Rok: 2019

  • Na trenażerze i na rowerze

    Tak się złożyło, że wczoraj Roch nic nie pisał, ale oczywiście pedałował w miejscu, bo na wadze widać szokujące postępy, więc Roch idzie za ciosem i nie odpuszcza. Wczorajsze pedałowanie miało być bombą, ale okazało się, że na początku Rochowi to w ogóle nie chciało się, ale później się zachciało i dojechał do regulaminowych 10 kilometrów, ale kolejna dziesiątka była poza zasięgiem Rocha, a dodatkowo Żonka oglądała seriale i Roch nie chciał jej hałasować piszczącym łańcuchem. A przynajmniej taką miał wymówkę. Po przejechaniu swojego dystansu, poszedł z Żonką oglądać seriale. Jednak co miał zrobić to zrobił, na co dowód jest po lewej stronie.

    Dziś od rana pogoda była zachęcająca, a Rocha aż nosiło żeby popedałować. Korzystając z tego, że Żonka zaniemogła spaniowo, Roch przejął dzieci, porobił im łódki, poukładał klocki i ogólnie zajął im czas tak żeby Żonka mogła się wyspać (To oczywiście fikcja literacka. Roch po prostu się z nimi bawił bo lubi to robić, a na rower i tak by poszedł.). Po tym jak wstała Roch przeszedł do ataku:

    – \”Sprawa jest\” – zarzucił temat.
    – \”No jaka?\” – Zapytała Żonka.
    – \”Nie chcesz wiedzieć ile można stracić?\” – Budował napięcie Roch.
    – \”I tak już straciłam…\” – Odparła atak Żonka.
    – \”Na rower bym poszedł\” – Wystrzelił Roch.

    Oczywiście nie było problemu, zresztą nigdy nie ma problemu, więc Roch już w wyobraźni wciskał w obcisłe. I koniec końców Żonka też była w obcisłym i razem poszli pedałować. I było fajnie, choć zimno i jak na luty przystało gdzieniegdzie leżał śnieg. Co wcale nie powinno dziwić ponieważ to środek zimy powinien być, ale oby to już jej schyłek był. Bo Rochowi chce się pedałować. Temperatura wahała się w okolicach +2.5°C więc wcale tak zimno nie było, choć Żonka w palce zmarzła.

    Na koniec zaczął padać deszcz więc powrót do domu był mokry i wkurzający, bo krople deszczu wpadały do oczu. Jednak pomimo deszczu, obiektywnie na to patrząc, było to całkiem fajny i całkiem spontaniczny wypad rowerowy. No i całkiem długi, bo kilometrów wyszło 10. I wieczór Roch ma wolny. Choć nie do końca, bo musi z powrotem zmienić oponę na tę trenażerową, bo od jutro znowu pedałowanie w miejscu.

    Na zakończenie oczywiście zapis dzisiejszego wypadu:

    Roch pozdrawia Czytelników.
  • Ciągłe pedałowanie i podsumowanie

    Roch nie ustaje w postanowieniu, że będzie pedałował w miejscu i od trzech dni udaje mu się dotrzymać to postanowienie. Co prawda wczoraj notki nie było, ale pedałowanie było. Na dowód tego Roch zamieszcza wyciąg ze statystyk wczorajszego pedałowania. Skończył on dość późno, więc nie chciał już rozkładać się z komputerem. Dziś jednak nadrobi to bo połączy wczorajsze pedałowanie, dzisiejsze i statystki za styczeń, bo rzutem na taśmę udało się wpisać w dwie ostatnie komórki stycznia liczby inne niż 0 (zero jest cyfrą oczywiście). Tak więc jest się czym chwalić, ale przede wszystkim u Rocha wykwitła chęć do zmiany i do odzyskania kondycji. Jednak to 8 kilogramów, które do tej pory zrzucił ciążyły mu wielce, odbierając chęć do pedałowania.

    Dziś miał taką ochotę na pedałowanie, że spokojnie dociągnął by do godziny, ale nie chciał przesadzić w drugą stronę i jutro nie umierać z bólu. W końcu jutro też jest wieczór i też można pedałować, a nawet trzeba. Jutro może uda wejść się na wyższy poziom i dociągnąć do godziny. Dziś prawie się to udało, ale Roch nie chciał popaść ze skrajności w skrajność, a do sezonu jeszcze spokojnie dwa miesiące, więc najlepszy czas na zdobycie kondycji i zrzucenie jeszcze paru(nastu) kilogramów. Roch czuje potrzebę pedałowania jak nigdy od 6 czy tam 7 lat. Jak mógłby to wskoczyłby na rower i pojeździł gdzieś na zewnątrz, ale wie że skończyłoby się to jakąś chorobą, a potem dzieci jedno po drugim i tak pewnie dochorowaliby do wiosny.

    Więc Roch grzecznie czeka na ocieplenie i wydłużenie dnia. Z tym ostatnim już jest z górki – Roch wychodząc z pracy już nie doświetla sobie parkingu telefonem. Widać, że dzień jeszcze tak całkiem się nie skończył i jest już bliżej niż dalej do wyczekiwanej wiosny. A plany są całkiem poważne. Na pewno kolejne Paprocany, może też inny kierunek, ale to jeszcze jest w fazie planowania. Przez ostatni czas Roch sporo narysował sobie tras, którymi chciałby pojeździć.

    Na pewno jedną z nich jest dojazd do Tarnowskich Gór i z powrotem, ale to już zostaje na głębokie lato tak żeby dzień był długi, pogoda pewna a na peronach było ciepło, bo szczerze to Roch nie wie jakby się to skończyło. Tak więc pedałowanie idzie całkiem dobrze i tak pewnie już zostanie.

    Roch pozdrawia Czytelników.

    PS.
    Na zakończenie oczywiście styczniowe liczby.

  • We are back baby!

    No i stało się, po długich oczekiwaniach i narzekaniach w końcu Roch doczekał się aktualizacji, która naprawiła jego telefon i w końcu zaczął on działać z czujnikami, a przez to odzyskał chęć do stacjonarnego pedałowania. Choć to nie prawda, bo powód jest zupełnie inny, ale do tego zaraz dojdzie.

    Od pewnego czasu Roch zmaga się z alergią. Wiosna i lato to dla niego były miesiące, które pamięta z kichania, łzawienia oczu. Zaczął się więc odczulać i to pomogło, ale niedawno okazało się, że alergolog, u którego się odczulał przeoczył drobny fakt, że Roch ma astmę. Doszedł do tego alergolog dziecięcy. Żeby było ciekawej to niedawno okazało się, że do alergii i astmy doszła jeszcze jakaś tajemnicza siła, która nazywa się alergią krzyżową, a polega ona na tym, że niektóre pokarmy mogą skrzyżować się z alergenem i organizm może wziąć je za alergen. Na przykład cebulę, albo pomidora.

    I tak właśnie jest u Rocha. Po ostatnim opuchnięciu oczu, które trwało dwa dni Roch doszedł do wniosku, że za wiele to on jeść nie może. Serki, nabiał, ryż, mąki, pomidory, cebula i jeszcze trochę rzeczy go uczula, bo organizm myśli, że to pyłki trawy i się broni, a Roch puchnie. I tak, po krótkim wykładzie, ujawnia się powód powrotu na trenażer. Odkąd Roch za czekoladą mleczną się tylko ogląda, a pomidory ogląda w lodówce schudł już prawie osiem kilogramów. Więc szkoda zmarnować taki wynik żrąc dalej.

    Piwko zatem poszło w odstawkę (może w weekend tylko), słodkie zostało w szafce, a zamiast obiadu do pracy Roch bierze kanapkę, jakieś warzywo (które może jeść) i koniec. Jednak samochudnięcie trwało wiecznie nie będzie i trzeba pomóc w spalaniu tłuszczu. I tutaj wchodzi trenażer cały na biało. Dziś co prawda tylko rozjeżdżenie, ustawienie i cieszenie się działającym telefonem, ale jutro już poważne pedałowanie będzie. Tak na 10 kilometrów w miejscu.

    I tak o to pojawia się całkiem nowy Roch. Bycie chudym jest fajne, choć do ideału jeszcze Rochowi sporo brakuje, a BMI nadal leży i kwiczy, ale strach przed spuchnięciem jest dużo większy, więc Roch dalej je to co organizm toleruje i patrzy na wagę jak ta leci w dół. Na zakończenie krótkie podsumowanie dzisiejszego pedałowania.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • No to się pokiełbasiło

    Na wstępie wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, dodatkowo wesołych, już minionych, Świąt Bożego Narodzenia i pomyślności na rok następny. A teraz pora na wyjaśnienia co to się stało, że na koniec roku Roch skończył się. Ano zaczęło się to wszystko – jak zawsze – przez przedszkole i pierwszą chorobę dzieciorów. Jak pewnie Roch pisał, a jak nie to właśnie pisze, Żonka zaczęła się realizować zawodowo, więc umówili się, że jak coś trzeba będzie wziąć na siebie to Roch to weźmie.

    Wiadomo, odwieźć dzieci, przywieźć dzieci, iść na jakieś jasełka, czy inny karnawał, ale to co ich spotkało przerosło wszystkie filmy grozy razem wzięte. No więc dzieci się pochorowały, więc Roch pojechał z nimi do lekarza, wziął L4 na dzieciory i siedział z nimi w domu. Czas spędzony owocnie, Roch poznał różne rodzaje syropów, ale jak trzeba było wziąć na siebie to wziął.

    Dwa tygodnie się skończyły, dzieci poszły do przedszkola, Roch wrócił do pracy, jednak los to figlarz jednak jest i długo Roch nie popracował. Wpierw mega zaparcie u jednego z dzieciorów (Roch celowo nie pisze u którego, bo Internety pamiętają), później zaległe Jasełka w przedszkolu, a Roch był kluczową postacią, czyli Baltazarem. Rola życia i kolejne wolne, i tak nastał grudzień i planowany urlop, który w świetle tego, że Roch spędził już dwa tygodnie na L4 był pod znakiem zapytania, ale dzieciory znowu się pochorowały, więc wolne spadło Rochowi z nieba (pewnie za rolę Baltazara).

    Później święta, nowy rok, a dzieciory dalej chore. Koniec końców Roch nie mógł sobie pozwolić na kolejne wolne. Jednak alergik łapie szybciej infekcje, więc i są częstsze i dłuższe. Jak tylko wyjdą z kolejnej choroby czeka na nich szczepionka uodparniająca i modlitwy Rocha (i Baltazara) żeby pomogła dzieciom. Szkoda ich zdrowia, a przedszkole jednak daje im spory zastrzyk socjalizacji i rozwoju. O ile już do niego pójdą.

    Poza tym trenażer ustąpił miejsce choince, więc Roch nie pedałował, a nawet jakby mógł pedałować to pewnie by nie miał czasu, albo chęci byłoby na tyle żeby dojść do lodówki, otworzyć piwo i dalej nic więcej nie robić. Tak więc ostatnie miesiące były ogólnie nienajlepsze. Teraz trzeba wyzdrowieć dzieci, uodpornić je i liczyć na to, że choroby będą się zdarzać, bo zdarzać się będą, raz na kilka(naście) miesięcy. Wtedy Roch może brać na siebie.

    Roch pozdrawia Czytelników.