Wymiana szprychy, w końcu

Od ostatniej notki, w której Roch opisywał przygody z pękniętą szprychą, minął już dobry miesiąc, ale zamiast szybkiego serwisu Roch zajmował się wszystkim, tylko nie naprawą koła. W sumie koło działało, bez jednej szprychy nic złego się nie dzieje, a brzęczący nypel wewnątrz obręczy tak bardzo Rochowi nie przeszkadzał. No więc tak jeździł do urlopu. Zakładał, że przed urlopem — albo na początku urlopu — Roch sobie naprawi koło i będzie mógł spędzić urlop na rowerze. Jednak plany oczywiście potoczyły się inaczej i Roch wyjechał.

Wyjazd — w sumie to klasyczne last minute, a w przypadku Rocha to last week — okazał się całkiem fajnym pomysłem, choć Roch zakładał, że jednak nigdzie nie pojedzie, bo bezrobotne piątki trochę go uszczuplają finansowo, ale finalnie drugi wypad w roku doszedł do skutku. Dzięki temu Roch nie naprawił roweru — w sumie jakby nie wyjechał, to też pewnie by go nie naprawił — ale po powrocie z urlopu pogoda się zepsuła i Roch z nudów zszedł do Nory.

Szybko poszło, szprycha jak nowa

Zanim jeszcze Roch zaczął rozkręcać koła, to upewnił się, że ma czym zastąpić tę urwaną szprychę. Gdzieś mu się majaczyło, że ma szprychy ze starego koła, które rozkręcił, jak dostał obecne od XLC. I w sumie dobrze myślał, bo ma cały pęk szprych na wymianę, do tego worek nypli, które zamówił, jak naprawiał koło w dirtówce Młodego. Więc był przygotowany do serwisu i teoretycznie nie powinno go nic zaskoczyć.

I w sumie nic go nie zaskoczyło, może poza tym, że podczas zakładania kasety wypadła mu ta podkładka znajdująca się między piastą a kasetą i po skręceniu kaseta latała. Poza tym wszystko przebiegło sprawnie i bez bólu, nawet samo centrowanie koła udało się ogarnąć bez większego problemu. W sumie to już trzecie, może czwarte centrowanie, więc tego doświadczenia Roch trochę nabiera.

Finalnie Roch sprawdził napięcie szprych tensometrem, który kupił przy okazji poprzedniej naprawy dirtówki. Nie jest to co prawda sławny niebieski Park Tool, bo Rocha zwyczajnie nie jest na niego stać, ale ProX też zrobił fajne narzędzie (to żadna współpraca, narzędzie jest po prostu warte polecenia) za ułamek ceny. No i jest czerwone, czyli szybsze.

Całość serwisu zakończyła się poniżej dwóch godzin, więc całkiem sprawnie mu to poszło. Pierwsze testy pokazały, że koło jest proste, a szprychy wytrzymują obciążenie, więc można założyć, że i dalsze jazdy po gorszym terenie wytrzymają, ale to jeszcze przed Rochem, bo po serwisie czekał go urlop. I wyjazd.

Wakacje, czyli dlaczego woda w morzu była za ciepła

Wybór wakacji przypominał trochę rosyjską ruletkę: Roch z tabletem na kolanach, Żonka z laptopem; przeglądanie w jednej zakładce Bookingu, w drugiej Wizz Aira i jeszcze wszedł nowy gracz, czyli Ryanair. No jakoś trzeba było wszystko zsynchronizować, a termin był stały, czyli 10–16 sierpnia. Jako że wakacje sami sobie organizują, bez pomocy biur podróży, to trzeba było dograć pokój z lotem i transportem z lotniska, co pozornie może się wydawać trudne, ale już kilka takich wyjazdów udało się ogarnąć bez najmniejszego problemu.

No więc na pewno musiało być morze, żeby się kąpać, no i ciepło, ale nie takie ciepło jak w Polsce, że wali 36°C i żyć się nie da, tylko musiało to być południowe 36°C, czyli po prostu ciepło. No i trafił się taki kierunek idealny. Włochy, w zasadzie południe Włoch, które miało wszystko, czego Roch chciał.

Tydzień urlopu minął zdecydowanie za szybko, a przed samym wyjazdem — dosłownie 12 godzin przed wyjazdem na lotnisko do Krakowa — Młody rozwalił nogę. Nie tak trochę, nie było to zadrapanie, a pełnoprawne rozcięcie pinem z pedału, które kwalifikowało się do szycia na SOR-ze.

Jednak sytuację uratowały paski do zamykania ran, takie szwy, tylko bez lekarza, SOR-u i kolejki, ale w morzu to Młody już nie popływa. Jednak na miejscu, czyli we Włoszech, okazało się, że jednak popływa. Plastry wodoodporne w połączeniu z dmuchanym kołem, na którym Młody siedział z nogą w górze, spowodowały to, że wakacje były w pełni.


Szczęśliwie rana się zrosła, wakacje się udały, a większość dni spędzili w morzu. Poza sporym rozcięciem nogi kolejną ofiarą wakacji był utopiony w morzu telefon. Serio, wakacje 2026 to wypadkowa wszystkiego, co mogło się nie udać, z tym, co w wakacjach najlepsze. Spokój, słońce, plaża i ogólny chill. Nawet utopiony telefon nie zaburzył tegorocznych wakacji.

Po powrocie do domu Roch zaczął jeździć na rowerze i — korzystając z tego, że wrócił w dniu urodzin — dostał zajefajny prezent. Kask skejtowy, żeby mógł jeździć na rolkach i BMX-ie bez obawy o głowę. I w sumie to prezent idealny, bo łączy stylóweczkę i bezpieczeństwo, co u 42-latka jest najważniejsze. Tak, tyle właśnie lat ma Roch, choć mentalnie jest na stałym poziomie trzyletniego dziecka.

A na zakończenie jeszcze trzy słowa ojca-redaktora

Wakacje, bo w sumie ta notka opublikuje się już bliżej września, minęły dobrze. Nawet bardzo dobrze. Był to czas zmian na blogu, ale też zmian w rowerowym życiu. Więcej jeżdżenia, choć pełny obraz będzie dopiero na koniec roku, więcej rolek (tych butów z kółkami, nie social mediów), ale też trochę BMX-a i skejtowej zajawki. Ogólnie lato mija dobrze, oby czas pogody, słońca i długiego dnia trwał jak najdłużej, bo Roch ma jeszcze kilka pomysłów, które chciałby zrealizować.

Jeśli się nie uda — to nic straconego, ma na to kolejny rok — a przez ten gorszy okres w roku, czyli zimę, Roch też będzie miał co robić. Już szykuje się projekt naprawy gravela i dirtówki, więc nawet jak dzień skończy się po południu, to Roch jeszcze będzie miał co robić w Norze. Tak więc nie traćmy nadziei, choć lato już za nami. Przed nami polska złota jesień, która ma swój niepowtarzalny urok.

Roch pozdrawia Czytelników.

Komentarze:

Dodaj komentarz