Dwa tygodnie remontu i dzień roweru

\”Normalnie o tej porze\” – cytując Kaliber 44 – Roch jeździłby na rowerze, ale \”o tej porze\” wcale nie jest normalnie. Deszcz siąpi z nieba, jest tak zimno, że Roch ponownie włączył sezon grzewczy w domu żeby choć trochę uprzyjemnić sobie siedzenie na tyłku i wyglądanie przez ochlapane farbą okno w poszukiwaniu lepszej pogody, ale ta nie chce nadejść. Więc remont nie sprawia Rochowi aż takiego rowerowego bólu, bo lepiej już wykorzystać ten czas na panele, malowanie i co tam jeszcze trzeba będzie zrobić, niż na utyskiwanie że w domu nudno, a na rower iść nie można. Chwilowo cały dom zwęził się do jednego pokoju, ale jeszcze chwila.

Wczoraj, korzystając z tego, że jest niedziela, Roch dał sobie spokój z remontowaniem, a wykorzystał ten czas na pedałowanie. Choć trochę, choć kilometr, ale na rowerze, bo ostatni czas wyjątkowo nie sprzyja pedałowaniu. Szczególnie, że Roch niedługo planuje kolejną recenzję, ale o tym za chwilę. Przygotował i zapakował rower, ubrał się, ale czuł że to nie będzie najlepsze pedałowanie. Nogi, a w zasadzie dwa kołki obute w buty i przypięte do roweru nie chciały współpracować. To był dzień, w którym bardziej napędza się nogi niż rower, ale dzień wcześniej Roch położył podłogę, a w nocy nosił 18-o kilowego bombelka, bo ten ma katar i nie mógł spać.

Nogi miały prawo nie chcieć pedałować, ale Roch nie mógł już wysiedzieć w domu. Chęć wyjścia na rower była silniejsza na dwa drewniane kołki, które dla niepoznaki nazwano nogami. Trasa standardowa, czyli techniczna A1 żeby podtrzymać \”local legend\” na Stravie, ale ten przejazd kwalifikował się raczej do \”fallen legend\”, ale takie dni też muszą być. I trzeba je zaakceptować, bo nie zawsze w życiu udaje się być legendą, czasem trzeba upaść żeby… (dobra stop, bo wyjdzie coaching). Najważniejsze to wyjść na rower, nawet jak nogi nie chcą.

Remontu jeszcze trochę zostało, ale rower też będzie używany. Pogoda może w końcu się wyklaruje, nogi znowu poniosą, a w planach na długi weekend jest dłuższy wypad, a nawet bikepacking, bo Roch dostał od zaprzyjaźnionego Rowertour torbę podsiodłową XLC BA-W39, która pomieści szafę, a nawet dwie jak dobrze się poukłada. Teraz Roch nie będzie się rozpisywał o niej, bo na to przyjdzie czas, ale kilka zastosowań już Roch dla niej ma. Przed nim jest długi, czerwcowy, weekend i można uda się jakiś bikepacking zrobić za dłuższym wypadem.

Jest plan, życiówka, albo \”dekadówka\” bo wcześniej Roch robił takie dystanse, ale w ostatnim czasie może to być i życiówka. Jednak o tym, czy się udało i czy w ogóle doszło do skutku Roch napisze jak wróci z drogi, ale parcie ma spore, więc kto wie, czy nie zaciśnie zębów i nie pojedzie. Jednak do tego czasu Roch trochę musi nogi rozruszać, żeby nie było kołków.

Na zakończenie bikepackingowa wersja gravela:

Roch pozdrawia Czytelników.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *