Archiwum autora: Roch Brada

Bike Atelier Maraton 2021 – Częstochowa

Po długiej przerwie spowodowanej kowidem, lockdownem i całą otoczką związaną z obostrzeniami Roch wrócił do swoich zajęć. Oczywiście wrócił dużo, dużo wcześniej, ale dopiero teraz mógł w pełni wziąć udział w maratonie. Pierwsze podejście, do wyścigu w Tarnowskich Górach, skończyło się tym, że Roch pisał do organizatorów z prośbą o przeniesienie opłaty, bo ręka nie dawała rady utrzymać szklanki, a co dopiero kierownicy. Jednak start w Bike Atelier Maraton ma swoją długa historię. Ogólnie były przygody, było błoto, ale też był wypadek, byli ratownicy, a nawet była pierwsza pomoc. Ogólnie działo się, nawet więcej niż powinno się dziać, ale jadąc w wyścigu można spodziewać się wszystkiego. Dosłownie.

Czytaj dalej

Lusterka rowerowe XLC MR-K12

Nie minęło wiele od ostatniej recenzji, a przed Roch leżą już nowe „gadżety”. Cudzysłów jest tutaj bardzo na miejscu, bo to o czym Roch będzie pisał wcale gadżetem nie jest, a ma realny wpływ na nasze bezpieczeństwo. Tak się złożyło, że Roch wstrzelił się z recenzją w czas kiedy trwa akcja Bezpieczny rower zorganizowana przez rowertour.com. I tak właśnie w dzisiejszej recenzji zostanie poruszona kwestia bezpieczeństwa na rowerze, a dokładnie tego co dzieje się za naszymi plecami, bowiem bohaterem – a w zasadzie bohaterami – tej recenzji będą lusterka rowerowe XLC MR-K12. A dokładnie to lewego i prawego lusterka, bo Roch dostał ich komplet.

Czytaj dalej

Tylny błotnik XLC MG-C27

Lato w pełni, sezon wakacyjny uraczył wszystkich lejącym się żarem z nieba. Pogoda doskonała jak na wakacje. Nie licząc tych nawałnic i setek alertów RCB można powiedzieć, że lato tego roku jest wyjątkowo sprzyjające i oby tak pozostało jak najdłużej. Za Rochem już wakacyjny urlop, z którego przywiózł tonę piachu w samochodzie, setki zdjęć i zadowolone bombelki, które w morzu wyszalały się na cały rok. Przywiózł także nienachalną opaleniznę i rozwalony łokieć, ale tej dramy już chyba wystarczy. Najlepsze w tych wakacjach – oczywiście poza pogodą, miejscówką i rodzinnym wypoczynkiem ‒ było to, że jak Roch wrócił do domu to czekała na niego paczka z dobrem od rowertour.com. O paczce wiedział jeszcze podczas urlopu i ten fakt dodawał +100 do wypoczynku i relaksu. Po powrocie rozerwał gigantyczny karton i wyjął z niego tylny błotnik XLC MG-C27. I właśnie on jest bohaterem dzisiejszej recenzji.

Czytaj dalej

Urlop, wakacje i kontuzja

Okres urlopowy można uznać za zakończony. W tym roku było wszystko; słońce, pogoda i woda, bo w tym roku urlop wyglądał trochę inaczej niż zawsze. Początkowo Roch planował, że jak to na urlopie, pojeździć na rowerze i pewnie załatwić wszystkie urzędy, ale okazało się, że jednak będzie inaczej. Poniedziałek został na załatwienie spraw remontowych, urzędowych i zakupowych, bo w wtorek zaplanowany był wyjazd nad morze. To polskie, Bałtyckie.

Tak, całkiem spontaniczny urlop nad morzem. Początkowo Roch był trochę zaniepokojony, bo wiadomo – zimno, drogo i sinice. Na tę okazję spakował sobie długie spodnie i bluzę, bo \”przezorny zawsze ubezpieczony\”, ale na miejscu okazało się, że długie spodnie mogły zostać w szafie, bo pogoda wybitnie się udała. To chyba pierwszy taki urlop, kiedy nie padało i nie trzeba było szukać atrakcji pod dachem. W sumie to poza zwiedzaniem Darłowa, to Roch z Bombelkami siedzieli w morzu, bo woda była idealna. I tak mijały wakacje beztrosko, aż Roch załatwił sobie łokieć.

Co prawda kontuzja nie jest duża, ale skutecznie Roch wyłączyła ze startu w Bike Atelier Maraton w Tarnowskich Górach. Na szczęście Organizatorzy poszli Rochowi na rękę i przenieśli opłatę startową na edycję w Częstochowie i tam Roch ma nadzieje wystartować, bo z łokciem jest lepiej. Do sierpnia powinien się całkiem \”wydobrzyć\”. Z planu minimum zostało jeszcze mniejsze minimum, ale co zrobić – po powrocie Roch ledwo trzymał szklankę, a co dopiero skaczącą kierownicę.

Obecnie w planach ma rozpoczęcie pedałowania, bo urlop rozleniwił Roch straszliwie, ale powoli włącza mu się tryb \”co by tu porobić\”, a coś znalazło by się na pewno. Na przykład kolejna, zbliżająca się wielkimi krokami, recenzja. Trzeba by też pociągnąć dalej remont, bo drugi etap można śmiało zaczynać. Tak więc, w skrócie, tak wyglądały Rocha wakacje.

Teraz pora zabrać się za porządne pedałowanie, bo chociaż raz trzeba przejechać jakiś dłuższy dystans, a może nawet objechać trasę maratonu w Częstochowie. No i może kiedyś tę z Tarnowskich Gór, bo szkoda zmarnować ślad GPS.

Na zakończenie jeszcze jedno zdjęcie z wakacji, Taka pamiąteczka wpadła:

Roch pozdrawia Czytelników.

Krótka historia głupiej awarii

Jako, że pierwszy etap remontu zakończył się sukcesem to Roch zintensyfikował pedałowanie żeby odbić sobie te wszystkie dni spędzone z gipsem i wałkiem. Jednak coś ostatnio w gravelu nie grało (albo nie gravelowało; taki suchar). Znacie pewnie to uczucie, że z zewnątrz wszystko wygląda na dopieszczone, bo przecież człowiek dba lepiej niż o własną żonę, a jednak wsiadacie na rower i końcówki nerwowe wyczuwają, że coś nie działa. Jakby obcy rower znajdował się między nogami. To uczucie przechodzi w niepokój i niepewność. No więc Roch zaczął jeździć i obserwować.

Po kilku chwilach już wiedział gdzie leży problem. Pedały! To tam jest źródło niepokoju, to końcówki nerwowe na stopach przekazują do \”Rowerowego Ośrodka Mózgowego\” informację, że coś jest nie tak. To tam ma swój początek lęk i niepokój. Jednak to dopiero był początek ustalania tego, co jest nie tak. W końcu Roch wykrył awarię. Jeden pedał nie wpina się, a dokładnie to jedna strona jednego pedału nie wpina.

Parafrazując klasyka:

 – \”Panie majster, rower się zepsuł!\”
– \”Jak to, cały się zepsuł?!\”
– \”Nie no, tylko pedał z jednej strony się nie wpina\”
– \”A z ilu stron można wpiąć się w pedały?\”
– \”No z czterech\”
– \”No to mówcie, że trzy strony pedałów działają\”
– \”Ale przecież to to samo!\”
– \”No tak, ale znacznie lepiej brzmi!\”

Początkowo Roch chciał się zabrać za pedały, ale nie dowierzał, że mogły paść. Przecież one są nowe, więc to nie możliwe. Roch wrzucił rower na stojak i zaczął oglądać pedały, a te nawet nie nosiły śladów zużycia. Owszem były otarte i porysowane, bo Roch żeby zrobić \”słit focie na insta\” posiłkuje się różnymi przedmiotami, ale pedały nie są zniszczone, a jednak nie wpinają się. No dobra, ale pedały łączą się z butami i tam Roch skierował swoje podejrzenia.

I to był strzał w dziesiątkę. Bloki w butach się skończyły, a w zasadzie to skończyły się już kilka razy bo śruby zaczęły się ścierać. No i to była przyczyna tego, że pedały nie działały. Nawet jakby bardzo się starać to nie było już szans na to, że blok \”zaskoczy\” w pedały. Był tak wytarty, że nawet tam nie sięgał. Szybka podmiana na nowe bloki i od razu lepiej. Buty wyraźnie wskakują w pedały, słuchać ten \”klik\” i noga pewnie trzyma się w pedale.

Lekcja z tej krótkiej historii jest następująca: problem zawsze jest pomiędzy siodełkiem, a kierownicą.

Przykład podpierania roweru:

Roch pozdrawia Czytelników.

Człowiek gipsówka i jego przygody

Tak się złożyło, że Roch musiał nabyć nowych umiejętności, a w zasadzie to rozszerzyć wachlarz umiejętności, które już posiada. Bo o ile nie miał problemu z wierceniem, czy obsługą innych urządzeń to nie kładł nigdy płyt gipsowo-kartonowych, ale koniec końców położył te kartony, do tego posiadł też umiejętność ich gipsowania, czy \”obrabiania\”. Gdyby nie wyszło Rochowi w IT to zawsze ma wyjście awaryjne w postaci budowlanki, czy wykończeniówki. Jednak póki co to Roch wykańcza się giga remontem.

Tak, mógłby wynająć dedykowanego specjalistę, ale wiele razy Roch przekonał się, że po fachowcach trzeba poprawiać, więc to co potrafi zrobić albo potrafi nauczyć się robić to robi sam. Z rowerami jest podobnie; po większości serwisów trzeba coś dokręcić, poza tym dobrze jest uczyć się nowych rzeczy. I tak remont idzie całkiem sprawnie, niedługo wjadą kolorki na ściany, a Roch zajmie się kolejnym pomieszczeniem, tym najbardziej wymagającym, ale filmy na YT albo jakieś fora i grupy budowlane i \”będzie pan zadowolony\”.

Rowerowo też się dzieje, Roch pedałuje dookoła komina, raz nawet udał się na wieczorny wypad, ale okazało się że był to wypad na piwo i mecz. O ile tym pierwszym Roch nie gardzi, o tyle mecz dla Rocha był czymś obcym. W sensie wie, co to spalony, ale jakoś nie przywiązuje uwagi do narodowego kultu piłki nożnej. Jest wiele dyscyplin sportowych, w których mamy większe sukcesy, ale to piłkarze są tymi uwielbianymi.

* * * *

W zasadzie to Roch mógłby zacząć nową notkę, a tę wersje robocza skasować, ale postanowił dopisać ciąg dalszy do \”człowieka gipsówki\”. Otóż całe przedsięwzięcie pod tytułem \”nowy kwadrat\” jest już na ukończeniu. Teraz kilka dni będzie miał wolnego to może uda mu się wyskoczyć na wieczorny rower. Tak jak na przykład dziś, tj. w niedzielę bo ciąg dalszy Roch właśnie dopisuje w niedzielę.

Stopień zaawansowania prac pozwolił Rochowi na to żeby dziś zrobić sobie luźniejszy dzień. Aktywność remontową ograniczył tylko do założenia kontaktu i powieszenia lampy w przedpokoju, bo sterczące kable prądowe, nawet zaizolowane, wzbudzały w Rochu niepokój, że któryś bombelek będzie chciał sprawdzić szybkość różnicówki.

Rano jeszcze byli wszyscy na basenie, a potem Młody zgłosił problem techniczny z rowerem, bo hamulec przestał działać. A TEN hamulec jest najważniejszy, bo umożliwia robienie \”driftów\”. Tylna opona jest już zajechana, ale co poradzić, Roch jak był młody to też zajeżdżał opony jedna po drugiej. No więc po wyregulowaniu tylnego hamulca i nasmarowaniu łańcucha w rowerze Młodej wpadli na genialny pomysł wypadu rowerowego.

Roch wiedział, że to niezbyt dobry pomysł, bo poranny basen dał się im w kość, ale jak chcieli to czemu nie. Jedynym problemem było to, że zegarek Rocha po raz trzeci jedzie do serwisu, więc GPSy przez jakiś czas będą zapisywane za pomocą Stravy, ale Garmin szybko uwija się z serwisem, więc Roch obstawia, że pod koniec tygodnia znowu będzie miał zegarek na nadgarstku. Póki co zostaje przerzucać dane pomiędzy Stravą, a Garminem.

Na zakończenie tej zbiorczej notki nie pozostaje nic innego jak napisać, że w niedzielny wieczór udało się jeszcze wyjść na rower i pojechać w okolicę Warty, ale z rzeki zostały tylko komary. Jednak po tak długiej przerwie fajnie było popedałować nawet w chmurze komarów. Na zakończenie zdjęcie i ślad GPS.

I obietnica, że od teraz notki będą się pojawiały częściej, bo póki co remont jest zakończony.

I obiecany GPS:

Roch pozdrawia Czytelników.

PS. Chaotyczność notki wynika z pisania jej przez tydzień – to pierwsza i – oby – ostatnia taka.

Torba podsiodłowa XLC BA-W39

Lato, w końcu, w pełni; pogoda zachęca do jeżdżenia na rowerze, a ilość jasnych godzin w ciągu dnia powoduje, że te wypady mogą być całkiem długie. I tak też stara się robić Roch, co prawda nie zawsze się to udaje, ale jak już ma możliwość to stara się pojeździć trochę więcej. Pakuje wtedy swoją nerkę, która towarzyszy mu przy każdej okazji i rusza przed siebie. Do nerki wchodzą najpotrzebniejsze rzeczy: klucze, bidon, telefon, inhalator i jakiś drobny banknot w razie gdyby na trasie przyszło coś kupić, a akurat nie byłoby terminala w sklepie. Jednak czasem fajnie byłoby zapakować coś więcej jeszcze.

I tutaj dochodzimy do pojęcia, które kojarzy się z gravelem, czyli do bikepackingu. Do tej pory Roch do transportu większej ilości rzeczy używał plecaka, ale od pewnego czasu ma też inną torbę, która pomieści całą szafę, a i jeszcze można wpakować piłkę nożną. I tak zbliżamy się do kolejnej recenzji, tym razem na tapet bierzemy torbę podsiodłową XLC BA-W39: https://www.rowertour.com/p/195796/xlc-tail-bag-ba-w39-torba-podsiodłowa

Jakość wykonania

Zacząć należy od tego, że torba podsiodłowa jest przepastna. Można tam zmieścić naprawdę dużo bagażu, a jeśli odpowiednio rozłoży się rzeczy to spokojnie wejdzie odzież na zmianę a i pewnie jakieś spanie się zmieści.

Torba podsiodłowa wykonana jest z poliestru 600D, co gwarantuje że nasze rzeczy znajdujące się w środku pozostaną suche nawet podczas jazdy w deszczu. Torbę przypinamy pod siodełko za pomocą dwóch pasków, a do sztycy mocujemy dwoma szerokimi rzepami. Dzięki temu torba jest stabilna i nie lata na boki nawet jak jest załadowana po brzegi. Skoro już doszliśmy do końca torby to wspomnieć należy, że zamknięcie torby to \”rolltop\”, czyli zwijamy ją i ściągamy paskami. Dodatkowo na brzegach są rzepy, którymi można je \”skleić\”.

Ten rodzaj zamknięcia powoduje, że możemy regulować jej objętość. Jeśli chcemy wrzucić tylko potrzebne rzeczy, to bardziej ją zwijamy, ale jeśli potrzebujemy większej objętości to rozwijamy ją i mamy \”wór bez dna\”. Całkiem rozsądne rozwiązanie, które sprawdzi się zarówno na krótkim wypadzie \”dookoła komina\” jak i na dłuższym, gdzie trzeba zabrać dodatkowe rzeczy.

Wszystkie paski można zwinąć i schować pod gumką dzięki czemu nic nie zwisa, a całość sprawia schludne wrażenie. Jedynie paski mocujące torbę do sztycy, w odczuciu Rocha, mogłyby być nieco krótsze, albo Roch ma wyjątkowo cienką sztycę, bo tymi paskami spokojnie można by owinąć ją ze dwa albo i trzy razy. No chyba, że Roch nie potrafi poprawnie zamontować tej torby.

Dane techniczne

Jak już Roch wspomniał, torba wykonana jest z poliestru 600D, reszta parametrów to:

  • Wymiary: 68 x 33 x 15 cm,
  • Pojemność: 20 litrów,
  • Kolor: Czarny,
  • Waga: 1636 g,
  • Zapięcie Rolltop umożliwiające regulowanie objętości torby,
  • Wodoszczelna,
  • Sztywna wkładka wewnętrzna zachowująca kształt torby,
  • Elastyczne paski umożliwiające mocowanie drobnych przedmiotów na torbie,
  • Elementy odblaskowe zwiększające bezpieczeństwo.

Torbę mocuje się do prętów siodełka za pomocą dwóch pasków, a do sztycy dwoma szerokimi rzepami.

Wrażenia z użytkowania

Z początku Roch miał niemałą zagwozdkę jak podejść do tej torby. Bo do tej pory do bikepackingu miał raczej podejście luźne, żeby nie napisać, że w ogóle nie próbował, ale w końcu postanowił, że sprawdzi jak ta torba sprawdzi się podczas codziennego używania. Bo jedno to epicki wypad, a drugie to upchanie się z gratami, bo bombelek chce jechać pograć w piłkę, albo akurat pogoda nie jest pewna i trzeba, oprócz kluczy od domu, zabrać jeszcze kurtkę, a przy okazji bidon i aparat.

I tak też podszedł do tematu. W codziennym używaniu torba daje radę, można do niej wrzucić trochę rzeczy i zwinąć ją bardziej, a można zapakować strój piłkarski, lustrzankę, piłkę nożna i buty, a jeszcze zmieści się bidon i zapięcie do rowerów. Trzeba jednak pamiętać o pewnej kolejności układania rzeczy wewnątrz, bo raz się zdarzyło, że Rochowi końcówka torby się \”złamała\”, ale po poprawieniu ułożenia już nic się nic działo.

Dodatkowo, dzięki \”szybkiemu\” mocowaniu, można torbę zabrać ze sobą jeśli zostawiamy rower gdzieś przypięty. Ponowne założenie torby trwa chwilę i nie sprawia żadnego problemu.

Podsumowanie

Pierwsze spotkanie Rocha z bikepackingiem spowodowało u niego przerażenie, że o to teraz trzeba będzie pakować kuchenkę turystyczną, namiot i jeździć od miasta do miasta, ale potem – gdy już ochłonął – okazało się, że bikepacking wcale nie musi oznaczać gigantycznych wypraw. Spakować można się też na całodzienny wypad z dziećmi, a jak wiadomo te są bardzo wymagające jeśli chodzi o potrzeby i trzeba mieć zawsze wszystko pod ręką.

To wcale nie oznacza, że torba podsiodłowa XLC BA-W39 sprawdza się tylko podczas wypadów za miasto. Równie dobrze można zapakować się na kilkudniowy wypad i przejechać kilkaset kilometrów. To właśnie ta uniwersalność powoduje, że będziemy po nią sięgać jak tylko będzie potrzeba przewiezienia większej ilości bagażu. O ile w ogóle zdejmiemy ją z roweru.

Za cenę ok. 220 zł (teraz na rowertour.com jest obniżka) dostajemy pojemną torbę, która jest wodoszczelna i wytrzymała, a 20 litrów objętości umożliwia przewiezienie naprawdę sporej ilości bagażu.

Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com – sklep rowerowy online i XLC parts.

Podsumowanie długiego weekendu (i plany na kolejny)

Tak się ostatnio składa, że Roch pomiędzy rowerowaniem zajmuje się także remontowaniem, a w sumie to remontowania było więcej w ostatnim czasie, więc kolejność powinna być odwrotna, ale mimo całego tego zamieszania Roch próbuje chociaż na trochę wyjść na rower. Pod względem remontowym jest pomiędzy głębokim lasem, a czarną du*ą, ale już widać światełko w tunelu, poza tym co to za wakacje bez malowania. Pod względem rowerowym zaś całkiem w porządku, bo w końcu zaczęło się dziać.

Roch, jak można było przeczytać tu i ówdzie przygotowuje kolejną recenzją tudzież test i w sumie ma wszystko dopięte na ostatni guzik. Było jeżdżone, zdjęcia są, nawet ciut kolarskiej opalenizny Roch załapał, więc do pełni szczęścia brakuje tylko piątku żeby wszystko ujrzało światło dzienne. Kolejny długi weekend za Rochem. Pozostały jedynie wspomnienia i początki kolarskiej opalenizny. Weekend poza ogarnięciem malowania upłynął w wypadzie z bombelkami najpierw na piłkę nożną, a potem na pizzę.

W ostatnim czasie pogoda w ogóle nie rozpieszczała więc taki dłuższy wypad był dla wszystkich okazją do relaksu i spędzenia czasu na świeżym powietrzu łapiąc odrobinę witaminy D. Roch też planował inaugurację wypadów do Olsztyna, ale granie w piłkę i pizza się przesunęły, więc on sam już nie miał czasu na taki wypad. Jednak Roch stara się też pedałować po pracy, bo taki wieczorny wypad ma swoje zalety. Raz, że już nie jest tak gorąco, a dwa że Roch jedzie w standardowe miejsce, a tym samym podtrzymuje swoją lokalną legendę na drodze technicznej A1.

Być może w nadchodzący weekend, jak Roch uwinie się z malowaniem, to uda się pojechać do Olsztyna. W każdym razie Roch próbuje pogodzić sprawy remontowe ze sprawami rowerowymi. Na zakończenie ławka, która pełniła funkcję miejsca odpoczynku na piłce nożnej.

Roch pozdrawia Czytelników.

Dwa tygodnie remontu i dzień roweru

\”Normalnie o tej porze\” – cytując Kaliber 44 – Roch jeździłby na rowerze, ale \”o tej porze\” wcale nie jest normalnie. Deszcz siąpi z nieba, jest tak zimno, że Roch ponownie włączył sezon grzewczy w domu żeby choć trochę uprzyjemnić sobie siedzenie na tyłku i wyglądanie przez ochlapane farbą okno w poszukiwaniu lepszej pogody, ale ta nie chce nadejść. Więc remont nie sprawia Rochowi aż takiego rowerowego bólu, bo lepiej już wykorzystać ten czas na panele, malowanie i co tam jeszcze trzeba będzie zrobić, niż na utyskiwanie że w domu nudno, a na rower iść nie można. Chwilowo cały dom zwęził się do jednego pokoju, ale jeszcze chwila.

Wczoraj, korzystając z tego, że jest niedziela, Roch dał sobie spokój z remontowaniem, a wykorzystał ten czas na pedałowanie. Choć trochę, choć kilometr, ale na rowerze, bo ostatni czas wyjątkowo nie sprzyja pedałowaniu. Szczególnie, że Roch niedługo planuje kolejną recenzję, ale o tym za chwilę. Przygotował i zapakował rower, ubrał się, ale czuł że to nie będzie najlepsze pedałowanie. Nogi, a w zasadzie dwa kołki obute w buty i przypięte do roweru nie chciały współpracować. To był dzień, w którym bardziej napędza się nogi niż rower, ale dzień wcześniej Roch położył podłogę, a w nocy nosił 18-o kilowego bombelka, bo ten ma katar i nie mógł spać.

Nogi miały prawo nie chcieć pedałować, ale Roch nie mógł już wysiedzieć w domu. Chęć wyjścia na rower była silniejsza na dwa drewniane kołki, które dla niepoznaki nazwano nogami. Trasa standardowa, czyli techniczna A1 żeby podtrzymać \”local legend\” na Stravie, ale ten przejazd kwalifikował się raczej do \”fallen legend\”, ale takie dni też muszą być. I trzeba je zaakceptować, bo nie zawsze w życiu udaje się być legendą, czasem trzeba upaść żeby… (dobra stop, bo wyjdzie coaching). Najważniejsze to wyjść na rower, nawet jak nogi nie chcą.

Remontu jeszcze trochę zostało, ale rower też będzie używany. Pogoda może w końcu się wyklaruje, nogi znowu poniosą, a w planach na długi weekend jest dłuższy wypad, a nawet bikepacking, bo Roch dostał od zaprzyjaźnionego Rowertour torbę podsiodłową XLC BA-W39, która pomieści szafę, a nawet dwie jak dobrze się poukłada. Teraz Roch nie będzie się rozpisywał o niej, bo na to przyjdzie czas, ale kilka zastosowań już Roch dla niej ma. Przed nim jest długi, czerwcowy, weekend i można uda się jakiś bikepacking zrobić za dłuższym wypadem.

Jest plan, życiówka, albo \”dekadówka\” bo wcześniej Roch robił takie dystanse, ale w ostatnim czasie może to być i życiówka. Jednak o tym, czy się udało i czy w ogóle doszło do skutku Roch napisze jak wróci z drogi, ale parcie ma spore, więc kto wie, czy nie zaciśnie zębów i nie pojedzie. Jednak do tego czasu Roch trochę musi nogi rozruszać, żeby nie było kołków.

Na zakończenie bikepackingowa wersja gravela:

Roch pozdrawia Czytelników.

Sezon rowerowy z Młodym otwarty

Chyba każdy ma tak, że po zimie trzeba trochę czasu na pełny rozruch i wejście na pełnej prędkości w wiosnę. Młody też potrzebował tego czasu na rozruch i ponowne odkrycie roweru. Jednak udało się. Początkowo kręcili się z Rochem \”dookoła komina\”, ale z dnia na dzień promień wypadów się powiększał, aż doszedł do zeszłorocznego. Młody przypomniał sobie, że kiedyś zaczynał odrywać koła, że najfajniejsza zabawa jest jak koła odrywają się od ziemi, a w krzakach i na górkach jest super. I tak o to zaczął się dla Młodego sezon rowerowy.

Nim jednak jeżdżenie zaczęło się na dobre to potrzebował trochę czasu na oswojenie się z nową sytuacją. Największą traumą na rowerze były owady, które zaczęły latać, ale Młody się przyzwyczaił, a może oswoił się z tym, że natura ma swój cykl, a jednym etapów są różnego rodzaju robaki, które chodzą lub latają, ale ten fakt też Młody ogarnął wzorowo. I zaczęli odważniej wjeżdżać w krzaki i górki, aż odkryli gdzieś głęboko w krzakach amatorski bike park, który młodemu spasował bardzo.

Do tego stopnia, że nawet spróbował wyskoczyć z hopki, ale skończyło niedolotem, za to przez kierownicę przeleciał wzorowo. Zanim Roch do niego dobiegł Młody zdążył się pozbierać, a zamiast rozpłakać się to zapytał \”dlaczego się wywróciłem\”. Na to pytanie Roch odpowiedział, że \”dlatego, że jechałeś za wolno i nie doleciałeś\”. Młody zniszczył go odpowiedzią \”aha, to kiedyś jeszcze spróbuję\”. Prawda jest taka, że Roch spodziewał się raczej płaczu i powrotu do domu, a tymczasem młody jeszcze dzikował po górkach, choć hopki już omijał. Widać, że sprawia mu to frajdę, a wywrotki są wpisane w jazdę na rowerze, choć można się przed nimi zabezpieczyć, ale o tym za chwilę. Pewnie będzie jeszcze próbował wyskoczyć, a Rocha zadaniem jest zminimalizować ryzyko kontuzji, bo nie można w dziecku zabić pasji do czegokolwiek. Tak więc obecny tydzień upływa na pedałowaniu z bombelkami, a w weekend może uda się wyskoczyć na godzinkę jakiegoś gravelowania.

Chyba, że Roch zbierze się w sobie i zabierze się za serwis Cuba, bo ten po zimie jeszcze czeka na swoją kolej. Trochę na nim Roch jeździł, ale piszczący łańcuch skutecznie go odstrasza. W sumie to dziś jest dobry dzień na serwisowanie roweru. Więc dlaczego by nie. Młody ciągle chce żeby Roch wziął Cuba, bo na gravelu Roch jest zachowawczy.

* * * *

I na zakończenie parę słów o bezpieczeństwie. Bezpieczeństwie na rowerze, oczywiście. Chyba nie trzeba nikogo przekonywać do kasku, zresztą Roch jest najlepszym przykładem, że kask potrafi uratować zdrowie. Od tamtego wypadku nawet Żonka zaczęła jeździć w kasku, bo widok Rocha na masce samochodu chyba fajny nie był.

Jednak na samym kasku sprawa naszego bezpieczeństwa nie powinna się kończyć. Wiecie, że nawet w dzień mrugająca tylna lampka może zwiększyć nasze bezpieczeństwo? Mrugające światełko może zwrócić uwagę kierowcy jadącego za nami. Nie ma co się oszukiwać, nasze bezpieczeństwo na drodze zależy od nas i od tego jak się zachowujemy w ruchu drogowym.

I dlatego Rowertour zorganizował akcję Bezpieczny Rower, która ma na celu propagowanie bezpiecznego poruszania się na rowerze, ale także ma pokazać jak zabezpieczyć rower przed kradzieżą i jak być widocznym na drodze. A do tego można zgarnąć fajne nagrody w konkursach. Warto poczytać co jeszcze możemy zrobić, żeby rowerowanie było jeszcze przyjemniejsze i bezpieczniejsze. Bo, cytując Lecha Janerkę:

A rower jest wielce okej, Rower to jest świat.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
To nie jest sponsorowana akcja, bezpieczeństwo jest najważniejsze, a poza tym Roch polubił się z Rowertourem więc dlaczego nie miałby wesprzeć tak szczytnej inicjatywy!