Pogoda wystrzeliła

·

Po okresie zimowym Roch nie mógł się doczekać wiosny. Jednak ona nie przychodziła za bardzo. Sezon grzewczy w domu też nie chciał się zakończyć, a ogrzewanie co rusz się włączało. Perspektyw na polepszenie pogody nie było w ogóle; jednak Roch nie poddawał się i dalej próbował jeździć na rowerze. Były okresy lepszej pogody, kiedy jeździł z Młodym po Lisińcu, ale były też słabsze momenty, kiedy siedział w swojej norze i grzebał przy swoim nowym-starym rowerze. Aż pewnego dnia pogoda wstrzeliła.

Kiedy to się stało, Roch poczuł przypływ wiosennej energii, częściej chodził na rower, ale też szybciej zaczął naprawiać swój stary-nowy rower, który dostał od Młodego, bo ten odkładał kasę z kieszonkowego i właśnie pojawiła się promocja na rower, który chciał i było go na niego stać. W sumie to już drugi rower, który kupił, ale pierwszy, który sklep dostarczył. Z poprzednim zamówieniem Roch buja się po sądach, ale o tym nie będzie jeszcze pisał. Dla dobra sprawy i „śledztwa” Roch poczeka na finał sprawy, ale ma już przygotowany konspekt na kilka (naście) notek o całej batalii. Będzie na co czekać.

Wiosna, Panie sierżancie!

Wracając do najlepszej pory roku, Roch – podobnie jak żonkile i przebiśniegi — rozkwitł i odzyskał chęć do spędzania czasu na podwórku. Bo jednak zima to inny stan umysłu. Rano ciemno, po południu też ciemno, a w dodatku zimno i na ogródku nie ma co robić. Teraz to jednak się zmieniło; można usiąść na ogródku, można iść na rower w lżejszej odzieży, można w końcu skończyć serwis nowego-starego roweru i spróbować swoich sił na lokalnym pumptracku.

Można też było nie iść na pumptrack i nie dowiedzieć się, jak słabym zawodnikiem się jest. Kondycyjnie takie wygibasy kosztują Rocha ogromnie dużo wysiłku, bo to nie jest romantyczne pedałowanie na gravelu, tylko nieustanna walka z żelastwem, które chce Cię zabić przy najbliższej sprzyjającej okazji. Dlatego na BMX, podobnie zresztą jak na każdy inny rower, Roch zakłada kask. I założył też hamulec, bo dekady jeżdżenia na rowerze nauczyły go, że przynajmniej jeden sprawny hamulec jest potrzebny. Szczególnie jak się jeździ na rowerze, który jest jak mały, wściekły york, gardłujący zza płotu.

A komu to potrzebne? A dlaczego?

W sumie dobre pytanie? Po co 40-latkowi jeżdżenie na BMX? Odpowiedź brzmi: bo tak! Bo rower się marnował, bo to dodatkowa forma ruchu, co jest wskazane u ludzi w zaawansowanym wieku, w dodatku praca statyczna, siedząca, więc wszystko wskazuje na to, że każdy ruch jest ważny i potrzebny. Poza tym, Roch zawsze chciał pojeździć na takim rodzaju roweru, może nie będzie drugim Matt’em Hoffmanem, ale też nie chce nim być.

Już to, że Roch przytoczył samego Mata Hoffmana pokazuje to, jak daleko sięga jego pamięć. I dlatego chce on spróbować sił w BMX. Oczywiście solidne podstawy ma, bo potrafi zrobić bunny hopa, więc podwaliny pod dalsze triki są. Dodatkowo dwa pegi, które dodają +100 do wyczynowości, też są, ale przede wszystkim jest chęć i zapał, a forma zrobi się z czasem. Dzięki ostatniemu wypadowi na pumptrack, Roch wiele się dowiedział o tym jak słabym kondycyjnie jest. Przejechanie 40 kilometrów na gravelu? Proszę bardzo! Ale 6 (tak: S-Z-E-Ś-Ć) minut ostrego pompowania, wypompowało Rocha kompletnie.

Czuł się, jakby wyszedł z własnego ciała i stał obok, patrząc na to, co z niego zostało. Niesamowite jest też to, że Roch odkrył w swoim ciele partie mięśni, o których nie widział, że mogą istnieć. Następnego dnia obudził się i czuł, że te 40 lat ciążą mu bardzo. W końcu coś go bolało, bo do tej pory o swoim wieku słyszał tylko kawały, że jak czterdziestolatek chce zobaczyć zorzę polarną, to wystarczy, że szybciej z łóżka wstanie i takie inne, ale nigdy tego nie doświadczył na własne skórze. Do teraz.

To okropne uczucie, ale trzeba to przetrwać, bo Roch wie, że jego organizm to przetrwa i jeszcze będzie dobrze. Rano nie będzie bolało, a 6 (S-Z-E-Ś-Ć) minut na pumptracku zmieni się w 60 minut. Taki trzeba sobie wyznaczyć cel, a nie siedzieć rano na łóżku i zastanawiać się, co takiego robiło się dzień wcześniej, że teraz boli z tyłu, po prawej stronie.

New Bike Day!

Skoro Roch już tak dobrze się zareklamował, to teraz zareklamuje także i swój nowy-stary rower. W sumie to już dobrze zanany zielony Mongoose Legion L60, na którym jeździł Młody, a który teraz został uratowany przed leżeniem w garażu, albo piwnicy. Roch tchnął w niego drugie — niełatwe i nielekkie — życie, trochę go ogarniając i zakładając hamulec, bo to był jedyny warunek, żeby Roch wsiadł na rower. Hamulec!

I tyle. Wszystko pozostałe jest fabryczne, albo wymienione dla Młodego. Najfajniejszy jest freecoaster, czyli tylne koło, które kręci się swobodnie do przodu i do tyłu. To znaczy, że do tyłu można jeździć nie pedałując, a to nazywa się fakie. I jest kolejną rzeczą, którą Roch chce ogarnąć. I wcale nie jest takie łatwe, jak się pisze. Bo jazda do tyłu na dwóch kółkach sama w sobie jest nienaturalna, ale do nauczenia się.

Poza drobnymi zmianamy w sprzęcie, weszły też hubguardy, czyli osłony na piąstę żeby jej nie rozwalić, łańcuch „half-link”, który jest będziej pancerny i w sumie tyle. No i hamulec, który dostał od Młodego, bo ten nie jeździ na BMX-ie z hamulcem. Hamulec to nie byle co, a rasowy Eclat, czyli takie Deore XT w MTB. Ważne, że hamuje. Po pierwszych jazdach na pumptracku nic się nie zepsuło, nie pękło i nie złamało, a Roch już planuje, jak to w majówkę wyskoczyć na jakiś skate park, potrenować fakie i wytrzymać na rowerze więcej niż 6 minut.

A co z gravelem?!

No, tu się nic nie zmienia; Roch dalej ma go za najlepszy rower, jaki ludzkość wymyśliła, i nic tego nie zmieni. Owszem, BMX jest fajny, nawet bardzo fajny, ale na gravelu można dalej i szybciej, no i nie trzeba co 6 minut odpoczywać. Można zabrać dwa bidony, mieć licznik na kierownicy, no i są dwa — a nie jeden — hamulce. Poza tym jeszcze tyle ma tras rowerowych do zwiedzenia, że musi mieć inny rower.

Tak więc sytuacja się nie zmienia, jedynie dokłada się kolejny rower, na którym Roch będzie śmigał po okolicy. Dla jasności, ślady GPX z BMX też będzie zgrywał, bo przecież to też aktywność i nawet pierwszy może już opublikować. Poza tym będą zdjęcia i opisy, a może nawet pojawią się jakieś mapy miejscówek ze spotami BMX-owymi. Tego jeszcze nie grali. Może nawet będzie taka opcja Rochowego StatPress, nad którym w dalszym ciągu pracuje. A może w ogóle Roch wydzieli ten plugin z WordPressa i zrobi samodzielny dziennik rowerowy — czas pokaże.

Póki jednak co, Roch chce się skupić na jeżdżeniu na rowerze. Zarówno na gravelu, jak i na BMX. Na zakończenie jeszcze jedna fotka, tym razem Gianta:

Roch pozdrawia Czytelników.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *