poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Podsumowanie weekendu, całkiem rowerowego

Pierwszy słoneczny weekend przeszedł już do historii. Wspomnienia pozostały jedynie na zdjęciach, które Roch z Żonką zrobili podczas dwudniowego wolnego. W ostatnim czasie Roch przerzucił oponę trenażerową na oponę letnią. I chciał zacząć jeździć ale spadł deszcz. Dopiero weekend okazał się nadzwyczaj ładny i ciepły. I tak w sobotę i w niedzielę Roch z Miśką pedałowali na rowerach. Michalina już wie, że jak jedzie z Rochem na rowerze to ma go słuchać i kropka. A Roch nie boi się wcale wypuścić Miśki przed siebie bo wie, że jak trzeba będzie się zatrzymać to Michasia to zrobi. Jedyny - mało edukacyjny - przykład to brak kasku na Rocha głowie, ale na swoje usprawiedliwienie ma to, że wyjazd był spontaniczny do tego stopnia, że Roch nie zmienił nawet butów. Nie zmienia to jednak faktu, że przykład idzie z góry i następnym razem Roch założy kask. Po pedałowaniu był odpoczynek, a po odpoczynku pora na plac zabaw.

Wiosna pełną parą uderzyła i można było w końcu korzystać z pełni możliwości, czyli z roweru, placu zabaw i wielu innych rzeczy, o których przy okazji zimy Roch mógł tylko pomarzyć. Na zdjęciu obok kolejny anty przykład zachowania na placu zabaw. Niby nie ma górnego limitu wieku, a jednak Roch na zjeżdżalni wygląda niesmacznie. Nie mniej jednak wagowo konstrukcja dała radę, a i na szerokość Roch wszedł w koryto zjazdowe. I na placu zabaw zastał ich wieczór, czyli pora do domu, kolacja, wanna i spać. Roch razem z dzieciorami padł. Po zimie kondycja jeszcze nie wróciła do żenującego poziomu, a więc zmęczenie dało o sobie znać.

Od jakiegoś czasu Roch zamierza wrócić do biegania, może jutro uda się zainaugurować tę doniosłą chwilę. Obecnie weekendy w znacznej części ma wyjęte z życiorysu z powodu odczulania się, a po każdym wstrzyknięciu ma zakaz wysiłku, czyli pozostaje mu statyczna rozrywka i wołanie "tata nie może biegać bo zapaści może doznać!". Zachciało się nie kichać w okresie pylenia to trzeba się męczyć. A w zasadzie nie męczyć, bo można mieć zapaść.

W niedzielę rano Roch pojechał z Dzieciorami i Żonką do lasu. Żeby trochę pooddychać leśnym powietrzem, posłuchać stukania dzięcioła i dać Dzieciorom chwilę zabawy. Oczywiście Miśka kazała zapakować rower do bagażnika bo przecież Jura to doskonałe miejsce na jeżdżenie na rowerze. Poza jeżdżeniem można oczywiście pograć w piłkę. Staś patrzył i aż piszczał z zachwytu, ale niestety jeszcze trochę laktacji musi upłynąć zanim będzie mógł biegać z Michaliną. Jednak gra z nią w piłkę na pozycji rozgrywającego w pełni go zadowala.

Po wyczerpującym poranku czas na odpoczynek i po trzech godzinach spania można znowu coś porobić. Na przykład zainaugurować sezon grillowy na ogródku. Przy okazji można zamalować całe podwórko przed domem kredą i narysować gigantyczny uśmiech. O taki:


Tak więc weekend upłynął bardzo aktywnie, powstał nawet jeden ślad GPS. Miało nie być, ale to wyjątkowy ślad, więc jest:


Z rowerowym pozdrowieniem.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza