Rowerowy weekend

W końcu, w końcu i jeszcze raz w końcu nie pada. Ostatnie tygodnie to był jakiś kosmos z tymi opadami. Roch wyjeżdżał do pracy, padało. Wracał z pracy to znowu padało. Nie dało się nic zrobić, bo padało. Dzieciory w domu robiły Sajgon, Wietnam i Afganistan. Do tego stopnia, że aż Roch nie wytrzymywał. W końcu jednak pogoda się uspokoiła i temperatura poszybowała do dobrych 30°C. To też jest niezła ciekawostka, że w ciągu jednego popołudnia temperatura poszła w górę o dobre 15 stopni.

Tak czy inaczej jest ciepło i niech tak będzie jak najdłużej. Teraz można pedałować z dziećmi, można z nimi wyjść na dwór i w końcu mają co robić. Co prawda dalej robią Sajgon, ale Wietnam już ciut mniejszy jest. Pustynna Burza chwilowo wyhamowała. Skoro więc pogoda się polepszyła to Roch w końcu mógł pójść na rower. Z rodzinką pojechali standardową trasą. Oczywiście pod drodze lody i atrakcja w postaci triathlonistów w Częstochowie. Aleje przywitały rowery szosowe wysokimi krawężnikami. Jeden nawet z uczestników złamał koło \”wskakując\” na taki krawężnik.

Po zjedzeniu porcji lodów dzieciory były na tyle ochłodzone, że mogły wracać do domu. Później drzemka Stasia, wizyta u babci i tak minął dzień. Niestety na koniec dnia pojawiła się Pustynna Burza, więc było szybkie kąpanie i jeszcze szybsze zasypianie, ale nic dziwnego, dziesięć kilometrów na rowerze robi swoje.
Na zakończenie oczywiście obrazek z nowych statystyk i licznika urodzinowego.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Na koniec amatorski filmik.

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=BtwdkUp8XAU]

Coraz więcej na rowerze

Owszem, nie są to jakieś długie dystanse, ale przecież liczy się to, że jeździ się na rowerze a ilość kilometrów już jest drugorzędną sprawą. Z takiego właśnie założenia wychodzi Roch i pedałuje sobie a to 2 km z dziećmi do sklepu, a to 7 z Miśką do apteki, a to 5 na wycieczce rowerowej z Rodzinką, a czasem i nawet 20 z Żonką jak dzieci wybiorą babcię.

I tak ilość kilometrów przyrasta, ale w podsumowaniu rocznym trzeba będzie trochę się nakombinować, bowiem część z kilometrów jest na starym liczniku, część na Stravie, a reszta już tylko na nowym liczniku, który ma nawet własne statystyki, więc Roch już nie potrzebuje zupełnie serwisów rowerowych. Poza Endomondo, ale to dlatego, że dawno temu dostał konto PRO w jakiejś promocji i musi zachować ciągłość posiadania konta.

Co do rowerów to w tym tygodniu raczej ciężko będzie coś wymyślić ciekawego. Poza oczywiście przejażdżkami z dzieciorami zapowiada się intensywny środek tygodnia. Może pod koniec Roch weźmie rower z sobą, ale to jak już załatwi mechanika, okulistę i weterynarza bo to właśnie w tym tygodniu Roch będzie robił. W Lipcu Roch już przejechał 37 kilometrów. W większości z dziećmi, ale odkąd Roch ma zapięcie rowerowe to coraz częściej zapuszcza się do centrum rowerem.

Jest mniejszy problem z parkowaniem. Wystarczy bowiem kawałek słupa, czy stojaka rowerowego i można zapinać rower, a z dołączoną linką to i trzy rowery można zapiąć. Gdyby ktoś pytał co kupić, to można kupić na przykład takie: MAGNUM Zapięcie rowerowe 3003 U-LOCK. Może ciut drogie, ale można zapiąć kilka rowerów. No i ten podświetlany kluczyk.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS. Jeden z ostatnich wypadów:

Prezent urodzinowy – rowerowy oczywiście

Jak powszechnie wiadomo, albo i nie, Roch obchodzi urodziny dopiero w sierpniu, ale tradycyjnie o prezent urodzinowy zaczyna marudzić kilka miesięcy wcześniej. Nie inaczej było i tego roku. Roch zapragnął mieć lepszy licznik, taki który pokazywałby godzinę i kadencję bez udziału telefonu. Wszelkiego rodzaju GPSy to dla Rocha ostateczność bowiem jak ma coś działać dokładnie to musi być czujnik na kole, który wysyła impulsy do licznika. Tak było, tak jest i tak będzie. Więc Roch wszelkimi znanymi sposobami udowadniał Żonce, że ten nowy licznik jest mu niezbędny, a stary jest dobry, ale nie pokazuje godziny.

W końcu Żonka ugięła się, bo miała zwyczajnie dość marudzenia Rocha, i sprawiła Rochowi prezent na dwa miesiące wcześnie. Od tej pory Roch ma licznik nie tylko z zegarkiem, ale ma nawet NFC żeby zgrywać dane do telefonu. Do tego ile oszczędził paliwa jeżdżąc rowerem i kilka innych bajerów, jak na przykład statystyki w samym liczniku. I oczywiście zegarek, a w gratisie podświetlenie i czujnik kadencji. Wypas normalnie, a w dodatku wypas bezprzewodowy. I tak Roch sprawił sobie urodziny dwa miesiące wcześniej, ale za to ma więcej czasu na testowanie licznika, który jest przefajny. Teraz już zupełnie może powiedzieć Stravie \”do widzenia\” bo ma gdzie i jak gromadzić statystyki.

Poza tym, że Roch sprawił sobie kolejny (nie)potrzebny gadżet rowerowy to rowerowo jest dobrze. Może nie tak jak w zeszłym miesiącu, ale jest dobrze. Powrót do życia po wakacjach był dla Rocha bardzo ciężki, ale w końcu udało mu się wrócić na właściwe tory. Tak więc rowery są z dziećmi oczywiście, ale są. Roch pedałuje coraz dalej i coraz dłużej. W planach ma wyprawę na stare śmieci, czyli do Tarnowskich Gór, ale jeszcze nie wie kiedy.

Niestety, ale pogoda nie sprzyja planowaniu takich wypadów, więc trzeba czekać na jakieś zdecydowane ocieplenie, ale tego co było w Gracji i tak nic nie przebije. Tak więc Roch jeździ, gromadzi statystyki w nowym liczniku i może nawet robić takie zgrabne raporciki:

Tak więc na blogu znowu pojawią się nowe obrazki, ale już do tego powinniście się przyzwyczaić.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Statystyki miesięczne też można generować. Na koniec lipca planowana jest ich premiera.