niedziela, 5 lipca 2020

W końcu pogoda się poprawiła i wpadło parę kluczy

Po miesiącach opadów, zachmurzonego nieba i temperatury raczej nie wakacyjnej w końcu zrobiło się pogodnie i tak ja to w lecie powinno być. Tak aura sprzyja dwóm rzeczom: po pierwsze to baseonowanie dzieci, czyli harce w basenie "za domem". Z taką przydomową pływalnią żaden COVID nie straszny.

Druga rzecz to oczywiście rower i tutaj Młody nie daje za wygraną, twardo pedałuje po trzy razy dziennie w swój ulubiony teren. Dziś na przykład, jak przystało na niedzielny poranek był dłuższy wypad. Rano jeszcze temperatura była znośna, więc można było jechać gdzieś dalej, później byłoby to już nie możliwe. I tak rano cała czwórka przejechała 10 kilometrów w terenie, podjazdów też było sporo, a i komary nie dawały za wygraną.

Później w ramach ochłody było wodowanie w basenie. Popołudniu obowiązkowa wizyta u dziadziusia i babci i tutaj Roch z Żonką mieli czas dla siebie. I poszli na rowery trochę popedałować w samotności, a w zasadzie bez dzieciorów, bo one wizytowały dziadków. I tak początkowy plan był żeby dojechać do Olsztyna (tego jurajskiego), ale wieczorem było jeszcze zaplanowane ogródkowe ognisko z dzieciorami więc trzeba było skrócić dystans.

I tak standardowy wypad na Blachownię, tam próba znalezienia wolnego miejsca na zjedzenie hamburgera, ale jak zawsze to się nie udaje, więc bez większych postojów powrót do domu. I kiedy już Roch myślał, że rower może odstawić to przyszedł Młody i powiedział, że chce jeszcze zrobić wieczorną rundkę. I tak z pedałowania koło domu zrobiło się kolejne poważne pedałowanie. Młody, jeśli chodzi o rower, jest nie do zdarcia, ale to dobrze.

* * * *

Cały weekend byłby pod wielkim znakiem zapytania gdyby nie szybka i sprawna reakcja na to co się stało w piątek, a w zasadzie co zaczęło się dziać w piątek. Otóż tylne koło coś zaczęło "chrupać", więc Roch zdjął koło i okazało się, że piasta się rozkręciła. Czasem tak się dzieje, ale prawie zawsze udaje się to naprawić. Jednak tym razem trzeba było dokręcić ją od strony kasety, a to wymagało jej zdjęcia, a do tego Roch nie miał kluczy. 

W sobotę serwisy rowerowe też nie specjalnie pracują, a te co pracowały miały "grafik napięty" więc Rochowi pozostało albo znaleźć klucze, albo pogodzić się z tym, że będzie pedałował z rozkręconym kołem. Klucze szybko udało się kupić i jeszcze szybciej udało się naprawić usterkę i dzięki temu weekend był rowerowy. Od wczoraj Roch postanowił, że skompletuje sobie własny amatorski warsztat rowerowy, a zakup trzech pierwszych kluczy był dopiero początkiem.

Kolejny będzie stojak serwisowy i obcinaczki do linek, bo Młodemu trzeba zrobić mały serwis roweru, więc trzeba kupić kolejne narzędzia. I tak początkowo pewne koszty trzeba ponieść, ale później będą oszczędności na zewnętrznym serwisie. Jedynie super ciężkie przypadki będą lądowały u zaprzyjaźnionego W.

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 30 czerwca 2020

Podsumowanie miesiąca i wypady z Młodym

Koniec miesiąca to oczywiście pora podsumowania, a to ostatnio jest dużo łatwiejsze dzięki Rochowym statystykom, które ciągle się rozwijają i dostają coraz to nowsze bajery. Czerwcowe statystyki można zobaczyć tutaj: https://beta.pedalydwa.pl/statystyki/month/6. No i jest co pokazać; sporo rowerów, sporo jeżdżenia, a najwięcej z Młodym.

Okazuje się, że Młody na poważnie załapał bakcyla rowerowego i czasem dochodzi do tego, że śledzi pogodę i jak "słońce wygrało z chmurami" to można iść na rower. Najgorsze są dni deszczowe, a tych ostatnio nie brakowało. Dla niego to była trauma, bo nie było roweru. Taka motywacja i zapał u (prawie) pięciolatka jest godna podziwu. Co prawda inne aktywności też lubi bo i na hulajnodze jeździ i w piłkę gra, ale dzień bez roweru jest dla niego dniem straconym.

Co innego Młoda, ona lubi na hulajnodze, na rowerze też, ale już nie tak ostro jak jej brat. Wypad do parku, na plac zabaw, lody. Młody idzie jak dzik w las i jedyne co jest w stanie go wyciągnąć to też są lody, ale to prawo dziecka. Lody i słodkie chyba towarzyszyło każdemu. I tak właśnie największym motywatorem Rocha jest jego pięcioletni syn. I dobrze; w dziecku trzeba pielęgnować płomień pasji i na pewno nie można go zniechęcić bo nam się nie chce. A szczerze to Rochowi czasem się nie chce, ale co tam, wskakuje w obcisłe i jedzie w las.

* * * *

I tak też było dziś. Wypad do lasu, który co prawda skończył się tym, że musieli wracać, bo ostatnie ulewy skutecznie zalały las, ale i tak 8 kilometrów weszło w nogi. Rower był tak obłocony, że Młody miał problem z hamowaniem, błoto było dosłownie wszędzie. Po powrocie do domu mieli jechać na myjnie umyć rowery, ale wydarzenia ostatnich miesięcy spowodowały to, że Roch rozłożył myjnie pod domem. Karcher jest Karcher, niezależnie gdzie się go używa, a wiadomo że na podwórku jest najlepiej.

I tak Młody po błotnym wypadzie umył swój rower, a nawet nasmarował łańcuch. Więc maszyna jest przygotowana na kolejny wypad. Jeśli jutro "słońce wygra z chmurami" to na pewno będzie pedałowane.

I tak ma być. Może uda się namówić Młodą na wspólny wypad, bo takie są najlepsze. Na zakończenie czysty rower.


Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 25 czerwca 2020

Rekordowo długie wypady

Pogoda w ostatnim czasie w ogóle nie rozpieszcza. Nie ma nawet możliwości wstrzelenia się w jakieś okno pogodowe bo takiego zwyczajnie nie ma. Ciągle deszcz leje, bez przerwy. Jeszcze niedawno każdy narzekał na suszę, nie kosili traw żeby zatrzymać jak najwięcej wilgoci, a teraz tej wilgoci jest w nadmiarze. Jednak czasem udaje się wyjść z młodzieżą na rower i kawałek popedałować. Gdyby nie ta pogoda to Roch z Młodym jeździłby co najmniej dwa razy dziennie, bo Młody ma takie parcie na rower.

Radzi sobie coraz lepiej, w zasadzie nie potrzeba już mu pomagać, tylko puścić i sam sobie jedzie. Ostatnio z Rochem przejechał 12 kilometrów. Tak, 12 kilometrów (tutaj jest link do statystyk: http://beta.pedalydwa.pl/statystyki/activity/184). W połowie Roch już chciał Młodego ciągnąć do domu, ale ten rozpłakał się, że chce jeszcze jeździć, no i nie było wyjścia. Druga szósteczka w terenie musiała pęknąć dopiero wtedy był zadowolony.

Wieczorem Młody padł. Dosłownie. Umył się, wlazł do łóżka i po sekundzie już spał. To oznacza, że dziecko jest dobrze wybawione. I tak ma być, skoro lubi jeździć na rowerze to trzeba to pielęgnować, bo kto wie co będzie za kilkanaście lat. Może Roch będzie stał na mecie Ramapge i wspominał jak kiedyś razem jeździli po okolicy. W każdym razie Młody idzie w stronę odrywania kół od ziemi. Młoda podobnie, choć ona jeszcze potrzebuje czasu, ale Roch postara się żeby i ona pomykała sprawnie w terenie. Już teraz radzi sobie nieźle więc nie ma konieczności pilnowania jej. Sama wie gdzie ma jechać.

I tak właśnie mijają kolejne dni czerwca. Jak nie pada to Roch jeździ na rowerze, a jak pada to wieczorami dopracowuje swoje statystyki, które już nabierają rumieńców. Teraz Roch zabiera się za przeniesienie bloga na swoje, ale póki co jeszcze trochę brakuje do przełączenia domeny.

Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 16 czerwca 2020

Weekend z nowymi hamulcami

No i stało się to co Roch już kilka razy odłożył w czasie. Hamulce nie wytrzymały próby czasu i zaczęły cieknąć. Nie ma się co dziwić, sam Roch miał je już z 10 lat, a odkupił je jako używane, więc miały one około lat 15, jak nie więcej. W wieku geriatrycznym wycieki są dopuszczalne, a zaprzyjaźniony W. już w zeszłym roku mówił, że jak zaczną cieknąć to już nie będzie sensu ich ratować. Kiedyś trzeba wyłączyć respirator i przestać sztucznie podtrzymywać je przy życiu.

I taka właśnie chwila nastąpiła. Roch nie chciał wydawać góry cebulionów na nowe hamulce, ale w końcu trzeba jakoś rower zatrzymać no i przecież to do roweru, a nie jakaś tam pierdoła. Koniec końców Roch się przekonał, Żonka dała zielone światło no i cały roczny rowerowy budżet, łącznie z prezentem urodzinowym, poszedł na hamulce. Zaprzyjaźniony W. miał akurat fajną opcję za pół darmo, więc żal było nie wziąć. I tak od kilku dni Roch ma całkiem nowe hamulce. Znowu to są Hayes ale tym razem model Prime Expert.

Hamują idealnie, wyglądają obłędnie no i działają. I to jest najważniejsze, szczególnie że teraz Młodzież chętnie roweruje. Młody potrafi jeździć 2 - 3 razy dziennie, co prawda tą samą trasą, ale górki, zjazdy i podskoki są dla niego najważniejsze. Roch tym samym przejeżdża po 20 kilometrów dziennie. Trasa z dzieciorami ma 6.5 km, a do tego Roch dokłada swoją przejażdżkę w pojedynkę.

Weekendowo Roch śmiga z Żonką, a dzieci chłoną babcie i dziadziusia. Wtedy pęka spokojnie 30 kilometrów, a w planach na ten sezon jest znacznie dłuższy wypad, ale to wymaga odpowiednich warunków. Tak więc rowerowo jest, a i dzieciory przekonały się, że w terenie jest fajnie.

Duma Rocha rozsadza jak Młody ładuje się w błoto, wywala się, po czym wstaje, otrzepuje się i jedzie dalej. Nie ma płaczu, ryku. Siada i prze do przodu. Młoda tak samo, im więcej terenu i błota tym dla nich większa frajda. Czasem, po trzecim wypadzie w to samo miejsce Roch ma dość, ale przychodzi młodzież i znowu chce jechać, więc Roch w sandałach i w kasku (kask jest obowiązkowy!) siada na rower i znowu jedzie w błoto i górki. I tak właśnie powinno być, pomimo że czasem serio Roch wolałby już nie jechać, ale widok dzieciorów, które czerpią autentyczną radość z piachu, górek i zjazdów nie daje się niczym innym zastąpić.

Zawsze znajdzie się jakaś studzienka, z której można wyskoczyć, dołek, który wybije w górę albo piach, w którym można się zakopać. I to jest czad. Takie odkrywanie różnych możliwości daje im od groma radości i zawsze jak wracają to uśmiech jest na twarzy bo znowu gdzieś udało się podskoczyć. Być może to efekt tego, że Roch czasem pokaże im Fabio Wibmera, Brandona Semenuka, Danny'ego MacAskill, czy naszych rodzimych Braci Godziek.

Tak czy inaczej trzeba to pielęgnować, bo czym za młodu skorupka nasiąknie.. i tak dalej. Nawet jak nie będą jeździli w Red Bull'u to każda aktywność fizyczna zaprocentuje im w przyszłości.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS. Statystyki się rozwijają, a klameczki wyglądają tak:


poniedziałek, 1 czerwca 2020

Pora podsumować maj, czyli statystyki na swoim

Dwa ostatnie tygodnie maja Roch poświęcił na przygotowywanie statystyk i wsiąkł w to na całego. Jak już wcześniej pisał była to próba sprawdzenia się w nowej rzeczywistości, a może trochę też przez to cało szaleństwo z COVIDem i długie przesiadywanie w jako takim zamknięciu, choć to do końca prawdą - o tym zamknięciu - nie jest. Izolacja od roweru bardziej.

Przechodząc już do szczegółów to adres do statystyk jest następujący:


I od niego wszystko się zaczęło. Beta dlatego, że wszystko co nowe w Internetach musi przez pierwsze dziesięć lat być betą. Ewentualnie jeszcze Roch mógłby być startup'em, ale to już chyba bałaby przesada. Tak więc nowe statystyki są już dostępne. Póki co jest to wersja początkowa, która będzie rozwijana. Na pewno pojawią się jakieś wykresy, na pewno będzie bardziej szczegółowe podsumowanie i na pewno będzie mapka ze śladem GPS. Być może będzie to jakiś OpenStreetMap albo w ostateczności wygenerowany obrazek ze śladem, ale będzie.

Planów Roch ma sporo, nie wie ile z tego uda mu się zrealizować, ale w przyszłości chciałby też napisać swojego bloga. Nawet część już jest, ale wymaga jeszcze dopracowania, dopisania komentarzy, tagów, etc. Roboty jest sporo, ale przecież od czegoś trzeba zacząć. Po kliknięciu na wybierz miesiąc można zobaczyć statystyki miesięczne. Na razie jest maj, ale niedługo może uda się Rochowi dodać cały rok (podzielony na miesiące).

I to tyle ze spraw organizacyjnych. Teraz pora na coś przyjemniejszego (jakby programowanie było nie przyjemne). Otóż dziś, jak na pewno każdy wie, jest Międzynarodowy Dzień Dziecka i z tej okazji Roch z Żonką starali się zorganizować dzieciom fajny dzień pełen atrakcji i słodkiego do porzygu (oby nie dosłownie). I przy okazji tych starań Roch odkrył coś dla siebie. Fajne miejsce rowerowe do zjazdów i podjazdów. Niedaleko Częstochowy. W weekend, o ile pogoda pozwoli, Roch zabiera tam rower i będzie zjeżdżał i podjeżdżał. Nawet weźmie kamerkę żeby to nagrać.

Kto by pomyślał, że nawet Roch dostanie swój prezent na Dzień Dziecka.

Tak więc dziś udało się dopiąć statystyki do szczęśliwego początku końca i znaleźć nowy rowerowy cel. A ten prezentuje się tak:


Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 30 maja 2020

Pedałowanie po długiej przerwie. Z dzieciorami oczywiście

Nic nie wskazywało na to, że Roch w ten weekend będzie pedałował. Pogoda wyjątkowo zimna jak na maj, deszcz padał co godzinę, przez godzinę, więc o rower znikał za chmurami jak słońce. Jednak popołudniu coś się przejaśniło i dzieci postanowiły, że chcą iść na rower. Roch trochę niepewnie spoglądał w niebo, ale w końcu doszedł do wniosku, że przecież nic wielkiego się nie stanie. Zapakował więc swój plecak i pojechał do dzieciorów, które na miejsce pedałowania pojechały samochodem.

W bagażniku mają pełnię możliwości: rolki, hulajnogę, deskorolkę, a teraz doszedł rower Młodego. Wszystko to jeździ w małym bagażniku, ale za to nic Rocha i Żonki nie zaskoczy. Praktycznie każda fanaberia może zostać zaspokojona. I tak Roch z Młodym jeździł na rowerze, a Młoda pomykała na deskorolce. Potem jeszcze tylko kilka rundek na hulajnodze i można się zawijać do domu. Dla Rocha i jego roweru nie wystarczyło miejsca więc musiał dowieźć się sam do domu, ale dzięki temu dołożył parę kilometrów do miesięcznych statystyk.

I skoro już jesteśmy przy statystykach to warto pamiętać, że już 1 czerwca, w Dzień Dziecka, Roch po raz pierwszy pokaże swoje miesięczne statystki w nowej odsłonie. Trochę jeszcze poprawek wprowadził i ma jeszcze kilka pomysłów, ale to wszystko w swoim czasie. Na rowerze też trzeba przecież jeździć.

Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 28 maja 2020

Skąd znowu ta cisza?!

Spokojnie, nic się nie dzieje. Jako, że maj był wyjątkowo zimny, a i Roch w końcu wziął się za remont to nie było czasu na rowerowanie, a tym samym Roch nie miał się czym dzielić z Czytelnikami, ale powoli wszystko wychodzi na prostą. Drabina schowana, temperatura też powinna się podnieść, więc może ten weekend będzie całkiem rowerowy. Było, owszem, kilka wypadów z dzieciorami, ale to na zasadzie wspólnego spędzenia czasu na rowerze, bo akurat naszła ich ochota na pedałowanie.

Z bardziej doniosłych rzeczy, które wydarzyły się w maju to zakup nowego roweru dla Młodej. Oczywiście, jak co roku dostała go na urodziny, a tym samym Młody dostał kolejny rower, więc obecnie oboje śmigają na nowych rowerach i całkiem dobrze im to idzie. Były nawet wycieczki po 10 kilometrów i to w ciężkim terenie (jak na możliwości dzieci, oczywiście). Tak więc coś tam się działo, ale natłok zajęć spowodował to, że Roch nie miał siły już pisać.

Kolejnym powodem, dla którego Roch wsiąkł na prawie miesiąc to są jego statystyki, o których ciągle pisze, a jeszcze nic nie pokazał. Teraz może już uroczyście oświadczyć, że są one gotowe. Co prawda nadal wymagają troski i udoskonalania, ale na koniec maja Roch oficjalnie pokaże pierwszą wersję swoich statystyk, które docelowo będą rozwijane i udoskonalane, ale podstawowa wersja jest już gotowa.

Roch nie zamierza konkurować ze Stravą, Garminem, czy Endomondo, ale ten projekt powstał jako nauka nowych rzeczy i chęć rozbudowania portfolio. Jest całkiem fajną zabawą. Powstał też blog i być może za parę miesięcy Roch przeniesie się na swoją autorską platformę integrując przy tym blog i statystyki w jedną całość. Oczywiście Garmin dalej będzie podstawowym źródłem danych, ale taka własna platforma to całkiem niezła zajawka.

Dlatego też Roch nie pisał notek bo chciał się wyrobić przed końcem maja ze statystykami, a jak zaczynał to jedyne co miał to pomysł w głowie. Tak więc za dni kilka Roch pochwali się swoimi statystykami na swojej stronie. Po ostatnich wydarzeniach ze Stravą Roch skasował konto i poszedł w coś swojego. Tak jak pisał wcześniej nie będzie to kolejny serwis społecznościowy, ale skrojony na potrzeby Rocha mikroserwisik z cyferkami. Docelowo też będą ślady GPS w postaci mapek, ale to w kolejnej iteracji.

Więc to nie tak, że Roch zapomniał albo olał, ale po prostu chciał się skupić na jednej rzeczy żeby dopiąć ją na ostatni guzik i móc na koniec miesiąca pokazać cyferki pod własną domeną. Ta oczywiście pozostaje bez zmian. 

Roch pozdrawia Czyelników.

poniedziałek, 11 maja 2020

Weekend tym razem przedłużony

W całym tym szaleństwie koronawirusowym można dostrzec kilka pozytywnych rzeczy. Ludzie zaczęli dbać o higienę, z półek sklepowych znikło mydło. Do tego przestali się wpychać i ocierać. Każdy zaczął szanować dystans społeczny. Są też mniej pozytywne rzeczy, takie jak załamanie się gospodarki i wszystko co z tym jest związane. Roch też zaliczył przymusowe wolne poniedziałki, ale trzeba dostrzegać w tym wszystkim pozytywy, bo jeszcze będzie dobrze.

Skoro już te poniedziałki są wolne to można trochę popedałować przed resztą tygodnia, która jest już w pełni pracująca. I tak, na początku Roch musi z Młodą pojechać przymierzyć nowy rower. Tak, Młoda dostanie kolejny rower. Jak dobrze Roch liczy będzie to już piąty rower, ale jak chce się zachęcać młodzież do pedałowania to sprzęt musi być dopasowany. I basta. Tym razem będzie to już najprawdopodobniej 24 cale, czyli całkiem poważna maszynka. Roch celuje w tarczówki i amorek, żeby już można było Młodą zabrać na jakieś ciekawe trasy.

W niedzielę był ostatni wypad na 20 calach, a od poniedziałku już prawdopodobnie będzie to większy rower. Co do całego weekendu to był oczywiście rowerowy, pogoda dopisała, choć deszczu było sporo, ale dało się pojeździć w przerwach pomiędzy opadami. I tak w niedzielę Roch zrobił 10 kilometrów z Młodą i Żonką i kolejne 10 km już tylko z Żonką, a więc weekend udany. Poniedziałek pewnie też będzie rowerowy, bo trzeba będzie przetestować nową zabawkę. O tym wszystkim na pewno będzie na fanpage i na instagramie (ehh te social media).

Roch pozdrawia Czytelników.


piątek, 1 maja 2020

Kask Rowerowy ABUS Viantor

Tradycyjnie już piątek to dzień, w którym oprócz pachnącej kawy wpada również świeżutka notka techniczna. Można by nazwać ten dzień "technicznym piątkiem" albo "tech friday" ale Roch pozostanie przy tym, że piątek jest po prostu odpowiedni na takie wpisy. W pracy panuje atmosfera weekendu, więc można sobie pozwolić na odrobinę oderwania od zajęć.

Tym razem jednak nie będzie to kolejny wpis typowo techniczny i "we współpracy". To będzie wpis "dzięki", a dlaczego taka zmiana? Jak zapewne wiecie kilka tygodni, czy nawet miesięcy już, Rochowi przydarzył się wypadek. Toczył on dramę na Facebooku jak to kask ocalił jego głowę i jeśli choć jedna osoba przekona się do założenia kasku to będzie to jego, Rocha w sensie, sukces. Wtedy też odezwał się do Rocha zaprzyjaźniony rowertour.com z pytaniem, czy nic mu się nie stało.

Rozmowa była serdeczna i szczerze to Roch nie spodziewał się, że ktoś aż tak przejmie się jego losem, ale rowertour na tym nie poprzestał. Zaoferował Rochowi nowy kask, bo stary spełnił swoje zadanie i uległ zniszczeniu. Bynajmniej nie było mowy o recenzowaniu go, czy testowaniu. Na upartego Roch mógł nie wspominać o tym, ale to nie byłoby w jego stylu. Ktoś zainteresował się zdrowiem Rocha, a on miałby ot tak zostawić to bez żadnej reakcji? No chyba jednak nie.

Tak więc poniżej Rocha skromne przemyślenia o kasku rowerowym ABUS Viantor.

Jakość wykonania


Do tej pory Roch miał do czynienia tylko z kaskami MET, jego pierwszym był Kaos, drugim Idolo. Jednak gdy wziął do drżących rąk Viantora okazało się, że może być coś fajniejszego i ładniejszego. Bryła kasku jest zwarta, nie przypomina orzeszka, tylko zgrabnie układa się na głowie. Do tego fajnie rozwiązane mocowanie przednich pasków, które nie blokuje zakładania okularów nawet podczas jazdy. Nie jest ono schowane gdzieś wewnątrz skorupy, a wyprowadzone na jej brzeg przez co paski delikatnie odstają, a to umożliwia trafienie okularami na głowę za pierwszym razem.

Do tego wentylacja, a raczej przeciąg, który robi się na głowie podczas jazdy gwarantuje, że nie zalejemy się potem. Wkładka wewnątrz kasku pociągnięta jest od przodu aż do środka kasku, przez co kask nie obciera głowy. Może dla tych, którzy posiadają bujną czuprynę (lub jakąkolwiek) nie robi to różnicy, ale dla Rocha jest to ważne. Oczywiście pokrętło regulacyjne działa doskonale, a drobny skok pozwala na precyzyjne dopasowanie kasku do głowy.

Viantor jest modelem szosowym, więc nie posiada daszku, ale dla Rocha daszek jest najmniej ważnym elementem kasku. Dużo ważniejsza jest wentylacja, a ta stoi na bardzo wysokim poziomie. Warto też wspomnieć o paskach, które są przyjemnie miękkie i dobrze dopasowują się do twarzy. Klamra działa twardo i na pewno sama się nie rozepnie podczas jazdy.

Dane techniczne


Jak już Roch wspomniał, Viantor jest modelem szosowym, więc daszka nie ma, jest dużo otworów wentylacyjnych. Poniżej dokładna specyfikacja:

  • Lekka i mocna konstrukcja kasku dzięki zastosowaniu EPS i skorupy PC
  • Kask dla osób z kitkami i warkoczami
  • 4 otwory wlotowe i 14 wylotowych
  • Półobręcz z systemem regulacji do obwodu głowy
  • Połączony z EPS szkielet wzmacniający kask
  • Zoom Ace: precyzyjny system regulacji z poręcznym pokrętłem do indywidualnego dopasowania
  • Wygodne w obsłudze zapięcie w formie klamry
  • Rozmiar testowanego kasku: L (58 - 62 cm)
  • Waga: 290 g.

Dostępne rozmiary


  • S - obwód głowy: 51 - 55 cm
  • M - obwód głowy: 54 - 58 cm
  • L - obwód głowy: 58 - 62 cm


Wrażenia z użytkowania


Jak już wcześniej Roch wspomniał do głównych zalet należą wkładki, którymi jest wyłożone praktycznie całe wnętrze kasku i mocowanie pasków, które pozwala na swobodne zakładanie okularów nawet podczas jazdy. Po założeniu kasku na głowę i dociągnięciu pokrętłem wszystko pewnie siedzi na głowie i na dobrą sprawę pasków nie trzeba… a właśnie, że trzeba zapinać. Bo tylko dobrze wyregulowany kask zapewni nam ochronę podczas upadku.

Regulacja w Viantorze to sama przyjemność. Miękkie paski, które dają się przesuwać jak się chce, precyzyjne pokrętło. Kilka chwil i kask jest wyregulowany. Można wsiadać na rower i jechać. Pierwsze wrażenie to przewiewność. ABUS osiągnął to dzięki zastosowaniu technologii ActiCage, która pozwala na spore otwory wentylacyjne bez uszczerbku na bezpieczeństwie.

Gąbki wewnątrz dobrze wchłaniają pot; Rochowi nie zdarzyło się, żeby coś kapnęło na okulary, więc pod tym względem jest rewelacyjnie. Całość na głowie wygląda zgrabnie i kompaktowo.

Podsumowanie


Całość kasku sprawia solidne wrażenie. Nietuzinkowy wygląd i otwory wentylacyjne to na pewno jego największe zalety, ale nie można zapomnieć o gąbkach, które poprawiają komfort noszenia i odciągają pot, sprytnie zamocowane paski pozwalają bez problemu zakładać okulary.

Jednak najważniejsze jest to, że zastosowane rozwiązania wpływają na poprawę bezpieczeństwa, a to jest przecież kluczowe w tym wszystkim. Kask rowerowy ABUS Viantor na pewno docenią posiadacze długich włosów bowiem bez problemu można go założyć na kitkę albo warkocz (Roch nie sprawdzi tego, bo nie ma jak. Dla niego liczy się to, że są wkładki, które nie obcierają).


I w tym miejscu należą się gorące podziękowania zarówno dla rowertour.com - sklep rowerowy online jak i ABUS Polska, bo to właśnie dzięki nim Roch może bezpiecznie pedałować i testować kolejne produkty.

Niech się święci 1 maja


wtorek, 28 kwietnia 2020

Weekend odblokowany!

No i stało się. Rząd łaskawie odblokował lasy i poluzował kagańca. Więc wszyscy ruszyli w las żeby zażyć odrobinę swobody i świeżego powietrza. A przede wszystkim ruchu, bo tego w ostatnim czasie brakowało najbardziej. Tak więc i Roch pojechał w las. Z Żonką oczywiście. Oboje unikali kontaktów z innymi, więc zapuścili się w głęboki las, tam gdzie nikomu nie chce się jeździć.

I, faktycznie, tam było pusto, nie było biegających dzieci, czy spacerujących z psami. Przez weekend kilometrów wyszło ze 30, ale póki co Roch nie ma tego jak zaprezentować. Strava została skasowana, bo i tak Roch ma Garmina, a z segmentów nie korzysta. W dalszym ciągu pisze swoje rozwiązanie do statystyk (i bloga przy okazji), ale jeszcze trochę trzeba tam zrobić. Więc póki co będą jakiś foteczki z cyferkami.

Zawsze też można wpaść na fanpage, tam też pewnie coś będzie wrzucone. Aktywność została odblokowana, więc Roch zamierza korzystać z tego przywileju cały czas. W masce, choć w lesie jej nie używa, bo to akurat Rochowi nie przeszkadza. Zbliża się długi weekend, więc pewnie wpadnie jakaś dłuższa przejażdżka. Może do Olsztyna, bo dawno nic w tamtym kierunku nie było.

Tak czy inaczej Roch wraca do aktywności.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 24 kwietnia 2020

Siodełko rowerowe XLC SA-M03

Wydarzenia z ostatnich miesięcy pokazują, że nie można być niczego pewnym. Jeszcze nie tak dawno Roch testował plecak, sztycę, kierownicę, a nawet dzwonek żeby później zamknąć rower w garażu, a siebie w domu. Chińska, nomen omen, klątwa mówi "obyś żył w ciekawych czasach" i w takich właśnie przyszło nam się odnaleźć. Jednak ciekawe czasy nie mogą sparaliżować bloga i Rocha.

Sprzęt do tej recenzji Roch dostał już dość dawno, ale nie chcąc narażać się na konsekwencje, wstrzymał się z recenzją do momentu odmrożenia nakazów i zaleceń, a skoro te zostały zdjęte to Roch może śmiało wsiąść na siodełko i pedałować. I właśnie o siodełku będzie ta recenzja, a dokładnie o siodełku rowerowym XLC SA-M03.

Jakość wykonania


Na pierwszy rzut oka siodełko wygląda ładnie. Czarna syntetyczna skóra ładnie komponuje się z błyszczącymi bokami, na których jest napis XLC. Na wierzchu siodełka nie widać szwów, więc całość jest wręcz minimalistyczna, co Rochowi bardzo się podoba. Nie jest krzykliwe, ale w dotyku jest miłe i przyjemne. W przedniej części, na "nosku" mamy wstawkę antypoślizgową, która zapobiega przesuwaniu się podczas podjazdów.

Oczywiście mamy też otwór odciążający zapobiegający zbytniemu naciskowi na krocze, co jest kluczowe nie tylko podczas długich wypadów. Lepiej zadbać o tę część ciała; to zaprocentuje w przyszłości. Pręty w testowanym siodełku były chromowo-molibdenowe i miały praktyczną podziałkę umożliwiającą precyzyjne dobranie pozycji "przód-tył".

Na zakończenie warto wspomnieć, że siodełko - zgodnie z najnowszymi trendami - jest krótsze, ale to wręcz jest zaletą o czym Roch napisze w dalszej części.

Dane techniczne


Testowane siodełko, jak już Roch wspomniał, miało konstrukcję CroMo. Poniżej pozostałe parametry:

  • Przeznaczenie: MTB/szosa
  • Odmiana: siodełko unisex
  • Pozycja: sportowa
  • Materiał prętów: cro-mo
  • Materiał wypełniający: pianka absorbująca wstrząsy
  • Materiał zewnętrzny: skóra syntetyczna
  • Pokrycie zewnętrzne czarne, bezszwowe
  • Wstawka antypoślizgowa w przedniej części
  • Nowoczesne, krótsze siodełko
  • Długość: 244 mm
  • Szerokość: 148 mm
  • Kolor: czarny
  • Waga: 211g


Wrażenia z użytkowania


Siodełko na rowerze prezentuje się całkiem nieźle. Oczywiście wygląd to rzecz gustu, ale Rochowi osobiście bardzo się podoba jego minimalistyczny styl. Nie ma tutaj wielkich napisów, kontrastujących kolorów. Wszystko jest stonowane, ale wcale nie nudne. Detale takie jak antypoślizgowy nosek, czy boczne napisy XLC dodają mu smaczku. Dodatkowo perforacje na wierzchniej części siodełka rozkładają się symetrycznie, podobnie jak boczne paski. Dla Rocha takie szczegóły są ważne, być może inni nie przywiązują do tego wagi, a chodzi im bardziej o to jak się na nim jeździ.

A jeździ się bardzo dobrze. Rocha poprzednie siodełko, Fizik Nisenne, było długie, nie miało otworu odciążającego i było twarde. Siodełko od XLC ma otwór, jest krótkie i jest nieznacznie "mniej twarde", ale akurat Rochowi twarde siodełka pasują. Otwór jest wręcz fenomenalny, choć od dawna jest stosowany, to Roch dopiero teraz odkrył jego zalety. Po wyregulowaniu siodełka komfort jest bardzo dobry.

Jego długość jest zaletą - nic nie wystaje z przodu, a podpiera dokładnie to co ma podpierać. Nie ma się uczucia, że zaraz spadnie się z niego, albo przy mocniejszym hamowaniu nagle siodełko się skończy. Antypoślizgowy nosek też działa, bo podczas mocniejszego pedałowania, na podjazdach, nie ma się wrażenia, że z każdym naciśnięciem na pedały jesteśmy coraz bliżej kierownicy.

I to wszystko składa się w jedną całkiem zgrabną całość, a dzięki długości i otworowi nie ma się uczucia odrętwienia, a więc ukrwienie prostaty jest znacznie lepsze, a to gwarantuje zdrowie w przyszłości.

Podsumowanie


Patrząc na te wszystkie zalety trudno nie oprzeć się wrażeniu, że siodełko rowerowe XLC SA-M03 ma same zalety. Nowoczesny projekt uwzględniający trendy, otwór na całej długości siodełka, czy wygląd, który Rochowi bardzo się spodobał. Do tego konstrukcja uniwersalna, która sprawdzi się zarówno na szosie jak i na MTB.

Do głównych zalet należy antypoślizgowy nosek, który zapobiega przesuwaniu się podczas podjazdów, otwór odciążający, który jest na całej długości siodełka i minimalistyczny wygląd. Choć to ostatnie to mocno subiektywna sprawa, a ponieważ o gustach się nie dyskutuje to Roch zaznaczy tylko, że jemu to siodło bardzo się podoba.

Nie można też zapomnieć o takich detalach jak podziałka do regulacji "przód-tył", która ułatwia optymalne ustawienie siodełka, czy bezszwowa konstrukcja. Wszystko to powoduje, że siodełko rowerowe XLC SA-M03 to kolejna udana konstrukcja. Jeśliby chcieć się przyczepić do czegoś to można zauważyć, że boki siodełka nie są chronione przed otarciami spowodowanymi - na przykład - oparciem roweru o mur, ale to szukanie dziury w całym. Równie dobrze można uznać, że nie jest zabezpieczone przed upadkiem, ale przecież pewnych spraw nie jesteśmy w stanie przewidzieć.

Dla Rocha to siodełko ma 5/5. Szczególnie, że jego długość umożliwia swobodne manewrowanie na zjazdach.


Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com - sklep rowerowy online i XLC parts

czwartek, 9 kwietnia 2020

Chomikowanie. To nam zostało.

Jeszcze niedawno Roch pedałował lasami i polanami zachowując higienę jazdy i bezpieczeństwo, ale splot durnych decyzji spowodował, że teraz sama myśl o rowerze może zakończyć się mandatem. Nasza dzielna policja czuwa nad naszym bezpieczeństwem, ale bardziej nad swoim budżetem. Tak więc pozostało jedynie wpiąć rower w trenażer i zacząć pedałować w miejscu, nie koniecznie w domu. Można oszukiwać system i pedałować na zewnątrz, ale nie przemieszczać. Trzeba sobie radzić, a paradoksalnie bardziej niż z COVIDem trzeba walczyć z państwem, które swoimi decyzjami często wywołuje chaos i zdezorientowanie. Roch się z tym nie zgadza i uważa, że pedałowanie w lesie, w samotności, czyli tak jak pierwsza wersja zakładał powinno być dozwolone. Jednak nie chcąc wspierać budżetu dzielnej policji Roch wpiął rower w trenażer i chomikuje.

Jednak tym razem zrezygnował ze Zwifta i komputera, jedynie zegarek i czujniki prędkości i kadencji. I z tym zestawem idzie mu całkiem nieźle, przedwczoraj przejechał 5 kilometrów, a wczoraj nakręcił całe 10 kilometrów. Jednak kres pedałowania w miejscu szybko się zbliża i pewnie po godzinie Rochowi się zacznie nudzić. Jednak bariera psychologiczna godzinnego pedałowania jest nie do przeskoczenia.

Tak, czy inaczej oby po Świętach rząd poszedł po rozum do głowy i odblokował lasy. #WolneLasy


Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 31 marca 2020

Higieniczne pedałowanie - dzień drugi, oczywiście spóźnione

No i stało się; splot ostatnich wydarzeń opóźnił kolejną notkę o całe dwa dni, ale na swoje usprawiedliwienie Roch ma to, że dobrał się do dawno zapomnianego dysku, na którym znalazł masę swoich rowerowych zdjęć z okolic roku 2008, a więc jeszcze z czasu Tarnowskich Gór. Tak się w tych zdjęciach zakopał, że zapomniał o tym, że w niedzielę też pedałował. Oczywiście wszystko zgodnie z zachowaniem higieny i zaleceniami.

Skoro już Roch musi przestrzegać zaleceń to pojechał, razem z Żonką, do lasu. Głębokiego lasu. Tak głębokiego, że po drodze minęło ich stado dzików, a jak wiadomo dzikom nie należy wchodzić w drogę, więc zmienili trasę. Koniec końców wyjechali pod Blachownią. Z powrotem droga była prosta i szybka. Można było jeszcze gdzieś odbić i dokręcić do 30 kilometrów, ale nie ma co przesadzać. Łatwo się przeziębić, a lekarza to teraz ze świecą szukać. Więc lepiej dmuchać na zimne i nie przesadzać z rowerem. Jak zrobi się całkiem ciepło to Roch odbije sobie wszystkie nieprzejechane kilometry.

Wypad oczywiście w ramach zaspakajania podstawowych potrzeb życiowych. Po powrocie Roch zabrał się za szukanie zupełnie nie tego co znalazł, ale akurat ten dysk to jest złoto. Od razu wszystko zaczął kopiować, a jest co. Zdjęcia, które Roch dawno spisał na straty, jak na przykład to:


Teraz będzie można na fanpage obserwować zdjęcia, które Roch będzie wrzucał. Codziennie jedno zdjęcie.

Roch pozdrawia Czytenlików.

PS.
Oczywiście ślad:

sobota, 28 marca 2020

Higieniczne pedałowanie - dzień pierwszy

Czasy i sytuację mamy, jaką mamy. Nie jest źle, za dobrze też może nie jest, ale trzeba sobie jakoś radzić i dostosować się panujących warunków. To co można zrobić to zachować zdrowy rozsądek i nie da się zwariować. Wcześniej Roch pisał, że słowa jego "Złotej Pani Pediatrki" są dla niego kluczowe; a więc boi się, ale też do problemu podchodzi z rozwagą. I tak też było dziś.

Pogoda piękna, wiosenna, aż wołała "choć pojeździć" i Roch poszedł. Oczywiście nie sam, bo z Żonką. Warunki były higieniczne: unikali tłumów, pojechali raczej nieuczęszczaną drogą, Roch nie smarkał na drogę i - oczywiście - było to wyjście w celu zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych, a pedałowanie jest dla Rocha taką potrzebą.

Z racji tego, że są małżeństwem nie musieli zachowywać zalecanych dwóch metrów odstępu, ale i tak jak kogoś mijali to od tej osoby zachowywali regulaminowy odstęp. I tak, zgodnie z prawem, przejechali 28 kilometrów. Wnioski z wypadu są proste: ludzie generalnie mają w du*ie te całe #ZostanWDomu. W lasach samochodów pełno, nad wodą ludzi pełno. Rowerzystów też od groma, jednak Ci regulaminowo, pedałowali samotnie, czyli #RideSOLO działa.

Jednak sam wypad, abstrahując od polityki i oceny, czy to godne, czy nie, był fajowy. Pogoda superowa, zero wiatru, noga podawała. No i w końcu, po wielu tygodniach, wyszło słońce. To jest to, czego Rochowi brakuje najbardziej. Gdyby warunki były inne i Roch nie pracował by z domu, to po wyjściu z pracy stanął by na schodach i wziął głęboki wdech. I tak, czuć wiosnę.

Jutro kolejny dzień, który zapowiada się słonecznie, czyli też będzie pedałowanie. W ramach zaspakajania swoich potrzeb życiowych. Raz dziennie można. Może teraz w drugim kierunku, oczywiście też w okolicach odludnych. Przynajmniej kiedyś odludnych.

Roch nie będzie pisał #ZostanWDomu, albo nie wychodź. Jeśli zrobimy to mądrze i z głową to nic złego się nie stanie, a witamina D ze słońca jest dużo lepsza niż ta z tabletki.

Trzymajcie się zdrowo i nie dajcie się zwariować.

PS.
Ślad GPS oczywiście:


Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 23 marca 2020

Podsumowanie weekendu

Od czasu tego feralnego wypadku Roch nie jeździł na rowerze. Nie licząc dwóch wypadów do paczkomatu to rower stał w garażu. Bynajmniej nie dlatego, że Roch odczuwał traumę z powodu potrącenia, ale musiał się trochę podleczyć. Bark jednak bolał, głowa miała spowolnione ruchy i trzeba było to ogarnąć Altacetem. W końcu udało się to wszystko ogarnąć i można było zacząć pedałować, ale pojawił się ten wirus. No i znowu mówią, żeby siedzieć w domu, nie wychodzić.

Jednak Roch skonsultował się ze swoją "Złotą Panią Pediatrką" i ona wykazała zdrowe podejście do tematu. Napisała bowiem Rochowi: "trzeba się bać, ale należy zachować zdrowy rozsądek". I to były słowa, z którymi Roch jeździ na rowerze. Po pierwsze zero kontaktu z obcymi, rower tylko z Żonką, w miejscach odludnych. Czyli w centrum, bo lasy są zasiedlone bardziej niż blokowiska.

Tak poważnie, to Roch nie zamierza całkiem zamykać się w domu. Ogranicza wyjścia do tych koniecznych, nie zrobił zapasów ryżu, makaronu i kaszy. O papierze toaletowym nie wspominając. No i przede wszystkim higiena, czyli po każdym powrocie mycie rąk, unikanie dotykania twarzy i tak dalej. Takie czasy nastały, że trzeba będzie z tym lub innym cholerstwem żyć.

Jednak przechodząc do podsumowania weekendu, to był on wiosenno-zimowy. W sobotę było zimno, ale słonecznie. Kilometrów przejechało się 12 i to był maks. na co Rocha było stać. Termicznie nie przygotował się do tego. Szczególnie, że termometr się rozładował i temperaturę Roch określał patrząc za okno. Jednak i te 12 kilometrów było, po takiej długiej przerwie, niezłym wynikiem.

Niedziela też była rowerowa i zimowa - świeciło słońce i padał śnieg, ale drogi były suche więc można było pedałować. Tym razem Roch ubrał się cieplej ponieważ wiedział jaka jest temperatura. Jednak baterie w termometrze się przydają. Tym razem też wyszło ich 12, ale też fajnie się pedałowało.  W sumie, w weekend, Roch przejechał całe 24 kilometry i już nie może doczekać się kolejnego weekendu. Szczególnie, że prognozy podają już temperaturę na poziomie dwóch cyfr, więc będzie można gdzieś dalej się wypuścić. Oczywiście z zachowaniem higieny.

Jeszcze słów kilka o dramie, jaką toczył po tym puknięciu. Napisał on, że jeśli choć jedna osoba się przekona do kasku to będzie to jego sukces. No i się przekonała. Od czasu feralnego wypadu Żonka postanowiła jeździć w kasku. Roch, korzystając z możliwości wymianu kasku, wymienił go na pasujący na Żonkę, więc ten pęknięty kask nie poszedł na marne. Roch póki co nie jest dobrym wzorem do naśladowania, bo kask dopiero musi sobie zorganizować, ale to kwestia czasu.


Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 13 marca 2020

Plecak rowerowy XLC BA-S48

Zanim wszyscy zdążyli zapomnieć o lutym przyszedł marzec, czyli kolejny miesiąc współpracy z sklepem rowerowym rowertour.com. Tym razem po wielu przeciwnościach losu Rochowi udało się dobrnąć do końca testów prezentowanego dziś plecaka rowerowego XLC BA-S48. Krótko mówiąc, a raczej pisząc ten plecak ma moc i potencjał bycia nie tylko rowerowym, ale jak najbardziej wszechstronnym, całodziennym, górskim, czy nawet plecakiem do sklepu. Jednak to wszystko Roch opisze w dalszej części dzisiejszego wpisu..

Jakość wykonania


Kiedy Roch odebrał paczkę od kuriera poczuł lekkość. Nawet nie spodziewał się, że będzie to plecak, jednak po otworzeniu paczki okazało się, że było to właśnie plecak i to jeszcze w kolorze szaro-niebiesko-białym, czyli w dokładnie takim jakim Roch chciał. Pierwsze wrażenie to solidność - i nie chodzi tutaj o to, że jest dobrze pozszywany, ale o jakość materiału. Robi on wrażenie grubego, solidnego i wytrzymałego. Takiego, któremu nie są straszne gałęzie drzew w głęboki i zapomnianym lesie. Z drugiej strony "bryła" plecaka jest kompaktowa, nie wystaje poza plecy, nie powoduje uczucia jakby się miało garb. Wszystko pasuje do siebie. Jest kompletne i przemyślane. Do bólu solidne, ale też ma w sobie to coś, co powoduje, że chcemy z nim iść nawet do sklepu.

Gdy bliżej się przyjrzeć szwy, suwaki dopełniają wrażenia solidności. Rocha urzekła górna kieszonka, która ma specjalne wycięcie na suwak. Im bardziej poznajemy ten plecak, tym bardziej chcemy go nosić. Jakość i staranność wykonania tego plecaka odkrywamy właśnie w takich smaczkach. Suwaki pracują bez zarzutu, nawet w pełnych rękawicach rowerowych odsunięcie ich nie stanowi najmniejszego problemu. Wnętrze plecaka to kontynuacja tego co widzimy na zewnątrz. Wszystko jest przemyślane, poukładane w logiczną całość. Od razu wiadomo co i gdzie można włożyć. Roch miał wiele plecaków, nawet takich po 30 litrów, ale żaden z nich nie był tak przemyślany. Zazwyczaj odnosiło się wrażenie, że projektanci podchodzili do swojego zadania mniej więcej tak: “mamy do zagospodarowania 30 litrów, zróbmy więc dwie komory, jakąś kieszonkę na telefon i dwie siatki na zewnątrz”.

Tutaj mamy wiele drobnych schowków, które można zagospodarować jak się chce. I mamy pewność, że zawsze jedzie z nami to co będzie nam potrzebne.

Dane techniczne


Plecak jest wykonany z wodoodpornego nylonu Ripstop, co - po szybkim sprawdzeniu w Google -
gwarantuje nam, że to co mamy w środku pozostanie suche. Jednak jeśli nie mamy 100% pewności to z odsieczą przychodzi nam dodatkowa osłona przeciwdeszczowa w kolorze jaskrawo żółtym, co dodatkowo gwarantuje nam widoczność i bezpieczeństwo. 

Plecak można podzielić na cztery części:


  • Duża, na całej długość plecaka
  • Mała, w górnej części plecaka - na klucze i inne drobiazgi (Roch tam nosi m.in dowód rejestracyjny)
  • Duża, na całej długości, w środku 3 dodatkowe przegrody podzielone w stosunku 1:2:1 (dwie zewnętrzne są mniejsze w stosunku do środkowej)
  • Zewnętrzna - na całej długości, w środku 2 przegrody siatkowe (Roch używa ich do przewożenia inhalatorów)
  • Przegrody oddzielone są od siebie cienkimi plastikowymi panelami, które w razie konieczności można wyjąć.

Pozostałe parametry to:


  • Pojemność: 18 litrów
  • Plecy - ergonomiczne uformowane, usztywnione, miękkie gąbki, super wentylacja
  • Zewnętrzny uchwyt na kask
  • Pas piersiowy z regulacją wysokości oraz gwizdkiem
  • Pas biodrowy z kieszeniami
  • Pasy kompresyjne, pozwalające zmniejszyć objętość plecaka gdy jest pusty
  • Miękkie, regulowane szelki z odblaskami

Możliwości regulacji są wręcz imponujące. Poza możliwością regulacji szelek, możemy jeszcze wyregulować objętość plecaka dzięki czemu można go odchudzić jak nie potrzebujemy całej jego pojemności. Gdy przyjdzie przewieźć nam coś większego wystarczy pociągnąć za paski i mamy całe 18 litrów do wykorzystania, Do tego regulacja wysokości i długości pasa piersiowego, a jak go nie potrzebujemy to jest możliwość odczepienia go całkowicie.

Ale no właśnie, ile tak naprawdę możemy zapakować, bo 18 litrów to są suche liczby, które nie dają wyobrażenia o tym co możemy w nim przewieźć. No więc Roch miał czas to sprawdzić.

Wrażenia z użytkowania


Do codziennego użytku Roch potrzebuje niewiele. Notes, długopis, kabel do ładowania zegarka, inhalator, który musi mieć ze sobą jako astmatyk, klucze, dowód rejestracyjny jakieś pomniejsze rzeczy typu dwie tabletki przeciwbólowe. Ilość znikoma, wtedy przydaje się regulacja objętości. Jednak ostatnio Roch pojechał z dzieciakami w góry, na pożegnanie zimy. Do tego doszedł basem.

Wtedy w plecaku była lustrzanka, ręcznik na basen, pianka do pływania dla syna, spodenki dla Rocha, klapki x2. Do tego jeszcze dwa bidony w bocznych kieszeniach i chusteczki higieniczne w kieszeniach na pasie biodrowym. Oczywiście telefon, klucze od domu i samochodu, dowód rejestracyjny i nawet pendrive były w górnej kieszeni przeznaczonej na drobiazgi. I jeszcze osłona przeciwdeszczowa też była w plecaku. I wszystko na plecach.

Na rower oczywiście plecak też się nadaje. Pompka, zapasowa dętka, multitool, łatki, skuwacz do łańcucha to wszystko zmieści się w plecaku bez problemu. Jedynie z kaskiem Roch miał problem, ale to dlatego, że nie chciał nadwyrężać plecaka (bo jest fajny i nie chciał go rozwalić). Na pewno udałoby się go schować, ale Roch tak zaprzyjaźnił się ze swoim plecakiem, że nie chciał go aż tak męczyć. Poza tym miejsce kasku jest na głowie.

Dla tych, którzy nie wożą bidonów w koszykach jest miejsce w plecaku na bukłak. Kieszeń najbliżej pleców, sprytnie schowana pod osłoną szelek zapewnia dodatkowe miejsce na spory worek z napojem.

Podsumowanie


Tę część recenzji, podobnie jak poprzednie, piszę się zawsze z największą przyjemnością. Nie dlatego, że wyrobił się limit, czy odhaczyło się kolejną pozycję na liście, a dlatego, że używanie produktów XLC to przyjemność sama w sobie. Nie inaczej jest z opisywanym plecakiem BA-S48, który sam w sobie jest ideałem, który Roch poszukiwał od długiego czasu. Roch używa plecaka codziennie, zabiera go do pracy, do sklepu. Traktuje go tak samo jak kobiet torebkę. Ma w nim wszystko, a nawet więcej tylko boi się włożyć głęboko rękę.

Plecak był już z Rochem, w górach, na rowerze i codziennie jeździ z nim do pracy. Jeśli szukacie solidnego plecaka na rower, który bez problemu sprawdzi się w górach, nad morzem czy w pracy to XLC BA-S48 jest ideałem. I mało jest rzeczy, którymi Roch tak się jara, ale ten plecak naprawdę ma moc i potencjał.

Tymczasem Roch zabiera plecak i jedzie dalej:


Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com - sklep rowerowy online i XLC parts

środa, 11 marca 2020

Trochę się Roch poobijał

Tym razem to nie będzie notka z przymrużeniem oka, o tym że Roch poszedł pojeździć, coś tam zobaczył, a przy okazji porobił kilka zdjęć na swoje social media. Będzie całkiem poważnie o jednej, ale najważniejszej, rzeczy jaką każdy posiada. To jest głowa. Głowę ma się jedną, jak zrobi się jej krzywdę to albo staje się warzywem, albo powrót do zdrowia zajmuje sporo czasu i wcale nie ma gwarancji, że całość będzie działała tak jak przed urazem.

Dlaczego Roch o tym pisze? Ano dlatego, że w niedzielę został potrącony przez samochód, który wyjeżdżał z bramy i nie zachował szczególnej ostrożności. Roch wpadł na maskę, zsunął się z niej i przywalił głową w kostkę brukową. Przy okazji zgarnął też Żonkę, która jechała obok niego, ale miała więcej szczęścia. Gdyby nie kask, który Roch miał na głowie zapewne leżałby teraz w szpitalu z wstrząśnieniem mózgu albo czymś innym.

Na szczęście skończyło się na poobijanym barku, rozbitym kolanie i opuchniętym piszczelu i jednym dniu wolnym od pracy. No i kask pękł, ale to właśnie jego zadanie. Każdemu się wydaje, że kask to ma ładnie wyglądać, dobrze wentylować, ale tak naprawdę kask ma jedno zadanie. Ma przyjąć na siebie całą energię uderzenia i - jeśli to konieczne - ma pęknąć. Jeśli dzięki temu głowa, zdrowie albo i życie zostaną ocalone to jest to naprawdę znikoma cena.

I pamiętajcie: jeśli rower to tylko w kasku. Dobrze dopasowanym, dobrze wyregulowanym i dobrze założonym. Tylko wtedy mamy pewność, że w razie wypadku spełni on swoje zadanie. Rocha kask swoje zadanie spełnił, przeszedł do historii jako bohater.


R.I.P Kasku.

piątek, 6 marca 2020

Dużo, dużo pracy

Znowu stało się to co - prawie - zawsze się dzieje, jak Roch wpada w wir zajęć. Zapomina o notkach, chociaż pedałuje co weekend. Przyjeżdża i zajmuje się czymś innym. Na swoje usprawiedliwienie ma to, że w ostatnim czasie sporo się u niego dzieje. Do współpracy i testów różnych fajnych rowerowych rzeczy doszła jeszcze obsługa informatyczna jednego z ulubionych gabinetów lekarskich i Roch nie ma czasu, ale powoli wychodzi na prostą.

Co prawda przed nim jeszcze kilka dni pracy nad przeniesieniem pacjentów do nowego systemu, ale jak tylko ogarnie to, zabiera się opisywanie ostatniego prezentu od rowertour.com, czyli plecaka. Nie ma co robić z tego tajemnicy. Od kilkunastu dni Roch jest szczęśliwym posiadaczem plecaka, który w założeniu jest rowerowy, ale doskonale sprawdza się jako plecak do pracy, w którym można nosić krokiety na obiad. Jako plecak górski doskonale spisywał się w Istebnej podczas pożegnalnego wypadu na narty.

Więcej, dużo więcej, Roch napisze w tekście o nim, który prawdopodobnie będzie w okolicach połowy miesiąca. Najbliższe rowery będą bez śladu ponieważ Garmin Rocha pojechał do serwisu. Jednak ratuje go czujnik prędkości, który może być autonomicznym urządzeniem do pomiaru dystansu.

I oczywiście statystyki - tutaj trochę trzeba poczekać bowiem zmieni się ich forma. Nie będą już obrazki, a raczej wykresy, ale nad tym Roch też musi popracować. Jednak kolejka zajęć Rocha jest jasna i będzie się jej trzymał, bo jak rozgrzebie za dużo to później niczego nie skończy. Weekend już puka do drzwi, więc trzeba będzie wsiąść na rower i trochę popedałować. Na pewno w stronę Blachowni bo Roch odkrył tam hamburgery, takie jak kiedyś jadł na dworcach autobusowych.

O takie:

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 21 lutego 2020

Dzwonek rowerowy XLC DD-M17

Zgodnie z tym co Roch napisał w ostatniej notce, dziś startujemy z testem drugiego produktu, który był bonusem do kierownicy, ale urzekł on Rocha tak, że postanowił go opisać w osobnej notce. Tym bonusem, który jest wynikiem ciągłej współpracy z internetowym sklepem rowerowym rowertour.com, jest dzwonek rowerowy XLC DD-M17.

Jakość wykonania


Nie jest to jednak zwykły dzwonek rowerowy. Ten dzwonek jest pionowy, z dziurką w środku i przypomina donut, czyli pączka z dziurką, który najczęściej występuje w filmach w towarzystwie policjanta. Jednak tym razem jest to dzwonek rowerowy z krwi i kości, a raczej z metalu i plastiku. Całość wygląda kosmicznie, niczym UFO albo pączek właśnie.

Co do jakości to nie ma się do czego przyczepić. Element obrotowy wykonany z twardego plastiku, a pod nim jest wkomponowany metalowy gong, który odpowiada za dźwięk. Całość spasowana idealnie, nic nie lata, nie ma się wrażenia, że zaraz wszystko się posypie. Nawet śruba montażowa została sprytnie schowana w środku, przez co całość konstrukcji sprawia wrażenie dopracowanej i taka w rzeczywistości jest. Podczas jazdy, nawet po wyboistym terenie, nie słychać aby dzwonek wzbudzał się samoczynnie, co bywa denerwujące szczególnie jak dookoła panuje cisza i tylko jeden element roweru ciągle brzęczy. Jak nie musi dzwonić to nie dzwoni.

Dane techniczne


Dzwonek jest głośny, nawet w ruchu miejskim jest słyszalny i to jest jego główne zastosowanie. Nikt chyba nie będzie dzwonił w lesie na dzika albo innego niedźwiedzia. Co innego w mieście, gdzie trzeba mieć oczy dookoła głowy i czasem trzeba zadzwonić na stado łosi idących drogą dla rowerów.

Pozostałe dane techniczne poniżej:
  • Średnica montażowa: Ø22.2 mm
  • Średnica kopuły dzwonka: Ø53 mm
  • Waga: 35 g
  • Głośność: około 64 dB (pomiar orientacyjny)

Dźwięk dzwonka należy określić jako "klasyczny", czyli dobrze znany z tradycyjnych dzwonków, które robiły "dryń-dryń". Z tą różnicą, że tutaj kopuła obraca się wokół własnej osi, więc można zrobić z dzwonka "pepeszę", która będzie strzelała serią dźwięków na tych bardziej opornych pieszych.

Wrażenia z użytkowania


Ciężko opisać wrażenia z jazdy bowiem na dzwonku trudno się jeździ, ale można opisać wrażenia z użytkowania. Przede wszystkim należy wspomnieć, że "dzwonek lub inny sygnał ostrzegawczy o nieprzeraźliwym dźwięku" jest obowiązkowym wyposażeniem roweru i po prostu musimy go mieć. I warto go mieć, choć przez większość czasu nie będziemy go używali, ale w dobie ludzi zapatrzonych w telefony, ze słuchawkami na głowie warto mieć na kierownicy coś, co w sposób jednoznaczny ostrzeże innych przed nadjeżdżającym rowerem.

Sposób obsługi jest banalny. Kciukiem lub dłonią obracamy kopułą dzwonka, a on zaczyna dzwonić. Bije donośnie, niczym Dzwon Zygmunta. Jego ogromną zaletą jest to, że nie trzeba szukać cyngielka, jak w tradycyjnym dzwonku. Sprężynka, na którym ów języczek jest zamocowany może się przekrzywić. Tutaj mamy kopułę, którą kręcimy. Rozwiązanie bardzo fajne, szczególnie zimą, kiedy jeździmy w grubych rękawicach i nie musimy szukać tego małego elementu, tylko mamy pod ręką kawał dzwona.

Jeśli już zaczniemy dzwonić, to dźwięk jest donośny i charakterystyczny dla zwykłego dzwonka tak więc nikt ni powinien mieć wątpliwości, że to co słyszy to nadjeżdżający rower. Wewnątrz najprawdopodobniej dalej młoteczek puka w metalową obudowę, ale można pukać tradycyjnie, albo pukanie może być otoczone dizajnerską obudową.

Podsumowanie


Po otwarciu paczki Roch pomyślał: WTF!? Jednak szybko doczytał, że ten pączek z dziurką to rasowy dzwonek od XLC, oznaczony symbolem DD-M17, który nie dość, że robi robotę to jeszcze fajnie wygląda. Montaż nie jest specjalnie kłopotliwy, a efekty są oszałamiające. Może i funkcjonalnie jest to nadal dzwonek rowerowy, który dzwoni, ale to w jaki sposób to robi to już inna bajka. Zamontowany na kierownicy wygląda efektownie i działa efektywnie. Niezależnie od tego, czy jeździmy bez rękawiczek, czy w zimowych rękawicach mamy pewność, że jak potrzebujemy użyć dzwonka to bez problemu go użyjemy.

I chyba takie miało być jego przeznaczenie.


Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com - sklep rowerowy online i XLC parts.

niedziela, 9 lutego 2020

Kolejny słoneczny weekend

Tak się złożyło, że kolejny - lutowy - weekend był słoneczny, suchy i prawie wiosenny. O ile o tej porze roku można mówić o czymś, że jest "wiosenne". W lutym powinien leżeć śnieg, drogowcy powinni być zaskoczeni, a na drogach powinno być biało od soli. Tymczasem nic się nie sprawdza, deszcz co prawda pada często, ale tego drogowcy solą nie zasypią, więc chyba można śmiało stwierdzić, że tego roku drogowcy mają sól w oku i nie widzą co z nią zrobić.

Dla Rocha jednak tak pogoda oznacza tylko jedno: rower, rower i jeszcze raz rower. Gdyby nie to, że musi jechać do pracy to pewnie cały tydzień pedałowałby nie zwracając uwagi, czy jest wiosna, lato albo zima. Choć to ostatnia przypomina bardziej wiosnę, ale to akurat nie jest nic złego. Jak ktoś chce śnieg to niech jedzie w góry. I tak, sobota dla Rocha okazała się bardzo rowerowa. Wpierw pojechał sam popedałować i porobić parę dodatkowych zdjęć do kolejnej publikacji, która już nie długo wpadnie na blogaska, a później podjechał po Żonkę, która też chciała popedałować.

Sobota zakończyła się wynikiem 31 kilometrów, ale to nie wszystko, bo niedziela już była za rogiem. Następnego dnia, czyli w niedzielę właśnie, Roch planował iść na rower sam, ale w końcu młodzież się zreflektowała i też poszła na rower. Wypad był ciekawy; najpierw rundka w okolicy cmentarza, a później szkoła, do której Młoda pójdzie już od września. Chciała zobaczyć, czy szkoła ma fajne boisko i plac zabaw i okazało się, że cała szkoła jest fajna. Od września się okaże na ile będzie fajna.

Weekend zamknął się w 35 kilometrach, co jak na zimę jest całkiem dobry wynikiem.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 7 lutego 2020

Kierownica XLC Raceby Flatbar

Mamy nowy miesiąc, więc startujemy z kolejnym cyklem testów, które Roch wykonuje we współpracy z internetowym sklepem rowerowym rowertour.com. W tym miesiącu zajmiemy się dwiema rzeczami, ale o drugiej z nich Roch nie będzie nic wspominał, poza tym że był to bonus, ale tak uroczy, że Roch postanowił go przetestować osobno, pomimo tego, że idealnie wpasowałby się w tekst o kierownicy, bo właśnie przechodzimy do pierwszej rzeczy jaką na luty Roch zaplanował, a jest to kierownica XLC Raceby Flatbar.

Jakość wykonania


Pierwsze wrażenie jakie można odnieść po wyjęciu tej kierownicy z pudełka to takie, że jej szerokość jest gigantyczna. Owszem, ma ona 740 mm szerokości i jest "płaska" (choć to nie do końca tak, ale o tym będzie w dalszej części). Roch z ciekawości zmierzył swoją kierownicę, która ma całe 520 mm szerokości, tak więc było to starcie Dawida z Goliatem.

Co do jakości wykonania to wszystko jest na najwyższym poziomie. Czarne, matowe, aluminium idealnie skomponuje się z każdym rowerem. Dodatkowe podziałki na końcach kierownicy ułatwią jej ─ ewentualne ─ skrócenie, ale to raczej nie będzie konieczne. Nawet miejsca gięć wyglądają ładnie. Całość sprawia wrażenie przemyślanego produktu, który ma jeden cel: sprawić wiele radości na rowerze. I wywiązuje się z tej obietnicy doskonale.

Dane techniczne


Tutaj dochodzimy do tego, że XLC Raceby Flatbar wcale nie jest płaska, mimo że nazywa się Flatbar, ale przy takiej długości prosta rurka byłaby narzędziem tortur, a nie elementem przeznaczonym do prowadzenia roweru. Podgięcia i wzniosy siłą rzeczy muszą być. Jeśli już o wzniosie piszemy to jest on typu "rizer bar", czyli wznosi się ku górze. Parametry prezentują się następująco:

  • Długość: 740 mm
  • Średnica montażowa: Ø31.8 mm
  • Backsweep: 9°
  • Wznios: 8 mm
  • Waga deklarowana: 280 g
  • Linia produktów: RACEBY

Głównym przeznaczeniem tej kierownicy jest MTB, XC i Maratony, a o tym Roch będzie miał okazję się przekonać, ponieważ w sezonie 2020 ma w planie przejechać kilka maratonów. Waga, jak na taką długość kierownicy, jest bardzo rozsądna, a to dzięki zastosowaniu aluminium 6061 2014-T6, które dodatkowo zostało podwójnie cieniowane.

Podziałka na końcach kierownicy ułatwia jej skrócenie, w przypadku gdyby okazała się za długa. Maksymalna długość do jakiej możemy ją skrócić to 680 mm, czyli mamy 60 mm "regulacji".

Ergonomiczne wyprofilowanie kierownicy wspiera sportową pozycję na rowerze, ale jednocześnie nie obciąża ramion i nadgarstków.

Wrażenia z jazdy


Początkowo Roch przeraził się jej długością. Już widział jak zamiast na rowerze jedzie jakimś chopperem albo wersalką, gdzie każdy zakręt to szarpanie się z 740 mm aluminium ale nic bardziej mylnego! Rower nie stracił ani odrobiny na sterowności, dalej można nim brać ciasne zakręty, choć próbując wjechać pomiędzy dwa drzewa trzeba mieć z tyłu głowy fakt, że nie zawsze musimy się zmieścić.

Jednak po oswojeniu się z XLC RACEBY Flatbar Roch poczuł, że to jest przedłużenie jego rąk. Rower dalej jedzie tam, gdzie ma jechać, skręca tam gdzie ma skręcać, a wszystko to bez zbędnego szarpania się i walki z rowerem.

Ergonomiczne ukształtowanie kierownicy powoduje, że ręce nie bolą, nie drętwieją. Dodatkowo pozycja na rowerze jakby trochę się polepszyła, ale może być to subiektywne odczucie. Na pewno komfort jazdy wzrósł. Szerokość kierownicy spowodowała to, że ręce oddaliły się od środka roweru, przez to wibracje nie są tak odczuwalne. Na starej kierownicy wyczuwalna była kostka brukowa. Teraz Roch przestał ją odczuwać.

Niezależnie, czy jeździcie po lesie, terenie, czy akurat jedziecie asfaltem kierownica zrobi robotę. Odciąży ręce, delikatnie poprawi pozycję na rowerze i doda "fejmu" bo przecież trochę o to chodzi. Dla niej Roch pozbył się wszystkiego z kierownicy. Została tylko kaczka, która teraz siedzi na mostku.

Podsumowanie


Po pierwszym wrażeniu "ojaaaa ale długa" Roch wziął się za montaż i jeżdżenie, bo nie warto opierać się tylko na tym co się widzi. I tutaj okazało, że po raz kolejny XLC zrobiło genialną rzecz, bo inaczej nie można określić kierownicy RACEBY Flatbar.

Pozycja na rowerze, jakość wykonania, parametry techniczne i wygląd - to wszystko sprawia, że wraz z kolejnymi kilometrami coraz bardziej lubi się tę kierownicę. Roch w weekend jeździł i jedynie co go powstrzymywało od dalszej jazdy to rozładowana tylna lampka i zbliżająca się noc.

Naprawdę warto sprawdzić tę kierownicę. Im więcej kilometrów na niej przejedziecie tym bardziej ją polubicie, a ona odwdzięczy się Wam pewnością prowadzenia, ergonomią i wyglądem.


Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com - sklep rowerowy online i XLC parts.

wtorek, 4 lutego 2020

Wiosenny weekend

Roch ponownie naobiecywał, że po weekendzie będzie notka podsumowująca dwa dni pedałowania, ale natłok zajęć spowodował to, że Rochowi koniec weekendu przeleciał bardzo szybko i obudził się dopiero we wtorek, kiedy wszystkie sprawy ma już ogarnięte i może zająć się wspominaniem weekendu, a wspominać jest co.

Sobota to był prawdziwie wiosenny dzień. Brakowało tylko śpiewu ptaków, ale te pochowały się bo wiało tak, że drzewa uginały się do ziemi. Jednak to nie przeszkadzało wyskoczyć Rochowi na rower. Oczywiście z Żonką, bo jakże by inaczej. Wspólne pedałowanie zawsze jest fajne, a jest fajniejsze jeszcze bardziej jak jedzie się na dłuższy wypad. Co prawda dzień jeszcze nie jest tak długi żeby zaliczyć naprawdę spory dystans, ale takie 25 kilometrów na Blachownię i z powrotem było całkiem możliwe.

Żeby nie ten wiatr to byłoby całkiem wiosennie, ale w drodze powrotnej przestało wiać, albo wiało w plecy więc pedałowanie było dużo łatwiejsze. Koniec końców udało się solidnie pojeździć, a co najważniejsze to Roch dzięki sprzyjającej pogodzie jeździ od początku roku, a od lutego nawet powoli powraca do biegania. Jeśli tendencja pogodowa i motywacja Rocha się utrzymają to na koniec roku statystyki spowodują przygaśnięcie świateł w całym kraju.

Oczywiście ślad GPS:


Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 29 stycznia 2020

Jesień, zima i wiosna. Wszystko jednego dnia

Tak się złożyło, że Roch musiał wziąć wolne bowiem nad częścią młodzieży zaczyna wisieć kaganek oświaty, więc trzeba było się spotkać z dyrektorem, połazić po szkole i przypomnieć sobie, że nie tak dawno samemu kończyło się szkołę. Co prawda od tego czasu trochę minęło, ale szkoła pozostała szkołą. Wrzask, bieganie i ogólny chaos chyba zawsze będą towarzyszyły szkole.

Po wizycie w szkole, Roch postanowił, że wskoczy na rower i korzystając z ładnej, jak na styczeń, pogody przejedzie się trochę. Jednak zanim zdążył dojechać ze szkoły do domu, a jest to raptem 1 kilometr, rozszalała się śnieżyca i w mig wszystko pokryło się białym gów.. puchem. Skoro jednak postanowił to musiał się tego trzymać i Roch poszedł pojeździć po śniegu. Towarzyszyła mu - oczywiście - Żonka, która też miała chęć pedałowania. Po godzinie pedałowania pogoda wróciła do normy. Śnieg stopniał, wyszło słońce i znów zrobiło się miło i wiosennie. Jak to na zimę przystało.

Dla Rocha taka pogoda to zbawienie, bez większych problemów może wsiadać na rower i jeździć. Czasem pojawi się śnieg, ale ogólnie jest wiosennie, raczej sucho i nawet słonecznie, czyli wszystkie warunki udanego pedałowania są spełnione. No, może troszkę cieplej, ale i tak nie ma co narzekać. jest dobrze, a będzie lepiej.

Na zakończenie ślad GPS:


Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 24 stycznia 2020

Amortyzowany mostek XLC ST-M21

Nie minęło dużo czasu, a Roch ma już dla Was kolejną nowość i smaczek od rowertour.com - internetowego sklepu rowerowego. Tym razem na tapetę bierzemy amortyzowany mostek XLC o oznaczeniu ST-M21. Jak już wcześniej Roch wspominał, wszystkie te gadżety są efektem współpracy jaką Roch rozpoczął z początkiem roku. Jednak aby nie przedłużać i nie zniechęcać przydługim wstępem przechodzimy do konkretów.

Jakość wykonania


Od razu po wzięciu do ręki mostek wydaje się solidny i duży, ale przy tym zachowuje rozsądną wagę. W tym miejscu zaznaczyć należy, że mostek jest wyposażony w mechanizm amortyzujący, ale nawet to nie spowodowało, że jest przesadnie ciężki. Waga 198 gram dla długości 100 mm wydaje się rozsądnym kompromisem pomiędzy tym co oferuje, a masą.

Na górze mostka można zobaczyć napis "Tranzx", a to oznacza, że można się po nim spodziewać czegoś dobrego. I w tak jest. Zanim jednak przejdziemy do szczegółów warto trochę przybliżyć parametry.

Według specyfikacji producenta, mostek jest wykonany z aluminium 2041, wycinany w technologii 3D. Pasuje na standardową rurę sterową o średnicy 1⅛ cala (28.6 mm) i dzięki temu pasuje niemal do wszystkich typów widelców. Mocowanie kierownicy odbywa się za pomocą 4 śrub, a kierownica powinna mieć średnicę 31.8 mm.

Mostek występuje w trzech długościach: 80 mm, 90 mm i 100 mm, a kąt nachylenia to 6°.

Sposób montażu


Początkowo Roch myślał, że podobnie jak w poprzednim tekście o amortyzowanej sztycy XLC mostek też będzie miał jakąś regulację, ale okazało się, że nie. Całość montażu sprowadza się do zdjęcia starego mostka, wykręcenia kierownicy i złożenia wszystkiego z powrotem. Podczas montażu boczne zaślepki lubią wypadać dlatego dobrym pomysłem jest najpierw zamontowanie mostka na rurze sterowej, wtedy niesforne zaślepki zostaną spacyfikowane i można spokojnie zająć się montowaniem kierownicy, sprawdzeniem czy wszystko jest dobrze dokręcone i optymalnie ustawione. No i możemy wsiadać.

Warto też wspomnieć o tym, że głębokość osadzenia (czy też wysokość mostka) to 40 mm, więc jeśli macie jakieś przekładki to trzeba je dopasować do nowego mostka tak żeby nie wystawał zbyt wysoko albo nie wpadł zbyt głęboko.

Wrażenia z jazdy


Początkowo Roch szukał momentu, w którym mostek zaczyna pracować, jednak dopiero po utwardzeniu amortyzatora Roch wyczuł jak on działa. I ponownie, jeśli myślicie, że ten mostek da Wam dodatkowe 150 mm amortyzacji, to się mylicie. Tak to nie działa. Amortyzacja ma zapewnić równiejszy rozkład drgań i zmniejszyć nacisk na nadgarstki. I tak faktycznie jest, pracuje nienachalnie, ugięcie - o ile tak można to określić - nie powoduje uczucia, że oto coś nam się złamało z przodu i tracimy kontrolę nad rowerem.

