Autor: Roch Brada

  • Prośby zostały wysłuchane

    Wczorajsze utyskiwania Rocha dotyczące nocy za dnia dotarły tam, gdzie dotrzeć miały i dziś było normalnie. Normalnie, czyli szybka pobudka, o rozsądnej godzinie i rozpoczęcie kolejnego nudnego dnia. Widoczność poprawiła się znacznie, co Rocha ucieszyło, bo mógł zobaczyć co dzieje się nie tylko na końcu balkonu, ale także dalej, w szerokim Świecie. Jednak, jak to w przyrodzie, bilans plusów i minusów musiał się zgadzać, a więc w zamian za widoczność temperatura spadła już w okolice zera, co może oznaczać rychły spadek śniegu.

    Z dwojga złego lepiej żeby spadł śnieg; będzie można jakiegoś bałwan ulepić, pojeździć na sankach albo iść gdzieś w knieje śniegiem zasypane, aby strzelić kilka zimowych zdjęć. Poza tymi plusami będą oczywiste minusy, czyli tony ubrań wiszące na Rochu, wygrzebywanie samochodu spod śniegu i niespodziewane utraty pionu, a tym samym bolesne spotkania z poziomem.

    Jeśli chodzi o sprawy rowerowe, wbrew pozorom to nadal blog rowerowy, to wszystko idzie w (bardzo) dobrym kierunku. Zapasy sklepowe są, zapasy finansowe są (ostatnio Roch wymienił słoik na większy), a więc wszystko wskazuje na to, że do wiosny rower będzie jak ta lala malowana lala i będzie można jeździć, oby tylko więcej niż w tym Roku. Jeszcze tylko list do Gwiazdki z prośbą o jakiegoś rowerowego towarzysza, a jeszcze lepiej towarzyszkę, bo samemu tak nudno pedałować, a w grupie – wiadomo – raźniej i weselej.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Noc polarna

    Zjawisko znane w okolicach koła podbiegunowego zawitało w okolice ponurego blokowiska, na którym przyszło Rochowi mieszkać i żyć. Początkowo Roch zerwał się o swojej normalnej porze, czyli w okolicach godziny 800 i stwierdził, że to środek nocy, a w nocy to Roch śpi, a snuje się po pustym pokoju w poszukiwaniu jakiegoś zajęcia. Jak pomyślał tak zrobił. Po jakimś czasie Roch czuje rękę na głowie i wcale nie był to dotyk anioła.

    – “Żyjesz synu?” – Ktoś zadał trudne pytanie.
    – “Żyję, która godzina?” – Zapytał nieświadomy tego, co za chwile usłyszy.
    – “Dochodzi 1100 – Usłyszał Roch.
    – “Co?!” – Zdziwił się Roch.

    W taki oto sposób naturalny zegar biologiczny zastał skutecznie zakłócony przez mgłę, która symulowała noc polarną. Brakowało tylko pingwinów, żeby Roch uwierzył w to, że znajduje się gdzieś na kole podbiegunowym. Później było tylko gorzej, a przynajmniej nie lepiej, bo taka smętna pogoda powodowała tylko senność, która skutecznie przykuła Rocha do łóżka. Teraz znowu jest ciemno, bo jest noc, ale taka prawdziwa, z księżycem i gwiazdami, których nie widać, a które nie mają zwyczaju tańczyć.

    Jeśli jutro będzie tak jak dziś, to Roch zatrzymuje Świat i wysiada. Nie jego cyrk i nie jego małpy.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Wszyscy o nim mówią, a nikt go nie widział

    Pogodynki z różnych stacji telewizyjnych od jakiegoś czasu wspominają o zimie. Wróżą i wróżą, a ich wróżby nie chcą się spełnić. Dziś też miał spaść śnieg, a nie spadł. Pojawiła się za to mgła, czyli pionowy substytut śniegu, który też jest biały, ale nie leży tylko wisi. Wisi i ogranicza widoczność, a dodatkowo powoduje u Rocha myśli o założeniu melonika i pozdrawianiu innych, typowo angielskim “how are You”. Oprócz tego Roch próbuje pchnąć sprawę robota na właściwe tory, ale o tym jak już się wszystko głodko potoczy.

    Poza wczorajszym wypadem na lotnisko to Roch z domu się nie rusza. Można by wyskoczyć na stację, jakieś lokomotywy zobaczyć, ale co chwilę pada deszcz i trzeba weryfikować plany. Lepiej jakby ten śnieg już spadł, przynajmniej Roch miałby zapewnioną codzienną dawkę ruchu, bo auto spod śniegu samo się nie wykopie. A tak, łopata w bagażniku pokonuje z Rochem kolejne kilometry, a śniegu ni widu, ni słychu.

    Wyszło smętnie, ale taka pogoda.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Niespodziewanie dużo szczęścia

    Zaszła potrzeba rozruszania Megi; stała biedaczka nieruchomo od zeszłej środy i były spore szanse, że akumulator się rozładuje, a przynajmniej jego sprawność znacznie spadnie. Problem był z określeniem punktu docelowego, do którego Roch mógłby pojechać, a takie bezproduktywne kręcenie się w miejscu do niczego nie prowadzi. W końcu Roch wymyślił, że połączy przyjemne z pożytecznym i pojedzie na lotnisko. Dystans też słuszny, bo w jedną stronę okrągłe dwadzieścia kilometrów.

    Problemem mogła się okazać pogoda, bo chwilę temu padał deszcz i zanosiło się na powtórkę. Jednak Roch podjął ryzyko i wybrał się w kierunku Pyrzowic. Na tylnej kanapie dumnie prężył się plecak, a w nim aparat, który mógł się przydać. Na miejscu okazało się, że coś stoi pod terminalem. Jednak słaba widoczność nie pozwalała stwierdzić, czy to coś ma zamiar dokonać startu. Po kolejnej chwili było widać, jak kołuje na pas, a po następnej chwili było widać cały samolot, jak wzbijał się w powietrze.

    Roch pstryknął parę zdjęć i wrócił do domu. I tak, prawdopodobnie ostatni raz w tym roku, Roch pojawił się pod płotem na lotnisku. Szczęśliwie coś startowało i Roch nie wrócił ze zdjęciami, choć pogoda nie zachwyciła i nie ma co wrzucić na Piakasę.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • A co Ty co dostałeś od Świętego Mikołaja?!

    Nadszedł ten długo oczekiwany przez wszystkie dzieciaki dzień, w którym sympatyczny gość w czerwonym stroju rozdaje prezenty grzecznym i rózgi niegrzecznym dzieciom. Roch zestawił wszystkie dobre uczynki z tymi złymi i okazało się, że był pod kreską i to grubą kreską. W związku z tym czekał na rózgę od Świętego. Na tę okazję nauczył się nawet wierszyka, ale szybko go zapomniał.

    Jednak Mikołaj nie zapomniał o Rochu; dostał symbolicznego cukierka, z czego się wielce ucieszył, bo prezent leży w plecaku, a teraz Roch klepie biedę, ale już nie długo. Nowy Rok, nowe otwarcie i nowe plany, ale o tym Roch dopiero napisze jak nadejdzie stosowny do tego czas. Na zakończenie Mikołaj, który dał Rochowi cukierka:

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Mglisto się zrobiło

    Mgła na dobre zadomowiła się w okolicy, w której Roch zwykł przebywać. Czym wyżej wspinała się wskazówka zegara, tym mgła coraz mocniej atakowała. W końcu okazało się, że sąsiedniego bloku już prawie nie widać. Poza tym robiło się ciepło, co dodatkowo sprzyjało parowaniu, wilgotnieniu i innym zjawiskom, które przyczyniały się do powstania mgły.

    Wieczorem mgła opadła, ale cóż z tego skoro mgłę zastąpił księżyc. Jesień i zima do zdecydowanie najbardziej smętne pory w całym roku. Nie dość, że rano jest szaro i zimno, to jeszcze o 1600 robi się ciemno i zimno. Wszelkie plany trzeba upychać w dwie – góra trzy – godziny, bo potem robi się ciemno i czas otarcia migawki drastycznie wzrasta i obraz zaczyna się rozmazywać pomimo włączonego VR.

    Może jutro uda się wyskoczyć z aparatem gdzieś w pola, albo – co byłoby dużo lepszym rozwiązaniem – na lotnisko ustrzelić w końcu mityczne CARGO.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Pierwsze zakupy rowerowe

    Grudzień się zaczął i nadeszła pora, aby pomyśleć o rowerze i zakupach rowerowych. Na pierwszy ogień idzie napęd, bo on najbardziej niedomaga, potem trzeba będzie zakupić linki, pancerze i pomniejsze elementy, które przez około 15 tyś kilometrów wiernie służyły Rochowi i nigdy go nie zawiodły. Ceny już mniej więcej są znane i wiadomo ile taka przyjemność może Rocha kosztować.

    Poza zakupowymi planami Roch śledzi pogodę, bo weekend się zbliża trzeba by popełnić jakieś zdjęcia, a do tego potrzebna jest pogoda i w miarę wysoka temperatura, o ile taka jest możliwa w grudniu. Jak się uda to Roch wyskoczy na stację strzelić jakąś lokomotywę. O, i tak jakoś smętnie i nudnie wyszło.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • I znowu rok spokoju

    Nadszedł ten dzień, w którym elektroniczny kalendarz rozbrzmiał ochoczo fanfarami, zaczerwienił się i oznajmił, że dziś trzeba jechać z samochodem na przegląd. Nie było innego wyjścia, Roch ubrał się, zszedł na dół, wymienił żarówkę, którą wymieniał kilka tygodni i pojechał do stacji diagnostycznej. Tam miły pan popadł w zachwyt nad Rocha samochodem.

    – “Jaki zadbany samochód” – Słodził Rochowi.
    – “W końcu to dama, musi być zadbana” – Odpowiedział Roch.

    Jednak okazało się, że nie do końca jest tak cudownie, bo Roch w końcu dowiedział się co uszkodził, gdy kilka miesięcy temu wpadł w dziurę. Cóż, polskie drogi są jakie są i tak też stwierdził technik, podbijając dowód rejestracyjny na kolejny rok. Później tylko szybka wizyta u mechanika, wymiana urwanego sworznia i Megi już całkiem jest cacy.

    Jeśli chodzi sprawę robota, to zostało wysłane zlecenie do firmy, która zrobi Rochowi płytkę, bo jego proces technologiczny nie ogarnia tak skomplikowanych układów i trzeba było szukać pomocnej ręki. Firma z Katowic okazała się tania i solidna, a przynajmniej tak piszą o niej Internauci. Jak płytki będą gotowe to i Roch dorzuci swoje trzy grosze.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Sknera

    Kompletowanie elementów, składających się na robota, Roch rozpoczął od rekonesansu cenowego, bo aktualnie jest on w dołku finansowym i z gotówką bywa krucho. Chcąc iść na łatwiznę Roch podjechał do ukrytego w bramie sklepu elektronicznego żeby zapytać ile go ta zabawa szarpnie. Po sprawdzeniu w sklepowym komputerze wyszło, że z jeden scalak około 11 zł, a to pomnożone przez dwa daje oszałamiające 22 zł, a na to Roch nie może sobie pozwolić. Odszedł z pustymi rękami, ale z to z “pełnym” portfelem. Szoping, jakkolwiek rozumiany, jest pod pełną kontrolą Rocha.

    Pogoda zdecydowanie się pogorszyła, zaczął padać deszcz, zrobiło się szaro i buro. Wypad na dworzec, albo na lotnisko zostaje odroczony, może weekend coś wyjaśni w kwestii jakiegoś wypadu, ale póki co prognozy nie są zachwycające. Pozostaje siedzieć w domu i coś tam grzebać, choć ileż można wdychać opary cyny. Rower stoi jak stał, od czasu do czasu Roch odkurzy go, żeby jeszcze można było go odnaleźć.

    W statystykach czerwono i nie warto tam nawet zaglądać. Cały miesiąc to jedno wielkie zero, w dodatku czerwone. Jedynie z kronikarskiego obowiązku Roch o nich wspomina, bo jak zaczął w styczniu, tak trzeba w grudniu skończyć, a od nowego roku trzeba będzie zweryfikować swoje noworoczne postanowienia. Gdyby ktoś odczuwał nieodpartą chęć pobrania PDF to można to uczynić tutaj: Listopad 2009.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Na początku był gotowiec

    W ramach odkurzania i wietrzenia szafek z gratami Roch natknął się na trochę zapomniany układ elektroniczny, który spłodził był dla Koyocika dawno temu, a celem tego było obeznanie się z lutownicą, a przede wszystkim pretekst do spotkania. Niestety nie jest to, już mityczny, termometr, który Roch produkuje circa od czerwca tego roku, ale i on zostanie zrobiony, co Roch uroczyście obiecuje pod groźbą przeciągnięcia pod kilem.

    Chodzi o układ zwany Arduino, a będący przyczynkiem do prawdziwego, jeżdżącego i grającego robota, który na nowo odżył w Rochu. Mając płytkę w ręce stwierdził, że teraz tylko jakieś koła, jakaś obudowa i można próbować zmusić oporną materię do jakiegoś, choć najmniejszego, ruchu. Później będzie z górki, coraz ładniejsza obudowa, może inna platforma, a kto wie – może Roch zacznie konstruować całą platformę od zera.

    Jutro pozostaje kupić parę gratów i można będzie sprawdzić, czy jeden silnik zareaguje pozytywnie, czy stwierdzi, że Roch błądzi. Poza tym, że Roch chce, a mu się nie chce to same nudy. Koniec roku zbliża się szaleńczymi krokami i niedługo trzeba będzie się chwalić tymi gigantycznymi ilościami kilometrów, które popełnił w tym roku.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Z nosem w Google

    Już na początku zaczęły się schody z robotem. Roch ma silników pod dostatkiem, ale wszystkie jakieś dziwne, bo wychodzi z nich sześć kabelków, w dodatku nie są oznaczone. Z wrodzonej dociekliwości Roch postanowił o nich trochę poczytać. Okazuje się, że są to silniki bezszczotkowe i – cokolwiek to znaczy – są raczej trudne do uruchomienia. Dlatego Roch musi wykombinować coś innego.

    Weekend upłynął Rochowi na leżeniu i lenieniu się. Między leżeniem i lenieniem się Roch spał, albo robił bliżej nie wyjaśnione czynności, które miały na celu zabicie ciągnącego się czasu. Z aparatem Roch nie biegał, bo nie miał natchnienia na zdjęcia.

    Popołudniu Roch chciał wybrać się na CARGO, ale okazało się, że już dawno wylądował, a i na start Roch by się nie załapał. Kolejna niedziela bez CARGO, ale Roch solennie obiecuje, że następny weekend – o ile śniegu nie będzie – będzie spędzony na lotnisku.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Konstruktor-destruktor

    Roch postanowił powalczyć trochę z robotem, a do tej walki zainspirował go grudniowy numer Elektroniki dla Wszystkich, w którym to numerze użytkownicy chwalili się swoimi robotami. Roch spojrzał z zazdrością na dumnych konstruktorów i ich dumnie prężące się roboty i natychmiast dostał solidną dawkę mobilizacji, przystępując do realizacji swojej, bardzo amatorskiej, konstrukcji, która już zaistniała na laminacie.

    Aby coś zbudować to trzeba coś zniszczyć i dlatego Roch zniszczył dwa napędy DVD, żeby wyciągnąć z nich silniczki, które posłużą jako baza napędowa dla pojazdu. Na szczęście napędy, z których Roch pozyskał silniczki, były przeznaczone na złom, więc nie było ich aż tak szkoda.

    Po kilku chwilach Roch, z lekko rozciętym palcem, dumnie wkładał zdobyczne silniczki do woreczka, żeby jutro je sprawdzić, czy w ogóle ofiara z palca była sensowna. Chińczycy, którzy projektowali napędy, nie przewidzieli tego, że ktoś będzie coś z nich odzyskiwał i krawędzie blachy bywają ostre, o czym Roch przekonał był się. Jutro relacja z uruchomienia silników, o ile nic nie wybuchnie.

    Roch pozdrawia Czytelników.