Awatar Roch Brada

Chłop do Folwarku jedzie, czyli w końcu w Kamyku

Długo Roch zastanawiał się i kombinował, jak dojechać do kolejnego rowerowego celu, jakim jest Folwark Kamyk, w miejscowości — no przecież — Kamyk. Normalnie dojechać tam można dość ruchliwą drogą, można też częściowo dojechać bocznymi drogami, ale i tak wszystkie boczne drogi łączą się z tą najbardziej ruchliwą, którą ciężko jest pokonać rowerem. Szczególnie że Roch planował zabrać dzieciory na lody, które w Kamyku są najlepsze, ale perspektywa jechania ruchliwą drogą raczej nie była tym, co Roch chciałby robić z dzieciorami. W zeszłym roku znalazł ślad GPX na jakimś turystycznym portalu, ale okazało się, że to właśnie jeden z tych kursów, które prowadziły do tej niechcianej drogi. Później zarzucił pomysł znalezienia alternatywy, aż do momentu, w którym odkrył, że przecież Komoot może taką trasę znaleźć.

Od pewnego czasu, Roch z niegasnącym zapałem, promuje właśnie Komoota, ale ma ku temu powody. Pisząc, że „komoot to, komoot tamto i w ogóle tylko komoot” chce pokazać, że to jedna z lepszych nawigacji, które też mają opcję planowania i korzystania z proponowanych „przygód”. Oczywiście, że za te peany Roch nie dostaje od nikogo ani grosza, ani nawet premium konta — zwyczajnie po przygodach z Locusem, Roch odkrył nową jakość, która z każdym kilometrem pokazuje swoją wartość.

I tak w planerze trasy wpisał punkt początkowy i punkt końcowy, zaznaczył, jak chce tam jechać, czyli kolarstwo szutrowe (zakładając, że to gravel i ma to w ogóle znaczenie) i poziom swojej kondycji, czyli jedna kreseczka mniej niż „dobry”. Tak dla bezpieczeństwa, żeby nawigacja nie nawywijała jakiś nikomu niepotrzebnych przewyższeń. I w ten oto sposób miał na swoim koncie nową trasę, która na mapie wyglądała całkiem spoko; raczej płasko, odległość w zasięgu Rocha kondycji, a i daleko od tej ruchliwej drogi. Nic tylko jechać.

I pojechał

Początek trasy był Rochowi znany, bo prowadził w stronę lasu, który przeszedł w pola i nimi dojechał aż do końca Częstochowy. Potem jeszcze kawałek było znajomo, bo już wcześniej Roch próbował jechać właśnie w tym kierunku, ale nigdy nie wpadł na to, żeby skręcić w prawo, a Komoot właśnie wpadł. I to był strzał w dziesiątkę, bo Roch prawie całkiem ominął tę ruchliwą drogę — w sumie przejechał po niej 140 metrów i skręcił w lewo, w kolejną lokalną drogę, którą dojechał do zjazdu w pole.

I w tym momencie trochę zazgrzytało pomiędzy Rochem, a Komootem, bo o ile wcześniej było fajnie, to przez pola nie było fajnie, ale skąd nawigacja mogła wiedzieć, że akurat ta fajna polna droga (bo pewnie kiedyś była fajną, polną, drogą) okazała się rozjeżdżoną przez traktory, dziurawą i wyboistą męczarnią, na szczęście nie za długą, bo potem zaczął się fragment z sypkim piachem, który wcale nie był lepszy od śladów ciągników. Tak jak Roch pisze — idzie wiosna, do pola trzeba jakoś dojechać, więc przełknął to i pojechał dalej. Ogólnie rzecz biorąc, fajnie nie było, ale do tragedii jeszcze trochę brakowało.

Po wyjechaniu z piachu było już całkiem w porządku-mocno lokalna — asfaltowa – droga, która prowadził wzdłuż jeziorka, a potem przyjemny szuterek, który kończył się kolejnym asfaltem. Fajna droga, z ciekawymi widokami i zmienną nawierzchnią. Kiedy Roch dojechał do celu, chciał wstąpić na — a jakże! — mocno lokalne piwo, ale kolejka była taka, że nie chciało mu się czekać. Szczególnie że godzina też była już mocno popołudniowa i raczej trzeba było myśleć o powrocie.

Z powrotem trochę inaczej

Droga powrotna była bardzo podobna, choć nie do końca. Po pierwsze Roch miał cały czas pod wiatr i zrozumiał, dlaczego wcześniej jechało mu się tak dobrze. Wiatr trochę mu pomagał, a na pewno nie przeszkadzał, więc pedałowanie szło dobrze. Druga sprawa to wisząca nad Rochem „droga przez pola” (żeby nie napisać droga przez mękę) i tutaj wprowadził drobną modyfikację. Zamiast skręcić w pola, pojechał asfaltem prosto, objeżdżając niewygodny fragment równym asfaltem. Okazało się, że asfaltem Roch wyjechał w miejscu, w którym wjechał w pola, jadąc do Kamyka. Czy to lepsza alternatywa? Zależy, bo w sumie te pola aż takie złe nie były — fakt, rzucało, podskakiwało, a piach skutecznie blokował koła, ale jadąc jeszcze raz tą trasą, Roch wybrałby chyba „przez pola”. Dobrze jednak wiedzieć, że istnieje alternatywa.

Po minięciu pól droga była już po kresce, którą Roch narysował, jadąc w stronę Kamyka, tylko z wiatrem w twarz. No ale co zaoszczędziło się, jadąc z wiatrem, trzeba było oddać, bo natura lubi równowagę. Tyle ile dała, tyle zawsze odbierze. Na zakończenie parę wniosków, do których Roch doszedł podczas jazdy na rowerze. Po pierwsze — zawsze sprawdzić, czy lampka jest naładowana, bo Roch wracał z rozładowaną lampką, pracującą w „trybie awaryjnym”. Na szczęście było jeszcze trochę dnia. Po drugie, jak chce się zjeść lody albo napić się mocno lokalnego piwo w Kamyku, to niedziela późnym popołudniem nie jest najlepszym wyborem. W zasadzie nie jest żadnym wyborem, bo ruch w sklepiku jest taki duży, że to nie ma sensu. Jak ktoś bardzo potrzebuje, to Żabka jest lepszym wyborem.

I po trzecie

I to było najdłuższe rozmyślanie podczas tego wypadu, szczególnie jadąc przez pola. Bo tam najczęściej można spotkać samotne psy, które w większości poszczekają i dadzą spokój, ale może zdarzyć się, że jednak nie będą chciały odpuścić i co wtedy Roch miałby zrobić? I tutaj pojawia się jedyny słuszny wniosek, czyli rozejrzenie się za jakimś gazem pieprzowym. Są takie przeznaczone do obrony przed zwierzętami (czytaj: samotnie biegającymi psami), które mają mniejsze stężenie środka drażniącego i przez to są bezpiecznie dla zwierząt.

I chyba Roch rozejrzy się za takim wynalazkiem — tak na wszelki wypadek — bo jednak warto mieć jakieś wyjście awaryjne, a nie zawsze da się uciec / odjechać. Szczególnie w takich polach, gdzie raczej prędkości wielkiej się nie rozwinie, ale piesek może przybiec z każdej strony.

Podsumowanie

Sama trasa to całkiem spokojny wypad po bardzo lokalnych drogach, po których raczej samochody nie jeżdżą. Rocha minęły może ze 3 sztuki, więc na 24 kilometrach to całkiem dobry wynik. Płaski profil i ciekawe widoki też robią robotę. Równe asfalty i szuterki też są na plus, „przez pola” też ciężko uznać za wadę. To bardziej efekt wygodnictwa Rocha i tego, że czasem nie chce podskakiwać na rowerze, ale ogólnie rzecz biorąc i ten fragment drogi miał w sobie „to coś”, choć może Rocha nie urzekło to na tyle, żeby wrócił też polami.

Całkowity dystans24,20 km
Całkowite wzniesienie115 metrów
Poziom trudnościŁatwa
Kiedy najlepiej jechaćKażda pora roku, ale po deszczu
pola mogą być nieprzejezdne
NawierzchniaRówny asfalt, szuter, trochę piachu
Na jakim rowerzeKażdy (najwyżej będzie bardziej tłukło)
Odpowiednia dla dzieciTak


Roch pozdrawia Czytelników.


Opublikowano

w

, ,

przez

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *