu się robi bo nie trzeba migrować, a z tym zawsze są jakieś problemy. Bo to pozycjonować trza, a to linki aktualizować, a tak Roch zostaje z Operą do czasu, aż nie trafi szóstki i sobie nie kupi jakiegoś wypasionego serwera i będzie sam sobie panem i władcą.

****
Abstrahując od techikaliów Roch oficjalnie chwali pogodę bo na weekend ma być full wypas słonecznie i, kto wie, może uda się zorganizować jakiś spontaniczny zlot z Przyjaciółmi, a jeśli nie to Roch samotnie będzie pedałował w poszukiwaniu jakiś ciekawych miejsc wartych uwiecznienia.

Kilometrów wciąż brakuje, a chęci wciąż są.

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 3 grudnia 2008

Przechwalił pogodę

Roch od dwóch dni zachwalał pogodę, która dokonywała coraz większej rehabilitacji, ale nic co dobre nie może trwać wiecznie i dziś właśnie skończyła się dobra pogoda. Roch został siłą i gwałtem zmuszony do pozostania w domu bo deszcz z nieba lał się cienkim i denerwującym strumieniem nie dającym się precyzyjnie określić, czy to kapuśniaczek, czy raczej ulewa.

W domu Roch nie miał za wiele do roboty, właściwie to nic nie miał do roboty no i dzięki temu zamulał przed komputerem do wieczora. Przed komputerem też nie było za wielu atrakcji, strony te same, na forach w kółko te same tematy, ogólnie Internet stał się nudny jedynie na Tubie coś się dzieje i co rusz Roch znajduje jakieś nowe lub dawno niewidziane filmy, oczywiście rowerowe.

Całe szczęście, że dzień się kończy, a jutrzejszy zapowiada się lepiej bo wszystkie prognozy twierdzą, że będzie ładnie więc może jakiś rower uda się uskutecznić, a dziś Roch wpisuje do statystyk okrągłe zero.

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 2 grudnia 2008

Idzie wiosna

Tak pomyślał Roch gdy wyszedł na rower. Zrobił głęboki wdech, powietrze przeszło przez kominiarkę wprost do płuc Rocha i stamtąd poszedł sygnał do mózgu, że Roch zassał wiosenne powietrze. W mózgu szybko powstała myśl żeby pojechać do Świerklańca, skoro jest tak wiosennie.

Na miejscu Roch stwierdził, że w parku jest sam jak palec i może bez obaw, że ktoś wtargnie w kadr, robić zdjęcia. Roch skupił się na czterech figurach, które otaczają główny plac i na tej piątej usytuowanej w centralnej części placu gdzie obowiązuje zakaz jazdy rowerem.

Oczywiście Roch nie zauważył tablicy i bezczelnie wtargnął, łamiąc wszystkie przepisy, rowerem na plac, aby zrobić zdjęcie piątej figurce. Gdy już wszystkie zdjęcia były gotowe Roch wrócił, przez Nowe Chechło, do domu, aby zgrać zdjęcia i zająć się swoimi codziennymi sprawami.

Skromną galerię można podziwiać tu:

Figury


Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 1 grudnia 2008

Pogodowej rehabilitacji ciąg dalszy

Pogoda jakby się poprawiła tak sama z siebie. Roch nie odprawiał czarów, nie zbudował ołtarzyka i nie wbijał szpilek w chmurkę. Od wczoraj pogoda zrobiła się znośna, a dziś słupek rtęci wspiął się na dziesiąte piętro i nawet wróble olały karmni bo na polach mają lepszą stołówkę.

Roch wskoczył w rajtki i wybył na rower ćwiczyć łydki bo są rozchwytywane więc trzeba o nie dbać. Na początek pojechał na Pniowiec i stamtąd podskoczył na Repty. Początkowo nie chciał wjeżdżać do parku, ale cykloza wygrała i Roch wjechał w krzaki. Trochę się bał, że zaliczy przelot przez kierownicę, ale na szczęście nie natknął się na żadną dziurę.

Z Rept wrócił do domu bo zaczynało się ściemniać i dalsza jazda była bez sensowna.

Roch znowu zrobił 30km i trochę zbliżył się do upragnionych 10tyś km w jednym sezonie.

****
Ze spraw technicznych warto zaznaczyć, że Opera Team znowu daje ciała bo niby coś tam "optimize and configure", a na otwarcie albumu Roch czeka pół dnia i końca, tego albumu, nie widać. Cóż, kolejny powód, żeby 1 stycznia 2009 przywitać Bloggera, a pożegnać Operę.

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 30 listopada 2008

Miesiąc zakończony zlotem

Co tu dużo pisać, pogoda zaskoczyła Rocha słońcem i ciepłem, a tym samym umożliwiła wyjście na rower. Roch od rana zachowywał się jakby był na rowerowym głodzie. Co chwilę zaglądał do kuchni, podkręcał - za plecami mamy - palnik żeby obiad szybciej się gotował, nawet pokroił kapustę żeby tylko zjeść i wybyć z domu.

Starania Rocha zostały docenione i już o 1200 delektował się pysznym rosołkiem i jeszcze pyszniejszymi kluseczkami śląskimi z modrą kapustą. Obiad został wchłonięty w ekspresowym tempie i już pół godziny później Roch wciskał się w rajtki co nie było łatwe, bo chwile wcześniej pochłaniał kluseczki z dziurką w środku i zakąszał czerwoną kapustą, a to wszystko popijał kompocikiem z jabłek. Więc nic dziwnego, że Roch miał problem z wciśnięciem się w spodnie.

Gdy już uporał się z przeciwnościami losu, wskoczył na rower i poczuł ogarniającą go przyjemność, która zaczynała się na górze Rocha, a kończyła się na jego dole pochłaniając wszystkie członki, końcówki i co tam jeszcze Roch ma.

- Ooooo taaaaaak - Mruknął pod nosem Roch, a na twarzy pojawił się uśmiech.

Są dwie na tym Świecie dwie rzeczy, które Rochowi sprawiają taką przyjemność. Jedną z nich jest właśnie rower, a druga to słodka tajemnica Rocha.

Roch pomknął przed siebie, celem był Świerklaniec bo tam został zaplanowany zlot z Koyocikiem, z którym Roch dawno się nie widział. Oboje uśmiechnięci od ucha do ucha. Jednak uśmiechy były by jeszcze większe gdyby dołączył do nich Reed, a wtedy nic więcej do szczęścia nie trzeba.

Powrót do domu również był przyjemny mimo, że pod wiatr, ale po takiej długiej przerwie Roch mógłby nawet cały czas pod wiatr pedałować byle na rowerze.

Humor wrócił, uśmiech też. Jakby Rochowi włożyli nowe akumulatory.

Zdjęcia ze Świerklańca można obejrzeć w nowym albumie i na Pikasie

****

Jako, że dziś miesiąc się kończy wypada go podsumować i umieścić nowe statystyki. Jak można było się domyśleć Roch znalazł się pod kreską i to grubą. Ledwo wyciągnął 200 kilometrów, ale to wina pogody, która w ostatnim dniu miesiąca dokonała częściowej rehabilitacji.

Tak więc Roch w listopadzie zrobił 283 kilometry w czasie 12 godz. 54 minut ze średnią prędkością 9,35km/h. Wstyd, ale cóż poradzić jak Roch ma śniegofobię.

Oczywiście plik ze statykami można pobrać stąd:
listopad_2008.pdf
A wszystkie statystyki można znaleźć w:


Roch pozdrawia Czytelników i dziękuje Koyotowi za zlot.

sobota, 29 listopada 2008

A miał być film

Początkowo Roch planował znaleźć na Tubie jakiś ciekawy film, oczywiście tematycznie zbliżony do rowerów, wrzucić go i odfajkować kolejny dzień zwieńczony kolejną nudną notką. Jednak coś mu nie pozwoliło otworzyć Tuby i tym samym zmusić do wysiłku umysłowego, aby notka przynajmniej we wstępie zachęcała do przeczytania.

Roch nosa z domu nie wystawił, nie wspominając o reszcie Rocha, a więc musiał jakoś sobie zagospodarować dzień. Myślał, że chociaż ptaki pójdą mu na rękę i zechcą pozować do zdjęć, ale gdzie tam - odwróciły się do Rocha ogonkami i zanurkowały w tym co Roch podał im na śniadanie.

Ze zdjęć nici, ale Roch nie poddawał się. Chciał nawet wyjść na rower, ale pogoda go skutecznie uziemiła generując opad deszczu, który roztopił resztki śniegu i, chyba już można to ogłosić, zima się skończyła oby na dobre bo Roch musi jeszcze kilka kilometrów dokręcić, a nie ma jak.

Popołudnie Roch spędził w pozycji poziomej, usiłując wykrzesać z siebie resztki sił żeby nie zasnąć, ale i to się nie udało. Z braku innych zajęć Roch poszedł spać bo co tu robić gdy w zimie pada deszcz, a ptaki odwracają się do Rocha dup.. ogonkami.

I tym optymistycznym akcentem Roch kończy dzisiejszą notkę, która obeszła się bez filmu.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 28 listopada 2008

W końcu ktoś docenił Rocha łydki!

Do tej pory Rochowe łydki, owszem, były obiektem uwielbienia ze strony Fanek i obiektem marzeń ze strony Fanów, ale nikt ich tak naprawdę nie doceniał. Pozostały one efektem ubocznym uprawiania przez Rocha kolarstwa górskiego. Aż do dziś bo oto znalazła się osoba, która nie dość, że doceniła Rochowy skarb to jeszcze powiedziała, że są zaje*ste.

Wszystko zaczęło się od wspólnej kawki i, tak od słowa do słowa, temat zszedł na łydki no więc Roch postanowił, że pochwali się swoimi. Podwinął nogawkę i napiął z całych sił mięśnie, aż skóra zaczęła pękać, a włosy wypadać bo mieszki (tak to się nazywa?) się powiększyły.

- Zajeb*ste - powiedziała Towarzyszka.
- Ee nie przesadzaj - Zawstydzał się Roch.
- Faaaajne - Przekonywała Rocha.

I tak oto znalazła się osoba, która nie dość, że doceniła łydki Rocha to jeszcze się przekonała Rocha, że są fajne.

Roch pozdrawia Wszystkich Czytelników, bez wyjątku i jak leci.

czwartek, 27 listopada 2008

Bo jak nie można jeździć..

To można oglądać szczególnie, że rowerowa filmoteka Rocha jest dosyć spora i zawsze można znaleźć coś co daje się oglądać. Roch zakończył oglądanie najnowszego Kranked'a (Cacle Factor) i znalazł na nim swoje wymarzone łóżko.

Wystarczy dotrwać do okolic 2 min 18 sekund i można zobaczyć o jakim łóżku Roch marzy i co na takim można robić. Normalnie gdyby Roch wiedział wcześniej, że pojawi się taka scena to zgłosiłby się na casting do testowania takiego łóżka.

Kranked 7 Cackle Factor


Do zbudowania takiego łóżka Roch użyłby czterech Bomberków koniecznie powietrznych, a chętna na testy rowerzystka na pewno by się znalazła.

Na dziś tyle.

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 26 listopada 2008

Depresja jesienno-zimowa

Wszystko zaczęło się wczoraj od, sławnego już, błędu i to w tytule notki. Roch - owszem - zażywał ruchu, ale napisało mu się przez "rz" co wzbudziło uzasadnione wątpliwości stałych czytelniczek, które od razu zareagowały dbając o czystość ortograficzną na blogu. Stukrotne dzięki Wam za to.

A dziś Roch zaliczył jakiś słabszy dzień, czego się nie dotknął to zepsuł, a co nie napisał to było źle. W końcu położył się spać bo przynajmniej we śnie nikomu nie wchodził w drogę i niczego nie psuł. Po udanej sjeście Roch pojechał do sklepu elektronicznego wydać trochę gorsza żeby poprawić sobie humor.

Na miejscu okazało się, że nie wziął portfela, a w kieszeni znalazł 40gr, które wystarczyły na podstawkę niezbędną w Rochowym super tajnym projekcie, którego nikt nie widział. Nawet sam Roch nie wie co z tego powstanie.

Cóż, chudszy o 40gr, Roch wrócił do domu, zalutował podstawkę i usiadł przy komputerze. W takiej pozycji zostanie do wieczora bo nic innego nie chce mu się robić, a może nie chce nikomu wchodzić w drogę.

Roch pozdrawia Czytelników, tych czujnych i tych mniej czujnych.

P.S: Nudno, smętnie - Roch uniżenie przeprasza.


">Link

wtorek, 25 listopada 2008

Zażywając ruchu

Roch wyszedł z domu co można uznać za spory sukces szczególnie, że ostatni nie było okazji, a może chęci. Tak więc Roch poszedł do pobliskiego marketu zakupić nożyk do tapet bo w domu trzeba przyciąć kabelki do super tajnego projektu, a żyletką Roch się pokroił z lekka.

Zrobiło się ciepło, słupek rtęci wspiął się powyżej zera i wszystko zaczęło płynąć. Roch trzyma kciuk za ten słupek bo może uda się jeszcze w tym roku wyskoczyć na rower. Roch doszedł do wniosku, że starzeje się, a to dlatego, że w zeszłym sezonie jeździł przez całą zimę, a w tym roku jakoś ochota mu przeszła.

Rower stoi, kask leży, rajtki schowane w szafie i jedyne co jest związane z rowerem to Blog, który już coraz mniej przypomina rowerowy. Szczęście, że Opera Team naprawia to co zepsuła bo inaczej Rocha już by nic nie wiązało z rowerem.

Nudno i smutno, jak zawsze.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 24 listopada 2008

Jeść, spać, jeść, spać

Cykl dnia Roch odmierza kolejnymi posiłkami, pomiędzy którymi śpi lub, co jest rzadkością, wykazuje jakąkolwiek aktywność fizyczną. Dalsze takie postępowanie grozi tym, że Roch będzie musiał zmienić rower bo obecny załamie się pod Rochem. Niestety zima już na dobre zagościła i jazda no rowerze jest już tylko marzeniem.

Dziś Roch postanowił, że zrobi elektroniczne zakupy bo wytrawiacz się skończył, a na horyzoncie pojawiła się kolejna okazja do zaprojektowania jakiegoś wymyślnego układu. Tak więc Roch pojechał do zaprzyjaźnionego sklepu elektronicznego i zaopatrzył się w wytrawiacz, płytki, gąbkę do czyszczenia grota. Jedyne czego nie kupił to grot do lutownicy, ale obecny jeszcze daje radę.

Po powrocie do domu Roch zapadł na niespodziewanego leniwca, który trwał do obiadu. Po obiedzie leniwiec zaatakował ze zdwojoną siłą i Roch zapadł w głęboki sen. Później, oczywiście, komputerek i tak już Rochowi zleciało do wieczora.

W ostatnim czasie najbardziej aktywne są Rocha palce bo codzienne pisanie tych smętnych notek wymaga dobrej kondycji.. palców.

Przynajmniej w tym Roch jest konsekwentny.

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 23 listopada 2008

Zasypie Rocha

Zima zaatakowała zaskakująco wcześnie i trochę pokrzyżowała Rochowi plany. Nie dość, że nie jeździ na rowerze to jeszcze z domu nie wychodzi bo na zewnątrz sypie i sypie. Siedząc w domu Roch wykonuje dwie czynności. Pierwszą z nich jest jedzenie, a drugą spanie. Robi to naprzemiennie dzięki czemu Roch powoli przestaje używać paska.

Meteorolodzy zapowiadają, że poprawa nadejdzie w połowie tygodnia, ale do tego czasu Roch może już nie wsiąść na rower szczególnie, że górny limit obciążenia Bomberka to 120kg więc trzeba się pilnować, a za jakiś czas nadchodzą święta i tu pojawia się kolejny problem.

Póki co Roch pełni rolę odkurzacza, który co jakiś czas ładuje baterie, ale generalnie cały dzień na ssaniu.

Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 22 listopada 2008

Bunt stolarza

- Pieprz*ny stolarz - Pomyślał Roch, wychodząc od stolarza.

Roch trochę się uniósł ponieważ jeden stolarz zażyczył sobie za skrawki, które tak i tak by wyrzucił całe 50 zł. Owszem, Roch był przygotowany na symboliczną zgrzewkę piwa, ale nie do jasnej cholery na równowartość dobrej wódki, za skrawki. Za tą kasę to Roch sobie zakupi w sklepie deseczki jak ta lala, a nie coś, nad czym trzeba będzie długo siedzieć zanim zacznie przypominać dach.

W związku z kapitalistycznym podejściem stolarza do zrzynek, Roch obraził się i postanowił, że stary karmnik wyremontuje i wystawi na balkonie, a ptaki niech mu warsztat.. sami wiecie co. Cała operacja trwała niewiele ponad godzinę i zakończyła się pełnym sukcesem. Co prawda karmnik nie wygląda tak jak miał wyglądać, ale to wina stolarza, który chciał Rocha ze skóry obedrzeć.

Po zamocowaniu karmnika na balkonie Roch ogłosił wiktorię, wziął aparat i zrobił dumne zdjęcie dokumentujące, jak z niczego można zrobić karmnik. Pozostaje czekać na małych gości.

Na zakończenie dumne zdjęcie:

piątek, 21 listopada 2008

List do Świętego Mikołaja

Publiczne listy do Świętego Mikołaja stały się chyba tradycją na Rochowym blogu. W tym roku będzie jednak inaczej ponieważ Roch własnoręcznie zrealizował wszystkie swoje Mikołajowe zachcianki. Nie były to jakieś wyszukane prezenty, a zwykłe i przyziemne potrzeby.

W związku z tym Roch chciał pozdrowić wielce Szanownego Świętego i życzyć mu dużo zdrowia i pomyślności i żeby Rudolf Czerwononosy nie nawalił, choć to może zabrzmieć dwuznacznie. Żeby i On dostał jakiś prezent bo odwala co roku kawał solidnej roboty objeżdżając Świat i spełniając życzenia dzieci.

Tak więc Mikołaju żyj nam sto lat, miej się dobrze i niech Ci zdrowie dopisuje.

****
Drugi, albo któryś z rzędu, dzień upłynął pod znakiem katastrofalnej pogody, znowu deszcz, choć mniejszy niż wczoraj, ale na rower nie dało się wyskoczyć. Roch wzbrania się przed ogłoszeniem końca sezonu rowerowego, ale jak tak dalej będzie to Roch skapituluje i będzie musiał przełknąć gorzki smak porażki.

Poza tym Roch jutro wybiera się do Gliwic, wiec jeśli jakaś fanka go spotka to Roch chętnie zamieni kilka słów. Z fanem też pogada.

Roch pozdrawia Czytelników.

P.S: Mikołaju, przynieś tydzień ładnej pogody, jeśli można poprosić.

czwartek, 20 listopada 2008

Sezon domowy w pełni

Za oknem taka pogoda, że psy siedzą w budach więc o rowerze można zapomnieć. Deszcz, wiatr i zimno opanowały okolice, w której Roch mieszka i chyba długo ten stan rzeczy się nie zmieni. Wszelkie źródła pogodowe twierdzą, że będzie tylko gorzej bo to śnieg ma spaść i w ogóle koniec Świata.

Roch zszedł do piwnicy i, w przypływie zapału do pracy, wziął karmnik i ocenił jego stan techniczny. Okazało się, że wymaga lekkiego remontu, trzeba wymienić dach i zapewnić pewniejsze mocowanie części mieszkalnej z balkonem. Prace jednak utknęły w miejscu ponieważ Roch nie posiada desek, z których można by skonstruować nowy dach i podłogę dla ptaków.

Trzeba będzie uśmiechnąć się do jakiegoś stolarza, który może ofiaruje jakieś niepotrzebne zrzynki na dach i podłogę.

Poza tym Roch spędził dzień w domu co przybiło go całkowicie. Jednak dłuższe rozstanie z rowerem Rochowi nie służy, a i w statystyki też już nie zagląda bo ilość zer jakie tam powoduje zjeżenie się włosów na łydce Rocha.

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 19 listopada 2008

Lepsze, kurna, jest wrogiem dobrego

No i się stało. My Opera zaczęła wprowadzać zamiany, usprawnienia i całość zaczęła się sypać. Wczorajsze zmiany, które planowano na 4 godziny, przedłużyły się i trwały na pewno do 2100 bo potem Roch nie wytrzymał i walnął w kimono. Dziś rano pierwsze co zrobił to sprawdził, czy jego ukochany Bloga działa.

Wpisał adres i klepnął enterem po czym nastąpiło długie oczekiwanie, które od razu skojarzyło się z portalem Nasza-Klasa, która swego czasu też kulała. No nic - pewnie serwery nie załapały optymalizacji albo optymalizacje poszły za daleko. Pierwszą ofiarą padło zdjęcie Rocha, które miał w profilu, ale to najmniejszy problem.

Oczywiście problem z edycją postów, w przeglądarce innej niż Opera, nadal występuje i żadna optymalizacja tego nie rozwiązała. Co więcej na projekcie 365 nie można posortować zdjęć i dzięki temu nowe fotki giną gdzieś na dole, a ręczne sortowanie jest zbyt męczące.

Jedyną, widoczną, zmianą są zakładki, które pojawił się na górze, a bez których żyć się da. Cóż, ostatnie zmiany postawiły kropkę nad i jeśli chodzi o migrację bloga bo Opera, jak Ludwik Dorn i Saba, podążają w złym kierunku, ale to subiektywne zdanie Rocha i nie warto się nim przejmować.

Poza tym u Rocha deszcz ze śniegiem więc rower stoi i zbiera kurz.

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 18 listopada 2008

Zimowe zaskoczenie

Rankiem Roch musiał jechać do miasta. Zszedł na dół, jak zawsze, lekko ubrany i po wyjściu z klatki nastąpiło pierwsze zaskoczenie.

- Brr.. zimno - Pomyślał Roch i założył czapkę na głowę.

Nim doszedł do samochodu zdążył już zmarznąć, a przed nim było najgorsze, czyli pozbycie się szronu z szyb. Roch odpalił samochód, chwycił skrobaczkę i zaczął skrobać szyby. Szron szybko spowodował, że Roch stracił w dłoni czucie, ale tym się nie przejmował bo w odwodzie była druga dłoń, która też szybko podzieliła los dłoni pierwszej.

Gdy już Roch miał oskrobane szyby ruszył przed siebie i w tym momencie wyszło słońce, które w ciągu sekundy osuszyło samochód. Roch zastanawiał się dlaczego owe słońce nie mogło tego zrobić jak Roch skrobał szyby? Później słońce już nie zachodziło, ale temperatura nie drgnęła i cały dzień była w okolicach zera.

****

Popołudniu aż chciało iść się na rower co też Roch uczynił. Wyjechał z klatki i stwierdził, że też ubrał się za lekko i trochę wiało. Daleko nie zapuszczał się ponieważ słońce już szybko zachodzi, a i do zimna Roch jeszcze nie przywykł. Nie mniej jednak można napisać, że sezon zimowy 2008/2009 został rozpoczęty.

Pozostaje jeszcze pożegnać w gronie Przyjaciół sezon letni, który już chyba ewidentnie się zakończył.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 17 listopada 2008

Huśtawka

Rano słońce, w południe deszcz, późnym popołudniem znowu słońce tak, w skrócie, można streścić dzisiejszy dzień. Roch zawitał do zaprzyjaźnionego PWiK, w którym na biurku leżał wypasiony Fortigate obklejony napisami "nie wolno używać do niecnych celów" tak jakby miało to zagrażać Światu.

Po powrocie Roch zaczął przeglądać czeluście Internetu w poszukiwaniu prezentu na Mikołaja lub na Gwiazdkę i chyba coś znalazł, ale o tym cicho-sza bo jeszcze się nie uda. Po obiedzie Roch planował wyjść na rower, ale pogodowa huśtawka skutecznie go odstraszyła.

Żeby już całkiem się ośmieszyć Roch napisze, że rowerowy wypad udał się jego mamie, która to uskuteczniła na rowerze kilka kilometrów, a Roch jak ta ostatnia lebioda zamulał na łóżku. Pod wieczór Roch wybrał się sklepu elektronicznego celem odebrania zamówionego układu, który jechał do niego od piątku. Chyba lepiej robić zakupy przez Internet, tam z góry wiadomo kiedy paczka przyjdzie, nawet jeśli idzie Pocztą Polską.

Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 15 listopada 2008

W trasie

Znowu rower musiał ustąpić miejsca Megi, w której to dziś Roch woził swoje szacowne cztery litery. W związku z montażem nowej pompy wodnej trzeba było przejechać kilkadziesiąt kilometrów aby sprawdzić, czy nic nie cieknie i nie kapie. Roch pojechał do Lublińca i tak się tam zasiedział na kawce, że wrócił o zmroku.

Z pierwszych testów wynika, że wszystko działa, ale czy nic nie kapie to okaże się w poniedziałek, gdy Roch odpali Megi bo jutro choćby się waliło i paliło Roch idzie na rower. Bo trzeba dbać o kondycję i, przy okazji, stukać kilometry.

Tą krótką notką Roch kończy dzień i idzie spać bo zmęczony wybitnie.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 14 listopada 2008

Roch się wahał

Złej pogody dzień drugi. Dziś jednak Roch nie mógł się powstrzymać przed wyjściem na rower. Długo się wahał ponieważ ciężkie chmury wisiały nad Rochem i co rusz straszyły go deszczem. Wcześniej jednak wybrał się do miasta bo na dziś miał zamówiony scalak, na który czeka i czeka i chyba w końcu zamówi go w Internecie.

Okazała się, że może będzie, ale dopiero popołudniu, a popołudniu to Roch będzie na rowerze i nie będzie miał czasu jeździć za scalakami. Gdy już nastało upragnione popołudnie Roch ubrał się i zszedł z rowerem na dół. Wsiadł i pojechał przed siebie.

Lekka mgła towarzyszyła cały czas Rochowi, ale to mu nie przeszkadzało. Pojechał standardowo na Dolomity i Repty, a na koniec zostawił sobie Pniowiec bo czasu było akurat. Dzięki temu zrobił całe 30 kilometrów, co jest chyba największym wynikiem w tym tygodniu. Oby pogoda jeszcze chwile się utrzymała bo do osiągnięcia założonego planu jeszcze trochę zostało.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 13 listopada 2008

Roch wykrakał

Zdolności w przewidywaniu pogody Rochowi mogliby pozazdrości wszyscy meteorolodzy w kraju. Nie dalej jak wczoraj Roch zaczął krakać, że pogoda się pogorszy, a dziś od rana pogoda faktycznie się pogorszyła. I trwała tak przez cały dzień uniemożliwiając Rochowi pojeżdżenie na rowerze.

Dlatego siedział w domu i nic nie robił. Naszła go myśl, że można by, za zarobione pieniądze, kupić sobie nowe radyjko do samochodu, takie z mp3 i innymi wypasami. No wiec Roch zaczął się rozglądać za jakimś sensownym wypasem, aż w końcu znalazł i poprosił o opinię swojego Audio Guru Koyocika (TM), który zaoferował swoje radio Rochowi.

I tak o to wstępnie Roch zakupił wypasionego Clariona za rozsądne pieniądze, z mp3 i innymi bajerami.

No, Roch się pochwalił, może iść na kolację.

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 12 listopada 2008

Muzyka i rower

Powszechnie wiadomo, że zespół Coma wydał nowy album. Zachęcony tym faktem Roch zrobił miejsce w mp3grajku na album Hipertrofia i wrzucił dwie płyty, aby delektować się tym, co Coma ma najlepsze, czyli tekstami. Już pierwszy kawałek powala, a im dalej tym lepiej, ale Roch nie o tym.

Zima zbliża się ponieważ Roch przeprosił się nie tylko z kurtką, ale i z grubszą bluzą, która zastąpiła koszulkę. Ta ewidentna oznaka zbliżającej się zimy wróży opad śniegu w najbliższym czasie, a przynajmniej kolejny spadek temperatury. Okulary już parują, a będzie jeszcze gorzej.

Roch wybrał się na Repty, ale nie dojechał. Wspomniana Coma spowodowała, że Roch wybrał wariant asfaltowy jako ten, który jest szybszy. Zajechał prawie do Świerklańca, ale mgła spowodowała, że Roch zawrócił do domu i tam dokończył przesłuchiwanie płyty.

Na zakończenie próbka, którą Roch znalazł na Tubie:

Coma - Cisza i ogień


Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 11 listopada 2008

Świąteczny szofer

Fama, o tym, że Roch potrafi prowadzić samochód, rozeszła się niczym błyskawica. I oto dziś kolejny wyjazd, w dodatku wczesną porą, wręcz w nocy bo o 900. Roch zapowiedział, że kto go obudzi w świąteczny poranek przed godziną 1200 będzie narażony na wielki gniew. No ale cóż poradzić jak już się wstało to trzeba było się umyć, wsiąść w samochód i jechać. Jednak samochody z małym silniczkiem nie są dla Rocha. Wciskał pedał gazu, a ta zabaweczka ledwo pyrkała.

Po powrocie Roch położył się spać, ale - tu niespodzianka - ustawił sobie budzik na godzinę 1330 i mógł spokojnie spać. Po tym jak telefon obudził Rocha ten ubrał się zszedł na dół. Godzina młoda to można było sobie pozwolić na szaleństwo. Roch pojechał na Świerklaniec i Dobieszowice. Podskoczył jeszcze do Piekar Śląskich i wrócił do domu przez Księżą Górę.

Kilometrów wyszło 35 i jeszcze można było zaliczyć Repty, ale Rochowi już się nie chciało. Taki miał kaprys.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 10 listopada 2008

Dzień wypłaty

Jeśli ktoś powie Rochowi, że kryzys finansowy szaleje to Roch nie uwierzy. Nadszedł bowiem dzień wypłaty i to z kilku niezależnych źródeł, co Rocha niezmiernie ucieszyło. Po pierwsze kieszonkowe, które Roch dostaje od dziecka, a za które kupował pierwsze klocki Lego, potem części do roweru, a ostatnio doszły do tego kondensatory. Kieszonkowe raczej symboliczne, ale akurat to ma motywować Rocha do oszczędności.

Drugie źródło to wpłata za wczorajszy - czyli niedzielny - poranny kurs do Piekar Śląskich, Zabrza i Bytomia ze znajomą, która prawa jazdy nie posiada, a samochód trzeba było jakoś ściągnąć do domu. O tym akurat Roch nie wspomniał wczoraj bo do południa zwiedzał Śląsk, a potem jakoś z głowy wyleciało. Tutaj grosz był solidny, adekwatny do wczesnej pory, o jakiej Roch musiał wstać.

Trzecie źródło to niespodziewany kupiec, który zapragnął posiąść nieużywany mostek, który walał się po pokoju i co rusz Roch potykał się o niego. Tutaj Roch przyjął zapłatę w naturze pod postacią piwka smacznego. Tak więc kryzys finansowy jakoś Rocha omija i pozwala mu realizować swoje rozliczne pasje jakie w ostatnim czasie Roch u siebie odnajduje.

Później nastało popołudnie i Roch zasnął. Jak zawsze, od zmiany czasu, Roch nie potrafił powstrzymać opadających powiek, które w końcu zamknęły się i otworzyły dopiero w okolicach 1500. Znowu Roch przespał ładną pogodę i na rowerze zdążył dojechać tylko Rept i z powrotem. Za sobą Roch przyprowadził zmrok, zimno i wiatr. Wypad można określić jako mroczny.

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 9 listopada 2008

Podobno dwa razy w tą samą dziurę nie wjeżdża się

Stara mądrość ludowa głosi, że dwa razy do tej samej rzeki nie wchodzi się, a Roch wjechał po raz drugi do tej same dziury. Chodzi oczywiście o notkę z OTB, w której Roch relacjonował przelot przez kierownicę. Dziś postanowił, że pojedzie na Repty i sprawdzi, czy dziura tam jeszcze jest.

Jechał wolno, patrzył pod koło i szukał tego przeklętego miejsca, dzięki któremu musiał przelatywać przez kierownicę. W końcu je znalazł i spróbował pokonać je na rowerze. Wolno, wolno i udało się - Bomberek nieznacznie ugiął się, ale przejazd został zaliczony.

Z Rept Roch nie zdążył już nigdzie jechać bo, jak zwykle, wyjechał z domu za późno przez popołudniową drzemkę, którą zafundował sobie po obfitym obiedzie. Roch będzie musiał znaleźć jakiś sposób na to popołudniowe lenistwo bo jak tak dalej pójdzie to Roch prześpi cały dzień i z roweru zawsze będą nici.

A jak nie prześpi to zasiedzi się przy lutownicy. Skoro już Roch zagaił temat elektroniki to wypada wspomnieć, że dziś wpadło do portfela Roch kilka złotych za usługę informatyczną i można śmiało powiedzieć, że wystarczy na wszystkie graty jakie będą potrzebne do stworzenia super tajnego projektu, a i jeszcze na obudowę i nowy grot do lutownicy zostanie.

I tym optymistycznym fragmentem Roch kończy notatkę.

Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 8 listopada 2008

Wspólny wypad

Roch postanowił, że pojedzie do Świerklańca bo dawno tam nie był i w ogóle pora na zmiany bo zrobiło się już nudno. Ze Świerklańca Roch pojechał jeszcze do Dobieszowic i z powrotem do Świerklańca. Na miejscu pstryknął kilka fotek i skierował się do domu.

Gdzieś w połowie spotkał znajomego kolarza, z którym wrócił do domu. Roch planował jeszcze wypad na Repty, żeby dokręcić do równych 50 kilometrów, ale wraz z zachodem słońca zachodziła chęć do pedałowania szczególnie, że robiło się coraz zimniej.

Kilometrów wyszło skromnie bo tylko 35, ale to i tak lepiej bo zazwyczaj z trudnością Roch dobija do 30. A przed Rochem jeszcze trzy dni długiego weekendu, podczas którego Roch planuje jeszcze bardziej zbliżyć się do zaplanowanego dystansu.

Dziś będzie krótko, a co.

Roch pozdrawia Czytelników.

Wizyta w publicznej kuchni połączona z konsumpcją

Tak zwariowanego piątku Roch jeszcze nie miał. Na początek wizyta u mechanika i umówienie się na wymianę pompy wodnej, która zaczęła ciec, potem szybki - dosłownie - wyjazd do Chorzowa i powrót w ciągu godziny. No i Roch udał się do zaprzyjaźnionego PWiK i tam trochę odpoczął.

Gdy tak odpoczywał do kantorka weszła pani, która szukała urzędującego tam Tomka, ale go nie zastała. Był tylko Roch. Pani lekko się zasmuciła, ale Roch szybko zasugerował, że jeśli chodzi o komputer to chętnie pomoże szczególnie, że pamięta wszystkie hasła w firmie bo spędził tam trochę czasu.

Pani powiedziała, że chodzi o kawę, na co Roch powiedział, że w konsumpcji kawy też nie ma sobie równych. W miedzy czasie pojawił się Tomek i stwierdził, że Roch go godnie zastąpi w piciu kawki. Więc Roch udał się z nieznajomą do kuchni na kawkę. A dalszy ciąg to Roch zostawi dla siebie.

A popołudniu Roch poszedł na rower bo i pogoda dopisała i chęci, większe niż zawsze, były. Rowerem tym pojechał na Repty i tam już został. Liście pod kołami szumiały, czasem gałęzie wkręcały się w szprychy. Roch pstryknął kilka zdjęć i wrócił do domu. Zdjęcia jednak nie nadają się do publikowania.

Roch pozdrawia Czytelników.

Rower odpoczywał

Rower miał wolne, nie musiał dźwigać Rocha na siodełku swoim, nie musiał słuchać Rocha, nie musiał nic robić. Stał sobie w okolicach pokoju i lśnił kooltowścią swoją, a Roch w tym czasie bujał gdzieś między Tarnowskimi Górami, a Lublińcem. Został bowiem zaproszony na kawkę i nie sposób było odmówić pomimo tego, że Roch po kawce robi się senny i uległy.

W związku z tym pił herbatkę, po której nic mu nie jest. Po powrocie zjadł odgrzewany obiad i usnął ze zmęczenia. Później, gdy zapadł zmrok, Roch zajął się projektem tajny, a o którym pisze i pisze, a nic nie widać. Jak dobrze pójdzie to jutro Roch trawi płytkę, a jak nie pójdzie to zamawia płytkę w sklepie wraz z obudować i jednym mały, trudno dostępnym, scalaczkiem.

Tak czy inaczej Roch ma zajęcie na weekend, a rower będzie intensywnie ujeżdżany bo pogoda szykuje się zacna. A jutro znowu podróżowanie, tym razem do Chorzowa, więc gdyby jakaś fanka lub fan chciałby się spotkać to Roch chętnie się zapozna z czytelnikami i przyjmie słowa krytyki.

Roch pozdrawia Czytelników.

P.S: Wieczorku poezji Roch nie przewiduje.

Pogoda sprzyja zakupom

Od rana pogoda zachęcała do spędzania wolnego czasu poza domem. Początkowo Roch pojechał kupić łożysko do samochodu bo w tylnym kole "cuś" buczało i świstało. Po zakupie Roch udał się do zaprzyjaźnionego mechanika samochodowego ze zgrzewką Warki Strong i pytaniem, czy zechciałby wymienić. Oczywiście nie było sprzeciwu, być może dlatego, że Roch serwisuje komputer mechanika i odmowa mogłaby się spotkać z daleko idącymi konsekwencjami.

Po wymianie łożyska nastała cisza, jedynie koniki mechaniczne szumią rączo ciągnąc do przodu. Rochowi zostało skromne dziesięć złotych. W normalnych warunkach kupiłby za to jakieś piwko i skonsumował je na rowerze, na przykład. Jednak jego nowa pasa skutecznie pochłania wszystkie, z trudem uciułane, złotówki. Będąc na rowerze Roch podjechał do Zaprzyjaźnionego Sklepu Elektronicznego i kupił części potrzebne do złożenia jego super tajnego projektu.

Złotówek wystarczyło tylko na wyświetlacz numeryczny i sterownik do niego (ICL7107), ale to już coś. W planach jeszcze zakup obudowy i kilku pomniejszych gratów. Najważniejsze już stoi pod Rocha biurkiem.

****
Po udanych, choć częściowych, zakupach Roch udał się na przejażdżkę. Pojechał na Pniowiec i wrócił przez Repty i Dolomity, na których spotkał dwie sarny, ale aparat był wolniejszy i nim się rozgrzał to sarny uciekły.

Mając w pamięci wczorajszy brak czasu dziś, Roch, wybrał się wcześniej na rower przez co zyskał sporo czasu co przełożyło się na ilość kilometrów. Wyszło ich 40, a więc nie ma tak źle jak na listopad. Póki śnieg nie spadnie to Roch będzie się starał kręcić jak najwięcej kilometrów.

Roch pozdrawia Czytelników.

Wszystko zaplanowane

Od rana Roch siedział w zaprzyjaźnionym PWiK, gdzie konsultował swój przyszły projekt ze swoim Guru, Mentorem i Przewodnikiem w świecie elektroniki. Okazało się, że pomysł skonstruowania zasilacza laboratoryjnego tak się spodobał, że Roch wytrawi dwie płytki zamiast jednej.

W nagrodę za pomysł dostał zepsuty zasilacz awaryjny, z którego wykręcił transformator potrzebny do zasilenia swojego projektu. Obudowa również została znaleziona i zamówiona więc można śmiało napisać, że Roch startuje ze swoim projektem. Ale mniejsza z elektroniką, pora na rower.

W związku z ochłodzeniem się powietrza Roch przeprosił się z kurtką, którą pierw musiał znaleźć. Nie było to wcale takie łatwe, ale po przewróceniu przepastnej szafy, w której są koła, jakiś stary widelec i kilka kluczy Roch znalazł upragnioną kurtkę. Przy okazji znalazł dawno poszukiwany przedmiot, co bardzo go ucieszyło.

Uzbrojony w kurtkę Roch wybył z domu. Jak zawsze wybył za późno, jakoś jeszcze jego wewnętrzny zegar nie potrafi się przestawić, i zdążył zaatakować tylko Repty, a i to nie całe. Powrót do domu w okolicach 1600 był konieczny ponieważ mgła Rocha zastała, a i dzień zbliżał się do końca.

Na zakończenie Roch informuje, że zanabył, drogą kupna, zestaw nowych akumulatorków przez co jego aparat ożył i zaczął pstrykać fotki. Dzięki temu już niedługo pojawią się nowe albumy i ogólnie blog jakby ożyje nie tylko za sprawą napięcia i natężenia, ale także w aspekcie duchowym. Wyszło, niechcący, filozoficznie.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 3 listopada 2008

Kolejny projekt zaplanowany

Wczoraj Roch pisał, że wszedł w posiadanie wyświetlacza alfanumerycznego umożliwiającego wyświetlanie różnych informacji. Podczas dzisiejszego wypadu Roch obmyślał jak to wykorzystać fakt, że wyświetlacz dostał za darmo. Pedałując tak wpadł na pomysł, żeby spróbować wyświetlać różne informacje pochodzące z komputera, takie jak temperatura procesora, wielkość dysków, etc.

Gdy przestał już obmyślać co i jak zrobi skupił się na jeździe. Pojechał na Repty i Dolomity, ale czasu zaczęło brakować bo Roch późno wybył z domu przez co musiał mocniej naciskać na pedały, a przez to było Rochowi trochę zimniej niż zazwyczaj. Pora chyba przeprosić się z kurtką tylko najpierw trzeba ją znaleźć.

Kończąc Roch z góry przeprasza za to, że w najbliższym tygodniu znowu zacznie Was, Czcigodni, męczyć płytkami, żelazkami i innymi bziumami. Chyba, że powstanie nowy blog, nad czym Roch intensywnie myśli, ale żadna klamka jeszcze nie zapadła. Blogowa "Alma Mater" jest na Operze, tu Roch zaczynał i tu Roch skończy.

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 2 listopada 2008

Miła odmiana

Od kilku ładnych tygodni Roch jeździł na Repty i Dolomity. Dziś jednak zapragnął odmiany i pojechał do Świerklańca. Po części było to spowodowane tym, że w Piekarach Śląskich na Rocha czekał wyświetlacz, który Roch miał sobie odebrać jak będzie w pobliżu.

Była więc motywacja do dalszego wypadu. Ze Świerklańca Roch pojechał, przez Wymysłów i Dobieszowice, do Piekar Śląskich. Na miejscu Roch dostał do łapek wyświetlacz i zadowolony wrócił ścieżką rowerową do Świerklańca.

Ze Świerklańca pozostało pojechać na Nowe Chechło i do domu. Jako, że godzina robiła się późna nie było czasu dokręcić do pełnej pięćdziesiątki i Roch został za 40km na liczniku. Czasem taka odmiana jest potrzeba szczególnie, że na asfalcie nie można zrobić OTB (a przynajmniej jest to trudniejsze).

Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 1 listopada 2008

Dywersyfikacja pogody

Jak zawsze rano Roch sprawdził pogodę. Żeby być pewnym prognoz zdywersyfikował źródła pogodowe tak, aby mieć jakiś pogląd na temat tego, czy będzie padać, czy nie. Większość prognoz sugerowała, że popołudniu będzie padać. W związku z tym Roch przygotował się do spędzenia popołudnia w domu. Wyjął lutownicę i zaczął lutować.

Jednak deszcz nie zaczął padać i można śmiało iść na rower, ale po godzinie 1500 nie było już sensu ubierać się, schodzić na dół z rowerem tylko po to żeby pojeździć godzinkę na rowerze i uciekać przed zmrokiem.

Roch pozostał w domu i nic specjalnego nie robił - jutrzejsza prognoza jest bardziej obiecująca więc może uda się pojeździć.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 31 października 2008

Szerokim łukiem

Wczoraj Roch napisał, że nie było ofiar OTB. Jednak dziś, tuż po tym jak zwlókł się z łóżka zauważył, że noga trochę ucierpiała bo powstał ładny siniak przypominający pedał, ale nie warto się nad tym rozwodzić. Szybko zniknie i nie będzie po nim śladu.

Dziś Roch ponownie pojechał na Repty, ale pechowe miejsce, jak większość ścieżek pokrytych liśćmi, omijał szerokim łukiem tak, aby nie wpaść znowu w jakąś nowo powstałą dziurę. Z Rept Roch pojechał na Dolomity i Pniowec bo w ostatnim czasie jakoś Roch pofolgował sobie i kilka kilometrów przeciekło mu przez palce, a może przez szprychy.

Koniec miesiąca nadszedł wielkimi krokami, gdyby nie kalendarz i statystyki to Roch nadal by tkwił w październiku. Skoro już jesteśmy przy końcu miesiąca i statystykach to warto opublikować kolejną porcję statystyk za październik.

Jak było wiadomo w tym miesiącu Roch znalazł się pod kreską, ale to wina krótszego dnia, gorszej pogody i kilku innych czynników, a także lenistwa. W liczbach miesiąc prezentuje się następująco: 719km (23,20km dziennie) w czasie 31 godz. 26 min ze średnią prędkością 16,88km/h.

Jak zawsze można sobie pobrać plik: [ATTACH=http://files.myopera.com/Gusioo/blog/pazdziernik_2008.pdf][B]pazdziernik_2008.pdf[/B][/ATTACH]

Na zakończenie Roch pragnie poinformować, że wszystkie pliki dostępne są tutaj: [URL=http://cid-00fe7a41121c71d2.skydrive.live.com/browse.aspx/Statystyki][b]Statystyki[/b][/URL]

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 30 października 2008

OTB, czyli o tym jak Roch fiknął

W życiu przeżywamy kilka pierwszych razów. Pierwsze wypowiedziane słowo, pierwsze kroki, pierwsza miłość, pierwszy pocałunek. Wśród tych pierwszych razów jest także pierwszy fikołek na rowerze. Osoby, które cokolwiek siedzą w tematyce rowerowej wiedzą, że OTB to over the bar, czyli po naszemu zrobienie fikołka przez kierownicę.

I Roch dziś pierwszy raz w tym sezonie fiknął sobie przez kierownicę, wykonując piękny przewrót w przód wraz z rowerem. Wszystkiemu winna jest dziura przykryta liśćmi, w którą Roch nieumyślnie wjechał. Kiedy już leżał na ziemi myślał, czy aby Bomberek jest cały i zdrowy. Prędkość była minimalna, ale jednak mogło coś się stać.

Szybkie oględziny wykazały, że Bomberek i reszta roweru przeżyła upadek i nic się nie połamało. Później Roch rzucił okiem na siebie, czy czasem noga lub ręka nie złamały się, ale pod tym względem też było dobrze. Roch otrzepał się z piachu i liści i ruszył dalej.

W domu ponowne, dokładniejsze, oględziny roweru potwierdziły brak usterek co Rocha niezwykle ucieszyło. Poza tym fikołek z rowerem jest bardzo efektowny tylko szkoda, że nikt tego nie widział.

Cały i zdrowy Roch pozdrawia Czytelników

środa, 29 października 2008

Zakup kontrolowany

Od kilku dni Roch zapowiada, że zagospodaruje w jakiś sposób podwójną trójkę, którą udało mu się trafić. Wsiadł więc na rower i, wprowadzając w życie zasadę łączenia przyjemnego z pożytecznym, udał się do sklepu z elektroniką, w którym się stale zaopatruje, na rekonesans co w tej chwili jest dostępne. Okazało się, że na półce leży taki sam miernik jaki Roch sobie zapragnął, ale pieniędzy oczywiście Roch nie zabrał. Zakup został odłożony na jutro rano.

Po pożytecznym przyszła pora na przyjemne. I tutaj następuje zgrzyt bo jazda w deszczu, nawet tym przelotnym, nie jest przyjemna. Roch z nadzieją spoglądał w niebo, które co rusz polewało deszczem. Zapadła decyzja o powrocie do domu i spędzeniu reszty dnia w czterech ścianach myśląc jak to sobie uprzyjemnić przymusową wegetację.

Po sprawdzeniu pogody Roch doszedł do wniosku, że jutro będzie znośnie i dziś można sobie całkowicie odpuścić. Jedynie co się udało to machnąć pięć kilometrów tak żeby wczorajszą wpadkę jakoś zrekompensować.

Jutro jednak Roch się nie podda i pójdzie śmigać na rowerze.

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 28 października 2008

Pięć kilometrów w plecy

Roch nie wie kogo lub co obwiniać z dzisiejsze wydarzenia. Nic nie zapowiadało katastrofy, powietrze było spokojne, chmur jak na lekarstwo, nawet Internet jakby szybciej płynął po skrętce. Roch rozluźniony zasiadł przed komputerem i, jak to ma w porannym zwyczaju, zaczął edytować plik ze statystykami.

Licznik leżał w okolicach komputera, żeby Roch nie zapomniał dodać dystansu. Chwycił więc go w prawą dłoń (cały czas piszemy o liczniku) i zaczął naciskać, mocniej i mocniej, aż po chwili Roch był w pełni usatysfakcjonowany widząc nowy wiersz w statystykach. Odłożył licznik na bok i poszedł po kawę.

Dzień, a właściwie przedpołudnie, minęło na czytaniu grup o tematyce elektronicznej i poszukiwaniu jakiegoś fajnego miernika. Nastała pora obiadowa, Roch wyłączył komputer i skupił się na walorach smakowych obiadu.

Nastała godzina 1400 i Roch miał zamiar pójść na rower. Wziął więc licznik i zszedł na dół. Wsiadł na rower i ruszył na Pniowiec. Po chwili (na oko pięć kilometrów upłynęło) Roch zorientował się, że licznik nie został skasowany i kilometry liczą się na dzień poprzedni. Roch szybko wyzerował licznik, ale owe pięć kilometrów poszło w powietrze tak jakby Roch siedział w domu.

Brzydko to wygląda, ale cóż poradzić na Rochową sklerozę.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 27 października 2008

Skutki czasowego wydłużenia

Roch myślał, że jest odporny na czasowe zawirowania, które w ostatnim czasie stały się głównym bohaterem jego notek. Jednak dziś okazało się, że wcale tak nie jest. Z rana Roch musiał odbyć daleką podróż bo aż do Sosnowca, a popołudniu był plan żeby iść na rower.

Jednak po powrocie Roch zapadł w jaką dziwną śpiączkę, i wcale nie była to choroba filipińska, która trwała strasznie długo. Roch wstał to już było szaro i rower musiał dziś odpoczywać. Za to Roch wybrał się do Marketu żeby zrealizować swoje dwie trójki, które trafił w Totka. Z pomocą przyszedł program, który Roch własnoręcznie napisał na jakieś zaliczenie programowania. Okazuje się, że na własnej twórczości można nieźle zarobić.

Za dwa złote Roch puścił kolejnego zakłada, a za resztę zaszaleje i kupi sobie jakiś sensowny miernik do jego, powstającej powoli, pracowni Młodocianego Elektronika. Znając jednak życie Roch dołoży kilka złociszy i kupi sobie jakiś wypasiony miernik, którego i tak nie wykorzysta w pełni, ale będzie lans. A może Roch dołoży do słoika z napisem "zbieram na większy dysk twardy" i spokojnie poczeka, aż mu tam królowie się rozmnożą. Czas pokaże.

No i to na tyle - Roch nie był na rowerze, statystyczna kreska coraz mocniej go przygniata, ale jak tu jeździć jak co rusz jakieś machlojki z czasem robią.

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 26 października 2008

Rower zbliża

Nie od dziś wiadomo, że rower zbliża ludzi, co prawda nie ma na to badań, ale Roch to wie i już. Potwierdzeniem tego niech będzie dzisiejsze wydarzenie, którego Roch był uczestnikiem. Początkowo nic nie zapowiadało takiego zwrotu akcji, wypad jak wypad najpierw Repty potem Dolomity i powrót miastem do domu.

Na światłach do Rocha dojechał kolarz, który zwyczajowo powiedział "siema", a Roch odpowiedział. Na pytanie dokąd to Roch pomyka odpowiedział, że do domu bo samemu to nudno jest, a mp3grajek ducha wyzionął. Owy kolarz zaproponował wspólny wypad na Świerklaniec bo jemu też nudno samemu. Roch nie mógł odmówić i wybrał się na Świerklaniec.

Tempo, o dziwo, w sam raz dla Rocha. Prędkość w okolicach 30km/h, częste zmiany, zero zmęczenia. Na Świerklańcu oczywiście rundka lanserska i na koniec wymiana telefonami. Bo okazuje się, że Roch znalazł idealnego, prawie bo to nie kolarka, towarzysza codziennych wypadów. Prawdopodobnie koniec samotnych wypadów.

W drodze powrotnej Roch przebrnął przez dwanaście funkcji swojego licznika i spojrzał na zegarek, który wskazał 1630. Roch przestraszył bo za chwile zastanie go zmrok, a do domu jeszcze kawałek. Kontrolnie wyjął telefon i spojrzał na zegarek, który wskazywał 1530.

Okazało się, że Roch nie przestawił zegarka w liczniku pomimo tego, że od kilku dni trąbi o zmianie czasu. Dobrze, że telefon sam się przestawia.

I tak zakończyła się rowerowa niedziela.

Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 25 października 2008

Godzina dłużej na rowerze?

Trąbią o tym wszędzie, że śpimy godzinę dłużej. Roch zaczął się zastanawiać, czy można by tą ekstra godzinę wykorzystać na rowerze? Bo po co komu dodatkowa godzina snu gdy można zażyć trochę ruchu na świeżym i zimnym powietrzu.

Ale zostawmy na boku rozmyślania Rocha na temat ekstra godziny. Roch, ciepło ubrany, wyruszył na rower, aby trochę przybliżyć się do magicznej granicy. W comiesięcznych statystykach już wie, że będzie pod kreską bo pogoda nie sprzyjała generowaniu dużej liczby kilometrów.

Roch standardowo pojechał na Repty i Dolomity bo na dalsze wypady nie ma czasu, a przecież od jutra będzie niby ekstra godzina. Później postanowił, że trochę polutuje bo innej perspektywy na długie zimowe wieczory chyba nie ma.

Coraz lepiej to wychodzi Rochowi i zastanawia się, czy czasem nie założyć bloga o losach początkującego elektronika, który zaczyna naukę od podstaw. Mogłoby być ciekawie, ale czy Roch poradzi sobie z prowadzeniem dwóch blogów?

Kończąc dzisiejszą nudną, za co przeprasza, notkę Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 24 października 2008

Kominiarkę czas wyjąć

Nadeszła, a wraz z nią ziąb, deszcz, wiatr i ogólne popsucie się nastroju, a od 26 dnia października dojdzie do tego przesunięcie czasu i depresja gotowa. Bo rano ciemno, popołudniu ciemno, dnia tyle co nic, a rower ciągnie jak nie przymierzając traktor przyczepę. Letni, ba, jesienny strój pora wrzucić do pralki, a zimowy trzeba odnaleźć w szafie bez dna.

Roch przegrał z zimnem i dzisiejszy rower należał do jednego z najgorszych, a właściwie to najgorszego w całym sezonie. Początkowo było znośnie, ale pogoda spłatała figla i trochę się ochłodziło. Roch, gdzie w Dolomitach, stwierdził, że koszulka i lekka kurtka to dużo za mało, a wrócić trzeba było. Im szybciej tym zimniej dlatego Rocha wyprzedzały nawet ślimaki winniczki z napisem "Poczta Polska" na domku.

Po powrocie Roch przytulił do kaloryfera, ale ten też zimny. Nie pozostało nic jak zrobić sobie herbatę i przytulić się do gorącego czajnika. Po chwili Roch odzyskał czucie i mógł zasiąść przed komputerem tuląc się do kubka z herbatą.

Pogoda zagrała na Rochowym nosie, ale ten jeszcze się zrewanżuje.

Roch pozdrawia Czytelników.

Na zakończenie film, bo dawno nie było:
Animal BMX Roadtrip


czwartek, 23 października 2008

Leniwiec wymuszony

Wczorajszy leniwiec był całkowicie dobrowolny bo Roch myślał, że dziś sobie odbije, a tu taka du..ża klapa. Deszcz od rana lał, nic tylko wziąć lutownicę do łapki i zdziałać coś pożytecznego dla ludzkości. Jednak Roch zapragnął przejść do zaprzyjaźnionego PWiK, posiedzieć i pogadać, być może poznać kolejną Basię.

Roch zebrał w sobie i w okolicach 1000 był już w kantorku u Chłopaków. Jak to zwykle bywa Roch dostał zajęcie, tak jakby od czasu ostatniej, bardzo zamierzchłej, praktyki nic się nie zmieniło. Trzeba było sprawdzić, czy kabel RS232 to cross, czy prosty. Nic prostszego - wystarczy omomierz i spinacz.

Potem już było tylko lepiej - porysowanie samochodu zarejestrowana przez firmowy monitoring i dochodzenie do sprawcy. Roch czuł się jak Agent Specjalny w CIA, który za pomocą satelity sprawdza, czy żona go nie zdradza. Po krótkim poszukiwaniu znalazł się fragment nagrania, na którym widać jak Ford Escort rozwala drzwi w Seacie. Nagranie zarchiwizowane i przekazane odpowiednim służbom.

Po dzisiejszym dniu (sorry za pleonazm) Roch posiada już nagranie kradzieży samochodu, zniszczenia samochodu, a także nagranie Basi przechadzającej się po korytarzu. Jak dobrze, że firma ma monitoring. Na jutro Pogodynka zapowiada znośną pogodę to Roch skończy przynudzać i napisze w końcu coś rowerowego.

Tymczasem Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 21 października 2008

Ciągle w siodle

Roch nie spoczął na laurach, choć mógłbym bo i tak ma więcej kilometrów niż w roku ubiegłym, ale chęć posiadania pięciocyfrowego wyniku na liczniku (i na blogu oczywiście) motywuje go do dalszej jazdy pomimo, że ma dziś miał cały czas pod wiatr.

Trasa zaczęła się od Pniowca, a więc zaszła lekka modyfikacja, a później już standard. Jadąc z Pniowca Roch dostrzegł rowerzystkę pedałującą w kierunku przeciwnym i tak się zagapił, że chwilę jechał "pod prąd", ale szybko wrócił na swój pas. Pomógł mu w tym TIR, który nadjeżdżał z przeciwnej strony.

Później tylko wyścig z traktorem, który Roch wygrał i triumfalnie wyprzedził pyrkającego ciągnika. W Reptach Roch pojeździł trochę po krzakach i udał się na Dolomity. Po drodze zauważył zaparkowane Audi, o którym pisał w notce Prawie jak. Przez chwile mignęła myśl, że może by wskoczyć do wozu i dokonać "krótkotrwałego użycia", ale myśl ta szybko wyleciała z głowy Rocha.

Z Dolomitów Roch udał się do domu i tam już zakończył dzień. Komputerek, kawka i inne uprzyjemniacze.

Sprzed komputerka Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 20 października 2008

Ostatni tysiąc

Roch powoli zaczyna świętować, kupuje takie śmieszne tekturowe czapeczki, rozwijane gwizdki, konfetti, papierowe kubeczki na połówkę i popychacz. Powoli, aczkolwiek dużymi krokami Roch zbliża się do finału całorocznych zmagań i poświęceń.

Roch osiągnął wynik 9000 kilometrów i można śmiało napisać, że to nie koniec. Do pełni szczęścia brakuje jeszcze lub aż 1000km, ale podobno ten ostatni tysiąc, podobnie jak pierwszy milion, smakuje najlepiej i jest najprzyjemniejszy.

Czy to prawda Roch się przekona i szybko zda sprawozdanie na łamach swojego skromnego bloga. Dziś Roch udał się standardowo na Repty i Dolomity, ale logistyka coś zawiodła. Miało być 30km, a wyszło 28 i przez to świętowanie nie jest pełne, a notka nieznacznie moja się z prawdą. Niemniej jednak jutro będzie 32km, a może więcej, to się rachunek wyrówna.

Gdy Roch będzie już w pełni szczęśliwy może uda się jakoś pożegnać sezon wraz z Przyjaciółmi bo ostatnio jakoś tak rzadko się widują na rowerach, ale trzeba będzie jeszcze raz spotkać się w sposób spontaniczny i zaskakujący.

A potem Święta, prezenty, chwalenie się i Nowy Rok. Roch jest lepszy niż markety - Święta zapowiada jeszcze w październiku, a markety zwykły wystawiać Mikołaja w listopadzie. Roch robi postępy.

Postępowy Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 19 października 2008

Weekend udany

Cały weekend udany, pogodny, słoneczny choć zimny. Ostatniego dnia Roch pojechał standardowo na Repty, Dolomity i Pniowiec bo jakoś dalsze / inne trasy go nie kręcą, a na tych standardowych wie ile zrobi kilometrów i jest w stanie zaplanować dalszy ciąg wycieczki tak żeby licznik wskazał określoną ilość kilometrów.

Jazda po mokrych liściach jest dosyć ryzykowna, szczególnie jak trzeba hamować, o czym Roch kilka razy przekonał się, gdy tył roweru zaczął go niepodziewanie wyprzedzać. Jadnak Roch nie zaliczył gleby. Po powrocie do domu Roch zasiadł do konsumpcji ciasta z jabłkami, które czasem zwane jest szarlotką, i wszystkie kalorie spalone przez Rocha poszły w.. no sami wiecie.

A jutro ostatni dzień męczenia płytek - tym razem dwóch bo Roch ma nową koncepcję i postara się ją wdrożyć w życie.

Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 18 października 2008

Oficjalne podziękownia

Roch pragnie oficjalnie, na łamach tegoż postu, podziękować lavince, za załatwienie przaśnej pogody na weekend. Roch nie wie jak to zrobiłaś, ale powtórz to jutro.

Roch niesiony delikatnym wiatrem pedałował sobie spoglądając w niebo, czy czasem pogoda nie szykuje jakiejś niespodzianki. Jednak cały wypad pogoda utrzymała się i Roch całkiem miło spędził czas. Na początek pojechał na Repty, a potem na Dolomity, czyli standard w ostatnim czasie.

Po objechaniu tych obu miejsc Roch postanowił, że pojedzie jeszcze na Pniowiec, bo kilometrów tak jakoś mało, a lavinka zamówiła pogodę to trzeba korzystać. Wracając przez las Roch spotykał grzybiarzy, aż w końcu dostrzegł znajomy rower. Oto mama Roch zbierała grzyby, aby w zimie nie brakowało tego przysmaku.

Roch nie przeszkadzał i pomknął niezauważony dalej. Pod domem spojrzał jeszcze raz w niebo i uśmiechnął się do Pogodynki żeby jutro nadal rozpieszczała Rocha.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 17 października 2008

Nudno, pochmurno, deszczowo

W dodatku Rocha dopadło całkowite lenistwo objawiające się tym, że na nic nie ma ochoty, nawet na zabawy w domowego elektronika. Wszystko to przez pogodę, która załamała się z godziny na godzinę. Wczoraj wieczorem już lało jak z cebra, dziś doszedł do tego wiatr i mamy gotową burzę. Co prawda przejściową, ale zawsze burzę.

Roch leży, nudzi się i planuje kolejne zakupy zwiększające możliwości komputera tak żeby był nadal wypasiony i w ogóle cacy. Wczorajszy brak notatki był spowodowany między innymi tym, że po powrocie od Koyota nie miał już na nic ochoty. Wpatrywał się tylko w napis 2GB, który od wczoraj widnieje na ekranie Rochowego sprzętu. A może nie długo dojdzie 320GB bo Roch myśli nad dyskiem twardym.

Wszystko to przez pogodę, która jak zawsze musiała się zepsuć wraz z nadejściem weekendu. Może jutro Roch znajdzie w sobie na tyle sił, że złapie w łapkę lutownicę i coś zlutuje, a może coś dopisze, a może pójdzie na rower. Co będzie jutro to się dopiero okaże.

Roch pozdrawia i ma nadzieję, że wczorajszy brak notki nie wpłynął jakoś znacząco na jego fajność.

środa, 15 października 2008

"Uwaga! Z kwasem idę"

No i nadszedł te dzień, w którym Roch mógł działać na polu elektronicznym. Najpierw jednak największa przyjemność jaką można sobie wyobrazić, czyli rower. Roch standardowo pojechał na Repty i Dolomity, by tam obmyślać, jakoś na rowerze najlepiej się myśli, plan na dzisiejsze popołudnie. Z Dolomitów Roch podjechał jeszcze do zaprzyjaźnionego sklepu rowerowego Adventure i już mógł wracać do domu.

W domu Roch tradycyjnie już rozpuścił co miał rozpuścić, przykleił co miał przykleić i w końcu okazało się, że rozmazało się i pupa blada. Drugie podejście podobne - się rozmazało. W końcu Roch, trzymając w palcach ostatni rysunek, podśpiewywał sobie "It's not that simple, It's never that simple". W końcu położył i przyprasował.

Eureka, nie rozmazało się, a więc połowa sukcesu i można zacząć wiercić. Na zdjęciu widać nówkę wiertarkę, deseczkę i kawałek Rochowej ręki. Wiercenie odbyło się bez problemu i po dziesięciu minutach Roch podziwiał dziurki jakie własnoręcznie stworzył.

Przyszła pora na najfajniejsze w tej całej szopce. Roch rozpuścił nadsiarczan sodu, zabełtał miksturę i wyniósł na klatkę. Wrzucił płytkę i poszedł się umyć. Po chwili, dłuższej, płyta była czysta.

Szybka diagnostyka omomierzem wskazała, że nie ma zwarć. Roch poszedł wylać miksturę i, przy okazji, nastraszył sąsiadkę. Bo mikstura zielona i można było powiedzieć, że z kwasem się idzie. Strach w oczach sąsiadki bezcenny.

No i płytka prawie zrobiona. Jutro lutowanie i dopieszczanie.

Roch pozdrawia Czytelników i obiecuje, że od jutra będzie więcej roweru na Blogu Rowerowym.

P.S: Zdjęcie płytki:

wtorek, 14 października 2008

Jak na szpilkach

Roch odebrał pocztę z samego rana, w której był list ze sklepu, że kurier paczkę wiezie dla Rocha. Z Zabrza. Roch pomyślał, że z rana paczuszka już do niego przyjedzie i będzie się cieszył z nowych gadżetów.

Jednak kuriera nie było i nie było. Roch zjadł obiad, poszedł na rower, ale co chwilę sprawdzał, czy nie było telefonu od kuriera. Telefon milczał, a Roch nie przejmował się brakiem paczki w domu. W ostateczności ktoś zawsze w domu jest to i odbierze paczkę.

Roch pojechał na Dolomity i Repty, czyli codzienny standard rozszerzony o Pniowiec bo trochę brakowało do 30 kilometrów. Roch przyjechał do domu, wypił kawę i pojawił się na horyzoncie kurier. Roch cały podekscytowany złapał za portfel i zbiegł na dół.

Już po chwili był szczęśliwym posiadaczem dwóch kostek pamięci do swojego komputerka. Jako, że zapadał zmierzch Roch wolał nie gmerać przy komputerze bo coś się (tak samo z siebie) urwie lub złamie. Poza tym Roch odpuścił sobie dziś elektronikę bo trochę się podtruł wczoraj, ale dziś zakupił dwa opakowania nadsiarczanu sodu więc jutro będzie ostra jazda.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 13 października 2008

Ale kwas

Roch zaczął dzień od wizyty w zaprzyjaźnionym PWiK, gdzie zapoznał był panią Basię, której chciała się konwertować baza. Jako, że Roch sam tkwił na posterunku i nikogo w pobliżu nie było, a Basia była fajna to Roch postanowił, że przyjrzy się bliżej Basi, tfu! bazie, która chciała się konwertować.

W biurze Roch zasiadł na cieplutkim krześle, na którym wcześniej siedziała Basia, i rozpoczął diagnozę. Cała sprawa sprowadzała się do wybrania "OK" w okienku, ale Roch nie mogł tak szybko wyjść. Zaczął wiec grzebać w ustawieniach, panelach, opcjach, aż w końcu kliknął "OK", poczekał aż pasek dojdzie do końca i dumny z siebie ogłosił, że wstrętna baza została okiełznana.

W oku Basi pojawił się błysk, a na buzi zagościł śliczny uśmiech. Roch dumny z siebie i bogatszy o kolejną znajomość wrócił do kantorka, w którym doszedł do wniosku, że wybrał najlepszy na Świecie zawód. Lepszy nawet od ginekologa amatora, bo i satysfakcja większa, a i od czasu do czasu można spojrzeć głęboko w oczy, w których pojawia się błysk zachwytu nad Rochem.

Ale dość o Rochu bo jeszcze, niczym Narcyz, umrze z tęsknoty za samym sobą.

****
Po obiedzie Roch wybrał się na rower. Standardowo pojechał na Repty i Dolomity. Jednak w domu czekało na niego bojowe zadanie, czyli męczenie płytek. Pedałując tak sobie myślał gdzie może tkwić błąd w recepturze, że płytka z płytką się nie udaje.

Jednak nie chciał zbytnio psuć sobie rowerowej przyjemności więc zaprzestał poszukiwania rozwiązania i skupił się na doznaniach czysto rowerowych, a więc samej przyjemności, która spływała na Roch z każdym naciśnięciem na korbę. Po powrocie do domu Roch postanowił, że pojedzie jeszcze na Pniowiec ot tak żeby dokręcić do 30 kilometrów.

Po powrocie zasiadł do rysunków, żelazka i innych takich. Już po godzinie Roch trzymał swoją nową wiertareczkę w dłoni i robił dziurki w płytce. Po kolejnych dziesięciu minutach Roch miał gotową do trawienia płytkę.

Rozpuścił więc nadsiarczan sodu B327 i wrzucił weń płytkę. Początkowo nic się nie działo, ale po chwili cały dom obleciał duszący zapach i trzeba było się ewakuować na klatkę schodową, żeby podtruć sąsiada z lewej bo wyjątkowa z niego menda.

Roch bełtał miksturę i patrzył jak miedź z płytki znika, a pojawiają się kolorowe kwiatki, słonie i samochody. Roch doszedł do wniosku, że odjechał. W domu okazało się, że w jednym miejscu ścieżka się przerwała, ale może da to się ją uratować. Jutro, przy dziennym świetle Roch oceni straty i postara się zrobić kilka zdjęć. Jak tylko naładuje akumulatorki.

Długa notka wyszła, ale też się działo u Rocha.

Roch pozdrawia Czytelników (i przeprasza za długość notki).