Kategoria: Bez kategorii

  • Ehh, co to był za wypad

    Długo by opisywać co działo się w weekend, ale jeśli Roch miałby określić to jednym słowem to byłoby to epicki. Wszystko przez to, że udało się skręcić w jakąś leśną drogą i potem już poleciało. Jednak na początku był plan. A plan był taki żeby pojechać do Olsztyna, bo pogoda była fenomenalna. Było ciepło, słonecznie i watr raczej nie dawał o sobie znać. Było idealnie.

    Plan był prosty – rozpoczęcie rowerowania w kierunku Olsztyna, bo tam jeszcze w tym roku nie było jeżdżone, a trasa jest długa i fajna. Jednak tym razem, całkiem przypadkiem Roch skręcił w polną drogę i zaczął pedałować po wale wodnym licząc na to, że dojedzie do drogi rowerowej prowadzącej do Olsztyna. Jednak nic takiego się nie stało. Zamiast tego kręcił się lesie i odkrywał kolejne gravelowe szlaki, które są tak blisko i nie są drogą techniczną A1, choć do niej nic Roch nie ma, też tam jest fajnie, ale czasami warto oderwać się od utartych szlaków.

    I tak było tym razem, całkiem obcy las mimo, że Roch mniej więcej widział gidze jest, świetne dróżki i \”piaskowa góra\” bo tak Roch nazwał piaszczysty zjazd, po którym nie dało się zjechać. Dalej już było z górki, a raczej pod górkę, ale ciągle przez las. Gdyby nie to, że pogoda zaczęła się psuć to pewnie jeszcze dalej pojechałoby się tym lasem. Koniec końców do Olsztyna nie udało się dojechać, ale było dużo lepiej niż pedałowanie betonową drogą.  Na koniec jeszcze Roch z Żonką zgubił drogę, ale lokalsi widzieli jak dojechać do Częstochowy.

    Wypad bardzo udany, na pewno w najbliższy weekend zostanie powtórzony, a jeśli pogoda pozwoli to i pojedzie się dalej w las odkrywać nowej miejsca. Ostatni wypad, na przykład, przebiegał obok leśnego \”bike parku\”, który ktoś sobie wykopał. Ogólnie wrażenia ogromne, aż szkoda, że pogoda się posypała.

    Na zakończenie zdjęcie przy ściętych drzewach, klasyka w lesie.

    Roch pozdrawia Czytelników.

    PS.
    Strava dla upamiętnienia:

  • Było wszystko: gravel, szosa, las i wiatr

    Jak to się mówi: święta, święta i po świętach. Te święta były wyjątkowo udane jeśli chodzi o pedałowaniu. Zaczęło się w sobotę, tradycyjnie od drogi technicznej wzdłuż A1. Ostatnio ten kierunek bardzo Rochowi spasował. Do tego stopnia, że ciągle tam jeździ. Chyba dlatego, że jest tam wszystko co jest fajne. Las, trochę zjazdów, korzenie no i piasek. Piasek nie jest aż tak fajny, ale jest no i trzeba po nim jechać. Na koniec jeszcze było kilka podjazdów, ot tak na \”dobitkę\”.

    Wczorajszy wypad w tamte rejony był bardzo wietrzny. Roch miał wrażenie, że zaraz zrobi się jakaś trąba powietrzna, która zdmuchnie go głęboko w las, ale tam tworzył się tylko \”przeciąg\”. Ładnie to było widać jak jechało się obok ekranów dźwiękochłonnych. Tam był w miarę spokój, wiało co prawda, ale szału nie robiło. Dopiero jak ekran się skończył to chciało urwać głowę. Roch nie wiedział, czy próbować opanować rower, czy tylko złapać się kierownicy i próbować wytrzymać te osiem sekund na tym wietrznym rodeo.

    Po raz kolejny Roch odkrył nowy fragment tej drogi technicznej. Tym razem dojechał aż do Wyrazowa, czyli kolejny odcinek został zaliczony, a skoro był już pod Blachownią, to zaliczył też trochę asfaltów i lasu. Tam na szczęście wiatr odpuścił i było całkiem przyjemne i szybkie pedałowanie, ale szosowanie musi być szybkie. Gravel po raz kolejny pokazał swoją uniwersalność. W zasadzie nie ma różnicy, czy chce się do lasu, czy na szosę – gravel to uniwersalne rozwiązanie.

    Swoją drogą teraz Żonka zaczyna myśleć o nowym rowerze i waha się czy gravel, czy może coś innego. Dla Rocha wybór jest oczywisty – uniwersalność jaką oferuje gravel nie ma sobie równych. Tak więc pora zacząć odkładać do \”świnki – skarbonki\” na nowy rower dla Żonki. Wracając jednak do wypadu: reszta trasy to czysta przyjemność, las, równy asfalt i praktycznie zero wiatru, a jak powiewało to w plecy, a wtedy noga podawała jeszcze lepiej. Epicko się jechało, ale to może efekt parcia Rocha na rower. W tym roku czuje giga potrzebę na jeżdżenie.

    Czasem nawet po pracy, jak Żonka zjedzie do bazy, to Roch siada na rower i choć na godzinkę idzie popedałować. To zasługa tej drogi wzdłuż A1; z jednej strony jest po prostu fajna, z drugiej strony jest blisko, a dojazd do niej nie oznacza przebicia się przez miasto. Wystarczy \”za kominem\” skręcić do lasu. Swoją drogą ten las też jest fajny, ale dobitnie pokazuje zidiocenie ludzi. Góry śmieci walają się wszędzie, aż chce się płakać, że ktoś kto nasi miano \”homo sapiens\” jest do tego zdolny. Z trzeciej strony Roch chyba podświadomie postawił sobie za cel odkryć wszystkie fragmenty tej drogi.

    Teraz chwila przerwy od pedałowania to Roch zajmie się swoim drugim, trochę zapomnianym, rowerem. W Cube trzeba zrobić serwis pozimowy i taki jest cel na najbliższy czas. Zamykać się w garażu i grzebać przy rowerze, a kolejny weekend już Żonka coś przebąkuje o tym, że może by jakiś dłuższy dystans walnąć. Roch nie trzeba zachęcać, pyta tylko gdzie trzeba dojechać. Na pewno będzie jakaś relacja z serwisowania Cube\’a, bo jemu też się SPA należy.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Idziemy w maratony!

    Yes! yes! yes! – tak zareagował Roch kiedy zobaczył terminy Bike Atelier Maraton, jeszcze bardziej się ucieszył jak doszły do tego lokalizacje tych maratonów. Po roku bez \”ścigania\” i ogólnego rozpiep*u Roch czuje się jakby zerwał się z łańcucha. I tak w tym roku plan minimum zakłada dwa starty. I to starty szczególne, bo jeden w Częstochowie, a drugi w rodzinnych Tarnowskich Górach. I w tych dwóch Roch na pewno pojedzie. Choćby się waliło i paliło. No chyba, że jednym twittem zabroni się aktywności, ale to już nie zależy od Rocha.

    No więc pora zacząć się przygotowywać do tych startów. Rowerowanie już jest, pozostaje jeszcze zacząć znowu biegać. Z tym bieganiem to fajna sprawa, bo jest sezonowe. Roch nie lubi biegać zimą, bo jest zimno i ślisko, a latem jest znowu za gorąco. Więc bieganie jest tylko w okresach przejściowych, a potem przestaje biegać i jest podręcznikowy efekt yoyo. No, ale mając motywację w postaci startu w dwóch (przynajmniej w dwóch) maratonach Roch chyba zacznie biegać. W końcu jest kolejny okres przejściowy, czyli kończy się zima, a zaczyna wiosna.

    Nie mniej jednak takiego obrotu sprawy Roch się nie spodziewał. W poprzednim sezonie Częstochowa wypadła z kalendarza, ale w tym wróciła i doszły do tego Tarnowskie Góry. Pora zatem zacząć przygotowania. W tym sezonie już rower będzie przygotowany we własnym \”garażowym serwisie rowerowym\”.

    Na zakończenie plakat z terminami maratonów:

    Źródło: Bike Atelier Maraton

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Wraca nowa normalność

    Nie, nie będzie o polityce, a o tym, że przez aferę zębową Roch wypadł z rytmu. Kolejna drama, którą przyszło toczyć Rochowi to – oczywiście – jego ząb. Tak się jakoś zdarzyło, że ząb był pękł w dziwny sposób i od tego zaczęła się lawina \”sypiących się terminów\”. Bo z zębem jest tak, że nie da się go samemu naprawić, tylko trzeba iść do fachowca, który zna się na robocie. Na szczęście Roch ma znajomą Panią od zębów, która pomogła mu wyjść na prostą.

    W sumie pięć wizyt i chyba będzie dobrze. Chyba, bo ta piąta wizyta jest jeszcze przed Rochem. A dlaczego aż pięć? Bo Roch nie potrafi długo wysiedzieć na fotelu. Bynajmniej nie chodzi o ból i wiercenie, a o nudy. Roch nie lubi siedzieć w jednym miejscu bez ruchu, ale z otwartymi ustami. To też Pani stomatolog musiała wykazać się anielską cierpliwością, ale udało się pokonać najgorsze i teraz już tylko będzie z górki. Musiała też zabierać Rochowi ssak, którym ten bawił się przykładając go do języka.

    Ale dość tej dramy, lepiej przejść do lepszej części, czyli do roweru. W ostatni weekend Roch znowu pojechał na poszukiwania wjazdu na tą wymarzoną część drogi technicznej przy A1. Tak, to już jest nudne, ale Rochowi nie daje to spokoju bo wie, że tam jest superowe miejsce na gravelowanie. Jak jeszcze dojeżdżał do pracy to widział tę ścieżkę zza szyby samochodu, ale nie wie (jeszcze) jak tam wjechać rowerem, a na autostradę rowerem nie można wjeżdżać.

    Przed Rochem jeszcze jest dokończenie recenzji kół, na których teraz jeździ, a trzeba przyznać, że poszedł on po bandzie; koła są bezdętkowe, opona też jest szersza, ale o tym wszystkim i o innych smaczkach będzie już nie długo. Tak więc, nie licząc drobnego epizodu zębowego, który trwał około miesiąca, Rocha wraca do normalności. Najważniejsze, że pogoda dopisała na tyle żeby pojeździć na rowerze, bo z tego wszystkiego to właśnie jeżdżenia na rowerze brakuje Rochowi najbardziej. Fakt, że dni są coraz to dłuższe wzbudza w Rochu nadzieję, że po pracy wyłączy komputer, wskoczy w obcisłe i zrobi jakąś rundkę \”dookoła komina\”.

    Wcześniej było to trudniejsze, bo po pracy jeszcze godzina w samochodzie, ale teraz na home office ta godzina może być przeznaczona właśnie na pedałowanie i to podoba mu się najbardziej, a jak w końcu znajdzie ten właściwy wjazd to i rundka do Woźnik będzie możliwa, bo ten odcinek właśnie tam się kończy. Kto wie, może w najbliższy weekend Roch tego dokona. Na zakończenie zdjęcie z jednego z wypadów, bo była moc na tych ścieżkach.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Pierwsza gravelowa droga odkryta

    Marzec, już czuć nadchodzącą wiosnę, choć przeplata się ona jeszcze ze śniegiem, ale to już raczej ostatnie podrygi białego puchu. Przed nami wiosna, długie dni i możliwość pedałowania po pracy, nie wspominając już o weekendach. Ostatni weekend był ciut rowerowy, bo sobota była w siodle, a niedziela przed monitorem, bo trzeba było trochę rozwiązać problemów technicznych. Jednak abstrahując od siedzenia przed komputerem to sobota była owocna.

    Po pierwsze dlatego, że pogoda dopisała, a po drugie dlatego, że Roch znalazł pierwszą gravelową drogę w Częstochowie, która miała szutry, wyboje, ale była tak szybka, że można było wygenerować kurz spod kół. No ideał po prostu. Jak pogoda dopisze to Roch w kolejny weekend spróbuje znaleźć jej dalszą część. Jednak nawet to co był to już dało poczucie prawdziwego \”gravelowania\”, a nie jeżdżenia po ścieżkach w centrum.

    Droga ta jest drogą \”techniczną\” wzdłuż autostrady A1 (między węzłami Blachownia, a Południe). Jak uda się znaleźć jej dalszy ciąg to będzie to taka gravelowa \”Route 66\”. Jednak nawet i ten – całkiem spory – kawałek sprawił wiele frajdy, potem już tylko Blachownia i tam powiew normalności. Brower pod chmurką, czyli jak za dawnych czasów.

    Tylko, że teraz każdy udaje, że to nie jego ogródek, a \”jak przyjdzie policja to my nic nie wiemy\”. Do tego doprowadziły durne ograniczenia, że trzeba się rozglądać, bo ludzie są tak sparaliżowani strachem. Jednak nie ma co iść w politykę, bo nawet \”nielegalne\” użycie krzesełka na zewnątrz sprawiło Rochowi sporo radości i powiewu normalności.

    Tak więc udało się popedałować i w weekend i w tygodniu. Tak, w tygodniu też Roch zaliczył jeden dzień wolnego z okazji naprawy uszkodzonego zęba. Musiał znowu usiąść na fotelu dentystycznym, ale po wizycie sprawił sobie Dzień Dzielnego Pacjenta i poszedł na rower. Odkrył kolejne gravelowe tereny, choć początkowo chciał dalej eksplorować okolicę autostrady A1 to dobrze, że tego nie zrobił. Złapał go śnieżyca i wichura. Ciężko było jechać jak podmuchy były tak silne, że Roch musiał trzymać się roweru żeby go nie zdmuchnęło.

    Jednak taki obrót sytuacji sprawił, że Roch odkrył kolejne tereny do gravelowania, więc tam jeździł. Ogólnie weekend i jeden dzień tygodnia należy uznać za bardzo owocne. O ile pogoda pozwoli to najbliższy weekend będzie pod znakiem dalszego eksplorowania okolic autostradowych, bo tam podobno są fajne ścieżki, tylko trzeba znaleźć na nie wjazd.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Podsumowanie kończącego się weekendu

    Rowerowo ten weekend się już kończy, a więc można zacząć o nim pisać, jako o minionym. Przynajmniej pod względem pedałowania. Samego pedałowania było nie wiele, bo wciąż coś wyskakiwało pobocznego, ale koniec końców w sobotę Rochowi udało się wyskoczyć wieczorem na rower, a w niedzielę było pedałowanie z bombelkiem, który chciał odkrywać nowe drogi. Więc bujali się po osiedlach i skręcali w coraz to dziwniejsze trasy, aż w końcu udało się wyjechać na jakąś bardziej \”główną\” drogę, która prowadziła do domu. Na dłuższe wypady jeszcze jest ciut za zimno dla dzieciorów.

    Tak było w niedzielę; sobota zaś upłynęła pod znakiem wieczornego pedałowania, bo była to jedyna okazją żeby samotnie przejechać się kawałek na nowych kołach. Nie ma co zdradzać szczegółów, ale jedno jest pewne. Te koła są wytrzymałe. Całkiem przypadkiem wpakował się w schody, po których musiał \”awaryjnie\” zjechać. To są właśnie uroki jazdy po ciemku. Co prawda jest oświetlenie, ale niektórych przypadków nie jesteśmy w stanie wyłapać.

    I tak właśnie, całkiem przypadkowo, odpowiedział sobie na pytanie postawione w pierwszej części testu, ale o tym też napisze jak będzie na to pora. Niedziela niestety nie była możliwa solo, ale może przyszły weekend będzie bardziej luźny, no chyba że pogoda nie dopisze, co w marcu może się jeszcze zdarzyć. Niemniej jednak pozimowy rozruch jest w pełni. Subskrypcja Zwift została zawieszona, trenażer wylądował w piwnicy, a rowery w garażu bo temperatury ujemne nie są już przewidywane, a przynajmniej nie tak ujemne jak były tego roku.

    Teraz pozostały jeszcze dwie sprawy; zrobić porządek w garażu (po raz kolejny) i przymierzyć się do największego wyzwania, czyli do wylewki i przygotowania gruntu pod piwnicę. Jak uda się to dociągnąć do końca to będzie to mega osiągnięcie w tym roku, ale w planach jest jeszcze kilka epickich wypadów rowerowych. Jednak najbliższym wyzwaniem to jest przetestowanie kół, na jedno pytanie Roch już sobie odpowiedział.

    Zdjęcie z ostatniego wieczornego wypadu:

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Z impetem w nowy tydzień

    Są na świecie dwie rzeczy, które u Rocha powodują przypływ chęci. Pierwsza z nich to kilka dni wolnego, a druga to zapowiedź wiosny. Ten czas, kiedy dzień robi się coraz dłuższy, a powietrze zaczyna pachnieć wiosną. Kiedy jeszcze Roch dojeżdżał do pracy to pamięta jak wychodząc z budynku czuć było powiew wiosny; świeże powietrze (nie licząc śląskiego smogu) uderzało do głowy i powodowało chęć do pedałowania, aż serce pękało, że trzeba było wracać autem. To był ten moment kiedy wszystko budziło się do życia i chęć robienia czegoś kiełkowała w Rochu. I tak jest w tym roku z tą różnicą, że Roch nie dojeżdża do pracy, bo teraz praca dojechała do niego.

    Po ostatnim, krótkim, urlopie Roch zabrał się w końcu za to co miał do zrobienia, a mowa tu oczywiście o złożeniu kół, które były prawie kompletne, a jednak wszystko było w rozsypce. O szczegółach nie będzie pisał, bo na to za wcześnie, ale już teraz może zdradzić, że \”no to jest coś wielkiego\” i nie chodzi tu o średnicę, a jakość i ogólne działanie. Oczywiście nie obyło się bez wpadek, ale to będzie też wykorzystane w nadchodzącej recenzji.

    Jak już te koła założył i zamontował to wymyślił sobie, że stary komplet, oryginalny Gianta weźmie na serwis. Przednia oś zaczyna coś \”chrobotać\”, więc pewnie odrobina nowego smaru by się przydała, ale to dopiero jak zrobi się ciepło. Warunki piwniczne są dużo gorsze niż te garażowe. O ile po raz kolejny posprząta garaż bo przez zimę znowu zarósł. Wczoraj, kiedy skończył składać koła, było już za późno na jeżdżenie, ale za to dzisiaj pojechał do szkoły bombelka po książki.

    Fajnie tak znowu wsiąść na gravela i pojeździć. Zima w tym roku była mniej łaskawa niż w zeszłym, ale i tak styczeń nie był najgorszy, a luty upływał Rochowi pod znakiem składania kół. Jednak teraz już jest wszystko przygotowane na nadchodzący weekend. O ile pogoda dopisze to Roch wsiada na rower i jedzie przed siebie. Oczywiście nie obyło się bez ofiar. Na placu boju poległa pompka, którą Roch wykorzystywał do napompowania bezdętkowego koła, a to wcale nie jest takie proste.

    Żeby opona wskoczyła w stopkę trzeba podać spore ciśnienie w krótkim czasie, a Roch nie ma odpowiedniego kompresora, ani specjalnej pompki. Domowe DYI z butelki po Coli i dwóch wentyli też średnio się sprawdziło, ale ta pompka dawała radę. Za czwartym razem udawało się osadzić oponę w obręczy. Teraz trzeba będzie się rozejrzeć za nową, ewentualnie naprawić starą.

    Tak czy inaczej Roch zabiera się do roboty ze zdwojoną siłą, a w najbliższy weekend – o ile pogoda pozwoli – można spodziewać się jakiejś relacji z pedałowania.

    Roch pozdrawia Czytelników.

    PS.
    Gravel na nowych kołach
    Zdjęcie robocze

  • Odpoczynek od rowerów, czyli spóźnione ferie

    No i udało się wyjechać na ferie. Dzięki łaskawości naszego \”najjaśniej nam panującym czempionom\” otwarła się możliwość spędzenia choć odrobiny czasu na smyczy dłuższej niż tylko \”do sklepu i z powrotem\”. Korzystając z otwarcia stoków i hoteli Roch wraz z dzieciorami wyjechał na spóźnione ferie, bo te właściwe dzięki nieudacznictwu naszych czempionów zostały spier*ne doszczętnie, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

    Jak tylko pojawiła się informacja, że smycz zostanie wydłużona, tak Roch zaklepał termin wyjazdu, co nie było łatwe, bo cały kraj rzucił się na wyjazdy więc Roch brał co było wolne, ale koniec końców wybrał bardzo dobrze. Kierunek to Wisła, a tam Nowa Osada, bo bomebelki lubią jeździć na nartach. I szczerze to był to powrót do normalności – takiej, która była znana z 2018 i 2019 roku. Nie było imprez, ale też każdy zachowywał się normalnie. 

    Normalność uderzyła Rocha do tego stopnia, że chciał jechać do Czech, ale potem Żonka sprowadziła go do roku 2021, nowego porządku, bo bez testu nie da się nigdzie wyjechać. Jednak abstrahując już od polityki i naszych \”Czempionów\” to odpoczynek mega, mimo że bembelki nie zawsze chciały współpracować to finalnie każdy ciut odpuścił i było elegancko. Młoda na snowboardzie pomyka jak stary wyjadacz, a Młody na nartach sam już zjeżdża. Jak na pięciolatka to całkiem niezłe osiągnięcie. Codziennie po cztery godziny na stoku to niezły wynik. Roch tylko chodził i doładowywał skipass\’y.

    Ogólnie te cztery dni we Wiśle to genialnie spędzony czas. Z jednej strony obserwowanie jak dzieciory wchodzą na kolejny poziom osiągów sportowych, a Młody dodatkowo socjalizuje się, Młoda zawiera nowe znajomości; dodatkowo Roch przekonuje się, że narty nie są dla niego, on jednak najlepiej czuje się w siodełku rowerowym, ale to niczego nie przesądza, bo za rok Roch spróbuje snowboardu. Narty nie są dla niego, albo Roch nie jest stworzony dla nart.

    Podsumowując i trzymając się z dala od polityki: wypad superowy, dzieciory ogarniają samodzielnie stok, baterie naładowane i odrobina normalności w tym nienormalnym czasie. Aż chce się wracać do tego. W dodatku miejscówka, w której się zatrzymali bardzo, ale to BARDZO fajna. Gospodarze to fenomenalni ludzi i Roch wie co pisze – nigdy nie było mu tak dobrze jak tam. Wracając do domu Roch już kombinował jak tu urwać się na jakąś majówkę, bo odkrył Wisłę na nowo. Zarówno pod względem lokalizacji, jak i normalności, której tak Rochowi brakuje.

    Majówka, na 99%, znowu we Wiśle.

    PS. Jak ktoś chce spędzić fantastycznie czas, w fantastycznej lokalizacji, z fantastycznymi ludźmi to tylko tutaj: Villa Kokosowa. Nie ma lepszego miejsca, a już na pewno nie ma lepszych ludzi.

    PS.2: Od poniedziałku wracamy do rowerów.

  • No i jak tam po weekendzie?

    Czas najwyższy trochę zaktualizować postęp prac nad składaniem kół, których Roch pisał w tej notce Zestaw kół do szosy i gravelu XLC WS-D01 – część pierwsza. Później pojawiła się rozkmina, czy koła dętkować, czy mlekować i ostatecznie pojawiła się ankieta. Udział w niej był liczny; jedna odpowiedź sugerowała żeby mlekować. Temu anonimu bardzo dziękuję za popchnięcie Rocha w dobrą stronę. I tak na zamówione zostały tarcze, wentyle i opaska uszczelniająca. Tarcze jedynie słuszne i w sumie jedne z niewielu dostępnych modeli. Nie licząc XTR, czy Ultegry to wszystko inne jest fest ciężko dostać od ręki. COVID faktycznie odcisnął piętno na branży rowerowej. Z tego co Roch dowiedział się w zaprzyjaźnionym sklepie rowerowym to zamówienia przychodzą jak chcą i kiedy chcą, a najczęściej to przychodzą niekompletne. Tak więc jeśli coś się opóźnia to na prawdę sklep jest najmniej winny, cały łańcuch dostaw dostał w łeb.

    Jednak Rochowi udało się kupić tarcze, te które chciał i chyba jedyne rozsądne i jakościowo i cenowo. Tańsze Deore są tylko pod klocki mineralne, a i jakość hamowania jest gorsza, odrobinę droższe XT już są pod klocki metaliczne (+żywiczne) i można założyć, że będą dobrze hamowały. Do tego wentyle i taśma, które na stronie producenta też były wyprzedane i trzeba było ratować się na Allegro. No ale komplet jest i jest nawet zamontowany, poza tylną tarczą bo piasta ma śrubkę regulacyjną grubszą niż nakrętka center lock\’a i trzeba kupić inną nakrętkę, taką pod osie 15 mm, która oznaczona jest symbolem SM-HB20, ale ta już też idzie.

    Przednie koło, nie licząc opony jest gotowe. Tylne ma założoną tarczę, ale nie przykręconą i pozostaje kwestia przełożenia kasety, ale to już na sam koniec zostanie. No i opony. Opon też jeszcze Roch nie ma, ale żeby nie przedłużać to przełoży opony ze starych kół i na spokojnie ogarnie temat nowych opon tak żeby mieć dwa komplety kół. I plan ma taki, że koła XLC będą miały oponę bardziej szutrową, a oryginalny zostaw kół będzie bardziej szosowy. No chyba, że coś się jeszcze zmieni, bo to tylko pomysł, a dopiero jego realizacja pokaże, w którą stronę pójdzie Roch.

    Na tę chwilę Roch czeka na nakrętkę, która przykręci się do tylnej piasty. Swoją droga te koła mają maszynowe łożyska i sprytny system regulacji luzów, przez co dołączona do tarcz nakrętka nie pasuje, ale za to można luzy kasować na założonym kole, bez konieczności wyjmowania koła z ramy, ale o tym w drugiej części, która już gdzieś tam się pisze.

    W tym tygodniu czekają jeszcze Rocha ferie, te zaległe, bo otworzyli łaskawie stoki i hotele to można, korzystając z odrobiny wolności pojechać gdzieś na dłuższy weekend. A po powrocie zabieramy się za mlekowanie kół.

    Roch pozdrawia Czytelników.