Kategorie
Bez kategorii

Cały dzień na rowerze

Nie ma takiego słowa w słowniku, które w pełni opisałoby dzisiejszą pogodę. Rano, w okolicach godziny 1000, było pięć stopni nad zerem, słońce świeciło, a Roch z Michałem pedałowali na Chechło, żeby zaostrzyć apetyt. Miejscami leżał jeszcze śnieg, ale to dodawało pogodzie uroku, jakiegoś specyficznego klimatu. Po powrocie Roch wchłonął obiad, wypił kompocik, beeeknął sobie i zaczął się ubierać.

Gdy Roch był już na dole postanowił, że pojedzie (i dojedzie) do Świerklańca. Postanowił, że pojedzie przez Nowe Chechło i tak też uczynił. W Świerklańcu śniegu było więcej niż we wszystkich miejscach, w których Roch dziś był, ale zrobił rundkę wokół parku i zaczął zbierać się w kierunku domu.

Chcąc wprowadzić trochę urozmaicenia Rocha postanowił, że wróci do domu tradycyjnie, czyli przez Nakło Śląskie. Przed Nakłem jest stroma górka, pod którą trzeba podjechać. Roch zagryzł wargę i rozpoczął podjazd. Mając 3/4 górki za plecami zobaczył jak z przeciwnej strony biegnie pies i szczeka. Jako, że wokół Rocha nie było nikogo to pies musiał szczekać na niego.

Roch wiedział, że nie ma szans uciec przed psem pod górę więc zawrócił i pokonał 3/4 górki w dół dzięki czemu znowu znalazł się pod Świerklańcem. Nie chcąc ryzykować ponownego spotkania z psem Roch wrócił tradycyjnie, czyli przez Nowe Chechło. Droga dłuższa, ale przynajmniej żaden pies nie goni Rocha.

W ten sposób nie dość, że wprowadził w wycieczkę trochę urozmaicenia to jeszcze pojawił się dreszczyk emocji. W sumie wyszło 44 kilometry i jest to, póki co, najdłuższy dystans tego roku, ale to się szybko zmieni więc nie ma co przyzwyczajać się do tych cyferek.

Roch pozdrawia Czytelników.

4 odpowiedzi na “Cały dzień na rowerze”

Skomentuj Anonim Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *