piątek, 13 września 2019

Maraton coraz bliżej

Będzie trochę informacji o tym na jakim etapie przygotowań jest Roch. Otóż jest na etapie, że biega więcej niż jeździ, ale to akurat dobrze, bo co drugi dzień rusza się. Doszedł do etapu 10 kilometrów w butach i chyba to jest optymalna odległość na ten czas. Może za rok szarpnie się na pół maraton, ale to dopiero w planach jest. Najbliższe wydarzenie, to oczywiście maraton w Częstochowie, a do niego, tak Rochowi się wydaje, jest przygotowany. Najważniejsze to, że schudł, nabrał kondycji i wzmocnił nogi. Reszta to szczęście i dobra zabawa.

Bieganie wciągnęło go całkiem na poważnie. Dodatkowo Roch myśli o jakimś biegu ulicznym, póki co na 3, 5 albo 11 kilometrów, bo tyle jest w stanie przebiec, a później to kto wie. Doszło do tego, że nawet kupił sobie obcisłe do biegania, a w przyszłym sezonie Roch chce szarpnąć się na jakieś fajne buty do biegania. Mówią, że sport to zdrowie i chyba coś w tym jest. Roch też myśli o jakimś miejscu, w którym mógłby sobie pisać o tym, że biega. Taki blog rowerowy, ale dla butów. Domenę ma, wystarczyłoby znaleźć miejsce i można zacząć pisać, albo i czasem zapomnieć pisać.

Tak czy inaczej Roch nie zamierza rozstawać się ze sportem. Choć chwilowo ma naciągnięty mięsień i robi sobie dzień przerwy od biegania to jutro może coś popedałuje i może pobiega. A na pewno pomyśli o tej domenie. I fanpejdżu na pewno.

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 4 września 2019

Posumowanie sierpnia i plany na wrzesień

Ostatni weekend sierpnia Roch wraz z Żonką i dzieciorami spędził na błogim wypoczynku w górach. Co prawda było intensywnie, ale odprężająco. Co więcej Roch popuścił sobie rygoru diety i żarł co popadło, a obowiązkowym punktem było schronisko na Szyndzielni i mityczny schabowy. Jak on smakuje. Tak więc rower nie był używany, a szkoda, bo Roch stał na wjeździe na trasę Rock 'n Rolla i aż serce go bolało, ale może jeszcze w tym roku uda się zjechać.

Później już tylko baseny i obżarstwo. Co prawda waga nie podskoczyła, ale sumienie trzeba było jakoś uspokajać. Oczywiście jedzeniem. No, ale wracając do statystyk to sierpień był wyjątkowo udany. Około 240 kilometrów na rowerze i 40 km w butach. Roch się rozjeździł na dobre, a nawet rozbiegał więc na przyszły sezon trzeba wymienić buty, żeby dalej móc biegać. Na zakończenie kilka zdjęć:


Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 22 sierpnia 2019

Troszkę spóźniona, ale na blog wjeżdża 60-ka

Trochę czasu Rochowi umknęło, ale od początku tygodnia walczy z kalibracją licznika. Te wszystkie tabelki, rysunki są o kant kuli. Odkąd Roch jeździ z GPSem na ręku to widzi jak licznik go okłamuje. Plusem jest to, że chociaż zawyża mu dystans, ale fakt że coś nie działa tak jak powinno Rocha wkurza i powoduje chęć naprawy. Wszystko zaczęło się od przejechania w ostatni dzień długiego weekendu 60 kilometrów.

Żonka od dawna chciała zaatakować tak długą trasę, ale jakoś się nie składało, ale w końcu długi weekend, wizyta dzieci u babci i dobra pogoda spowodowały to, że Roch i Żonka zaatakowali tak długą trasę. Finalnie miało wyjść 70 kilometrów, ale i czas i telefon od Młodzieży nie pozwoliły na więcej niż 60 kilometrów. Trasa to połączenie dwóch mniejszych rundek, czyli tej na Olsztyn i tej na Blachownię co finalnie dało kilometrów 60.

No prawie 60, bo GPS pokazuje 57 kilometrów co pokrywa się z GPSem Żonki, czyli licznik ściemnia, bo pokazuje blisko 61 kilometrów. Czyli trzeba go przestawić. Wpierw Roch korzystał z tabelek, kalkulatorów, ale wszystko przekłamywało o 10% na dystansie 2 kilometrów. 20 metrów da się przeżyć, ale 200 to już za dużo. Ostatecznie Roch zmierzył średnicę koła sznurkiem i tę wartość wpisał do licznika. Teraz pozostał test, czy licznik pokazuje poprawny dystans, czy jeszcze kłamie, ale o tym Roch napisze w osobnej notce.

Na  zakończenie ślad GPS z wyprawy:

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 16 sierpnia 2019

35

No i nadszedł ten czas, choć nie do końca jeszcze ten bo w czasie kiedy Roch piszę notkę to jeszcze się nie urodził, ale o 23:55 już przyszedł na Świat i ów Świat musi się z nim męczyć. Do napisania tej notki zabierał się od kilku(nastu) dni, ale nie miał koncepcji jak do tego podejść. Chciał bowiem przejść przez swoje życie od "A do Z". Zrobić takie podsumowanie, ale do tej pory nie ma pomysłu jakby to miało wyglądać. Wyszło by pewnie pompatycznie, doniośle albo zwyczajnie sztywno.

Poza tym to co było już nie wróci, więc po co do tego wracać. Trzeba żyć tym co będzie i co jest. Tak więc w tym momencie zamiast podsumowywać raczej napisze co ma zamiar osiągnąć, bo na tym trzeba się skupić. Największym osiągnięciem jest to, że Roch przeprosił się z rowerem. Od początku tego roku Roch przejechał już 687 kilometrów, czyli więcej niż przez ostatnie lata razem wzięte, ale to dopiero początek. Zimą trenażer, do tego bieganie, a tutaj już 36 kilometrów w nogach, więc jest dobrze.

Wszystko zaczęło się od początku roku. Alergia dała znać o sobie w sposób osobliwy. Po zjedzeniu pomidora, ryżu albo mleka Rochowi spuchły oczy. Tak organizm zareagował na alergen, który został potraktowany jako trawa. Fachowo nazywa się to alergią krzyżową. To co widać na zdjęciu to już "dzień po". Dzień wcześniej było dużo gorzej ponieważ powieki zeszły się razem. To był moment kluczowy. Od tego czasu w Rochowej głowie poprzestawiało się bardzo. Po pierwsze Roch zmienił alergologa, zmienił dietę i zaczął się ruszać. Dużo ruszać. Wpierw trenażer, potem rower, teraz bieganie. Każdy kto pyta Rocha "dlaczego" opowiada właśnie tę historię. Są takie momenty w życiu, których przegapić nie można. U jednych jest to zawał, a u innych prawie wstrząs anafilaktyczny.

Teraz Roch zbliża się do dwucyfrowej wagi, kondycję ma nieporównywalnie większą, a motywacja jest taka, że spokojnie mógłby nią obdzielić jeszcze ze dwie osoby. Co prawda w przeszłości Roch próbował zacząć biegać, ale zawsze kończyło się to po tygodniu. Teraz bez problemu biegnie na 5 kilometrów, w październiku startuje w biegu ulicznym i maratonie MTB. I nie ma wymówek, że nie chce się, albo jest zimno, bo każdy rok wymówek to rok doświadczenia mniej. W planach ma przebiegnięcie 10 kilometrów, a w odległych planach nawet i (pół)maratonu. Przyszły rok to co najmniej trzy maratony MTB: Psary, Jeleśnia, Częstochowa, a może i nawet Ustroń.

Tak więc dziś Roch kończy 35 lat z postanowieniem dożycia kolejnych 35 lat w zdrowiu i szczęściu, bo to o czym nie napisał to fajna rodzina, która wspiera go na każdym kroku, a Miśka nawet z Rochem biega jadąc na rowerze i wypijając mu cały zapas wody i Żonka, która przymyka oko na Rocha gadżety i rowerowe gazety, a także wspiera go w tym całym fit życiu robiąc obłędne sałatki. A ze Stasiem codziennie Roch pedałuje, bo po pracy musi być wycieczka rowerowa. Tak więc Roch lepiej trafić nie mógł.

Roch pozdrawia Czytelników. Urodzinowo.

PS.
Dziś też było pedałowane:

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Kolejna pętelka i 40 km w nogach

Po raz kolejny Roch siebie zaskoczył i przejechał trasę w okolicach 40 kilometrów. I po raz kolejny z Żonką, której pedałowanie weszło w krew i nogi. Do tego stopnia, że podczas zbliżającego się długiego weekendy chce połączyć dwie pętelki w jedną i przejechać około 70 kilometrów. Trasa byłaby do Olsztyna, stamtąd (jakimś cudem) do Blachowni i z powrotem do Częstochowy. Roch musi siąść do mapy i sprawdzić, czy da się jakoś sensownie przejechać z Olsztyna w kierunku Blachowni.

I tak pewnie minie długi weekend, na pedałowaniu i spędzaniu czasu z dzieciorami. W międzyczasie jeszcze Roch urodziny, ale to pewnie też siodle będzie. I tak się rozjeździło Rochowi. Kto by się spodziewał, że jeszcze przyjdzie mu czuć ból w nogach i widzieć przejechane 40 kilometrów na liczniku. I w dodatku powtarza się to co trochę, więc nie jest to jednorazowy wybryk, czy wyskok.

Na zakończenie, oczywiście, ślad GPS. Bez tego podobno się nie liczy:


Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 9 sierpnia 2019

To już pewne, Roch startuje w Maratonie

To już potwierdzone informacje. Roch startuje w maratonie MTB, znaczy wcześniej też startował, ale od wczoraj ma opłcaony start, pamiątkowy medal, numer startowy i pomysł na swój "hall of fame", bo przyszły rok będzie stał pod znakiem maratonów. Na razie Roch to czuje, ale gdzieś tam w głębi wie, że jak przejedzie ten pierwszy to to nie będzie jego ostatnie słowo. Tak więc teraz juz nie ma odwortu, trzeba się przygotować, stanąć na starcie, zrobić to co umie się robić najlepiej i zameldować sie na mecie. Do rozwiązania pozostaje kwestia kasku, ale na to jeszcze Roch ma trochę czasu.

Dowód na start:
Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Olsztyn zdobyty. I nie tylko

Oczywiście chodzi o ten Olsztyn koło Częstochowy. Wszystko zaczęło się o tego, że dzieciory rano poszły do babci i dziadziusia, bo byli z nimi umówieni (sami się umówili). Więc Roch z Żonką nie mogli przegapić takiej okazji do pedałowania szczególnie, że pogoda aż się prosiła żeby załapać parę kilometrów w nogi i trochę promieni (nie promili). Wybór padł na Olsztyn, bo czasu do pory obiadowej był jeszcze tak dużo jak makaronu w rosole.

Droga jak zawsze doskonała, równa ścieżka, wiatr dwukierunkowy, bo w obu kierunkach było tak samo pod wiatr, więc jadąc z górki też trzeba było pedałować. W Olsztynie obowiązkowa przerwa i powrót do Częstochowy. Po drodze udało się odkryć kawałek leśnej ścieżki, która omija ruchliwą drogę i tym samym Olsztyn można już przejechać bez użycia jezdni. Po powrocie wystarczyło jeszcze czasu na odpoczynek przy regeneracyjnym piwie.

Po obiedzie Młoda domagała się zrealizowania przez Rocha swojej obietnicy, czyli biegania z nią. Młoda oczywiście na rowerze jechała, a Roch trenował do Bike Maratonu, czyli łapał kondycję i kolejne promienie słońca. Miśka narzuciła takie tempo, że Roch pobił rekord swojego okrążenia, a dodatkowo zrobił to prawie bez picia, bo najbardziej zmęczona była Młoda i wypiła cały zapas wody. Trening jednak odbyty, kolejne kilometry w nogach.  Na zakończenie dnia Roch jeszcze zrobił małą rundkę po centrum i wrócił prawie w deszczu, ale wieczorne 7 km też poszło w nogi.

Gdyby ktoś był ciekawy, to tutaj jest GPS.


Tak to się prezentowało. Pewnie stali czytelnicy lub Ci, którzy znają Rocha zastanawiają się skąd taka zmiana. Jeszcze nie tak dawno było siedzenie, czasem użalanie się, czasem coś tam się zaczęło robić, ale zapał tak szybko jak się pojawił tak szybko opadł. Po części to chęć przygotowania się do Maratonu MTB, ale są też inne powody. Jednak o tych innych powodach Roch napisze w osobnej, urodzinowej, notce. Tak, niedługo kolejny krzyżyk w kalendarzu lub kolejna wiosna, ale o tym będzie w stosownym czasie.

Teraz trzeba się cieszyć tym, że w nogach jest prawie 50 kilometrów. Organizm się domaga, Roch nie ma nad tym kontroli.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS. Zdjęcia można zobaczyć na oficjalnym fanpage'u Rocha: Pedalydwa

wtorek, 30 lipca 2019

Słowo się rzekło, trzeba się przygotować

Po ostatniej petardzie, czyli starcie Rocha w maratonie MTB trochę czasu już minęło i Roch nawet miał ochotę zrezygnować, bo przecież nie opłacił jeszcze swojego startu to i nie musi się stawiać na linii startu, a tym bardziej na linii mety. Jednak wieści się rozeszły, kask się naprawia, W. szuka dla Rocha zatrzasków do kasku, ale przede wszystkim dzieciory już nie mogą się doczekać startu Rocha, więc Roch nie ma wyjścia i musi zapłacić za start i numer startowy. W głowie ma już swoje prywatne "hall of fame" startów w maratonach, bo chyba na tym się nie skończy.

Tak więc przygotowania idą pełną parą; poza organizowaniem spraw technicznych, Roch organizuje też sprawy duchowe, czyli biega i jeździ na rowerze żeby kondycja była przynajmniej symboliczna. Co prawda nie liczy na wygraną, ale chce się sprawdzić, czy jeszcze pamięta jak to się jeździło inaczej niż po ścieżkach rowerowych. Swoją drogą w takim tempie to Roch przygotuje się do triathlonu, a nie do maratonu, ale to i dobrze dla kondycji i zdrowia Rocha. Tak więc zgodnie z planem treningowym Roch biega, a w chwilach wolnych pedałuje.

Ostatnie pedałowanie było całkiem solidne, bo był upał, było słońce, cienia za to nie było, ale była Żonka, z którą pedałował w stronę Blachowni. Tam odpoczynek i z powrotem do domu. Kilometrów wyszło 33, ale to nie był koniec. Po sprawdzeniu jak mają się dzieci z dziadkami i czy dziadkowie nie mają dość dzieci Roch z Żonką pojechali jeszcze na przejażdżkę do centrum. Taką już rekreacyjną, z postojem na brower i z powrotem do domu. Tutaj wyszło 6 kilometrów.

Jednak i to nie był koniec. Skoro Roch trzyma się rygoru biegowego to miał jeszcze zaplanowane bieganie, więc po dwóch rowerach wskoczył jeszcze w buty do biegania i poszedł zrealizować trening. Roch przebiegł 2.5 kilometra zgodnie z tym co zegarek mu kazał. I tak się zastanawia nad sobą, bo niechybnie kolejny krzyżyk, w kalendarzu, się zbliża.

Od dawna nie czuł takiego parcia na sport, a już na pewno na bieganie. Jednak mając przed sobą cel, w postaci maratonu, chce przygotować się do niego najlepiej jak potrafi. Mógłby, oczywiście, przelać opłatę startową i poczekać na start licząc, że "jakoś to będzie", ale skoro podjął takie wyzwanie to musi zrobić wszystko żeby nie zwieść, przede wszystkim siebie. I ma już pomysł na swoje "hall of fame". W przyszłym roku planuje co najmniej 4 maratony obskoczyć. Zimą pojeździ na trenażerze, potem bieganie i będzie forma.

Kończąc Roch wrzuca wszystko, co przejechał i przebiegł. Chronologicznie.


Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 24 lipca 2019

Szanowni Czytelnicy, oto petarda!


Roch ma takie parcie na rower, że wystartuje w ostatnim w sezonie maratonie Bike Atlier w Częstochowie. Tak, dobrze czytacie. Roch wystartuje w maratonie, a bronił się przed tym ładnych *naście lat, nawet nie chciał startować w lokalnych zawodach wymigując się brakiem kasku. Teraz też kask potrzebuje dwóch części zamiennych, ale to już organizuje W. Roch tylko musi się przygotować na ściganie. Nie liczy na zwycięstwo, ale raczej na fajną przejażdżkę i sprawdzenie siebie, czy jeszcze pamięta jak się jeździ po korzeniach i innych przeszkodach. Kiedyś nieźle mu szło, ale czy teraz sobie poradzi? Na pewno będzie relacja, a może nawet Roch użyje GoPro.

Na wszelki wypadek Roch podał w zgłoszeniu numer ICE Żonki. Jakby coś się stało to będzie musiała Rocha zbierać z trasy. Tak więc teraz pozostaje zmienić nawyki jedzeniowe, zacząć się ruszać i nabierać kondycji. Wyścig już za 70 dni. Czasu coraz mniej. Z tej jakże doniosłej okazji powstaje również nowy tag, który będzie można obserwować: #rochsiesciga.

Roch pozdrawia Czytelników.


Dobre wieści, można znowu pedałować we czwórkę

O niczym Roch nie wspominał wcześniej, ale nie tak dawno temu Młoda nabawiła się kontuzji kolana. Przez to rower poszedł w odstawkę dopóki kolana nie obejrzał ortopeda. Jednak z tym też tak nie było kolorowo. Pierwszy z lekarzy okazał się specem w.. straszeniu. On bowiem chciał wbijać igłę w kolano, leczy osoczem bogato płytkowym od razu, bez żadnego potwierdzenia, bo "to na pewno nie zaszkodzi". Jednak nieufność Rocha wzięła górę i żadnego wstrzykiwania nie było.

Kolejna wizyta była zaplanowana u innego ortopedy, tego, który w przeszłości leczył dzieciorom biodra i którego polecała "Złota Pani Pediatrka". I tutaj po badaniu okazało się, że z kolanem jest wszystko w porządku, dodatkowo lekarz zbadał biodra, zrobił USG i zrobił dokumentację, czego poprzedni lekarz "zapomniał". Dla poprzedniego liczyły się tylko cebuliony i "na pewno nie zaszkodzi".

Taki krótki wpis, o tym, że Młoda może pedałować na rowerze, że kolano jest zdrowe, ale przede wszystkim o tym, że nie należy ufać lekarzowi, który podaje Ci rękę i ma całą ścianę certyfikatów i identyfikatorów z konferencji. Roch o tym się przekonał na własnej skórze i prawie na kolanie dziecka. Skończyło się dobrze, młoda może pedałować.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Młoda w swoim żywiole.


czwartek, 18 lipca 2019

No i udało się popedałować, choć nie do pracy

Tak jak Roch zapowiadał na swoim oficjalnym fanpage, tak też zrobił, czyli dziś poszedł na rower. A w zasadzie, to pojechał do pracy i po pracy dopiero poszedł na rower. Jednak od rana miał rower z tyłu głowy i miał wrażenie, że to uczucie go nie opuszcza. Nawet w samochodzie czuł, że rower jest za nim. W końcu jednak wyjął go z bagażnika, wskoczył w obcisłe i zaczął zastanawiać się gdzie tu pojechać, a wybór był bogaty. Koniec końców Roch postanowił, że pojedzie w stronę Chechła. Na Segecie i Dolomitach był już dwa razy, a w stronę Chechła w tym roku jeszcze nie pojechał. Skoro cel był wybrany to nie pozostało nic innego jak pojechać i go zrealizować.

Kiedy już dojechał do Chechła, spojrzał na zegarek i doszedł do wniosku, że ma jeszcze trochę czasu, więc spróbuje przejechać lasem do Świerklańca. Było to o tyle trudne, że w tych okolicach nie był już 7 lat, bo tyle już mieszka pod Świętą Wieżą. Jednak udało się dojechać i nie zaginąć w lesie, bo nikt nie wiedział gdzie Roch pojechał. Ze Świerklańca Roch wrócił już asfaltem, bo czas mu się kończył, ale planował jeszcze pojechać do Radzionkowa, przez Piekary Śląskie, ale to może uda się następnym razem.

Trzeba nabijać kilometry, bo na lipiec Roch podjął wyzwanie i zgodził się przejechać 200 kilometrów. W połowie miesiąca jest na początku tego, ale zostało mu jeszcze trochę czasu i może uda mu się osiągnąć cel i dostać nagrodę. A nagrodą jest.. zresztą to zostanie niespodzianką, o ile Rochowi uda się przejechać cały założony dystans to ją dostanie, a jak nie to przynajmniej nie będzie wiadomo co stracił.

Po drodze, oczywiście, była sesja na jego niedawno otwarte social media. Co prawda siebie Roch (jeszcze) nie wrzuca, ale kilka zdjęć roweru w ciekawych (jego zdaniem) kompozycjach się zrobiło. Kolejny rower może uda się niedługo znowu zrobić, a może nawet uda się coroczne Tychy zaliczyć. Powoli stają się one tradycją, a na miejsce spotkania Roch już dojeżdża bez nawigacji, a to o czymś świadczy. Na zakończenie zdjęcie roweru. W ciekawej kompozycji (jego zdaniem):


Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 15 lipca 2019

O tym jak przemycić rower do pracy

Ostatnio tak się składa, że Roch ciągle pedałuje. Jak nie ze Staśkiem, to z Żonką, a ma w planach też zabrać rower do pracy. Tam jeszcze nie był, a ostatnio administrator rozluźnił zakaz wprowadzania rowerów do budynku. Zaczynają z tego korzystać inne osoby, więc dlaczego Roch nie miałby z tego przywileju skorzystać. Trzeba tylko iść pewnie z rowerem i się uśmiechać, ten sposób podobno działa, więc Roch zastosuje swój uśmiech numer 2 i podąży pewnym krokiem ku schodom. Na wszelki wypadek jednak weźmie zapięcie ze sobą. Tak jakby uśmiech nie zadziałał, a krok nie był dość pewny.

Poza tym spokój, rower jest, czasem nawet dłuższy, ale do lipcowego celu, czyli 200 km, zostało jeszcze całkiem sporo, bo aż 180 kilometrów. Tak więc codziennie musiałby przejeżdżać około 12 kilometrów żeby wyrobić założony cel, a jak wiadomo nie zawsze jest okazja do pedałowania, ale może wypadami do pracy Roch nadgoni i zrealizuje postawiony sobie cel. Póki co to raz jest krócej, a raz dłużej, ale codziennie rower jest używany, a to już wielki postęp.

Obowiązkowe są wieczorne wycieczki rowerowe z młodzieżą, której to bardzo podoba się pedałowanie i już całkiem dobrze radzi sobie na rowerze. Nawet są pierwsze próby jazdy na stojąco, czy z jedną ręką. Dobrze, że kaski są na swoim miejscu. Przynajmniej głowy mają zabezpieczone. 

Na zakończenie ostatni wypad. Taki dłuższy.


Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 11 lipca 2019

I wjeżdża on, niebieski rower

Patrząc na ostatnie wydarzenia, Roch doszedł do wniosku, że w całym swoim życiu rowerowym nie miał tylu rowerów ile mają jego dzieci. Owszem, składał rowery, ale nigdy nie zdarzyło się tak, żeby miał kilka rowerów w domu albo garażu. Zawsze był jeden, który był udoskonalany i z którym dążył do perfekcji. Dopiero teraz Roch może powiedzieć, że ma rower perfekcyjny, szyty na miarę pomimo, że nie bawił się w żadne bike fity.

Jednak wracając do rowerów dzieci. Roch poruszył ten temat dlatego, że ostatnio Staś dosiadł kolejnego rowerka, już większego i okazało się, że pasuje on do niego. Owszem, jak przy każdym poprzednim rowerze Roch musiał skrócić sztycę, ale koniec końców Staś dostał nowy, większy rower. I dalej śmiga jak szatan, tyle, że na większych kołach. Młoda z kolei ma chwilowy przestój z powodu kontuzji kolana, ale wszystko idzie ku dobremu.

Poprzedni rowerek, zgodnie z zapowiedzią, został przekazany kolejnemu adeptowi sztuki kolarskiej. U Rocha zaś chwilowo cieniej z rowerem, ale zawsze coś, a to lekarz, a to co innego, ale w poniedziałek na pewno uda mu się trochę popedałować po starych śmieciach. Teraz śmiga z dzieciorami, może weekend będzie trochę bardziej rowerowy, o ile pogoda dopisze, a ta po fali upałów zrobiła się bardzo kapryśna, a patrząc w prognozę pogody widać 16 mm opadów w sobotę, więc pozostaje tylko liczyć na jakieś sprzyjające wiatry.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Nowy rower:


poniedziałek, 1 lipca 2019

Krótka przerwa się skończyła

I tak jak Roch pisał w poprzedniej notce, krótka przerwa się skończyła wraz z weekendem. Oczywiście w sobotę rower z dzieciorami, zaraz po tym jak Roch zwlókł się z łóżka, potem zabawa, zabawa. Popołudniu Młoda miała wyjście na urodziny, więc Młody wskoczył do fotelika i pojechali na wycieczkę rowerową, która ostatecznie skończyła się na lodach. Jednak trzeba było szybko wracać, bo w międzyczasie jeszcze były do obskoczenia imieniny i Roch musiał odebrać Młodą z urodzin.

Jednak to co wydarzyło się w niedzielę to była magia. Pierwszy rower był już rano, później dzieciory zadokowały się u dziadków, a że upał był nie do zniesienia, to Roch zbytnio nawet nie protestował. I tak z Żonką pojechali na rower. Trochę było ciepło, licznik wskazywał tylko 37°C - 40°C. Szybki postój na uzupełnienie elektrolitów, przejazd przez kurtynkę wodną i można było wracać. I to mógłby być koniec roweru, ale tak się złożyło, że Roch był jeszcze umówiony z dawno nie widzianym, a ostatnio odkrytym kolegą jeszcze z "pedałówy"*.

Tak więc na wieczór Roch zafundował sobie dodatkowe 10 kilometrów pedałowania. W sumie nie było źle, okazało się, że dzielą ich trzy ulice, a mówią, że Świat wcale mały nie jest. Tak więc może się okazać, że Roch będzie miał pierwszego towarzysza do pedałowania (oczywiście zaraz po Żonce), z którym co jakiś czas pokręci parę kilometrów. Podsumowując to wczoraj Roch objeździł wszystkich, bo i z dzieciorami był, z Żonką i na koniec jeszcze z zaliczył wieczorne pedałowanie ze znajomym.

Jedna z przykładowych tras:


Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
* - Szkoła podstawowa.

PS2.
Chociaż raz o czasie, czerwcowe statystyki. No nie jest źle, wręcz jest dobrze.


środa, 26 czerwca 2019

Krótka przerwa w pedałowaniu

Nastąpiła u Rucha krótka przerwa w pedałowaniu. Nie jest to kolejna kilkuletnia przerwa jak bywało kiedyś, ale krótka. Spowodowana ona jest tym, że babcia z dziadkiem pojechali na zasłużony odpoczynek i dzieciory miały przymusowy odpoczynek od dziadków. Jednak żeby być precyzyjnym to Roch pedałował cały czas. Z Młodym jeździli na wieczorne przejażdżki rowerowe codziennie, jednak nie było to tak dalekie pedałowanie, bo młody z oczywistych powodów nie dałby rady. Z jednym wyjątkiem.

Ostatnio wybrali się całą paczką na plażę, czyli do parku Lisiniec. I młody uparł się, że pojedzie na rowerze. No i pojechał, pobawił się w piasku, zjadł lody, popluskał się w wodzie i wrócił na rowerze prawie do domu. Przejechał 7 kilometrów na małym rowerku, ale w końcu chciał odpocząć u Żonki na foteliku, a Roch transportował rower.

Więc to nie jest tak, że nie było pedałowane, bo były dzieci. Właśnie wtedy było pedałowane, ale teraz Roch wyskoczy na jakiś dalszy wypad z Żonką, bo na pewno nie odmówi. Ostatnio Młody też przymierzył się do większego rowerka, ale brakuje mu jeszcze kilka milimetrów i o ile jeździ na nim jak szalony, to jeszcze ma problem z podparciem się, ale Roch obstawia, że najpóźniej w połowie lipca Młody awansuje na większy rowerek, a obecny zostanie przekazany kolejnemu adeptowi sztuki rowerowej.

Tak. Przekazany. Żonka ma znajomych, którzy do roweru mają podobne podejście co Roch, więc ich Młody pomyka teraz na odpychanym, a jak będzie gotowy to ma kolejny rower, o ile będzie chciał. Trzeba inwestować w rowerowe pokolenie. Tak więc podsumowując to pedałowane było, ale też nie było. Dziś też było pedałowane.


Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Ciągle się roweruje

Odkąd Młody zaczął samodzielnie pedałować to nie ma dnia żeby nie chciał iść na wycieczkę rowerową. Roch podziwia jego zapał do pedałowania, szczególnie, że na małych kółeczkach musi się namęczyć, ale nie poddaje się i widać, że sprawia mu to ogrom radości. Żonka swego czasu przymierzyła go do większego rowerka, ale jeszcze jest na niego ciut za duży. Jednak za chwilę okaże się, że jednak kolejny rowerek się przyda i wtedy, na większych kołach, będzie mu się już całkiem sprawnie pedałowało.

Nie mniej jednak wycieczki rowerowe są codziennie, nawet jeśli to tylko wypad dookoła domu to liczy się to jako wycieczka i czas spędzony wspólnie na tym co sprawia wiele radości. Najczęściej jednak jest to trochę dalej niż dookoła domu. I tak sobie Roch pedałuje z młodzieżą. Dla niego to też jest dobre, bo ciągle siedzi w siodle i się rusza. Może w tym tygodniu uda się też trochę popedałować po pracy, ale na tę chwilę Roch ma już zaplanowane zajęcia.

Na dalekim horyzoncie jest też plan zaatakować Pszczynę, jak co roku; ale to jeszcze musi się wyklarować i ustalić co i jak. Jednak corocznej tradycji musi stać się zadość i pszczyński rynek musi zostać odwiedzony. A może nawet jakieś szalone trasy w Bielsku-Białej, czyli EnduroTrials.

Na zakończenie zdjęcie rowerów dwóch.


Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 8 czerwca 2019

Oczywiście, spóźnione podsumowanie

Żeby tradycji stało się zadość to Roch i teraz postanowił, że zapomni o statystykach za maj, a nawet pójdzie o krok dalej i zapomni żeby napisać kilka notek. Kiedyś było to nie do pomyślenia, ale teraz powoli staje się, o ile nie stało się już, tradycją. Tak więc na samym końcu będą zaległe statystyki, a teraz pora przejść do bardziej emocjonującej części, czyli do tego co u Roch się dzieje. Pod względem rowerowym. A dzieję się nie mało.

W ostatnim tygodniu Roch ponownie odwiedził stare śmieci, pojeździł trochę po okolicy. Trasę wymyślił przez Suchą Górę, później na Dolomity i z Dolomitów do centrum i do samochodu. Okazuje się, że z Rochem wcale tak źle nie jest, co więcej kondycję ma całkiem dobrą, ale to zasługa tego, że w tym roku jeździ dużo więcej niż w latach ostatnich. Dzieci już na tyle duże są, że czasem wolą iść do babci niż siedzieć ze starymi, ale jak już siedzą to też nie mają co się nudzić. Młody popyla już na rowerze pewnie i odważnie, więc co chwilę wsiada na rower i chce jechać na wycieczkę rowerową.

Młoda ma podobnie, choć odkąd dostała na Dzień Dziecka deskorolkę to tylko na niej śmiga, ale nie ma co się dziwić. Ona wszystkiego czego się nie dotknie potrafi zamienić to w coś fajnego. I oby tak dalej. Na zakończenie obiecane zdjęcie:


Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 28 maja 2019

Pierwsze kilometry z 1x9

Roch już jest po pierwszych testach nowego napędu i trzeba przyznać, że zmiana wyszła bardzo dobrze. Po pierwsze waga, po drugie wygląd i po trzecie uproszczony serwis. Z przodu jedna zębatka, z tyłu jedynie 9. Odpadają linki, kombinowanie z przełożeniami. Aktualna konfiguracja u Rocha sprawdza się doskonale i nie będzie nic zmieniał. Przełożeń jest dość, a więcej wiązałby się z inwestowaniem w osprzęt, którego Roch wymieniać nie chce. Teraz zostało jeszcze przerobić Żonki rower na 1x9, bo ten kto to wymyślił powinien dostać nagrodę Nobla.

Poza tym u Roch mocno rowerowo. Powoli bo powoli Roch "rozkręca" swój fanpejdż na FB, ale i tak jak nie pedałuje to robi wiele innych rzeczy więc na pisanie ma mało czasu, ale jak już nagromadzi się wydarzeń to Roch czuje się w obowiązku napisać o nich choćby w telegraficznym skrócie. I tak młodzież już w komplecie pedałuje na swoich rowerkach. Pierwsze wspólne wycieczki już się odbyły i można powiedzieć, że Młody nabiera pewności na rowerze i się rozkręca. Rozkręca się do tego stopnia, że niedawno zaliczył pierwszą poważną glebę, ale nic się nie stało. Kask spełnił swoje zadanie i skończyło się zaczerwienieniu.

Już niedługo - znając tempo Rocha to gdzieś w połowie czerwca - kolejne statystyki za maj. I powinno być dobrze. Na zakończenie jedno z wielu zdjęć przerobionego roweru.



Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 15 maja 2019

Misja zakończona sukcesem! Projekt 1x9 został dokonany

Od dawna Roch nie był tak podekscytowany. Oczywiście jeśli chodzi o rowerowe sprawy, albowiem wymyślił sobie, że coś zmieni w rowerze. Żonka co miesiąc robi przemeblowanie, więc Roch też postanowił, że zrobi przemeblowanie w rowerze. Za namową W. Roch poszedł w nowoczesność i wymyślił, że przerobi napęd na 1x9, czyli jedna zębatka z przodu i 9 z tyłu. Jednak Roch musiał być sobą i postawił W. jedno wymaganie. Zębatka ma być niebieska (turkusowa), bo ładnie będzie wyglądała i rower będzie taki spójny.

W. stanął na wysokości zadania. Znalazł jedyną zębatkę w Polsce (poważnie, nawet Velo twierdziło, że jest jedna w Gdyni) i ściągnął ją do Tarnowskich Gór. Specjalnie dla Rocha. Sporo czasu minęło, bo po dwóch tygodniach Roch mógł zawozić rower żeby sfinalizować swój pomysł. Wpierw jednak pozdejmował niepotrzebne graty. Czyli przednią przerzutkę, pancerze, linkę, manetkę. Do tego W. zdjął dwa blaty. Rower odchudzony na maksa. Przy okazji zaszła konieczność wymiany napędu, bo stary nadawał się na złom.

I tak oto Roch przerobił rower. Od dawna o czymś takim myślał i w końcu się udało. Rower wygląda zaje*ście. Z racji okropnej pogody Roch przejechał tylko kilkanaście metrów, ale i tak może powiedzieć, że opłacało się. Do tego waga. Przed modyfikacjami rower ważył 12.30 kg, a po Rochowi udało się zejść do 11 kg. Piórko, normalnie piórko. Nie pozostaje nic innego jak czekać na pogodę, bo teraz jedynie Roch może iść do garażu i podziwiać swoje dzieło, a jest co podziwiać.

O ile Roch nie ma zmysłu estetycznego (spodnie, koszulka i buty zawsze do siebie nie pasują) to rower jakoś tak instynktownie Roch wyczuł. Choć Żonka musiała go hamować bo chciał założyć czerwone śrubki, ale koniec końców Żona wybiła mu ten pomysł z głowy. I dobrze bo wyglądałoby to festyniarsko,

Roch pozdrawia Czytelników.

PS. No chyba nie myśleliście, że będzie bez zdjęcia.


czwartek, 9 maja 2019

Podsumowanie kwietnia i pewna nowość

Wpierw sprawy ważniejsze, a jest o czym pisać, bo od pewnego czasu Staś znowu załapał bakcyla rowerowego. Po drobnym spadku formy i zainteresowania rowerem Staś znowu odkrył magię dwóch, tak dwóch, kółek. Wsiadł na rower i pomknął niczym kolarze z pierwszej trójki UCI. Duma wstąpiła w Rocha i poczucie, że spełnił się jako osoba, która rower ma w sercu, a smar w żyłach. Nie wiadomo dlaczego tak jest, ale od lat *nastu Roch tkwi przy rowerze, dmucha, chucha, nawet jak nie jeździ to go serwisuje.

Ten sezon jest o niebo lepszy, pedałowanie w miarę regularne, długie, więc Roch powrócił do roweru na stałe, ale nie o tym chciał pisać. Jako, że nauczył dwójkę dzieci jazdy na rowerze czuje, że ma podstawy do przekazania tego, jak to zrobić. Roch też sam tego nie wymyślił, ale posłuchał swojego guru rowerowego, z którym przyjaźni się od 15 albo i więcej lat. I ten sposób działa. A sposób jest banalny. Wyjmujemy kij z ramy. Dziecko jest mądre i wie, że jak tata albo mama trzymają za kij to może się pochylić na bok, a kij i tak go wyprostuje.

To prowadzi do rozleniwienia, a jazda na rowerze wygląda tak, że rodzic pcha kijem dziecko. A nie na tym to ma polegać. Dziecko samo musi załapać jak utrzymać równowagę. Zamiast kija można pod pachami dziecka przewinąć chustę albo jakiś szal i trzymać dziecko jak pacynkę od góry. To zapewnia asekuracje, a że dziecko nie jest już prowadzone sztywno tylko buja się na boki to samo musi łapać równowagę. Niestety, to wymaga biegania za rowerem, ale coś za coś. Roch miał okazję sprawdzić ów sposób dwukrotnie i za każdym razem działa. Na początku jest ciężko, ale im dalej tym dzieciak pewniej czuje się rowerze. A kij tylko wyrządza małemu adeptowi kolarstwa krzywdę.

Tak to wygląda i to działa. Jednak jak zawsze trzeba zachować umiar i spokój. Nawet jak brzdąc przez miesiąc nie chce patrzeć na rower to niech nie patrzy, przyjdzie taki moment, że sam będzie chciał pedałować. I ten moment trzeba wykorzystać. Tak więc Roch wykonał swoje zadanie, dzieciory jeżdżą na rowerach. W najbliższym czasie Roch planuje pojeździć ze Stasiem wspólnie, tak żeby nabrał pewności siebie.


* * * *

Teraz pora na podsumowanie kwietnia, czyli na obrazek. Kwiecień był całkiem owocny w rowery. Nawet udało się popsuć licznik z tego wszystkiego. Było też pedałowanie z długo niewidzianym znajomym od roweru. Spotkanie po 8 albo i 9 latach to nie w kij dmuchał wydarzenie. Tak więc kwiecień był udany.

Kilometrów wyszło 61 kilometrów. Na obrazku nie ma kilku wpisów albowiem Roch przez pewien czas jeździł bez licznika, ale Garmin rejestrował wszystko. Oczywiście licznik udało się naprawić, więc maj już rejestrowany jest zgodnie ze sztuką.


Na zakończenie oczywiście obiecany obrazek:


Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Niedługo koniec kwietnia, więc co u Rocha słychać?

To już chyba tradycją się stało, że Roch pisze dwie notki; na początek miesiąca i na koniec. Nie inaczej będzie i tym razem, choć oby to było ostatni raz, jednak znając życie to na pewno coś stanie na przeszkodzie. Jednak do rzeczy, bo kwiecień był bardzo owocny jeśli chodzi o rower. Zaczynając od początku to Żonka dostała swój rower odnowiony i śmigający całkiem przyjemnie, później Roch trochę popedałował, udało mu się nawet zniszczyć jeden element w rowerze, ale szybko go naprawił:


Tak więc licznik ponownie zaczął liczyć kilometry, ale to co przejechał Roch w Tarnowskich Górach zapisało się tylko na zegarku. Później już były Święta i zabawa z dzieciorami. Na koniec miesiąca dzieci pochorowały się i Roch przedłużył sobie poświąteczne wolne, ale już wszystko jest w porządku, a majówka już tuż tuż.

Pora nasmarować łańcuch, zamówić dobrą pogodę i zorganizować jakiś fajny wypad tak żeby i Żonka skorzystała z tego. Bo jej też się należy.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Pewnie będzie jeszcze jedna notka, z podsumowanie i tymi śmiesznymi obrazkami.

niedziela, 14 kwietnia 2019

Podwójne pedałowanie

Kolejny weekend ma się ku końcowi więc pora podsumować co się u Rocha działo. A działo się całkiem sporo bo pogoda dopisała. Nie licząc soboty kiedy padał śnieg, ale niedziela już była skąpana w słońcu, choć temperatura do wiosennych nie należała. Jednak to nie przeszkadzało w pedałowaniu. Rano, przed obiadem, Roch razem z rodzinką pojechał zrobić rundkę, która skończyła się w sklepie "u pani Marzenki" gdzie dzieciory kupiły sobie po soczku, a Roch oparł się pokusie swoich zakupów, bo u Pani Marzenki zawsze zostawiał sporo pieniędzy.

Po obiedzie dzieciory chciały pojeździć na rolkach, wymienić piach w piaskownicy, aż w końcu wypatrzyli babcię z dziadziusiem i poszli z nimi. Więc Roch z Żonką mieli chwilę dla siebie i ją wykorzystali na pedałowanie. I tak dziś rower był dwa razy, ale kilometrów nie za dużo, bo temperatura nie była za wysoka, a i dzień miał się ku końcowi.

Tak więc niedziela była bardzo rowerowa i bardzo udana. Po ostatnim opadzie śniegu trzeba liczyć na to, że pogoda się opamięta i w końcu zrobi się ciepło. Jeśli tak będzie to Roch planuje zabrać rower do pracy, ale to pogoda musi być pewna, żeby nie wozić roweru bez jego użycia.

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 3 kwietnia 2019

Podsumowanie miesiąca i petarda na koniec

Znowu Rochowi się nie pisało, ale miał ku temu powody (jak zresztą zawsze). Pierwszym z nich było to, że Roch wsiadł na poważnie na rower i zaczął jeździć. Z Żonką oczywiście, bo z nią pedałuje się najlepiej. Po powrocie zazwyczaj miał zajęcia z dzieciorami bo stęsknione wróciły od babci. A wieczorem, kiedy nastał długo wyczekiwany spokój i cisza Roch chciał posiedzieć z Żonką i winkiem, które w tym roku wyszło - nie chwaląc się zaiście dobre.

Tak więc komputer był ostatnią rzeczą po jaką Roch sięgał. Dodatkowo Roch wyznaje zasadę "piłeś, nie pisz" więc po spożyciu winka Roch nie pisał i nie jeździł. O drugim powodzie Roch napisze później bo teraz pora na ogłoszenie. Otóż od niedawna można śmigać z Częstochowy aż do samego Olsztyna (tego jurajskiego) bez potrzeby wjeżdżania na ruchliwą drogę. W końcu można bezpiecznie i całkiem komfortowo pedałować na Jurę.

I tak też Roch zrobił z Żonką. Wypad na piwo do Olsztyna i z powrotem. I wszystko to po całkiem nowej ścieżce. Teraz to będzie obowiązkowy punkt każdego weekendu, bo i dystans jest dobry. Całe 40 kilometrów, więc nie w kij dmuchał. Ogólnie ostatni weekend marca zaowocował siedemdziesięcioma kilometrami, bo w sobotę Roch z Żonką byli na Blachowni, a w niedzielę wspomniany już Olsztyn.

I tak na zakończenie garść numerków, czyli podsumowanie marca:


Jak widać jest dobrze, a to wszystko dzięki Żonce, która motywuje Rocha do pedałowania i utrzymywania dobrej kondycji. Weekend był udany do tego stopnia, że w poniedziałek rower Żonki pojechał na zasłużony przegląd od zaprzyjaźnionego W. Po powrocie oczywiście będzie jak nowy i tak ma być, bo jazda na sprawiać przyjemność, a tłukąca się przerzutka tego nie zapewnia.

I na koniec zapowiedziana petarda: Roch wszedł w social media i założył stronę blogaska na Facebooku. Nie gwarantuje, że content będzie jakościowy, ale polubić zawsze można. Na pewno będą informacje o nowych wpisach. Dostępna jest o tutaj: Blog rowerowy

wtorek, 19 marca 2019

Trochę zaległości, ale się dzieje

Długo Roch nic nie pisał, długo żadnych statystyk nie wrzucał, ale koniec zimy wywołał u niego chęć siedzenia na podwórku, jeżdżenia na rowerze i ogólnie spędzania czasu aktywniej. Trenażer z końcem lutego zakończył swoją służbę domową i został przeniesiony do rezerwy piwnicznej, ale za to rower poszedł w ruch, bo i warunki są ku temu sprzyjające. Wraz z Rochem zaczęła pedałować też Żonka, więc jest z kim jeździć i gdzie jeździć.

Jeśli zaś o samego Roch chodzi to waga idzie w dół, samopoczucie w górę. Pogoda w końcu zrobiła się wiosenna więc ilość rowerów tez powinna wzrosnąć. Nawet tych co to "po pracy w okolicy". Co więcej od pewnego czasu pedałują już w czwórkę bo Staś załapał pedałowanie i już sam kręci kilometry po okolicy, a ostatnio nawet kazał sobie odkręcić boczne kółka i zaczął jeździć na dwóch. Co prawda jeszcze czasem zapomni o równowadze, ale Roch skutecznie go łapie. Tak więc Roch sprawdził się jako nauczyciel kolarstwa. Teraz tylko podtrzymywać ten żar coby nie zgasł.

W lutym, to już o cyferkach będzie, Rochowi udało się przejechać całkiem ładną sumkę kilometrów. Bo i był trenażer i był rower i nawet było dalsze pedałowanie w czasie kiedy dzieci były w przedszkolu. Tak więc poniżej obrazek z cyferkami, a Roch już myśli o kolejnym weekendzie i pedałowaniu.

A od kwietnia Roch zaczyna przygotowania do biegania. Zegarek zaplanował mu treningi, więc Roch też napomknie jak mu idzie.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 15 lutego 2019

Lepiej być ciachem niż jeść ciastko

Wiosna, wiosna i jeszcze raz WIOSNA! W końcu wiosenne powietrze czuć, w końcu śnieg stopniał i w końcu można przesiąść się z roweru zakotwiczonego w trenażerze na rower wolny jak ptak. To, że Roch nie pisał spowodowane był tym, że miał wolne, bo dzieci trzeba było odbierać z przedszkola. Jednak to dopiero popołudniu, a do tego czasu Roch miał wolne.

Szybko ogarnął dom, naczynia czyste do szafek, brudne do zmywarki, odkurzanie podłóg, wizyta w sklepie, przygotowanie obiadu i wolne. Na początku tygodnia pogoda była kijowa więc Roch pedałował w domu, jednak koniec tygodnia to szaleństwo. Roch poczuł takie parcie na rower, że wczoraj przejechał 26 kilometrów, a dziś w ramach regeneracji przejechał 30 kilometrów. Na końcu wpisu będą dowody.

Wczoraj pojechał do Żonki do pracy pomachać jej, a dziś wymyślił, że pojedzie sobie trasą, którą dawno chciał pojechać, a że pogoda była wręcz idealna do tego więc żal było siedzieć w domu przed komputerem. Chata ogarnięta, więc można pedałować. Na początek Kalej, później Biała, Kamyk i Częstochowa. Jak widać Roch trzymał się wiosek, bo główne drogi nie są dla niego. Tempo zacne, kondycja na 5+, raczej nie ma zadyszki, ale jest chęć do pedałowania. Tak wielka, że Roch na trenażerze kręci po 15 kilometrów ze średnią prędkością 25 km/h.

I teraz najfajniejsze w tym wszystkim co ostatnio się z Rochem stało. Waga pokazuje już 12 kilogramów Rocha mniej! 12 kilogramów i ciągle idzie w dół. Dzięki temu Roch czuje się znacznie lepiej, ma płaski brzuch, choć do kaloryfera jeszcze mu brakuje, ale stopy i nie tylko już widzi. Paradoksalnie to wszystko przez alergię, bo po opuchnięciu Roch na serio się wystraszył i stwierdził, że koniec ze 120-o kilowym Rochem, teraz wisi on na granicy trzycyfrowej wagi i niedługo waga będzie pokazywała dwie cyfry. Jednak odstawił wiele rzeczy, bo wielu jeść nie może. Pomidory, cebula, seler, wszelkiej maści nabiał, majonez, fast foody poszły w kosz. Chipsy, przekąski też wylądowały w koszu.

I tego się trzyma. Gdyby ktoś potrzebował tabeli alergenów krzyżujących to fajne zestawienie jest tutaj. I tyle; nie trzeba zamęczać się na siłowni miesiąc przed wakacjami, nie trzeba stosować diet cud. Odrobina samozaparcia, sporo strachu i alergia wystarczą. Teraz nawet gdyby Roch ozdrowiał to sera, czy majonezu by nie tknął. O pizzy czy kebabie nie wspominając.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Obiecane ślady:


Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 11 lutego 2019

Ciągle się pedałuje

Pogoda zaczyna normalnieć, a to znaczy że wiosna stoi u drzwi i puka. Jeszcze jakieś nieśmiałe podrygi zimy widać, ale to już chyba ostatki i można zacząć myśleć o tym, że niedługo już będzie można pedałować na zewnątrz, a nie tylko w miejscu. Jeśli chodzi zaś o pedałowanie w miejscu to Roch nie ustaje w postanowieniu, że pedałować ma bo czuje się o wiele lepiej. Od dziś dodatkowo ma urlop, dzieci idą do przedszkola, więc Roch do 1500 ma wolne. Dziś co prawda chciał już iść na rower, ale raz że pogoda nie sprzyjała i co chwilę padało, a dwa Roch chciał umyć samochód z zimowego błota i soli.

Tak więc zeszło mu się, ale jutro o ile pogoda dopisze to pójdzie pojeździć trochę na zewnątrz, a wieczorem oczywiście trenażer. Dzisiaj trenażer był w południe, przed odebraniem dzieci z przedszkola; więc szybkie 10 kilometrów i można jechać do przedszkola. Po powrocie dzieciory zjadły obiad i poszły się bawić, a Roch razem z nimi. Dziś trenażera wystarczy. Kolejny jutro, a może nawet i rower jakiś uda się uskutecznić. Na zakończenie oczywiście zapis w dzienniczku.


Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Miśka już w tym roku pedałowała. Oto dowód:


poniedziałek, 4 lutego 2019

Dzień bez trenażera to dzień stracony

Roch wkręcił się w dochodzenie do bycia fit. Co prawda do fit blogera mu bardzo daleko, ale dziś robiąc zakupy w Lidlu kupił sobie batonik fit, z pełnymi ziarnami, bez cukru i chyba nawet było tam napisane, że jest vege, ale na to już Roch nie zwracał uwagi. A tak naprawdę to Roch nie je słodyczy, szczególnie czekolady mlecznej więc zadowolił się batonikiem (chyba) vege. Całkiem smaczny, coś jak połączenie kłosa zboża z trawą.

Poważnie zaś pisząc to Roch wkręcił się w kręcenie, bo teraz już nie wyobraża sobie wieczoru bez pedałowania. Kiedyś pił piwo, a teraz pedałuje i ta zmiana wyszła mu całkiem na dobre. Do tego ograniczył się w jedzeniu i piciu i to też na dobre mu wyszło. Patrząc na postępy w tym jak idzie mu pedałowanie to może on powiedzieć, że kondycja rośnie. Widać to po pulsie, który na początku pedałowania wystrzeliwał mu w kosmos, a teraz leniwie pnie się do góry i ciężko mu już osiągnąć więcej niż 160 - 170 u/min.

Tak więc w końcu, po wielu próbach i podejściach i – przede wszystkim postach na blogu – udało mu się wejść na trenażer na dłużej i chyba już z niego nie zrezygnuje. Nawet wczoraj, pedałując z Żonką po mieście nie czuł, że brzuch mu ciąży, a kondycja została gdzieś daleko w tyle. Na pewno pedałowanie w miejscu przyczyniło się do tego, że Roch na nowo odkrył jak lubi pedałować i jakie tempo mu odpowiada. Teraz tylko dociągnąć do lata i można śmiało wskakiwać na rower i robić jakieś dłuższe dystanse.

Póki co Roch cieszy się, że pedałuje. Nawet stacjonarnie. Bo rower to jest to. I na zakończenie oczywiście migawka ze statystyk.

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 3 lutego 2019

Na trenażerze i na rowerze

Tak się złożyło, że wczoraj Roch nic nie pisał, ale oczywiście pedałował w miejscu, bo na wadze widać szokujące postępy, więc Roch idzie za ciosem i nie odpuszcza. Wczorajsze pedałowanie miało być bombą, ale okazało się, że na początku Rochowi to w ogóle nie chciało się, ale później się zachciało i dojechał do regulaminowych 10 kilometrów, ale kolejna dziesiątka była poza zasięgiem Rocha, a dodatkowo Żonka oglądała seriale i Roch nie chciał jej hałasować piszczącym łańcuchem. A przynajmniej taką miał wymówkę. Po przejechaniu swojego dystansu, poszedł z Żonką oglądać seriale. Jednak co miał zrobić to zrobił, na co dowód jest po lewej stronie.

Dziś od rana pogoda była zachęcająca, a Rocha aż nosiło żeby popedałować. Korzystając z tego, że Żonka zaniemogła spaniowo, Roch przejął dzieci, porobił im łódki, poukładał klocki i ogólnie zajął im czas tak żeby Żonka mogła się wyspać (To oczywiście fikcja literacka. Roch po prostu się z nimi bawił bo lubi to robić, a na rower i tak by poszedł.). Po tym jak wstała Roch przeszedł do ataku:

"Sprawa jest" - zarzucił temat.
"No jaka?" - Zapytała Żonka.
"Nie chcesz wiedzieć ile można stracić?" - Budował napięcie Roch.
"I tak już straciłam..." - Odparła atak Żonka.
"Na rower bym poszedł" - Wystrzelił Roch.

Oczywiście nie było problemu, zresztą nigdy nie ma problemu, więc Roch już w wyobraźni wciskał w obcisłe. I koniec końców Żonka też była w obcisłym i razem poszli pedałować. I było fajnie, choć zimno i jak na luty przystało gdzieniegdzie leżał śnieg. Co wcale nie powinno dziwić ponieważ to środek zimy powinien być, ale oby to już jej schyłek był. Bo Rochowi chce się pedałować. Temperatura wahała się w okolicach +2.5°C więc wcale tak zimno nie było, choć Żonka w palce zmarzła.

Na koniec zaczął padać deszcz więc powrót do domu był mokry i wkurzający, bo krople deszczu wpadały do oczu. Jednak pomimo deszczu, obiektywnie na to patrząc, było to całkiem fajny i całkiem spontaniczny wypad rowerowy. No i całkiem długi, bo kilometrów wyszło 10. I wieczór Roch ma wolny. Choć nie do końca, bo musi z powrotem zmienić oponę na tę trenażerową, bo od jutro znowu pedałowanie w miejscu.

Na zakończenie oczywiście zapis dzisiejszego wypadu:


Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 1 lutego 2019

Ciągłe pedałowanie i podsumowanie

Roch nie ustaje w postanowieniu, że będzie pedałował w miejscu i od trzech dni udaje mu się dotrzymać to postanowienie. Co prawda wczoraj notki nie było, ale pedałowanie było. Na dowód tego Roch zamieszcza wyciąg ze statystyk wczorajszego pedałowania. Skończył on dość późno, więc nie chciał już rozkładać się z komputerem. Dziś jednak nadrobi to bo połączy wczorajsze pedałowanie, dzisiejsze i statystki za styczeń, bo rzutem na taśmę udało się wpisać w dwie ostatnie komórki stycznia liczby inne niż 0 (zero jest cyfrą oczywiście). Tak więc jest się czym chwalić, ale przede wszystkim u Rocha wykwitła chęć do zmiany i do odzyskania kondycji. Jednak to 8 kilogramów, które do tej pory zrzucił ciążyły mu wielce, odbierając chęć do pedałowania.

Dziś miał taką ochotę na pedałowanie, że spokojnie dociągnął by do godziny, ale nie chciał przesadzić w drugą stronę i jutro nie umierać z bólu. W końcu jutro też jest wieczór i też można pedałować, a nawet trzeba. Jutro może uda wejść się na wyższy poziom i dociągnąć do godziny. Dziś prawie się to udało, ale Roch nie chciał popaść ze skrajności w skrajność, a do sezonu jeszcze spokojnie dwa miesiące, więc najlepszy czas na zdobycie kondycji i zrzucenie jeszcze paru(nastu) kilogramów. Roch czuje potrzebę pedałowania jak nigdy od 6 czy tam 7 lat. Jak mógłby to wskoczyłby na rower i pojeździł gdzieś na zewnątrz, ale wie że skończyłoby się to jakąś chorobą, a potem dzieci jedno po drugim i tak pewnie dochorowaliby do wiosny.

Więc Roch grzecznie czeka na ocieplenie i wydłużenie dnia. Z tym ostatnim już jest z górki - Roch wychodząc z pracy już nie doświetla sobie parkingu telefonem. Widać, że dzień jeszcze tak całkiem się nie skończył i jest już bliżej niż dalej do wyczekiwanej wiosny. A plany są całkiem poważne. Na pewno kolejne Paprocany, może też inny kierunek, ale to jeszcze jest w fazie planowania. Przez ostatni czas Roch sporo narysował sobie tras, którymi chciałby pojeździć.

Na pewno jedną z nich jest dojazd do Tarnowskich Gór i z powrotem, ale to już zostaje na głębokie lato tak żeby dzień był długi, pogoda pewna a na peronach było ciepło, bo szczerze to Roch nie wie jakby się to skończyło. Tak więc pedałowanie idzie całkiem dobrze i tak pewnie już zostanie.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Na zakończenie oczywiście styczniowe liczby.

środa, 30 stycznia 2019

We are back baby!

No i stało się, po długich oczekiwaniach i narzekaniach w końcu Roch doczekał się aktualizacji, która naprawiła jego telefon i w końcu zaczął on działać z czujnikami, a przez to odzyskał chęć do stacjonarnego pedałowania. Choć to nie prawda, bo powód jest zupełnie inny, ale do tego zaraz dojdzie.

Od pewnego czasu Roch zmaga się z alergią. Wiosna i lato to dla niego były miesiące, które pamięta z kichania, łzawienia oczu. Zaczął się więc odczulać i to pomogło, ale niedawno okazało się, że alergolog, u którego się odczulał przeoczył drobny fakt, że Roch ma astmę. Doszedł do tego alergolog dziecięcy. Żeby było ciekawej to niedawno okazało się, że do alergii i astmy doszła jeszcze jakaś tajemnicza siła, która nazywa się alergią krzyżową, a polega ona na tym, że niektóre pokarmy mogą skrzyżować się z alergenem i organizm może wziąć je za alergen. Na przykład cebulę, albo pomidora.

I tak właśnie jest u Rocha. Po ostatnim opuchnięciu oczu, które trwało dwa dni Roch doszedł do wniosku, że za wiele to on jeść nie może. Serki, nabiał, ryż, mąki, pomidory, cebula i jeszcze trochę rzeczy go uczula, bo organizm myśli, że to pyłki trawy i się broni, a Roch puchnie. I tak, po krótkim wykładzie, ujawnia się powód powrotu na trenażer. Odkąd Roch za czekoladą mleczną się tylko ogląda, a pomidory ogląda w lodówce schudł już prawie osiem kilogramów. Więc szkoda zmarnować taki wynik żrąc dalej.

Piwko zatem poszło w odstawkę (może w weekend tylko), słodkie zostało w szafce, a zamiast obiadu do pracy Roch bierze kanapkę, jakieś warzywo (które może jeść) i koniec. Jednak samochudnięcie trwało wiecznie nie będzie i trzeba pomóc w spalaniu tłuszczu. I tutaj wchodzi trenażer cały na biało. Dziś co prawda tylko rozjeżdżenie, ustawienie i cieszenie się działającym telefonem, ale jutro już poważne pedałowanie będzie. Tak na 10 kilometrów w miejscu.

I tak o to pojawia się całkiem nowy Roch. Bycie chudym jest fajne, choć do ideału jeszcze Rochowi sporo brakuje, a BMI nadal leży i kwiczy, ale strach przed spuchnięciem jest dużo większy, więc Roch dalej je to co organizm toleruje i patrzy na wagę jak ta leci w dół. Na zakończenie krótkie podsumowanie dzisiejszego pedałowania.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 7 stycznia 2019

No to się pokiełbasiło

Na wstępie wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, dodatkowo wesołych, już minionych, Świąt Bożego Narodzenia i pomyślności na rok następny. A teraz pora na wyjaśnienia co to się stało, że na koniec roku Roch skończył się. Ano zaczęło się to wszystko - jak zawsze - przez przedszkole i pierwszą chorobę dzieciorów. Jak pewnie Roch pisał, a jak nie to właśnie pisze, Żonka zaczęła się realizować zawodowo, więc umówili się, że jak coś trzeba będzie wziąć na siebie to Roch to weźmie.

Wiadomo, odwieźć dzieci, przywieźć dzieci, iść na jakieś jasełka, czy inny karnawał, ale to co ich spotkało przerosło wszystkie filmy grozy razem wzięte. No więc dzieci się pochorowały, więc Roch pojechał z nimi do lekarza, wziął L4 na dzieciory i siedział z nimi w domu. Czas spędzony owocnie, Roch poznał różne rodzaje syropów, ale jak trzeba było wziąć na siebie to wziął.

Dwa tygodnie się skończyły, dzieci poszły do przedszkola, Roch wrócił do pracy, jednak los to figlarz jednak jest i długo Roch nie popracował. Wpierw mega zaparcie u jednego z dzieciorów (Roch celowo nie pisze u którego, bo Internety pamiętają), później zaległe Jasełka w przedszkolu, a Roch był kluczową postacią, czyli Baltazarem. Rola życia i kolejne wolne, i tak nastał grudzień i planowany urlop, który w świetle tego, że Roch spędził już dwa tygodnie na L4 był pod znakiem zapytania, ale dzieciory znowu się pochorowały, więc wolne spadło Rochowi z nieba (pewnie za rolę Baltazara).

Później święta, nowy rok, a dzieciory dalej chore. Koniec końców Roch nie mógł sobie pozwolić na kolejne wolne. Jednak alergik łapie szybciej infekcje, więc i są częstsze i dłuższe. Jak tylko wyjdą z kolejnej choroby czeka na nich szczepionka uodparniająca i modlitwy Rocha (i Baltazara) żeby pomogła dzieciom. Szkoda ich zdrowia, a przedszkole jednak daje im spory zastrzyk socjalizacji i rozwoju. O ile już do niego pójdą.

Poza tym trenażer ustąpił miejsce choince, więc Roch nie pedałował, a nawet jakby mógł pedałować to pewnie by nie miał czasu, albo chęci byłoby na tyle żeby dojść do lodówki, otworzyć piwo i dalej nic więcej nie robić. Tak więc ostatnie miesiące były ogólnie nienajlepsze. Teraz trzeba wyzdrowieć dzieci, uodpornić je i liczyć na to, że choroby będą się zdarzać, bo zdarzać się będą, raz na kilka(naście) miesięcy. Wtedy Roch może brać na siebie.

Roch pozdrawia Czytelników.