Miesiąc zakończony zlotem

Co tu dużo pisać, pogoda zaskoczyła Rocha słońcem i ciepłem, a tym samym umożliwiła wyjście na rower. Roch od rana zachowywał się jakby był na rowerowym głodzie. Co chwilę zaglądał do kuchni, podkręcał – za plecami mamy – palnik żeby obiad szybciej się gotował, nawet pokroił kapustę żeby tylko zjeść i wybyć z domu.

Starania Rocha zostały docenione i już o 1200 delektował się pysznym rosołkiem i jeszcze pyszniejszymi kluseczkami śląskimi z modrą kapustą. Obiad został wchłonięty w ekspresowym tempie i już pół godziny później Roch wciskał się w rajtki co nie było łatwe, bo chwile wcześniej pochłaniał kluseczki z dziurką w środku i zakąszał czerwoną kapustą, a to wszystko popijał kompocikiem z jabłek. Więc nic dziwnego, że Roch miał problem z wciśnięciem się w spodnie.

Gdy już uporał się z przeciwnościami losu, wskoczył na rower i poczuł ogarniającą go przyjemność, która zaczynała się na górze Rocha, a kończyła się na jego dole pochłaniając wszystkie członki, końcówki i co tam jeszcze Roch ma.

Ooooo taaaaaak – Mruknął pod nosem Roch, a na twarzy pojawił się uśmiech.

Są dwie na tym Świecie dwie rzeczy, które Rochowi sprawiają taką przyjemność. Jedną z nich jest właśnie rower, a druga to słodka tajemnica Rocha.

Roch pomknął przed siebie, celem był Świerklaniec bo tam został zaplanowany zlot z Koyocikiem, z którym Roch dawno się nie widział. Oboje uśmiechnięci od ucha do ucha. Jednak uśmiechy były by jeszcze większe gdyby dołączył do nich Reed, a wtedy nic więcej do szczęścia nie trzeba.

Powrót do domu również był przyjemny mimo, że pod wiatr, ale po takiej długiej przerwie Roch mógłby nawet cały czas pod wiatr pedałować byle na rowerze.

Humor wrócił, uśmiech też. Jakby Rochowi włożyli nowe akumulatory.

Zdjęcia ze Świerklańca można obejrzeć w nowym albumie i na Pikasie

****

Jako, że dziś miesiąc się kończy wypada go podsumować i umieścić nowe statystyki. Jak można było się domyśleć Roch znalazł się pod kreską i to grubą. Ledwo wyciągnął 200 kilometrów, ale to wina pogody, która w ostatnim dniu miesiąca dokonała częściowej rehabilitacji.

Tak więc Roch w listopadzie zrobił 283 kilometry w czasie 12 godz. 54 minut ze średnią prędkością 9,35km/h. Wstyd, ale cóż poradzić jak Roch ma śniegofobię.

Oczywiście plik ze statykami można pobrać stąd:
listopad_2008.pdf
A wszystkie statystyki można znaleźć w:

Roch pozdrawia Czytelników i dziękuje Koyotowi za zlot.

A miał być film

Początkowo Roch planował znaleźć na Tubie jakiś ciekawy film, oczywiście tematycznie zbliżony do rowerów, wrzucić go i odfajkować kolejny dzień zwieńczony kolejną nudną notką. Jednak coś mu nie pozwoliło otworzyć Tuby i tym samym zmusić do wysiłku umysłowego, aby notka przynajmniej we wstępie zachęcała do przeczytania.

Roch nosa z domu nie wystawił, nie wspominając o reszcie Rocha, a więc musiał jakoś sobie zagospodarować dzień. Myślał, że chociaż ptaki pójdą mu na rękę i zechcą pozować do zdjęć, ale gdzie tam – odwróciły się do Rocha ogonkami i zanurkowały w tym co Roch podał im na śniadanie.

Ze zdjęć nici, ale Roch nie poddawał się. Chciał nawet wyjść na rower, ale pogoda go skutecznie uziemiła generując opad deszczu, który roztopił resztki śniegu i, chyba już można to ogłosić, zima się skończyła oby na dobre bo Roch musi jeszcze kilka kilometrów dokręcić, a nie ma jak.

Popołudnie Roch spędził w pozycji poziomej, usiłując wykrzesać z siebie resztki sił żeby nie zasnąć, ale i to się nie udało. Z braku innych zajęć Roch poszedł spać bo co tu robić gdy w zimie pada deszcz, a ptaki odwracają się do Rocha dup.. ogonkami.

I tym optymistycznym akcentem Roch kończy dzisiejszą notkę, która obeszła się bez filmu.

Roch pozdrawia Czytelników.

W końcu ktoś docenił Rocha łydki!

Do tej pory Rochowe łydki, owszem, były obiektem uwielbienia ze strony Fanek i obiektem marzeń ze strony Fanów, ale nikt ich tak naprawdę nie doceniał. Pozostały one efektem ubocznym uprawiania przez Rocha kolarstwa górskiego. Aż do dziś bo oto znalazła się osoba, która nie dość, że doceniła Rochowy skarb to jeszcze powiedziała, że są zaje*ste.

Wszystko zaczęło się od wspólnej kawki i, tak od słowa do słowa, temat zszedł na łydki no więc Roch postanowił, że pochwali się swoimi. Podwinął nogawkę i napiął z całych sił mięśnie, aż skóra zaczęła pękać, a włosy wypadać bo mieszki (tak to się nazywa?) się powiększyły.

Zajeb*ste – powiedziała Towarzyszka.
Ee nie przesadzaj – Zawstydzał się Roch.
Faaaajne – Przekonywała Rocha.

I tak oto znalazła się osoba, która nie dość, że doceniła łydki Rocha to jeszcze się przekonała Rocha, że są fajne.

Roch pozdrawia Wszystkich Czytelników, bez wyjątku i jak leci.

Bo jak nie można jeździć..

To można oglądać szczególnie, że rowerowa filmoteka Rocha jest dosyć spora i zawsze można znaleźć coś co daje się oglądać. Roch zakończył oglądanie najnowszego Kranked\’a (Cacle Factor) i znalazł na nim swoje wymarzone łóżko.

Wystarczy dotrwać do okolic 2 min 18 sekund i można zobaczyć o jakim łóżku Roch marzy i co na takim można robić. Normalnie gdyby Roch wiedział wcześniej, że pojawi się taka scena to zgłosiłby się na casting do testowania takiego łóżka.

Kranked 7 Cackle Factor
[youtube https://www.youtube.com/watch?v=RZSk2mZbW5E&hl=pl&fs=1&w=425&h=344]

Do zbudowania takiego łóżka Roch użyłby czterech Bomberków koniecznie powietrznych, a chętna na testy rowerzystka na pewno by się znalazła.

Na dziś tyle.

Roch pozdrawia Czytelników.

Depresja jesienno-zimowa

Wszystko zaczęło się wczoraj od, sławnego już, błędu i to w tytule notki. Roch – owszem – zażywał ruchu, ale napisało mu się przez \”rz\” co wzbudziło uzasadnione wątpliwości stałych czytelniczek, które od razu zareagowały dbając o czystość ortograficzną na blogu. Stukrotne dzięki Wam za to.

A dziś Roch zaliczył jakiś słabszy dzień, czego się nie dotknął to zepsuł, a co nie napisał to było źle. W końcu położył się spać bo przynajmniej we śnie nikomu nie wchodził w drogę i niczego nie psuł. Po udanej sjeście Roch pojechał do sklepu elektronicznego wydać trochę gorsza żeby poprawić sobie humor.

Na miejscu okazało się, że nie wziął portfela, a w kieszeni znalazł 40gr, które wystarczyły na podstawkę niezbędną w Rochowym super tajnym projekcie, którego nikt nie widział. Nawet sam Roch nie wie co z tego powstanie.

Cóż, chudszy o 40gr, Roch wrócił do domu, zalutował podstawkę i usiadł przy komputerze. W takiej pozycji zostanie do wieczora bo nic innego nie chce mu się robić, a może nie chce nikomu wchodzić w drogę.

Roch pozdrawia Czytelników, tych czujnych i tych mniej czujnych.

P.S: Nudno, smętnie – Roch uniżenie przeprasza.


\">Link

Zażywając ruchu

Roch wyszedł z domu co można uznać za spory sukces szczególnie, że ostatni nie było okazji, a może chęci. Tak więc Roch poszedł do pobliskiego marketu zakupić nożyk do tapet bo w domu trzeba przyciąć kabelki do super tajnego projektu, a żyletką Roch się pokroił z lekka.

Zrobiło się ciepło, słupek rtęci wspiął się powyżej zera i wszystko zaczęło płynąć. Roch trzyma kciuk za ten słupek bo może uda się jeszcze w tym roku wyskoczyć na rower. Roch doszedł do wniosku, że starzeje się, a to dlatego, że w zeszłym sezonie jeździł przez całą zimę, a w tym roku jakoś ochota mu przeszła.

Rower stoi, kask leży, rajtki schowane w szafie i jedyne co jest związane z rowerem to Blog, który już coraz mniej przypomina rowerowy. Szczęście, że Opera Team naprawia to co zepsuła bo inaczej Rocha już by nic nie wiązało z rowerem.

Nudno i smutno, jak zawsze.

Roch pozdrawia Czytelników.

Jeść, spać, jeść, spać

Cykl dnia Roch odmierza kolejnymi posiłkami, pomiędzy którymi śpi lub, co jest rzadkością, wykazuje jakąkolwiek aktywność fizyczną. Dalsze takie postępowanie grozi tym, że Roch będzie musiał zmienić rower bo obecny załamie się pod Rochem. Niestety zima już na dobre zagościła i jazda no rowerze jest już tylko marzeniem.

Dziś Roch postanowił, że zrobi elektroniczne zakupy bo wytrawiacz się skończył, a na horyzoncie pojawiła się kolejna okazja do zaprojektowania jakiegoś wymyślnego układu. Tak więc Roch pojechał do zaprzyjaźnionego sklepu elektronicznego i zaopatrzył się w wytrawiacz, płytki, gąbkę do czyszczenia grota. Jedyne czego nie kupił to grot do lutownicy, ale obecny jeszcze daje radę.

Po powrocie do domu Roch zapadł na niespodziewanego leniwca, który trwał do obiadu. Po obiedzie leniwiec zaatakował ze zdwojoną siłą i Roch zapadł w głęboki sen. Później, oczywiście, komputerek i tak już Rochowi zleciało do wieczora.

W ostatnim czasie najbardziej aktywne są Rocha palce bo codzienne pisanie tych smętnych notek wymaga dobrej kondycji.. palców.

Przynajmniej w tym Roch jest konsekwentny.

Roch pozdrawia Czytelników.

Zasypie Rocha

Zima zaatakowała zaskakująco wcześnie i trochę pokrzyżowała Rochowi plany. Nie dość, że nie jeździ na rowerze to jeszcze z domu nie wychodzi bo na zewnątrz sypie i sypie. Siedząc w domu Roch wykonuje dwie czynności. Pierwszą z nich jest jedzenie, a drugą spanie. Robi to naprzemiennie dzięki czemu Roch powoli przestaje używać paska.

Meteorolodzy zapowiadają, że poprawa nadejdzie w połowie tygodnia, ale do tego czasu Roch może już nie wsiąść na rower szczególnie, że górny limit obciążenia Bomberka to 120kg więc trzeba się pilnować, a za jakiś czas nadchodzą święta i tu pojawia się kolejny problem.

Póki co Roch pełni rolę odkurzacza, który co jakiś czas ładuje baterie, ale generalnie cały dzień na ssaniu.

Roch pozdrawia Czytelników.

Bunt stolarza

Pieprz*ny stolarz – Pomyślał Roch, wychodząc od stolarza.

Roch trochę się uniósł ponieważ jeden stolarz zażyczył sobie za skrawki, które tak i tak by wyrzucił całe 50 zł. Owszem, Roch był przygotowany na symboliczną zgrzewkę piwa, ale nie do jasnej cholery na równowartość dobrej wódki, za skrawki. Za tą kasę to Roch sobie zakupi w sklepie deseczki jak ta lala, a nie coś, nad czym trzeba będzie długo siedzieć zanim zacznie przypominać dach.

W związku z kapitalistycznym podejściem stolarza do zrzynek, Roch obraził się i postanowił, że stary karmnik wyremontuje i wystawi na balkonie, a ptaki niech mu warsztat.. sami wiecie co. Cała operacja trwała niewiele ponad godzinę i zakończyła się pełnym sukcesem. Co prawda karmnik nie wygląda tak jak miał wyglądać, ale to wina stolarza, który chciał Rocha ze skóry obedrzeć.

Po zamocowaniu karmnika na balkonie Roch ogłosił wiktorię, wziął aparat i zrobił dumne zdjęcie dokumentujące, jak z niczego można zrobić karmnik. Pozostaje czekać na małych gości.

Na zakończenie dumne zdjęcie:

List do Świętego Mikołaja

Publiczne listy do Świętego Mikołaja stały się chyba tradycją na Rochowym blogu. W tym roku będzie jednak inaczej ponieważ Roch własnoręcznie zrealizował wszystkie swoje Mikołajowe zachcianki. Nie były to jakieś wyszukane prezenty, a zwykłe i przyziemne potrzeby.

W związku z tym Roch chciał pozdrowić wielce Szanownego Świętego i życzyć mu dużo zdrowia i pomyślności i żeby Rudolf Czerwononosy nie nawalił, choć to może zabrzmieć dwuznacznie. Żeby i On dostał jakiś prezent bo odwala co roku kawał solidnej roboty objeżdżając Świat i spełniając życzenia dzieci.

Tak więc Mikołaju żyj nam sto lat, miej się dobrze i niech Ci zdrowie dopisuje.

****

Drugi, albo któryś z rzędu, dzień upłynął pod znakiem katastrofalnej pogody, znowu deszcz, choć mniejszy niż wczoraj, ale na rower nie dało się wyskoczyć. Roch wzbrania się przed ogłoszeniem końca sezonu rowerowego, ale jak tak dalej będzie to Roch skapituluje i będzie musiał przełknąć gorzki smak porażki.

Poza tym Roch jutro wybiera się do Gliwic, wiec jeśli jakaś fanka go spotka to Roch chętnie zamieni kilka słów. Z fanem też pogada.

Roch pozdrawia Czytelników.

P.S: Mikołaju, przynieś tydzień ładnej pogody, jeśli można poprosić.