Autor: Roch Brada

  • Zajączek złapany za uszy

    Roch, jeżdżąc codziennie, rozglądał się za Zajączkiem, który przynosi prezenty, ale jakoś nie udało się go znaleźć. Dziś Roch podjął kolejną próbę znalezienia Szaraka. W tym celu udał się na Repty i Dolomity, ale w krzakach nic, poza pierwszymi torebkami po chipsach zostawionymi przez “Prawdziwych Turystów”, nie znalazł.

    Z Dolomitów pojechał do Świerklańca, ale i tam nie znalazł Zajączka, który przed Rochem widocznie ucieka. Na Świerklańcu pokręcił kilka kółek i skierował się do domu. Jadąc przez Nowe Chechło spoglądał na licznik, który nie chciał pokazać jakiegoś sensownego dystansu.

    Roch postanowił, że na zakończenie pojedzie na Pniowiec i wróci przez las. W lesie też nie było Zajączka, ale może jutro uda się złapać Szaraka za uszy. Na zakończenie ładny kawałek, który ostatnio gości w Rocha głowie:

    Robert Miles – Children (Orchestral Version)
    [youtube https://www.youtube.com/watch?v=kPx8WroWGXg&hl=pl&fs=1&color1=0x3a3a3a&color2=0x999999&w=425&h=344]

    Roch pozdawia Czytelników.

  • Będzie zmiana pogody

    I nie dlatego, że Rocha coś kręci, rwie, strzyka, czy boli, ale dlatego, że zerwał się wiaterek, który “coś” przywieje. W dodatku niebo było zachmurzone i jakoś ogólnie było inaczej niż – na przykład – wczoraj, kiedy pogoda była super.

    Bojąc się, że spadnie deszcz Roch pojechał, a właściwie próbował dojechać, do Świerklańca, ale pod parkiem zawrócił bo niebo zaczynało robić się granatowe i Roch nie chciał ryzykować powrotu w deszczu. Szybko zawrócił i pojechał do domu, co chwilę spoglądając w niebo, czy czasem nie jedzie za wolno.

    Prognozy też nie są optymistyczne, ale i tak Roch najeździł się za wszystkie czasy więc jeden dzień deszczu jakoś przetrwa, szczególnie, ze lutownica już nie może się doczekać następnego lutowania, więc nudno nie będzie.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Pojeździł

    Roch dał czadu, poszedł na całość i pojechał na dłuższą przejażdżkę. Zaczął od Radzionkowa, z którego pojechał do Świerklańca. Nie wjeżdżał do parku, tylko pomknął bokiem i wyjechał w okolicach Nowego Chechła. Jako, że mp3grajek miał w sobie sporo energii to Roch pojechał jeszcze na Repty pojeździć po krzakach.

    Z Rept Roch pojechał na Dolomity, na których też spenetrował krzaki i wrócił do domu. W domu wytrawił sobie płytkę i zaczął szukać jakiegoś prezentu na Zajączka, dla siebie oczywiście. W tym roku Roch postanowił zainwestować w siebie i postanowił, że kupi sobie książkę, a nawet dwie.

    Oczywiście książki o programowaniu procesorów, żeby tworzenie robot szło sprawniej i szybciej, a – przy okazji – Roch liźnie trochę wiedzy.

    Ostatnio Rochowi nie chce się robić zdjęć, ale wkrótce to się zmieni, oby.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Bujaj się

    Takie słowa Roch usłyszał od spotkanej na mieście pewnej dziewczyny, o imieniu zaczynającym się na E. Bynajmniej nie było to pejoratywne określenie braku chęci rozmowy z Rochem, a raczej jedyne w swoim rodzaju “miłej jazdy” wypowiedziane z uśmiechem na twarzy.

    Roch postanowił, że będzie się bujał, ale późno wyszedł na rower i jego plan dnia mógłby spalić na panewce, gdyby Roch faktycznie bujał się. Opóźnienie było spowodowane grymasami pralki, ale Roch o tym nie będzie pisał. Wystarczy, że znosicie – o Czcigodni – marudzenie Rocha o elektronice, która wciągnęła go do tego stopnia, że na Zajączka zażyczył sobie zestaw książek, żeby horyzonty swoje poszerzyć.

    Jednak nie o tym Roch chciał pisać; wycieczka, z przyczyn obiektywnych, zakończyła się szybko, ale Roch zdołał zrobić 20km bujając się po samym mieście i jego okolicach. Jutro wycieczka będzie dłuższa, bo nic nie zakłóci planu dnia, który Roch ułożył żeby pogodzić rower i elektronikę (nadal rower jest na pierwszym miejscu).

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • W końcu udało się zlecieć

    W końcu, po wielu tygodniach, udało się spotkać z Koyotem, ale oboje byli wykończeni zimą i dłuższe wojaże nie wchodziły w grę. Po odpoczynku na Świerklańcu ruszyli, przez las, do Chechła. Prędkość raczej spacerowa, ale też nie chodziło, o jakieś wyścigi, tylko spędzenie kilku wspólnych chwil.

    Na Chechle nastąpił kolejny odpoczynek, połączony z podziwianiem okoliczności towarzyszących odpoczynkowi. Jednak Roch czuł się, jakby stado bizonów po nim przebiegło. Może to wina tego, że pogoda troszkę się pogorszyła, a może to wina kondycji, która miała wrócić, ale czy wróciła to jeszcze się okaże, a może to wina tego, że mp3grajek wziął był się zepsuł i Roch nie mógł się odpowiednio “nakręcić”.

    Tak, czy inaczej Roch przed pierwszym zjazdem pożegnał się z Koyotem, bo gdyby zjechał to już by nie podjechał. Roch nie trafił z formą, na zlot, ale takich zlotów będzie jeszcze mnóstwo, a najbliższy zlot zakończy się konsumpcją pączków na Pniowcu.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Bunkier

    Roch wybrał się z Michałem na przejażdżkę do Świerklańca. Celem jednak był bunkier położony niedaleko Świerklańca. Jednak dojazd do bunkra był niemożliwy, bo dookoła były jakieś mokradła, bagna, a w każdym razie było mokro i ślisko. Zima, która już odeszła w niebyt, pozostawiła po sobie niespodziankę, która czasem bywa wkurzająca.

    Jednak piknik i odpoczynek odbyły się nieopodal bunkra, na boisku w Wymysłowie. Z tego pikniku powstało zdjęcie, Rocha stającego na pniu drzewa, ale po dokładniejszych oględzinach nie nadaje się do opublikowania. Rubensowskie kształty Rocha powodują u niego zakłopotanie, ale to wszystko wina zimy, która nieoczekiwanie zaatakowała i nie chciała odpuścić, ale Roch pracuje nad figurą i niedługo będzie mógł się pochwalić efektami.

    Ze Świerklańca Roch, z Michałem, pojechali na Chechło, odpocząć chwilę, posiedzieć nad wodą, sprawdzić, czy już są jakieś plażowiczki i odpocząć, bo droga była długa i ciężka. Wypad był bardzo udany, kilometrów wyszło 35, a więc norma została zachowana.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Się Roch sponiewierał

    Roch wyszedł na rower, ale jak wiedziałby co się za kilkanaście minut stanie, to nie ruszałby się z domu, a tym bardziej nie wyszedł by na rower. Tradycyjnie Roch pojechał do Świerklańca, ale w Nowym Chechle Roch się zagapił, skończył się asfalt, a pojawiło się grząskie pobocze. Połączenie tego wszystkiego zaowocowało koncertowym upadkiem Rocha, na miękkie pobocze, a roweru na granicę asfaltu i pobocza, dzięki czemu uległa zniszczeniu klamka hamulcowa.

    Roch też trochę się poobijał, ale ogólnie jest w porządku, trochę bólu, trochę wody utlenionej i Roch wrócił do zdrowia. Jednak klamka zmarła i Roch musiał awaryjnie naruszyć swoją żelazną rezerwę budżetową, która przeznaczona jest na “czarną godzinę”. Szybka wymiana i już są nowe, lśniące klameczki.

    Trzeba było przetestować nowy nabytek. Roch umówił się z Aliną, która kiedyś była częstym gościem na blogu. Jednak dziura w oponie Aliny uniemożliwiła trwałe napompowanie opony i kolejny wypad prawie udany. Roch wrócił do domu przez Dolomity. Nowe klameczki działają, hamują i są fajne.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Świętowanie drugiego dnia kwietnia

    Okazja do świętowania zawsze się znajdzie, a to imieniny cioci, a to rocznica ślubu, a to urodziny. Świętować można też jakiś dzień, nie związany z jakąś szczególną rocznicą. Tak też zrobił Roch z Michałem, ale wcześniej Roch wybrał się na przejażdżkę sam. Jednak mp3grajek szybko wyzionął ducha i Rochowi odechciało się jeździć. Wrócił do domu i zajął się programowaniem robota.

    Po pomyślnym zaprogramowaniu robota, Roch wybył na rower z Michałem. Celem były Repty ponieważ dzień jest jeszcze za krótki na dłuższe wojaże. Na Reptach Roch prawie rozjechał dziewczynę, która uprawia jogging, ale przytomność i trzeźwość umysłu zapobiegły rozjechaniu dziewczyny. Została także pstryknięta fotka Rochowi, ukazująca jego słuszną wagę, ale to tymczasowa waga, bo Roch już zaczyna zrzucać zbędne kilogramy.

    W drodze powrotnej nastąpiło skromne świętowanie drugie dnia kwietnia, bez specjalnej okazji, ot tak, spontanicznie. Po powrocie do domu Roch zajął się uruchamianiem robota, ale to póki co jest tajemnica.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Prima aprilis

    Dzień, w którym każdy każdemu robi jakiś żart, dla Rocha był łaskawy. Nikt nie zrobił mu psikusa, co Rocha ucieszyło, ale i Roch nie robił żartów. Na przekór wszystkim i wszystkiemu Roch był poważny, jak na dojrzałego, młodego człowieka przystało. To był taki prima aprilis dla wszystkich. Bycie poważnym w tym dniu wcale nie jest łatwe, ale Roch dał radę i wytrzymał, co nie było trudne z racji tego, że sam na rowerze jeździ więc nawet nie było komu spuścić powietrza z koła, albo wrzucić kilka kamyków do kierownicy.

    Nie mniej jednak Roch pojechał do Radzionkowa i stamtąd, przez Dobieszowice i Wymysłów, do Świerklańca. Będąc na miejscu podziwiał coraz skąpiej ubrane rolkarki (rolki?) i inne spacerowiczki, które wyległy na ścieżki, łapiąc pierwsze promienie wiosennego słońca. Roch pokręcił się chwilę po parku i wrócił do domu. Tak się złożyło, że podczas powrotu w mp3grajku pojawiło się “Hurroo Hurroo!” i od razu nogi same poniosły.

    Jako, że marzec to już przeszłość, wypada pochwalić się tym mizernym dystansem, który Roch popełnił. Jak zawsze można sobie obejrzeć pliczek z cyferkami: Marzec 2009. W skrócie wygląda to tak: 204km w czasie 9 godz. 51 min, czyli nie ma się czym chwalić.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Podwójna przyjemność

    Nadeszła wiosna, ostatniego dnia marca pogoda zrehabilitowała się i umożliwiła Rochowi dłuższą przejażdżkę, rozłożoną na raty. Pierwsza część przejażdżki odbyła się popołudniu. Celem był Świerklaniec i Radzionków. Roch pomknął przed siebie, uzbrojony w aparat, którym planował zrobić kilka zdjęć. Jednak nogi nie chciały przestać pedałować i aparat całą drogę spędził w kieszeni.

    Ze Świerklańca Roch pojechał, zahaczając o Wymysłów, do Radzionkowa, a stamtąd udał się do domu, gdzie czekała lutownica i kilka elementów, które trzeba było dolutować. Po skończonej pracy Roch zasiadł do komputera i już miał ogłosić koniec dnia, ale nogi dały o sobie znać. Roch postanowił, że wyskoczy jeszcze na wieczorną przejażdżkę.

    Bojąc się, że ciemna i zimna noc go zastanie pojechał tylko na Repty. Tam próbował wjechać w krzaki, ale wody i błota pełno i Roch szybko uciekł z krzaków na asfalt. Z racji tego, że w krzakach było mokro Roch pojechał na Dolomity, żeby dobić do pięćdziesięciu kilometrów i tym samym ustanowić nowy rekord sezonu 2009. Po powrocie do domu Roch poczuł, że ma nogi, a krzesło jakieś takie twarde się zrobiło, ale to bardzo dobrze, bo Roch odzyskuje kondycję i gubi brzuszek, który urósł przez wstrętną zimę.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Było milczeć

    Jakieś weekendowe fatum nad Rochem wisi. Trzeci weekend z rzędu Roch umawia się na rowerową randkę z Koyotem i trzeci raz pada deszcz. Roch postanowił, że nie będzie pisał o pogodzie bo szkoda nerwów i klawiszy, a w dodatku Roch nie miał weny, żeby spłodzić jakąś notkę, która trzymała by poziom. Początek tygodnia wzbudził w Rochu nadzieję, że w końcu nadejdzie wiosna, zrobi się ciepło i przyjemnie. Popołudnie było już pogodne, ale Roch nie wychodził z domu.

    Rano pojechał do miasta, żeby poszukać kleju epoksydowego, który znalazł dopiero w pewnym markecie budowlanym, ale to nie ważne. W mieście Roch spotkał Koyota, bez roweru, ale i tak spotkanie zostało zaliczone. Po powrocie do domu, wraz z klejem, Roch udał się na zasłużony spoczynek, a po przebudzeniu się postanowił, że sklei to co ma skleić. Wymieszał klej, przyłożył i zaczął suszyć.

    Klej, cud nowoczesnej techniki, schnie 4 godziny, a pełną twardość uzyskuje się po dobie, więc musi trzymać. Jak nie, to Roch przyklei sprzedawcę do sufitu. Jutro Roch idzie na rower, pogoda ma był ładna, więc nie ma sensu siedzieć w domu.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Jedzie laskiem Roch

    Nadszedł długo oczekiwany weekend, Roch zjadł obiad, wskoczył w spodenki i wyruszył na przejażdżkę. Kondycja podupadła, więc przejażdżka nie mogła być czysto rekreacyjna, musiała zawierać element współzawodnictwa – z braku partnera – z samym sobą. Roch obrał kurs na Świerklaniec. Mknął przez Nowe Chechło, goniąc autobus, czyli warunek współzawodnictwa został spełniony. Na Świerklańcu dał odpocząć nogom, ale nie schodził z roweru, aż tak odpoczywać nie mogły. Żeby utrudnić przejażdżkę, akumulatorek w mp3grajku wziął i padł, a jego brat został w domu.

    Ze Świerklańca Roch pojechał – przez las – w okolice Piekar Śląskich, a stamtąd wrócił do Świerklańca. Prędkość nie schodziła poniżej 40km/h, bo lato – już nie wiosna – zbliża się wielkimi krokami i nie można pokazać się z brzuszkiem. Na Świerklańcu ponownie nogi odpoczywały, a Roch zwiedzała okolice, omijając spacerowiczów, którzy niczym jaskółki i Rocha opryszczka, zwiastują nadejście wiosny.

    Licznik wskazał 30km, więc Roch wykalkulował, że droga powrotna zajmie kolejne 10km i będzie solidne 40km, czyli najdłuższy dystans, póki co oczywiście. Na Nowym Chechle Roch zauważył kolejną oznakę wiosny, czyli kwitnące bazie. Obowiązkowo zrobił zdjęcia, ale wszystkie wyszły nieostre. “Taka karma” pomyślał Roch i pojechał dalej. W Tarnowskich Górach zrobił jeszcze lans na rynku i wrócił do domu.

    Roch pozdrawia Czytelników.