Rycząca czterdziestka

I to dosłownie; kiedy Roch kończył czterdziesty kilometr to i on i jego dystans ryczały. Ale zaraz zaraz Roch i czterdzieści kilometrów?! A tak, bo dziś Roch odebrał wychodne za naprawienie ostatniej rzeczy, która niedomagała była i tak właśnie znalazł się w Tarnowskich Górach z rowerem w bagażniku. Początkowo trochę przestraszyła go pogoda \”bo przecież zaraz spadnie deszcz\” ale z drugiej strony skoro już Roch tłukł się taki kawał drogi z rowerem, skoro rower stał osiem godzin w bagażniku to Roch nie mógł zmarnować takiej okazji.
Początkowo chciał jechać tylko na Chechło, ale na miejscu umówiony był z towarzyszem od pedałowania i kiedy już się odnaleźli to zrobili rundkę dookoła zalewu, a później Roch odwiózł kawałek Towarzysza. Ten kawałek to był Świerklaniec i ze Świerklańca Roch wracał już sam, ale za to przez Nowe Chechło. Pedałuje mu się tam równie dobrze co kiedyś. Co prawda przez krótką chwilę jechał w mżawce, ale całokształt wypadu był bardzo fajny. No i fakt, że Roch w jeden dzień przejechał więcej niż przez ostatni czas też jest motywujący.
Co do kondycji to aż takiej tragedii nie ma; jest zadyszka, czasem nogi bolą, ale Roch prze do przodu. Na zakończenie kwestia GPSu. Fajny jest, można mieć trasy, nie trzeba później opisywać gdzie się było, ale do licha – Rochowi z 40 kilometrów zapisał jedynie 28. W dodatku zjadł środkowe dwanaście kilometrów. Na szczęście honor i godność Rocha ratuje poczciwa Sigma, zamontowana na kierownicy, która do działania potrzebuje obracającego się koła i sprawnej baterii. Urodzinowy prezent, który Roch sobie sprawił okazał się strzałem w dziesiątkę. Niech się te GPSy schowają.
Na zakończenie – nie, nie ślad GPS, ale zdjęcie:
Roch pozdrawia Czytelników.

1 komentarz do “Rycząca czterdziestka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *