Podobno najgorzej jest zacząć, ale chyba skończyć jest jeszcze trudniej

Autor:

w

Tak się złożyło, że ostatnio Roch sporo czasu spędzał na rozkminach nad dalszym losem blogaska. Wszystko zaczęło się na początku roku, jak sprawdził prognozowaną fakturę za hosting, którą miał zapłacić w październiku. Cena, jaka tam się pokazała, wyrwała go z butów. Dosłownie, za amatorski blog, który w ostatnich latach raczej niewiele wniósł w życie Rocha, płacenie ponad 400 zł za rok to dużo za dużo. Szczególnie, że wewnętrzna cebula podpowiadała mu, że ma przecież darmową alternatywę. No i się zaczęło.

Ta darmowa alternatywa to oczywiście Blogger, czy platforma blogowa, trochę zapomniana — chyba przez samego Google’a też — która w latach świetności bloga była głównym miejscem, z którego Roch wysyłał w Internet swoje notki. Wtedy były jeszcze atrakcyjne i czerpał z tego przyjemność. Oczywiście migracja z jednej platformy na drugą (delikatnie pisząc przestarzałą) wymagała trochę wysiłku, ale od czego ma się agentów AI, którzy takie rzeczy robią od razu. No więc konwerter był gotowy, notki przeniesione do XML i można było dalej pisać.

Ale znowu Roch zderzył się z „długiem technologicznym”, bo nie można było dodawać fajnych galerii, zdjęcia tylko ułożone w stos, no ogólnie dramat, ale Roch zawsze powtarzał, że jak blog nie monetyzuje się, to nie ma sensu jakoś mocno inwestować, a już na pewno nie góry kasy jaką chciał OVH. Jakoś się męczył. Nie tylko z blogiem, ale też z pisaniem. Szło mu to ciężko i topornie, czasem znajdował sobie inne zajęcia, jak na przykład grzebanie w wyglądzie, żeby tylko nie pisać “bo nie ma o czym”.

Jednak toporność Bloggera nie dawała mu spokoju — zaśmiecony HTML, rozjechane akapity, no nie dało się. Zaczął szukać kolejnej alternatywy, bo WordPress rozpieszcza i daje dużo swobody. Galeria, może sam obrazek, ale okładka. Proszę bardzo, WordPress to ma na wyciągnięcie ręki. Chciał wrócić, ale jednocześnie nie chciał za to płacić, a przynajmniej nie tyle ile chciało od niego OVH. Wiadomo, ceny RAMu poszły w górę, prąd pewnie też więc utrzymanie infrastruktury też kosztowało więcej, ale szukał i znalazł tańszą alternatywę i to o ponad połowę. No tyle to w ostateczności mógł zapłacić.

I kolejne przenosiny, a do tego doszedł transfer domeny, który miał być bezproblemowy, ale dzięki Rochowi nawet NASK nie wiedział o co chodzi, ale finalnie udało się i wszystko znowu działa. Jednak przed Rochem kolejna migracja, z powrotem na WordPress. Plusem jest to, że w ostatnim czasie Roch mało pisał, więc mógł dać spokój Agentom AI i przenieść te 5 notek ręcznie, jak to robiło się kiedyś, czyli CTRL+C -> CTRL+V. I znowu zamiast pisać zaczął przenosić i migrować (a także wkurzać NASK, choć to na wyrost zdanie, bo źle nie było).

To wszystko ma swój powód, o którym Roch wiedział od dawna, ale nie dopuszczał do siebie myśli, że pora coś zmienić i zakończyć pewien etap, który Rochowi bardzo ciążył. I w sumie chyba do tego dojrzał i w końcu, po miesiącach wymówek i pisania na siłę Roch powiedział sobie dość. I postawił grubą kreskę.

Roch pozdrawia Czytelników.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *