Coś się kończy, coś się zaczyna

W końcu Roch doszedł do wniosku, że te wszystkie migracje to nie jest próba znalezienia idealnego (czyt. najtańszego) miejsca na dalsze blogowanie. Łudził się przez wiele miesięcy, że jak dobrze wybierze, a potem dopieści szczegóły, to jego kolejne notki będą produkowały się same, niczym asy z rękawa magika. Jednak im głębiej w to wchodził tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że to jednak nie jest ta droga. W końcu doszedł do tego, co tak naprawdę jest przyczyną jego niemocy.

Przed erą Rocha na blogu, a były to czasy portalu My Opera (link do Wiki: https://en.wikipedia.org/wiki/My_Opera) Roch pisał jako Pafnucy, jednak splot wydarzeń w tamtym okresie wymógł na Rochu to, że Pafnucy musiał ustąpić miejsca Rochowi. Wtedy to właśnie narodził się Roch:

Po tragicznej śmierci Pafnucego Brady, któremu to przebito serce, poniekąd na własne życzenie, mieczem miłości, nastała pustka. Jak wiadomo życie nie lubi pustych miejsc, tak więc w miejsce Pafnucego pojawił się Roch Brada. Roch to brat Świętej Pamięci Pafnucego, który pierwszy raz pojawił się na pogrzebie Pafnucego. Zmarły zapisał swój blog swojemu bratu, a więc to on teraz będzie opisywał swoje podboje nie tylko rowerowe.

Roch Brada jest zupełnie inny niż jego brat. Jest bardziej otwarty, bardziej śmiały, a jednocześnie nie zakochuje się tak łatwo, jak miał to w zwyczaju jego zmarły brat. Pafnucy był romantykiem, podobnie jak Walter Alf vel. Konrad Wallenrod, który był typowym przedstawicielem romantyzmu, a więc był wyobcowany, smutny, nie lubił biesiad, zabaw, większość czasu spędzał w samotności.

Roch to człowiek odrodzenia, nowoczesny, znający kilka języków, optymista, wierzy w nieograniczone możliwości jednostki, gruntownie wykształcony, bywający za granicą, jego idolem jest Tomasz Morus. Roch będzie od czasu do czasu pisywał swoje przemyślenia w trzeciej osobie. Ot taki kaprys Roch miał, żeby pisać o sobie w trzeciej osobie, ale o tym to już sam Roch napisze, kiedy otrząśnie się z żałoby po zmarłym, ukochanym, bracie.

Umarł Pafnucy, niech żyje Roch…

Powyższy cytat pochodzi z notki, której już nie ma w sieci (My Opera nie istnieje, ale Roch ma własne archiwum). Natomiast jak ktoś chce wiedzieć, dlaczego tak się stało, to poniżej jest kolejny cytat, który wyjaśnia wszystko (a może i nie):

Minęło kilka dni Pafnucy wciąż myślał o Alinie, myślał intensywnie. Po ostatniej wspólnej wycieczce w Pafnucym odżyły nadzieje, na wspólne życie z Aliną, ale on czuł, że to kolejna mrzonka, że to nie jest realne, że to po prostu nie możliwe.

Ale serce nie sługa, szczególnie serce Pafnucego rwało do Aliny jak szalone. Po raz pierwszy w całym swoim życiu Pafnucy wiedział, że to co czuje do Aliny to coś naprawdę silnego. Niestety, jak zawsze, dostał od życia po dupsku. Klaps od życia zabolał bardzo, ale Pafnucy musi to wytrzymać innej rady nie ma.

Jak w każdej bajce wygrało dobro, wygrała miłość, wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Królewna i Książę są szczęśliwi, całe królestwo żyje ich szczęściem. Tylko nieszczęsny smok, z przebitym sercem, jakoś nie pasuje do tej idylli. Ale tak to już jest w bajkach, że aby dobro mogło wygrać to ktoś musi być tym złym i, z założenia, musi przegrać. Tym razem przegrał smok, definitywnie.

Dalszych części nie będzie. Pafnucy i smok zostali uśmierceni, Alina z Księciem żyją długo i szczęśliwie, Podróżnik nadal zamyka rogatki – jedną zamknął na stałe.

Tak się kończy, ta z pozoru radosna, historia Pafnucego Brady…

I teraz znowu coś się kończy.

Pora szczerze powiedzieć:

  • „Cześć Rochu, Przyjacielu! To był dobry czas.” — i iść do przodu.

Znaleźć dla siebie nowy kawałek internetu i odzyskać chęć do pisania. Już jako „ja”. Długo dojrzewałem do tego i szukałem przyczyn tam, gdzie ich nie było. Okres dojrzewania do tej decyzji trwał długo, po drodze było kilka wzlotów i upadków, ale finalnie zrozumiałem, że żeby iść dalej muszę zamknąć jakiś rozdział.

Roch spełnił swoje zadanie — bawił i uczył, był fajnym kumplem, który mi osobiście dał dużo radości i fanu z pisania w Internetach, ale ta formuła nie mogła trwać w nieskończoność. Musiałem zrobić kolejny krok. I zrobiłem.

Dzień dobry! Nazywam się Jacek. I będę tu pisał.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *