I już trzeci dzień zmagania z samym sobą Roch ma odfajkowany, a w zasadzie odrowerowany. Dziś postanowił, że po powrocie do domu nie weźmie nic do ust i pójdzie pedałować na pusto, ale Żonka zrobiła takie pyszne leczo, że Roch ugiął się i zjadł, ale trochę. Okazuje się, że po Maku, frytkach to leczo najmniej Rocha sponiewierało jeśli chodzi o pedałowanie, ale też odcisnęło na Rochu piętno ciężkości. Niemniej jednak Roch dał radę, a nawet chciał zrobić drugą rundkę, ale zaczęło kropić, a licznik pokazał już 10 kilometrów więc Roch mógł podskoczyć jeszcze do bankomatu i z powrotem do domu.
Miesiąc: sierpień 2016
-
Dzień #3: w końcu jazda bez obciążenia
Trasa ta sama; zaczyna się ona Rochowi podobać, a więc będzie kręcił sobie kółeczka. Na jutro planuje zrobić dodatkowe, a więc chce szarpnąć się na całe 20 kilometrów, o ile pogoda oczywiście na to pozwoli, ale według prognoz ma nie być gorzej niż jest, a to Rochowi wystarczy. Z założonych 15 dni Roch zrealizował już 3, ale to dopiero początek.I na koniec ważna sprawa; Roch zarzekał się, że codziennie będzie jeździł na rowerze, ale sobota mu prawdopodobnie wypadnie z harmonogramu, a to dlatego, że Roch idzie na zastrzyk odczulający, a po nim ma zakaz: wysiłku i spożywania alkoholu, więc Roch podwójnie cierpi, ale kichanie ustępuje, więc warto się trochę \”pomęczyć\”.Na zakończenie ślad:Roch pozdrawia Czytelników. -
Dzień #2: po frytkach też nie warto jeździć
Drugi dzień wyzwania Roch uznaje za zaliczony; był rower i były błędy z dnia pierwszego. Po powrocie z pracy Roch wraz z Rodzinką pojechał do Lidla na zakupy. Michalina upatrzyła frytki:
– \”Ja to chce, ja będę jeść flytki\” – Krzyczała na pół sklepu.
– \”Ale na pewno będziesz jadła?\” – Pytała Żonka.
– \”Tak, flytki mniam, ja lubię\” – Zarzekała się.No to Żonka przezornie wzięła małe opakowanie, bo Michalinie zmienia się zdanie średnio raz na milisekundę. W drodze do kasy Michaśka wzięła jeszcze serek, parówki i zrywkę na myszkę Minnie, która była z nimi w sklepie. W samochodzie dobrała się do parówek, a w domu padło pytanie:
– \”Chcesz te frytki co sobie kupiłaś?\” – Zapytała Żonka.
– \”Nie, ja nie lubie\” – odpowiedziała – \”ja selek chcem, mniam\”
– \”To schowam frytki do zamrażarki\” – powiedział Roch.
– \”Nie ma miejsca!\” – Po chwili dodał.
– \”No to musisz je zjeść\” – Odpowiedziała Żonka.I tak przed rowerem Roch wciągnął trochę frytek i poszedł jeździć. Ale nie było źle. Było lepiej niż pierwszego dnia, ale do pełni szczęścia brakowało tego żeby tych cholernych frytek nie jeść, ale co zrobić jak nie było co z nimi zrobić. W psychologii (chyba) panuje przekonanie, że czynność powtarzana przez dwa tygodnie wejdzie w nawyk, a zatem Rochowi zostało już 12 dni na wejście roweru (nie frytek i Big Mac\’ów) w nawyk.
Dziś trochę dłuższa pętelka, ale i czasu więcej i Roch już nie musiał montować licznika. W zamian za to musiał sobie założyć lampki, ale z tym nie było tyle zabawy. Jutro już na pewno Roch nic do ust nie weźmie i na pewno do żadnego sklepu nie pojedzie.
Na zakończenie zapis:
Roch pozdrawia Czytelników.
-
Dzień #1: po McDonaldzie nie powinno się jeździć
– \”Jak będziesz wracał to wjedź do Maka, w końcu masz urodziny\” – Powiedziała Żonka.
I tak się zaczęła pierwsza próba Rocha, który chwilę wcześniej uroczyście postanowił, że będzie codziennie jeździł na rowerze. Na początek jednak, jeszcze w Tarnowskich Górach, wjechał do zaprzyjaźnionego rowerowego żeby kupić sobie prezent na urodziny. Postanowił, że skoro od Żonki dostał zaj*ście praktyczny prezent, który zawsze chciał sobie kupić (wtedy nie byłby to prezent) to od siebie kupi sobie gadżet, który być może zmotywuje go żeby zacząć jeździć na rowerze. No więc kupił sobie nowy licznik do roweru, bo stary zgubił jeden przycisk, a poza tym stare nie motywuje tak jak nowe. W drodze powrotnej wjechał jeszcze do apteki po swoje pigułki na alergię, na końcu wjechał do McDonalds\’a i kupił wymysł diabła, czyli powiększony zestaw.
Po powrocie do domu doszło do konsumpcji i po chwili odpoczynku od jedzenia Roch poszedł montować nowy licznik na kierownicy. Od czasu ostatniego zakładania licznika wiele się zmieniło.
– \”Kurna, ale dziwny magnesik dali\” – dziwił się Roch.
W końcu jednak po kilku chwilach z instrukcją – w której był osobny akapit na temat montażu magnesika – Roch mógł oficjalnie przykleić podstawkę do mostka i zakończyć montaż. Pozostało tylko przebrać się i można było iść pojeździć i sprawdzić jak – i czy w ogóle – działa. Okazało się, że działa nawet dobrze, więc Roch przejechał się kawałek, ale nie zabrał ze sobą lampek więc nie mógł się zbytnio oddalić od domu.
Chciał jechać do raju, ale wieczorem ów raj mógł zmienić się w piekło, więc Roch dał sobie spokój i pojeździł po okolicy. Po wszystkim okazało się, że licznik już pierwszego dnia stanął na wysokości zadania; Strava zliczyła całe 100 metrów podczas gdy licznik pokazał 5 kilometrów co było dużo bliższe prawdy. Tak więc najtrudniejszy krok został zrobiony – pierwszy dzień został zaliczony rowerowo. Jednak sama jazda upłynęła pod znakiem ociężałości po \”kolacji\”. Tej kolacji, z której zostało:
Roch pozdrawia Czytelników.
PS.
-
Urodzinowa motywacja i zobowiązanie
Tym razem całkiem serio i bez zbędnych pierdół; dziś jest 16 sierpnia, czyli Rocha urodziny. W związku z tym, a może dlatego Roch postanawia co następuje: do końca miesiąca, czyli do 31 sierpnia codziennie jeździć na rowerze. Zostało 15 dni. Wyjątkiem jest deszcz i to mocny.
I z każdego wyjazdu raport na blogu.
1 dzień jazdy = 1 wpis na blogu.Dlaczego tak? Bo 33 lata to nie w kij dmuchał i trzeba zacząć spalać. Start dziś, godziny raczej wieczorne.PS.Powstaje uroczyście tak: #SieMotywuje. Można śledzić. -
Trochę urodzinowe, trochę podsumowujące
Czas mija i nic tego nie zmieni – nawet dla Rocha czas płynie nieubłaganie i zbliża się moment, w którym skończy on 32 lata i wkroczy w wiek jezusowy, choć on sam – Roch, a nie Jezus, jeszcze w to nie wierzy. Tak więc przyszła pora na podsumowanie tego, co się u Rocha wydarzyło przez całe 32 lata. Ale spokojnie, nie będzie analizowania rok po roku. Szkoda na to czasu, a były takie lata, że nic – poza studiami i dyplomami – nic się nie działo.
Tak więc od jakiegoś czasu u Rocha uspokoiło się, o ile można nazwać dwójkę dzieci \”uspokojeniem się\”. W każdy razie chaos jest opanowany, a jak już wyrwie się spod kontroli to można szybko go uspokoić obiecując lody i wyjazd na basen. Oczywiście obietnic – tych złożonych dzieciakom w szczególności – należy dotrzymywać, więc Roch jeździ na lody i na basen. W tedy jest względny spokój. Poza tym, że Roch ma dwójkę dzieciorów to ma jeszcze rower, na którym rzadko jeździ, a jak już się zdarzy, że jeździ to stara się pojechać do raju.
Ma w planach też wybrać się na stare śmieci, ale jakoś nie może się zorganizować. Ale prawda jest taka, że Rochowi szkoda Michasi, która jak tylko się dowie, że Roch jeździ na rowerze była by smutna, bo ona też na pewno chciałaby jeździć, a Roch nie chce ją okłamywać. Ale może kiedyś uda się wyjechać samemu na rower i sprawdzić co tam na starych śmieciach słychać. No i to byłoby na tyle podsumowania, bo najważniejsze w życiu Rocha są dzieciory i Żonka. Rower, praca i wszystko inne są ważne, ale z tego można łatwo zrezygnować i jeszcze łatwiej znaleźć nowe. A takie dzieciory i Żonka są niepowtarzalne.
Roch pozdrawia Czytelników.


