Zegar biologiczny i inne takie

Od ostatniej notki minął jeden, a może więcej, dzień kiedy to Roch miał: gorączkę, ból gardła i ponowny katar. Na stare lata Roch zrobił się wrażliwy i każda większa zmiana temperatury wywołuje u niego opłakane skutki. Po pierwszym katarze Roch myślał, że już nic go nie zaskoczy, a okazało się, że może jeszcze być gorzej. Dziś jest dużo lepiej, Roch potrafi zachować pion, głowa nie boli, gorączki też już nie ma. Tylko wredny katar został.

Drugim minusem ostatniego czasu jest… zmiana czasu. Być może \”za słusznie minionych czasów\” takie machinacje przy czasie miały sens, ale w dobie systemów informatycznych czasowe kombinacje nie mają większego sensu, bo to tylko dodatkowy kłopot w postaci \”restartów\” i wyłączeń owych systemów. Rochowi osobiście też to nie odpowiada, niby spał godzinę dłużej, ale wcale tego nie odczuł. Nie dość, że wstał o 630 to jeszcze spał w ciągu dnia żeby wyrównać swój zegar biologiczny.

Roch pozdrawia Czytelników.

Błoga nieświadomość

Roch już zapomniał jak to jest jeździć bez licznika, a po ostatnich wydarzeniach jest zmuszony do jeżdżenia bez pomiaru prędkości. Początkowo Roch czuł się nieswojo, ale po paru chwilach było całkiem nieźle. W końcu Roch mógł skupić się na szumie wiatru i opon, a nie na kontroli tego, co to diabelskie urządzenie wskazuje. Jedyne co przypominało Rochowi o tym, że jedzie na rowerze to pulsometr, który od czasu do czasu pikał, ale to można wytrzymać.

Roch zrobił rundkę dookoła Tarnowskich Gór i wrócił do domu, nie wie ile kilometrów przejechał i wcale nie chce wiedzieć. W środku Rocha dojrzewa decyzja porzucenia planów zakupu licznika, bo bez niego jeździ się lepiej i wcale nie jest koniecznym wyposażeniem roweru. Ilość kilometrów wcale nie jest najważniejsza, a statystyki od przyszłego roku będą obejmowały tylko puls. O ile decyzja w Rochu całkiem dojrzeje.

Roch pozdrawia Czytelników.

Awaryjny dzień

Do popołudnia wszystko miało się dobrze; Roch jeździł to tu, to tam, załatwiał co miał załatwić, ale w końcu wrócił do domu i postanowił, że pójdzie pojeździć na rowerze. Pogoda ładna, lekki wiaterek, ale da się wytrzymać i można jeździć. Jednak — i tak już mocno sfatygowany — licznik nie wytrzymał próby i rozpadł się kompletnie. Dokładnie to oderwał się kabelek od podstawki w taki sposób, że naprawa, o ile w ogóle możliwa, jest nieopłacalna ponieważ nowy licznik to koszt około 100 zł, a poparzone palce są bezcenne.

A skoro Roch poruszył temat poparzonych palców to wypada napisać o postępach w budowaniu \”Rowerowego Robota Rocha\”. Otóż temat wcale nie umarł, ale z powodu kryzysu jego priorytet nieco zmalał, ale wciąż jest rozwijany. Przez chwilę Roch poddał się, bo nie dało się przylutować mikroskopijnego układu, ale dziś zrobił z tym porządek. Układ co prawda był uszkodzony (przegrzany lutownicą) i trzeba było go jakoś usunąć z płytki, a jednocześnie nie spowodować jej uszkodzenia.

Po wielu kontaktach palców z grotem lutownicy Roch sięgnął po ostateczne rozwiązanie, czyli odcięcie \”nóżek\” od \”korpusu\”. I tak 18 PLN przeszło do historii i wylądowało w szufladzie oznaczonej jako \”eksperymenty\”. Kolejnych osiemnastu złotych Roch nie przeżyje dlatego będzie musiał poszukać kogoś, kto mu to wlutuje. Na początek Roch uderzy do swojego Guru Elektronicznego, może będzie miał chwile czasu na pomoc młodszemu koledze. Na zakończenie pamiątkowe zdjęcie beznogiego układu:

Roch pozdrawia Czytelników.

Świąteczne porządki?

Roch nie może być gorszy od super i hipermarketów i już rozpoczął przygotowania do Świąt. Po części wynikało to z nudów jakie męczyły Rocha, a po części z faktu dokonania przez Rocha zakupu paru narzędzi do jego elektronicznego warsztatu. Musiał w końcu zrobić porządek z burdelem, który panował w szafce, a że Święta za pasem to można było podciągnąć to pod świąteczne porządki. Okazało się, że miał 3 kg zbędnego złomu, który poszedł w kosz i znalazło się miejsce na nowe narzędzia. To było wczoraj.

Dziś Roch walczył z oporną materią w postaci dętki, którą trzeba było skleić, potem jeszcze założyć koło i można było siadać do elektronicznych spraw, które Roch chce załatwić. Okazało się, że nie ma wytrawiacza i jutro trzeba jechać na zakupy, więc dziś Roch dociął laminat miedziany i na tym zakończył. Potem tradycyjnie: najpierw książka, potem trochę komputera i dzień się kończy.

Roch pozdrawia Czytelników.

Nuuuuudy

Weekend upłynął pod znakiem permanentnego nudzenia się. Gdyby nie książka to Roch w ogóle nie włączałby komputera, a tak przynajmniej przerobił kilka przykładów, potrenował i znowu się nudził. O ile sobota jeszcze ładna była, ale wietrzna strasznie bowiem w górach halny grasował, o tyle niedziela to już kompletna jesień; wiatr, deszcz, szaro i nic poza tym. Jak tak dalej pójdzie to Roch skończy książkę jeszcze w tym tygodniu i co dalej? Trzeba będzie rozejrzeć się za kolejną pozycją, póki \”Najpopularniejszy i najfajniejszy rząd po \’89r.\” nie podniesie VATu na książki.

Oby pogoda ciut się poprawiła, bo inaczej Roch zanudzi się w domu, a w planach jest jeszcze przestawienie czasu, czyli dłużący dzień będzie się jeszcze bardziej dłużył. No cóż, jesień idzie dużymi krokami i trzeba jakoś przezimować ten ciężki czas. Niedźwiedziom to jest dobrze, idą spać i wstają na wiosnę.

Roch pozdrawia Czytelników.

Nawet na lotnisku panuje jesień

Nie mając nic lepszego do roboty, Roch wybrał się na lotnisko. Jechał z nadzieją, że coś wyląduje z dobrego kierunku, bo ostatnio u Rocha wiatry straszne panują i mogłyby być całkiem przyjemne zdjęcia. Na miejscu okazało się, że wiatr wieje w złym kierunku, przez to wszystko ląduje \”na drugim końcu\” lotniska i ze zdjęć nic nie wyszło. Roch trochę paliwka spalił i nic poza tym. Na szczęście w lokalnym kiosku kupił gazetę i miał co robić w domu.

Z tego lenistwa ponownie zaatakowała Rocha chęć zakupu skanera nasłuchowego, żeby w zimowe wieczory \”podsłuchiwać\” pilotów i nie tylko. Jednak jest jeden problem, jak Roch kupi jedno, to nie kupi drugiego, a piasta i licznik też czekają na swoją kolej, więc trzeba będzie się mocno nagimnastykować żeby owca była cała i wilk syty. Porywisty wiatr ma ustąpić już od jutra, to może Roch pójdzie na rower i przestanie myśleć skanerach, piastach i licznikach.

Roch pozdrawia Czytelników.

I znowu przestój

Drugi dzień ładnej pogody i Roch szczerze chciał iść na rower, ale okazało się, że trzeba pomóc w domu, a potem jeszcze trzeba zejść do sąsiadki bowiem \”komputer niedomaga\”. Owo niedomaganie objawiało się tym, że jakieś Skype nie chciało się zainstalować. Rochowi jakoś udało się, potem jeszcze tylko znaleźć login i hasło i mógł już kasować za \”usługę\”. Przed chwilą Roch dobrał się do swojego komputera i tak już pewnie zostanie, bo na zewnątrz powoli robi się ciemno, a poza tym Rochowi już nie chce się.

Jutro znowu zabiegany dzień, w dodatku Roch znowu będzie trawił płytki więc rower ponownie będzie odpoczywał. W końcu to prawie koniec sezonu i Roch będzie powoli żegnał się z rowerowaniem. Podczas przerwy w pedałowaniu Roch będzie się modernizował i wydawał pieniądze na rower, żeby móc w przyszłym roku ponownie atakować 10 tyś km.

Roch pozdrawia Czytelników.

Rowerowo

W końcu udało się, a ściślej pisząc zachciało się, Rochowi wyjść na rower; pogoda z biegiem dnia zrobiła się znośna, a Roch znalazł w szafie cieplejsze spodenki więc nic nie stało na przeszkodzie, aby wyjść na rower. Licznik oczywiście szwankował, czasem liczył, czasem nie i dystans jest mocno orientacyjny, ale Roch podpiera się statystykami i na tej podstawie określił dystans na około 26 km. Okulary parowały więc Roch, żeby zachować jako taką widzialność, jechał bez nich, a tym samym miał naturalny ogranicznik prędkości. Powyżej 30 km/h oczy zamykały się same.

Od razu Roch lepiej się czuje, nogi ciut bolą, ale boleć muszą, poza tym mózg dotleniony, aorty przetkane, kalorie spalone, czyli same plusy. O ile pogoda się utrzyma, lub nawet poprawi, to Roch dalej będzie pedałował. Może nawet uda się podjechać na lotnisko, ale to okaże się i nie warto planować niczego bowiem jutro pogoda się załamie i Roch zostanie uziemiony.

Roch pozdrawia Czytelników.

Nie ma nic do roboty

Weekend upływa pod znakiem nicnierobienia; zaletą tego jest to, że Roch ma dużo czasu na czytanie książki, a dzięki temu czas szybko mu płynie z dala od komputera. Rower również stoi i odpoczywa, ale trzeba go będzie jeszcze uruchomić i pojeździć przed definitywnym końcem sezonu. Na pewno Roch pojedzie na rowerze do zaprzyjaźnionego Adventure żeby sfinalizować akcję \”Piasta 2010\” i rozejrzeć się za jakimś licznikiem, bo i ten element niedomaga.

Jutro nowy tydzień, może i u Rocha zacznie się coś dziać, bo weekend upłynął pod znakiem wyjątkowego nieróbstwa, ale tak to już jest. Sezon się kończy, Rochowi się nie chce, a na zewnątrz jest coraz zimniej, więc Roch zaczyna siedzieć w domu i pisać \”głupoty\”.

Roch pozdrawia Czytelników.

A dziś oddali książkę

Kolejny dzień walki o książkę, która zalegała na Poczcie Polskiej. Po wczorajszym \”starciu\” Roch nie miał żadnych wątpliwości, że nie można się uginać i trzeba być twardym. Przy okienku dał awizo i czekał, aż pani przewali się przez tony papieru, choć komputer stoi obok. W końcu padło pytanie:

\”Jak wygląda paczka?\” — Zapytała pani z okienka.
\”Nie wiem\” — Odpowiedział Roch.
\”A kto jest nadawcą?\” — Zadała kolejne pytanie.
\”Nie wiem\” — Znowu odpowiedział Roch.

W końcu nikt mu łaski nie robi, że dostarczy paczkę, bo Roch równie dobrze mógł jechać do Gliwic i ją przywieźć. Następnym razem Roch dopłaci i poczeka na kuriera, im — w przeciwieństwie do Poczty — zależy na kliencie (a przynajmniej na zarobku za usługę).

W końcu Roch może rozłożyć się na łóżku i poczytać o tym, co interesuje go najbardziej, czyli tworzenie aplikacji, ale na tym koniec pisania o bojach z Pocztą. Najważniejsze, że książka leży na półce i nikt jej nie zgubił. Pogoda wybitnie nie-rowerowa. Zimno, pojawiły się opady więc Roch siedzi w domu, ale wszystko wskazuje no to, że weekend ma być znośny więc może uda się jakiś wypad uskutecznić, ale o tym Roch napisze później.

Na zakończenie, oczywiście, zdjęcie książki:

Roch pozdrawia Czytelników.