środa, 15 maja 2019

Misja zakończona sukcesem! Projekt 1x9 został dokonany

Od dawna Roch nie był tak podekscytowany. Oczywiście jeśli chodzi o rowerowe sprawy, albowiem wymyślił sobie, że coś zmieni w rowerze. Żonka co miesiąc robi przemeblowanie, więc Roch też postanowił, że zrobi przemeblowanie w rowerze. Za namową W. Roch poszedł w nowoczesność i wymyślił, że przerobi napęd na 1x9, czyli jedna zębatka z przodu i 9 z tyłu. Jednak Roch musiał być sobą i postawił W. jedno wymaganie. Zębatka ma być niebieska (turkusowa), bo ładnie będzie wyglądała i rower będzie taki spójny.

W. stanął na wysokości zadania. Znalazł jedyną zębatkę w Polsce (poważnie, nawet Velo twierdziło, że jest jedna w Gdyni) i ściągnął ją do Tarnowskich Gór. Specjalnie dla Rocha. Sporo czasu minęło, bo po dwóch tygodniach Roch mógł zawozić rower żeby sfinalizować swój pomysł. Wpierw jednak pozdejmował niepotrzebne graty. Czyli przednią przerzutkę, pancerze, linkę, manetkę. Do tego W. zdjął dwa blaty. Rower odchudzony na maksa. Przy okazji zaszła konieczność wymiany napędu, bo stary nadawał się na złom.

I tak oto Roch przerobił rower. Od dawna o czymś takim myślał i w końcu się udało. Rower wygląda zaje*ście. Z racji okropnej pogody Roch przejechał tylko kilkanaście metrów, ale i tak może powiedzieć, że opłacało się. Do tego waga. Przed modyfikacjami rower ważył 12.30 kg, a po Rochowi udało się zejść do 11 kg. Piórko, normalnie piórko. Nie pozostaje nic innego jak czekać na pogodę, bo teraz jedynie Roch może iść do garażu i podziwiać swoje dzieło, a jest co podziwiać.

O ile Roch nie ma zmysłu estetycznego (spodnie, koszulka i buty zawsze do siebie nie pasują) to rower jakoś tak instynktownie Roch wyczuł. Choć Żonka musiała go hamować bo chciał założyć czerwone śrubki, ale koniec końców Żona wybiła mu ten pomysł z głowy. I dobrze bo wyglądałoby to festyniarsko,

Roch pozdrawia Czytelników.

PS. No chyba nie myśleliście, że będzie bez zdjęcia.


czwartek, 9 maja 2019

Podsumowanie kwietnia i pewna nowość

Wpierw sprawy ważniejsze, a jest o czym pisać, bo od pewnego czasu Staś znowu załapał bakcyla rowerowego. Po drobnym spadku formy i zainteresowania rowerem Staś znowu odkrył magię dwóch, tak dwóch, kółek. Wsiadł na rower i pomknął niczym kolarze z pierwszej trójki UCI. Duma wstąpiła w Rocha i poczucie, że spełnił się jako osoba, która rower ma w sercu, a smar w żyłach. Nie wiadomo dlaczego tak jest, ale od lat *nastu Roch tkwi przy rowerze, dmucha, chucha, nawet jak nie jeździ to go serwisuje.

Ten sezon jest o niebo lepszy, pedałowanie w miarę regularne, długie, więc Roch powrócił do roweru na stałe, ale nie o tym chciał pisać. Jako, że nauczył dwójkę dzieci jazdy na rowerze czuje, że ma podstawy do przekazania tego, jak to zrobić. Roch też sam tego nie wymyślił, ale posłuchał swojego guru rowerowego, z którym przyjaźni się od 15 albo i więcej lat. I ten sposób działa. A sposób jest banalny. Wyjmujemy kij z ramy. Dziecko jest mądre i wie, że jak tata albo mama trzymają za kij to może się pochylić na bok, a kij i tak go wyprostuje.

To prowadzi do rozleniwienia, a jazda na rowerze wygląda tak, że rodzic pcha kijem dziecko. A nie na tym to ma polegać. Dziecko samo musi załapać jak utrzymać równowagę. Zamiast kija można pod pachami dziecka przewinąć chustę albo jakiś szal i trzymać dziecko jak pacynkę od góry. To zapewnia asekuracje, a że dziecko nie jest już prowadzone sztywno tylko buja się na boki to samo musi łapać równowagę. Niestety, to wymaga biegania za rowerem, ale coś za coś. Roch miał okazję sprawdzić ów sposób dwukrotnie i za każdym razem działa. Na początku jest ciężko, ale im dalej tym dzieciak pewniej czuje się rowerze. A kij tylko wyrządza małemu adeptowi kolarstwa krzywdę.

Tak to wygląda i to działa. Jednak jak zawsze trzeba zachować umiar i spokój. Nawet jak brzdąc przez miesiąc nie chce patrzeć na rower to niech nie patrzy, przyjdzie taki moment, że sam będzie chciał pedałować. I ten moment trzeba wykorzystać. Tak więc Roch wykonał swoje zadanie, dzieciory jeżdżą na rowerach. W najbliższym czasie Roch planuje pojeździć ze Stasiem wspólnie, tak żeby nabrał pewności siebie.


* * * *

Teraz pora na podsumowanie kwietnia, czyli na obrazek. Kwiecień był całkiem owocny w rowery. Nawet udało się popsuć licznik z tego wszystkiego. Było też pedałowanie z długo niewidzianym znajomym od roweru. Spotkanie po 8 albo i 9 latach to nie w kij dmuchał wydarzenie. Tak więc kwiecień był udany.

Kilometrów wyszło 61 kilometrów. Na obrazku nie ma kilku wpisów albowiem Roch przez pewien czas jeździł bez licznika, ale Garmin rejestrował wszystko. Oczywiście licznik udało się naprawić, więc maj już rejestrowany jest zgodnie ze sztuką.


Na zakończenie oczywiście obiecany obrazek:


Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Niedługo koniec kwietnia, więc co u Rocha słychać?

To już chyba tradycją się stało, że Roch pisze dwie notki; na początek miesiąca i na koniec. Nie inaczej będzie i tym razem, choć oby to było ostatni raz, jednak znając życie to na pewno coś stanie na przeszkodzie. Jednak do rzeczy, bo kwiecień był bardzo owocny jeśli chodzi o rower. Zaczynając od początku to Żonka dostała swój rower odnowiony i śmigający całkiem przyjemnie, później Roch trochę popedałował, udało mu się nawet zniszczyć jeden element w rowerze, ale szybko go naprawił:


Tak więc licznik ponownie zaczął liczyć kilometry, ale to co przejechał Roch w Tarnowskich Górach zapisało się tylko na zegarku. Później już były Święta i zabawa z dzieciorami. Na koniec miesiąca dzieci pochorowały się i Roch przedłużył sobie poświąteczne wolne, ale już wszystko jest w porządku, a majówka już tuż tuż.

Pora nasmarować łańcuch, zamówić dobrą pogodę i zorganizować jakiś fajny wypad tak żeby i Żonka skorzystała z tego. Bo jej też się należy.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Pewnie będzie jeszcze jedna notka, z podsumowanie i tymi śmiesznymi obrazkami.

niedziela, 14 kwietnia 2019

Podwójne pedałowanie

Kolejny weekend ma się ku końcowi więc pora podsumować co się u Rocha działo. A działo się całkiem sporo bo pogoda dopisała. Nie licząc soboty kiedy padał śnieg, ale niedziela już była skąpana w słońcu, choć temperatura do wiosennych nie należała. Jednak to nie przeszkadzało w pedałowaniu. Rano, przed obiadem, Roch razem z rodzinką pojechał zrobić rundkę, która skończyła się w sklepie "u pani Marzenki" gdzie dzieciory kupiły sobie po soczku, a Roch oparł się pokusie swoich zakupów, bo u Pani Marzenki zawsze zostawiał sporo pieniędzy.

Po obiedzie dzieciory chciały pojeździć na rolkach, wymienić piach w piaskownicy, aż w końcu wypatrzyli babcię z dziadziusiem i poszli z nimi. Więc Roch z Żonką mieli chwilę dla siebie i ją wykorzystali na pedałowanie. I tak dziś rower był dwa razy, ale kilometrów nie za dużo, bo temperatura nie była za wysoka, a i dzień miał się ku końcowi.

Tak więc niedziela była bardzo rowerowa i bardzo udana. Po ostatnim opadzie śniegu trzeba liczyć na to, że pogoda się opamięta i w końcu zrobi się ciepło. Jeśli tak będzie to Roch planuje zabrać rower do pracy, ale to pogoda musi być pewna, żeby nie wozić roweru bez jego użycia.

Roch pozdrawia Czytelników.

środa, 3 kwietnia 2019

Podsumowanie miesiąca i petarda na koniec

Znowu Rochowi się nie pisało, ale miał ku temu powody (jak zresztą zawsze). Pierwszym z nich było to, że Roch wsiadł na poważnie na rower i zaczął jeździć. Z Żonką oczywiście, bo z nią pedałuje się najlepiej. Po powrocie zazwyczaj miał zajęcia z dzieciorami bo stęsknione wróciły od babci. A wieczorem, kiedy nastał długo wyczekiwany spokój i cisza Roch chciał posiedzieć z Żonką i winkiem, które w tym roku wyszło - nie chwaląc się zaiście dobre.

Tak więc komputer był ostatnią rzeczą po jaką Roch sięgał. Dodatkowo Roch wyznaje zasadę "piłeś, nie pisz" więc po spożyciu winka Roch nie pisał i nie jeździł. O drugim powodzie Roch napisze później bo teraz pora na ogłoszenie. Otóż od niedawna można śmigać z Częstochowy aż do samego Olsztyna (tego jurajskiego) bez potrzeby wjeżdżania na ruchliwą drogę. W końcu można bezpiecznie i całkiem komfortowo pedałować na Jurę.

I tak też Roch zrobił z Żonką. Wypad na piwo do Olsztyna i z powrotem. I wszystko to po całkiem nowej ścieżce. Teraz to będzie obowiązkowy punkt każdego weekendu, bo i dystans jest dobry. Całe 40 kilometrów, więc nie w kij dmuchał. Ogólnie ostatni weekend marca zaowocował siedemdziesięcioma kilometrami, bo w sobotę Roch z Żonką byli na Blachowni, a w niedzielę wspomniany już Olsztyn.

I tak na zakończenie garść numerków, czyli podsumowanie marca:


Jak widać jest dobrze, a to wszystko dzięki Żonce, która motywuje Rocha do pedałowania i utrzymywania dobrej kondycji. Weekend był udany do tego stopnia, że w poniedziałek rower Żonki pojechał na zasłużony przegląd od zaprzyjaźnionego W. Po powrocie oczywiście będzie jak nowy i tak ma być, bo jazda na sprawiać przyjemność, a tłukąca się przerzutka tego nie zapewnia.

I na koniec zapowiedziana petarda: Roch wszedł w social media i założył stronę blogaska na Facebooku. Nie gwarantuje, że content będzie jakościowy, ale polubić zawsze można. Na pewno będą informacje o nowych wpisach. Dostępna jest o tutaj: Blog rowerowy

wtorek, 19 marca 2019

Trochę zaległości, ale się dzieje

Długo Roch nic nie pisał, długo żadnych statystyk nie wrzucał, ale koniec zimy wywołał u niego chęć siedzenia na podwórku, jeżdżenia na rowerze i ogólnie spędzania czasu aktywniej. Trenażer z końcem lutego zakończył swoją służbę domową i został przeniesiony do rezerwy piwnicznej, ale za to rower poszedł w ruch, bo i warunki są ku temu sprzyjające. Wraz z Rochem zaczęła pedałować też Żonka, więc jest z kim jeździć i gdzie jeździć.

Jeśli zaś o samego Roch chodzi to waga idzie w dół, samopoczucie w górę. Pogoda w końcu zrobiła się wiosenna więc ilość rowerów tez powinna wzrosnąć. Nawet tych co to "po pracy w okolicy". Co więcej od pewnego czasu pedałują już w czwórkę bo Staś załapał pedałowanie i już sam kręci kilometry po okolicy, a ostatnio nawet kazał sobie odkręcić boczne kółka i zaczął jeździć na dwóch. Co prawda jeszcze czasem zapomni o równowadze, ale Roch skutecznie go łapie. Tak więc Roch sprawdził się jako nauczyciel kolarstwa. Teraz tylko podtrzymywać ten żar coby nie zgasł.

W lutym, to już o cyferkach będzie, Rochowi udało się przejechać całkiem ładną sumkę kilometrów. Bo i był trenażer i był rower i nawet było dalsze pedałowanie w czasie kiedy dzieci były w przedszkolu. Tak więc poniżej obrazek z cyferkami, a Roch już myśli o kolejnym weekendzie i pedałowaniu.

A od kwietnia Roch zaczyna przygotowania do biegania. Zegarek zaplanował mu treningi, więc Roch też napomknie jak mu idzie.

Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 15 lutego 2019

Lepiej być ciachem niż jeść ciastko

Wiosna, wiosna i jeszcze raz WIOSNA! W końcu wiosenne powietrze czuć, w końcu śnieg stopniał i w końcu można przesiąść się z roweru zakotwiczonego w trenażerze na rower wolny jak ptak. To, że Roch nie pisał spowodowane był tym, że miał wolne, bo dzieci trzeba było odbierać z przedszkola. Jednak to dopiero popołudniu, a do tego czasu Roch miał wolne.

Szybko ogarnął dom, naczynia czyste do szafek, brudne do zmywarki, odkurzanie podłóg, wizyta w sklepie, przygotowanie obiadu i wolne. Na początku tygodnia pogoda była kijowa więc Roch pedałował w domu, jednak koniec tygodnia to szaleństwo. Roch poczuł takie parcie na rower, że wczoraj przejechał 26 kilometrów, a dziś w ramach regeneracji przejechał 30 kilometrów. Na końcu wpisu będą dowody.

Wczoraj pojechał do Żonki do pracy pomachać jej, a dziś wymyślił, że pojedzie sobie trasą, którą dawno chciał pojechać, a że pogoda była wręcz idealna do tego więc żal było siedzieć w domu przed komputerem. Chata ogarnięta, więc można pedałować. Na początek Kalej, później Biała, Kamyk i Częstochowa. Jak widać Roch trzymał się wiosek, bo główne drogi nie są dla niego. Tempo zacne, kondycja na 5+, raczej nie ma zadyszki, ale jest chęć do pedałowania. Tak wielka, że Roch na trenażerze kręci po 15 kilometrów ze średnią prędkością 25 km/h.

I teraz najfajniejsze w tym wszystkim co ostatnio się z Rochem stało. Waga pokazuje już 12 kilogramów Rocha mniej! 12 kilogramów i ciągle idzie w dół. Dzięki temu Roch czuje się znacznie lepiej, ma płaski brzuch, choć do kaloryfera jeszcze mu brakuje, ale stopy i nie tylko już widzi. Paradoksalnie to wszystko przez alergię, bo po opuchnięciu Roch na serio się wystraszył i stwierdził, że koniec ze 120-o kilowym Rochem, teraz wisi on na granicy trzycyfrowej wagi i niedługo waga będzie pokazywała dwie cyfry. Jednak odstawił wiele rzeczy, bo wielu jeść nie może. Pomidory, cebula, seler, wszelkiej maści nabiał, majonez, fast foody poszły w kosz. Chipsy, przekąski też wylądowały w koszu.

I tego się trzyma. Gdyby ktoś potrzebował tabeli alergenów krzyżujących to fajne zestawienie jest tutaj. I tyle; nie trzeba zamęczać się na siłowni miesiąc przed wakacjami, nie trzeba stosować diet cud. Odrobina samozaparcia, sporo strachu i alergia wystarczą. Teraz nawet gdyby Roch ozdrowiał to sera, czy majonezu by nie tknął. O pizzy czy kebabie nie wspominając.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Obiecane ślady:


Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 11 lutego 2019

Ciągle się pedałuje

Pogoda zaczyna normalnieć, a to znaczy że wiosna stoi u drzwi i puka. Jeszcze jakieś nieśmiałe podrygi zimy widać, ale to już chyba ostatki i można zacząć myśleć o tym, że niedługo już będzie można pedałować na zewnątrz, a nie tylko w miejscu. Jeśli chodzi zaś o pedałowanie w miejscu to Roch nie ustaje w postanowieniu, że pedałować ma bo czuje się o wiele lepiej. Od dziś dodatkowo ma urlop, dzieci idą do przedszkola, więc Roch do 1500 ma wolne. Dziś co prawda chciał już iść na rower, ale raz że pogoda nie sprzyjała i co chwilę padało, a dwa Roch chciał umyć samochód z zimowego błota i soli.

Tak więc zeszło mu się, ale jutro o ile pogoda dopisze to pójdzie pojeździć trochę na zewnątrz, a wieczorem oczywiście trenażer. Dzisiaj trenażer był w południe, przed odebraniem dzieci z przedszkola; więc szybkie 10 kilometrów i można jechać do przedszkola. Po powrocie dzieciory zjadły obiad i poszły się bawić, a Roch razem z nimi. Dziś trenażera wystarczy. Kolejny jutro, a może nawet i rower jakiś uda się uskutecznić. Na zakończenie oczywiście zapis w dzienniczku.


Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Miśka już w tym roku pedałowała. Oto dowód:


poniedziałek, 4 lutego 2019

Dzień bez trenażera to dzień stracony

Roch wkręcił się w dochodzenie do bycia fit. Co prawda do fit blogera mu bardzo daleko, ale dziś robiąc zakupy w Lidlu kupił sobie batonik fit, z pełnymi ziarnami, bez cukru i chyba nawet było tam napisane, że jest vege, ale na to już Roch nie zwracał uwagi. A tak naprawdę to Roch nie je słodyczy, szczególnie czekolady mlecznej więc zadowolił się batonikiem (chyba) vege. Całkiem smaczny, coś jak połączenie kłosa zboża z trawą.

Poważnie zaś pisząc to Roch wkręcił się w kręcenie, bo teraz już nie wyobraża sobie wieczoru bez pedałowania. Kiedyś pił piwo, a teraz pedałuje i ta zmiana wyszła mu całkiem na dobre. Do tego ograniczył się w jedzeniu i piciu i to też na dobre mu wyszło. Patrząc na postępy w tym jak idzie mu pedałowanie to może on powiedzieć, że kondycja rośnie. Widać to po pulsie, który na początku pedałowania wystrzeliwał mu w kosmos, a teraz leniwie pnie się do góry i ciężko mu już osiągnąć więcej niż 160 - 170 u/min.

Tak więc w końcu, po wielu próbach i podejściach i – przede wszystkim postach na blogu – udało mu się wejść na trenażer na dłużej i chyba już z niego nie zrezygnuje. Nawet wczoraj, pedałując z Żonką po mieście nie czuł, że brzuch mu ciąży, a kondycja została gdzieś daleko w tyle. Na pewno pedałowanie w miejscu przyczyniło się do tego, że Roch na nowo odkrył jak lubi pedałować i jakie tempo mu odpowiada. Teraz tylko dociągnąć do lata i można śmiało wskakiwać na rower i robić jakieś dłuższe dystanse.

Póki co Roch cieszy się, że pedałuje. Nawet stacjonarnie. Bo rower to jest to. I na zakończenie oczywiście migawka ze statystyk.

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 3 lutego 2019

Na trenażerze i na rowerze

Tak się złożyło, że wczoraj Roch nic nie pisał, ale oczywiście pedałował w miejscu, bo na wadze widać szokujące postępy, więc Roch idzie za ciosem i nie odpuszcza. Wczorajsze pedałowanie miało być bombą, ale okazało się, że na początku Rochowi to w ogóle nie chciało się, ale później się zachciało i dojechał do regulaminowych 10 kilometrów, ale kolejna dziesiątka była poza zasięgiem Rocha, a dodatkowo Żonka oglądała seriale i Roch nie chciał jej hałasować piszczącym łańcuchem. A przynajmniej taką miał wymówkę. Po przejechaniu swojego dystansu, poszedł z Żonką oglądać seriale. Jednak co miał zrobić to zrobił, na co dowód jest po lewej stronie.

Dziś od rana pogoda była zachęcająca, a Rocha aż nosiło żeby popedałować. Korzystając z tego, że Żonka zaniemogła spaniowo, Roch przejął dzieci, porobił im łódki, poukładał klocki i ogólnie zajął im czas tak żeby Żonka mogła się wyspać (To oczywiście fikcja literacka. Roch po prostu się z nimi bawił bo lubi to robić, a na rower i tak by poszedł.). Po tym jak wstała Roch przeszedł do ataku:

"Sprawa jest" - zarzucił temat.
"No jaka?" - Zapytała Żonka.
"Nie chcesz wiedzieć ile można stracić?" - Budował napięcie Roch.
"I tak już straciłam..." - Odparła atak Żonka.
"Na rower bym poszedł" - Wystrzelił Roch.

Oczywiście nie było problemu, zresztą nigdy nie ma problemu, więc Roch już w wyobraźni wciskał w obcisłe. I koniec końców Żonka też była w obcisłym i razem poszli pedałować. I było fajnie, choć zimno i jak na luty przystało gdzieniegdzie leżał śnieg. Co wcale nie powinno dziwić ponieważ to środek zimy powinien być, ale oby to już jej schyłek był. Bo Rochowi chce się pedałować. Temperatura wahała się w okolicach +2.5°C więc wcale tak zimno nie było, choć Żonka w palce zmarzła.

Na koniec zaczął padać deszcz więc powrót do domu był mokry i wkurzający, bo krople deszczu wpadały do oczu. Jednak pomimo deszczu, obiektywnie na to patrząc, było to całkiem fajny i całkiem spontaniczny wypad rowerowy. No i całkiem długi, bo kilometrów wyszło 10. I wieczór Roch ma wolny. Choć nie do końca, bo musi z powrotem zmienić oponę na tę trenażerową, bo od jutro znowu pedałowanie w miejscu.

Na zakończenie oczywiście zapis dzisiejszego wypadu:


Roch pozdrawia Czytelników.

piątek, 1 lutego 2019

Ciągłe pedałowanie i podsumowanie

Roch nie ustaje w postanowieniu, że będzie pedałował w miejscu i od trzech dni udaje mu się dotrzymać to postanowienie. Co prawda wczoraj notki nie było, ale pedałowanie było. Na dowód tego Roch zamieszcza wyciąg ze statystyk wczorajszego pedałowania. Skończył on dość późno, więc nie chciał już rozkładać się z komputerem. Dziś jednak nadrobi to bo połączy wczorajsze pedałowanie, dzisiejsze i statystki za styczeń, bo rzutem na taśmę udało się wpisać w dwie ostatnie komórki stycznia liczby inne niż 0 (zero jest cyfrą oczywiście). Tak więc jest się czym chwalić, ale przede wszystkim u Rocha wykwitła chęć do zmiany i do odzyskania kondycji. Jednak to 8 kilogramów, które do tej pory zrzucił ciążyły mu wielce, odbierając chęć do pedałowania.

Dziś miał taką ochotę na pedałowanie, że spokojnie dociągnął by do godziny, ale nie chciał przesadzić w drugą stronę i jutro nie umierać z bólu. W końcu jutro też jest wieczór i też można pedałować, a nawet trzeba. Jutro może uda wejść się na wyższy poziom i dociągnąć do godziny. Dziś prawie się to udało, ale Roch nie chciał popaść ze skrajności w skrajność, a do sezonu jeszcze spokojnie dwa miesiące, więc najlepszy czas na zdobycie kondycji i zrzucenie jeszcze paru(nastu) kilogramów. Roch czuje potrzebę pedałowania jak nigdy od 6 czy tam 7 lat. Jak mógłby to wskoczyłby na rower i pojeździł gdzieś na zewnątrz, ale wie że skończyłoby się to jakąś chorobą, a potem dzieci jedno po drugim i tak pewnie dochorowaliby do wiosny.

Więc Roch grzecznie czeka na ocieplenie i wydłużenie dnia. Z tym ostatnim już jest z górki - Roch wychodząc z pracy już nie doświetla sobie parkingu telefonem. Widać, że dzień jeszcze tak całkiem się nie skończył i jest już bliżej niż dalej do wyczekiwanej wiosny. A plany są całkiem poważne. Na pewno kolejne Paprocany, może też inny kierunek, ale to jeszcze jest w fazie planowania. Przez ostatni czas Roch sporo narysował sobie tras, którymi chciałby pojeździć.

Na pewno jedną z nich jest dojazd do Tarnowskich Gór i z powrotem, ale to już zostaje na głębokie lato tak żeby dzień był długi, pogoda pewna a na peronach było ciepło, bo szczerze to Roch nie wie jakby się to skończyło. Tak więc pedałowanie idzie całkiem dobrze i tak pewnie już zostanie.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Na zakończenie oczywiście styczniowe liczby.

środa, 30 stycznia 2019

We are back baby!

No i stało się, po długich oczekiwaniach i narzekaniach w końcu Roch doczekał się aktualizacji, która naprawiła jego telefon i w końcu zaczął on działać z czujnikami, a przez to odzyskał chęć do stacjonarnego pedałowania. Choć to nie prawda, bo powód jest zupełnie inny, ale do tego zaraz dojdzie.

Od pewnego czasu Roch zmaga się z alergią. Wiosna i lato to dla niego były miesiące, które pamięta z kichania, łzawienia oczu. Zaczął się więc odczulać i to pomogło, ale niedawno okazało się, że alergolog, u którego się odczulał przeoczył drobny fakt, że Roch ma astmę. Doszedł do tego alergolog dziecięcy. Żeby było ciekawej to niedawno okazało się, że do alergii i astmy doszła jeszcze jakaś tajemnicza siła, która nazywa się alergią krzyżową, a polega ona na tym, że niektóre pokarmy mogą skrzyżować się z alergenem i organizm może wziąć je za alergen. Na przykład cebulę, albo pomidora.

I tak właśnie jest u Rocha. Po ostatnim opuchnięciu oczu, które trwało dwa dni Roch doszedł do wniosku, że za wiele to on jeść nie może. Serki, nabiał, ryż, mąki, pomidory, cebula i jeszcze trochę rzeczy go uczula, bo organizm myśli, że to pyłki trawy i się broni, a Roch puchnie. I tak, po krótkim wykładzie, ujawnia się powód powrotu na trenażer. Odkąd Roch za czekoladą mleczną się tylko ogląda, a pomidory ogląda w lodówce schudł już prawie osiem kilogramów. Więc szkoda zmarnować taki wynik żrąc dalej.

Piwko zatem poszło w odstawkę (może w weekend tylko), słodkie zostało w szafce, a zamiast obiadu do pracy Roch bierze kanapkę, jakieś warzywo (które może jeść) i koniec. Jednak samochudnięcie trwało wiecznie nie będzie i trzeba pomóc w spalaniu tłuszczu. I tutaj wchodzi trenażer cały na biało. Dziś co prawda tylko rozjeżdżenie, ustawienie i cieszenie się działającym telefonem, ale jutro już poważne pedałowanie będzie. Tak na 10 kilometrów w miejscu.

I tak o to pojawia się całkiem nowy Roch. Bycie chudym jest fajne, choć do ideału jeszcze Rochowi sporo brakuje, a BMI nadal leży i kwiczy, ale strach przed spuchnięciem jest dużo większy, więc Roch dalej je to co organizm toleruje i patrzy na wagę jak ta leci w dół. Na zakończenie krótkie podsumowanie dzisiejszego pedałowania.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 7 stycznia 2019

No to się pokiełbasiło

Na wstępie wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, dodatkowo wesołych, już minionych, Świąt Bożego Narodzenia i pomyślności na rok następny. A teraz pora na wyjaśnienia co to się stało, że na koniec roku Roch skończył się. Ano zaczęło się to wszystko - jak zawsze - przez przedszkole i pierwszą chorobę dzieciorów. Jak pewnie Roch pisał, a jak nie to właśnie pisze, Żonka zaczęła się realizować zawodowo, więc umówili się, że jak coś trzeba będzie wziąć na siebie to Roch to weźmie.

Wiadomo, odwieźć dzieci, przywieźć dzieci, iść na jakieś jasełka, czy inny karnawał, ale to co ich spotkało przerosło wszystkie filmy grozy razem wzięte. No więc dzieci się pochorowały, więc Roch pojechał z nimi do lekarza, wziął L4 na dzieciory i siedział z nimi w domu. Czas spędzony owocnie, Roch poznał różne rodzaje syropów, ale jak trzeba było wziąć na siebie to wziął.

Dwa tygodnie się skończyły, dzieci poszły do przedszkola, Roch wrócił do pracy, jednak los to figlarz jednak jest i długo Roch nie popracował. Wpierw mega zaparcie u jednego z dzieciorów (Roch celowo nie pisze u którego, bo Internety pamiętają), później zaległe Jasełka w przedszkolu, a Roch był kluczową postacią, czyli Baltazarem. Rola życia i kolejne wolne, i tak nastał grudzień i planowany urlop, który w świetle tego, że Roch spędził już dwa tygodnie na L4 był pod znakiem zapytania, ale dzieciory znowu się pochorowały, więc wolne spadło Rochowi z nieba (pewnie za rolę Baltazara).

Później święta, nowy rok, a dzieciory dalej chore. Koniec końców Roch nie mógł sobie pozwolić na kolejne wolne. Jednak alergik łapie szybciej infekcje, więc i są częstsze i dłuższe. Jak tylko wyjdą z kolejnej choroby czeka na nich szczepionka uodparniająca i modlitwy Rocha (i Baltazara) żeby pomogła dzieciom. Szkoda ich zdrowia, a przedszkole jednak daje im spory zastrzyk socjalizacji i rozwoju. O ile już do niego pójdą.

Poza tym trenażer ustąpił miejsce choince, więc Roch nie pedałował, a nawet jakby mógł pedałować to pewnie by nie miał czasu, albo chęci byłoby na tyle żeby dojść do lodówki, otworzyć piwo i dalej nic więcej nie robić. Tak więc ostatnie miesiące były ogólnie nienajlepsze. Teraz trzeba wyzdrowieć dzieci, uodpornić je i liczyć na to, że choroby będą się zdarzać, bo zdarzać się będą, raz na kilka(naście) miesięcy. Wtedy Roch może brać na siebie.

Roch pozdrawia Czytelników.