czwartek, 25 grudnia 2008

Gdy nie ma co robić

- Mogłyby się już skończyć te Święta - Pomyślał Roch, któremu od jakiegoś czasu wszystko jedno.
- Nic tylko jedzenie i spanie - Myślał dalej.
- Koniec dumania zaraz mi pęcherz pęknie - Skończył myślenie i zwalił się z łóżka.

Tak zaczął się pierwszy dzień Świąt. Początkowo Roch nie myślał, że będzie umierał z nudów, ale wraz z upływem godzin nabierał przekonania, że zanudzi się na śmierć. Do południa to jeszcze jakoś leciało, ale później jakoś wszystko się załamało i Roch permanentnie nie miał co do roboty.

Zabrał się zatem za lutowanie, ale nim rozgrzał lutownicę ochota przeszła, później były próby wyczyszczenia roweru, ale to jeszcze szybciej się skończyło bo już w fazie planowania. Następnie Roch chciał iść na rower, ale śnieg go odstraszył i mróz zresztą też.

Roch postanowił, że resztę dnia palcem nie kiwnie bo nawet gdy palec się poruszy to reszta Rocha jakoś odmawia współpracy, a tu jeden dzień tego świątecznego szału, a potem wraca normalność. Roch odlicza godziny bo ileż można siedzieć z głową w talerzu.

Roch pozdrawia Czytelników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza