Awatar Roch Brada

To był dobry urlop

Za każdym razem jak Roch ma urlop, dzieciory jego zadają mu to samo pytanie: „dlaczego masz tak mało wolnego?”. Dzieciory mają przecież całe dwa miesiące wolne, do tego ferie i inne pomniejsze dni wyłączone ze szkoły, a Roch ma w sumie 26 dni (minus 4 UNŻ) wolnego w całym roku. I ta ilość dni musi mu wystarczyć na cały rok odpoczynku. Co więcej, żeby być w zgodzie z przepisami i HRem, musi wziąć 10 dni wolnego, aby „dobrze odpocząć”. I właśnie takie 10 dni odpoczynku Roch zakończył.

W sumie to te 10 dni przyniosło niespodziewany obrót wydarzeń. Pierwszy tydzień był zarezerwowany na wożenie dzieciorów na półkolonie żeglarskie. Pierwszy raz na łódce, która przypominała mydelniczkę, ale był żagiel, miecz i te wszystkie wodne artefakty.

W wolnej chwili, czyli wtedy kiedy bombelki pływały w mydelniczce, Roch pedałował po okolicy i czasem zajeżdżał w krzaki nad wodę, żeby poobserwować dzieciory, jak sobie radzą. I to był dobry układ — Roch na rowerze, dzieciory w mydelniczce. Kilometrów przybyło sporo, ale był jeszcze dugi tydzień urlopu. Pogoda jednak nie rozpieszczała, a Roch czekał na okienko pogodowe, żeby móc pojeździć. Raz się udało, a raz nie, ale ogólnie było dobrze. Finał urlopu był spektakularny, bo Roch z dzieciorami i Żonką pojechał do Olsztyna (tego koło Częstochowy).

Wyprawa była całkiem udana — nie licząc tego, że na stacji benzynowej pewnego koncernu nie było hot-dogów, więc trzeba było posiłkować się batonami i Colą, żeby dojechać do celu. Cola jest sprawdzona przez Rocha i działa doskonale, jeśli trzeba szybko uzupełnić cukier i płyny. Tak, prawdopodobnie jest niezdrowa, ale w przypadku pedałowania na rowerze jest to jedyny napój, który stawia Rocha na nogi. Podczas ostatniego wypadu z Tarnowskich Gór do Częstochowy, Roch wlał w siebie 4 litry tego napoju i to utrzymało go przy życiu.

Bombelki bez problemu dały radę — doładowane goframi i lodami miały energię na powrót taką samą jakby startowały spod domu po 10 godzinach snu. I to pokazało, że są gotowe na kolejny poziom wtajemniczenia rowerowego. W planach jest wypad do Krakowa, z noclegiem, żeby zregenerować się i mieć siły na dalsze pedałowanie. Przygotowania ruszyły, sakwy są w planach, bagażnik też, więc niedługo może Roch będzie obficie relacjonował wyprawę na social mediach.

Jednak zanim będzie Kraków, to będą Tarnowskie Góry. Najbliższy plan jest taki, żeby pojechać do Tarnowskich Góry i z powrotem, czyli planuje się najdłuższy wypad w tym roku — w sumie nawet w tej dekadzie. Jeśli pogoda nie zawiedzie, to Roch z Żonką pokona jakeś 100+ kilometrów. W tym czasie dzieciory będą się dobrze bawiły na wyjeździe z dziadkami. O ile wszystko się uda, to będzie to rekord roku, a może tylko wstęp do jakiegoś ultra pedałowania. Jakby tego było mało, to podczas urlopu zrodził się też plan doinwestowania wypraw rowerowych. Bo jak już Roch pucował się, współpracuje rowerowo z pewną firmą, dla której pisze różne rzeczy i ma z tego „piniądz”, więc zaczął kompletować wyprawkę rowerową — na początek plan jest taki, żeby kupić bagażnik rowerowy i zacząć wyjeżdżać z rowerami. Do tego kolejnym planowanym zakupem są sakwy, żeby mieć się gdzie spakować. Roch ma swoje torby z XLC, ale Żonka chce być „sakwiarą” więc będzie jeździła z większym ładunkiem.

Jak widać stara dewiza, że „im więcej zarabiasz na rowerach, tym więcej na nie wydajesz” jest prawdziwa, ale to akurat dobrze. Pisanie idzie Rochowi dobrze, więc spokojnie może sobie finansować swoje rowerowe zachcianki z rowerowej kasy. A dzięki temu będzie więcej zdjęć i kilometrów. Tak więc ten urlop był rewelacyjny i rewolucyjny, bo przyniósł wiele pomysłów na rower, a z Żonki zrobił „sakwiarę”.

To był naprawdę dobry urlop.

Po urlopie pojawiły się te dwie świnki

Roch pozdrawia Czytelników.


Opublikowano

w

przez

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *