Ostani dzień miesiąca

Po spojrzeniu na licznik Roch miał jasność. Trzeba zrobić sześćdziesiąt kilometrów żeby zbliżyć się do wyniku zanotowanego w zeszłym miesiącu. Pogoda nie sprzyjała temu wyczynowi, ponownie zrobiło się gorąco, ale Roch nie poddawał się. Wlał kondycję do buteleczki, zabrał mp3grajka i ruszył przed siebie.

Pojechał znaną sobie trasą do Wymysłowa i Dobieszowic. Później pojechał do Piekar Śląskich i Radzionkowa. Póki Roch pedałował to było wszystko w porządku, chłodek i ogólnie dobre samopoczucie. Jednak każdy, nawet, najkrótszy postój skutkował poczuciem gorąca i kapaniem spod kasku.

Wracając do domu Roch zatrzymał się w pobliskim sklepie celem zakupu kondycji. Ta w buteleczce albo wyparowała, albo jakiś kolarz (kolarka?) wszystko Rochowi wypił. W sklepie Roch kupił najtańszą wodę, z naciskiem na to żeby był mokra. Ilość magnezu i innych minerałów miała drugoplanowe znaczenie.

Zaopatrzony w litr kondycji Roch popedałował do domu. Tam chwile odpoczął i pojechał na Pniowiec zamknąć miesiąc. Miesiąc zamykał w towarzystwie Stronga. Nie ma to jak opicie zakończenia miesiąca. A jeśli już Roch poruszył cyferkowy temat to warto wspomnieć, że w lipcu Roch uskutecznił 1358 kilometrów w czasie 69 godz. 13 min. ze średnią 21,03 km/h.

Szczegóły jak zawsze w pliku:

lipiec_2008.pdf

Na zakończenie króliczek Playboya:

Słodka bestia i się nie bała.

Roch pozdrawia Czytelników.

Kuszenie Rocha

Pogoda jakby odpuściła, nie było już tak gorąco i można było wyjść wcześniej na rower. Roch nie przemęczał się gdyż widział, że wieczorem odbędzie pączkowa sesja z Koyocikiem i jego Ładniejszą Połówką (TM). Po powrocie do domu Roch wypił kawkę i wyruszył na wieczorny, w dodatku pączkowy, wypadzik.

Na umówione miejsce Roch dotarł z pięciominutowym poślizgiem spowodowanym przestrzeganiem przez Rocha przepisów drogowych. Stawał na każdych światłach jak ostatni.. kierowca samochodu, miast przemykać sobie tylko znanymi skrótami.

Pod pączkarniom Roch czuł, że dziś nie jest jego dzień i wciśnie w siebie tylko jednego pączka. Czasem tak bywa w życiu faceta (hihih), że potrafi wcisnąć w siebie tylko jednego pączka. Jednak Ładniejsza Połówka Koyocika (TM) kusiła Rocha.

Na pewno tylko jeden? – Pytała.
Tak, dziś nie dam rady więcej – Odpowiedział Roch.
Ale na pewno? Może jednak? – Kusiła nadal.
No dobrze – Roch dał się skusić bo jak tu nie ulec Ładniejszej Połówce (TM)

Pączki znikały jeden po drugim, aż został ostatni.

Ja już nie mogę – Powiedziała Ładniejsza Połówka Koyocika (TM).
Dasz radę, dasz radę – Dopingował Koyocik.

Roch w tym czasie czuł jak pasek jego \”nerki\” zaczyna uciskać rosnący brzuch. Ewidentnie nie był to pączkowy dzień Rocha. Niemniej jednak Roch cieszy się, że spędził miłe chwile z Przyjaciółmi.

Na końcu Roch pragnie podziękować Koyocikowi i jego Ładniejszej Połówce (TM). W tej roli wystąpiła Kasia 🙂

Roch pozdrawia 🙂

Upalne dowody

Upałów dzień drugi. Żar leje się z nieba, powoli pojawiają się wielbłądy i arabscy szejkowie, do kompletu brakuje tylko piasku i Sahara jak się patrzy. Roch nie dał rady jeździć w tym upale, a więc poczekał, aż słońce trochę odpuści i słupek rtęci trochę opadnie.

Gdy było już chłodniej Roch pojechał na Świerklaniec, tam lansował się wśród jeżdżących na rolkach. W końcu pojechał do Wymysłowa i tam zobaczył coś, co go zaciekawiło. Mało co nie wpadł do rowu. Postanowił, że uwieczni to żeby później nikt nie zarzucił Rochowi, że opowiada jakieś kosmiczne bajki.

W końcu Rochowi udało się uwiecznić legendarne pośladki dzięki czemu może z czystym sumieniem napisać, że cel został osiągnięty.

Z Wymysłowa Roch pojechał do Dobieszowic i wrócił do w okolice domu. Chłodne powietrze spowodowało, że Roch dopedałował do 70 kilometrów i wrócił do domu.

Roch pozdrawia Czytelników.

Uff, jak gorąco

Grzało jak cholera. W termometrze skończyła się skala, asfalt płynął, woda parowała. Słońce do końca już oszalało i postanowiło, że usmaży jadącego w kasku Rocha. Pędzący Roch miał nadzieję, że słońca się opamięta, ale jego płonne były jego nadzieje.

Wraz z upływem kilometrów Roch słabł, pocił się coraz bardziej. Nie nadążał pić, żeby uzupełnić ubytki płynów. Masakra to zbyt małe słowo, żeby opisać to co się działo w okolicach Tarnowskich Gór. W końcu, po dwudziestu kilometrach, Roch poddał się i wrócił do domu, gdzie spędził resztę tego upalnego dnia.

Na osłodę Roch dokonał skromnych zakupów, ale o tym jak paczki przyjdą. A co!

Usmażony Roch pozdrawia Czytelników.

Kilometrowa pomyłka

Nastała niedziela. Roch odebrał swoją wczorajszą wygraną totka, całe 16-e złotych dzięki swojemu programowi, który kiedyś tam napisał. Po obiedzie Roch poszedł na rower. Obrał sobie za cel powtórzenie wczorajszego wypadu. I tak pojechał do Świerklańca i stamtąd do Dobieszowic.

Z nieba lał się żar, ale klimatyzacja działała. Póki Roch nie zwolnił było miło i przyjemnie, ale wystarczyło zatrzymać się na skrzyżowaniu żeby miło i przyjemnie przekształciło się gorąco i mokro. Dlatego Roch z prędkością nie schodził poniżej 30km/h.

Sytuacja zmieniła się, gdy Roch wjechał w krzaki. Tam panował cień i temperatura była o kilka stopni niższa niż na pełnym słońcu. Kondycja zużywała się wolniej, ale i tak wymagała uzupełnienia. Szybka wizyta w domu i można było wracać na trasę.

Roch myślał, że do pięćdziesięciu kilometrów jeszcze brakuje dlatego pojechał na Pniowiec. Po powrocie, lasem, Roch spojrzał na licznik, który wskazywał 70 kilometrów ze średnią 23km/h.

Bez komentarza normalnie.

Roch pozdrawia Czytelników.

Spotkanie po latach

Wprawdzie z tymi latami to Roch trochę przesadził, ale można powiedzieć, że nastąpiło spotkanie po roku z niewielkim haczykiem. Do spotkania doszło na Świerklańcu, gdzie Roch lansował się. Jadąc alejką spotkał, w tym miejscu werble, Alinę. Osoby, które śledzą zapiski Rocha od dłuższego czasu zapewne kojarzą Alinę, a pozostali Czytelnicy mogą sobie nieco przybliżyć sytuację (i późniejsze wydarzenia), w której Roch poznał Alinę czytając Tryptyk Rowerowy (od dołu strony przyp. Roch).

W związku ze spotkaniem Roch zaproponował wspólne pedałowanie w kierunku Wymysłowa i Dobieszowic na co Alina uśmiechnęła się i popedałowała razem z Rochem. Z Dobieszowic pojechali w kierunku Kozłowej Góry i stamtąd do Radzionkowa. Pod domem Roch pożegnał się z Aliną i wrócił do własnego planu. Pojechał na Dolomity i Repty.

Tam ludzi była masa, ale Roch miał już swoje w nogach i było mu wszystko jedno, czy ścieżki są zapchane, czy nie. Kierował się do domu, ale szybki rachunek i Roch wiedział, że do pięćdziesięciu kilometrów trochę zabraknie. W związku z tym Roch pojechał jeszcze na Pniowiec i dopiero wrócił do domu.

Dzięki temu wyszło 56 kilometrów. Jutro tyle samo i jest ~200km w weekend.

Roch pozdrawia Czytelników.

Nowa zabawka Rocha

Od rana lało, burze, wiatry, czyli totalne załamanie pogody, ale Rocha akurat dziś to nie interesowało. Siedział głęboko w piwnicy, bez Internetu, bez kontaktu ze Światem i pieścił swoje cacuszko, które niczym brzydkie kaczątko przemieni się w łabędzia sunącego po gładkim asfalcie.

Roch powoli będzie odnawiał rower, który właśnie dostał. Póki co nie przypomina on jeszcze tego, czym będzie po zimie, ale docelowo ma być old school\’owym, lanserskim pojazdem służącym haczeniu lachonów na pączkach.

Póki co Rocha mama go używa, ale już niedługo ona dostanie nowy rower, a ten powędruje do Rocha, bo przecież nie na śmietnik. Rodzice zawsze powtarzali: \”chleba i rowerów nie wyrzuca się\”. I tego Roch będzie się trzymał.

I tak dziś Roch naprawił hamulce i chwilę pośmigał. Na czym? Na tym:

Roch pozdrawia Czytelników.

Zaraz po deszczu

Pogoda chyba postanowiła wynagrodzić Rochowi wszystkie swoje kaprysy. Pomimo, że od rana lało jak z cebra Roch nie poddawał się i planował kolejny mało ekscytujący wypad. Z upływem dnia pogoda poprawiał się, aż w okolicach 1700 wypogodziło się całkowicie. Wyszło słońce, asfalt zaczął przesychać.

Roch postanowił pojechać do Rept zrobić jakieś mało ciekawe zdjęcia, które potem mógłby umieścić na blogu i pokazać jakim jest fotograficznym antytalenciem. Opłacało się wozić z sobą aparat bo pogoda ponownie zrobiła Rochowi dobrze.

Na Reptach bowiem pojawiła się mgła, która w połączeniu ze słońcem dawała ciekawe efekty. Roch zatrzymał się i postawił rower z boku tak, żeby nie przeszkadzał innym, potencjalnym, rowerzystom. Co chwilę było słychać, jak Roch \”strzela\”, do póki nie okazało się, że akumulatorki są słabe, a i na karcie pamięci kończy się miejsce.

I ponownie Roch dał ciała bo zapomniał naładować ba(k)terie i zgrać starsze zdjęcia. No cóż, Roch już w podeszłym wieku jest i nie o wszystkim może pamiętać. Poza tym jest zarobiony i w ogóle..

Na koniec słaba próbka twórczości Rocha:

Więcej można zobaczyć tutaj: klik

Roch pozdrawia Czytelników.

No i się popsuło

Spokojnie, nie rower się popsuł, a pogoda. Na szczęście Roch przewidział, że może spaść deszcz i wyszedł na rower wcześniej. Zdążył pojechać na Repty i Pniowiec. Wrócił do domu i spożył tradycyjną five `o coffee(?), odebrał pocztę, sprawdził inne wiadomości, dopisał kilka rzeczy do jego tajnego projektu i postanowił, że pójdzie na wieczorny rower.

Wyłączył komputer, ubrał się, założył kask i słuchawki, włączył mp3grajka i podszedł do okna. Na zewnątrz lało jak z cebra, woda płynęła asfaltem, ludzie chowali się pod parasolami.

Kurna, tyle ubierania na nic – Pomyślał Roch.

Owszem, mógł jeździć w deszczu, ale jakoś humor mu nie dopisywał na tyle żeby moknąć i mieć problemy z wejściem do domu. Tak więc Roch zakończy dzień przed monitorem, a do statystyk wędruje tylko 30 kilometrów.

Roch pozdrawia Czytelników.

Nieoczekiwana zmiana planów

Początkowo Roch poszedł na rower nie mając pojęcia, że wieczorna część dnia została zaplanowana. Z tym brakiem świadomości Roch pojechał na Repty i na Dolomity. Tam spędził trochę czasu, pojeździł, pstryknął kilka zdjęć i wrócił do domu.

Uważając, że rowerowy dzień został zakończony zasiadł do komputera i rozleniwił się. Jednak Koyocik zaproponował wspólny wypad na pączki co Rocha niezmiernie uradowało bo w końcu jest z kim zjeść dorodnego pączka, a i okazja nadarzyła się bo właśnie pękło 6000 kilometrów w tym roku.

Tak więc Roch z Koyocikim pognali w kierunku pączków. Na miejscu ustawili się w długiej kolejce i cierpliwie czekali. Po dłuższej chwili myśleli, że już są u celu gdy panie stojące przed nimi rozpoczęły zamawianie.

No to tego poproszę.. – Zamawiały.
..i tego.. o i tego.. albo nie tamtego.. – Grymasiły.
.. a to co to jest?.. aa to nie.. i to ciastko jeszcze – Nie dawały za wygraną.

Roch gotował się, mało co nie wyjął pompki i nie zdzielił tych niezdecydowanych bab. W końcu nadeszła tak chwila.

Poproszę dwa z czekoladą i jednego z lukrem – Powiedział Koyot.
A dla mnie cztery z czekoladą – Powiedział Roch.

Niestety, dla Rocha, rodzina wywęszyła gdzie on wymyka się wieczorem i również sobie zażyczyła. Tak więc dystans, hmmm, został objedzony pączkami. I dobrze bo takie cymesy należy zjadać w zacnym towarzystwie.

Roch pozdrawia Koyota i Czytelników.