Miesiąc: sierpień 2010

  • Wieszcz, jakby na to nie patrzeć

    Roch czasem sam siebie potrafi zadziwić; tym razem Roch bezbłędnie przewidział pogodę już w pierwszym akapicie wczorajszej notki. Roch, jako prorok, zaczyna się sobie podobać, jeszcze tylko \”wywieszczy\” numery w lotka i będzie całkowicie szczęśliwy. Na dowód swoich wybitnych zdolności po lewej stronie zdjęcie z zapowiedzią burzy. Chmura chyba się oberwała, bo przez dziesięć minut Roch nie widział własnego samochodu, a później wyszło słońce, zrobiło się ciepło i po burzy pozostał tylko mokry asfalt, który był doskonałym usprawiedliwieniem dla piątkowego lenistwa.

    Z elektroniką też Roch nie ruszył, a to z powodu porannego wyjazdu i po powrocie nie było już czasu na wizytę w zaprzyjaźnionym PWiK, gdzie Roch drukuje mozaiki płytek, które potem prasuje. Weekend zatem upłynie, o ile nie zacznie padać, pod znakiem rowerowo-lotniskowym, czyli rowerem na lotnisko, tam piknik połączony ze spottingiem i powrót do domu. Może przez weekend trafi się jakiś rodzynek, a jeśli nawet nie to i tak 40 kilometrów zostanie dopisane do statystyk.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Buszując w krzakach

    Wieje strasznie, a to oznacza, że z wiatrem coś przyjdzie. Według wszelkich prognoz będzie to deszcz, na pasku jego wypasionej przeglądarki już pojawiają się chmurki, a to nic dobrego nie wróży. Być może jest to ostatnia rowerowa notka, jaką Roch popełnia, a więc trzeba się przyłożyć, bo później będzie tylko o tym, że \”ciągle pada, alejkami już strumienie wody płyną\”.

    Na początku wypadu Roch słownie starł się z kierowcą swojego wspaniałego i drogiego samochodu, który to samochód wyłącza myślenie u kierowcy, który o mały włos nie zahaczył o Rocha. Na propozycję \”zatrzymaj się, to cię ku**a nauczę jeździć\” dumny kierowca już nie odpowiedział tylko dodał gazu, a szkoda, bo może pompka przekonała by go, że rower to też pojazd i w pewnych sytuacjach trzeba jechać jezdnią. Cóż, polscy kierowcy nadal są przekonani, że w swoich wspaniałych maszynach sprowadzonych od naszych zachodnich sąsiadów są bogami i pewnie dlatego najczęściej zajmują lewy pas ruchu.

    Później, nie chcąc już angażować się w ustne potyczki wjechał w krzaki i tam jeździł. W sumie krzakami i leśnymi duktami Roch pokonał 35 km po czym wrócił do domu. Zasiadłszy (podobno geniusze używają imiesłowów przysłówkowych) przed monitorem Roch postanowił, że jeszcze raz rzuci okiem na pierwszy elektroniczny projekt w tym roku. Okazało się, że Roch zapomniał o bezpieczniku, a jego dodanie pociągnie za sobą trochę pracy. Roch myśli, czy warto.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Elektronika powoli powraca

    Pogoda robi się coraz bardziej jesienna, choć do nadejścia jesieni jeszcze trochę czasu zostało. W związku z tym Roch coraz częściej zamiast za kierownicę łapię za lutownicę i coś zaczyna robić, bo zaległości są kolosalne. Nie dość, że Rowerowy Robot Rocha zarósł grubą warstwą kurzu, to jeszcze inne \”projekty\” trzeba ruszyć z miejsca. Prawdziwy elektronik amator — podobnie jak prawdziwy mężczyzna, który musi spłodzić syna, wybudować dom i posadzić drzewo — powinien w życiu zrobić: migającą diodę, termometr i zegarek. Obecnie Rochowi dużo łatwiej jest zrobić termometr niż syna więc zaczyna od elektroniki.

    Ale rower bynajmniej nie idzie w odstawkę. Roch nadal będzie pedałował, żeby wyrównać, a najlepiej przekroczyć, zeszłoroczny wynik, bo nie może być tak, że z roku na rok Roch będzie jeździł coraz mniej. Młode wilczki już zaczynają kąsać Rocha po kostkach i trzeba im pokazać, że Roch nie od dziś jeździ na rowerze. Dziś Roch znacznie zbliżył się do 3000 km, i pewnie w weekend przekroczy tą magiczną granicę.

    Plan na ten rok, podobnie jak budżet, trzeba zweryfikować i obniżyć planowaną ilość kilometrów do pięciu tysięcy i oby chociaż tyle udało się przejechać.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Przerwa w rowerowaniu, czyli ponowna regeneracja

    Jeśli chodzi o poniedziałek to Roch obserwował samoloty, a po powrocie do domu nie było czasu, bo ledwo odłożył rower, a już dostał do rąk inną robotę i z wieczornego pisania nic nie wyszło. Trafiło się kilka smaczków, ale nie ma czym obrobić zdjęć więc w dalszym ciągu Roch wstrzymuje się przed ich publikacją. Jednak gdy PSE zostanie zanabyty drogą kupna, Roch zaleje bloga i serwis Airliners.net zdjęciami.

    ****

    Dzisiaj Roch od rana siedział w domu, kończył to co wczoraj wieczorem zaczął, a potem byczył się oglądając przepychanki w wiadomej sprawie, ale blog nie jest miejscem na uprawnianie polityki (tak jak i nie jest miejscem na reklamowanie czegokolwiek – przyp. Roch). Jedyna aktywność fizyczna jaką wykazał się Roch to zamknięcie okna, bo przytrafiło się całkiem niespodziewane oberwanie chmury.

    Korzystając z tej okazji, jaką stworzyła mu pogoda, Roch postanowił nie iść dziś na rower, bo trzeba trochę się zregenerować, zatroszczyć się o prostatę, a i dać nogom odpocząć. Z jego planów odwiedzenia Tour de Pologne też nic nie wyszło, bo trzeba by poczynić inwestycję w bilet autobusowy i jakiś prowiant, a obecnie każdy grosz jest na wagę złota.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Statystyki i trochę zaległości

    Oczywiście, jak przystało na Rocha, wczoraj znowu mu się zapomniało napisać kilka zdań, ale koniec miesiąca zaskoczył Rocha i musiał nadrobić trochę kilometrów. W sumie udało się odrobić 59km, co w efekcie dało 752 kilometry w miesiącu, a to – jak do tej pory – najwięcej ze wszystkich miesięcy. Roch powoli się rozkręca, ale pewnie roku braknie na solidne pedałowanie, bo do 1000km w miesiącu jeszcze brakuje.

    Jeśli ktoś pała nieodpartą ochotą zajrzenia Rochowi w \”metrykę\”, może to uczynić za pomocą Google Docs, gdzie nie trzeba posiadać czytnika PDF, wszystko jest zdalnie i niezależnie. Takie to mądre wszystko jest. Link do lipcowych statystyk to: Lipiec 2010 – Google Docs.

    ****

    Dzisiaj Roch planował pojechać na lotnisko, ale niedziela to ruch mógł być taki jak ostatnio, czyli praktycznie zerowy, nie licząc WizzAir\’a. Z tego wszystkiego Roch pojechał na Repty i Dolomity, a tam błoto po kolana. Skutkiem dzisiejszego wypadu jest rower, który nadaje się do mycia i buty, które już Roch umył.

    Trzeba będzie odżałować trzy złote i pojechać na ręczną myjnie, która jest po sąsiedzku i zmyć to błoto, bo jutro pod rowerem będzie piaskownica, a Roch będzie musiał to posprzątać. Jednak, pomijając ilość przywiezionego błota, było fajnie i od czasu do czasu, jak będzie wolne trzy złote, można powtórzyć taki wypad.

    Roch pozdrawia Czytelników.