Przyszła zima, ale rower wciąż jest w użyciu

Miał Roch wczoraj pisać, ale wieczorem dopadła go jakaś niemoc ogólna i zamiast zalogować się na Bloggerze to zalogował się w łóżku, ale nie ma tak, że Roch wczoraj nie jeździł. Otóż popołudniu zaczął padać śnieg, ale Roch miał taką silną potrzebę pedałowania że założył cieplejsze spodnie i wsiadł na rower. Obecny rower nie jest kompatybilny z błotnikiem jaki posiada Roch więc przyszło mu jeździć bez niego, a tym samym tyły miał całe mokre.

Daleko też nie dało się jechać, bo padający śnieg skutecznie oślepiał Rocha, a on sam nie wie gdzie włożył okulary, w których mógł wymienić szkła na jasne. Pewnie gdzieś w aucie jeżdżą, a Roch nawet o tym nie wie. Koniec końców w tych dosyć trudnych warunkach udało się zrobić całe 6 kilometrów, nie jest to 30, ale też nie jest to 0, więc zimowy rower można uznać za doszły i zarejestrowany.

Roch pozdrawia Czytelników.

Mokry rower

Zgodnie z tym co Roch sobie postanowił weekend upłynął pod znakiem aktywności fizycznej, także tej związanej z rowerem, ale sobota była wodna. Roch z Rodzinką wybrali się do kolejnego aquaparku, tym razem do Kleszczowa, gdzie całkiem fajny kompleks basenów kusił Michaśkę. Koniec końców dziecko od 4-ego miesiąca życia regularnie moczy się w wodzie, więc byle jaki basen jej nie zadowoli. Wypad okazał się strzałem w dziesiątkę, a niemalże dwugodzinny pobyt był dla Michalinki ekstra sprawą. Standardowo później odsypiała wodne szaleństwa przez całą sobotę i niedzielę.

Niedziela z kolei należała do Rocha i jego roweru; kiedy Michasia poszła na popołudniową drzemkę, a Żonka zabrała się za prasowanie, Roch zabrał się za jeżdżenie. Celem jego było 25 kilometrów, ale ostatecznie udało się przejechać tylko 21 km. A to dlatego, że jakiś buc w Passacie specjalnie wjechał w kałużę i ochlapał całego Rocha, a z mokrymi spodniami i kurtką ciężko się jeździ. Na szczęście Roch dojechał buca i wygarnął mu. Jednak siła roweru jest większa niż samochodu.

Początkowo Roch chciał wrzucić zdjęcia buca i numer rejestracyjny, ale buc nie jest wart tego. Szkoda Rochowi czasu na roztrząsanie tego, było minęło, ale następnym razem może się zastanowi nad ewentualnymi konsekwencjami swoich czynów, bo rowerem jednak da się dogonić samochód (dla Rocha przepisy drogowe w tym momencie były płynne. Bardzo.) Niemniej jednak wypad, poza tym incydentem, był całkiem fajny, a i już powoli widać efekty jeżdżenia, kondycja wraca.

Roch cały czas pisze o swoich postanowieniach Noworocznych, których się trzyma. Dziś rano udało się zrealizować kolejne. Być może więcej napisze Jacek na poczochranych, ale męczyła go jedna sprawa, która tkwiła w zawieszeniu, ale od jakiegoś czasu Roch chodził jakby nieobecny. Koniec końców dziś Roch zebrał się na odwagę i załatwił to co nie dawało mu spokoju osiągając przy tym stan spokoju. Czasem niektórych spraw nie wolno zostawiać samym sobie bo później ciążą nam.

Nie mniej sorry Michał, że Cię obudziłem, ale musiałem.

Urlop rowerowy lub rower urlopowy

Dziś był sądny dzień. Nie dla Rocha, ale dla Żonki, która miała dziś wizytę u zębologa; miał on za zadanie usunięcie ostatniej ósemki.  Dla Rocha oznaczało to tylko tyle, że dziś Michasia ma dzień tatusiowy, bo Żonka może być niedysponowana. Na szczęście twarda z niej sztuka i nie dała się tak łatwo, więc Roch miał 1,5 godziny dla siebie ponieważ Michalinka poszła spać. Jak wykorzystać wolny czas będąc na urlopie?

Oczywiście! Można wsiąść na rower i przejechać się kawałek dla sportu, zdrowia i przyjemności. Roch zatem wsiadł na rower i postanowił, że utrzyma trend wzrostowy przejechanych kilometrów. W ostatniej notce było ich całe czternaście, więc nie mógł zejść poniżej tej liczby, ale przejechanie tylko piętnastu też nie wchodziło w grę ponieważ postęp to żaden. Wydłużył zatem trasę aż do dwudziestu kilometrów tak żeby co wyjazd robić o pięć kilometrów więcej.

Pogoda super, aż chciało się jeździć. Kiedy Roch siedzi w pracy to czasem patrzy w okno kuchenne i mówi do siebie \”pojeździłoby się\”, a jedyne co zostaje to patrzenie w okno i widok parkingu. Teraz miał niepowtarzalną okazję wcielić w życie \”pojeździłoby się\”, ale co z tego, jak popołudniu wracając ze sklepu Roch z Rodzinką wjechali do \”Maka\” i Roch nażarł się. Ale to ostatni raz. Michaśka nie lubi hamburgerów. Na szczęście. Ale za to jest zabawka dla Rocha. A i pierwsza słit focia z lustrem też jest zrobiona. Ogólnie Happy Meal nie przypadł Michalince do gustu, poza soczkiem jabłkowym. Nawet z okularów więcej uciechy mieli Roch i Żonka.

Tak czy inaczej Roch zapchał się fast foodem skutecznie i pewnie kalorie spalone na rowerze wróciły do niego podwójnie, ale dla tych okularów warto było. Słit, nieprawdaż? Na zakończenie, zapis śladu na Stravie:

Roch pozdrawia Czytelników.

Mroźny rower

No i Roch ponownie odrodził się rowerowo. Korzystając z tego, że wczoraj był dzień ustawowo wolny od pracy Roch wskoczył na rower i pojeździł trochę. Michasia ucięła sobie popołudniową drzemkę po spacerze, a Roch miał wychodne za opróżnienie zmywarki. Na zewnątrz nie było zbyt ciepło, temperatura oscylowała w okolicach -5°C.

Daleko też nie było sensu jeździć. A może inaczej, sens był, ale było na tyle zimno, że Roch odczuwał to na nogach. Jednak chciał dorównać do innego jeżdżącego w tym dniu, więc musiał zrobić co najmniej 15 kilometrów. Wyczyn ten prawie się udał. Zabrakło 0.3 km do pełni szczęścia albowiem Roch przejechał 14.7 kilometra. Koniec jazdy już było lekko męczący, ale Roch dał radę.

Coraz bardziej wkręca się w rower; już sprawdza pogodę na weekend żeby zaplanować spacer z Rodzinką, a później rower. Z każdą jazdą Roch wydłuża sobie dystans, więc teraz celuje w 20 kilometrów, pogoda podobno ma temu sprzyjać. Na zakończenie zapis na Stravie:

Roch pozdrawia Czytelników.

Rower zaczyna wchodzić w krew

Po ostatnim wypadzie na rower Roch zapragnął pociągnąć temat, ale w międzyczasie spadł śnieg i Rochowi trochę szkoda zajeżdżać napęd, choć ma od Żonki pozwolenie na kupno całkiem nowego napędu, ale i tak szkoda. Trochę. Zatem na czas opadów śniegu odstawił on rower do piwnicy i czekał aż przestanie padać i to co zdążyło spaść stopnieje. Początkowo myślał, że na rower wsiądzie dopiero w okolicach marca, a tu dziś taka niespodzianka.

Od przedwczoraj padał deszcz, który skutecznie rozpuścił śnieg, a temperatura powyżej zera gwarantowała, że nic nie zamarznie, ani nic nowego nie spadnie. Jako, że dziś jest sobota, to rano Roch z całą Rodzinką pojechali do Tarnowskich Gór na basen. Michalinka moczy się w wodzie od 4 miesiąca życia i teraz nie wyobrażamy sobie żeby w sobotę nie pojechać na basen. W piątek Michaśka już pakuje torbę i chodzi z wodnym pampersem przypominając, że jutro chce \”plusk plusk\”.

Po basenie obowiązkowo jadą do Babci Krychy na obiadek i w odwiedziny. Po odpoczynku nie pozostaje nic innego jak wrócić do domu. I właśnie dziś, wracając z Tarnowskich Gór, Roch rozmarzył się na widok pedałującego kolarza.

\”No idź sobie na rower\” – Zachęciła go Żonka.

No i tak się udało, że Roch poszedł na rower, a Michasia z Żonką pojechały do (pra)babci złożyć imieninowe życzenia. Rowerowo Roch się rozkręca, ale powoli bo tak długa przerwa i zimno na zewnątrz może doprowadzić go do niekontrolowanej choroby, a w pracy wypadałoby się pokazać nie tylko żeby zanieść L4. Ostatnio jak pamiętacie było 5 km, teraz Roch podciągnął wynik do prawie 9 kilometrów. Wszystko jest na Stravie:

Roch pozdrawia Czytelników.

Podsumowanie 2014 roku i plany na 2015

\”Jak ten czas zapier*ala\” – Pomyślał sobie ostatnio Roch.

Roch nie zdążył nacieszyć się urlopem, a ten już się kończy; kończy się też rok, a w zasadzie już się skończył. W takim razie pora go podsumować. Jeśli chodzi o rower to było słabo, wręcz bardzo słabo, ale jak tylko Michalina zyskała możliwość jeżdżenia w foteliku (po konsultacji z naszą Panią Doktor zaczęliśmy z nią jeździć dopiero jak skończyła rok) Roch rozruszał się rowerowo bo Michalinka polubiła jazdę na rowerze, a wręcz ją pokochała do tego stopnia, że jak tylko Roch wracał z pracy to musiał założyć buty na rower i iść pojeździć. I tak się rowerowało aż do nastania chłodniejszych dni, które wymusiły odłożenie roweru do piwnicy, zdjęcie fotelika i ogłoszenie zakończenia sezonu rowerowego. Niemniej jednak Roch nadal miał ochotę jeździć, ale zawsze brakowało mu czasu albo chęci. Każda wymówka była dobra żeby nie jeździć.

Poza rowerem sporo się działo; roczek Michaliny, cotygodniowe wypady na basen żeby mogła sobie popływać. Pierwsze samodzielne kroki no i pierwsze \”tata\”, choć nie było to pierwsze wypowiedziane słowo. Pierwszym słowem było \”buła\”, później \”mama\”, a daleko za tym dopiero \”tata\”, ale w końcu Roch się doczekał.

Był także pierwszy wyjazd za granicę i pierwszy lot samolotem. Wszystko po to żeby Michaśka fajnie spędzała czas. Do tej pory wszystko kręciło się wokół niej i pewnie tak zostanie, bo w końcu to \”córunia tatunia\”. I przede wszystkim pierwsze Święta, w których Michalina brała udział w sposób bardzo aktywny. Biegała i śmiała się, bawiła się z innymi dziećmi i rozpakowywała prezenty, a kupiona przez Rocha choinka zrobiła na niej ogromne wrażenie, Po początkowym strachu odkryła, że na choince wiszą słodkie ciasteczka i od tej pory zielone drzewko nie było już straszne.

Ogólnie rok był udany, pełen atrakcji i w miarę aktywny. Rowerowo można sobie zobaczyć statystyki:

****
Jeśli zaś chodzi o 2015 rok, to Roch sobie, i wszystkim Czytelnikom, życzy żeby nie był gorszy niż ten miniony już, a pod względem rowerowym żeby był jak legendarny rok 2008. Plan podstawowy to doprowadzenie się do względnej kondycji rowerowej, na pewno Roch chciałby trzaskać jakieś długie dystanse rowerowe. Finalna wersja postanowienia to dojechać rowerem do pracy i z pracy do domu w rozsądnym tempie, ale co z tego wyjdzie to już się okaże.
Roch pozdrawia