Amortyzacja raczej sprowadza się do tłumienia drgań, jednak całość zachowuje się bardzo przewidywalnie i nie powoduje ona poczucia, że nagle rower nam pojedzie w swoim kierunku, albo że prowadzimy wersalkę.

Mostek będzie miał zastosowanie głównie w rowerach bez amortyzacji lub w takich, w których jest ona śladowa. Na przykład w trekingach albo nawet w gravelach. I tutaj Roch widziałby właśnie największe pole do popisu dla tego mostka. Gravele obecnie zdobywają świat i nie ma się czemu dziwić. Pomijając autorskie systemu amortyzacji, na przykład u Specializeda, w tego typu rowerach nie ma większej amortyzacji; owszem mamy grubszą oponę, ale reszta roweru jest sztywna, przez co drgania i tak będą przekazywane na kierownicę.

Do tego coraz częściej zobaczyć można rower MTB ze sztywnym widelcem z przodu. Tam też mostek się sprawdzi i zapewni nieporównywalnie lepszy komfort prowadzenia roweru.

A właśnie chodzi o to żeby te drgania były jak najmniejsze, a wygoda jak największa.

Podsumowanie


Początkowo Roch był sceptyczny, bo jak to coś z przodu się ugina? O ile sztycę można zrozumieć, o tyle z mostkiem już Roch nie mógł sobie tego wyobrazić. Jednak po paru kilometrach okazało się, że to faktycznie ma szanse działać. Po podpompowaniu amortyzatora Roch faktycznie poczuł, że drgania na szutrze są jakby mniejsze. Producent podaje, że mostek jest w stanie ugiąć się o 2°:

  • Offers a horizontal cushioning angle of up to 2°

Jednak tego nie udało mu się osiągnąć. Jednak mechanizm tłumienia drgań działa i jest faktycznie zauważalna poprawa. Co prawda Roch ma amortyzator przedni, ale z mostkiem zaprzyjaźnił się na tyle, że raczej zdejmował go nie będzie. Co więcej, założy nań licznik, a miejsca ma więcej. Poprzedni mostek był o 10 mm krótszy.


Roch pozdrawia Czytelników.

Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com - sklep rowerowy online i XLC parts.

niedziela, 19 stycznia 2020

Robocza sobota, a w zamian rowerowa niedziela

Im bliżej było weekendu tym Roch bardziej myślał o tym, żeby tak poukładać swoje obowiązki żeby choć jeden dzień był rowerowy. Kiedy nadeszła sobota Roch wiedział już, że rano pojedzie z dzieciorami na basen, później z nimi do babci, bo dzień babci już tuż tuż, po powrocie do domu Roch pomógł teściowi odstawić samochód do mechanika i na koniec została jeszcze wizyta u dobrych znajomych. Po powrocie Roch padł ze zmęczenia, nie tylko tego fizycznego, ale to co dzieje się w sodomie to zostaje w sodomie. W każdym razie po 12 godzinach snu Roch wstał bez bólu głowy i już wiedział, że to będzie rowerowa niedziela.

Pogoda wraz z upływem dnia stawała się coraz lepsza i w końcu, po popołudniowym obiedzie, Roch wskoczył na rower i popedałował przed siebie, a z nim jego Żonka. Trasa jakoś nie była specjalnie planowana. Chodziło o to żeby popedałować i trochę się zmęczyć. I to się udało, koniec końców kilometrów wyszło 16, było trochę terenu, trochę piachu i trochę asfaltu. Pogoda jest wyjątkowo sprzyjająca. Co prawda jest zimno, ale nie ma śniegu, więc można się ubrać cieplej i dalej pedałować. Oby tak dalej to może sezon potrwa od stycznia, a to byłoby coś.

Tak, czy inaczej Roch uważa, że wypad był owocny, kilometrów wpadło trochę, a i kondycja została podbudowana. Na zakończenie oczywiście GPS:


Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 17 stycznia 2020

Amortyzowana sztyca XLC SP-S05

I nadszedł ten dzień, w którym Roch może podnieść kurtynę i ogłosić wszystkie szczegóły "tej bomby i petardy", o której pisał od kilku tygodni na blogu i jego fanpage’u. Zaczęło się od niewinnego maila od jednego z przedstawicieli sklepu z propozycją współpracy. Od zawsze Roch był przeciwny tego typu inicjatywom, ale z biegiem lat i pod wpływem zeszłorocznych wydarzeń Roch doszedł do wniosku, że te rowery to jednak jest coś co Roch chciałby robić. Zaczął od grzebania przy swoim, kupił sobie kilka narzędzi, zrobił miejsce w garażu i pracowni i powoli zaczyna robić swój kącik domowego mechanika, w którym coraz więcej spędza czasu.

I dlatego Roch odpisał, że bardzo chętnie nawiąże współpracę i będzie testował, co w zasadzie sprowadza się do jeżdżenia na rowerze, różne części. I tak oto Roch nawiązał współpracę z internetowym sklepem rowerowym rowertour.com. Oni przysyłają Rochowi fajne rzeczy, a Roch na nich jeździ. Gwoli ścisłości, przesyłają Rochowi tylko fajne części, reszta zależy od Rocha i ma tutaj swobodę działania, więc to nie jest tak, że w paczce są części i gotowy tekst.

I tak słowem wstępu przechodzimy do pierwszej, testowanej przez Rocha, części, a mianowicie amortyzowana sztyca XLC o oznaczeniu XLC SP-S05.

Jakość wykonania


Na początek ciężko było Rochowi cokolwiek powiedzieć o jakości, wszak to kawałek rurki, z dwoma śrubami, która - ta rurka - ma za zadanie utrzymanie siodełka na odpowiedniej wysokości. Jednak po bliższym przyjrzeniu się Roch zaczął dostrzegać pewne szczegóły, które na pierwszy rzut oka mogły mu umknąć. Na pewno na plus należy zaliczyć "podziałkę", która pokazuje na jakiej wysokości jest siodełko. Na podziałce jest 10 kresek, co oznacza że mamy możliwość regulacji w zakresie od ok 10 cm do 0 cm, gdzie 0 jest minimalnym poziomem, na który można wyciągnąć sztycę.

Drugim plusem jest "medium amortyzacyjne", czyli to co odpowiada za to, że sztyca pracuje i spełnia swoją rolę. W przypadku tej sztycy jest to sprężyna i elastomer, a więc zestaw często spotykany w amortyzatorach. Wróży to na pewno lepszy komfort niż sam elastomer, który też czasem można spotkać w podobnych produktach.

Kolejnym plusem, są nakrętki, które przytrzymywane są blaszką tak żeby ułatwić montaż siodełka. Nie musimy trzymać ich palcem żeby trafić w nie śrubą. Wystarczy, że złożymy jarzmo i wkręcimy śruby w swoje miejsce. I w zasadzie na tym kończy montaż siodełka. Później wystarczy włożyć sztycę w ramę i można jeździć. Chociaż nie, skoro jest to sztyca amortyzowana to powinna mieć regulację. I ma.

Sposób regulacji


I w ten płynny sposób przechodzimy do regulacji sztycy. Okazuje się bowiem, że sztyca ma możliwość regulacji. Sama regulacja jest banalna i dość dobrze opisana w instrukcji obsługi. Całość sprowadza się do wkręcenia śruby regulacyjnej na głębokość odpowiadającą naszej wadze. I tak mamy cztery poziomy regulacji:
  • Soft - dla wagi do 65 kg, śrubę wkręcamy na głębokość 3.2 mm,
  • Medium - dla wagi od 66 kg do 85 kg, śrubę wkręcamy na głębokość 3.5 mm,
  • Hard - dla wagi od 86 kg do 100 kg,śrubę wkręcamy na głębokość 3.8 mm,
  • Hard+ - dla wagi od 100 kg do 120 kg, śrubę wkręcamy na głębokość 4.0 mm.

Najprościej i najszybciej regulacji można dokonać za pomocą suwmiarki, na której ustawiamy pożądaną głębokość i kręcimy śrubą aż do momentu osiągnięcia ustawionej głębokości. Oczywiście można to zrobić "na oko" ale to nie gwarantuje że ustawimy ją dobrze, a przecież o to nam chodzi. Na zdjęciu obok widać śrubę wkręconą na głębokość 3.8 mm.

W tym miejscu należy się jeszcze bardzo ważna uwaga: należy uważać żeby śruby regulacyjnej nie wykręcić. Jak pewnie się domyślacie, może ona wyskoczyć, a za nią pójdzie sprężyna. Tak więc podczas regulacji korzystamy z załączonej instrukcji, tam jest wszystko jasno opisane.

Po zakończonej regulacji nie pozostaje nam nic innego jak włożyć sztycę w ramę, ustawić wysokość i można siadać i jeździć.

Wrażenia z jazdy


Skoro już udało nam się wyregulować i zainstalować sztyce to pora też na niej pojeździć. Jeśli ktoś myśli, że nagle z hardtaila zrobi się full, którym będzie można jeździć na trasach Enduro Trials to - niestety - jest w błędzie. Tak to nie działa. A jak to działa? Bardzo prosto i skutecznie.

Jeśli chodzi o amortyzację, to jest ona wyczuwalna i działa kiedy ma działać. Najczęściej na poprzecznych nierównościach np.: na krawężnikach, na korzeniach, na nierównej kostce. I właśnie w takim terenie sprawdza się ta sztyca. Jej żywiołem są szutrowe drogi, leśne ścieżki i kostka brukowa. Tam daje o sobie znać. Jeśli jest dobrze wyregulowana to zareaguje w momencie, w którym spodziewalibyśmy że zadziała.

Kolejnym ważnym atutem jest to, że podczas zwykłej jazdy nic się nie buja, nic się nie ugina więc nie przeszkadza w jeździe. Nawet na podjazdach nie traci się rytmu pedałowania. Jak już Roch na wstępie napisał, sztyca magicznie nie przemieni nam roweru na full’a, ale też komfort jazdy znacząco wzrośnie. Nawet jak wpadniemy na krawężnik, korzeń, czy kostkę brukową to nie odczujemy tego tak bardzo jak ze sztywną sztycą.

Podsumowanie


Amortyzowana sztyca XLC SP-S05 sprawuje się całkiem dobrze, jej największymi zaletami jest jakość wykonania, regulacja, sposób pracy. Skala ułatwia ustawienie wysokości, a sprytne rozwiązanie z blaszką przytrzymującą nakrętki jest strzałem w dziesiątkę. Sztyca jest uniwersalna, odnajdzie się w każdym terenie i przede wszystkim kiedy ma zadziałać to działa.

Jeśli chcecie poczuć trochę amortyzacji pod siodełkiem to amortyzowana sztyca XLC jest doskonałym wyborem, który na pewno spełni swoje zadanie.


Roch pozdrawia Czytelników.

Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com - sklep rowerowy online i XLC parts