Archiwum miesiąca: luty 2020

Dzwonek rowerowy XLC DD-M17

Zgodnie z tym co Roch napisał w ostatniej notce, dziś startujemy z testem drugiego produktu, który był bonusem do kierownicy, ale urzekł on Rocha tak, że postanowił go opisać w osobnej notce. Tym bonusem, który jest wynikiem ciągłej współpracy z internetowym sklepem rowerowym rowertour.com, jest dzwonek rowerowy XLC DD-M17.

Jakość wykonania

Nie jest to jednak zwykły dzwonek rowerowy. Ten dzwonek jest pionowy, z dziurką w środku i przypomina donut, czyli pączka z dziurką, który najczęściej występuje w filmach w towarzystwie policjanta. Jednak tym razem jest to dzwonek rowerowy z krwi i kości, a raczej z metalu i plastiku. Całość wygląda kosmicznie, niczym UFO albo pączek właśnie.

Co do jakości to nie ma się do czego przyczepić. Element obrotowy wykonany z twardego plastiku, a pod nim jest wkomponowany metalowy gong, który odpowiada za dźwięk. Całość spasowana idealnie, nic nie lata, nie ma się wrażenia, że zaraz wszystko się posypie. Nawet śruba montażowa została sprytnie schowana w środku, przez co całość konstrukcji sprawia wrażenie dopracowanej i taka w rzeczywistości jest. Podczas jazdy, nawet po wyboistym terenie, nie słychać aby dzwonek wzbudzał się samoczynnie, co bywa denerwujące szczególnie jak dookoła panuje cisza i tylko jeden element roweru ciągle brzęczy. Jak nie musi dzwonić to nie dzwoni.

Dane techniczne

Dzwonek jest głośny, nawet w ruchu miejskim jest słyszalny i to jest jego główne zastosowanie. Nikt chyba nie będzie dzwonił w lesie na dzika albo innego niedźwiedzia. Co innego w mieście, gdzie trzeba mieć oczy dookoła głowy i czasem trzeba zadzwonić na stado łosi idących drogą dla rowerów.
Pozostałe dane techniczne poniżej:
  • Średnica montażowa: Ø22.2 mm
  • Średnica kopuły dzwonka: Ø53 mm
  • Waga: 35 g
  • Głośność: około 64 dB (pomiar orientacyjny)

Dźwięk dzwonka należy określić jako \”klasyczny\”, czyli dobrze znany z tradycyjnych dzwonków, które robiły \”dryń-dryń\”. Z tą różnicą, że tutaj kopuła obraca się wokół własnej osi, więc można zrobić z dzwonka \”pepeszę\”, która będzie strzelała serią dźwięków na tych bardziej opornych pieszych.

Wrażenia z użytkowania

Ciężko opisać wrażenia z jazdy bowiem na dzwonku trudno się jeździ, ale można opisać wrażenia z użytkowania. Przede wszystkim należy wspomnieć, że \”dzwonek lub inny sygnał ostrzegawczy o nieprzeraźliwym dźwięku\” jest obowiązkowym wyposażeniem roweru i po prostu musimy go mieć. I warto go mieć, choć przez większość czasu nie będziemy go używali, ale w dobie ludzi zapatrzonych w telefony, ze słuchawkami na głowie warto mieć na kierownicy coś, co w sposób jednoznaczny ostrzeże innych przed nadjeżdżającym rowerem.

Sposób obsługi jest banalny. Kciukiem lub dłonią obracamy kopułą dzwonka, a on zaczyna dzwonić. Bije donośnie, niczym Dzwon Zygmunta. Jego ogromną zaletą jest to, że nie trzeba szukać cyngielka, jak w tradycyjnym dzwonku. Sprężynka, na którym ów języczek jest zamocowany może się przekrzywić. Tutaj mamy kopułę, którą kręcimy. Rozwiązanie bardzo fajne, szczególnie zimą, kiedy jeździmy w grubych rękawicach i nie musimy szukać tego małego elementu, tylko mamy pod ręką kawał dzwona.

Jeśli już zaczniemy dzwonić, to dźwięk jest donośny i charakterystyczny dla zwykłego dzwonka tak więc nikt ni powinien mieć wątpliwości, że to co słyszy to nadjeżdżający rower. Wewnątrz najprawdopodobniej dalej młoteczek puka w metalową obudowę, ale można pukać tradycyjnie, albo pukanie może być otoczone dizajnerską obudową.

Podsumowanie

Po otwarciu paczki Roch pomyślał: WTF!? Jednak szybko doczytał, że ten pączek z dziurką to rasowy dzwonek od XLC, oznaczony symbolem DD-M17, który nie dość, że robi robotę to jeszcze fajnie wygląda. Montaż nie jest specjalnie kłopotliwy, a efekty są oszałamiające. Może i funkcjonalnie jest to nadal dzwonek rowerowy, który dzwoni, ale to w jaki sposób to robi to już inna bajka. Zamontowany na kierownicy wygląda efektownie i działa efektywnie. Niezależnie od tego, czy jeździmy bez rękawiczek, czy w zimowych rękawicach mamy pewność, że jak potrzebujemy użyć dzwonka to bez problemu go użyjemy.

I chyba takie miało być jego przeznaczenie.

Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com – sklep rowerowy online i XLC parts.

Kolejny słoneczny weekend

Tak się złożyło, że kolejny – lutowy – weekend był słoneczny, suchy i prawie wiosenny. O ile o tej porze roku można mówić o czymś, że jest \”wiosenne\”. W lutym powinien leżeć śnieg, drogowcy powinni być zaskoczeni, a na drogach powinno być biało od soli. Tymczasem nic się nie sprawdza, deszcz co prawda pada często, ale tego drogowcy solą nie zasypią, więc chyba można śmiało stwierdzić, że tego roku drogowcy mają sól w oku i nie widzą co z nią zrobić.

Dla Rocha jednak tak pogoda oznacza tylko jedno: rower, rower i jeszcze raz rower. Gdyby nie to, że musi jechać do pracy to pewnie cały tydzień pedałowałby nie zwracając uwagi, czy jest wiosna, lato albo zima. Choć to ostatnia przypomina bardziej wiosnę, ale to akurat nie jest nic złego. Jak ktoś chce śnieg to niech jedzie w góry. I tak, sobota dla Rocha okazała się bardzo rowerowa. Wpierw pojechał sam popedałować i porobić parę dodatkowych zdjęć do kolejnej publikacji, która już nie długo wpadnie na blogaska, a później podjechał po Żonkę, która też chciała popedałować.

Sobota zakończyła się wynikiem 31 kilometrów, ale to nie wszystko, bo niedziela już była za rogiem. Następnego dnia, czyli w niedzielę właśnie, Roch planował iść na rower sam, ale w końcu młodzież się zreflektowała i też poszła na rower. Wypad był ciekawy; najpierw rundka w okolicy cmentarza, a później szkoła, do której Młoda pójdzie już od września. Chciała zobaczyć, czy szkoła ma fajne boisko i plac zabaw i okazało się, że cała szkoła jest fajna. Od września się okaże na ile będzie fajna.

Weekend zamknął się w 35 kilometrach, co jak na zimę jest całkiem dobry wynikiem.

Roch pozdrawia Czytelników.

Kierownica XLC Raceby Flatbar

Mamy nowy miesiąc, więc startujemy z kolejnym cyklem testów, które Roch wykonuje we współpracy z internetowym sklepem rowerowym rowertour.com. W tym miesiącu zajmiemy się dwiema rzeczami, ale o drugiej z nich Roch nie będzie nic wspominał, poza tym że był to bonus, ale tak uroczy, że Roch postanowił go przetestować osobno, pomimo tego, że idealnie wpasowałby się w tekst o kierownicy, bo właśnie przechodzimy do pierwszej rzeczy jaką na luty Roch zaplanował, a jest to kierownica XLC Raceby Flatbar.

Jakość wykonania

Pierwsze wrażenie jakie można odnieść po wyjęciu tej kierownicy z pudełka to takie, że jej szerokość jest gigantyczna. Owszem, ma ona 740 mm szerokości i jest \”płaska\” (choć to nie do końca tak, ale o tym będzie w dalszej części). Roch z ciekawości zmierzył swoją kierownicę, która ma całe 520 mm szerokości, tak więc było to starcie Dawida z Goliatem.

Co do jakości wykonania to wszystko jest na najwyższym poziomie. Czarne, matowe, aluminium idealnie skomponuje się z każdym rowerem. Dodatkowe podziałki na końcach kierownicy ułatwią jej ─ ewentualne ─ skrócenie, ale to raczej nie będzie konieczne. Nawet miejsca gięć wyglądają ładnie. Całość sprawia wrażenie przemyślanego produktu, który ma jeden cel: sprawić wiele radości na rowerze. I wywiązuje się z tej obietnicy doskonale.

Dane techniczne

Tutaj dochodzimy do tego, że XLC Raceby Flatbar wcale nie jest płaska, mimo że nazywa się Flatbar, ale przy takiej długości prosta rurka byłaby narzędziem tortur, a nie elementem przeznaczonym do prowadzenia roweru. Podgięcia i wzniosy siłą rzeczy muszą być. Jeśli już o wzniosie piszemy to jest on typu \”rizer bar\”, czyli wznosi się ku górze. Parametry prezentują się następująco:

  • Długość: 740 mm
  • Średnica montażowa: Ø31.8 mm
  • Backsweep: 9°
  • Wznios: 8 mm
  • Waga deklarowana: 280 g
  • Linia produktów: RACEBY

Głównym przeznaczeniem tej kierownicy jest MTB, XC i Maratony, a o tym Roch będzie miał okazję się przekonać, ponieważ w sezonie 2020 ma w planie przejechać kilka maratonów. Waga, jak na taką długość kierownicy, jest bardzo rozsądna, a to dzięki zastosowaniu aluminium 6061 2014-T6, które dodatkowo zostało podwójnie cieniowane.

Podziałka na końcach kierownicy ułatwia jej skrócenie, w przypadku gdyby okazała się za długa. Maksymalna długość do jakiej możemy ją skrócić to 680 mm, czyli mamy 60 mm \”regulacji\”.

Ergonomiczne wyprofilowanie kierownicy wspiera sportową pozycję na rowerze, ale jednocześnie nie obciąża ramion i nadgarstków.

Wrażenia z jazdy

Początkowo Roch przeraził się jej długością. Już widział jak zamiast na rowerze jedzie jakimś chopperem albo wersalką, gdzie każdy zakręt to szarpanie się z 740 mm aluminium ale nic bardziej mylnego! Rower nie stracił ani odrobiny na sterowności, dalej można nim brać ciasne zakręty, choć próbując wjechać pomiędzy dwa drzewa trzeba mieć z tyłu głowy fakt, że nie zawsze musimy się zmieścić.

Jednak po oswojeniu się z XLC RACEBY Flatbar Roch poczuł, że to jest przedłużenie jego rąk. Rower dalej jedzie tam, gdzie ma jechać, skręca tam gdzie ma skręcać, a wszystko to bez zbędnego szarpania się i walki z rowerem.

Ergonomiczne ukształtowanie kierownicy powoduje, że ręce nie bolą, nie drętwieją. Dodatkowo pozycja na rowerze jakby trochę się polepszyła, ale może być to subiektywne odczucie. Na pewno komfort jazdy wzrósł. Szerokość kierownicy spowodowała to, że ręce oddaliły się od środka roweru, przez to wibracje nie są tak odczuwalne. Na starej kierownicy wyczuwalna była kostka brukowa. Teraz Roch przestał ją odczuwać.

Niezależnie, czy jeździcie po lesie, terenie, czy akurat jedziecie asfaltem kierownica zrobi robotę. Odciąży ręce, delikatnie poprawi pozycję na rowerze i doda \”fejmu\” bo przecież trochę o to chodzi. Dla niej Roch pozbył się wszystkiego z kierownicy. Została tylko kaczka, która teraz siedzi na mostku.

Podsumowanie

Po pierwszym wrażeniu \”ojaaaa ale długa\” Roch wziął się za montaż i jeżdżenie, bo nie warto opierać się tylko na tym co się widzi. I tutaj okazało, że po raz kolejny XLC zrobiło genialną rzecz, bo inaczej nie można określić kierownicy RACEBY Flatbar.

Pozycja na rowerze, jakość wykonania, parametry techniczne i wygląd – to wszystko sprawia, że wraz z kolejnymi kilometrami coraz bardziej lubi się tę kierownicę. Roch w weekend jeździł i jedynie co go powstrzymywało od dalszej jazdy to rozładowana tylna lampka i zbliżająca się noc.

Naprawdę warto sprawdzić tę kierownicę. Im więcej kilometrów na niej przejedziecie tym bardziej ją polubicie, a ona odwdzięczy się Wam pewnością prowadzenia, ergonomią i wyglądem.

Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com – sklep rowerowy online i XLC parts.

O blogu słów kilka

O blogu słów kilka

Na początku był chaos. Z tego chaos powoli zaczęła wyłaniać się koncepcja czegoś na kształt internetowego pamiętnika, w którym Roch mógłby dzielić się z czytelnikami swoimi rowerowymi przygodami. Początki Bloga przypominały obejmowanie kaktusa. Roch nie miał na niego pomysłu, zdania sprawiały mu trudność i ból. W końcu porzucił blogowe życie, bo ileż można przytulać się do kaktusa?

Nadszedł jednak czas, w którym Roch przypomniał sobie o tym, że ma blog. Oczyścił go z pajęczyny zapomnienia i spróbował po raz drugi okiełznać bestię zwaną Blogiem. Szło mu lepiej, odczuwał nawet początki przyjemności z tego, że uzewnętrznia się publicznie, jednak to nie było jeszcze to. Roch potrzebował bohatera, którego stworzyłby od podstaw, jeżdżącego ideału, do którego Rochowi było daleko.

Tak właśnie, choć całkiem przypadkowo, powstał Roch, który przeżywał wzloty i upadki, po których musiał się podnieść. W historii Bloga dużo było radosnych chwil, ale i te mniej radosne się zdarzały. Dzięki temu miejscu Roch poznał wielu wartościowych ludzi, nauczył się także składać – mniej lub bardziej – udane zdania, a co najważniejsze nadal ma ochotę do pisania, a i tematów nie brakuje.

Blog używa ciasteczek (cookies), ale nie wiadomo w jakim celu. Wpisując się w trend antyciasteczkowy Roch uprzedza, że są ciasteczka.

Kontakt

Kontakt za pomocą adresu e-mail: jacek@pedalydwa.pl

Logo użyte na blogu

Icons made by Eucalyp from www.flaticon.com

Wiosenny weekend

Roch ponownie naobiecywał, że po weekendzie będzie notka podsumowująca dwa dni pedałowania, ale natłok zajęć spowodował to, że Rochowi koniec weekendu przeleciał bardzo szybko i obudził się dopiero we wtorek, kiedy wszystkie sprawy ma już ogarnięte i może zająć się wspominaniem weekendu, a wspominać jest co.

Sobota to był prawdziwie wiosenny dzień. Brakowało tylko śpiewu ptaków, ale te pochowały się bo wiało tak, że drzewa uginały się do ziemi. Jednak to nie przeszkadzało wyskoczyć Rochowi na rower. Oczywiście z Żonką, bo jakże by inaczej. Wspólne pedałowanie zawsze jest fajne, a jest fajniejsze jeszcze bardziej jak jedzie się na dłuższy wypad. Co prawda dzień jeszcze nie jest tak długi żeby zaliczyć naprawdę spory dystans, ale takie 25 kilometrów na Blachownię i z powrotem było całkiem możliwe.

Żeby nie ten wiatr to byłoby całkiem wiosennie, ale w drodze powrotnej przestało wiać, albo wiało w plecy więc pedałowanie było dużo łatwiejsze. Koniec końców udało się solidnie pojeździć, a co najważniejsze to Roch dzięki sprzyjającej pogodzie jeździ od początku roku, a od lutego nawet powoli powraca do biegania. Jeśli tendencja pogodowa i motywacja Rocha się utrzymają to na koniec roku statystyki spowodują przygaśnięcie świateł w całym kraju.

Oczywiście ślad GPS:

Roch pozdrawia Czytelników.