Archiwum miesiąca: sierpień 2009

Lekka przejażdżka na koniec miesiąca

Co prawda miesiąc jeszcze się nie skończył, ale już powoli można go zacząć podsumowywać. Sierpień, pod względem kilometrów, jest trochę bardziej udany niż poprzednie, ale i tak w porównaniu z rokiem ubiegłym Roch jest daleko pod kreską.

Na zakończenie miesiąca Roch wybrał się na rekreacyjną przejażdżkę na Repty i z powrotem. Nie chciało mu się jechać nigdzie dalej, nie planował też żadnych wizyt na lotnisku, czy w jego okolicach. Popedałował trochę, żeby wiersz w statystykach nie był pusty.

Skoro już jesteśmy przy statystykach to Roch zabierze się za to jutro, dziś nie ma sił żeby patrzeć na te zera.

Roch pozdrawia Czytelników.

Kolejna wizyta na lotnisku

Po wczorajszym załamaniu pogody Roch postanowił, że znowu wybierze się na lotnisko. Tym razem bez aparatu, bo cel był inny. Roch chciał znaleźć jakieś miejsce, najlepiej na górce, które umożliwiłoby mu obejście ogrodzenia. Oczywiście nie chodzi o wtargnięcie na płytę lotniska, a o pozbycie się ogrodzenia ze zdjęć.

Jednak w połowie drogi, gdzieś w Brynicy, postanowił odbić w kierunku Bibieli, a kilka kilometrów przed nią skręcił w kierunku Miasteczka Śląskiego i potem już do domu. Kolejny raz Rochowi się odechciało, ale to wina wiatru, który cały czas przeszkadzał Rochowi, a w drugą stronę Rochowi było lżej, bo wiatr go poganiał.

Jednak plan znalezienia dogodnego miejsca zostanie zrealizowany w najbliższym czasie, o ile Rochowi ponownie nie przestanie się chcieć. Ponownie Roch przekroczył magiczną, w tym roku, granicę 40 kilometrów.

Roch pozdrawia Czytelników.

Żelazny ptak Rocha

W końcu nadeszła chwila, którą Roch zapowiadał od dawna, a mianowicie Roch wybrał się do Pyrzowic na lotnisko. Tak, w końcu tak się złożyło, że Roch miał z kim jechać i jak jechać. Zabrał więc aparat i ruszył przed siebie. Jechał lasem, bo tak prowadził przewodnik, który chciał sprawdzić, czy pamięta trasę.

Jechali przez Ożarowice, Tąpkowice, Zendek i już było widać kulisty radar, potem pojawiło się ogrodzenie, aż w końcu pojawiło się samo lotnisko. Co prawda Roch nie podjeżdżał od \”frontu\”, a od strony pasa startowego, ale i przyjdzie czas na zrobienie zdjęć frontu, czyli terminala i stojącego przed nim MiG-21.

W najbliższym czasie Roch uda się jeszcze raz do Pyrzowic, aby objechać lotnisko dookoła w poszukiwaniu lepszego miejsca, w którym można się okopać i czyhać na samoloty. Jednak takie zdjęcia to jest to, bo jest oczekiwanie na start, wypatrywanie lądującego samolotu, jest adrenalina, czy wszystko się uda i jest huk, który towarzyszy startowi.

Trzeba jeszcze kupić \”dłuższy\” obiektyw i można działać, o na przykład taki: Nikkor AF-S 70-300 mm f/4.5-5.6G IF-ED VR.

Na zakończenie, oczywiście, skromna galeria:

Gdyby pokaz nie działał, to można kliknąć w link.

Roch pozdrawia Czytelników.

Z zaległościami

Tak się złożyło, że Roch zapomniał o wczorajszej notce, a przyczyniła się do tego kieszeń, którą Roch dostał i w końcu mógł zgrać dane, a także wymiana hamulców w samochodzie, bo stare uprzejme były się skończyć. Po powrocie do domu, w okolicach godziny 2000 już na nic Roch nie miał ochoty, szczególnie, że sam własnoręcznie pomagał przy demontażu kół.

Dzisiejszy poranek objawił się solidnymi zakwasami tak jakby Roch pracował tydzień w kamieniołomach, ale cóż poradzić trzeba było się zwalić z łóżka i jechać do miasta, a przy okazji docierać nowe hamulce, bo póki co tak jakby ich nie było. W między czasie trafiła się Rochowi \”fucha\” w postaci wymiany zasilacza w komputerze.

Po południu stwierdził, że choćby się waliło i paliło Roch nie będzie wykonywał żadnych czynności poza pedałowaniem i rozglądaniem się za urokliwymi rowerzystkami. Roch pojechał, z aparatem, do pałacu w Rybnej, czyli z kilometrami nie przesadzał. W obie strony wyszło ich 23, ale biorąc pod uwagę obolałość Rocha to i tak sukces.

Zdjęcia pałacu ewidentnie nie wyszły, albo to przez zakwasy Rocha, albo przez brak fotogeniczności samego pałacu, albo przez brak umiejętności Rocha. Tak czy inaczej poza jednym, które z pałacem miało tyle wspólnego, że Roch stał plecami do budynku i robił zdjęcie liścia, który zwiastuje powolne, ale nieuchronne nadejście Pani Jesieni, ale to dobrze, bo kolory będą takie fotograficzne i będzie można szaleć z aparatem.

W drodze powrotnej chciał jeszcze skoczyć na Pniowiec, ale obolałość Rocha nie wyraziła na to zgody i nakazała powrót do domu, co też Roch uczynił.

Roch pozdrawia Czytelników.

Na chęciach się skończyło

Roch zaprzągł Google Maps do wyznaczenia trasy do Pyrzowic, ale złośliwość rzeczy martwych powodowała, że Google wyznaczało cały czas tą samą trasę prowadzącą przez ruchliwą drogę 78. Roch postanowił sam wytyczyć trasę o mniejszym natężeniu Ruchu, czyli przez wsie i lasy.

Kiedy droga była już gotowa Roch zapragnął ją sprawdzić. Wyszedł na rower i postanowił, że przejedzie się do Pyrzowic, żeby sprawdzić ile czasu taka wycieczka zajmuje. Po wyjściu z klatki Roch podjechał do zaprzyjaźnionego kiosku, w którym czekała na niego \”Elektronika dla Wszystkich\”. I chęć wypadu do Pyrzowic Rochowi przeszła.

Pojechał tylko do Świerklańca i wrócił żeby zdążyć kupić gazetę. Na tym zakończył się wypad rowerowy Rocha, ale za to ma zajęcie na najbliższe kilka dni. Potem wyskoczy na Pyrzowice, ale już nie będzie wcześniej obiecywał, że \”zrobi to, zrobi to!\”. Po prostu pojedzie.

Roch pozdrawia Czytelników.

Niespodziewana przejażdżka

Początkowo Roch chciał jechać tylko na Świerklaniec, ale spotkał po drodze nieznanego kolarza i od razu \”zaiskrzyło\”. Na dodatek kolarz ów miał już swoje lata, a Roch ledwo dotrzymywał mu kroku. I tak, zamiast Świerklańca Roch podjechał, aż pod Rogoźnik, z którego wrócił się, bo zaprzyjaźniony kolarz zwiększał tempo, a Roch zaczynał nie wyrabiać i chciał odejść z twarzą, a nie zgubić się gdzieś po drodze.

Później Roch żałował, że nie wziął aparatu, bo był rzut beretem od Pyrzowic i można było zapolować na jakiś samolot, ale \”co się odwlecze to nie uciecze\” i Roch w tym tygodniu planuje wybrać się do Pyrzowic, a w weekend na Rogoźnik, z aparatem oczywiście.

Dziś kilometrów trochę przybyło, a to wszystko za sprawą nowo poznanego kolarza.

Roch pozdrawia Czytelników.

Pasmo nieszczęść

Po ugryzieniu wstrętnego owada na Rochu nie pozostało śladu i już miało być pięknie i wspaniale, ale Roch zatruł się czymś bliżej nie określonym i dlatego znowu nie było aktywności Rocha. Do pełni szczęścia zachmurzyło się i zaczęło padać, ale Rocha to, wyjątkowo, nie ruszało, bo miał inne zajęcie.

Dziś wszystko wróciło do normy i Roch mógł wyjść na rower. Wziął z sobą aparat, żeby zrobić jakieś nowe zdjęcia i zrobił, ale póki stare zdjęcia ze starego dysku nie zostaną zgrane na nowy dysk to nowe zdjęcia pozostaną w aparacie, bo porządek musi być. Prawdopodobnie jutro przyjedzie dla Rocha \”kieszeń\” więc skopiuje wszystko stare i dogra nowe, a potem opublikuje zaległości.

Póki co Roch wraca do normalności, bo wydarzenia ostatnich dni ostro Rocha sponiewierały.

Roch pozdrawia Czytelników.

Gorące wargi

\”Na taki gorąc chce Ci się iść na rower?!\” – Krzyczała na Rocha mama.
\”Dużo picia mam, nic mi nie będzie\” – Odpowiedział Roch i zamknął za sobą drzwi.

Tak zaczął się kolejny wypad rowerowy, który miał być inny niż wczorajszy, ale jakoś Rochowi nie chciało się dumać nad drogą więc pojechał do Świerklańca, ale przez Piekary Śląskie, czyli dookoła. Nic nie zanosiło się na to, że w połowie drogi Rocha spotka niespodziewajka.

Nagle, ni z gruszki ni z pietruszki Rocha zaatakował jakiś przelatujący owad, którego Roch nie spodziewał się. Nie spodziewał się też tego, że ten owad ugryzie Rocha w wargę, co spowodowało, że Roch zawył z bólu, ale to nie było najgorsze. Gdy ból ustał zaczęło puchnąć, a żeby było śmieszniej nie było niczego zimnego do czego można byłoby się przyssać.

Jak już warga Rocha nabrała kształtu niczym warga murzyńskiego dziecka można było jechać dalej, ale dyskomfort niedomkniętych ust bardzo Rochowi przeszkadzał. W końcu jadąc 40km/h robi się przeciąg. Po jakimś czasie warga zaczęła wracać do normalności, aż w końcu Roch zaczął przypominać Rocha.

Jedno, co Rocha cieszy to to, że nie połknął owada.

Roch pozdrawia Czytelników.

W przeciwnym kierunku

Roch postanowił uatrakcyjnić swoje rowerowe przygody i wybrał jako cel Miedary, które leżą po drugiej stronie TG, czyli Roch nie musiał oglądać tych samych domów i lasów, nie musiał uważać żeby nie zasnąć, bo w drodze na Świerklaniec znał każdą dziurę, każdy zakręt i każde skrzyżowanie.

Z Miedar Roch wybrał się do Wilkowic, które leżą tuż za Miedarami. I na końcu Roch wjechał w Repty i wrócił do domu już tradycyjnie, czyli przez Dolomity. Taka odmiana dobrze Rochowi zrobiła, co widać po liczniku, który wskazuje okolice 30km, a więc już całkiem przyzwoity dystans.

Na jutro Roch musi wymyślić coś innego, żeby znowu uskutecznić co najmniej 30km, a może więcej. Czasami zmiany są dobre.

Roch pozdrawia Czytelników.

Powrót do normalności

Tak się złożyło, że zaraz po swoich urodzinach Roch znikł był i nikt o nim nie słyszał. Bynajmniej nie był to syndrom dnia następnego, nie odbywały się żadne dwudniowe dzikie orgie. Zwyczajnie w świecie Roch migrował ze starego dysku na nowy, pojemniejszy. Niestety skutkiem posiadania laptopa jest brak drugiego kontrolera, czyli wtyczki do której można podpiąć stary dysk i przegrać dane. Trzeba było kombinować.

Początkowo w ruch poszły płyty DVD, ale po nagraniu pięciu płyt Roch stwierdził, że nie ma sensu nagrywać płyt, bo danych jest za dużo, a płyt i pieniędzy za mało. Zapasowy komputer byłby w sam raz, ale Roch pożyczył kartę sieciową, a bez niej nie da się połączyć komputerów w sieć. W końcu postanowił, że zamieni dyski, a potem \”coś się wymyśli\”. I tak też zrobił. Wszystko zostało na starym dysku i czeka na kieszeń, którą Roch zakupił, a która umożliwi skopiowanie danych, o ile Roch czegoś nie uszkodził podczas zamiany dysków.

To tyle jeśli chodzi o dwudniową nieobecność Rocha. W sprawach rowerowych również jest zastój, a to przez wymianę dysków, a to przez brak towarzysza do jazdy, a to przez inne okoliczności, które są mniej lub bardziej niezależne od Rocha. Dziś wyszedł na rower, pokręcił się po okolicy i wrócił do domu ze stanem licznika 15 kilometrów.

Chyba trzeba będzie wziąć urlop i odpocząć od roweru. Nie dlatego, że Roch pogniewał się na swój jednoślad, ale dlatego, że on sam jakoś nie ma tej iskierki, która motywowała go do kręcenia kilometrów. Może jakaś tygodniowa przerwa spowoduje ponowną chęć do jazdy na rowerze.

Roch pozdrawia Czytelników.