Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2019

Troszkę spóźniona, ale na blog wjeżdża 60-ka

Trochę czasu Rochowi umknęło, ale od początku tygodnia walczy z kalibracją licznika. Te wszystkie tabelki, rysunki są o kant kuli. Odkąd Roch jeździ z GPSem na ręku to widzi jak licznik go okłamuje. Plusem jest to, że chociaż zawyża mu dystans, ale fakt że coś nie działa tak jak powinno Rocha wkurza i powoduje chęć naprawy. Wszystko zaczęło się od przejechania w ostatni dzień długiego weekendu 60 kilometrów. Żonka od dawna chciała zaatakować tak długą trasę, ale jakoś się nie składało, ale w końcu długi weekend, wizyta dzieci u babci i dobra pogoda spowodowały to, że Roch i Żonka zaatakowali tak długą trasę. Finalnie miało wyjść 70 kilometrów, ale i czas i telefon od Młodzieży nie pozwoliły na więcej niż 60 kilometrów. Trasa to połączenie dwóch mniejszych rundek, czyli tej na Olsztyn i tej na Blachownię co finalnie dało kilometrów 60. No prawie 60, bo GPS pokazuje 57 kilometrów co pokrywa się z GPSem Żonki, czyli licznik ściemnia, bo pokazuje blisko 61 kilometrów. Czyli trzeba go p

35

Grafika
No i nadszedł ten czas, choć nie do końca jeszcze ten bo w czasie kiedy Roch piszę notkę to jeszcze się nie urodził, ale o 23:55 już przyszedł na Świat i ów Świat musi się z nim męczyć. Do napisania tej notki zabierał się od kilku(nastu) dni, ale nie miał koncepcji jak do tego podejść. Chciał bowiem przejść przez swoje życie od "A do Z" . Zrobić takie podsumowanie, ale do tej pory nie ma pomysłu jakby to miało wyglądać. Wyszło by pewnie pompatycznie, doniośle albo zwyczajnie sztywno. Poza tym to co było już nie wróci, więc po co do tego wracać. Trzeba żyć tym co będzie i co jest. Tak więc w tym momencie zamiast podsumowywać raczej napisze co ma zamiar osiągnąć, bo na tym trzeba się skupić. Największym osiągnięciem jest to, że Roch przeprosił się z rowerem. Od początku tego roku Roch przejechał już 687 kilometrów, czyli więcej niż przez ostatnie lata razem wzięte, ale to dopiero początek. Zimą trenażer, do tego bieganie, a tutaj już 36 kilometrów w nogach, więc jest dobrze.

Kolejna pętelka i 40 km w nogach

Po raz kolejny Roch siebie zaskoczył i przejechał trasę w okolicach 40 kilometrów. I po raz kolejny z Żonką, której pedałowanie weszło w krew i nogi. Do tego stopnia, że podczas zbliżającego się długiego weekendy chce połączyć dwie pętelki w jedną i przejechać około 70 kilometrów. Trasa byłaby do Olsztyna, stamtąd (jakimś cudem) do Blachowni i z powrotem do Częstochowy. Roch musi siąść do mapy i sprawdzić, czy da się jakoś sensownie przejechać z Olsztyna w kierunku Blachowni. I tak pewnie minie długi weekend, na pedałowaniu i spędzaniu czasu z dzieciorami. W międzyczasie jeszcze Roch urodziny, ale to pewnie też siodle będzie. I tak się rozjeździło Rochowi. Kto by się spodziewał, że jeszcze przyjdzie mu czuć ból w nogach i widzieć przejechane 40 kilometrów na liczniku. I w dodatku powtarza się to co trochę, więc nie jest to jednorazowy wybryk, czy wyskok. Na zakończenie, oczywiście, ślad GPS. Bez tego podobno się nie liczy: Roch pozdrawia Czytelników.

To już pewne, Roch startuje w Maratonie

Grafika
To już potwierdzone informacje. Roch startuje w maratonie MTB, znaczy wcześniej też startował, ale od wczoraj ma opłcaony start, pamiątkowy medal, numer startowy i pomysł na swój "hall of fame" , bo przyszły rok będzie stał pod znakiem maratonów. Na razie Roch to czuje, ale gdzieś tam w głębi wie, że jak przejedzie ten pierwszy to to nie będzie jego ostatnie słowo. Tak więc teraz juz nie ma odwortu, trzeba się przygotować, stanąć na starcie, zrobić to co umie się robić najlepiej i zameldować sie na mecie. Do rozwiązania pozostaje kwestia kasku, ale na to jeszcze Roch ma trochę czasu. Dowód na start: Roch pozdrawia Czytelników.

Olsztyn zdobyty. I nie tylko

Oczywiście chodzi o ten Olsztyn koło Częstochowy. Wszystko zaczęło się o tego, że dzieciory rano poszły do babci i dziadziusia, bo byli z nimi umówieni (sami się umówili) . Więc Roch z Żonką nie mogli przegapić takiej okazji do pedałowania szczególnie, że pogoda aż się prosiła żeby załapać parę kilometrów w nogi i trochę promieni (nie promili) . Wybór padł na Olsztyn, bo czasu do pory obiadowej był jeszcze tak dużo jak makaronu w rosole. Droga jak zawsze doskonała, równa ścieżka, wiatr dwukierunkowy, bo w obu kierunkach było tak samo pod wiatr, więc jadąc z górki też trzeba było pedałować. W Olsztynie obowiązkowa przerwa i powrót do Częstochowy. Po drodze udało się odkryć kawałek leśnej ścieżki, która omija ruchliwą drogę i tym samym Olsztyn można już przejechać bez użycia jezdni. Po powrocie wystarczyło jeszcze czasu na odpoczynek przy regeneracyjnym piwie. Po obiedzie Młoda domagała się zrealizowania przez Rocha swojej obietnicy, czyli biegania z nią. Młoda oczywiście na rowerze