Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2009

Załamka

Roch załamał się psychicznie i długo nie podniesie się po tym co zafundował sobie dziś rano. Rocha naszła ochota na zważenie siebie i sprawdzenie ile jest Rocha w Rochu. Okazało się, że Roch osiągnął słuszną linię, która oscyluje w granicach, o których lepiej nie pisać publicznie bo wywoła to gromki śmiech Czytelników. Jednak są szanse na rozpoczęcie intensywnej kuracji odchudzającej bo śniegu jest mniej niż wczoraj, a jutro będzie mniej niż dziś więc niedługo Roch wsiądzie na rower i dostanie pierwszej w tym roku poważnej zadyszki połączonej z migotaniem przedsionków. Jednak Roch nie podda się i będzie starał się powrócić do słusznej wagi co nie będzie łatwe bo pączki z Pniowca już teraz z Rochem chodzą, nie mówiąc o tym co będzie się działo jak dzień będzie długi, a pączkarnia będzie osiągalna dla Rocha, i Koyota, na rowerze. Kończy Roch to pisanie o swoich kilogramach bo to kolejny temat zastępczy, żeby uciec od roweru. Roch pozdrawia Czytelników.

Idzie w dobrym kierunku

Od kilku dni Roch chodzi rozpromieniony, a to dlatego, że za oknem śniegu ubywa z dnia na dzień. W niektórych miejscach widać już ziemię, czyli upragniony przez Rocha widok. Oznacza to, że niedługo Roch napisze: "Roch zszedł z rowerem na dół i pognał przed siebie" , ale póki co Roch musi siedzieć w domu. A jak już siedzi w domu to co rusz nachodzą go jakieś szalone pomysły, w tym także elektroniczne, a może przede wszystkim elektroniczne. Ostatnio, wraz z Koyotem, wpadli na pomysł zrobienia jakiegoś domowego audio. Jeden robi wzmacniacz, a drugi kolumny i po skończeniu pierwszego zestawu zostanie zrobiony drugi, ot tak dla treningu. Ale to jeszcze faza planów, tych bliższych i dalszych. Póki co Roch usiłuje skończyć, do znudzenia opisywanego na blogu, robota i nie będzie już go opisywał dopóki nie przyjdzie do Rocha programatorka. Kończąc Roch chce przeprosić swoją monotematycznością, ale jakoś tak życie Rocha ożywia się sezonowo, a potem wszystko zamiera i zamarza wraz z

Poprawia się pogoda

Jeśli pogoda gwałtownie nie załamie się to są szanse, że Roch zacznie poważnie myśleć o rowerze bo póki co termometr wskazuje temperaturę powyżej zera, a śnieg topnieje w mgnieniu oka. Skutkiem ubocznym tego jest płynąca wszędzie woda, ale lepsza woda niż śnieg. Oby tak dale bo luty nie może skończyć się bezrowerowo. Poza tym codzienną monotonię i szarość przerwał mail, który Roch dostał wczesnym rankiem, a który informował, że programatorka będzie dostępna w ciągu dziesięciu dni, ale nie napisano, czy 10 dni od daty maila, czy od daty zamówienia. Roch zawiódł się niemożebnie na sklepie, który w nazwie ma słowo "korporacja" bo nie dość, że nikt nie odbiera telefon to trzeba było wysłać trzy maile, z czego ostatni był mało przyjemny żeby w końcu ktoś zauważył, że utrudnia Rochowi poskładanie robota. Ale korporacje mają to do siebie, że klient, który robi zakupy za 40 zł jest gorszy od tego co zostawia 1000 złotówek. Niemniej Roch był zmuszony do zakupów w tym sklepie bo por

Poważne postanowienie poprawy

- Mniej jeść, mniej spać, więcej się ruszać i tylko jedna tabliczka czekolady tygodniowo - Takie stanowcze postanowienie zrodziło się w głowie Roch po tym jak przebudził się rano i stwierdził, że przypomina wieloryba. Tak jak postanowił tak zrobił i na śniadanie była tylko bułeczka z serkiem, po uprzednim sprawdzeniu zawartości tłuszczu. Potem sporo ruchu bo Roch wybrał się do Marketu. Czuł jak się kurczy, jak kondycja wraca, a spodnie już się nie odpinają. Oby wytrzymał w swoim postanowieniu bo w innym wypadku Roch nie przejdzie przez drzwi. W statystykach Roch będzie musiał odświeżyć kolumnę waga żeby nabrać motywacji i wiary w siebie. **** Popołudniu Roch wybrał się na kawkę, ale z racji odchudzania się nie przyjął nawet proponowanego soku bananowego bo porządek musi być. Jak Roch ma się skurczyć to nie może ulegać pokusom współczesnej Ewy, która kusi sokiem bananowym, a szatan w postaci kalorii tylko czeka, aż Roch wleje w siebie sok. Na zakończenie dowcip: - Jak nazywa się Roc

Oponka

W życiu każdego faceta, wyszło strasznie patetycznie, nadchodzi taki etap kiedy staje przed lustrem i wypowiada "rośnie mi brzuch" . Roch doświadczył tego na własnej skórze kiedy w lustrze zobaczył, że dookoła "coś" się odłożyło. To "coś" to efekt m.in tłustego czwartku, który w szczycie formy wypadał co drugi lub trzeci dzień, to także efekt braku ruchu, choć w ostatnim czasie Roch stara się to nadrobić chociażby ostatnia piesza ekspedycja na Dolomity, czy dzisiejsze machanie łopatą żeby wykopać samochód spod trzydniowego śniegu. Jednak to nie jest skuteczny sposób na oponkę; jedyny słuszny i skuteczny sposób to wejście na rower i popedałowanie przed siebie, w bliżej nie określonym kierunku jednak to nie jest możliwe bo śnieg nadal pada, a teraz już śnieg z deszczem więc jakakolwiek aktywność nie wchodzi w grę. Na polu walki z robotem też zastój bo kluczowy element, jakim jest programatorka, utknął gdzieś i nawet nie wiadomo gdzie. Telefony milczą, m

Roch czuje, że żyje

Wstając rano z łóżka Roch czuł jak każdy jego mięsień wysyła do mózgu sygnał "hej, informuję, że bolę" . Robiły to także te mięśnie, o których istnieniu Roch nie wiedział. Wszytko to przez niespodziewany wysiłek, który dzień wcześniej Roch uskuteczniał. Jest to kolejny dowód na to, że kondycja Rocha jest w stanie opłakanym, a właściwie nie ma jej wcale. Problem będzie jak Roch wsiądzie na rower bo jednak Roch odzwyczaił się od roweru. Wszystko przez ten cholerny śnieg, który nie chce stopnieć. Zima w tym roku zagrała na Rochowym nosie, ale to nic - Roch odegra się na niej. Jeszcze nie wie jak, ale zemsta będzie słodka. Obolały Roch pozdrawia Czytelników.

Zdobywanie Dolomitów

Grafika
Zgodnie z zapowiedziami Roch rozpoczął przygotowania do pieszej wyprawy na Dolomity. Wraz z Rochem szedł Michał i jechała, na sankach, Nadia. Początkowo szło się fajnie, ale z biegiem czasu i kilometrów entuzjazm opuszczał Rocha ponieważ zaczął sobie uświadamiać, że jego kondycja jest w opłakanym stanie. Gwoździem do trumny, dla Rochowej kondycji, były liczne ucieczki przed śnieżnymi atakami, co rusz przepuszczanymi na Rocha i Michała. Gdzieś w połowie drogi padło kluczowe pytanie: - Zmęczyłaś się? - Zapytał Michał. - Tak - Odpowiedziała Nadia. - Ufff, to dobrze - Odpowiedzieli chórem Roch z Michałem. Dalsza część marszu była jakby spokojniejsza, Rocha nie musiał się oglądać, czy nie leci na niego śnieżna kula. Na Dolomitach ludzi było więcej niż w lecie, nie dało się spokojnie przejść bo z każdej strony można było się spodziewać jakiegoś narciarza. Nie mniej jednak wypad był bardzo udany, Roch odetchnął pełną piersią, rozprostował kości, zapomniał o robotach, o lutownicy i inny

Oficjalnie przeniesiony do rezerwy

Roch nigdy nie myślał, że wyrwie się ze szponów armii, ale dziś oficjalnie wyrwał się i został przeniesiony do rezerwy w stopniu szeregowego. Nic to nie zmieniło w życiu Rocha, nadal jest tym fajnym kolesiem z sąsiedztwa, który stara się skończyć robota, a czasem jeździ na rowerze. Cała procedura przenoszenia Rocha do rezerwy nie odbyła się bez zbędnych pytań. - Nie chce pan iść do wojska? - Zapytał komendant. - Nie. - Odpowiedział Roch. - A co pan robi? - Zapytał. - Skończyłem studia - Odpowiedział Roch. - A jakie? - Zapytał ponownie. - Informatyka - Odpowiedział Roch. - Ooooo to przydałby nam się pan - Powiedział komendant i podbił książeczkę. Roch jednak nie chce wbijać się w kamasze. **** Na polu walki z robotem jakiś zastój. Programatorka utknęła gdzieś, maile do firmy nie dochodzą, telefony nie odpowiadają więc można śmiało powiedzieć, że Roch w tej firmie robił zakupy po raz ostatni. Na szczęście płatność przy odbiorze więc kasa uratowana, ale brak kontaktu z firmą, któ

Uff, pączkowe szaleństwo

Grafika
Gdyby tak podliczyć wszystkie kalorie jakie Roch wchłonął od rana to wyszłoby na to, że musi na rowerze jeździć do 120 lat żeby dojść do jakiejś sensownej formy. Wszystko przez tłusty czwartek i pączki, które opanowały wszelkie zakamarki domu. Roch od rana podjadał, zajadał, uprawiał pączkowe skrytożerstwo, któremu chciał powiedzieć stanowcze NIE, ale zanim zdążył to wypowiedzieć już przeżuwał kolejnego pączka. I tak przez cały dzień, bo jest taki dzień, w którym można poszaleć i przestać myśleć o tym, że kalorie zabijają kondycję Rocha, która i tak leży i kwiczy, a po tłustym czwartku będzie jeszcze gorzej. Jedynym przerywnikiem był wypad w miasto do WKU, ale tam też pączki leżały i Roch dostał odruchu wymiotnego, a poza tym nie wziął książeczki wojskowej więc i tak nic by nie załatwiał. Jednak wirtualnego pączka z Szanownymi Czytelnikami Roch sobie nie odmówi: Roch pozdrawia Czytelników.

Mostek H ugina się

Grafika
Zgodnie z obietnicami Roch nie poddaje się i dąży do celu, którym jest pierwszy i własnoręcznie zrobiony robot. Z braku programatorek w magazynie Roch zajął się robieniem mostka h, który będzie sterował kierunkiem kręcenia się silników. Poszukał, poszperał i znalazł kilka rad jak taki mostek zrobić, czego użyć i co zrobić, żeby działało, a nie wybuchło. Po kilkunastu minutach i jednej kawie schemat był gotowy i Roch zabierał się z płytkę, ale o tym nie ma co pisać bo zbytnio nic się nie działo. **** Pogoda chyba się wściekła; śnieg sypie bez przerwy co skutkuje tym, że wszystko jest dookoła jest zasypane śniegiem i to zasypane permanentnie. W głowie Rocha zrodził się szalony pomysł, żeby wybrać się piechotą na Dolomity, tam gdzie w lecie jeździ rowerem, i zobaczyć ile jest śniegu w terenie raczej nie uczęszczanym przez ludzi. W wyprawę może zostaną wciągnięci postronni, o ile zechcą, czytelnicy żeby było raźniej, weselej i cieplej. Jeśli nie wyrażą ochoty to Roch sam pójdzie bo tydzi

Biało, ponuro, smętnie

Rano pogoda zapowiadała się w miarę normalnie, wyszło słoneczko, temperatura cztery kreski poniżej zera, Rocha stał oparty o łopatę i czekał, aż samochód sam się wykopie spod śniegu. Jednak mimo usilnych starań z samochodu nie spadł ani jeden płatek śniegu. W końcu Roch przemógł się i łopatą odgarną to co było pod autem, a wszystko co było na zostało usunięte za pomocą ręcznej skrobaczki. W końcu udało się wyjechać i ruszyć w miasto bo trza było umożliwić mamie zakupy i takie tam inne. Jeśli chodzi o produkcję robotów to Roch utknął w miejscu. Z braku programatorki w magazynie Roch nie może ruszyć dalej, ale może uda się w międzyczasie zrobić mostek H żeby móc podłączyć silniki do sterownika, a w tym czasie może przyjdzie programatorka to Roch szybko skrobnie klika linijek i sprawdzi, czy w ogóle jest w robocie życie. Tak, czy inaczej jeszcze sporo roboty przed Rochem. Roch pozdrawia Czytelników.

Nie ma towaru w Sieci

Od zawsze Roch uważał, że w Internecie jest wszystko, że to taki globalny śmietnik, w którym można znaleźć wszystko, a nawet więcej. Dziś jednak jego mały, globalny, świat uległ załamaniu. Wszystko za sprawą maila w sprawie programatora, który zamówił wczoraj. Okazuje się, że: "Niestety w chwili obecnej nie posiadamy zamawianych pozycji w magazynie, wkrótce jednak zamawiane towary powinny pojawić się w magazynie i zamówienie zostanie zrealizowane." I teraz Roch ma dylemat filozoficzny, czy czekać na zapełnienie się magazynu, czy zrezygnować i szukać szczęścia w innych sklepach. Problem w tym, że w innych sklepach nie ma, a jeśli są to jeden sponsor nie wystarczy, a i pewnie dziesięciu miałoby problem żeby sfinansować zachciankę Rocha. Można, w ostateczności, popełnić taki programator własnoręcznie, ale pojawia się kolejna kłoda pod nogami Rocha bo kto zaprogramuje programator? No właśnie nikt, więc jakby na to nie patrzeć to Roch ugrzązł w du.. żych krzakach. Na domiar z

Sponsor znaleziony

Grafika
Po przedwczorajszej notce, w której Roch poszukiwał sponsora posypała się lawina propozycji partycypowania w kosztach programatora. Roch nie wiedział którą ma wybrać, jedna lepsza od drugiej. Biedny Roch popadł w zadumę i stwierdził, że sam sobie zafunduje programatorkę. Sięgnął więc do słoika i zaczął liczyć miedziaki. Gdy doszedł do pięciu złotych stwierdził, że trza się uśmiechnąć do mamy i taty co by dorzucili się do kosztów przesyłki. Chwilę później odbierał maila potwierdzającego zakup programatora, obliczał kwotę i okazało się, że sam programator Roch zakupi ze swojego funduszu reprezentacyjnego, a przesyłkę - niestety - pokryją zewnętrzne źródła finansowania. Jednak uzbrojony w programatorkę będzie konstruował roboty i sprzedawał. Już nawet rozpoznanie rynku odbyło się i są szanse na powodzenie. **** Popołudniu Rocha nawiedził bardzo ładny ptaszek. Niby nic specjalnego, ale jakoś tak zaczął pozować gdy Roch pstrykał mu zdjęcia, a później udał się do karmnika celem zapełnian

Ciągnięcie kabla

Tytuł notki może trochę prowokować bo różnie można to interpretować, ale Roch faktycznie ciągnął kabla. Najpierw zdejmował izolacje, potem ekran, aż w końcu dobrał się kabla właściwego i jemu też zdjął izolację. Potem włożył w dziurkę i zalutował. Czynność tę powtórzył osiemnaście razy co oznaczało, że robił kabel RS232 do swojego robota żeby można było nim sterować za pomocą komputera. Na zewnątrz koniec świata, śnieg sypie, wiatr wieje i o rowerze można zapomnieć. Pozostaje elektronika i wymyślanie coraz to nowych pochłaniaczy pieniędzy, ale koniec o elektronice bo jeszcze trzeba będzie zmienić nazwę bloga z powodu przewagi tematów lutowniczych nad rowerowymi. Śniegofobia nadal nie pozawala Rochowi wyjść na rower, ale jak pogoda się poprawi to może jutro zrobi się jakiś malutki i skromniutki wypadzik na Repty, a może nawet kilka zdjęć uda się zrobić bo ostatnio coś Roch i w dziedzinie zdjęć opuścił się. Roch pozdrawia Czytelników.

Śniegu przybywa, a kondycji ubywa

Luty się kończy, a końca zimy nie widać. W zeszłorocznych statystykach luty był w większości przejeżdżony, a przecież Rochowe statystyki nie kłamią, a tegoroczne statystyki jakoś zatrzymały się na 15 stycznia, a ani drgną z kilometrami. Prognozy też nie zachęcają do robienia jakiś planów odnośnie tego gdzie by pojechać na rowerze. Skoro już jesteśmy przy rowerze to stoi on i się kurzy, a przy okazji kusi żeby gdzieś pojechać, no ale śniegofobia jest silniejsza od chęci pojeżdżenia i Roch z rowerem siedzą w domu. Żeby tak całkiem się nie zanudzić to Roch zajmuje się, amatorsko, elektroniką, a szczególnie tworzeniem swojego wypasionego robota, który niewiadomo kiedy powstanie bo co rusz pojawiają się jakieś problemy. Kwestia silniczków została rozwiązana; dzięki uprzejmości zaprzyjaźnionego PWiK Roch dostał sześć niedziałających napędów CD (w tym jeden trafił się DVD), z których wykręcił osiemnaście silniczków w tym spora ilość to silniczki krokowe szczególnie porządane przez Rocha. P

Reżyser jak z koziej..

Po wczorajszych bojach z Windows Movie Maker i wielokrotnych próbach zrobinia filmu z niczego Roch poddał się i stwerdził, że "nie da się". Jednak obudziwszy się dziś rano Roch poczuł, że może wszystko, a przynajmniej zmontować film i wrzucić go na Tubę. Owszem, po kilku godzinach walki z formatem 3gp i zawieszającym się Movie Makerem udał się dodać tytuł i napisy końcowe. Poza tym, że Roch udawał reżysera nic specjalnego nie wydarzyło się, śniegu miast ubywać to przybywa, a więc perspektywa jakiejkolwiek przejażdżki znacząco się oddala, a kondycja powoli zanika. Jak tak dalej pójdzie to Roch będzie pisał, że przejechał pięć kilometrów, a czuje się jakby przejechał ich 105. Na zakończenie obiecany film, o jakości HD oczywiście można zapomnieć, o przestrzennym dźwięku również. Reżyseria: Roch, w głównej roli występuje zielona dioda: Roch pozdrawia Czytelników.

Żyje, to żyje!

Ostatni dzień walki ze sterownikiem robota, który w założeniach będzie grał, śpiewał, świecił, a może nawet uda się go złożyć do końca. Roch zalutował ostatnie części, w tym zakupiony stabilizator, używany opornik i złącze z odzysku. Po zakończonej pracy Roch zrobił sobie kawę i rozpoczął próbę uruchomienia lub, co bardziej prawdopodobne, zepsucia tego co przed chwilą zostało skończone. Pierwszym poważnym problemem okazało się zrobienie zasilania, bo resztka przewodu gdzieś się zagubiła, ale Roch sięgnął do szuflady znalazł starą myszkę i obciął jej ogonek. Wszystko było przygotowane do hucznego uruchomienia urządzenia. Roch włożył wtyczkę do dziurki, a drugi koniec zamocował w zasilaczu. Pstryknął włącznik i urządzenie ożyło. Roch poczuł się jak Frankenstein i krzyczał It's alive. It's alive. Wszystko to z powodu świecącej się diody power , która sygnalizowała, że prąd jest. Pozostałe trzy wymownie milczały, ale to normalne bo procesor nie był jeszcze zaprogramowany więc sa

A i tak najlepsze były żabki

Grafika
Nadszedł ten dzień i Roch zabrał graty elektroniczne, zapomniał miernika i schematu, ale twardziele lutują bez miernika, a schematy to dobre dla mięczaków są. Roch udał się do Koyota celem udzielenia kilku rad jak przylutować coś do czegoś. Uczeń bardzo pojętny to i wystarczyło raz pokazać, a potem już było z górki, Roch zaginał druciki, a Koyot lutował, przy końcu Roch już tylko zaginał druciki, a Koyot wkładał i lutował. Jednak dziurki szybko się skończyły, a ochota na lutowanie została. Efekt końcowy zaskoczył nawet Rocha ponieważ wszystkie elementy siedziały równo i pewnie. Nic tylko narobić płytek i zawieźć to do Koyota żeby polutował bo idzie mu to doskonale, a Roch jakoś leniwy jest i czasem jedną płytkę robi kilka dni. Zawsze jakaś wymówka się znajdzie, a to części nie ma, a to pogoda jest ładna i na rower można iść, a to jeszcze coś innego. Leń jakiś w Rocha wstępuje, ale powstał nowy, wspólny projekt to Roch będzie się musiał zmobilizować, ale szczegóły póki co pozostają

Lakiernik

Roch otworzył produkcję obwodów PCB na całego. Nie dość, że ścieżki wychodzą już równe, nie przerwane i co najważniejsze za pierwszym razem to jeszcze Roch odkrył sposób na zrobienie opisów na płytce i zabezpieczenie tego wszystkiego przez zmyciem, wyparowaniem i utlenieniem. Z tym zabezpieczaniem to jednak drobny problem jest ponieważ Roch używa lakieru, który rozpylony w domu powoduje uaktywnienie agresora wśród domowników. Dlatego Roch i puszka lakieru dostali wybór: albo piwnica, a balkon. Roch wybrał balkon bo było bliżej, a temperatury są raczej zbliżone. Roch położył płytkę na parapecie, psiknął na nią lakierem i patrzył jak tworzy się warstwa ochronna, a płytka nabiera profesjonalnego wyglądu. Jednak Roch nie zamieści zdjęcia bo to ma być niespodzianka i do środy płytka leży w Rochowym sejfie. Miało być o rowerze, a wyszło o elektronice. Roch pozdrawia i przeprasza Czytelników.

Trochę wiosny, trochę zimy

Niby to w marcu jak w garncu , a w kwietniu trochę zimy, trochę lata więc kto by się spodziewał, że już w lutym pogoda zacznie tak grymasić. Wczoraj słupek wskazał dziesięć stopni powyżej zera i Roch myślał, że weekend spędzi na rowerze, ale nie było mu to dane. Po pogodnej sobocie przyszła śnieżna niedziela i z roweru wyszło zero, null, nic. Do pełni szczęścia brakowało tylko deszczu, który zaczął padać popołudniu i był komplet. Roch zmuszony był siedzieć w domu i nudzić się bo wczoraj skończył robić edukacyjną płytkę i nic więcej do roboty nie było. W związku z tym Roch ogłasza protest, stanowczy i zdecydowany, przeciwko kaprysom lutego bo co najwyżej Roch może podkuć sobie buty, a nie patrzeć w niebo i zgadywać, czy spadnie śnieg, czy deszcz, czy wszystko razem. Roch pozdrawia Czytelników .

Chrzest bojowy

Grafika
Pogoda dopisała, słupek rtęci wskazał 10°C więc nie można było nie iść na rower. Roch, wraz z Michałem, pojechali na Świerklaniec gdzie planowali polansować się, może nawet jakieś zdjęcie zrobić. Roch czuł, że stanie się coś wyjątkowego, ale w najgorszych snach nie przypuszczał, że stanie się najgorsze. Początkowo Roch pozował do zdjęć, ale coś go niepokoiło. Zaczęło się od problemów z oderwaniem stopy od pedała, ale Roch tłumaczył to sobie tym, że dawno nie jeździł i zapomniało mu się. W końcu pojechali do centralnej części parku i wjechali pod schody tak żeby ludzie widzieli jak się jeździ. No i Roch pokazał jak się jeździ, a właściwie jak się upada bo nie zdążył wypiąć się z pedałów i koncertowo przydzwonił o podłoże. Niestety nie zostało to uwiecznione bo Roch jak szybko upadł tak szybko powstał bo głupio tak leżeć i narzekać że boli prawa noga i prawa ręka. Ze Świerklańca wrócili do domu, a Roch na pocieszenie dostał piwko do wypicia bo trzeba było oblać pierwsze nie wypięcie s

Rower zaliczony

Zgodnie z wczorajszymi zapowiedziami udało się wyjść na rower i trochę pojeździć. Jednak nim Roch mógł wyjść na rower musiał go odkurzyć. Jednak takie przestoje nie służą sprzętowi, ale co poradzić jak zima co rusz wraca. Po czynnościach przygotowawczych Roch wskoczył w buciki i pojechał do.. sklepu elektronicznego. Postanowił, że przy okazji kupi części potrzebne do wykonania robota, grającego, śpiewającego, a może nawet jeżdżącego. Po zakupach Roch mógł delektować się jazdą bez kominiarki, bez grubych rękawic, czyli pełen luz. Roch wybrał się Świerklaniec, ale tam nie dojechał bo im dalej tym asfalt był bardziej mokry, a jazda po kałużach Rocha nie cieszy. Zawrócił więc i pojechał w kierunku Pniowca, ale tam też nie dojechał bo mu się zwyczajnie nie chciało. Pokręcił się trochę po mieście i wrócił do domu. Kilometrów wyszło 15, co jest niezłym wynikiem. Jutro prawdopodobnie też Roch pójdzie na rower bo pogoda ma się utrzymać, a temperatura ma wzrosnąć. I będzie okazja zrobić jakie

Jutro rower. Obowiązkowo!

Tak właśnie sobie powtarza Roch chodząc od ściany do ściany. Przez to chodzenie Roch wytarł podłogę, ale co tu robić, gdy śniegu już nie ma, a woda jeszcze płynie. Dziś już mniej, ale jeszcze można trafić na jakąś samotną kałużę. Tytuł notki wcale nie przypadkowy i wcale nie jest to kolejna pusta zapowiedź bo Roch jest zdeterminowany do jakiegoś krótkiego wypadu. W domu nie ma co robić i, gdyby dysponował zasilaczem awaryjnym, zapewne podłączył by go do czajnika elektrycznego jak miał to w zwyczaju robić w czasie urzędowania w zaprzyjaźnionym PWiK . Wszelkie prognozy zapowiadają na jutro sześć stopni powyżej zera, a więc rower będzie obowiązkowym punktem dnia, pomiędzy wizytą w zaprzyjaźnionym PWiK , a wizytą w punkcie ksero bo trzeba przygotować rysunek płytki, powiercić dziurki i takie tam. Roch pozdrawia Czytelników .

Blisko, coraz bliżej

Nieuchronnie zbliża się koniec śniegu i zimy jako takiej. Śnieg stopniał, ale jeszcze ulice są mokre, a więc Roch siedział w domu. Niektórzy powiedzieli by, że Rochowi "szkoda butów" i pewnie mieliby sporo racji, ale głównym powodem nie iścia na rower jest obawa, że resztki soli zeżrą Rochowi łańcuch i trzeba będzie kombinować nowy napęd. W najbliższych planach jest także umycie roweru, nasmarowanie tego co powinno być nasmarowane i osuszenie tego co powinno być suche i w końcu oddanie Bomberka do serwisu. Jednak to tylko plany i, z różnych przyczyn, mogą nie dojść do skutku. **** A teraz przyjemniejsza część notki. Otóż powstała inicjatywa obywatelska mająca na celu podzielenie się z innymi bloggerkami i bloggerami swoimi ulubionymi piosenkami wraz z opisem swoich skojarzeń lub odczuć jakie wywołuje w nas owa piosenka. W związku z tym Roch zamieszcza swój ulubiony kawałek: Jakie wspomnienia ona wywołuje w Rochu? Roch przemierza słoneczną dolinę na swoim rower

Widać światełko w tunelu

Chyba, póki co to tylko Rocha spostrzeżenia, nadchodzi wiosna. Swoje spostrzeżenia opiera na obserwacjach słońca i termometru. To pierwsze dziś grzało tak, że to drugie urosło to pięciu stopni powyżej zera. Cudowny widok płynącego śniegu zagościł przed Rocha oknem. Wyobraźnia zaczęła działać i Roch zaczął planować pierwszy wypad w lutym. Na planach się skończyło bo topniejący śnieg nie zachęcał do jeżdżenia, ale jeszcze dwa, góra trzy, dni takiej pogody i Roch wyruszy na rower. Szczególnie, że dzień coraz dłuższy i można jeździć coraz dłużej i, co najważniejsze, coraz dalej. Jednak póki co Roch zalega w domu i umiera z nudów, a w przerwach śpi lub je co nie jest najlepszym rozwiązaniem. Może się okazać, że kondycja Rocha zostanie tylko na blogu (blogach) jako opis tego co było kiedyś. Tak, czy inaczej Roch pozdrawia Czytelników .

Ogólna poprawa

Pierwsza notka na nowych śmieciach, a więc wypadałoby napisać coś o rowerze lub przynajmniej otrzeć się o temat roweru, ale aura nie sprzyja ocieraniu się o cokolwiek. W związku z tym Roch ogłosi, że jego stan zdrowia uległ znacznej poprawie, a nawet można zaryzykować stwierdzenie, że jest zdrowy. Na nogi postawiły go domowe mikstury, które smakowały jak zużyty olej w amortyzatorze. Jako, że pierwszy poniedziałek miesiąca nastał Roch wybrał się zapłacić z Internet bo nie można doprowadzić do tego, żeby bajty wysyłane przez Rocha ginęły gdzieś w piekielnych czeluściach routera. Po opłaceniu rachunku Roch wrócił do domu i zaległ w łóżku bo chorobę trzeba wypocić, a że śnieg nieoczekiwanie spadł to rower nie wchodził w grę i Roch pocił się samotnie. Od południa do wieczora Roch nie robił nic co zasługiwałoby na bliższe opisanie na blogu bo siedzenie przed komputerem nie jest jakoś specjalnie emocjonujące. Roch pozdrawia Czytelników.

Z ciężkim sercem

Nadeszła ta wiekopomna chwila, która w końcu nadejść musiała bo jak Roch powiedział a to i wpadałoby powiedzieć b . Oczywiście chodzi o to, który blog stanie się oficjalnym, a który będzie cudownym wspomnieniem, miejscem w którym Roch zawarł cudowne, międzynarodowe znajomości ponieważ Internet nie zna pojęcia granic. Otóż od dziś notki będą się pojawiał tylko na tym blogu, a blog na Operze będzie traktowany jako wspomnienie, ale nie zostanie zapomniany, ani skasowany. Roch pożegna się z Operą , ale nie zapomni jej użytkowników, a szczególnie Folleherbe . Jednocześnie Roch ma nadzieję, że wierni Czytelnicy nie będą mieć za złe Rochowi tej zmiany i nie przestaną śledzić jego codziennych perypetii, nie tylko rowerowych. I to tyle spraw organizacyjnych, pora przejść do tego co Rochowi na sercu (lub wątrobie) leży. **** Z racji tego, że Roch wczoraj gorączkował jakoś rachuba miesiąca mu uciekła i myślał, że to dziś koniec miesiąca, a ten skończył się wczoraj. Roch śpieszy z pierwszym