sobota, 3 stycznia 2015

Rower zaczyna wchodzić w krew

Po ostatnim wypadzie na rower Roch zapragnął pociągnąć temat, ale w międzyczasie spadł śnieg i Rochowi trochę szkoda zajeżdżać napęd, choć ma od Żonki pozwolenie na kupno całkiem nowego napędu, ale i tak szkoda. Trochę. Zatem na czas opadów śniegu odstawił on rower do piwnicy i czekał aż przestanie padać i to co zdążyło spaść stopnieje. Początkowo myślał, że na rower wsiądzie dopiero w okolicach marca, a tu dziś taka niespodzianka.

Od przedwczoraj padał deszcz, który skutecznie rozpuścił śnieg, a temperatura powyżej zera gwarantowała, że nic nie zamarznie, ani nic nowego nie spadnie. Jako, że dziś jest sobota, to rano Roch z całą Rodzinką pojechali do Tarnowskich Gór na basen. Michalinka moczy się w wodzie od 4 miesiąca życia i teraz nie wyobrażamy sobie żeby w sobotę nie pojechać na basen. W piątek Michaśka już pakuje torbę i chodzi z wodnym pampersem przypominając, że jutro chce "plusk plusk".

Po basenie obowiązkowo jadą do Babci Krychy na obiadek i w odwiedziny. Po odpoczynku nie pozostaje nic innego jak wrócić do domu. I właśnie dziś, wracając z Tarnowskich Gór, Roch rozmarzył się na widok pedałującego kolarza.

- "No idź sobie na rower" - Zachęciła go Żonka.

No i tak się udało, że Roch poszedł na rower, a Michasia z Żonką pojechały do (pra)babci złożyć imieninowe życzenia. Rowerowo Roch się rozkręca, ale powoli bo tak długa przerwa i zimno na zewnątrz może doprowadzić go do niekontrolowanej choroby, a w pracy wypadałoby się pokazać nie tylko żeby zanieść L4. Ostatnio jak pamiętacie było 5 km, teraz Roch podciągnął wynik do prawie 9 kilometrów. Wszystko jest na Stravie:

Roch pozdrawia Czytelników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza