Początkowo Roch miał wielkie plany co do napisania notki podsumowującej rok 2025. Jednak im bardziej się do niej zabierał, tym trudniej było mu uporządkować fakty w sensowną chronologię. Uznał, że skakanie od wydarzenia do wydarzenia wprowadziłoby jedynie chaos. To efekt tego, że w minionym roku Roch nie prowadził bloga zbyt starannie. Złożyło się na to sporo zajęć, ale też poczucie, że w coraz bardziej dynamicznym świecie pisanie przegrywa z nagrywaniem – a Roch, jak sam twierdzi, „nie potrafi w te media”. Jednak przyszło opamiętanie i Roch dalej będzie pisał, nawet gdyby miał być ostatnią osobą na Ziemi, która wciąż używa klawiatury.
Rok pod znakiem walizek
Rok minął bardzo wyjazdowo. Już w lutym zaliczone zostały Austria i Wiedeń, co było dobrym prognostykiem na resztę czasu i – w gruncie rzeczy – Roch się nie zawiódł. Spełnił kilka marzeń, które od zawsze tliły się gdzieś z tyłu głowy, a jednym z nich była oczywiście prawdziwa włoska pizza. Tak się złożyło, że po Austrii przyszedł czas na Rzym. Nie skończyło się tylko na pizzy, bo było i spaghetti, i włoskie piwo „Birra Moretti”, a do tego Koloseum, Watykan i Fontanna di Trevi. Generalnie włoskie specjały sprawiły, że Roch przez długi czas nie zbliżył się do mąki i pieca – zrozumiał, że choć sam piecze, to daleko mu do oryginału, ale przynajmniej ma teraz jasny cel, do którego dąży.




Wyjazdy zagraniczne wyjazdami, ale „Polacy nie gęsi” i swoje atrakcje też mają. Mowa oczywiście o eventach rowerowych, na których Roch zrealizował kolejne marzenia. Pierwszym z nich był Bikes for Breakfast w Rudzie Śląskiej, gdzie po odstaniu długiej kolejki Roch zrobił sobie selfie z Dawidem Godźkiem. Właściwie na tym mógłby zakończyć sezon, ale poza BMX-ami był jeszcze jeden event, na którym zdublował swoje szczęście: Sound of Gravity w Bielsku-Białej. Tam udało się zrobić zdjęcie z oboma braćmi Godziek. I to był bez wątpienia jeden z najlepszych dni w roku.






Mekka dirtu i katalońskie słońce
Ogólnie Sound of Gravity zrobiło ogromną robotę: świetny klimat, sporo rowerów i jeszcze więcej gwiazd. Choć pogoda była w kratkę, warto było jechać choćby dla samej atmosfery. Kolejny „najlepszy dzień w życiu” zdarzył się po przylocie do Barcelony. To był kompletny chill: woda, palmy i słońce. Dużo słońca. Do tego La Barceloneta widoczna z okna i… La Poma! Tak, kolebka dirtu, miejsce, w którym jeździli najwięksi rowerowego świata. Roch stał tam i nie mógł uwierzyć, że to widzi. 30 minut pociągiem, potem 20 minut wdrapywania się pod górkę i kolejny punkt z listy „marzenia spełnione” został odhaczony.

Premià de Mar tak bardzo przypadła Rochowi do gustu, że plan wyjazdowy na 2026 rok uwzględnia wakacje tuż obok „La Pomki”. W tym roku pociągiem będą jeździć już tylko do samej Barcelony. Taki to był – z grubsza pisząc – wyjazdowy czas. Chronologia może i kuleje, ale nie o to chodziło. Najważniejsze, że było aktywnie i udało się zaliczyć kilka kultowych kierunków. Do pełni szczęścia zabrakło tylko Grecji, ale na drodze stanął brak funduszy, więc te plany zostają przeniesione na Nowy Rok jako małe postanowienie.
Rowerowe statystyki i wielki remont
Jeśli chodzi o sam rower, to ta kwestia została mocno zaniedbana. O ile zawsze udawało się zrobić kilka całodniowych wypadów w nowe miejsca, jak choćby Żelazny Szlak Rowerowy, o tyle w minionym roku nic takiego nie wypaliło. Plany były – do dziś w pamięci urządzenia siedzą ślady GPX z Velo Soły i Velo Czorsztyn. Muszą one jednak poczekać na realizację w 2026 roku. Na rowerze Roch jeździł mało, a statystyki „umarły” w połowie roku, gdy Roch zmigrował z Garmina na Samsunga. Pola danych się rozjechały, a jemu nie chciało się w tym grzebać. Nad nowymi statystykami już jednak pracuje i ma nawet co wpisać, bo w nowym roku zdążył już pokręcić korbą.
Na zakończenie pozostaje sprawa Garażowego Serwisu Rowerowego, który zyskał miano Nory. Kiedy Roch zaczynał, nie miał wizji tego, jak to się skończy. Początkowo po prostu wywoził śmieci na PSZOK i końca nie było widać. Dopiero gdy zostały gołe ściany, zaczął coś dostrzegać, choć wciąż nie był pewien, czy dokończy projekt – na każdym kroku trafiał na coś, co wymagało poprawki lub zrobienia inaczej.
Patrząc z perspektywy czasu – siedząc w Norze i pisząc tę notkę – Roch uważa, że był to idealny projekt do nauki wszystkiego:
- Cementowania (bo odpadła połowa ściany),
- Wstawiania okna,
- Naprawy podłogi,
- Konstrukcji z drewna.
Finalnie udało się wszystko skończyć małym kosztem. Szczegółowych kwot Roch nie zna, bo nie zbierał paragonów. Zanim się zorientował, że można by z tego zrobić fajną statystykę, był już w połowie drogi, a paragony prawdopodobnie wylądowały na wysypisku. Najważniejsze, że Nora już funkcjonuje i pierwsze naprawy zostały w niej wykonane.





















Co przyniesie 2026?
Jak widać, działo się dużo, choć na samym rowerze jeździło się zbyt mało – statystyki ze Stravy są tu bezlitosne. Jakie są plany na 2026 rok? Na pewno więcej jeździć. Budowa Nory się zakończyła, więc teraz wypadałoby przełożyć zdobyte umiejętności na remont domu. Jednak priorytetem pozostaje rower. Roch chciałby w końcu zaliczyć Velo Sołę i Velo Czorsztyn, żeby te ślady GPX przestały straszyć w pamięci licznika.

Do tego dochodzi poskładanie własnej dirtówki – projekt, który już nabiera tempa. Jest też sprawa odzyskania pieniędzy za BMX-a, którego Roch do tej pory nie odzyskał. Na razie nie wspomina o szczegółach, ale gdy sprawa znajdzie swój (bliski już) finał, Roch rozpocznie cały cykl wpisów. Historia jest ciekawa i na pewno będzie przestrogą dla innych. W sumie Roch „umie w internety”, a i tak dał się złapać – ale cóż, w życiu trzeba wszystkiego spróbować, żeby czuć, że żyje się pełnią życia.
Podsumowując: o ile 2026 rok nie będzie gorszy od poprzedniego, Roch nie będzie narzekał. Jedyne, co chce zmienić, to częstotliwość wyjść na rower. Jeśli całą resztę uda się powtórzyć, to będzie kolejny udany rok.
I na koniec: wszystkim, którzy dotarli do tego miejsca (i tym, którzy nie dotarli też), Roch życzy wszelkiej pomyślności i radości w Nowym Roku. Spełnienia marzeń, zdrowia, pogody dokładnie takiej, jaką lubicie, i świetnych tras rowerowych. I wszystkiego, czego sami sobie życzycie.
Roch pozdrawia Czytelników.

Dodaj komentarz