sobota, 9 kwietnia 2011

Ze łzami w oczach

PodjazdPoczątkowo Roch przestraszył się wiatru, który -- według szamanów pogodowych -- osiąga nawet 100 km/h i nie chciał iść na rower, ale w końcu ma dwa wolne dni, które trzeba wykorzystać. Zapakował więc pompkę do plecaka, mp3grajka i ruszył przed siebie. Nie chciał odjeżdżać za daleko dlatego za cel obrał Dolomity, na których nie było go już dobry rok. Wiele się nie zmieniło, bo też nie miało co się zmieniać. Fajne podjazdy, jeszcze lepsze zjazdy, a to wszystko w krzakach, w których mniej wiało. Poza Rochem nikt na rowerze nie jeździł stąd mp3grajek był jak woda na pustyni. Z muzyką jeździ się lepiej niż w martwej ciszy szczególnie, że grało Horkýže Slíže (Motorkářská).

Z Dolomitów Roch wrócił do domu; przejechał jeszcze przez miasto, ale tam też cisza (nie licząc hulającego wiatru). Oczywiście nie ma żadnych cyferek, bo Roch ich już nie liczy. Statystyki też będą okrojone, pod warunkiem, że Rochowi będzie chciało się przerobić obecny arkusz. Od pewnego czasu Roch jeździ dla (jeszcze większej) przyjemności.

Jutro pogoda ma być jeszcze lepsza, a przynajmniej bezwietrzna więc jakiś dłuższy wypad się uskuteczni; Koyocik już się zapowiedział więc dobre towarzystwo jest, ochota na pedałowanie jest, a pogoda ma być, czyli wszystkie warunki są spełnione do tego żeby spędzić miłą niedzielę. Na zakończenie, tradycyjnie Rower Rocha (i niech Błażej ze swoim rowerem się schowa).

Dolomity

Roch pozdrawia Czytelników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza