Miesiąc: kwiecień 2010

  • Pochmurno, ale i rowerowo

    Po dwóch dniach siedzenia w domu Roch miał ochotę wyjść na rower, ale pogoda straszyła chmurami i wiaterkiem, który w każdej chwili mógł przywiać niespodziankę. Jednak Roch nie chciał czekać kolejnego dnia, aż pogoda zrobi się ładna, wyjdzie słońce, a szare chmury przesuną się gdzieś dalej w Polskę.

    Kiedy już Roch wygramolił się z rowerem przed blok, spojrzał w niebo i zobaczył, że jednak wyszło słońce i może uda wrócić się suchym do domu. Za cel wypadu Roch obrał sobie Dolomity i Repty, bo dalej jakoś nie chciało mu się jechać. Na jutro pogoda zapowiada się dużo lepiej, więc jakiś dłuższy wypad będzie bardziej możliwy.

    Kilometrów udało się przejechać dwadzieścia. Jutro musi być dłużej.

    – Dane wypadu: BikeBrother

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Ogólne polewanie

    Nie trzeba było specjalnie się spinać, żeby zostać polanym; wystarczyło wyjść z domu i postać chwilę na zewnątrz. Resztę załatwił deszcz, który padał od rana i ani myślał przestać, choćby na godzinkę, żeby Roch mógł gdzieś na rower wyskoczyć. Pozostało siedzieć w domu i walczyć z chęcią nieograniczonego, bo świątecznego, obżarstwa.

    Popołudniu wcale nie było lepiej, deszcz padał, było szaro i nudno więc Roch nadal siedział w domu i się nudził. To już chyba tradycja, że na dyngusa pada deszcz załatwiając to, co inni załatwiają wiadrem wody.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Wesołego jajka, mokrego kurczaczka i smacznego dyngusa

    Po wczorajszym wypadzie Roch stwierdził, że dziś ma małą ochotę na jeżdżenie, a wręcz nie ma jej wcale. W związku z tym siedział w domu i mało co robił, bo są Święta, a więc okres leniwy z natury. Jednak popołudniu Roch nie potrafił wysiedzieć w domu i postanowił, że pójdzie gdzieś w teren, może jakiegoś ptaka upoluje. Koniec końców upolował pasażerskiego EN57, który mknął sobie w stronę Tarnowskich Gór. Jest to pierwsza próba obróbki zdjęcia pod Linuksem, z którego Roch zaczął korzystać.

    Na zakończenie Roch śpieszy złożyć życzenia czcigodnym Czytelnikom mokrego jajka, wesołego kurczaczka i smacznego dyngusa. Kolejność może nie ta, ale dzięki temu są one niebanalne i szczere.

    Jutro, o ile nie będzie deszczu, Roch wyskoczy na rower, bo jeden dzień przerwy to odpoczynek, a dwa to lenistwo.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Lotniczo-kolejowy wypad rowerowy

    Wczoraj Roch odpuścił sobie notkę, bo w domu miał trochę obowiązków, a zanęcony tym, że jak teraz pomoże to jutro (czyli dziś) będzie miał cały dzień dla siebie i będzie mógł robić co chce, zapomniał o całym Świecie. Skoro tak została postawiona sprawa, to Roch łapał się wszystkiego, co tylko mogło spowodować zauważenie faktu, że Roch pomaga.

    Zgodnie z obietnicą Roch miał dziś wolne, a więc rano zaprzyjaźnił się z serniczkiem, a popołudniu postanowił, że spali trochę kalorii. Okazją do spalania był zaplanowany wypad z Koyocikiem, bo pogoda w końcu dopisała. Spotkanie nastąpiło na Świerklańcu, a stamtąd Roch zapragnął odwiedzić lotnisko, żeby sprawdzić, co na nim słychać. Tak więc kierunek: Pyrzowice. Na miejscu Roch odpoczywał, bo – nie ma co ukrywać – zmęczył się, szczególnie, że wiatr ciągle wiał w przeciwnym kierunku.

    Z Pyrzowic Roch został przeciągnięty lasem, w okolice Bibieli i dalej do Żyglina i Miasteczka Śląskiego, gdzie znajduje się stacja kolejowa. Była to ta chwila, na którą czekał Roch. I warto była tam jechać, bo więcej pociągów niż na stacji w Tarnowskich Górach. Tam był kolejny odpoczynek i pora była najwyższa, aby skierować się ku domom.

    Jeszcze tylko kawałek wspólnie podjechali, przy okazji uciekali przed psem i pożegnali się, bo pora zaczynała się robić zimna. Takich wypadów Roch życzy sobie więcej, bo i towarzystwo doborowe i kilometrów sporo, a to w rowerze liczy się najbardziej.

    Na zakończenie znajome linki, czyli ślad GPS i zapis kilometrów.

    – Ślad GPS wypadu: Pyrzowice – Miasteczko Śląskie
    – Dane wypadu: 03-04-2010

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Zamiast żartować lepiej jeździć

    Od rana Roch miał się na baczności, bo nie znał \”dnia ani godziny\” kiedy ktoś zrobi mu psikusa. Pierwsza próba została podjęta zaraz po tym jak Roch przebudził się, a sprawca żartu liczył na chwilowe zaćmienie i brutalnie zażartował, że Roch ma przebitą oponę. Jednak czujność Rocha stanęła na wysokości zadania i nie dał się nabrać. Później Roch już miał spokój, bo nikt inny nie odważył się na zrobienie mu psikusa, a i Roch dał sobie spokój.

    Popołudniu Roch wybrał się na rower, a jako że pogoda była ładna, słoneczna i prawie bezwietrzna to zdecydował się wypad w kierunku Miedar. Początkowo było znośnie, ale gdy wjechał w otwarty teren to wiatr zaczął skutecznie go hamować. Między budynkami Roch odpoczywał i nabierał prędkości, a na otwartym terenie Roch męczył się i tracił prędkość. Ogólnie trasa udana, choć sporo górek i całkiem mocny wiatr. Oczywiście na końcu notki są odnośniki to śladu GPS i danych wypadu.

    Jeśli chodzi o kwestie organizacyjne to są wyniki ankiety, którą Roch pozwolił sobie przeprowadzić. I wyszło, że nowy wygląd bloga (blogu?) jest lepszy niż poprzedni. Oczywiście z Rocha żaden statystyk, a więc wynik też nie jest do końca reprezentatywny, ale Rochowi jest miło, że osiem osób odważyło się kliknąć w jakąś opcję.

    Wygląd oczywiście będzie się jeszcze zmieniał, ale tylko nieznacznie i tylko tyle na ile ekipa Bloggera mu na to pozwoli, bo na kolejne przenosiny Roch nie ma ani czasu, ani ochoty.

    Na zakończenie obiecane linki do śladów i wyników:

    – Ślad GPS trasy: Miedary
    – Dane wypadu: BikeBrother

    Roch pozdrawia Czytelników.