Od ostatniej notki, w której Roch opisywał przygody z pękniętą szprychą, minął już dobry miesiąc, ale zamiast szybkiego serwisu Roch zajmował się wszystkim, tylko nie naprawą koła. W sumie koło działało, bez jednej szprychy nic złego się nie dzieje, a brzęczący nypel wewnątrz obręczy tak bardzo Rochowi nie przeszkadzał. No więc tak jeździł do urlopu. Zakładał, że przed urlopem — albo na początku urlopu — Roch sobie naprawi koło i będzie mógł spędzić urlop na rowerze. Jednak plany oczywiście potoczyły się inaczej i Roch wyjechał.
(więcej…)Tag: Weekend
-

Poraj, pęknięta szprycha i powrót pociągiem
Kolejny weekend i kolejny wypad rowerowy. Pogoda dopisała i żal było nie skorzystać z takiej okazji, bo ostatnie wypady były raczej uzależnione od kaprysów pogody. Jak chmury przeszły, to było słońce, ale jak chmury wróciły, to znowu lało i trzeba było wracać do domu. Ogólnie rzecz biorąc, łatwo nie było, więc jak tylko na prognozie pojawił się cały słoneczny dzień, to Roch od razu pomyślał o jakiejś wyprawie. Żeby było lepiej, to cały weekend był słoneczny, więc można było zaliczyć nie jeden, a dwa wypady na rowerze. Jeden z nich był z przygodami, drugi już bardziej na luzie, znowu na lody, ale tym razem w inne miejsce. Jednak weekend zaczął się od wypadu na Poraj.
(więcej…) -
Podsumowanie weekendu: rower, lody i więcej lodów
Kolejny weekend za Rochem i pora trochę o nim napisać, bo działo się nie tylko w pogodzie. Choć i ona potrafiła skutecznie pokrzyżować plany rowerowe. W sumie można by napisać, że jeździło się od chmury do chmury, a czasem nawet od błysku do błysku, bo weekend był też mocno burzowy. Jednak z dobrą aplikacją pogodową — czyli z YR.no — można było sobie poradzić z warunkami pogodowymi. Można by narzekać, że pogoda zła i w ogóle, ale lepiej było wsiąść na rower i oglądać się za plecy, czy już uciekać do domu, czy jeszcze można kawałek pojechać.
(więcej…) -

Velo Soła. Czy warto w 2026 roku? (I dlaczego musisz spakować legitymacje)
Jeden z celów, które Roch zaplanował na rok 2026 — i w sumie na 2025 też — to przejechanie się szlakiem Velo Soła. To dość młoda trasa, która prowadzi od Żywca do Rajczy albo odwrotnie. W każdym razie nie jest to pętla, przez co trzeba dołożyć trochę logistyki, żeby zaplanować wyjazd, a także nie zapomnieć legitymacji szkolnych dla dzieci, bo wtedy w Kolejach Śląskich triggerują się mocno. Roch postara się odpowiedzieć, czy warto tam jechać i jakie są skutki braku legitymacji szkolnych. Zacznijmy więc od pierwszego pytania.
(więcej…) -
Blachownia i Olsztyn. Jednego dnia.
Tak się złożyło, że Roch po kolejnych migracjach i planach na swój plugin, który pluginem już nie będzie, postanowił spędzić więcej czasu na rowerze. Jednak do tej pory warunki pogodowe nie sprzyjały aktywności fizycznej. Upały powyżej 36°C jednak pokonały Rocha. Jedyne, co Roch robił w czasie tych skwarów, to oddychał i pochłaniał kolejne morza wody. Jakby tego było mało, to wlewał w siebie spore ilości kawy, co miało przykre skutki podczas ostatniej epickiej jazdy na rowerze, bo skurcze nie chciały go przestać atakować. I nawet wypicie przeterminowanego o miesiąc shota z magnezu nie pomogło. Ale zacznijmy od początku.
(więcej…) -

#NewBikeDay i więcej jeżdżenia
Czerwiec to wyjątkowy miesiąc pod kilkoma względami. Na pewno to miesiąc z pierwszym dniem lata — i tego astronomicznego, i tego kalendarzowego, a to oznacza, że zaczyna się ulubiona pora roku dla Rocha. Oczywiście, wiosna też jest spoko, nawet zima i jesień pod pewnymi warunkami są znośne, ale lato to jest lato. To czas upałów, wakacji, długiego dnia, truskawek i czereśni. To czas wszystkiego, co najfajniejsze. To także czas festiwali rowerowych, selfików z Braćmi. Ale czerwiec ma w sobie coś wyjątkowego. Ta wyjątkowość polega na tym, że Młoda ma urodziny. I wszystkie te truskawki, czereśnie schodzą na drugi plan. Bo długi dzień upływa na rozmyślaniu, co kupić Młodej na prezent urodzinowy.
(więcej…) -

Pustynia Błędowska
Roch długo nie mógł wysiedzieć w miejscu, bo zaraz po powrocie z Lasów Lublinieckich zaczął planować kolejny wypad. Tym razem chciał pojechać w inną stronę i niekoniecznie znowu w lasy. Uruchomił Komoota i zaczął przeglądać kierunki, w które mógłby się udać. Finalnie padło – znowu – na południe, ale nie były to lasy. Było to coś zupełnie innego. Niby blisko, bo od Częstochowy wyszło jakieś niecałe sto kilometrów, a jednak Roch nigdy tam nie był. Nie był też w innych miejscach tego typu, bo większość z nich znajduje się za granicą. Mowa oczywiście o pustyni – bo na pustyni jeszcze go nie było. Roch zaliczył Pustynię Błędowską.
(więcej…) -

Lasy lublinieckie + staw Posmyk
Ostatnio coś się Rocha trzymają lasy albo to Roch stara się trzymać w lesie. Trochę zasługi w tym ma niechęć do asfaltów, a trochę ostatnie trasy, które Roch planuje, albo znajduje, na Komoocie. Wcześniej Roch jeździł po lasach raciborskich, teraz dla odmiany pojechał bliżej, bo do Lublińca. Co prawda jeszcze nie rowerem, ale i to ma w planach. Planowanie wypadu zaczęło się od pomiaru bagażnika, czy poza rowerem zmieści się coś jeszcze. Bo to, że rower wchodzi, to Roch wiedział od początku, ale czy zmieszczą się kaski, „drabinka”, bidony i sakwy tego już nie był pewny. I tak zaczęła się lubliniecka przygoda.
(więcej…) -

Lasy rudzkie, pierwszy epicki wypad
Od początku roku Roch jeździł — w zasadzie — tylko dookoła komina. Nie było dalszych wypadów, ale były spory serwis rowerowy, który upewnił Rocha w tym, że rower jest gotowy do epickich wypadów. Co prawda zostały jeszcze do wymiany opony, ale jeszcze „chwilę” muszą pojeździć stare gumy. Pisząc „chwilę” Roch ma na myśli kilka dni, a nie tak jak było z suportem, dwa sezony. Jednak i bez opon Roch załapał się na całkiem solidny wypad i dystans, po którym spodziewał się śmierci, a okazał się całkiem znośnym pedałowaniem. Na pewno nie lekkim, ale też nie było jakichś kryzysów. I wszystko to, w okolicach Rud.
(więcej…) -

Rowerowy styczeń – taki nie za ciepły, nie za zimny
Pierwszy rowerowy miesiąc przeszedł do historii. Roch obiecał sobie, że nie będzie robił żadnego podsumowania roku 2024, ale coraz bardziej go to męczy i może jednak przełamie się i usiądzie do tego tematu, ale równie dobrze może do tego nie dojść. Jednak podsumowanie stycznia 2025 jest całkiem prawdopodobne, bo pod względem rowerowym trochę się działo. Głównie przez pogodę, która — jak co roku — okazała się łaskawa, ale tak nie za bardzo. Ogólnie było fajnie, nie licząc tych momentów, w których padał śnieg, a jeśliby odrzucić jeszcze te, w których ten śnieg topniał — to był całkiem fajny miesiąc.
(więcej…)
